Dodaj do ulubionych

najlepsze lata mojego zycia

21.04.07, 00:21
Witam
Mam potwornego dola i nie mam do kad uciec i przed nim sie schowac. Mysle ze
zyje czyims zyciem bo tak sie ulozylo. Moge Tylko trwac. Nie jest tak zle,
nie wydaje sie nic wydac, i zazwyczej udaje mi sie to ukryc, ale czasami
pekam szczegolnie wtedy jak widze osoby ktore sa szczesliwe, ktore oddychaja
pelna piersia i smieja sie w pelni i sa soba to im strasznie zazdroszcze
wtedy jest mi strasznie przykro i uciekam by nie bylo tego widac.
Jestem z kims kogo lubie, ale nie jest dla mnie pociagajacy i mam wrazenie ze
porozumiewamy sie na dwoch roznych swiatach. Wchodzimy sobie w droge, i co
wydaje sie z mojej strony lagodne dla niego jest ostre i konca nie ma. Mamy
wspanaila coreczke i dlaego jestesmy razem. Jest radosna i bardzo nas kocha.

Zastanawiam sie jak dlugo wytrzymam. Chcialabym sie smiac i byc soba, kochac
i kochac. Tak tego pragne strasznie. Jak powietrza. Tak bardzo. Robie sie bez
milosci sucha i ostra. Nie mam nic do poweidzenia co sie u mnie dzieje, nie
interesuje mnie moje zycie. Chyba mam problem co?
Czy znienic swoje zycie, szukac w nim sensu, drugiej osoby ktora zechciala by
dzielic ze mna zycie, potrafie tylke dac. Boje sie zmarnowac najlepsze lata
mojego zycia.
Obserwuj wątek
    • aandzia43 Re: najlepsze lata mojego zycia 21.04.07, 15:18
      Wolnaduszo, współczuję ci bardzo twojego paskudnego stanu ducha. Bliskie mi jest
      to, co piszesz, bo sama czułam się kiedyś jak jałowa pustynia. Żyjąca nie swoim
      życiem, oddychająca na pół gwizdka. Wierz mi kochanie, to minie. Ale nie samo.
      Wlazłaś w to sama i sama się wygrzebiesz. Jeszcze będziesz się śmiać z głębi
      trzewi, oddychać pełną piersią i trzymać w garści swoje życie. Zobaczysz.
      "Czy zmienić swoje życie?" - tak
      "Czy szukać w nim sensu?" - tak
      "Drugiej osoby, która zechciałaby dzielić ze mną życie?" - potem
      "Potrafię tyle dać" - a sobie, czy potrafisz dać tyle sobie?
      Ile masz lat, od kiedy jesteś w związku i czy masz satysfakcjonujące życie
      zawodowe, albo pasję? Pozdrawiam :-)))
      • caisis Re: najlepsze lata mojego zycia 21.04.07, 20:50
        Wolnaduszo, to jak zyjesz w dużym stopniu zalezy od Ciebie.Ale powiem Ci tylko
        jedno.Warto walczyć.Warto marzyć.Jak walczysz, to zawsze myśl,że zwycięzysz i
        zwyciężysz.Jak marzysz, to marz,.marzenia się spęłniają.Ale pamietaj, że
        najwazniejsza jest miłość i tylko o nią warto walczyć.Nawet za cenę cierpień.Bo
        potem miłość wszystko wynagradza.Więc walcz o miłość i swoje szczęście.Twoje
        szczęście, to szczęście dziecka.Żyj w zgodzie sama ze sobą.Powodzenia.
        • woman-in-love Re: najlepsze lata mojego zycia 22.04.07, 11:44
          warto popytać mądrych ludzi, poszukać warsztatów psychologicznych, spróbować
          terapii, poczytać... szczęście, radość zycia nie zależą wyłącznie od udanego
          związku, czy innych okoliczności. Oczywiście, lepiej być bogatą i zdrową niż
          chorą i biedną. Ale spójrz na wspaniale ubrane kobiety w wytwornych samochodach
          u boku fascynujacych mężczyzn. W wielu przypadkach usmiechaja sie z dużym
          wysiłkiem. Pokazówka. Jak odszukać utraconą radość? Oto jest pytanie i zadanie.
          Nikt Ci nie odpowie jak cieszyc sie życiem.
          • kici10 Re: najlepsze lata mojego zycia 22.04.07, 12:24
            Radość życia się odzyskuje, kiedy się odnajdzie zagubioną samą siebie.
            • aandzia43 Re: najlepsze lata mojego zycia 22.04.07, 12:31
              Kici10, yes, yes yessss....!
              • mreck Re: najlepsze lata mojego zycia 22.04.07, 14:00
                deprecha. skad ja to znam.
                • kici10 Re: najlepsze lata mojego zycia 23.04.07, 00:38
                  Witaj Mrecku. Brakowało tu Ciebie
        • bugbuddy Re: najlepsze lata mojego zycia 22.04.07, 14:15
          Tylko czy warto walczyć o naprawę tego co jest, czy warto walczyć o wyzwolenie? Na naprawę stanu obecnego nie mam sił natomiast na walkę o nowe nie ma odwagi.
          • woman-in-love Re: najlepsze lata mojego zycia 22.04.07, 16:07
            a może "spojrzeć inaczej"? Z większą akceptacją? Docenić to, co się ma?
            • kici10 Re: najlepsze lata mojego zycia 23.04.07, 00:41
              Żeby to docenić, to musi tego zabraknąć.
    • roksana.e Re: najlepsze lata mojego zycia 22.04.07, 17:26
      dobrą metodą na taką depreje jest stanąć rano przed lustrem
      i postanowić sobie za wszelką cenę ,mimo wszystko będe dziś szczęśliwa
      rób wszystko żeby tego dnia być miłą dla niego i pokochaj siebie
      Czasami tak zapędzamy się wmyślach w swim smutku że wszystko wydaje nam się szare i oropne łącznie z naszym życiowym partnerem
      mi to pomaga bo wiem że czasami nie jest łatwo
      zwłaszcza gdy nie ma się z kim pogadać przy kawie tak od serca
      a taka rozmowa ,wywalenie wszystkiego z siebie fajnie oczyszcza
      i daje energi

      Pozdrawiam
    • wolnadusza Re: najlepsze lata mojego zycia 23.04.07, 15:09
      Dziekuje serdecznie za odpowiedzi. Bardzo duzo to dla mnie znaczy, Tak sie
      ciesze ze jest ktos po drugiej stronie "lustra".
      Ja mam 29 lat. Kazdy dzien jest nowy i staram sie na nowo. Ale wiecie milosc
      nie widac w duzych rzeczach ale w tysiacu malych rzeczy, ktore jesli nie
      wyplywaja ze srodka to nie sa wazne a tak naprawde sa klejem ktory laczy
      wszystko. Brakuje nam tego. Mojemu mezowi takze. On to wie, tego sie nie da
      ukryc, rozmawiamy o tym i dajemy sobie razem nadzieje bo nie chcemy sie
      rozstac.
      Bylam kiedys zakochana,do tej pory czuje sie ten smak. Pelnego oddania,
      zaufania i otwarcia na wszystko na radosc i bol. Pamietam picie kawy na
      schodkach domu bylo czyms wspanialym. I az zal bylo isc spac bez seksu, radosci
      we dwoje. Jestem wdzieczna ze to przezylam choc nic niestety nie wyszlo, ale
      warto bylo poczuc ten smak.
      • ann65 Re: najlepsze lata mojego zycia 12.05.07, 19:23
        wolnadusza napisała:

        > Dziekuje serdecznie za odpowiedzi. Bardzo duzo to dla mnie znaczy, Tak sie
        > ciesze ze jest ktos po drugiej stronie "lustra".
        > Ja mam 29 lat. Kazdy dzien jest nowy i staram sie na nowo. Ale wiecie milosc
        > nie widac w duzych rzeczach ale w tysiacu malych rzeczy, ktore jesli nie
        > wyplywaja ze srodka to nie sa wazne a tak naprawde sa klejem ktory laczy
        > wszystko. Brakuje nam tego. Mojemu mezowi takze. On to wie, tego sie nie da
        > ukryc, rozmawiamy o tym i dajemy sobie razem nadzieje bo nie chcemy sie
        > rozstac.
        > Bylam kiedys zakochana,do tej pory czuje sie ten smak. Pelnego oddania,
        > zaufania i otwarcia na wszystko na radosc i bol. Pamietam picie kawy na
        > schodkach domu bylo czyms wspanialym. I az zal bylo isc spac bez seksu,
        radosci
        >
        > we dwoje. Jestem wdzieczna ze to przezylam choc nic niestety nie wyszlo, ale
        > warto bylo poczuc ten smak.
        Mam ten sam problem z wielkiej miłości nie pozostało nic,wszystko skonczyło się
        w dniu ślubu,nie było już nocy poślubnej,miłych słowek,gestów itp.Jestem w
        potwornej depresji - pomagam sobie farmakologicznie,ale to też nie skutkuje.Mój
        mąż zmienił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdzki,stał się
        wulgarny ,opryskliwy,wiecznie niezadowolony i obrażony.Mój dzień zaczyna się od
        wyzwisk i obrażania i kończy się tak samo.Ostatnio tak uderzył mnie w twarz,że
        wybił mi ząb,a ja tylko poprosiłam,żeby zciszył muzykę bo jest bardzo póżno i
        obudzi córkę,była 2 w nocy.Mam 31 lat i nie mam siły do życia,nie mam
        przyjaciół bo nikt nie chce patrzec na to jak mąż mnie traktuje,nie umiem
        odejść bo i nie mam gdzie,od 10 lat zajmuję się domem,nie pracuję.Wstydze się
        wrócić do rodziców,nie mam żadnyych oszczędności bo pieniądze trzyma
        mąż,podstępnie zmusiłmnie do podpisania rozdzielności majątkowej,więc nie mam
        nic własnego.Nie wiem co mogę zrobić,muszę odejść ale nie mam gdzie i nie mam
        siły ,żeby walczyć o własne szczęscie.
        • kici10 Re: najlepsze lata mojego zycia 12.05.07, 20:32
          Na początek koniecznie znajdź pracę.
        • wredzioszek Re: do ann65 12.05.07, 20:32
          Posluchaj, potrzebujesz pomocy osob trzecich. Bardzo Cie prosze poszukaj pomocy
          z zewnatrz. Twoja depresja nie przejdzie samoczynnie-bo facet Cie bije i
          traktuje zle. Musisz zareagowac-tzn.poszukac kogos kto pomoze Ci w tej chwili
          sie od niego przynajmniej odseparowac. Jestes mloda, wiec jeszcze wszystko
          mozesz zaczac.Pamietaj, ze nawet jesli masz slub koscielny to takie zachowanie
          meza moze byc podstawa do stwierdzenia niewaznosci sakramentu malzenstwa. Nie
          pozwol sie niszczyc!!! Szukaj pomocy! Jak dotrzesz do psychologa lub
          odpowiedniego miejsca pomocy to pomoga Ci z tego wyjsc. Sama sobie nie poradzisz
          bo jestes w depresji. Nie wstydz sie wracac do rodzicow, choc na jakis czas.
          Przeciez to nie Twoja wina ze facet zachowuje sie patologicznie. Ty musisz sobie
          znalezc schronienie i odseparowac od tego czlowieka. Dopiero wtedy zaczniesz
          myslec normalnie i to dopiero po jakims czasie. zobacz sobie na przyklad strone
          w internecie o nazwie "niebieska linia". Oto fragment ich strony: "Ogólnopolskie
          Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia" IPZ PTP prowadziło do
          końca 2006 roku poradnię telefoniczną, której głównym elementem był Ogólnopolski
          Telefon dla Ofiar Przemocy w Rodzinie - Niebieska Linia: 0 - 801 - 1200 - 02.

          Wszelkie pytania dotyczące funkcjonowania telefonu po tej dacie prosimy kierować
          do Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (0-22-5320-325)
          (01-458 Warszawa, ul. Szańcowa 25).
          Ogólnopolski Telefon dla Ofiar Przemocy w Rodzinie - Niebieska Linia działa od 3
          lipca 1995 roku.
          Oferta telefonu Niebieska Linia skierowana jest do:

          * osób doznających przemocy w rodzinie,
          * osób stosujących przemoc wobec bliskich,
          * świadków przemocy domowej. "

          CO DO SPRAW PRAWNYCH TO NA PEWNO PRAWNICY BEDA POTRAFILI CI POMOC. Z TEJ
          SYTUACJI JEST WYJSCIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! KONIECZNIE SKONTAKTUJ SIE ALBO Z
          NIEBIESKA LINIA ALBO Z PSYCHOLOGIEM. sama nie podolasz, ale majac wsparcie
          odzyskasz jeszcze sama siebie. pozdrawiam i prosze nie siedz z tym problemem
          sama. szukaj osrodkow pomocy!!!profesjonalnych.




          • metalin Re: do ann65 13.05.07, 05:12
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29963&t=1136621302811
    • lilyrush Re: najlepsze lata mojego zycia 23.04.07, 15:13
      Widzisz- to, co zrobisz albo co mżesz zrobic zależy od ciebie. Ja mam takiego
      zwiazkowego doła od barzo dawna. Próbowałam to ratowac, urodizłam dziecko i
      teraz po 3 latah mam dosć. W sumie wolaąbym sie poddac,ale mój ogranizm mi na
      to nie pozwala. Od at lecze depresje,a le osttnio ki przestaja działać. mogę je
      zmianiac ale repertuar mi ise konczy.
      Ja podjełam decyzje, mój maz nie chce o niej słyszec. Pewnei jesi jak nie
      wykonam konkretnego ruchu to on nie zrobi nic.
      Pamietaj- jakakolwiek decyzje podejmiesz- pomysl w tym o sobie!!!!!! Ja jak
      dotad myślaam tlyko o innych.
    • roksana.e Re: najlepsze lata mojego zycia 23.04.07, 16:16
      nie łatwo jest myśleć o sobie gdy w związku są dzieci
      Dzieci to klej który mocno trzyma na nogach niejeden związek
      mimo że sam związek jest niezbyt zdrowy
      pewnie tam gdzie nie ma dzieci rozstania są łatwiejsze
      daj wam szanse, jeżeli to depresja toczy wasz związek
      to może będzie Ci łatwiej pokonać ją z mężem
      Pozdrawiam
    • kamilkka30 Re: najlepsze lata mojego zycia 12.05.07, 23:52
      > Jestem z kims kogo lubie, ale nie jest dla mnie pociagajacy i mam wrazenie ze
      > porozumiewamy sie na dwoch roznych swiatach.
      > Czy znienic swoje zycie, szukac w nim sensu, drugiej osoby ktora zechciala by
      > dzielic ze mna zycie, potrafie tylke dac. Boje sie zmarnowac najlepsze lata
      > mojego zycia.


      Miałam takie same uczucia, myśli, smutek.
      W końcu wymyśliłam swój sposób na szczęście :)Skoro jestem gotowa oddać życie
      za własne dziecko i chcę by było szczęśliwe, to dlaczego nie mogę zrobić
      wszystkiego by moje dziecko żyło w szczęśliwym związku ?
      Zaakceptowałam wygląd partnera, jego wady. Wad których nie dało się
      zaakceptować wytępiłam (mlaskanie). Przestałam się kłócić, krytykować. Po
      prostu zaczęłam go szanować. Wszystkie poradniki mówiące o tym że jak nie mam
      ochoty na seks, to nie i basta, wyrzuciłam do śmieci. Jeśli nie miałam ochoty,
      to i tak starałam się poświęcić mu swój czas i uwagę. W zamian, on sprawiał mi
      przyjemności. Zamiast złości - uśmiech. Metodą drobnych kroczków, udało nam się
      stworzyć cudowny związek. Dziś mój mąż jest dla mnie najprzystojniejszy,
      najmądrzejszy, zazdroszczą mi go koleżanki. Mamy dwójkę ślicznych dzieci,
      planujemy trzecie. Po prostu pewnego dnia postanowiłam być szczęśliwa i jestem
      szczęśliwa. Przestałam czekać aż los da mi szczęście (księcia na białym koniu).
      Los dał mi "narzędzia" do wybudowania szczęścia. Ja z nich skorzystałam.
      P.S. Polecam książkę "Potęga podświadomości".
      • leonardo_defeat Re: najlepsze lata mojego zycia 13.05.07, 00:27
        związki często w kłopotach z powodu faceta. Męskie EGO często jest wiecznie
        sfrustrowane z powodu niezaspokojenia męskich ambicji. Najłatwiej rozładować
        frustracje w domu, a jak frustracja nie rozładowana, to też klapa.
        No ale życie każdego to niezapisana księga i rady nikt nie da.
        Na małe pobudzenie youtube.com/watch?v=IVxYphjLk9c
      • zlotadusza Re: najlepsze lata mojego zycia 13.05.07, 16:48
        Kamilko30, jak ty to robisz, że udało ci się zaakceptowac meża z wszystkimi
        wadami a nawet pokochać? Ja mam bardzo podobny problem jak wolna dusza. Aż
        ciekawe, że mamy tak podobne nicki. Chyba róznie dobrze mogłabym miec taki
        nick, bo równiez marzę o wolności, szczęściu, cieszeniu się życiem, kochaniu na
        maxa. Również mam 29 lat. Mam dwoje małych dzieci, młodsze jeszcze karmię
        piersią. Mam męża, który trwa przy mnie, nie zdradza pomimo, że od kiedy
        zaszłam w ciążę nasze zycie seksualne umarło bezpowrotnie. Wcześniej i tak
        często się nie kochaliśmy, po prostu seks mi za bardzo nie odpowiadał, choć
        próbowałam go kiedyś nauczyć, co lubię. Z marnym skutkiem niestety, ponieważ
        zachowanie męża na codzień było takie, że nawet ochotę trudno mi było wykrzesać
        w sobie na to, by mu sprawić przyjemność. W jego zachowaniu drażniło mnie
        niemal wszystko, począwszy od zasikanej klapy w ubikacji i bałaganienia w domu
        poprzez wieczne spóźnialstwo, brak umiejętności zajecia czymś mądrym dziecka
        kończąc złośliwości i psuciu a czesem uniemożliwianiu czegoś tak upragnionego i
        wyczekiwanego przeze mnie jak wakacje nad morzem. Nie jestem w stanie go
        kochać. Nie jestem w stanie cieszyć się swoją rodziną. Nie chce mi się nawet
        spotykac z innymi małżeństwami z dziećmi, które tworzą normalne szcześliwe
        rodziny. Czuję się jak osoba samotna, Jedynie dzieci dają mi jakieś poczucie,
        ze ktos mnie kocha, potrzebuje i dla kogo chce żyć. Niestety nie potrafię sie w
        pełni cieszyć swoim macieryństwem, nie potrafię poświęcić dzieciom tyle uwagi
        ile bym mogła, niemoc jakaś mną zawładnęła i często jedyne o czym marzę, to być
        wolna. Chciałabym jakiegoś faceta kochać na maxa, chcieć z nim seksu, ale w
        sytuacji takiej jak moja, wiadomo, zawsze dzieci będą najważniejsze i nei wiem
        czy potrafiłabym zmenić coś w swom życiu. Męża jadnak już nie zaakceptuję jako
        partnera. jest po prostu ojcem moich dzieci, ale nie jest mój. Już wielokrotnie
        rozmawiałam z nim o rozwodzie, staraliśmy się znaleźć rozwiązenie, które by nas
        satysfakcjonowało, ae za każdym razem stawało na tym, że łatwiej jest
        wychowywać dzieci kiedy się mieszka razem. Może i łatwiej... ale ...
        • lilyrush Re: najlepsze lata mojego zycia 14.05.07, 09:47
          Pewnei ze wygodniej- tylko za jaka cene
          Ja wiem,z edzieci wiele zmieniaja i trzeba sie zastanowic na ich dobrem
          Tylko trzeba tez pamietac,ze my-dorosi nie żyejmy w próżni. Ja wbrew
          przekonanim kazdego, kto patrzy z zewnatrz wybraalm rozstanie. Bo uznałam, ze
          lepij, żeby dziecko miało dwoje szcześliwych rodziców osobno niż samego
          tatusia, bo mamusia poszła sie powiesiec/ utopic/ zastrzelic (czy cokolwiek kto
          woli)
          Od jakiegos czasu jestem sama- byłam na początku przerażona, przede wysztkim
          tym, jak sobie sama fizycznie poradze- ae sobie radze i jest mi tak dobrze, ze
          az sie tego boje
        • kamilkka30 do zlotadusza 15.05.07, 00:30
          Gdybym go nie zaakceptowała, to bym jednak odeszła.
          > jak ty to robisz, że udało ci się zaakceptować męża z wszystkimi
          > wadami a nawet pokochać?
          Chciałam być szczęśliwa. Też chciałam odejść od męża, ale mój mąż bardzo kochał
          nasze dziecko. Żaden inny mężczyzna, tak by go nie kochał. To była myśl, która
          napędzała mnie do walki o nasz związek. Niedawno dostałam od niego duży bukiet
          czerwonych róż. Było mi tak przyjemnie, że chciałam również sprawić mu
          przyjemność. Taki mały bardzo przyjemny handel wymienny. Przez te 7 lat,
          przynosił mi goździki, kwiaty polne. Tak mu powiedziałam na początku, niedawno
          powiedziałam że mażę o różach... Swoje pragnienia należy po prostu precyzować.

          > zachowanie męża na codzień było takie, że nawet ochotę trudno mi było
          >wykrzesać w sobie na to, by mu sprawić przyjemność. W jego zachowaniu drażniło
          >mnie niemal wszystko, począwszy od zasikanej klapy w ubikacji i bałaganienia w
          >domu poprzez wieczne spóźnialstwo, brak umiejętności zajecia czymś mądrym
          >dziecka

          no cóż, zasikana klapa również się zdarza,
          bałaganiarstwo, hm moje jest jeszcze większe, zostawiamy wszystko na stole i
          idziemy na spacer, kiedyś się zrobi, jak mu będzie przeszkadzać to sobie
          posprząta i w drugą stronę tak samo.
          Zajęcie czymś mądrym dziecka - jeśli gry komputerowe dla 4 latka są czymś
          mądrym, to synek będzie geniuszem, nie wtrącam się. Zajmuje się nim od 16 do
          20, kąpie, usypia i śpi w tym samym pokoju, ja opiekuję się i śpię z córką w
          drugim. Razem wychodzimy na spacery, wycieczki, do sklepu. Pracujemy razem,
          wolny czas spędzamy razem.

          > kończąc złośliwości i psuciu a czasem uniemożliwianiu czegoś tak upragnionego
          i wyczekiwanego przeze mnie jak wakacje nad morzem.
          Ten fragment to wypisz wymaluj ja, z przed 4 lat.

          > poprzez wieczne spóźnialstwo,
          Podany przez niego czas, nauczyłam się mnożyć min. x 2.

          > próbowałam go kiedyś nauczyć, co lubię.
          Poprosiłam męża, aby powiedział mi co lubi i jak lubi, przestałam myśleć o
          sobie, skupiłam się na nim. Moje zainteresowanie jego potrzebami spowodowało,
          chęć odwzajemnienia. Dzisiaj lubię się z nim kochać. Nie uprawiać seks, ale
          właśnie kochać.

          > nie wiem czy potrafiłabym zmenić coś w swom życiu.
          a co ma się do stracenia ? szczęście ? przecież go nie ma ...
          • aandzia43 do Kamilkki30 16.05.07, 14:16
            Przeczytałam z uwagą twoje wypowiedzi i przypomniałam sobie siebie sprzed
            kilkunastu lat. Miałam wtedy około 30stki, małe dziecko i męża, z którym sie
            kiepsko dogadywałam. Teraz wiem, że przede wszystkim nie dogadywałam się sama
            ze sobą. I to była przyczyna ślepej uliczki, w jaką sama wlazłam. Bardzo
            chciałam być szczęśliwa, kto nie chce. Byłam w sytuacji, w jakiej byłam i
            myślałam, że jedyne, co mogę zrobić to dostosować sie do niej i doszukiwać sie
            pozytywów w tym, co mam. Mój błąd. Tak bardzo chciałam być szczęśliwa w ramach
            tego, co miałam, że zaczęłam okłamywać się, wmawiać sobie potrzeby, których nie
            miałam, skrzętnie zapominać o tych, które miałam. Wpadłam w jakąś spiralę
            samooszukiwania się i stworzyłam sobie rzeczywistość alternatywną. Byłam w tym
            świetna i bardzo przekonująca. Nie tylko siebie udało mi się nabrać, sporą
            część otoczenia też. A jak parę bardziej przenikliwych jednostek usiłowało
            wytrącić mnie z tej chorej równowagi, to nie przyjmowałam do wiadomości prawd
            teraz dla mnie oczywistych.

            Poświęcałam mężowi dużo uwagi i zaiteresowania - nie doczekałam się wzajemności
            w tej kwestii. Koncentrowałam się na potrzebach męża - on nawet nie znał moich,
            choćiaż wyraźnie mówiłam, czego potrzebuję (nie jestem nieśmiała) - sprytnie
            zapominał po jakimś czasie. Wpadłam w błędne koło: dawałam, i to coraz więcej,
            bo tylko to, co dałam ja zapełniało tę pustą przestrzeń między nami. On tylko
            brał. Gdybym nie dawała, nie byłoby między nami nic. I teraz wiem, że tak
            byłoby uczciwie.

            Nie muszę mówić, jak się parszywie wyeksploatowałam. Kiedy już byłam na skraju
            wytrzymałości nerwowej (delikatnie powiedziane) poszłam po rozum do głowy i
            zacząłam pracę nad sobą. Trzęsienie ziemi, mój bunt, jego rozżalenie małego
            dziecka, któremu zabrano cycka sprzed nosa, separacja i moje dobre samopoczucie
            graniczące z euforią. Jak tu napisała świeżo rozwiedziona dziewczyna: tak jej
            dobrze, że aż sie tego boi. Teraz jesteśmy parą, nie mieszkamy razem i
            usiłujemy zbudowac coś na nowych zasadach. Niczego nie zakładam, bywa bosko,
            ale walki trwają. Swoją drogą polubiłam zapach napalmu o poranku :-)

            Czy on był potworem? Nie, to tylko narcyz.Tak, jak jego ojciec. Tak go
            wychowano. Czy nie ma rady na takiego typa? Jest. Nie koncentrować sie na jego
            potrzebach. On się koncentruje na nich wystarczająco silnie. Wystarczy zauważać
            je, respektować i zaspokajać w miarę swoich zdrowych możliwości. Ale przede
            wszystkim mieć dobry kontakt ze swoimi emocjami i pilnować, by zaspokojone były
            te nasze fundamentalne potrzeby. Pilnować twardo i być czujnym. Brzmi jak
            podręcznik tresury tygrysów? Może. Ludzie są bardzo różni i różne bodźce na
            nich działają w różny sposób.

            Dlaczego to piszę? Sama się w to wpakowałam, a pierwszym impulsem była potrzeba
            bycia szczęsliwą w ramach tego, co jest. Małe dziecko, strach przed
            nieprzyjaznym światem itd. Byłam słaba i tchórzliwa. Teraz nie jestem? Nie, bo
            moje dziecko dorosło. Nie ma układu, do którego musze się dostosowywać. Oto
            cała tajemnica mojej odwagi.
            Nie pyszczę na dziewczyny, które powtarzają mój błąd sprzed lat, bo wiem, że
            odwaga kosztuje, że nie każda ma siłę zapłacić tę cenę. Tylko chciałabym, żeby
            tych powtarzających mój błąd było jak najmniej. Bo zmarnowane w
            niesatysfakcjonującym związku lata to też straszna cena. Nikt nam ich nie
            zwróci i do nieba za to poświętnicto-cierpiętnictwo tez nie pójdziemy (jak to
            nam co poniektórzy usiłują wmówić).

            Kamilkko, naprawdę, naprawdę mam nadzieję, że nie jesteś takim jak ja
            przypadkiem. Po prostu zuważyłam pewne, mam nadzieję, że tylko powierzchowne
            podobieństwa i podzieliłam sie swoją niewesołą historią. Życzę ci dużo
            sukcesów, zadowolenia i autentycznego szczęścia w życiu.


            • kamilkka30 Re: do Kamilkki30 17.05.07, 16:33
              Nie jestem Matką Polką, jestem dość egoistyczną osobą. Jeśli mi coś nie
              odpowiada to za nic tego nie zaakceptuję. Jeśli jest szansa to zmieniam, jeśli
              nie, to kończę. Z moim mężem połączyły nas sprawy finansowe, seks, a przede
              wszystkim on był we mnie bardzo zakochany. Spełniał wszystkie moje zachcianki,
              ja traktowałam go bardzo źle. W końcu zasłona z oczu mu spadła, i już tak się
              nie starał. Po drodze mieliśmy kilka różnych faz, raz było fajnie innym razem
              bardzo źle. Zmian chcieliśmy oboje, ale to ja musiałam się mocno zmienić.
              Musiałam przestać myśleć tylko o sobie, a zacząć o dzieciach i mężu. Nie jestem
              naiwna, nie wieżę że tak jak jest teraz będzie przez wszystkie lata. Żyję
              chwilą, delektuję się tym co mam teraz. Jutro będzie, jutro. To czego
              doświadczę dziś, zostanie już w mojej pamięci.
              > naprawdę, naprawdę mam nadzieję, że nie jesteś takim jak ja
              > przypadkiem.
              Czytając Twój post enty raz, uświadamiam sobie, że w swoim zachowaniu jesteśmy
              bardzo podobne. To nasi mężowie są inni (mam taką cichą nadzieję).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka