Dodaj do ulubionych

wiem, ze zdradza- co robic??

07.01.06, 23:49
prosilam was o rady przed swietami, moje najgorsze podejrzenia sie
sprawdzily - maz spedzil upojny tydzien z kochanka w Portugalii..TAk
strasznie boli mnie serece, ze nie mam sil pisac o szczegolach..Mamy dwojke
malych jeszcze dzieci, ja ostatnio sleczalam nocami nad moja praca naukowa i
nie mialam ochoty na nic, poza snem..
Blagam, napiszcie, co robic, czy walczyc o meza czy sie poddac???
Obserwuj wątek
    • misssaigon Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 08.01.06, 01:29
      moze jednak dać sobie np tydzien, Portugalia jak najbardziej wskazana,
      szczególnie po takim wysiłku, i przemyśleć, czy jesteś w stanie a / wybaczyć,
      b/ zapomnieć c/ walczyć o małżenstwo. I dokładnie w tej kolejności ....
      • skorpionica11 nie ma o co walczyc rozwod wez 24.02.06, 17:21
        bo i tak bedzie nadal cie zdradzal i szkoda twoich nerwow.boze opamietaj sie
        walczyc o takiego debila?:)))))
    • metalin Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 08.01.06, 06:51
      halszka17 napisała:

      > Blagam, napiszcie, co robic, czy walczyc o meza czy sie poddac???

      Witaj halszka.
      Bardzo sensowna jest wersja działania misssajgon(brawo).A jak już wrócisz z tej
      Portugalii, bezwzględnie zastosuj "tąpnięcie", bez płaczu i próśb, z
      przygotowanym (chociażby na niby) pozwem rozwodowym i stosownym zabezpieczeniem
      alimentacyjnym na dzieci . Mam podobny przypadek w dalekiej rodzinie....działa
      jak cholera, szczeg. wysokość alimentów(a jaszcze niepełnoletni syn zażyczył
      sobie środki na korepetycje i takie tam-wszystko na papierze i do sądu )
      Inna sprawa, to to, czy w waszym związku jest wszystko OK, czy to bezmyślny
      wybryk Twojego M, czy bardziej zaawansowany rozkład związku- Ty również musisz
      sobie i jemu zadać te pytania ,bo ja uważam ,że samo się nie dziaje, przyczyna
      być musi!? Ale o tym będzie czas na rozmowę po "tąpnięciu", mąż musi mieć
      również czas na zastanowienie...przecież w Portugalii miał inne zajęcia niż
      myślenie!
      Sądzę jeszcze, że najgorszą strategią w takiej sytuacji jest płacz, jęczenie,
      awantury .Będziecie się koncentrować na stanie obecnym wynikającym już z tych
      sytuacji ,na wzajemnych oskarżeniach, żalach , a sprawa samej zdrady rozmyje
      się w potokach łez.
      Jaby ta Portugalia nie wyszła , zrób sobie wolne od codzienności. Krótko i
      zdecydowanie poinformuj męża o obowiązkach typu : dzieci ze szkoły czy
      przedszkola, nakarmienie , pranie...tylko nie siedź i nie przyglądaj się jak
      sobie radzi! Wyjdź , wyjedź, zamieszkaj na kilka dni u koleżanki. Zrób cokolwiek
      , to ma być TĄPNIĘCIE! Inaczej , M będzie dalej robił Ciebie na "szaro" . A
      takie biedactwo chore..... jak kiedyś pisałaś!?

      Życzę Ci tego zdecydowania przede wszystkim i trzymam kciuki.

      Wybaczyć zawsze możesz , ale musisz wiedzieć dlaczego to się stało! Masz prawo
      poznać stanowisko i deklaracje męża - lepiej byłoby w czynach a nie w gadaniu!
      Głupoty, jak już zauważyłaś, potrafi pięknie opowiadać!

      Pozadrawiam.
      • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 08.01.06, 09:32
        dziekuje serdecznie za dobre slowa - niestety, nie moge tak wszystkiego
        zostawic i wyjechac, sprobuje chociaz w czesci skorzystac z propozycji
        misssajgon.
        Powiem szczerze, ze najgorsze w tym wszystkim jest moje poczucie winy: to
        malzenstwo ukladalo sie fatalnie jesli chodzi o sprawy lozkowe (oczywiscie na
        poczatku tak nie bylo). Z biegiem lat wszystko sie zmienilo i to ja bylam ta
        strona "odmawiajaca". Przyczyny? Charakter pracy sprawia, ze caly czas jestem z
        mezem, pracujemy razem. W ostatnich latach coraz wiecej bylo tych zlych dni niz
        dobrych, maz jest porywczy, zdarzalo sie mu podnosic na mnie glos. Ja nie bylam
        w stanie przelamac sie po takim dniu jak gdyby nic sie nie zdarzylo..
        Dzisiejszej nocy nie spalam - on zreszta tez nie. Oczywiscie spedzilismy ja
        oddzielnie. Nad ranem przyszedl do mnie i tlumaczyl, ze nie czul sie
        akceptowany przeze mnie, szukal wiec tej akceptacji gdzie inziej i ja
        znalazl..Deklarowal, ze nie ma zamiaru nas zostawiac, chce tylko, zebysmy razem
        zmienili cos w naszym zyciu. Ze bylo to ostrzezenie i wstrzas dla obojga.
        Czy wierzyc tym obietnicom, jak sie na milosc boska zachowac w sprawach
        intymnych??
        • zonaniezona1 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 08.01.06, 10:27
          Między deklarowaniem zmiany a pojechaniem z kochanką na wakacje jest zasadnicza
          róznica. Nie wbijaj się w poczucie winy! To akurat absurd. to nie Ty pojechałas
          z kochankiem... Malżeńsatwo to przede wszystkim wsparcie....
          Pogadaj z nim... i moze warto ustawić granice, których małzónkom nie wolno
          przekrraczać ... Wiem o czym piszę bo sama jestem na etapie ustawianoia swoich
          granic...Wszystko tylko nie wpadaj w doły ....!!! Wyjazdy , ucieczki moim
          zdaniem nic nie dają . Daje analiza swoich preferencji i konsekwentna ich
          ralizacja. To on zdradza....!!!!
          • metalin Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 08.01.06, 11:03
            A więc jest przyczyna! Tego się obawiałam. Jego postępku nie pochwalam , ale
            Ciebie nie usprawiedliwiam. Oczywiście w tym przypadku nie ma co uciekać, tylko
            poważnie, WSPÓLNIE zastanowić się nad naprawą związku.
            Preferencje własne są ważne...tylko nie zapomnij o jego preferencjach, bo jeżeli
            każdy ustanowi własne granice,mogą to być zasieki nie do przebycia.
            Dodam tylko tyle: równie podłe jak zdrada jest błaganie o bliskość, seks.
        • 3nele Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 08.01.06, 10:51
          Kto i w jakim procencie jest winny zostaw na pozniej, przede wszystkim nie
          oskarzaj sie teraz sama, ze M znalazl sobie panienke - bo to w koncu ON
          dopuscil sie zdrady malzenskiej, a nie Ty....
          Posluchaj rad Missajgon i Metalin - czegos takiego nie mozna podsumowac jedna
          rozmowa po nieprzespanej nocy, zostaw sobie duzo czasu i przez najblizsze dni w
          ogole nie poruszaj z nim na tego tematu, poczekaj az Twoje emocje ochlona i
          bedziesz miala calkowita jasnosc, czego od niego jeszcze w zyciu chcesz.
          "Nie ma zamiaru nas zostawic, chce tylko, zebysmy razem cos zmienili w swym
          zyciu..." i ..."bylo to ostrzezenie i wstrzas dla nas obojga" to sprytna
          manipulacja z jego strony, zeby Cie obarczyc wspolwina za JEGO decyzje i JEGO
          zdrade - w takie rozmowy nie daj sie wciagac, bo w koncu wyjdzie na to, ze
          biedaczek musial sie poswiecic i /.../ panienke dla dobra Waszego malzenstwa.
          Jak sie zachowac w sprawach intymnych to chyba sama czujesz. Nawet jesli
          podejmiesz decyzje, ze zostajecie razem, bedziesz potrzebowala duzo czasu by mu
          znowu zaczac ufac i miec ochote na seks.
        • agatsam Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 17.04.06, 16:56
          wierzyc. Jesli jest tego wart i ty tego chcesz to wierzyc i zmieniac co sie da.
          odnajdzcie sie na nowo.
        • agatsam Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 17.04.06, 16:59
          wierzyc. jesli chcesz zebyscie byli razem to uwierz i zmieniajcie co bylo nie
          tak
      • abrakadabra11 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 15.01.06, 09:47
        gratuluję pomysłu z szantażem, to rzeczywiście rozwiązanie na poziomie
      • julakula1 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 20.01.06, 13:28
        Troche godności kobieto, chcesz spedzic cale zycie z kims kto chce sypiac nie z
        toba tylko pewnie z jakas mloda panienka?
        żenada
        • matkajoanna Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 18.02.06, 14:37
          a wogóle to obrzydzenie bierze jak sobie wyobrazisz że macza swojego u jakiejś
          innej, albo nawet po francusku jej robi; ja już bym nie mogła spać z takim
          obrzydliwcem
    • tankard Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 08.01.06, 15:42
      > ja ostatnio sleczalam nocami nad moja praca naukowa i
      > nie mialam ochoty na nic, poza snem..

      Jak długą absytnencję zafundowałaś mężowi ?

      • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 08.01.06, 16:55
        niestety, bardzo dluga..czy to wiec usprawiedliwia taka perfidna zdrade (sama
        dzwonilam do znajomych, by zarezerwowac mu to mieszkanie w Portugalii)..Tam
        bywalismy czesto z dziecmi, wyobrazenie tych pomieszczen doprowadza mnie do
        rozpaczy, czy nie mogl wybrac choc innego miejsca??
        • kondzo Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 08.01.06, 19:42
          skoro macie dzieci spróbuj ratować wasz związek jeśli go kochasz.
          • metalin Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 08.01.06, 20:09
            Halszka, rzuć okiem do wątku nieżj"Podjęłam decyzje"-znajdziesz prostą odpowiedź
            na swoje dylematy.
    • maheda Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 08.01.06, 22:10
      Wątek w stylu "on mnie skrzywdził psychicznie, co robić?"
      W trakcie dowiadujemy się, że pokrzywdzona długo wcześniej krzywdziła krzywdziciela.
      Co robić... powtórzę opinie koleżanek.
      Siąść i zastanowić się, co jest ważne. Najpierw każde z osobna, potem wspólnie.
      I albo odejść każde swoją drogą, albo WSPÓLNIE wypracować przyszłość.
      • your_and Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 10:06
        Ciekawie na ten temat napisał pewien psychoterapeuta rodzinny A.W.:

        To, które zdradziło, powinno dostać od zdradzonego porządnie po głowie - za brak
        wczesnego ostrzegania, za to, że nie powiedziało: "Słuchaj, coś się psuje,
        zaczynam oglądać się za innymi, musimy porozmawiać". Ale ze zdradą poradzą sobie
        tylko te pary, które przyjmą, że RAZEM tego piwa nawarzyły, choć dopuściło się
        jej tylko jedno z nich.

        kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,57321,2166708.html?as=3&ias=3
        • tankard Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 10:28
          Ciekawe, zazwyczaj jest system wczesnego ostrzegania, ale najczęściej słyszymy w
          odpowiedzi:
          -masz za duże potrzeby,
          -nie ma żadnego problemu, to tylko twoje wymysły,
          -musisz się dostosować

          Gdy już się zawaliło, ponosimy tą odpowiedzialność RAZEM. Przedtem to tylko
          ten/ta nadpobudliwy idtiota/tka miał(a) problem.
          • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 11:02
            po pierwszych deklaracjach meza, ktory wygladal na zalamanego (chyba dlatego,
            ze tak wczesnie wszystko wykrylam - wpadka byla banalna, odcinek biletu
            lotniczego w koszu z imieniem i nazwiskiem kochanki)- gdy stanal przed faktem
            dokonanym nie usprawiedliwial sie, tylko krzyczal, ze to moja wina, bo
            uchylalam sie od wspolzycia. Przyznalam sie do winy, wyrazilam skruche,
            powiedzialam, ze wybacze, jesli sprobujemy RAZEm wszystko naprawic. Tymczasem
            on jest znowu we wspanialym humorze, czyni sobie nieustanne zarty na temat
            Portugalii, w ktorej przeszly mu jak reka odjac jego dolegliwosci..I nagle ja
            znalazlam sie w roli osoby winnej, ktora musi przepraszac i naprawiac ten
            zwiazek...
            Jestem rozbita i zagubiona, zupelnie nie wiem, co robic..Ze wzgledow zawodowych
            on wciaz gdzies dzwoni, przychodza nieustannie smsy - tak bylo zawsze, ale
            teraz kazdy dzwonek telefonu to bol, ze to moze ona dzwoni..Nie umiem
            skoncentrowac sie na dzieciach, na moich bardzo licznych obowiazkach ani na
            sobie - naprawde nie wiem, co powinnam zrobic...
            • tankard Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 11:09
              A co powiedział mąż ?
              Postanowiliście coś apropos waszej przyszłości, czy też przemilczeliście całą
              sprawę ?
              • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 11:37
                powiedzial, ze jestesmy dla niego najwazniejsi i ze nigdy by nas nie zostawil.
                Zreszta o tym, ze jestesmy najwazniejsi mowil tez dzwoniac z Portugalii i
                podkreslajac, ze przy najblizszej okazji powinnismy tam znowu pojechac wszyscy
                razem..
                Przed wyjazdem byl dla mnie czuly (co wczesniej sie nie zdarzalo), prawil mi
                komplementy, jaka jestem zgrabna itp..Dzisiaj wychodzac z domu tez mnie czule
                przytulal, ale juz mu nie wierze, odbieram to jako gest Judasza..Nie wiem, skad
                taki doskonaly humor, moze ustalil z kochanka jak oszukiwac dalej glupia zone??
                Najgorsze jest to, ze on w ogole nie odczuwa skruchy ani rozmiaru tej zdrady: z
                ta obca kobieta przywital Nowy Rok, nasze wspolne 10 lat jest niewazne,
                niewazne sa dzieci i praca zawodowa, ktora takze nas laczy..Teraz patrze na
                niego z przerazeniem, jako na czlowieka bez zasad i moralnosci..Naprawde,
                zrozumialabym zdrade, ale nie taka - swiadomie oszukiwal cala rodzine w czym ja
                tez mialam swoj wspoludzial, ze pod koniec roku musi nadrobic zaleglosci w
                pracy..Nie moge w to uwierzyc...najgorszy jest ten bol serca, ktory nie pozwala
                mi zasnac..
                znajoma poradzila, zebym zazadala, by w mojej obecnosci zadzwonil do tejze pani
                i powiedzial, ze nie bedzie sie z nia wiecej spotykal. Czy to jest dobry
                pomysl??
                • tankard Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 11:46
                  Ja myślę, że powinniście jeszcze raz na spokojnie porozmawiać i dokładnie sobie
                  wszystko wytłumaczyć. W tego typu sprawach nie ma prostych rozwiązań.
                • your_and Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 11:58
                  > Przed wyjazdem byl dla mnie czuly (co wczesniej sie nie zdarzalo), prawil mi
                  > komplementy, jaka jestem zgrabna itp..Dzisiaj wychodzac z domu tez mnie czule
                  > przytulal, ale juz mu nie wierze, odbieram to jako gest Judasza...

                  Pewnie sam miał dylemat i próbował nawiązać wiecej bliskości, gdyby wtedy
                  zdarzył sie cud i coś sie odmieniło w waszych relacjach, nie pojechałby tak
                  wygłodniały i sprawa potoczyłą sie innaczej.

                  >Nie wiem, skad
                  > taki doskonaly humor, moze ustalil z kochanka jak oszukiwac dalej glupia zone??

                  Pewno stąd, skąd optymizm zycia biora zakochani, endromorfiny krazą we krwi,
                  świat wydaje sie bardziej kolorowy, a człowiek zauważony i dowartościowany, od
                  razu ma humor i chęć na wszystko. U kobiet ten efekt działa jeszcze mocniej.
                  To chemia , nie wyrachowanie...

                  > Najgorsze jest to, ze on w ogole nie odczuwa skruchy ani rozmiaru tej zdrady:
                  > ta obca kobieta przywital Nowy Rok, nasze wspolne 10 lat jest niewazne,
                  > niewazne sa dzieci i praca zawodowa

                  Cóż to chemia działająca na ośrodki odczuwania przyjemości w mózgu, ta sama
                  która sprawia że dla zakochanych cały świat z jego przeciwnościami jest
                  nieważny, a dla matki która urodziła dziecko sprawia że liczy sie tylko dziecko.
                  Kiedyś też was to pewnie łączyło, niepielęgnowane, utoneło w mrokach
                  przeszłości. Z czasem samo przechodzi...
                  Brak poczucia winy w takich sytuacjach jest niestety często wspominanym efektem.
                  • misssaigon Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 23:30
                    powód euforii małzonka jest jednak chyba inny- otóz zrzucił on brzemie
                    tajemnicy, juz sie nie musi kryc, moze grac w otwarte karty, mówic o swojej
                    kochance, rozmawiac o niej (bo chce o niej rozmawiac i o sobie, bo w koncu jest
                    wazny i jego zycie tez). Temat tabu przestał byc tabu i jemu jest z tym
                    dobrze. Ciezar został pzrerzucony na zone "juz wiesz kochana, wydało sie, wiec
                    coś musisz z tym zrobic, ja oczywiscie bardzo chetnie cie wespre, bo chce miec
                    zone rodzine itp itd ale na kochanke to sobie sama zasłuzyłaś". Stad ta eufora
                    i dobre traktowanie.
                    Mysle ze teraz zalezy od cibie czy mu to dobre samopoczucie zepsujesz i
                    komfort "jawnosci" czy tez bedziesz trwac w tej prozni?
                • fasol68 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 16:08
                  on ciebie nie zdradił i nie był z tą koietą w Portugalii
                  on był tam sam a wszystko to blef specjalnie ukartowany dla ciebie żebyś się
                  zastanowiła
                  tak mi się wydaje na 100%
                  ten kwit maiłą tam być gdzie był jak go znalazłaś
                  nie wiem ale wydaje mi się że całkiem niezłe zagranie wymyślił
                  nalezy mu się za to podziw że wpadł na taki pomysł zalezy mu strasznie na tobie
                  a ponieważ nie docierały do ciebie żadne argumenty wymyślił zagranie bezpośrednie
                  brawo dla męża
                  • misssaigon Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 23:36
                    oj, przyfasoliłeś :((
    • abdulian Motywy? 09.01.06, 16:28
      Zdajesz sobie sprawę dlaczego to zrobił? Myślałaś nad motywami jego
      postępowania? Napisz coś więcej (chociaż to i tak nie będzie obiektywne, ale
      zawsze to więcej informacji).

      Bo z jdnej strony facet mógł okazać sie straszną świnią, a z drugiej strony,
      może sama jesteś sobie winna (po części...).
    • sandoz Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 16:43
      Przeczytalam niedawno ksiazke "Zycie podziemne mezczyzny" i prawda jest taka,
      ze On przebuje sexu ktorego Ty mu nie dawalas. Nie zrozumie tego, ze teraz
      czujesz do niego obrzydzenie i nie wiesz jak sie zachowac. Tamta kobieta to
      tylko sex. Ty jestes jego rodzina. Czyli jestes najwazniejjsza - jako rodzina.
      Na pewno kocha Ciebie i dzieci, ale potrzebuje sexu! Tamta kobieta dala mu tego
      czego nie dostal od Ciebie, ale jesli i Ty mu to dasz - na pewno wroci do domu
      z podkulonym ogonem i moze nawet bedzie bardziej sie staral. Tylko czy Ty tego
      chcesz? Czy jeszcze Ci zalezy? Czy chgcesz powalczyc? Czy jestes w stanie sie
      zmienic i byc czula kochanka jakiej potrzebuje na co dzien? Jesli tak, pogadaj
      z nim, bo macie jeszcze szanse. Jesli nie - powiedz mu o tym i zacznij szukac
      adwokata.
    • charl75 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 18:56
      ja uwazam, ze powinnas byc bardziej stanowcza, bo generalnie w tej chwili to
      wszystko sie odbywa na zasadzie, ze on sobie zdradzil, ot tak dla zabawy i
      wogole jest wokol tego wiecej smiechu niz powaznego zastanowienia sie jakie
      macie problemy. Jesli sa one i z Twojej strony, to owszem mozesz to przyznac,
      ale zapytaj go w takim razie czy jesli on pewnego dnia zostanie impotentem albo
      po wylewie opadnie mu na zawsze fujarka to czy zyczy sobie uprzedzic go, ze
      masz na boku jakiegos jurnego byczka czy tez niekoniecznie:))
      • your_and Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 21:14
        > Jesli sa one i z Twojej strony, to owszem mozesz to przyznac,
        > ale zapytaj go w takim razie czy jesli on pewnego dnia zostanie impotentemalbo
        > po wylewie opadnie mu na zawsze fujarka to czy zyczy sobie uprzedzic go, ze
        > masz na boku jakiegos jurnego byczka czy tez niekoniecznie:))

        A czy ona jest oziebła i sie na to leczy?

        To bardzo nietrafne porównanie… a jakże często używane przez kobiety, którym się
        nie chce…
        To tak ja bym kazał całymi dniami żonie usługiwać nie podnosząc się z łóżka,
        argumentując że jak tramwaj obciął by mi obie nogi to ponieważ mnie kocha
        powinna się mną opiekować i latać wokół mnie wiec to wynika z miłości.
        Jeśli zdarzy się ułomność i jeden z partnerów musi z pewnych wzgledów
        zrezygnować to zupełnie inna sytuacja niż gdy jedną strona może , ale je się nie
        chce, nie ma ochoty , czy nie interesują ją po prostu potrzeby partnera…
        • trilux1 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 09.01.06, 21:52
          Niestety mężczyzna potrzebuje seksu i bez tego jest bardzo sfrustrowany.Dlatego
          tak się sprawy potoczyły.Przykre to dla Ciebie ale Twój udział w tym jest.
          • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 12:52
            Naturalnie, ze seks jest wazny dla obydwu stron, mysmy wpadli jednak w taka
            rutyne, ze w pewnym momencie te coraz rzadsze kontakty intymne przestaly byc
            dostrzegane i jakby przestalo ich brakowac - okazalo sie oczywiscie ze tylko
            mnie. Ja pracuje bardzo, bardzo duzo, wlasciwie sama zajmuje sie domem i
            dziecmi - sama pozwolilam sobie na to, by nie zrzucac na niego czesci naszych
            obowiazkow. Jasne, ze nie jest to zadne usprawiedliwienie, ja jednak przyznalam
            sie od razu do winy, przeprosilam meza, ze tak lekcewazylam jego potrzeby.
            Co jest teraz? Jak slusznie zauwazyla missajgon, dobry humor wzial sie z faktu,
            ze ja juz wiem, ze mozna juz o tym rozmawiac..Padlo jeszcze duzo roznych slow,
            jestesmy po bardzo dlugiej rozmowie - byly momenty, kiedy maz zalowal tejze
            panienki, bo ona przeciez sie zaangazowala, ba, zakochala, przeplakala wiele
            nocy..BArdzo mnie to naturalnie wzrusza i obchodzi, nie wiem, czy nie
            przekroczona zostala jednak pewna granica, jakzesz mnie, ktora nie spi od tylu
            nocy z tego powodu, ktora jest od 10 lat jego zona i matka jego dzieci mozna
            opowiadac o lzach jakies obcej kobiety, ktora wiedziala, ze angazuje sie w
            romans z zonatym mezczyzna?
            Niby wszystko zostalo ustalone, maz naturalnie nie ma zamiaru nigdzie
            odchodzic, zapewnia, ze dzieci i dom sa dla niego najwazniejsze, nawet zaczal
            mnie znow czule przytulac - jednak nie moge pozbyc sie wrazenia, ze nie do
            konca mowi prawde. Skad moge wiedziec, jak czesto do niej dzwoni, co jej mowi i
            czy nie spotkaja sie przy najblizszej okazji? Kosztowaly mnie te ostatnie dni
            tyle sil, ze teraz juz na nic ich nie starcza, musze sie pozbierac..
            • woman-in-love Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 13:31
              Moja rada: anie walczyc, ani sie poddać. Zostawić sprawy własnemu biegowi.
              Chodzi o oszczędzanie energii. Nie spalaj sie. Co ma byc, to bedzie.
              • tomek_abc Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 13:38
                wydaje mi się, że szanowny małzonek wyczuł, że Ci bardzo zależy na ratowaniu
                małżenstwa i wykorzystuje to.
                Mówienie żonie o biednej kochance ....to lekka przesada (czytaj bezczelność).
                Co miał na mysli?
                Bedzie przykładnym mężem pocieszającym w wolnych chwilach biedną kochankę?
    • sandoz Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 14:29
      A moze zagraj va bank - zazadaj od niego telefonu do tej pani i przekaz jej
      swoje sugestie na ten temat. Ja bym jej powiedziala co o tym wszystkim mysle i
      zrobilabym to w jego obecnosci. Jego reakcja moze byc bardzo ciekawa i
      pouczajaca. Wtedy mozesz sie przekonac w co on tak naprawde gra! Swoja droga az
      sie prosi, zebys wystawila mu walizki. Ma facet tupet swoja droga ...
      • marcin28latkrakow Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 14:31
        postaw na dzieci - one są najważniejsze - a faceta wiesz .... wyślij do
        portugalii z powrotem tylko niech nie wraca tym razem ;)
        • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 15:20
          Rzeczywiscie, mam wrazenie, ze maz uznl, ze wszystko jest juz w porzadku, mozna
          wrocic do dawnego zycia, jak gdyby nic sie nie stalo. A stalo sie przeciez cos
          strasznego! Planowal ten wyjazd na zimno od dwoch prawie miesiecy,
          zrozumialabym zdrade w chwili zapomnienia, czy kilka nocy z jaks kobieta - ale
          wspanialy urlop w dniach, kiedy najblizsi ludzie chca byc razem..Moze wiec
          uznal, ze to ona jest ta najblizsza? Chyba skorzystam z rady, by poprosic o
          telefon do tej pani..Sugerowalam, zeby zadzwonil sam w mojej obecnosci i
          powiedzial, ze nie bedzie sie juz wiecej z nia spotykal - ale jakos ominal ten
          temat..
          • marcin28latkrakow Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 15:27
            jaką masz gwarancję że nie będzie następnego razu? ...
            moim zdaniem to zła metoda, to sprawa między wami ...
            ale to tylko moje zdanie
            • maheda Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 15:31
              Ta Trzecia to nie przedmiot! To nie jest sprawa między nimi (dwojgiem)!!!
              Ta trzecia kobieta też ma swoje uczucia, nie wiadomo, co jej naobiecywał, co
              jej naopowiadał, chyba się zaangażowała... bo przecież też by chyba miała z kim
              spędzić Święta, gdyby nie pojechała do tej Portugalii?
              Jej uczucia też są ważne i Ona też się liczy.
              Nie możesz powiedzieć, że to nie jest Jej sprawa.
              To jest sprawa wszystkich trojga.
              • marcin28latkrakow Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 15:38
                więc proponuję trio ;) - przepraszam cie, ale moje zdanie nadal jest takie: on i
                ona są w związku, mają dzieci .... łączy ich coś wiecej niz tylko romans ...
                nie zgadzam sie z tobą absolutnie ...
                może na wzór amerykanski spotkaja sie i porozmawiają sobie o tym?:) uważasz to
                za realne?
                poza tym zle mnie zrozumialas - nie powiedzialem przeciez ze ta trzecia osoba
                sie nie liczy, tylko ze facet musi sie określić... nie jestes bezstronna
                • maheda Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 15:43
                  To, że Cię źle zrozumiałam - to jeszcze nie znaczy, że nie jestem bezstronna ;)

                  Powiedziałabym, że tę parę małżeńską łączy zupełnie co innego, niż parę
                  romansującą. Czym innym (jak sama Halszka powiedziała) jest skok w bok na
                  jakimś wypadzie integracyjnym, gdzieś "przy okazji", bo zawirowało w głowie, a
                  kompletnie czym innym jest olanie spędzenia okresu Świąt Bożego Narodzenia i
                  Sylwestra z rodziną po to, żeby spędzić je z "nieważną", jak sugerujesz.
                  Ja naprawdę uważam, że spotkanie i rozmowa to jest bardzo dobre wyjście - bo
                  wychodzą na światło dzienne rzeczy, o których obydwie panie nie miały pojęcia.
                  To one obydwie są tutaj oszukane. Komunikacja przez oszukującego je obie
                  człowieka, do tego za ich plecami, może nie przynieść żadnych rezultatów.
                  Obydwie będą się czuły (żona również) wciąż oszukiwane. Taka prawda.
                  • maheda Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 15:47
                    Żeby wyjaśnić - nie chodzi mi o towarzyską rozmowę przy kawie.
                    Chodzi mi o to, żeby w obecności obydwu Pań ten oszust powiedział: "Ciebie
                    kocham, chcę zostać z Tobą", a drugiej powiedział "Ty jesteś również dla mnie
                    ważna, ale tamtą kocham bardziej - wybacz".
                    TYLKO tyle (i AŻ tyle, jak się okazuje). Jak się piwa nawarzyło - trzeba je
                    mieć odwagę wypić.
          • maheda Jeśli mogę cokolwiek zasugerować... 10.01.06, 15:27
            przydałoby się spotkanie we trójkę.
            Osobiste, a nie przez telefon, internet, czy Bóg wie, co jeszcze.
            Nie wiem, czy Ty masz na tyle sił. Nie wiem, czy kochanka by się zgodziła.
            Mocno wątpię, że zgodziłby się ON. A czemu? Bo musiałby wybrać, niejako
            naocznie i "nausznie" dla Was obydwu, jak to naprawdę jest z tymi wszystkimi
            uczuciami.
            Oczywiście - dobrze chyba będzie, jak najpierw sobie z tą Panią porozmawiasz -
            ale nie z pozycji "odwal się", tylko "wobec nas obu był nieuczciwy, może dobrze
            byłoby to wyjaśnić".
            Jest to realne?...
            Miałam podobną sytuację, gdzie facet okazał się tchórzem i nie zgodził się na
            takie spotkanie. Myśmy sporo godzin przegadały same (jemu się to oczywiście
            BARDZO nie podobało), ale w końcu musiał się na którąś zdecydować, bo nie miał
            z nami życia. A i myśmy też oczywiście zerwały ze sobą kontakt - bo niby po co
            go utrzymywać? Mimo, że nieźle się dogadywałyśmy.
          • your_and Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 15:42
            Unikanie współżycia może w pewnych związkach doprowadzić do zdrady małżeńskiej
            ze strony męża i - co gorsze - bez poczucia winy z jego strony ("skoro żona nie
            chce się zgodzić..."). Ten tragiczny obraz dopełnia fakt, że owe zdradzane żony
            niekiedy o tym wiedzą, ale albo sobie tłumaczą, że to nie jest prawdą, albo
            uważają, że "lepiej że (na razie) jest tak, niż by miało być następne dziecko".

            www.opoka.org.pl/biblioteka/K/katecheta/malzenstwo3.html
            • marcin28latkrakow Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 15:47
              moim zdaniem spotkanie obu pań z całym szacunkiem dla ich uczuć NIE MA SENSU !
              TO DOLEWANIE DO OGNIA ! facet to zrobił, niech odpowiada za to on. czy maja sie
              spotkac i omówic podział ? ludzie ocknijcie sie. przeciez to powazna sprawa.
              • maheda Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 15:48
                Właśnie dlatego, że to jest poważna sprawa - powinni sobie to raz na zawsze
                wyjaśnić.
            • marcin28latkrakow Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 15:49
              zamiast tłumaczyć coś teoriami psychologicznymi którymi można wytlumaczyć prawie
              wszystko i każdego proponuje zadać jedno moze głupie pytanie? czy on swoją żonę
              kocha? podpowiedz tak/nie
              • maheda Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 15:56
                No i właśnie.
                Chodzi mi o to, żeby w obecności obydwu Pań ten oszust powiedział: "Ciebie
                kocham, chcę zostać z Tobą", a drugiej powiedział "Ty jesteś również dla mnie
                ważna, ale tamtą kocham bardziej - wybacz".
                (przepraszam za powielenie)
                Czemu uważasz to za chore? To by było właśnie BARDZO uczciwe wobez obydwu Pań!
                I tylko nie mów mi, że wystarczy, jeśli najpierw powie to żonie, a potem
                kochance - bo zadna z nich nie będzie miała pewności, co nagadał tej drugiej.
                • tomek_abc Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 15:59
                  Byloby to idealne rozwiązanie...
                  idealne , ale nierelane, bo ani ON ani kochanka sie nie zgodzą na taką
                  konfrontację.
                  Nie ulega jednak wątpliwości, że jak na razie meżusiowi jest za dobrze...bo ma
                  i żone i kochankę....które walczą o niego, a on spokojnie sie bedzie
                  zastanawiał (latami?) którą wybrać.
                  • maheda Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 16:07
                    Widzisz, Tomku, jestem akurat na tej niwie praktykiem, a nie teoretykiem.
                    I w naszym wypadku było tak, że obydwie takiej konfrontacji chciałyśmy.
                    To facet, niestety, stchórzył.
                    A myśmy wtedy zaczęły rozmawiać, opowiadając sobie wzajemnie, co każdej z nas
                    mówił, i uwierz, że skutki tych rozmów były dla niego dużo bardziej
                    nieprzyjemne, niż byłaby taka jednorazowa konfrontacja.
                • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 16:03
                  Dziekuje wszystkim serdecznie za uwagi, gdyby nie one, nie zobaczylam, ze
                  sytuacja zostala doprowadzona do absurdu!! Najpierw bylam winna przede
                  wszystkim ja, bo nie wypelnialam sumiennie malzenskich obowiazkow. Teraz jest
                  winna takze ona, bo powinna sobie zdawac sprawe, ze zadaje sie z mezczyzna
                  zonatym i ze jest to bez przyszlosci - to jego wlasne slowa!! Jestesmy wiec
                  obydwie winne.., tylko nie on!!
                  Nie bylaby, w stanie upokorzyc sie do tego stopnia, zeby spotkac sie z ta
                  kobieta..Moge porozmawiac z nia przez telefon..Z drugiej strony, jesli on nawet
                  w mojej obecnosci powie, ze sprawa definitywnie zakonczona, za minute moze jej
                  wyslac sms: kochanie, to nieprawda itp.
                  Mysle, ze czas wszystko rozstrzygnie, chociaz w ubiegla noc znowu nie spalam..
                  • maheda Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 16:10
                    Pomyśl. Facet CI mówi przez telefon, że woli zostać ze swoją żoną, a potem
                    wysyła Ci SMS "Kochanie, to nieprawda, powiedziałem to po to,
                    żeby....eeeee...yyy..." Właśnie - po co? Oczywiście po to, żeby nie niszczyć
                    swojego małżeństwa. Myślisz, że zgodziłabyś się na bycie wieczną trzecią?!
                    Nie wierzę!
                    Mogę się założyć, że naobiecywał tej kobiecie złote góry.
                  • sandoz Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 16:18
                    Halszka, nie jest latwo i obawiam sie ze z kazdym dniem bedzie coraz gorzej.
                    Nie dziwi mnie ze nie spisz. I nie dziwi mnie, ze juz mu nie ufasz. Mam
                    wrazenie ze on nie robi nic aby Twoje zaufanie odzyskac (wyprowadz mnie z bledu
                    jesli sie myle). Zgadzam sie z tomkiem_abc ze jest mu za dobrze. Ty sie
                    miotasz, tamta kobieta byc moze tez, a on jest caly szczesliwy i nie widzi
                    problemu. Skoro oklamywal Ciebie, oklamal pewnie tez tamta kobiete. Nie staram
                    sie jej bronic. Gdyby miala troche dumy i godnosci to odeszlaby zaraz po tym
                    jak dowiedziala sie ze on jest zonaty i dzieciaty. Jesli tego nie zrobila to
                    warto sie zastanowic dlaczego? Klasycznym przypadkiem jest zwodzenie i Ciebie i
                    kochanki: "poczekaj jeszcze troche, na pewno sie rozwiode" i w ten sposob ma
                    Was obydwie w szachu. Ty czekasz az on wroci na lono rodziny a ona czeka az on
                    sie rozwiedzie. Tym bardziej radzilabym rozmowe z nia, zeby dowiedziec sie na
                    co ona czeka i co zamierza. Zycze Ci duzo sily! Trzymam kciuki! ;-))
                    • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 19:42
                      To smutne, ze nie zna sie czlowieka z ktorym zyje sie od 10 lat..Maz na
                      sugestie rozmowy telefonicznej z kochanka zareagowal zloscia, on juz przeciez
                      zerwal z ta pania, nie ma zamiaru w ogole z nia sie kontaktowac, to byla glupia
                      pomylka i tyle - i sprawa zalatwiona..
                      Ta kobieta od poczatku wiedziala, ze jej ukochany jest zonaty i ze ma dzieci,
                      wiec to tez stawia ja w nieciekawym swietle..Oczywiscie nie wiem, co jej
                      naopowiadal na temat naszego zwiazku, nie wiem, co jej naobiecywal..Dla kobiety
                      taki wspolny wyjazd, noce pod palmami, wspolne witanie Nowego Roku to jest duza
                      obietnica na przyszlosc. Szkoda, ze ani razu nie pomyslala, co moze czuc ta
                      druga. Ta druga oczywiscie jeszcze o niczym nie wiedziala, ale
                      podejrzewala..Moze to byl moj blad, moze powinnam byla uczynic wszystko i
                      zabronic mu tego wyjazdu..Nie wiem..
                      • anula36 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 19:53
                        wiem ze trudno Ci tak do tego podejsc ale moze ta kobieta wcale nie
                        zaaangazowala sie uczuciowo aninie byla to dla niej obietnica na przyszlosc a
                        tylko miala ochote spedzic egzotyczny darmowy urlop i sama sie od twoje meza
                        zmyla jak wybuchla afera.
                        Powiem szczerze - gdyby moj maz wydawal WSPOLNE pieadze na urlopy dla swoich
                        kochanek to wolalbym sie rozwiesc zabezpieczajac alimenty dla siebie i dzieci.
                        Jestes bardzo miekka i twoj maz to widzi zemoze sobie pozwolic na wszystko i
                        skrupulatnie z tego korzysta. Jesli w ogole mowic o Twojej "winie" to jest nia
                        zbytnia uleglosc. To nie budzi ani milosci, ani szacunku.
                        • metalin Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 20:52
                          Anula , z całym szacunkiem, ale inaczej byś chyba pisała , gdyby było odwrotnie;
                          zapracowany mąż, zero seksu :)

                          No , to co mogła zrobić , to rozłożyć trochę obowiązki w rodzinie.
                          • anula36 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 21:00
                            a ja bynajmniej skunksa nie bronie- ucielabym jaja tepa brzytwa.
                            Po prostu wiem jedno - nie warto dac komukolwiek dac sobie wlezc na glowe i
                            nasrac. A dziewczyna wlasnie to zrobila.
                            Wierz mi b7ylam w takim zwiazku - zapracowany facet , zero seksu ale nie tylko
                            nie przyszlo mi do glowy puszczac sie na boki a tym bardziej jezdzic za wspolna
                            kase z kochankiem do Portugalii.A chetnie bym pojechala wierz mi.
                            Chodzilo mi o to ze cale te przeycia kochanki to moze byc fikcja. Wpadla ,
                            przeleciala ma fajne wspomnienia a nasza bohaterka zgryza. Ale ten zgryz to
                            cena za wlasna slabosc , niestety.
                            • metalin Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 21:16
                              :) dobrze mówisz!

                              Teraz to trzeba baby z jajami, p...ąć ręką w stół i ustalić jakieś zasady , albo
                              wystawić walzki , jego lub swoje!

                              • anula36 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 21:22
                                i jeszcze oskubac z kasy na ostatek.
                                Ech ...
                      • maheda Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 20:34
                        Boże, jakie zachowanie Twojego męża jest typowe!...
                        To niesamowite, jak jednak powtarzalne są ludzkie reakcje - wydawałoby się - tak
                        niepowtarzalne...

                        Jeśli Twój mąż się nie myli i ona faktycznie się zakochała i przepłakała wiele
                        nocy (ciekawe, od kiedy - od Sylwestra chyba nie minęło jeszcze wiele nocy?! czy
                        raczej przed nim?!), to zawsze jeszcze jest możliwość, że Twój Mąż powiedział
                        jej, że Ty go już nie kochasz, nie chcesz, on właściwie Ciebie już też nie
                        kocha, że stosunki między Wami są takie, że sama załatwiałaś mu lokal na wyjazd
                        itd. Inaczej się wtedy podchodzi do nawet żonatego i dzieciatego faceta; kobiety
                        są podatne na zdania typu "przed Tobą nie wiedziałem, co znaczy kochać, przy
                        Tobie wydaje mi się, że mogę latać" czy inne tego typu rzeczy.

                        Strasznie Ci współczuję tej całej sytuacji.
                        Nie możesz wykluczyć, że Twój Mąż mówi prawdę.
    • matylda_n Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 20:28
      Przebrnęłam przez wszystko i zastanawiam się jakiej, postawy oczekuje się teraz
      od zdradzającego ? Co powinien zrobić aby żona poczuła się pewnie ?
      Przecież spotaknie we trójkę czy rozmowy telefoniczne niczego nie rozwiązują,
      nie dają żadnej pewności na przyszłość. Jeżeli żona teraz upokorzy męża przed
      kochanką to bedzie miał nauczkę, ale w żaden sposob nie zabezpieczy jej to
      przed możliwościa pojawienia się kolejnej panienki. Ewentualna przyszła
      kochanka bedzie poprostu bardziej ukrywana.
      • maheda Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 20:41
        Jest zawsze możliwość - jeśli OBOJE zdają sobie sprawę z przewin wobec partnera
        - że się to nie powtórzy.
        • aanka7 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 10.01.06, 21:53
          Takie postępowanie jakie proponuje Maheda wypaliłoby tylko wtedy, gdyby oboje
          małżonkowie byli bardziej świadomi siebie,po wielu szczerych i konstruktywnych
          rozmowach.
          A tu jest sytuacja ,że pan i władca ma przewagę psychiczną nad swoją żoną i
          wyrażnie nią manipuluje.
          Opowiadanie żonie co czuje w tej chwili porzucona kochanka pachnie mi
          sadyzmem.
          • maheda Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 08:45
            Opowiadanie, co czuje kochanka, jest prawie normalne... Facet, ktorego romans
            wyjdzie na jaw, może się zachowywac właśnie w ten sposób - chociaz, oczywiscie,
            zwłaszcza dla żony nie jest to przyjemne:(. Wątpię, że zdaje sobie sprawę z
            tego, że zadaje żonie potworny ból.
            Takie postępowanie wypaliłoby nie po rozmowach. Takie rozwiązanie wypaliłoby,
            gdyby facet nie był tchórzem - to wystarczy. Nie wiem, może to z tamtą jednak
            zdecydował się zostać, a żonie tylko mydli oczy, żeby przygotować grunt pod
            adwokata albo upłynnienie majątku? Przecież to też jest możliwe, a trudno wtedy
            o szczere rozmowy. Inna rzecz, że kochanka musiałaby być wielką s*ką (off?),
            żeby pozwolić mężowi na hucpę, jaką by było świadome (już we dwójkę) okłamanie
            obecnej żony, żeby dobrze z tego wyjść materialnie.

            Możliwości jest multum... :( Niestety.

            Trzymaj się dzielnie, Halszko.
            • matylda_n Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 10:11
              Oczywiście, że możliwosci może być wiele. Niektóre całkiem prozaiczne:
              Oboje prze ostatni czas rujnowali swoje małżeństwo (uogólniając przez
              zaniedbanie). On nie wytrzymał sytuacji i odreagował w Portugalji. Wszystko
              wychodzi na jaw. Koniec. Nie ma drugiego dna, a małżonkowie musza się uporać z
              własnym małżeństwem.
    • movisz Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 01:22
      Obawiam sie ze juz nigdy nie bedziesz mogla zaufac mezowi w 100%. Jednakze
      musisz zyskac chociaz troche bys mogla dalej z nim zyc. Zeby odzyskac troche
      zaufania do meza musisz sie upewnic, ze to co ci mowi o niespotykaniu sie z ta
      osoba jest prawda. Wiem ze jest trudno podjac taka decyzje ale jak masz
      pieniadze to wynajmij prywatnego detektywa zeby przez jakis czas go sledzil po
      to bys sie upewnila w tym ze mowi prawde. Odzyskasz troche spokoju
      wewnetrznego. Jesli chodzi o pieniadze to jestescie kwita bo on wydal na
      kochanke a ty na detektywa. Jesli chodzi o to, ze to nieladnie to uwazam ze
      jestes rozgrzeszona takze. On okazal sie swinia to tak jakby dal ci zielone
      swiatlo to bycia tez swinia. Czyli znowu jestescie kwita. Musisz cos zrobic by
      odzyskac troche sily do dalszego funkcjonowania bo tym upakarzajacym zdarzeniu.
      A do tej osoby to ja bym nie dzwonila. Szkoda nerwow. To tak jakbys dzwonila do
      zlodzieja i mowila ze brzydko zrobil.
      Z drugiej strony jakie to przykre ze jedne kobiety swiadomie robia tyle krzywdy
      drugim kobietom a przy okazji dzieciom ktore sa w zwiazku a ktorych wcale nie
      znaja i niczym im nie zawinily. Egoizm ludzki zabija podstawowe zasady
      przyzwoitosci. Liczy sie tylko to ze ona chce. Nie mam nawet krzty szacunku do
      takich kobiet. Oczywiscie nie rozgrzeszam mezczyzn ale to juz kiedy indziej sie
      wypowiem na ten temat.
      • woman-in-love Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 06:41
        Sytuacja jest cholernie szblonowa. Zaryzykuję twierdzenie, że dotyczy
        conajmniej 1/4 małżeństw. Męzczyzna zachowuje sie prymitywnie, nieludzko,
        infantylnie. Można na podstawie jego zachowania stworzyć psychologiczny portret
        powiększonego pięciolatka, rozkapryszonego bachora, który nawet nie wie, co
        robi. Całą odpowiedzialnośc zrzuca na kobiety. Nazwanie go bydlakiem obraziłoby
        zwierzęta. Niemniej (być może) Halszka będzie musiała z nim zostać z różnych
        przyczyn. Na przykład ze względu na utzymanie pełnej rodziny dla dziecka.
        Oczywiście nigdy już nie będzie jak było. Trzeba dokonać przewartościowania.
        Jeśli o mnie chodzi, a przeżyłam prawie w 100 procntach to samo, małzenstwo nie
        przetrwało; doszłam do wniosku, ze zbyt poważnie traktujemy tę formację.
        Nabrałam ogromnego dystansu do tego, co szumnie nazywa się Sakramentem i
        zrozumaiłam, dlaczego księża sie nie żenią.
        • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 08:03
          Nie sama zdrada, ale jego reakcja na nia boli mnie w tej chwili najbardziej.
          Najchetniej naturalnie bym odeszla, ale dzieci sa jeszcze male, jest tyle
          zaleznosci finansowych (pracuje w jego firmie). Sprobuje zaczac przygotowywac
          sie do tego, bo widze, ze moze byc tylko gorzej..
          • matylda_n Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 09:25
            Halszka, a rozważałas wizytę u psychologa. Sądzę, że taki niezaangażowany
            bezpośrednio w sprawę specjalista pomógłby Ci upożądkowac myśli. Nie jest łatwo
            wybrnąć z takich sytuacji życiowych, ale niektórym udaje się być dalej razem.
            Odejść możesz zawsze... O wiele trudniej jest odbudować utracone relacje z
            partnerem..
            Pozdrawiam
            • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 12:10
              Wlasnie sie dowiedzialam, ze 80% mezczyzn zdradza, nie powinnam sie wiec czuc
              bardzo poszkodowana. Poza tym nic takiego sie nie stalo, tamta juz nie jest
              wazna..Za to ja jestem najwspanialsza zona.
              Po prostu rece opadaja - wyglada na to, ze w planie sa dalsze kochanki.., bo to
              norma! Wszak kazdy mezczyzna zdradza..
              • kamao1 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 15:07
                A czy to była jednorazowa zdrada? Coś mi się nie wydaje, że oni się poznali dwa
                dni p[rzed urlopem. Wiesz od jak dawna ten romans trwa? Czy widziałaś wczesniej
                jakieś oznaki zdrady? Bo jeśli znają się doś długo, to twój mąz być może
                zaangazował się już psychicznie i trudno mu będzie dotrzymać obietnic. Jesli
                znaja się od kilku dni to też nie dobrze, bo znaczy, że zdrada przychodzi mu
                łatwo.
                A jak jest teraz z waszymi sprawami łózkowymi? Próbuje się z tobą kochać?
                • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 15:55
                  Romans trwa najprawdopodobniej od wrzesnia, pazdziernika ubieglego roku. Ona
                  mieszka jednak 100 km od naszego miasta, wiec te spotkania nie byly zbyt czeste
                  (teraz jestem w stanie to sobie uswiadomic, przypominajac sobie pozne powroty
                  meza - nie bylo ich jednak zbyt duzo).Widzialam tylko, ze wciaz do kogos
                  dzwoni, wychodzil wtedy do lazienki i zamykal sie, ale nie posunelam sie
                  jeszcze wtedy do tego, by skontrolowac jego telefon - moze szkoda..
                  Maz twierdzi wciaz, ze mnie kocha. Owszem, probuje kochac sie ze mna, ale
                  wszystko jest inaczej niz kiedys, moze wynika to z oporow z mojej strony,
                  ktorym trudno sie dziwic..
                  Z drugiej zas strony jest w stanie opowiadac o wspanialym blekitnym niebie w
                  Portugalii i o tamtejszym klimacie, ktory tak korzystnie wplynal na jego
                  samopoczucie (od bardzo wielu lat cierpi na powazne chroniczne schorzenie).
                  • tomek_abc Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 16:24
                    po raz kolejny powtórzę, że szanowny małzonek ma za dobrze.....

                    > Z drugiej zas strony jest w stanie opowiadac o wspanialym blekitnym niebie w
                    > Portugalii i o tamtejszym klimacie, ktory tak korzystnie wplynal na jego
                    > samopoczucie (od bardzo wielu lat cierpi na powazne chroniczne schorzenie).

                    na dodatek jest chyba sadystą...opowiadać zonie o zbawiennym
                    wpływie "portugalskich klimatów" na samopoczucie....

                    Poza tym, ddziwne dla mnie jest, że dowiadujesz sie o zdradzie , mija kilka
                    dni....i co prawda w łózku nie jest jak kiedyś ale...maż próbuje sie kochać...
                    Zadnej kwarantanny, zadnego wywalenia z łoża na jakiś czas przynajmniej....

                    • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 16:57
                      sprobuj mnie tomku zrozumiec, to moje nieustanne "wywalanie" go z lozka bylo
                      m.in. przyczyna tej zdrady - tak on przynajmniej twierdzi. A ja, spiac przy
                      koncowce mojej pracy naukowej najwyzej po 2 godz. naprawde nie mialam sil na
                      nic..Trwalo to kilka ladnych miesiecy, moze wystarczylo?
        • tankard Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 22:15
          Dla mnie też jest szablonowa. Facet powinien podziękować Halszce za małżeństwo i
          życzyć wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia z pracą naukową i innymi
          pasjami, które były ważniejsze niż seks z mężem.
          Jedyny bład jaki popełnił, to to, że jej nie zostawił, gdy uznała że są w zyciu
          ważniejsze sprawy niż mąż, cała reszta jest efektem tego właśnie kroku.
    • swiergotka Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 13:53
      dwa lata temu przeżyłam to samo.Byłam na granicy załamania, schudłam 15
      kg.Codziennie umierałam. Przez rok byłam maltretowana psychicznie przez
      kochankę telefonicznie, sms-ami. Nie chciałam i nie umiałam z tym żyć. To
      jednak prawda że czas leczy rany. Nic nie jest już takie samo, ale życie toczy
      się dalej.Jestem może trochę smutniejsza, mniej ufna, ale czasami się nawet
      znów, chwilami cieszę.Uczę się ufać mężowi.Już każde wspomnienie nie rozdziera
      mi serca.Halszko, jeśli mimo wszystko kochasz swego męża to wytrwaj. Ból kiedyś
      minie.Moje dzieci powiedziały mi kiedyś, że nie chciałyby żyć gdybyśmy się
      rozstali.Nigdy nie zapomnisz tego co zrobił, ale postaraj się wybaczyć mu.
      Tobie przede wszystkim będzie lżej.Pozdrawiam cię serdecznie.
      • aanka7 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 11.01.06, 22:05
        Mnie najbardziej dziwi ,że to wszystko odbywa się na jego warunkach.
        Ty go przeprosiłaś za to co się stało,on opowiada o kochance,on mówi że cię
        nie zostawi,ty próbujesz się z nim kochać bo mu tego brakowało,opowiada jak
        świetnie było w Portugalii.
        Ja tu kompletnie nie widzę jego działań ,skruchy ,strachu że go zostawisz,
        chęci jasnego powiedzenia przy kochance ze żona jest ważniejsza,starań abyś
        mogła mu uwierzyć.
        On chyba widzi że łatwo mu wybaczysz i nie musi się starac.
        • 1magnolia Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 12.01.06, 10:18
          Ja na Towim miejscu zatrudnilabym dobrego adwokata, bo sprawy finansowo-pracowe
          po rozstaniu moga Cie przerosnac. A szanowny maz, skoro jest taki cwany jak tu
          prezentujesz, na pewno bedzie chcial puscic Cie z torbami. Pokaze swoje
          prawdziwe oblicze bo wszystko wskazuje na to, ze Ty go w ogole nie znasz.
          Zajelas sie dziecmi, praca naukowa i przegapilas zdrade, romans i podwojne
          zycie Twojego M. Facet ma swietne samopoczucie i robi co chce! Dziewczyno,
          otrzasnij sie i zacznij zabezpieczac swoja przyszlosc! I pokaz mu, ze to on
          powinien sie teraz bac, przepraszac i czuc sie winny!
          • niezapominajka333 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 12.01.06, 12:10
            A jak mąż ocenia te ostatnie zbliżenia? Powinien zauważyc, że coś jest nie tak.
            Nie czuje, że dla ciebie seks po tym wszystkim nie jest satysfakcjonujący?

            Jeśli chodzi o wspominanie Portugalii, to według mnie trochę głupio i
            dziecinnie podkreśla aspekt zdrowotny wyjazdu, żeby zwrócic twoją uwagę na to,
            że jednak podstawowy cel pobytu(czyli poprawa zdrowia) został osiągnięty, czyli
            wyjazd jest w połowie przynajmniej usprawiedliwiony.
            Co do kochanki. Poczytaj forum. Gdyby twój mąż opisał tu swój problem dostałby
            zestaw opinii, wśród których byłyby dwie żelazne propozycje:
            pierwsza - porozmawiaj z nią
            druga - znajdź sobie kochankę, jeśli nie chcesz rozwalac małżeństwa

            Nie wiem, czy mąż próbował z tobą rozmawiac i jak mu to wychodziło. Jak
            próbował ci dac do zrozumienia, że czuje się odtrącony, ze seks jest na
            ostatnim miejscu w waszym związku. Nawet, gdybyś odpowiadała z największą
            szczerością, to będzie tylko jednostronna, subiektywna relacja.

            Ja wiem, ze uznajesz swój błąd, ale chcę zwrócic twoją uwagę na to, że po
            przykrych przejściach, zaczynamy rozważac , czy nie można było tego uniknąc.
            Okazuje się, że gdyby w porę dostrzec problem i jego rangę, to wielu
            konsekwencjom można było zapobiec. I o tę wiedzę wychodzimy bogatsi z kryzysu.
            A czy zdrada się nie powtórzy? Na to pytanie nie ma odpowiedzi.

            • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 12.01.06, 13:09
              Dzisiaj wreszcie otrzasnelam sie, wypisalam reguly, ktore maz ma akceptowac i
              powiedzialam jasno, ze przy najmniejszym podejrzeniu, ze ten romans dalej trwa
              po prostu musi odejsc, bo ja tak nie potrafie zyc..Zgodzil sie na wszystko -
              czas pokaze, co bedzie dalej..
              Bez najmniejszego trudu zdobylam jej adres, telefon domowy i komorkowy - tylko
              coz ja z tym zrobie?? W koncu coz winna jest kobieta, ktorej Bog wie co
              obiecal? Musze dodac, ze wazny jest tez aspekt spoleczny tej sprawy: ta pani
              nie ma konkretnego wyksztalcenia, dorabia sobie sprzataniami(!), - mysle, ze
              latwo jest zakochac sie w mezczyznie, ktory ma pozycje i pieniadze.
              • halszka17 nie chodzi o seks - tylko o uczucie!! 14.01.06, 10:51
                Blagam was, poradzcie co robic, maz deklaruje, ze zostaje przy nas, ale wyglada
                na nieszczesliwego, wszystkie objawy wskazuja na to, ze po prostu....zakochal
                sie w tej kobiecie. Nie wiem, co moge w takiej sytuacji zrobic...
                • albacor Re: nie chodzi o seks - tylko o uczucie!! 14.01.06, 11:03
                  Jeżeli masz wystarczająco wiele determinacji - spotkaj się z nią. Na spokojnie
                  podaj swoje argumenty i tyle. Jeżeli zalezy Ci na mężu to podaj jej wszystkie
                  powody dla których powinien pozostać z rodziną a nie z nią i co ty swojemu
                  mężowi dałaś i masz zamiar dać. Jezeli Ci zalezy to walcz o swoje. Jezeli nie
                  to walizeczka dla starego i już.
                  • woman-in-love Re: nie chodzi o seks - tylko o uczucie!! 14.01.06, 13:22
                    ALBAKOR, JAK MOŻESZ WRABIAC PORZĄDNA KOBIETE W ROZMOWE Z KOCHANKĄ MĘŻA.
                    Przerabiałam. Szkoda nerwów.
                    • albacor Re: nie chodzi o seks - tylko o uczucie!! 14.01.06, 13:27
                      No facet może amanta zastrzelić a kobiecie pozostaje rozmowa....
                      tez przerabiałem, tzn. ze mną przerabiano. Żyję na szczęście.
                      • woman-in-love Re: nie chodzi o seks - tylko o uczucie!! 14.01.06, 13:29
                        tzn. Ty rozmawiałeś z kochankiem żony, czy dwie panie rozmawiały o Tobie, czy
                        tez moze byłeś kochankiem, a jej mąż rozmawiał z Twoją zona???
                        • albacor Re: nie chodzi o seks - tylko o uczucie!! 14.01.06, 13:34
                          Tzn. zazdrosny mąż dopadł mnie jako kochanka swojej żony. Na szcześćcie nie
                          bylo to na gorącym uczynku a tylko grube podejrzenia. Jesteśmy ostrożniejsi
                          tylko, i jesteśmy do dzis już 4 latka.
                          • woman-in-love Re: nie chodzi o seks - tylko o uczucie!! 14.01.06, 13:37
                            No to nieżle, a Twoja zona tez przekonana o Twojej kryształowej wiernosci???
                            • albacor Re: nie chodzi o seks - tylko o uczucie!! 14.01.06, 13:38
                              Jesteśmy na etapie każdy sobie rzepę skrobie......ja wiem kogo ona ma a ona
                              kogo ja. :-).
                              • woman-in-love Re: nie chodzi o seks - tylko o uczucie!! 14.01.06, 13:41
                                aha, rozumiem. Na jakims jednak "kleju" sie trzymacie ;-)
                                • albacor Re: nie chodzi o seks - tylko o uczucie!! 14.01.06, 13:57
                                  Od czasu do czasu ale klej nie trzyma.........i chyba to trzeba bedzie
                                  uporządkować jakoś, bo bałagan mi sie robi cholerny.
    • witkacy1975 Spakować walizki i wystawić za drzwi. Kocha, to 14.01.06, 12:18
      wróci, nie kocha - nie ma sensu walczyć. Gdzieś przeczytałem taki tekst: "Jeśli
      coś puścisz wolno i wróci - jest twoje, jeśli nie wróci - nigdy twoje nie
      było". Coś w tym jest...
    • abrakadabra11 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 15.01.06, 09:45
      ztreści wynika, że najważniejsze dla ciebie są: praca oraz dzieci. mąż jest
      tylko dodatkiem, którego zadaniem może być pomoc w zajmowaniu się dziećmi,
      zarabianie pieniędzy, pomoc w wykonywaniu prac domowych, transport, dostarczanie
      rozrywki, o ile rozrywką nie jest dla ciebie praca. stoisz przed wyborem: albo
      uznasz męża za partnera, któremu należy się prawo do satysfakcji z pożycia, albo
      samotne wychowywanie dzieci. jeżeli chcesz utrzymać męża, zadbaj o siebie, rzuć
      to, co okrada wasze życie z miłych chwil, zaproponuj coś szalonego, z szalonym
      sexem włącznie, a może przede wszystkim. musisz być w jego oczach najlepsza,
      jedyna i niepowtarzalna. żałosne tony twojego listu budzą jedynie mój niesmak,
      świadczą o niedojrzałości i nieumiejętności współżycia z innymi i zupełnym
      niezrozumieniu i braku akceptacji dla potrzeb partnera, którego postępowanie
      oceniam jako logiczne i naturalne.
      • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 15.01.06, 10:59
        Z braku akceptacji i zrozumienia dla potrzeb partnera (choroba, niechec
        spedzania sylwestra w sposob konwencjonalny) zgodzilam sie na jego samotny (co
        jeszcze podkreslal dzwoniac do mnie z lotniska) - wyjazd dio Portugalii.
        Jeszcze przed wyjazdem zrodzily sie podejrzenia, ze moze jednal nie leci sam,
        ale on wtedy pocieszal mnie i przytulal, ze mowy nie ma , by bylo inaczej..Co
        dostalam w zamian,o tym juz pisalam - czy tego typu klamstwo i takie naduzycie
        zaufania jest dla ciebie logiczne naturalne? Doszlo do paradoksu, bo to teraz
        ja sie staram, ja przepraszam i ja wyciagam reke..Chyba nigdy nie jest tak, ze
        gdy cos zaczyna sie w malzenstwie walic, wina lezy po jednej stronie.
        Zalosne tony biora sie z potwornego bolu, a bol stad, ze kocham meza i chce
        ratowac nas dla nas samych, nie tylko dla dzieci.
        • kamao1 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 16.01.06, 09:52
          A może rozstańcie się na kilka dni, żeby odpocząć od siebie. Jak mu dobrze z
          toba było i jak cię kocha to zatęskni. Niech pomieszka trochę z kochanką to im
          sie odechce.
    • bullock Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 15.01.06, 10:25
      To zależy od Ciebie - czy chcesz ratować małżeństwo?. Jeżeli chcesz, to dlaczego?.Kochasz go jeszcze, czy dla dobra dzieci?.(nawiasem mówiąć najgorsza opcja).Nie piszesz w jaki sposób się dowiedziałaś. Jeżeli sam Cię o tym poinformował to jest cynicznym bydlakiem i pogoń go, jeżeli "zyczliwi" donieśli,to znaczy, że chce zachować resztki przyzwoitości i ukrywa to, co daje sznsę, że mu przejdzie.Pamiętaj, że słów rzuconych w gniewie nie da się cofnąć!!!!. Jeżeli masz ochotę odpłacić mu tym samym, to znaczy, że należy złożyć pozew o rozwód. Nawiasem mówiąc taka zemsta to napierw satysfakcja, a potem kac moralny
      Nie przejmuj się, jutro też jest dzień!!!!!
    • ona307 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 20.01.06, 17:23
      Słuchaj, nie rób nic, po prostu zostaw Go samemu sobie, a weź się za siebie,
      nie płacz, nie kłóć się z Nim, nie wyzywaj, zadbaj o siebie, wygospodaruj czas
      tylko dla siebie i swoich potrzeb, zostaw Go z dziećmi, bo Ty się umówiłas na
      kawę z np. koleżanką, a jak nie masz z kim wyjśc, to nawet pospaceruj sobie. Ja
      byłam z zonatym przez rok, Oni nie odchodza od swoich zon, ale One im się
      nudzą. Więc odmień się, kup sobie szałową bieliznę, nawet jak nie jestes co do
      niej przekonana, ale nie zmuszaj Go do niczego. Bądź niezależna, zdecydowana.
      Warto życ, a nie rezygnować z zycia dla faceta.
      • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 21.01.06, 01:00
        Dziekuje ci bardzo za te rade, wydaje mi sie, ze jest najrozsadniejsza..
        Mam tylko jedno pytanie - moze nie wiem, co jeszcze mnie w zyciu czeka, ale dla
        mnie mezczyzni w czarnych sukienkach i mezczyzni zonaci zawsze byli tabu..
        Jakie to uczucie, wiazac sie z zonatym mezczyzna, wiedzac, ze wkracza sie tym
        samym nie tylko w zycie tego pana, ale jego zony i dzieci i ze taka decyzja
        pociaga za soba czyjas krzywde? Nie jest sie juz ani dziewczyna, ani
        narzeczona, ani przyjaciolka - tylko kochanka...
        Wracajac do mojej sytuacji: maz jest dla mnie bardzo czuly, widac, ze sie
        stara, przysiega, ze nie kontaktuje sie juz z ta kobieta - ja jednak nie jestem
        w stanie uwierzyc, ze mozna po upojnym tygodniu w Portugalii z inna kobieta
        zapomniec o niej niemal z dnia na dzien..
        • bullock Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 21.01.06, 09:11
          Nigdy mu tego nie zapomnisz, bo zawiódł Twoje zaufanie. Możesz natomiast wybaczyć, ale przy każdym jego spóźnieniu z pracy, wyjściu z domu, na przyjęciu gdy będzie rozmawiał z obcą kobietą - będziesz czuła zagrożenie. Odczekaj jakiś czas i przeanalizuj swoje odczucia, bo jeżeli cały czas masz go podejrzewać - to czy nie lepiej jest to przerwać?. będzie lepiej dla obu stron, a dzieci będą się wychowywały w spokojnej atmosferze. Teraz daj mu szansę, może to był jednorazowy wyskok i rzeczywiście żałuje?.
        • misssaigon Re: panta rei 21.01.06, 19:22
          twój poprzedni związek sie juz skonczył - nigdy nie bedzie juz tak samo - z
          tego własnie kardynalnego powodu jakim jest zdrada jednego z małzonków. Moze
          sie zastanów teraz jaki ma byc ten nastepny związek, który chcesz utrzymywac z
          twoim mezem? Co wyrzucic, co zostawic, co zmienic?
          Mozesz nigdy nie odzyskac zaufania do meza - ale jesli jest wtobie wola
          trwania przy nim nie mozesz tego okazywac na kazdym kroku . Badz czujna, ale
          zachowaj uwagi dla siebie. Wiem z własnego doswiadczenia że zdradzajacy , który
          pozostał jednak w zwiazku nie chce byc pietnowany, rozliczany, karany, nie
          mozna mu wiecznie kazac pamietac o tym co zrobił . Lepiej cała energie, która
          bys chciał przeznaczyc na "odgrywaniu sie" na mezu spozytkowac na własna
          przemiane - duchowa, fizyczna - jaka chcesz. Jesli znudziłas sie mezowi taka
          jaka byals do tej pory to spróbuje odmienic swój wizerunek w jego oczach -
          powinno zaprocentowac.
          Na marginesie - nigdy sie nie zarzekaj, ze w zyciu czegos nie zrobisz - czy
          jestes siebie pewna w 100% - że ty bys nie zdradziła, nie zwiazała sie z
          zonatym?
          Tylko sobie łatwiej wybaczyc tego rodzaju sprzeniewierzenie sie własnym zasadom
          niż np partnerowi.
          Życze powodzenia i żeby wam sie udało.
          • halszka17 Re: panta rei 21.01.06, 22:36
            dziekuje ci bardzo za te madre uwagi, tylko ja w tej chwili nie mam zadnej
            energii, w ciagu tych ostatnich tygodni schudlam 5 kg, co przy mojej wadze jest
            katastrofa. Wiem, ze musze sie wziac w garsc, ze musze sie opamietac, ale nie
            moge oprzec sie wrazeniu, ze to ja bardziej sie staram, by "naprawiac" ten
            zwiazek i nie moge pozbyc sie wrazenia, ze maz wciaz kontaktuje sie z ta
            kobieta..Wiem, ze ta nieufnosc bedzie mi juz zawsze towarzyszyc..
            Moja przyjaciolka, ktora niedawno sie rozwiodla wciaz twierdzi, ze kto raz
            zdradzil, bedzie zdradzal zawsze..Maz zaporoponowal, bysmy pojechali na kilka
            dni gdzies, gdzie mozemy pobyc tylko z soba, bez dzieci - a przyjaciolka juz
            porownije to do podobnej decyzji jej meza, ktory po pierwszej zdradzie zabral
            ja do Egiptu - a potem juz byla zdradzana permanentnie..
            Tak chcialabym uslyszec, ze taka zdrada moze byc szansa dla zwiazku, moze
            przyniesc opamietanie dwom stronom i chec naprawy wszystkiego. Bardzo chce w to
            uwierzyc..
            • shalimar1 Re: panta rei 21.01.06, 23:42
              Rozumiem Cię Halszko, i jestem po Twojej stronie. Uwierz mi, to stan
              przejściowy. To jak przetapianie siebie w nową jakość. Dużo więc zależy od
              tego, czy i jak ten czas wykorzystacie. I to czuje także Twój mąż, dlatego
              proponuje Ci wspólny wyjazd. Nie odtrącaj Go. Słuchaj, obserwuj, ucz się Go od
              nowa. TA zdrada może być szansą dla Was obojga. Nie pozwól zaindukować się
              stanem swojej przyjaciółki. Jej negatywne doświadczenia nie muszą być Twoimi.
              Życzę powodzenia.
              Pozdrawiam.S.
              • misssaigon Re: Halszko 22.01.06, 10:55
                podpisuje sie obydwiema rekami po shalimarem. Twoja przyjaciólka jest
                rozgoryczona tym że jej sie nie udalo, dlaczego zatem tobie musiało by sie udać?
                Wspólny wyjazd ma sens wtedy kiedy obydwoje sobie obiecacie , ze nie bedziecie
                wracac do przeszłosci (zdrady) ale rozmawiac o przeszłosci. Przy okazji mozesz
                pooobserwowac meza w sytuacji odosobnienia i utrudnionego kontaktu- czy
                zachowuje sie "podejrzanie" - tzn w sposb , który by wskazywal na to ,ze
                kontaktuje sie ze swoja kochanka (staraj sie zeby cały czas był na twoich
                oczach) jesli znika na dłuzszy czas w łazience, na basenie, w saunie itd itp,
                zaobserwuj czy bierze ze soba telefon - zreszta pewnie sama juz odkrylas
                te "sposoby". ja akurta nie uważam , ze istniej cos takiego jak "gen zdrady"
                albo "wirus" - tzn , ze jak ktos raz juz sie "skaził" zdrada to zdradzac
                bedzie. zauwaz, ile lat razem przezyliscie bez zdrad z obydwu stron - czyli
                jest to mozliwe w dalszym ciagu.
                Na koniec - jesli twoj maz prowadzi "podwojna gre" to wyjdzie to z czasem na
                pewno. Mozliwe rtez , ze zadurzyl sie w tej osobie i z trudem mu przychodzi
                całkowicie odciac sie od kontaktów z nia (szczególnie jezeli jej zalezy)moze
                wiec taka sytuacja potrwac jeszcze troche.
                Ciesz sie, ze masz taka szczupla figure ;D i nie obnos sie ze swoim bólem. Im
                dłuzej bedziesz analizowac sytuacje - omawiac ja z z przyjaciólkami, tym
                pozniej wrocisz do normalnosci i tym mniejsze szanse na normalne ulozenie sobie
                relacji z mezem.
                • misssaigon Re: Halszko 22.01.06, 10:57
                  przepraszam za literówki, ale moj niezwykle pomyslowy brzdac caly czas
                  rozprasza moja uwage :))
                • margarita17 Re: Halszko 23.01.06, 16:19
                  A tu się akurat nie zgadzam, myślę że Halszka ma prawo czuć to co czuje i
                  przeżywać to w sposób jaki akceptuje. Nie mówię tym samym że ma się z tym
                  obnosić, ale musi to przeżyć, przemyśleć, przegadać, zastanowić się.
                  Halszko, dobrze że mąż chce (nawet jeśli tylko tak mówi - jak Ci się wydaje).
                  Spóbujcie, macie duże szanse. Nie dajcie się zabić prozie życie i nudzie. Może
                  się uda. Powodzenia życzę, choć to pewnie najtrudniejszy okres w Twoim życiu.
                  "Zahira" Coelho czytałaś? Polecam.
                • niusia80 Re: Halszko 23.01.06, 17:48
                  Tak czytam te wszystkie żale i smutki niezmiernie współczuje Halaszce,ale czy
                  to nie tak,że teraz robisz z siebie matke Terese?Bez obrazy,ale taka postawa
                  sorosłej kobiety i matki jest dziwna i mało konkretna.Sama zapędziłaś się w
                  kozi róg,dałaś przyzwolenie mężowi do zdrady w momencie zrzucenia częsciowo na
                  siebie winy jego postępowania.Z jednej str. go obwiniasz z drugiej zaś
                  usprawiedliwiasz.Postaw sprawe konkretnie...Ja byłam kiedyś nieświadomie tą
                  trzecią i uwierz,że kontakt ze str.żony był dla mnie zaskoczeniem,ale rozmowa
                  dużo wyjaśniła np.to,że tworzą super rodzinke, a wszystko wydało się przez
                  nieskasowanego sms-a i całe szczęście...Do póki nie dowiesz się tego co on jej
                  nagadał o waszym życiu (bo coś napewno mówił) tak długo będziesz tkwić w
                  martwym punkcie.
                  P.s.Napewno nie jestes winna,on nawet nie raczył przed zdradą spróbować z Tobą
                  porozmawiać o tym,że jest mu źle.Bo z tego co widzę po przeczytaniu Twoich
                  myśli stwierdzam,że jesteś bardzo wrażliwa i delikatna,a on to
                  wykorzystuje.Życzę powodzenia i większej wiary,że po burzy zawsze świeci
                  słońce:)
              • spinka744 Re: Halszko 26.02.06, 18:49
                ja tez tak czulam jak Ty,ze nawet lepiej sie dzieje po TYM wszystkim, ale jak
                napisalam juz na tym forum...On wcale nie zerwal kontaktow, On tylko nauczyl
                sie jeszcze dokladniej je ukrywac. I mimo, ze tez dzwonil co pol godziny i
                mowil gdzie jest, mimo,ze ja zmienilam nam numery komorek, zlikwidowalam Jego
                gg,i wszelkie mozliwosci kontaktu Jej z Nim, to wciaz trwa... wciaz ... jestem
                juz u kresu wytrzymalosci, ale nie moge zdecydowac sie odejsc...
            • your_and Re: panta rei 22.01.06, 12:41
              halszka17 napisała:
              > Tak chcialabym uslyszec, ze taka zdrada moze byc szansa dla zwiazku, moze
              > przyniesc opamietanie dwom stronom i chec naprawy wszystkiego. Bardzo chce w to
              > uwierzyc..

              Zdrada w większości przypadków cementuje związek. Tak uważam.

              To bardzo oryginalne!

              Nie chciałbym, żeby ktoś z tego wyciągnął wniosek, że należy zdradzić, żeby
              uratować gasnący związek, bo to nieprawda. Ale ze zdradą jest trochę jak z
              kłótnią - może podziałać ozdrowieńczo. Zdrada to najsilniejszy wstrząs, jaki
              może dotknąć parę. Okazuje się, że wszystko, cośmy dotychczas zbudowali, nagle
              się nie liczy. To, które zdradziło, powinno dostać od zdradzonego porządnie po
              głowie - za brak wczesnego ostrzegania, za to, że nie powiedziało: "Słuchaj, coś
              się psuje, zaczynam oglądać się za innymi, musimy porozmawiać". Ale ze zdradą
              poradzą sobie tylko te pary, które przyjmą, że razem tego piwa nawarzyły, choć
              dopuściło się jej tylko jedno z nich.

              Przypadek, że zdradziło akurat to, a nie tamto?

              Tak uważam. Nawiasem mówiąc, częściej zdradzają kobiety, tylko nie robią wokół
              tego takiego hałasu. W każdym razie, kiedy oboje przyjmą, że wspólnie to sobie
              zrobili, to unikną "instytucji haka", tego ciągłego: "Widzisz, a ja ci tyle
              wybaczyłam", wpędzania w poczucie winy. W którymś momencie osoba zdradzona musi
              sobie powiedzieć: albo odchodzę, albo zostaję, a jeśli zostaję, to muszę zacząć
              od zaufania, mimo że ono zostało nadszarpnięte. Choćby nie wiem jak mnie kusiło,
              nie sprawdzam kieszeni, maili, SMS-ów. Czy da pani wiarę, że osoby zdradzone
              mówiły mi nieraz, że muszą podziękować tej kochance czy kochankowi?

              O podstawach udanego małżeństwa i najczęstszych przyczynach kryzysów mówi
              psychoterapeuta rodzinny Andrzej Wiśniewski*.
              kobieta.gazeta.pl/edziecko/2029020,55005,2166708.html
            • verona81 Re: panta rei 01.03.06, 12:26
              Hmmm jesli chcesz usłyszec opowiem Ci moją historię, bylismy małzenstwem od 3
              lat mielismy małe dziecko, ja siedziałam z dzieckiem w domu i nawet nie miałam
              mozliwosci pojsc do pracy poniewaz mąz pracował w delegacjach i zjezdzałtylko na
              weekendy, a mnie nie miał kto nawet na 10 min odciązyc od dzieci wiec nie ma sie
              co dziwic ze jedyne o czym wieczorem marzyłam to sen ...i tez winą po czesci
              obarczam siebie za brak seksu w naszym pozyciu, pozniej mąz dostał prace na
              miesjcu ale coraz pozniej wracał do domu i w coraz bardzie podejzanie dobrym
              humorze..teraz to on stronił od seksu, chodził z głową w hmurach itd...kilka
              tygodni pozniej przestał wracac do domu na noc zdarzało mu sie 2 /3 razy na
              tydzien tłumacząc sie tym ze robili z kolegami wspolny projekt i został juz na
              noc bo było pozno...nie wierzyłam w to ale bardzo chciałam zeby było to prawdą,
              potem było zamyklanie sie w łazience z komórką, komórka na hasło
              itd...zarządałam wyjazsnien, byłam pewna ze sie wyprze a on mi z usmiechem
              wymalowanym na twarzy ze tak poznał kobietę, chodzi z nią do łozka, jest starsza
              od niego jest nauczycielką i on nie wie czy to sie nie powtórzy itd, byłam w
              szokuu, równiez jestem bardzo szczupła po tym wydarzeniu schudłam 8kg w 2
              tygodnie wygladałam jak zywy trup ..on nadal sie z nią spotykał i nie zamierzał
              skonczyc...wtedy podjełam dezycje o wyjezdzie, mieszkalismy w małej
              miejscowosci, zadzwoniłam do babci do Poznania z pytaniem czy moge do niej
              przyjechac na jakis czas .Spakowałam sie i pojechałam z synkiem, Mineły 3
              tygodnie a on juz był u mnie z kwiatami, bombonierkami, przeprosinami...długo
              sie wahałam ale w koncu zdecydowłam sie wybaczyc nawet chociazby ze wzgledu na
              dziecko, wiedziałam tez ze juz nigdy w 100% mu nie zaufam, Teraz mieszkamy w
              Poznaniu od 4 lat i jest miedzy nami rewelacynie, nie ukrywam ze zmieniło sie
              jak poszłam do pracy mąz zauwazył ze ja tez moge sie podobac ze mam swoich
              znajomych itd....Teraz to on o mnie zabiega pomimo ze minęł juz długi okres i
              nawet nie mam powodów aby go podejzewac..
              Wierze ze i u Ciebie sie ułozy a jesli nie to napewno ułozysz sobie zycie bez
              niego sama bedziesz wiedziec co dla Ciebie najlepsze i czas to
              zweryfikuje.Trzymam kciuki
    • bea747 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 22.01.06, 13:17
      Halszko,nie poddawaj się!Jestem w identycznej sytuacji jak Ty. Jak piszesz to
      myślę, że piszesz o mnie i moim mężu.
      Ja walczę.Czułam się winna, więc przeprosiłam.Robię tak jak radzą Ci inni.
      Staram się być dla niego żoną, kobietą no i kochanka...Przespaliśmy się już tej
      samej nocy, gdy powiedział mi o zdradzie. Potrzebowałam jego bliskości...Dałam
      dowód, że spróbuję wybaczyć...
      Jeśli jeszcze nie kontaktowałaś się z tamtą kobietą, to NIE RÓB TEGO!
      Moja przyjaciółka była tą trzecią. Takiej kobiety Ty nic nie obchodzisz, one
      mają nas w dupie. Myśl o sobie. O mężu.Nie przypominaj mu o tamtej. Pomóż mu
      lepiej o niej zapomnieć. Trzymam kciuki za Ciebie i za siebie.
      • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 22.01.06, 15:13
        Napisz mi, na czym polegala Twoja "wina" skoro czulas sie zobowiazana, by
        przepraszac meza...Ja takze przepraszalam, poniewaz nasze sprawy intymne nie
        wygladaly najlepiej, oczywiscie byla to zasluga obydwu stron.
        Jak walczysz o meza? Misssajgon napisala, ze powinnam byc zadowolona ze
        szczuplej sylwetki - tymczasem, o ironio losu, ta kobieta jest korpulentna
        blondynka, dokladanie taka, na jakie nigdy nie zwracal uwagi..Wiec w tej chwili
        sylwetki zazdroszcza mi kolezanki, a gdy maz mowi do mnie, jaka jestem
        chudzienka czuje taki pik w sercu, ze porownuje mnie z tamta..
        Powiedz mi prosze, czy jestes juz pewna, ze maz nie kontaktuje sie z tamta
        druga?
        "Kiedy wszystko się wydało i zdradzający przysięga, że to koniec, należy zdwoić
        czujność, bo bitwa dopiero się rozpoczyna" - odsylam do artykulu
        kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,66914,1626405.html
        • bea747 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 23.01.06, 10:21
          Halszko, uważam, że moja wina to za mało seksu! Byłam wciąż zmęczona, zasypiałam
          w locie. Bo rozumiesz praca, dom, dzieci...Gdy przeczytałam sms-a do tamtej
          SłONECZKO MOJE KOCHANE...Zapytałam męża czy ma kogoś, odpowiedział TAK,
          ZDZIWIONA! MIAłEM DOść PROSZENIA...
          Podobnie jak Ty bardzo schudłam. Ważę teraz 49kg.Nie jadłam, nie spałam. Przy
          życiu trzymały mnie kawa, papierosy i woda.
          W miłości uważam, że wszystkie chwyty są dozwolone, więc próbowałam wszystkiego
          przez te 3 tygodnie, od kiedy wiem, że mnie zdradził. Najpierw szczera rozmowa i
          wymuszenie obietnicy, że skończy natychmiast tę znajomość. POtem kłótnie-to
          wogółe nie zdaje egzaminu. Udawanie,że nic się nie stało-trochę nie wychodzi, bo
          jednak się stało.Duża ilość tabletek-tak bardzo chciałam spać...
          Teraz jesteśmy na etapie zapominania. i uważam ten sposób za najlepszy. Mówię mu
          co czuję do niego:że mnie wkurza,że jest fajnie,pytam co on czuje, kochamy się
          tak częśto jak się da, staramy się, żeby nie było niedomówień.
          Jednak mimo to nadal nie wiem co będzie dalej...nadal jestem czujna...
          • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 23.01.06, 11:52
            mnie najbardziej martwi to, ze oprocz czulosci maz wcale nie wykazuje
            inicjatywy, zeby sie ze mna kochac. Bardzo mnie to boli - bo takze, podobnie
            jak u Ciebie - na tym polegala moja wina..zmeczenie, odmawianie bliskosci,
            tysiace obowiazkow..
            Bardzo sie boje, czy nadal nie spotyka tej kobiety, nie wiem, kiedy to wszystko
            sie unormuje..czy powinnam cierpliwie czekac? Zaczyna mnie ta sytuacja troche
            upokarzac, bo jednoznacznie daje do zrozmienia, ze chce z nim byc, ze porzebuje
            jego bliskosci..
            • bea747 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 23.01.06, 15:30
              Wierz mi, że u mnie jest dokładnie tak samo. Też czuję się upokażana tym
              wszystkim. Przede wszystkim swoim zachowaniem. No i powiedziałam o tym mężowi.
              Twierdzi, że to nie jest brak godności, szacunku dla siebie. Wręcz przeciwnie.
              Bo widziże mi zależy, że próbuję zapomnieć. Moje zachowanie bardzo szanuje.
              Niestety z inicjatywą to ja wychodzę, ale wcześniej przygotowuję teren, bo nie
              chę być odtrącona...
              Mam pytanko: czy po tym wszystkim mąż powiedział ci,że cię kocha, że zależy mu
              na tobie?
              • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 23.01.06, 16:26
                Owszem, powiedzial, ale to bylo w tych pierwszych dniach maligny, kiedy bez
                przerwy rozmawialismy. Nie byla to jednak jego inicjatywa, tylko odpowiedz na
                moje wprost postawione pytanie.
                Najgorsze jest to, ze znalazlysmy sie w dosc dziwnej sytuacji: to nasze
                poczucie wspolwiny kaze nam przepraszac tych, ktorzy dopuscili sie zdrady..
                Ja na razie robie przerwe w tych zabiegach, musze wrocic do samej siebie,
                ponadrabiac straszne zaleglosci: mam nadzieje, ze ten nasz wspolny wyjazd
                bedzie okazja i do rozmow i do wielu czulosci..
                Sadze, ze musimy psychicznie sie zdystansowac..To zabawne, ale ja tez waze
                akurat 49 kilo - przy takim sposobie zywienia i takiej ilosci stresu nietrudno
                o bledne reakcje, o zla ocene sytuacji.
                Woman-in-love napisala na tym forum, ze wyroznikiem zdrady jest m.in. to, ze
                maz chodzi z komorka jak pies z koscia..Czy Twoj maz nadal nie rozstaje sie z
                komorka? U mnie tak wlasnie jest, ale trudno mi to oceniac, poniewaz ze wzgledu
                na jego charakter pracy tak bylo od zawsze, stad tez na poczatku tego romansu w
                ogole nie zwracalam na to uwagi..
                • bea747 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 23.01.06, 16:40
                  Zdradę męża odkryłam dzięki jego telefonowi. Wysłał sms-a do tamtej i nie
                  wykasował go. Zapomniał????? Dlatego teraz jego telefon leży zawsze w widocznym
                  i dostępnym miejscu. Już nie chodzi z nim do łazienki, nie ukrywa go w
                  kieszeniach. Ale czasem się spóznia z pracy. Mówi, że służba nie drużba. Jest
                  policjantem.
                  • 1exit Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 23.01.06, 17:14
                    Napisze Wam jak to bylo ze mna i jak to wyglada z tej drugiej strony. Z tych
                    samych powodow (brak sexu) zdradzilam meza. Zakochalam sie (tak mi sie wtedy
                    wydalo) w koledze z pracy. Zaczelo sie od niewinnych maili i telefonow i w
                    koncu wyladowalismy w lozku. Po jakims czasie M odkryl co sie swieci i zapytal
                    mnie o to wprost. Oczywiscie najlepsza obrona jest atak, wiec w pierwszym
                    odruchu tak wlasnie zareagowalam. Potem sie przyznalam. Byl w szoku. Ja rowniez
                    bo nie spodziewalam sie, ze tak to po mnie widac. Odbylismy kilka powaznych
                    rozmow przy kilku butelkach wina. Trwalo to kilka wieczorow. M wzial wine na
                    siebie, przepraszal mnie, za to ze mnie zaniedbywal i ze sie ode mnie odsunal
                    (podobnie jak Halszka przepraszala swojego M.) Powiedzialam mu, ze potrzebuje
                    czasu. Polozylam na szali nasz kilkuletni zwiazek i krotka znajomosc z kolega z
                    pracy. Zdalam sobie sprawe, ze M jest dla mnie wazniejszy, ze go kocham ... i
                    ze chyba mi odbilo ;-). Spotkalam sie poraz ostatni z tym trzecim i rozstalismy
                    sie. A potem wrocilam do domu - bo naprawde chcialam wrocic. Pobolalo i
                    przestalo - mowie o sobie. Moj M zniosl to dzielnie - wyjasnilismy sobie
                    naprawde wiele, rozmawialismy wtedy tak szczerze jak nigdy przedtem. Od tego
                    czasu nigdy do tego nie wracamy. Dzieki temu ja szybciej zapomnialam. Poza tym
                    zaczelismy sie bardziej starac. Oboje. I odkrywac siebie na nowo. Teraz jest
                    bardzo dobrze. Jestem szczesliwa i staramy sie o dziecko. W naszym przypadku
                    byla to pobudka i dla M i dla mnie. To bylo 3 lata temu.
                    Halszko - jesli Twoj maz naprawde Cie kocha i naprawde chce wrocic to moim
                    zdaniem zrobilas juz wszystko, zeby mu wybaczyc. Pytanie tylko: czy on NAPRAWDE
                    tego chce? .... Powodzenia!
      • bea747 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 08.02.06, 19:19
        Moja przyjaciółka była ta trzecią, ale nie w moim związku!Nie znałam szczegółów
        dotyczących zdrady mojego męża...do wczoraj.
    • jag_24 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 23.01.06, 22:33
      za nic w świecie bym nie wybaczyła. Od razu szykowałabym pozew rozwodowy. Nie
      miałoby dla mnei znaczenia czy to przelotny romanisk czy tez nie, czułabym
      odrazę do niego.Ale takie jest moje zdanie, wszystko zależy od Ciebie i Twojego
      nastawienia.
      • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 25.01.06, 09:38
        Mysle, ze tak zareagowalabym jeszcze kilka lat temu..Ale milosc to nie tylko
        emocje, to chyba takze wybor. Ocyzwiscie, ze boli to strasznie, ale zawsze
        latwiej jest nie wybaczyc niz wybaczyc.
        Te rozmowy z mezem zblizyly nas do siebie bardzo, martwi mnie tylko to, ze
        oprocz wielu czulosci nie zdobywamy sie na wiecej.. Mimo widocznego podniecenia
        meza, gdy zbliza sie moment, w ktorym trzeba by od gry wstepnej przejsc do
        konkretow - jakos to nie wychodzi..Szukam przyczyny i boje sie ja nazwac po
        imieniu...
        • marikana Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 25.01.06, 12:19
          Halszka17 myślę, że miłość (nie tylko zakochanie) to nadal emocje, całe nasze
          życie to emocje, jesteśmy w nie wmotani jak w subtelną koronkę, i trudno
          uzyskać czysty „produkt racjonalny” ;) A jeśli chodzi o wybór to dotyczy on w
          takich przypadkach zaufania, znalezienia równowagi pomiędzy zaufaniem i
          nieufnością, i niezależnie od obietnic drugiej strony, to tylko Twój wybór.

          Wiem, że nadgryzione zaufanie nie tak łatwo obejść (moje zostało powiedzmy
          nadwerężone w inny sposób) nie tak łatwo pogodzić się z utratą kontroli ale ten
          wybór właśnie tego dotyczy, inaczej czyste szaleństwo dla Ciebie. A
          czy „upilnujesz” tym czy następnym razem? Śledztwa i wątpliwości na lata.

          Czasem pomaga obarczenie kogoś swoim zaufaniem i zrobienie sobie przerwy jakby
          nigdy nic (bo przecież ci ufam Skarbie), ale też konsekwencja w razie ponownego
          naruszenia, bo na ile można się zgodzić?. Więc najpierw wybór co do tego czy i
          jak dasz radę z zaufaniem, a potem co do dalszej drogi. Poza tym po czymś takim
          potrzeba czasu na unormowanie relacji Tobie i jemu (więc może mieć
          problemy /tzw. ”wyrzuty sumienia”/ czuć się niezręcznie w sytuacji intymnej z
          Tobą). Dajcie sobie jeszcze trochę czasu, zwłaszcza, że rozmawiacie, a to już
          wiele. In my opinion, w każdym razie powodzenia :)
          • halszka17 Bea, odezwij sie.. 27.01.06, 01:07
            Prosze, napisz, co slychac u ciebie, jak sobie radzisz, jak sie czujesz, jesli
            masz ochote, odezwij sie na moj prywatny mail: halinie@hotmail.com
          • e.globtrotuar Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 27.01.06, 14:07
            Widzisz Marikano jaka potrafisz byc madra, gdy sprawa nie dotyczy Cie
            bezposrednio ? I o to chodzi dziewczyny, zeby za wszelka cene zachowac taki
            dystans do wlasnej sytuacji. Moim najwiekszym bledem bylo calkowite skupianie
            sie na problemach meza i naszego zwiazku. Zagubilam w tym wszystkim siebie,
            czyli kogos, w kim maz sie kiedys zakochal. Walka o zwiazek pojmowana jako
            agresywna kampania naprawcza jest spirala w dol. Skupia sie glownie na tym co
            zwiazek popsulo i caly czas swieci tym wszystkim w oczy oslepiajac skutecznie
            wobec faktu, ze kazda istota myslaca ma obowiazek bycia skladna caloscia
            niezaleznie od okolicznosci. Troche to brzmi enigmatycznie, wiec postaram sie
            wyjasnic.

            Pare lat temu doprowadzona do ostatecznosci zwrocilam sie do profesjonalisty o
            pomoc. Pierwszym pytanie jakie padlo bylo: "A czego tobie potrzeba ?" No jak to
            czego ? Zeby mnie maz kochal, zeby mi to okazywal, zeby mi ufal na tyle, zeby
            sie przede mna zupelnie otworzyc, zeby umial przyjmowac wszystko czym moge i
            chce obdarzyc, itd, itp. Nastepne pytanie "ale na zewnatrz tego wszystkiego
            czego ci trzeba ?" wprawilo mnie w oslupienie i kompletnie nie wiedzialam jak na
            nie odpowiedziec. Po dlugim czasie zdalam sobie sprawe, ze odpowiedzialnoscia
            za moje tak zwane "szczescie" obarczam glownie meza. Samo przyznanie sie do tego
            faktu bylo tylko poczatkiem niesamowicie trudnego procesu wracania do siebie.
            Rady typu "skup sie na sobie" wydawaly mi sie zawsze glupia propozycja, za ktora
            kryly sie kapiele w piankach, manikjury, dusze karmiace lektury i tym podobne
            bzdety. Skupianie sie na sobie jest ciezka praca i wcale nie egoistyczna. To
            strasznie heroiczny wysilek przygladania sie sobie z calkowita uczciwoscia,
            wybaczanie sobie roznych rzeczy nie czekajac na to, ze ktos inny nas zapewni, ze
            jetesmy godni milosci. Wspolczucie dla samego siebie i doglebne zrozumienie
            siebie ( a przynajmniej uczciwe proby ) prowadza nieuchronnie do wiekszego
            zrozumienia innych i wiekszej otwartosci serca i glowy, do paradoksalnej z
            pozoru rownowagi miedzy calkowita autonomia, a poczuciem lacznosci z reszta
            petajacych sie po tym padole lez bidakow. A do takich ludzi inni lgna jak do miodu.

            Zanim Was calkiem zanudze dodam jeszcze, ze wiem jaka to trudna propozycja w
            sytuacji, kiedy cala nasza energia poswiecana jest na przetrwanie kryzysu. Ale
            to dziala dziewczyny jak jaki elixir - tylko to tak jak z gimnastyka - jak
            czlowiek gruby i nieruchawy, to ciezko zaczac. Ale jak sie zrobi ten pierwszy
            maly kroczek to potem jakos idzie, i sztuka polega na konsekwencji i nie
            przysiadaniu na laurach. Ufff!
            • e.globtrotuar Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 27.01.06, 14:30
              Dla pelnej jasnosci dodam, ze absolutnie nie podejrzewam Was o bycie osobami
              pozbawionymi samowiedzy i okreslonego ksztaltu. Ja zaczelam sie sobie przygladac
              majac glebokie przekonanie, ze znam sie na wylot. Bylam juz grubo po 30-tce, z
              licznymi dyplomami w kieszeni, z zyciem zapelnionym praca, pasjami, wieloletnimi
              przyjaciolmi - a jednak...
              • kryska9 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 27.01.06, 17:40
                Hej
                E.globtrotuar powiedz co ci sie udalo osiagnac? Jestes teraz szczesliwa? Wciaz
                tym samym mezczyzna, sama, w nowym zwiazku?
                Problem halszki jest mi znany od podszewki (od listopada)- z tym ze ja
                uslyszlalam ze juz nie kocha, ale ewentualnie zostanie zeby walczyc. Zaczelam
                walke od siebie. Jestem na poczatku drogi do samoswiadomosci. Jest ciezko, ale
                staram sie...
                • e.globtrotuar Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 27.01.06, 18:45
                  Krysko mila, moja sytuacje opisuje w watkach: " dla cierpliwych i
                  doswiadczonych" i "czy mezczyzni z wiekiem dojrzewaja".
                  Co mi sie udalo osiagnac ? Wzgledny spokoj ducha. Wiedze, ze swiat sie nie
                  konczy, zeby nie wiem co sie dzialo, przyjazn z sama soba. "Osiagniecie"
                  zreszta brzemienne jest w jakas ostatecznosc, i mysle, ze czlowiek w zyciu
                  osiaga na pewno tylko dzialke na cmentarzu :). Reszta jest w stanie cieklym, a
                  ja dzielnie ucze sie plywac. Niekoniecznie zeby dotrzec do jakiegos celu, tylko
                  dla samej przyjemnosci plywania. Nauczylam sie tez, ze im wiecej czlowiek
                  wierzga, tym szybciej idzie na dno...
                  Ja tez dawno temu uslyszalam, ze nie kocha, a teraz mam dowody, ze nie do konca
                  tak jest. Zreszta kocha nie kocha - wsio rawno. Ludzie czesto sami nie wiedza co
                  czuja. Dla mnie stalo sie wazniejsze pytanie czy ja kocham i co to dla mnie znaczy.
                  Trzymam kciuki za Twoj kurs plywania - nie zapominaj oddychac :).
                  • halszka17 Trudno mi w to uwierzyc.. 31.01.06, 00:26
                    Znowu wracam z moim watkiem - minelo juz troche koszmarnych dni,w ktore
                    godzinami rozmawialismy, przytulalismy sie i obiecywali, ze wszystko sie
                    zmieni..
                    Tymczasem dzisiaj dowiedzialam sie na nowo, ze byla to wylacznie moja wina, ze
                    teraz nie powinnam sie dziwic, ze do tej pory sie nie kochamy - bo jest to
                    wiedza, ktora ma kazda kobieta, wiec ja powinnam chyba udac sie do seksuologa,
                    zeby zrozumiec..Boze, wytlumaczcie mi,co..Czy to znaczy, ze teraz bede karana,
                    ze dlugi czas zaniedbywalam meza, ze nie wywiazywalam sie "z obowiazkow
                    malzenskich"..Ale jakos to nie zdradzilam, a w tej chwili jedyna osoba, ktora
                    cierpi, przeprasza i stara sie cos naprawic jestem ja!
                    • ewolwenta Re: Trudno mi w to uwierzyc.. 31.01.06, 08:23
                      Zdaje mi się, że jesteś subtelną delikatną kobietką nastawioną wychowawczo na
                      dogadzanie facetowi. Ponieważ zawsze stał na pierwszym miejscu i zapewne jego
                      zdanie zawsze było tym ostatnim to Ty nawet nie masz świadomości, że jesteś
                      zdolna powiedzieć NIE.
                      Nie wiem czy to możliwe ale może spróbuj stanowczo i zdecydowanie uciąć jego
                      stwierdzenia, że to Twoja wina. Powiedz coś w stylu: „Dość! Wiesz, że to nie
                      prawda, a wina za kłopoty w naszym małżeństwie może i leży po obu stronach ale
                      ja nie zamierzam brać odpowiedzialności za Twoje sumienie, nie ja zdradziłam.
                      Nie chce słyszeć więcej takich stwierdzeń” Jeśli zrobisz to w „męskim języku” i
                      nie pociągniesz dalej w stronę emocji, to on ten komunikat powinien zrozumieć.
                      Każdą następną próbę dyskusji w tonie „to Twoja wina” powinnaś skoczyć ostro
                      stanowczo i bez emocji. I nie gniewać się na niego dalej! W żadnym wypadku nie
                      ściągnąć nastroju w dół. Po chwili zapytaj z uśmiechem, czy nie ma ochoty
                      na ‘coś tam” (co lubi, byle nie seks), tak jakby nic się nie stało. Ale jak ton
                      powróci to Ty lodowaciej i bez histerii ucinaj.
                    • bea747 Re: Trudno mi w to uwierzyc.. 31.01.06, 16:41
                      Halszko, posłuchaj rad Ewolwenty. Ja tak właśnie robiłam i są jak wiesz
                      efekty.Tez miałam wrażenie bycia karaną, przepraszałam...Spróbuj. Warto.Dzis mój
                      mąż powiedział, że chyba oświadczy mi się jeszcze raz.Wiesz po akcji z obrączka.
    • ritta76 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 31.01.06, 08:10
      Kopnąć w dupę i to mocno!!!!
      • woman-in-love Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 31.01.06, 18:25
        kopnąć łatwo, wyhodować nowego - trudniej. Też często doradzam wyjąć walizkę i
        postawić na widocznym miejscu, ale raczej w charakterze straszaka. Równiez dla
        osoby zdradzonej taki widok jest testem, czy może rozważyć scenariusz rozstania
        się. Dla mnie punktem wyjśćia jest całkowite przyznanie się i pokajanie
        zdrajcy, za co dostaje całkowita amnestię z zakazem wypominania win. Licznik na
        zero.
        p.s. Halszko, prawdopodobnie Twój widział się z Flamą i gibnęło mu się na drugą
        stronę. Przepraszać nie masz za co. Też coś.
        • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 31.01.06, 22:14
          Rzeczywiscie, wiem, ze widzial sie z ta kobieta w piatek - wprawdzie byli w
          wiekszym gronie, no ale efekt byl niestety dla mnie widoczny.Dokad ja mam
          jeszcze tolerowac takie gibanie, akurat w momencie, gdy uwierzylam, ze wszystko
          idzie ku lepszemu..Naprawde, brak mi juz sil...i to tuz przed naszym wspolnym
          wyjazdem.
          • to.ja.kas Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 31.01.06, 23:52
            Jak długo bedziesz to tolerować halszko?
            Tak długo jak na to sama sobie pozwolisz!
            Mozna to skńczyc na kilka sposobów.
            Czasem to boli.
            Przykład z walizką w roli straszaka świetny, oby tylko ten straszak nie
            sprowokował Twojego męża do decyzji, której chyba nie chciałabyś doświadczyć.
            Chociaż ja akurat wolałabym tzw. krotkie, bolesne cięcie niż odrywanie strupa
            powoli.
            Trzymaj sie ciepło i nie daj sie
          • julika1 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 01.02.06, 00:15
            halszko, z tego co piszesz to ta druga to takie typowe cieple kluchy, grubiutka, nieporadna, potrzebujaca pomocy, tylko dlaczego obcego faceta.zapewne chwali go za wszystkie czynnosci prozaiczne, ktorych my nawet nie zauwazamy, bo nas nikt nie chwali za te wszystkie mikroczynnosci, ktore wykonujemy w ciagu calego dnia, a po ktorych pada sie z nog, niestety mezczyzni ubóstwiają zachwyt nad nimi w naszych oczach, zapatrzony cielecy wzrok. Wzrok zmecony troche mysla nie jest do tego najodpowiedniejszy.moja rada dla Ciebie- oprócz tego bys zajmowala sie soba i dopieszczala sie,to na tym wyjezdzie pozachwycaj sie nim delikatnie, ze juz zapomnialas jak wspaniale robi to czy tamto, posmiejcie sie pelnym glosem z kawalow, poobserwujcie wspolnie ludzi.nie daj sobie wmowic ze to twoja wina, ale zabaw sie w ciepla kluche, badz nieporadna.to manipulacja taka, ale moze warto...
            • woman-in-love Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 01.02.06, 14:28
              warto czasem westchnąc (obłudnie) "co ja bym bez Ciebie zrobiła"? Oni sobie
              wyobrażają bezpodstawnie i zarozumiale, że są niezbedni i niezastapieni. Kit
              kupuja jak świeże bułeczki.
              • halszka17 Dziewczyny - jechac czy nie jechac?? 02.02.06, 22:50
                W przededniu naszego romantycznego wyjazdu, ktory mial wszystko naprawic i
                pozwolic mi zapomniec o haniebnym "skoku w bok" meza, ten zrobil mi awanture,
                jak ja mu malo w pracy pomagam, nie wykazuje inicjatywy, ba, wypomnial
                wszystkie mozliwe zaniedbania z przeszlosci..
                Powiem szczerze, odechcialo mi sie jechac...Mam wrazenie, ze najchetniej
                pojechalby po raz drugi z tamta wspaniala kobieta, z ktora byl w Portugalii..
                Dziewczyny, co mam robic? Moge walczyc, ale nie bede sie upokarzac..
                • 6.na.9 Re: Dziewczyny - jechac czy nie jechac?? 02.02.06, 23:05
                  KOBIETO jak długo masz zamiar się szmacić, jak długo będziesz mówić że deszcz
                  pada gdy twój mąż będzie pluł ci w twarz, naprawdę tak nisko upadłaś????
                  Przeczytaj swoje posty, przecież to historia kobiety pozbawionej całkowicie
                  godności:(
                  • misssaigon przesadzasz 03.02.06, 09:04
                    decyzja o pozostaniu z mezem po ewidentnej zdradzie jest bardzo duzym
                    kompromisem z sama soba dla Halszki - w takich sytuacjach własna dume i urazone
                    poczucie godnosci trzeba schowac głeboko i skoncentrowac sie na ratowaniu
                    małzenstwa (czasami jak widac za bardzo duza cene).
                    halszko - a ktos ci mówił , ze bedzie łatwo???
                  • bea747 Re: Dziewczyny - jechac czy nie jechac?? 03.02.06, 12:23
                    Przepraszam bardzo, ale w jaki sposob Halszka sie szmaci?!Czy ty wiesz co znaczy
                    "szmacić się"?!Kim ty jestes, żeby tak mówić?!
                    • bea747 Re: Dziewczyny - jechac czy nie jechac?? 03.02.06, 12:31
                      To fakt-ktoś może myśleć, że nie mamy godności i szacunku dla siebie, ale my
                      walczymy o miłość!6.na.9 czy ty wiesz co znaczy, gdy kobiecie zależy na swoim
                      mężczyznie?!Chyba nie bardzo...Nie wyobrażasz sobie jak miło jest
                      wygrać...Przeszłam to co Halszka. I udało się. Wiem, że było warto.
                      Halszko, trzymaj się.Jestem z Tobą!Mam nadzieję, że wiesz o tym.
                      • prawie.normalny.facet Re: Dziewczyny - jechac czy nie jechac?? 24.02.06, 02:22
                        tylko czemu maz Halszki nie walczy o te milosc? cos tutaj nie pasuje. czytam te
                        historie i zaczynam miec wrazenie, ze on juz sie znowu poczul pewnie w tym
                        malzenstwie bo widzi, ze Jej na tym bardzo zalezy. Ona bedzie walczyc a on z
                        tego bedzie korzystal. walczyc to mozna we dwoje a nie w pojedynke.
                • kamao1 Re: Dziewczyny - jechac czy nie jechac?? 03.02.06, 12:36
                  Halszko, według mnie masz dwa wyjscia. Jeśli nie chcesz juz być z mężem, to
                  musisz szybko siez nim rozejść, bez większego namysłu. Jeśli zaś, chcesz dać
                  sznse waszemu związkowi, bo sądzisz, że warto, musisz mu zaufać i wybaczyć. Bez
                  wybaczenia, nie stworzycie na nowo swieżego związku. Musisz zapomnieć o ty cvo
                  sięstałao, potraktować swego męza jak nowego partnera, nie wracać do
                  przeszłości, nie rozmawiać o ty, dać mu szanse. Wtedy zobaczysz, czy on tę
                  szansę wykorzysta. Pytanie jest czy potrafisz mu beainteresownie wybaczyć.
                  Jeśli tak nie wachaj się, daj wam jeszcze jedna szansę. Jeśli on jej nie
                  wykorzysta, odejdź bez rozmów, po prostu. Ale jeśli już wybaczysz, nie wracaj
                  do przeszłości, nie rozmawiajcie juz o tym. To ważne by się odciąć.
                  • bea747 Re: Dziewczyny - jechac czy nie jechac?? 03.02.06, 12:56
                    Da radę się wybaczyć, odciąć niestety nie...Trzeba nauczyć się ztym żyć...
                    • kamao1 Re: Dziewczyny - jechac czy nie jechac?? 03.02.06, 16:45
                      Ale nie można o tym partnerowi cały czas przypominać i wałkować w te i
                      spowrotem tego samego tematu. Te poważne tematy muszą się kiedyś skończyć.
                      Trzeba wybaczyć i odciąc się od przeszłości, zacząć o nowa choć to trudne.
                      • woman-in-love Re: Dziewczyny - jechac czy nie jechac?? 03.02.06, 19:12
                        no własnie, juz wcześniej mówiłam to samo: licznik na zero. Być może warto.
                        Amnestia połączona z abolicją. Ale warunek: winowajca MUSI przyznaćsię do winy
                        i wyrazić skruchę. Bez tego ani rusz.
                        • tiamat_prey Re: Dziewczyny - jechac czy nie jechac?? 06.02.06, 13:13
                          A można jeszcze dalej kochać?
                          • necia100 Re: Dziewczyny - jechac czy nie jechac?? 06.02.06, 13:44
                            Można : ) Serio. To wydarzenie jak tornado przeszło przez moje życie i
                            zostawiło zgliszcza ...Na nich budujemy z mężem od nowa nasze uczucie . Było
                            ciężko ,czasami nawet wydawało się,że nie warto i nie ma sensu : (.Czas
                            pokazał ,że może nie da się odbudować naszego związku ,ale można zbudować cos
                            całkiem nowego : ). To nie jest związek to nasza unia,unia ciał i serc...i to
                            mi pasuje !
                            • halszka17 po wyjezdzie.. 12.02.06, 00:03
                              coz, wrocilismy z naszego romantycznego urlopu..Nie bylo zle, ale ja nie bardzo
                              posluchalam waszych rad, choc probowalam - nie interesowalo mnie nic, ani
                              piekne krajobrazy, ani wycieczki, nie interesowalo mnie nic oprocz meza..I pare
                              razy, niestety, poniosly mnie nerwy i wrocilam do przeszlosci..Niestety, mam
                              wrazenie, ze to tylko ja ustawilam ten licznik na "zero" i ze to ja za bardzo
                              sie staram..Wprawdzie dostalam nowy "zareczynowy pierscionek", ale nie moglam
                              sie oprzec uczcuciu, ze nasze czulosci byly jakies wymuszone..Jak duzo trzeba
                              czsu, by zapomniec o kochance..Mam wrazenie, ze on nie zapomnial..
                              • kamao1 Re: po wyjezdzie.. 12.02.06, 10:46
                                Bo żeby zupełnie zapomnieć potrzeba troche więcej czasu. To kwestia czasu.
                                • malagosiaa Re: po wyjezdzie.. 12.02.06, 12:22
                                  Mój facet notorycznie mnie oszukuje,a o szacunku już nie wspomne.Jestem z nim
                                  bo muszę(dziecko i brak kasy),czasami żałuję że nie nauczyłam się wcześniej być
                                  suką patrzącą na siebie.Uczę się tego w wieku 27 lat.Może mi wyjdzie i będę
                                  na "swój" sposób szczęśliawa.Chciałam mu nieba przychylić i niebo zwaliło mi
                                  się na głowę.Zaniedbuje mnie i dziecko,a on ma nawet śniadanko do łóżka.
                                  Kiedyś gdzieś wyczytałam że jeżeli jesteś w stanie wybaczyć zdrade i żyć z
                                  człowiekiem który Cię zdradził nie możesz nigdy do tego wracać.Ja wiem że bym
                                  tak nie mogła,wypominałabym to przy każdej okazji i kłotni.
                                  Trzymam za Ciebie kciuki.Zastanów się najpierw czy dasz rade zapomnieć i
                                  wybaczyć,bo jeżeli nie to nie ma sensu dalej się męczyć.Życie jest zbyt krótkie
                                  na łzy i żale.Pamiętaj też że dzieciaki też to przeżywając niekoniecznie
                                  wiedząc o co chodzi(nie wiem ile mają lat).

                                  przestać kochać...
                                  forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=36726
                              • misssaigon Re: po wyjezdzie.. 12.02.06, 17:07
                                to nie tylko kwestia "zapomnienia" o kochance (to potrwa) ale "przypomnienia"
                                sobie, ze to Ciebie kocha, z Toba chce byc i budowac na nowo zwiazek - istotne
                                aby ciagle o tym pamietał i ty takze w odniesieniu do niego - duzoooooo
                                autosugestii potrzeba .... tak mi sie wydaje
                                • woman-in-love Re: po wyjezdzie.. 13.02.06, 09:55
                                  To sprawa przewartosciowania. Trzeba sobie w głowie poprzestawiać. Na pierwsze
                                  miejsce wysunąć te wartości, które dotychczas były niezauważane. Liczyły się na
                                  początku romantyczne walory, teraz muszą ustapić bardziej rozsądnej stronie
                                  małżeństwa. Przyjażń, praktyczna strona zycia, obowiązki rodzicielskie i wobec
                                  całej szeroko pojętej Rodziny. Nawet w miejscu pracy znajduje uznanie człowiek
                                  o "uporządkowanym" życiu prywatnym. To jedna szala, a druga - osobiste
                                  szczęście, spełnienie w miłosci, ten dreszcz rozkoszy za którym tak sie tęskni.
                                  Jest jeszcze godność, przez zdradę mocno zraniona. Więc będąc osoba zdradzoną
                                  dostajemy lekcje pokory. Ile z tego możemy znieśc i zaakceptować? To sprawa
                                  osobistej dumy. Sporo jest tu do przemyślenia i dlatego błędm jest zbyt wczesne
                                  przystąpienie do romantycznych akcji typu "podróż sentymentalna".
                                  • bea747 Re: po wyjezdzie.. 13.02.06, 11:18
                                    Faktycznie dużo jest do przemyslenia, ale im bardziej wglębiamy się:duma,
                                    godność, zranienie,tym jest nam gorzej.Wiem to z własnego doświadczenia.Halszko
                                    żyj chwilą...Powodzenia...
                                    • halszka17 Re: po wyjezdzie.. 14.02.06, 13:02
                                      dziekuje za wszystkie slowa otuchy..Dzisiaj, w swieto zakochanych, ja
                                      pamietalam, zeby dac mojemu mezowi drobizg - on nie. To nie nastraja zbyt
                                      optymistycznie i nie wiem, czy jest tu jeszcze o co walczyc, byc moze po prostu
                                      zakochal sie w tamtej..
                                      • woman-in-love Re: po wyjezdzie.. 14.02.06, 13:06
                                        Do wieczora jeszcze daleko.... :-)
                                      • sagittka Re: po wyjezdzie.. 14.02.06, 15:27
                                        To chyba nie jest dla ciebie wyznacznik czegokolwiek. To raczej święto
                                        zakochanych małolatów.
                                        • woman-in-love Re: po wyjezdzie.. 14.02.06, 18:37
                                          a raczej komercha...
                                          • halszka17 Re: po wyjezdzie.. 14.02.06, 22:19
                                            naturalnie, ze to komercha..Bylo to "swieto" traktowane z przymruzeniem oka,
                                            ale zawsze my dziewczyny dostawalysmy kwiaty i np.lizaki w ksztalcie
                                            serca..Bylo to swieto naszej wspolnej rodzinnej milosci..Stad tez moje
                                            czepianie sie tych robiazgow, gdy wszystko uleglo zniszczeniu..
                                            Owszem, doczekalam sie kwiatow, ale to wszystko jakies takie, jakby
                                            wymuszone..I znowu w sprawach intymnych od powrotu z urlopu klapa, jakby to co
                                            bylo w czasie wyjazdu bylo czyms takim wlsanie ekstra na urlop, na wakacje - a
                                            teraz wszystko wraca do normy..W razie czego wymowka moze byc ta sama,
                                            ze .."zona go nie rozumie, ze wcale ze soba nie spia.."..
                                            Powinnam przestac o tym myslec i zajac sie wreszcie soba, bo to prowadzi
                                            donikad..
                                            • woman-in-love Show must go on (n/t) 14.02.06, 22:21
                                            • 1exit Re: po wyjezdzie.. 17.02.06, 16:33
                                              Sledze Twoja historie od poczatku i coraz czesciej utwierdzam sie w
                                              przekonaniu, ze tylko Tobie zalezy, zeby wszystko bylo jak dawniej. A w tym
                                              caly jest ambaras, zeby dwoje chcialo na raz! To on zdradzil i to on powinien
                                              sie starac zebys odzyskala jego zaufanie. A z tego co czytam to Ty sie starasz,
                                              to Ty przepraszasz, to Ty mowisz czule slowka i to Ty o niego zabiegasz! To
                                              jakis bezsens. Kto tu jest zloczynca a kto ofiara? A usprawiedliwianie takiego
                                              zachowania tym, ze on zdradzil bo Ty bylas oziebla nie ma tu nic do rzeczy!
                                              Nigdy nie jest tak, ze winna jest jedna osoba a w tym przypadku, po tym co on
                                              zrobil to jakies nieporozumienie, ze to Ty masz sie kajac! Paranoja! Jesli on
                                              zdradzil to on musi prosic o przebaczenie i bardziej sie starac. Owszem,
                                              powinna sie odbyc rozmowa podczas ktorej obydwoje powiecie sobie przepraszam,
                                              ale to wszystko. Potem jesli macie odbudowywac ten zwiazek to oboje musicie sie
                                              starac i oboje musicie patrzec w przyszlosc. No i przede wszystkim on powinien
                                              zaczac od zerwania wszelich kontaktow z ta trzecia, skoro zdecydowal sie zostac
                                              z Toba. Uff ...
                                              Moim zdaniem najzdrowiej byloby wyplatac sie z tego malzenstwa. Wiem, ze go
                                              kochasz (a moze kochalas?) i wiem, ze walczylas o niego i o Was. Niestety, moim
                                              zdaniem jestes w tej walce osamotniona. W tej sytuacji to chyba nie ma sensu.
                                              Szkoda zycia na tak toksyczny zwiazek. Czas ucieka. Pomysl o sobie. Z calego
                                              serca zycze Ci powodzenia!
                                              • matylda_n Re: po wyjezdzie.. 17.02.06, 17:23
                                                Sądzę, że nie nam forumowiczom oceniać, czy mężowi halszki zależy na
                                                małżeństwie czy nie. Jej relacja jest bardzo subiektywna pisana przez pryzmat,
                                                moim zdaniem nie do końca sprecyzowanych oczekiwań wobec męża.
                                                Moim zdaniem halszko jesteś mocno nastawiona na "nie" w stosunku do męża. Niby
                                                wyzerowałaś licznik a jednoczesnie nie możesz oprzeć się wypominkom; ty dajesz
                                                walentynkę - on nie, jego błąd; on przynosi bukiet kwiatów - uważasz to za
                                                wymuszony prezent; sprawy intymne od powrotu z urlopu - klapa. A co inicjowałaś
                                                zbliżenie a on ci odmówił (po powrocie)? A może czekasz na jego inicjatywę ?
                                                Zamiast się doszukiwać poprostu okaż radość z bukietu, który otrzymałaś a oboje
                                                poczujecie sie lepiej :)
                                                • sutra Re: po wyjezdzie.. 17.02.06, 17:42
                                                  Zawsze myślałam, że okazać radość można wtedy, kiedy się ją odczuwa?
                                                  • metalin Re: po wyjezdzie.. 17.02.06, 18:42
                                                    sutra napisała:

                                                    > Zawsze myślałam, że okazać radość można wtedy, kiedy się ją odczuwa?

                                                    No, tu byłabym bardziej powściągliwa ....to trochę jak z orgazmem ;)))
                                              • halszka17 Re: po wyjezdzie.. 18.02.06, 10:02
                                                ja tez myslalam o odejsciu, tylko wydawalo mi sie najprostszym rozwiazaniem...
                                                1Exit ma w zupelnosci racje - ja czuje sie w mojej walce osamotniona i maz tak
                                                zrecznie poodwracal wszystkie fakty, ze mnie jedyna uczynil winna tej sytuacji.
                                                W nocy odbylismy powazna rozmowe, ja zapytalam wprost, kiedy zamierza sie ze
                                                mna kochac..Bylo dlugie milczenie, po czym padla odpowiedz, ze...niedlugo..A
                                                potem naturalnie doszlo do ostrej wymiany zdan, bo jak ja to sobie wyobrazam,
                                                tyle lat go zaniedbywalam, zostawilam samego, a teraz oczekuje, ze wszystko sie
                                                zmieni z dnia na dzien..Nie wiem, czy to normalna reakcja. Jestem bardzo
                                                atrakcyjna kobieta, czuje sie tym upokorzona- chyba nie jest tak, ze potrzeba
                                                kilka miesiecy czasu, by zaczac sypiac ze swoja zona..
                                                • anula36 Re: po wyjezdzie.. 18.02.06, 10:34
                                                  przydalaby by wam sie wizyta czy raczej kilka wizyt u psychologa- zeby moc
                                                  spokojnie w obecnosci mediatora powiedziec sobie bez przerywania i awantur -
                                                  czego naprawde chcecie, czego oczekujecie o d waszego zwiazku.
                                                  Z tego co piszesz krysys jest gleboki i nie wypracowaliscie z mezem jakiejs
                                                  nici porozumienia - w atmosferze ciaglego obwiniania sie moze w ogole nie uda
                                                  wam sie tego zrobic, dlatego czujesz sie samotna w swoich dzialaniach.
                                                  Naprawde polecam pomoc specjalisty.
                                                • matylda_n Re: po wyjezdzie.. 18.02.06, 12:02
                                                  Halszko, a co ty robisz aby między wami dobrze się teraz układało ?

                                                  Podobnie jak Anula sądzę, że przydałaby się tobie/wam wizyta u psychologa,
                                                  zreszta pisałam już wczesniej o tym w tym watku...
                                                  Pozdrawiam
                                                • sagittka Re: po wyjezdzie.. 18.02.06, 13:28
                                                  halszka17 napisała:
                                                  > bo jak ja to sobie wyobrazam,
                                                  > tyle lat go zaniedbywalam, zostawilam samego, a teraz oczekuje, ze wszystko
                                                  sie zmieni z dnia na dzien..Nie wiem, czy to normalna reakcja. Jestem bardzo
                                                  > atrakcyjna kobieta, czuje sie tym upokorzona- chyba nie jest tak, ze potrzeba
                                                  > kilka miesiecy czasu, by zaczac sypiac ze swoja zona..

                                                  To normalna reakcja (o ile nie jest to tylko wymówka).
                                                  Ktoś, kto przez długi czas był odrzucany, czuł się niechciany, w końcu wypiera
                                                  w sobie pożądanie (bo inaczej można zwariować) i nie jest łatwo potem nagle się
                                                  przestawić i znowu patrzec na partnera jak dawniej.


                                              • prawie.normalny.facet Re: po wyjezdzie.. 24.02.06, 02:26
                                                mam bardzo podobne wrazenie czytajac ten watek
    • goldenwomen Kiedy miłośc odchodzi nie................ 18.02.06, 11:33
      zatrzymuj jej siłą :)
      • bea747 Re: Kiedy miłośc odchodzi nie................ 18.02.06, 14:11
        Ale miłość nie odeszła, mąż Halszki został z nią.Mógł odejść do tamtej...wybrał
        Halszkę i dzieci.Teraz potrzebna jest im pomoc, żeby wyjść z kryzysu.Muszą
        dostrzec się na nowo.On musi dostrzec zmienioną żonę.Mój mąż jest zachwycony
        mną-zmienioną.Halszko powiedz to mężowi,warto...
        • sagittka Re: Kiedy miłośc odchodzi nie................ 18.02.06, 14:30
          bea747 napisała:
          > Ale miłość nie odeszła, mąż Halszki został z nią.Mógł odejść do
          tamtej...wybrał
          > Halszkę i dzieci.

          Niestety miłość nie musi być jedynym powodem takiej decyzji.
          Najczęściej nie jest, zwłaszczaa w długich związkach z dziećmi, majątkiem i
          wspólnym życiem po prostu.
          • bea747 Re: Kiedy miłośc odchodzi nie................ 18.02.06, 14:43
            No nie mów mi, że facet został, bo boi się rozwodu, dzielenia majątkiem
            itp.Gdyby zależało mu na tamtej kobiecie, byłby z nią.Ot tyle.
            • sagittka Re: Kiedy miłośc odchodzi nie................ 18.02.06, 20:21
              bea747 napisała:
              > No nie mów mi, że facet został, bo boi się rozwodu, dzielenia majątkiem
              > itp.Gdyby zależało mu na tamtej kobiecie, byłby z nią.Ot tyle.

              Może mu wcale aż tak bardzo na tamtej nie zależało, żeby zmieniać całe
              dotychczsowe życie. Co nie oznacza, że nadal kocha żonę.

              "Ot tyle" - może dla ciebie jest to takie proste, większość ludzi boi sie
              takich decyzji i stąd tylu prowadzi podwójne życie.
              Inaczej nie byłoby zdrad, bo każdy uczciwie kończył by swój związek, zanim
              zacznie kolejny.
              • bea747 Re: Kiedy miłośc odchodzi nie................ 18.02.06, 20:41
                boją się podejmować sensowne decyzje, a nie boją ryzykownych.Nie rozumiem tego i
                nie chcę w to sięwgłębiać, bo pewnie nadal nie będę rozumieć.A jeśli chodzi o
                Halszkę to życzę jej, żeby mąż pokochał ją ponownie, jeśli się odkochał, bo
                zadna kobieta nie będzie go tak kochać i tak walczyć...
          • matylda_n Re: Kiedy miłośc odchodzi nie................ 18.02.06, 15:21
            Masz rację sagittko. Ale zdaniem halszki oni dali sobie dobrowolnie jeszcze
            jedną szansę. Teraz powinni dołożyc jak najwięcej starań i zaangażowania w
            budowanie dobrych relacji. A ja widzę w postach halszki tylko jej roszczeniową
            postawę i ciągłą krytyke męża... a to dobrze nie wróży.

            sagittka napisała:
            > Niestety miłość nie musi być jedynym powodem takiej decyzji.
            > Najczęściej nie jest, zwłaszczaa w długich związkach z dziećmi, majątkiem i
            > wspólnym życiem po prostu.
    • matkajoanna Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 18.02.06, 14:34
      NIE ROZUMIEM JAK ŻEŚ DO TEGO DOPUŚCIŁA ŻE WYSŁAŁAŚ CHŁOPA SAMEGO NA DRUGI
      KONIEC EUROPY?? SAMA JESTEŚ SOBIE WINNA. O NAIWNOŚCI...
      • bea747 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 18.02.06, 14:45
        matkajoanna napisała:

        > NIE ROZUMIEM JAK ŻEŚ DO TEGO DOPUŚCIŁA ŻE WYSŁAŁAŚ CHŁOPA SAMEGO NA DRUGI
        > KONIEC EUROPY?? SAMA JESTEŚ SOBIE WINNA. O NAIWNOŚCI...


        To nie naiwoność, to ZAUFANIE....
        • matkajoanna Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 18.02.06, 14:49
          a znasz to nie mieckie powiedzenie "Vertrauen ist gut, aber Kontrolle besser"
          czyli zaufanie jest dobre ale kontrola lepsza ?
          okazaja czyni złodzieja
          • bea747 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 18.02.06, 14:57
            I całkowicie się z Tobą zgadzam.Tylko kontrola rozwala związek.Jestem raczej za
            czujnością...
            • matkajoanna Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 18.02.06, 15:01
              chyba mówimy o tym samym:-) kontrola niezauważalna. Np. komórkę czasami
              sparwdzić trzeba.. Oczywiście tak żeby nie zauważył
              • sagittarius954 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 24.02.06, 21:11
                Naprawdę kontrolujesz swojemu facetowi komórkę? Po co ? Zeby dowiedzieć się
                wcześniej a może go walnąć w łeb z zaskoczenia?
    • spinka744 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 24.02.06, 01:16
      telefon meza lezacy na widoku i dostepny dla zony?... nic prostszego - kupuje
      inny telefon i numer,tylko dla drugiej .zona ma poczucie,ze kontroluje,a
      kontakt z druga jest.
      starania sie,wypelnianie "polecen", bycie milym i dobrym mezem itp?...coz,dla
      drugiej tez jest sie takim samym.obie panie maja dobre nastroje a przeciez o to
      chodzi.
      dobrze,ze zona juz wie o wszystkim i druga tez wie o zonie...teraz obie walcza
      o faceta,kazda przekonana,ze to ona wygra a facet jest szczesliwy, bo faceci
      lubia jak sie o nich zabiega.
      dzieci...w obydwu zwiazkach...ten sam tata, dwie matki...
      kobiety...rozgoryczone,niezbyt ufne, ale spragnione i wyczekujace, robiace
      dobre jedzonko i dogadzajace facetowi itp...
      sex? z druga nadal najlepszy, z zona sporadycznie, zeby nie bylo podejrzen...
      a ogolnie "uciekanie w prace", jak najwiecej zajec,zeby nie trzeba bylo
      wybierac...
      zona nabiera zaufania i druga kobieta rowniez...
      i zycie toczy sie dalej a tu i tak nic sie nie zmienia...jednej i drugiej
      obiecuje sie to co chca uslyszec.
    • prawie.normalny.facet Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 24.02.06, 02:33
      byc moze wpolne zycie po zdradzie ma jeszcze sens - nie jestem co do tego
      przekonany ale nie wykluczam takiej mozliwosci. nie mam natomiast watpliowsci,
      ze zeby to mialo jakis sens, to obu strona musi zalezec na zwiazku i obie
      strony musza o niego walczyc. a z tego co tu piszesz Halszko wydaje mi sie, ze
      to glownie Tobie zalezy, a Twoj maz juz wraca do dawnej roli i korzysta z
      sytuacji, ze nie wystawilas mu walizek. mimo tych obserwacji, mam nadzieje, ze
      poradzisz sobie w tym trudnym dla Ciebie momencie. powodzenia.
      • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 24.02.06, 23:54
        to naprawde niespodzianka, ze jeszcze niektorzy forumowicze wrocili do mojego
        watku..Powiem, ze teraz, gdy juz uplynelo troche czasu dopadlo mnie potwrne
        zmeczenie..Poczulam sie tak wyczerpana, ze najchetniej spalambym dzien i noc..I
        ta swiadomosc, jak jestem psychiczna i fizycznie wykonczona sprawia, ze
        zaczelam wreszcie troszczyc sie o siebie i myslec o sobie..A to juz jest cos.
        Jak jest? Duzo lepiej. Maz robi wszystko, zeby odzyskac moje zaufanie, gdy musi
        gdzies wyjsc melduje sie co pol godziny, gdzie akurat jest i o ktorej wroci. A
        wyjscia te ograniczyl do koniecznego minimum..Jestem tez pewna, ze z nia sie
        juz nie kontaktuje..
        Wszystko tez dobrze sie uklada w sprawach intymnych, powoli przyzwyzajamy sie
        do siebie na nowo..Zeby nie bylo tak za rozowo, to oczywiscie trudno mi
        powiedziec w tej chwili, czy maz kiedykolwiek odzyska moje zaufanie. Bede sie
        starala, ale to juz pozostanie we mnie na zawsze
        • yootrzenka Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 25.02.06, 00:16
          Trzymaj się mocno i zbierz dużo siły, bo rzeczywiście nigdy o tym nie
          zapomnisz. Wiem, bo sama jestem w tym po uszy. Sama klasyka. Prawie wszystko to
          samo. Też wrócił, ale już nie jestem w stanie mu uwierzyć. Wiem na pewno, że
          nie mówi mi wszystkiego, żebym niepotrzebnie się nie denerwowała, ale niestety
          prawda wcześniej czy później wychodzi na jaw i wtedy dopiero jest źle.

          Ja też jestem teraz cholernie zmęczona tą sytuacją, etap niespania i
          niejedzenia już przerobiłam, niewiary we własną atrakcyjność również. Teraz
          jest na zmianę euforia, że jest fajnie, że mam to za sobą i jednocześnie
          niepewność i podejrzenie, że to trwa nadal.

          Też nie wiem co dalej robić...
        • prawie.normalny.facet Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 25.02.06, 00:28
          czesc halszko,

          na poczatek tylko tytulem wyjasnienia - ja dopiero wczoraj zaczalem czytac ten
          watek i dlatego dopiero wczoraj zabaralem tu glos.

          cieszy mnie fakt, ze wszystko zaczyna sie wreszcie lepiej u Ciebie ukladac i ze
          maz zaczal sie starac i ze jemu chyba tez jednak zalezy na tym zeby Wasz
          zwaiazek przetrwal ten trudny okres. dobrze tez ze wreszcie zaczynasz myslec i
          troszczyc sie o siebie - to moze pomoc Ci poprawic sobie samoocene, co w tej
          sytuacji jest bardzo wazne.

          Zycze Ci wszystkiego najlepszego oraz zeby, udalo Wam sie na nowo odbudowac ten
          zwiazek.
        • iwonamiel1 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 25.02.06, 21:41
          Taką sytuację przerabiałam rok temu. Też na początku udało mi się zaufać
          mężowi - chociaż nidgy nie było jak dawniej. Ale teraz po roku wszystko
          wróciło. Znowu całkiem przypadkowo przeczytałam od niej kilka sms. I już nie
          wierzę, że przez rok nie było żadnych kontaktów. Nie mam siły przerabiać tego
          od nowa. I z perspektywy tego roku nie wiem, czy to dobrze, że się nie
          rozstaliśmy.
    • aga415 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 25.02.06, 14:02
      Jeśli mogę tobie cokolwiek doradzić.
      To nie słuchaj koleżanek które tobie doradzają, każdy przypadek jest inny twoja
      sytuacja też, myślę że rozwód to jedno z gorszych rozwiazań, nic ono nie
      zmienia w poczuciu że jest sie zdradzonym , to uczucie zostaje do końca życia.
      Myślę sobie że powinnaś spróbować powalczyć o swoje szczęście , bo przecież
      macie wspaniałe dzieci, które nikt tak nie wychowa jak wy sami,
      Spróbuj porozmawiać z mężem , raz jeszcze. no i może z Tą Panią?
      wiem ze to bardzo trudne ale przecież chodzi o Ciebie.
      Jak już porozmawiasz z mężem , to zacznij sie Modlić - Mi zawsze pomaga
      św. Juda patron rzeczy niemożliwych. W Warszawie ks.św.Krzyrza jest jego
      figurka.ludzie sie tam modla do niego , i wielu osobom on pomaga o czym
      świadczą tabliczki dziękczynne.
      Głowa do góry, nie poddawaj się co Cie nie zabije to Cię wzmocni.
      powodzenia
      • halszka17 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 26.02.06, 11:37
        przeszlam juz chyba przez wszystkie etapy wscieklosci, zalu, nienawisci,
        upokorzenia, oskarzania jego, jej i siebie.
        Teraz, po paru tygodniach, spojrzalam na to wszystko z jeszcze innej strony.I
        pomyslalam, ze gdyby nie ta kobieta w naszym zyciu, kto wie, jak potoczyloby
        sie dalej nasze zycie..To znaczy nie wiem, kiedy ja zauwazylabym swojego meza i
        zaczela myslec o NAS...Wiec moze az tak bolesna lekcja bylam mi potrzebna?
    • spinka744 Re: wiem, ze zdradza- co robic?? 26.02.06, 18:58
      ja tez tak czulam jak Ty,ze nawet lepiej sie dzieje po TYM wszystkim, ale jak
      napisalam juz na tym forum...On wcale nie zerwal kontaktow, On tylko nauczyl
      sie jeszcze dokladniej je ukrywac. I mimo, ze tez dzwonil co pol godziny i
      mowil mi gdzie jest, mimo,ze ja zmienilam nam numery komorek, zlikwidowalam
      Jego gg,i wszelkie mozliwosci kontaktu Jej z Nim, to wciaz trwa... wciaz ...
      jestem juz u kresu wytrzymalosci, ale nie moge zdecydowac sie odejsc...
      kiedy bylam juz niemal pewna Jego ... znowu sie wydalo...zalamalam sie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka