mysli o zdradzie

28.04.07, 08:13
Z powodu problemu, ktory tu doskwiera wiekszosci, mialam znowu mysli o
zdradzie. Pomyslalam, ze jezeli jest tak, ze czuje sie niedowartosciowana jako
kobieta, czuje, ze on mnie nie pragnie, a jezeli to odrobine i rzadko,
przestalam uwazac sie za atrakcyjna, bo nie mam potwierdzenia, wpadam w
przygnebienie, to moze pomoze ktos inny, tzn. inny facet, ktory mnie
dowartosciuje, dokomplementuje i przynajmniej poczuje sie pozadana. A ja wtedy
znowu rozkwitne i maz mnie na nowo zobaczy i zechce. Taki mialam plan.
Wczoraj rozmawialam przez telefon z kims, kogo poznalam przez internet pare
godzin wczesniej. Facet mnie oczarowal i chyba ze wzajemnoscia. Rozmawialismy
z przerwami chyba trzy godziny. Bardzo interesujaco mowil i mial strasznie
podniecajacy glos, naprawde. Umowilismy sie na kolejny telefon. Maja to byc
telefony bez zobowiazan, bo i tak bardzo daleko od siebie mieszkamy.
Zadzialalo tak jak myslalam: poczulam sie bardzo bardzo kobieco. Po prostu
super. Jakbym wyszla z ciemnosci. Choc maz jak zwykle skonczyl prace o 9, nie
mial ochoty nigdzie wyjsc i pojechalismy do domu, zrobilam kolacje, ale bez
zalu i bez nagabywania go o cokolwiek. Jak zwykle polozylam sie spac, a on
zostal przy jakiejs pracy.
No i zaczelam myslec. Po prostu nie moglam przestac. Oczywiscie o tym facecie.
Jak m kladl sie o 4 nad ranem, to dalej nie spalam. Zaczelam go zaczepiac i,
chyba najlepiej napisac, ze odbylismy stosunek, pierwszy od dluzszego czasu,
zgodzil sie wyjatkowo bez wiekszych oporow, ale ja nadal myslalam o tamtym!
To kompletnie bez sensu! Nasz seks byl jakby pozbawiony nie wiem czego - chyba
mojej milosci.
Wiec czy to jest tak, ze jezeli dowartosciuje sie z kims innym, to musze cos
stracic? To znaczy, ze nie da sie tak, zeby czerpac cos od innych i wnosic do
zwiazku? A jezeli tego nie ma w zwiazku, jezeli w zwiazku czuje sie
zakompleksiona i brzydka, chociaz on mnie kocha (chyba), to jak mozna sobie
poradzic?
Po prostu poczulam, ze jak dalej bede myslala o tym facecie, to odbiore cos
sobie, poczucie takiej romantycznej milosci, w ogole poczulam ze odbiore tez
to naszemu zwiazkowi, bo moze to jest wlasnie ta wartosc, ktora jest bardzo
potrzebna, i jezeli ja tego nie dam, to to zniknie i cos moze sie zalamac, bo
to jest jakas bardzo wazna jakosc, ktora tylko ja moge dac, bo on moze tego
nie ma.
Co to oznacza? Ze po prostu trzeba cierpiec? Tzn. cierpiec w imie milosci?
Do tej pory nie spie. Jestem nakrecona i nie moge zmruzyc oka. czuje sie
zupelnie tak jak wtedy, gdy badzo mi sie chce seksu, a jemu nie. Chyba
zapowiada sie ladna pogoda, m bedzie spal do poludnia albo dluzej, moze
pierwszy raz pojde sama na spacer, moze to mi pomoze.



    • miedzianakonefka Re: mysli o zdradzie 28.04.07, 09:04
      Z punktu widzenia faceta (mojego) to komplikujesz proste sprawy i nadajesz im
      formę hmmm... książkową czy coś. Jakby cierpienia młodego wertera albo serial w
      tv :) Jako prosty facet mogę powiedzieć tak. Jak człowiekowi czegoś brakuje w
      związku i mimo starań nic się nie poprawia to albo się decyduje na
      tzw. "boczek" o ile znajdzie tam to czego szuka, albo godzi się z tym że nie
      ma. Koniec.


      Alleluja i do przodu...
      • miedzianakonefka Re: mysli o zdradzie 28.04.07, 09:07
        A jeszcze trzecia opcja. Kończy związek i zaczyna nowy z kimś innym :)

        Alleluja i do przodu...
        • kmin1 Re: mysli o zdradzie 28.04.07, 09:30
          na próznośc szczegolnie kobiet nie ma lekarstwa, zresztą to nic nowego przecież
          wiemy skąd się wziął grzech własnie od takiej próżnej ewy, najwyraźniej nie
          masz zajęcia jakbys cięzko pracowała fizycznie i ledwo wiazała koniec z końcem
          nie w głowie byłoby ci szukanie przygód przez internet.
          • miedzianakonefka Re: mysli o zdradzie 28.04.07, 09:40
            Hmmm... A Ty to się dobrze czujesz ?

            Alleluja i do przodu...
            • kmin1 Re: mysli o zdradzie 28.04.07, 09:42
              no własnie próżność nic dodać nic ując
              • miedzianakonefka Re: mysli o zdradzie 28.04.07, 10:09
                Mój śp. dziadek miał takie powiedzenie:
                Przyczepiło się gó**o do okrętu i mówi:
                -płyniemy kolego ?

                Alleluja i do przodu
      • fama11 Re: mysli o zdradzie 28.04.07, 09:27
        No tak - może brzemię książkowo i melodramatycznie, ale próbuję jakoś sobie
        poradzić z tym, że go kocham, a on nie zaspokaja moich potrzeb. Miałam pomysł na
        wyjście z sytuacji, ale opisałam związane z tym komplikacje, a ja nie chce nic
        psuć tylko poprawić. Dzięki za opinię, ale łatwo ci mówić "albo godzi się z tym
        że nie ma. Koniec." Właśnie, że nie potrafię się pogodzić, bo mam duże straty
        emocjonalne, a odejść też nie chcę. Myślałam, że zadziała taka kontrolowana niby
        zdrada, ale ona się wymyka spod kontroli. Napiszcie, czy używaliście podobnych
        sposobów.
        • miedzianakonefka Re: mysli o zdradzie 28.04.07, 09:54
          No i właśnie te kobiece sposoby, sposobiki kontolowana zdrada :P
          Wieczne kombinatorki :) A poważnie to gdzieś tu widziałem ostatnio wątek w
          którym autorce udało się zachęcić męża poprzez schylanie się w miniówkach bez
          bielizny i niespodziewane zrobienie lodzika w czasie gdy siedział przed
          komputerkiem. W jej przypadku podziałało. Nie pamiętam tytułu ale poszukaj.
          Jak to nie pomoże to zawsze zostają proponowane przezemnie trzy wyjścia :)

          Alleluja i do przodu...
        • anais_nin666 Re: mysli o zdradzie 28.04.07, 17:33
          Oj tak Famo. Brzmisz bardzo melodramatycznie.
          Kochasz męża, zależy Ci na nim, ale po jednodniowej znajomości internetowej,
          która Cie wkręciła (dziwnie silnie jak na tak krótka znajomość) jestes juz
          chłodna w seksie z mężem i nie wiesz co się z Toba dzieje...
          Radę mam jedną - unikaj romansów, bo się do tego nie nadajesz;) Od razu
          wpadniesz jak śliwka w kompot. Rozwalisz swoje małżeństwo, zakochasz się w
          kochanku, a on żyć z Tobą być może nie będzie mógł i zostaniesz z ręką w nocniku;)

          Pojęcie kontrolowanej zdrady ... zabawne.

          Możesz zdradzać i czuć sie z tym świetnie, a swą euforię przenosić do domu i nia
          zarażać męża lub możesz zdradzać i zwyczajnie się zaangażowac w kogoś innego,
          wówczas już trudniej owa euorie będzie przenieść na męża, bo będziesz ją chciala
          dawac tylko kochankowi.

          Łap się innych sztuczek Famo.
          I powodzenia.
    • aandzia43 Re: mysli o zdradzie 28.04.07, 10:38
      Po prostu poczulam, ze jak dalej bede myslala o tym facecie, to odbiore cos
      > sobie, poczucie takiej romantycznej milosci, w ogole poczulam ze odbiore tez
      > to naszemu zwiazkowi, bo moze to jest wlasnie ta wartosc, ktora jest bardzo
      > potrzebna, i jezeli ja tego nie dam, to to zniknie i cos moze sie zalamac, bo
      > to jest jakas bardzo wazna jakosc, ktora tylko ja moge dac, bo on moze tego
      > nie ma.

      Famo, masz poczucie odpowiedzialności za związek, wiesz, że trzeba samemu dawać,
      aby stworzyć coś wspólnie. Fajnie :-) Muszę ci powiedzieć, ze bliskie mi są
      twoje dylematy. Dręczyłam się i cierpiałam całymi latami, zanim zrozumiałam, że
      sama swoim oddaniem i dorzucaniem do wspólnego ogniska niczego nie załatam i nie
      poprawię. Popatrz, teraz ofiarowujesz waszemu związkowi tę "ważną jakość" i co?
      ginie w czarnej dziurze. Wrzucasz i wrzucasz, i marnuje się twój potencjał
      emocjonalny i twoje zasoby energetyczne. A pozytków z tego chyba żadnych. Wiesz
      dlaczego?

      Bo to jak z mnożeniem: jeśli jeden z czynników to zero, to iloczyn też będzie
      zerem. Jeśli jedna strona daje (na danej płaszczyźnie) i druga chociaż
      troszeczkę, to mamy jakiś tam wynik, nie rewelacyjny, ale i nie zero (ty 10, mąż
      2 i już macie 20). Dajesz i dostajesz od waszego związku z powrotem. Energię,
      satysfakcję, miłość. Kiedy dajesz, nawet na maxa, a on nic, to całe twoje zasoby
      idą w cholerę. Frustracja, smutek i wyczerpanie.
      Albo inaczej: do rozpalenia ogniska potrzebna jest iskra i paliwo (np.drewno).
      Jeśli zabraknie jednego z nich, ognia nie będzie.

      Zastanów się Famo, czy mąż dokłada coś w tej kwestii do wspólnego pieca, czy
      tylko ty. Jeśli "on tego nie ma", to sama nie udźwigniesz ciężaru i wyczerpiesz
      się do cna. A może daje, tylko źle tym gospodarujecie. Mam nadzieję, że tak.
      Powodzenia :-)))
      • brunetta2 Re: Fama 28.04.07, 18:58
        Najpierw porozmawiaj z mezem o Twoim problemie.Takich facetow"z
        internetu" ,jest na peczki.Pieknie slodza ,dopoki nie osiagna celu ,a gdy
        Ciebie przeleca ,to zostawia.Nie daj sie "wposcic w maliny" i bedziesz miala
        nastepny problem.
        • fama11 Re: Fama 29.04.07, 10:00
          dzięki za ostrzeżenie, na pewno masz rację, tylko tak brakuje mi tego słodzenia...
      • fama11 Re: mysli o zdradzie 29.04.07, 10:32
        Andzia, dzieki za wsparcie, przeczytałam wczoraj i od razu lepiej mi sie
        zrobiło, że uważasz, że nie mogę marnować swojego potencjału energetycznego.
        Później (patrz - historia poniżej) ktoś napisał mi "Musisz coś zrobić z tą
        energią, bo rozsadzi cię od środka". Więc zrobiłam, dałam sobie pozwolenie i
        było świetnie.

        Mam nadzieję cały czas, że uda mi się zachować siebie i małżeństwo, to musi być
        możliwe. On też dokłada do nas - to, co umie... Czyli strona materialna, jego
        lojalność, troska o moje zdrowie itp. Niestety cała reszta go chyba przerasta (i
        przeraża) i może to nie jest jego wina, że mi tak ciężko w tych ramach, w jakich
        on chce żyć. Ale coś musi być w tym, że wybrał mnie, tzn. że go to przeraża ale
        i pociąga, że tęskni za tym, ale nie umie w tym się poruszać.

        Problem jest taki, że ja dostosowuję się mimowolnie do jego stylu życia i jest
        mi z tym ciężko, monotonnie i depresyjnie. Szukam równowagi, jakiegoś sposobu na
        zachowanie smaku życia...

    • trzydziestoletnia Re: mysli o zdradzie 29.04.07, 06:58
      fama11 napisała:

      > (..)poczucie takiej romantycznej milosci, w ogole poczulam ze odbiore tez
      > to naszemu zwiazkowi, bo moze to jest wlasnie ta wartosc, ktora jest bardzo
      > potrzebna, i jezeli ja tego nie dam, to to zniknie i cos moze sie zalamac, bo
      > to jest jakas bardzo wazna jakosc, ktora tylko ja moge dac, bo on moze tego
      > nie ma.

      B.zastanawiajacy ten fragment, przeczytaj jeszcze raz. Szczegolnie "jesli ja tego nie dam to to zniknie", "bo on moze tego nie ma". Czego on nie ma i co zniknie jesli ty nie bedziesz tego wnosic do zwiazku?
      • fama11 Re: mysli o zdradzie 29.04.07, 09:53
        Dziekuję za wszystkie odpowiedzi, jak przeczytałam je to przestałam czuć się
        taka samotna. To miłe, że mogę opisać Wam jakąś sytuację, problem, a dostaje
        tyle różnych punktów widzenia!

        Dzisiaj - mąż śpi jak zwykle o tej porze, bo on prowadzi nocne życie, z wyboru -
        przemyślałam sobie to wszystko na nowo i zrozumiałam, że to, co przedwczoraj
        mnie tak nakręciło, to nie tylko poczucie, że ktoś stara się o mnie, stara się
        mnie uwieść i oczarować (czego tak bardzo mi teraz brakuje), ale też jakas taka
        swoboda, wolność wyrwania się ze schematu, w którym żyję z moim m.
        On najbardziej pragnie spokoju w naszym związku, żebym nie histeryzowała, nie
        okazywała zbytnich emocji, żeby wszystko było poukładane i zorganizowane. Ja
        chcę zmian, spontaniczności, spontanicznego seksu, spontanicznego wyjścia do
        kina, trochę szaleństwa, wyrwania się ze schematu, rutyny.
        Wczorajszy dzień był niesamowity. Temperatura na zewnątrz taka jak w moim sercu:
        upał. M spał gdy "wypiłam z kimś kawę" na czacie (normalnie rano czekam i czekam
        aż się obudzi), o 11 go zbudziłam i zaproponowałam spacer, kiedy się nie zgodził
        (bo jeszcze chciał spać, jak zwykle), poszłam sama. Pojechałam do miasta do
        naszych wspólnych znajomych. Było cudownie, lato, słońce, miałam boski nastrój,
        czułam się kobietą - pasowałoby słowo "wyzwoloną".
        Do m dzwoniłam wielokrotnie i zapraszałam go do nas: kara za moją
        niesubordynację była taka, że owszem był w mieście, ale "nie mógł" się spotkać.
        Po powrocie - awantura. Groził, że przestanie dawać mi kasę (na razie nie
        pracuję, to skomplikowana sprawa). Wyspowiadałam się ze wszystkiego,
        tłumaczyłam, że chcę być dla niego atrakcyjna itp. Pogodziliśmy się jakoś.

        Dziś rano zrozumiałam, że to, czego najbardziej brakuje mi w naszym związku, to
        właśnie spontaniczności, radości, że duszę się. Czy to jest próżność?

        Anais! chyba faktycznie nie nadaję się do romansu, nawet przez jeden dzień nie
        jestem w stanie go ukryć, ale chcę żyć, a nie wegetować w schemacie m. A to, co
        mnie nakręciło, to poczucie wolności, chociaż flirt na pewno też, pierwszy od
        paru lat. Uwielbiam flirtować ale chyba brzydzę się spaniem z dwoma facetami naraz.
        • anais_nin666 Re: mysli o zdradzie 29.04.07, 17:50
          Fama. Zdrada, po raz wtóry powtórze ( w Twoim przypadku) - nie, ale flirt? Jak
          najbardziej. Flirt, gdy ma granice, jest czyms przyprawiającym skrzydła, bo
          pzypomina nam, że potrafimy zdobywać, że bywamy atrakcyjni i fakt, że
          współmałżonek na nas patrzy średnio rozanielonym wzrokiem nie znaczy, że
          generalnie jesteśmy do niczego, a jedynie, że ten konkretny egzemplarz ma dość
          (czego tez nie nalezy zostawić ot tak, tylko przemysleć i zabrac się za
          działanie, np. uwidzenie męża zamiast jakiegoś kolesia z netu).
          Brakuje Wam radości? Wprowadź ją, nie oczekuj, że mąz sam z siebie zacznie
          działac. Może jemu z tym co ma jest akurat dobrze, Tobie nie, więc Ty zacznij
          robić pierwsze kroki ku zmianom.
      • fama11 Re: mysli o zdradzie 29.04.07, 09:56
        wydawało mi się, że zniknie namiętność
        • trzydziestoletnia Re: mysli o zdradzie 29.04.07, 10:19
          Zniknie namietnosc w zwiazku, jesli ty przestaniesz ją wnosic, tak? Widzisz co mozna sądzić na podstawie takiego stwierdzenia? Czy nie masz czasem wrazenia jakbys czulila sie do sciany? Ciekawe to co piszesz, o tym wczorajszym dniu, jak sie czulas - wyzwolona - samodzielnie decydujaca, spedzajaca czas (moze nastepnym razem uda sie bez telefonow do niego?;) wg wlasnego uznania. Wyglada jakby ci tego b. brakowalo :) Z dalszej czesci wypowiedzi wynikaloby, ze maz traktuje pieniadze w kategoriach kary-nagrody (jestes niegrzeczna nie dostaniesz kasy), czy w waszym zwiazku jest miejsce na partnerstwo? Czy ten co "ma kase ma wladze"? ;) Jaki jest jego stosunek do twojej autonomii, czy nie masz wrazenia, ze zyjesz bardziej jego zyciem niz swoim?
          • fama11 Re: mysli o zdradzie 29.04.07, 10:47
            tak - masz racje, z ta roznica, ze nie tule sie do sciany, ale do dziecka, ktore
            potrafi przyjmowac, ale nie potrafi odpowiadac na czulosci. I masz racje: kasa
            to władza, cóż. Mo sie budzi , koncze.
      • fama11 Re: mysli o zdradzie 29.04.07, 09:58
        powyżej odpowiedziałam na pytanie Trzydziestoletniej "Czego on nie ma i co
        zniknie jesli ja nie bede tego wnosic do zwiazku?"
        • aandzia43 Re: mysli o zdradzie 29.04.07, 23:38
          Boże, toż to historia mojego małżeństwa! Tulenie, nawet nie SIE, tylko tulenie
          małego dziecka, które bierze, ale dawać nie potrafi. Wyeksploatowałam się
          energetycznie przy nim, jakbym wyniańczyła piątkę dzieci. Tak jak ciebie, karał
          mnie za dobry humor, który śmiałam mieć bez jego udziału. Sam zresztą mi go
          raczej nie fundował. Manipulacja przy pomocy pieniędzy też była. Ratuj się, nie
          dorzucaj do "wspólnego gara emocjonalnego", bo on nie wrzuca tam nic! A liczba
          razy zero to jest zero! Pieniądze, które on daje nie upoważniają go do wysysania
          z partnerki całej reszty. Zacznij od zdobycia niezależności finansowej, wierz mi
          bez tego nie ruszysz do przodu w tej sytuacji. I trzymaj się tego, co mówi
          Trzydziestoletnia.

          Powodzenia, kobieto :-)))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja