nadja78
21.10.06, 09:52
Witam, czasem Was czytuję i lubię to forum. Przejdę od razu do rzeczy. Jestem
mężatką od 3 lat, mieszkamy razem od 5. Kocham męża i jest mi z nim dobrze.
Jesteśmy bardzo zgraną i dobrze dobraną parą, mamy podobne priorytety,
zapatrywania na ważne sprawy, różne hobby, ale to też sprawia, że świetnie się
uzupełniamy. Na codzień okazujemy sobie dużo czułości, jakiś całus w kark,
muśnięcie dłonią, ciepłe słowa. Nawet nasze libido jest zbliżone. Nigdy nie
byliśmy maniakami sexu, ale za to każde zbliżenie było i jest naprawdę extra -
nie wiem co znaczy sex bez przynajmniej jednego orgazmu. Jakieś niewinne
eksperymenty też się zdarzały. Niestety dobiegam magicznej 30tki i zauważam
większe "zapotrzebowanie" na sex, a mąż jest... jakby to powiedzieć-wciąż na
tym samym poziomie. Jest osobą dominującą w naszym związku na każdej
płaszczyźnie, obojgu nam to bardzo odpowiada. W łóżku jest podobnie, oboje nie
lubimy kiedy to ja inicjuję zbliżenia. Pojawia się więc mały problem. Nie chcę
usiąć i "rozmawiać" i dogadywać się co do liczby zbliżeń, wiem, że bardzo mnie
kocha i częstotliwość natychmiast by się zwiększyła:) Chcę, żeby to wyszło od
niego. Zaczęłam się odważniej ubierać, czesać i z większą starannością robić
codzienny make-up, nie ma mowy o żadnych dresach itp. On to widzi, chwali, ale
to nie przekłada się na sprawy łóżkowe:( Błagam tylko nie mówcie, żebyśmy o
tym pogadali, bo tego nie chcę. Gadam w pracy o kontraktach, w domu chcę
emocji i czynów. Coraz rzadziej się całujemy ot tak-to też mnie martwi. Chcę
uciec od rutyny. Macie jakieś pomysły?
Pozdrawiam