07.07.07, 16:38
Zdradzil mnie.Wybaczylam..i niby juz jest ok ale zaliczam doly
psychiczne.Nagle czuje ,ze zaczynam sie dusic,jestem wsiekla,najlepszym
lekarstwem jest sen i tabletki.seks to przeszlosc bardzo rzadko,ale brakuje w
tych zblizeniach tej iskry,zreszta ostatni raz 6m temu.Rozmawiamy,on twierdzi
ze jest zmeczony.Fakt duzo pracujemy.Mowi ze naogladam sie seriali i myle
fikcje z rzeczywistoscia.Rozwod nic nie zmieni.Kocham tesciowa jak wlasna
matke,mamy wspolne firmy.kredyty,dzieci.Oprocz tesciowej nikt o zdradzie nie
wie.Uchodzimy za dobre malzenstwo.Kurcze kocham go,jest jedynym facetem
jakiego mialam,dlaczego mnie nie przytuli,nie powie ze kocha..
Obserwuj wątek
    • sylwiamich Re: Zdrada. 07.07.07, 18:09
      Może nie kocha i nie ma ochoty przytulać?
    • libressa Re: Zdrada. 07.07.07, 18:20
      Nie"naprawisz"męża, nie musisz brać rozwodu z rodziną, trwasz w toksycznym
      związku i tyle.

      Pozdrawiam
      Libressa
    • karotelka Re: Zdrada. 07.07.07, 19:10
      Jakbym czytała swoją historię...Kurcze dziś odkryłam, że mąż chce lub już mnie
      zdradził. Wyszłam z domu do pracy i po chwili wróciłam,bo czegoś zapomniałam
      słyszałam, jak rozmawia z nią z łazience przez telefon, wie wiedział , że
      jestem, i że słyszę. Testy były jednoznaczne - pragnie jej, chce się z Nią
      przespać, umawiali się....
      A także dziś chciałam się zbliżyć i zostałam odepchnięta. Pragnę go.
      Sama nie jestem czysta, także zdarzyły mu sie zdrady, ale mimo wszystko to boli
      cholerne!
    • anais_nin666 Re: Zdrada. 07.07.07, 22:40
      A wczesniej przytulał?
      Mówił, że kocha?
      Może zawsze grał twardziela;)?
      Niemniej po zdradzie warto podwoić starania, jesli tego nie robi, to może nadal
      Cię zdradza...?
    • te1109 Re: Zdrada. 07.07.07, 22:48
      To wszystko jest takie smutne,bo czy jeżeli ktos kogoś kocha to posuwa się do
      tak niecnego czynu,jak można zrobić coś takiego,a potem mówić kocham cię.
      • 19marta75 Re: Zdrada. 07.07.07, 23:47
        Tez zaczynam miec watpliwosci czy kocha.Ale po cholere jest ze mna.Czy jest
        takim tchorzem ze boi sie odejsc.Pamietam jak plakal gdy odkrylam jego
        zdrade.Pamietam swoi bol gdy czytalam te sms.To ja jestem tchorzem.Kryje go i to
        chyba ja boie sie odejsc.Chwilami brzydze sie soba.Kurcze a kiedys bylo tak
        cudownie....
        • te1109 Re: Zdrada. 07.07.07, 23:51
          moze mu jest z Tobą dobrze dbasz o dom ma zawsze poprane ugotowany obiad
          • 19marta75 Re: Zdrada. 08.07.07, 00:13
            Ugotowane co lubi,zrobione o co poprosi...po prostu inaczej nie potrafie.lubie
            dbac o dom,gotowac..Ale mam ochote na seks a zdrada to nie w moim stylu.
            • te1109 Re: Zdrada. 08.07.07, 00:29
              licz na dzieci jesli masz on są teraz najważniejsze
    • deenzeel Re: Zdrada. 08.07.07, 04:02
      Martuniu,
      co Cię nie zabije to Cię wzmocni
      przyjdzie po dołach wytchnienie trafi się
      zapewne przypadkowo ale jednak się trafi
      kochanek-może za dwa może za trzy lata
      zrobisz mu wszystko najlepiej jak potrafisz
      mąż stanie się obcym człowiekiem fagasem
      ledwie tolerowanym - wtedy to dla niego
      rzeczywistość poplącze się z fikcją lecz
      będzie już za późno nigdy go już nie będziesz kochać
      i nawet jak mu zupe ugotujesz to na odpierdol
      i nawet jak spodnie upierzesz to tylko dla siebie
      ciemność widzę uciekaj z tej toksyczności bo
      stracicie do siebie szacunek i dzieci ucierpią
      za Twoją wyimaginowaną szczerą miłość
      szczęścia i wytrwania
      • jaguska15 Re: Zdrada. 09.07.07, 15:22
        Fajnie napisane.
        Taka zdrada zmienia wszystko. Zostałam zdradzona, od dawna choć dowiedziałam
        się niedawno. SZOK. Nam się przecież to nie zdarza, nie ja, nie on, my,
        rodzina, dziecko, mieszkanie, obiady, życie. Po co to wszystko? Runęło. A może
        przeze mnie? Na pewno! gruba jestem, zawsze mi mówił, że kiedyś byłam inna.
        Schudnę! W 1,5 mies. 11 kg. Seks bardziej - ok! Wszystko bardziej - ok! Ale
        kogo ja chcę oszukać, przecież znamy się na wylot, nie udowodnię że jestem kimś
        innym, bo nie jestem, że jestem lepsza od niej? Po co?
        Koszmar!!!!
        Kto nie przeżył niech się lepiej tu nie wypowiada.
        • 19marta75 Re: Zdrada. 09.07.07, 18:38
          W zartach zawsze mowilam ,ze jak ma mnie zdradzic to tak abym sie nigdy nie
          dowiedziala!!!Przeciez mogl tak zrobic do cholery.A jak sobie przypomne ten
          okres gdy on byl z tamta i jego zachowanie w stosunku do
          mnie.Szyderstwa,ponizanie slowne,chamskie zachowanie.A ja czulam i glupia nic
          nie zrobilam....
          • aparat1980 Re: Zdrada. 11.07.07, 19:05
            Dziewczyny!
            Jestem w podobnej sytuaji, ylko moze troszke gorzej/lepiej bo jeszcze nie
            mezataka a narzeczona. My ideala para ,mlodzi, sympatyczni, dopasowani -
            wszyscy tak o nas mowili. przez piersze 2 lata zwiazku bylo cudownie, potem
            zaczelo sie studzi, ale to przeciez normalka, dom, praca - brakuje juz tej
            swiezosci iskier.. ale przeciez jest cos innego cieplo, zrozumienie, zaufanie..
            do czasu. czlowiek, ktoremu ufalam bezgranicnie zdradzil mnie, nie nie
            fizycznie psychicznie - zakochal sie w innej dziewczyni i gdyby nie pewnien
            przypadek moze byc sie o tym nawet nie dowiedziala.. niestety tak ise stalo, a
            on... bienosc, niezdecydowanie - nie wie czy mnie kocha i czy chce ze mna zyc.
            znia nie chce teraz/nie moze bo boi sie mnie skrzywdzic... mnie okazuje chlod i
            obojetnosc. czuje sie ponizana, upokarzana a mimo wszystko kocham go
            najbardziej na swiecie i chce zwiazek ratowac...
            sama nie wiem co robic...
            • woman-in-love Re: Zdrada. 11.07.07, 19:53
              a po co ratować?
              • te1109 Re: Zdrada. 11.07.07, 19:58
                woman-in-love napisała:

                > a po co ratować?

                Póki jest cień nadziej warto
                • ane16 Re: Zdrada. 11.08.07, 17:01
                  te1109 napisał:

                  > woman-in-love napisała:
                  >
                  > > a po co ratować?
                  >
                  > Póki jest cień nadziej warto

                  Nie warto ratować czegoś co jest skazane na upadek.
                  WIEM CO MóWIE !NIC NA SIłE
            • skazaa Re: Zdrada. 11.07.07, 20:03
              Droga aparat1980! Przepraszam, ale o jakim związku do ratowania mówisz? Nie
              chcę Cię ranić, bo wiem, że bardzo cierpisz, ale nie lekceważ faktów. On teraz
              boi się zmian, może ona też do końca nie wie, czy chce z nim być, stąd te jego
              wahania. Teraz kalkuluje, a kochać Cię przestał już wcześniej. Gdyby było
              inaczej, nie zakochałby się w niej. To bardzo proste i nie masz na to żadnego
              wpływu. Im szybciej to zaakceptujesz, tym lepiej. Może uchronisz się przed
              milionem upokarzających rzeczy, które robi porzucona kobieta, by odzyskać
              mężczyznę. Pamiętaj, że to, co możesz ocalić, to godność.
              Nie da się kogoś przestać kochać w jednej chwili, tylko dlatego, że on odszedł,
              zdradził, czy powiedział, że coś się skończyło. Będziesz go kochać i cierpieć,
              tym bardziej, że wymyka Ci się z rąk, przez co zapewne sporo zyskał na
              wartości. Ale nie ma magicznych sposobów na odzyskanie miłości, to on ma tu coś
              do przepracowania, a nie Ty. Nie baw się w ratownika, bo on i tak oleje każde
              koło ratunkowe, które mu teraz rzucisz. Tylko czas może coś zmienić, wyjaśnić i
              najlepiej, gdybyście przez pewien okres nie musieli wpadać na siebie we
              wspólnym mieszkaniu. Jesteś dla niego żywym wyrzutem sumienia, a on nie chce
              czuć się źle i myśleć, że jest cholernym dupkiem, bo tak Cie zranił. Pomyśl o
              tym. A jeśli po jakimś czasie on bedzie chciał wrócić, a Ty nadal będziesz go
              kochała, wtedy możesz się zastanawiać, czy warto dać mu szansę.
              • aparat1980 Re: Zdrada. 12.07.07, 12:11
                skazaa,
                No wlasnie i tu jest problem. Ja trzezwo myslaca kobieta, racjonalna do bolu,
                jeszcze 2 miesiace temu sama bym tak radzila kolezance w podobnej sytuacji.
                tylko ze.. tylko ze cala sytuacja dotyczy mnie.. niestety. caly moj swiat,
                ktora tak bradzo pieczolowicie budowalam runal.
                Wiem ze nie ma czego ratowac, zdalam sobie z tego sprawe po wczorajszej
                rozmowie, po mailach ktore przeczytalam od niego do niej... wiem ze dla swojego
                dobra powinnam powiedziec ciao! to koniec, tylko.. problem polega na tym, ze na
                ten moment nie wyobrazam sobie zycia bez niego, oddanie walkowerem tego zwiazku
                jest dla mnie czyms do czego zmusic sie nie moge. z drugiej strony wiem tez ze
                do uczucia nie mzusze go w zadnym wypadku... ai ilosc bolu i upokorzen
                fundowanych przez niego z lekka mnie przerasta.
                Mowisz zebym sie wyprowadzila, wyprowwadzila dokad? DO miasta w ktorym teraz
                mieszkam przeprowadzilam sie dla niego, dobra praca, zadnych przyjaciol...
                wszystkich ktorych znam to wpsolni znajomi. jedyna opcja to przerowadzka gdzies
                indziej, ale wtedy juz na odbudowanie czegokoliwek bedzie za pozno..
                echhh zycie jest strasznie skomplikowane..
                kiedys uslyszalam ze zaloba po kims bliskim trwa rok, potem wewnetrznie godzimy
                sie ze strata ukochanej osoby. mam nadzieje ze w tym wypadku zadziala...
            • wallwalker Re: Zdrada. 08.08.07, 14:48
              Jeśli mogę coś wtrącić to powiem spie...aj gdzie pieprz rośnie!!!
              Miałem kiedyś podobna sytuację, tylko to ja byłem tym złym. Byłem z
              dziewczyną kilka lat i wszyscy uważali nas za cudowna dograną parę i
              takie tam pitu pitu. Pewnego dnia zjawiła sie Ona. Była u mnie może
              5 może 10 min. Świat się zawalił. Spałem z uwczesna dziewczyną tylko
              fizjologicznie, dla zaspokojenia potrzeb a po wszsytkim myślałem jak
              było dennie i jak cudownie było by z Tamtą. Trwało to 3m potem jak
              już wiedziałem że mogę spróbować zawalczyc o Inną to starą laske
              kopnąłem w tyłek tak że nakryła sie nogami i do tej pory nie może
              sie pozbierać choć minęły 4 lata. Przykro mi próbowałem nawet to
              zrobić delikatnie ale tamta strasznie mnie widocznie kochała.
              NIE DAJ SIE TAK ZAŁATWIĆ!!! Poza tym jeśli nawet pewnego dnia nie
              kopnie cię w d.. to czy będziesz mogła żyć z min ze świadomością że
              jest z tobą tylko dla tego że inna laska dała mu kosza i że tak
              naprawde myśli o niej. Nie daj się tak!!! Sam mam wyrzuty sumienia
              co do mojej ex ale nic na to nie mogłem poradzić. Nie daj się nabrać
              na pieprzenie typu"zrozumiałem że kocham tylko ciebie a nie ją...."
              bo to oznacza że w tym momencie nie ma nic lepszego na rynku wiec
              lepiej pozostane z tobą bo przynajmniej wiem co jest grane i jest
              gdzie umoczyć a to ważny argument:) coś o tym wiem:)Nie wierz za nic
              w świecie. Prawda jest taka że znudziłaś się mu i szuka czegoś
              nowego a do ciebie się przyzwyczaił no i źródełko mo zawsze
              otwarte:) Spróbuj je zakręcić na jakiś czas to zniknie za
              najbliższym rogiem i będzie polował jak kot na motylki:) UCIEKAJ DO
              KOGOŚ KTO BEDZIE MADRY I NIE ZAKOCHA SIE NAGLE W PIERWSZEJ LEPSZEJ.
              • wilk67 Re: Zdrada. 08.08.07, 15:14
                > Trwało to 3m potem jak
                > już wiedziałem że mogę spróbować zawalczyc o Inną to starą laske
                > kopnąłem w tyłek tak że nakryła sie nogami i do tej pory nie może
                > sie pozbierać choć minęły 4 lata.

                "pięknie" piszesz o kimś z kim się kochałeę i na kim ci zależało

                a teraz jak się domyślam ta dla której kogoś "kopnałeś w d.. aż się nogami
                nakryła" olewa cie kazdego dnia (inny wątek)
                mimo iż jesteś taki piękny, wspaniały i zarabiasz 30 000...
                przewrotne

                • wallwalker Re: Zdrada. 08.08.07, 22:07
                  No cóż tak bywa nikt wcześniej mi nie mówił że tak będzie. Jest mi
                  ciężko z powodów z których między innymi odwiedziłem to forum ale
                  mimo wszsytko nie zamieniłbym się nawet gdyby poprzednia laska
                  dawała mi dupy na wszystkie mozliwe sposoby i ile razy chcę....
                  Dlatego mówie kobiecie olej gościa bo po czymś takim nie odnajdzie
                  spokoju
          • glamourous Re: Zdrada. 11.07.07, 22:54
            9marta75 napisała:

            > W zartach zawsze mowilam ,ze jak ma mnie zdradzic to tak abym sie nigdy nie
            > dowiedziala!!!Przeciez mogl tak zrobic do cholery

            No i wykrakalas sobie ;-/
            A tak na powaznie - on twoje tego typu teksty widocznie odebral jako
            przyzwolenie. Widocznie mial zamiar zrobic to tak, zebys sie nie dowiedziala,
            ale cos tam sie nie udalo, no i wyszlo szydlo z worka. Facetom NIGDY, ale o
            nigdy nie mozna dawac przyzwolenia na zdrade, nawet w zartach. Im trzeba prosto
            z mostu i na temat : nie pozwole sie zdradzac, jesli to zrobisz chociaz raz -
            KONIEC z nami. Trzeba tak mowic, chocby sie nawet wiedzialo ze da sie rade
            wybaczyc...
      • markus_provizja Re: Zdrada. 12.07.07, 12:25
        To co cie nie zabije napewno cie na zawsze okaleczy.

        Strata dloni nie zabije organizmu ale nigdy juz nie bedzie taki sam,nawet z
        idealna proteza
    • monikab75 Re: Zdrada. 11.07.07, 19:59
      I mnie to spotkało. Małżeństwo z 11 letnim stażem (mamy po 32 lata), 4-letnia
      wspaniała córeczka. Różnie to bywało, ale w życiu nie przypuszczałam, że jest
      do tego zdolny. W ciągu 5 dni przekreślił wszystko co nas łączyło. Dowiedziałam
      się o tym niedawno - po niemalże dwóch miesiącach (zostawił ślady w naszym
      komputerze). A ja myślałam że to ochłodzenie jest przejściowe, że w końcu
      minie, jak to już nie raz bywało... A okazało sie, że od dwóch miesięcy mnie
      okłamuje. Wciąż nie mogę tego zrozumieć, dlaczego..? I nie wiem co dalej...
      • 19marta75 Re: Zdrada. 11.07.07, 21:53
        Zdrady nie da sie zrozumiec,wytlumaczyc,przebaczyc.I w dodatku tak boli.Mamy
        udane dzieci,dobre auta,fajna prace,zagraniczne wakacje,rodzinka zyje w
        zgodzie.Zyc nie umierac!A im malo!Starasz sie,dbasz,kochasz i....nagle wszystko
        traci sens.Dlaczego!Cholera wie czego oni szukaja.Przewaznie okazuje sie,ze jest
        brzydsza,nie w jego typie itp.Wiele nocy myslalam,analizowalam nasze
        malzenstwo.Teraz wiem,ze to tylko prowadzi do obwiniania samej siebie.Staram sie
        zyc normalnie.Ale czujniejsza jestem niz bramka na lotnisku haha.Niby jest juz
        ok.Wiem ,ze to moj mur ochronny.Inaczej bym zwariowala.Mam slabe dni,jednak
        nauczylam sie z tym zyc.Pewna nigdy juz nie bede.Zawsze zostanie niepewnosc.Mogl
        isc z dziwka ,moze nie dowiedziala bym sie nigdy.Tak bym wolala.Jesli nie macie
        dzieci a juz jest ta niepewnosc to nie ma szans na dobry zwiazek..
        • te1109 Re: Zdrada. 11.07.07, 22:04
          Nie martw się,nie zadręczaj to nic nie pomoże,a im więcej będziesz o tym myślała
          tym więcej będzie pytań.Wiem że to żadne pocieszenie ale staraj się zapomnieć.
        • jaguska15 Re: Zdrada. 12.07.07, 08:32
          A może czytają to te, do których nasi mężowie odchodzą? Podobno to trzeba
          przeżyć żeby zrozumieć. Dlaczego godzicie się na romanse z żonatymi facetami?
          Czy myślicie wtedy o nas, żonach czekających w domu? Dzieciach, którym
          rujnujecie życie zabierając ojców? Co jest tą siłą przyciągającą? Czy naprawdę
          nie można się powstrzymać?
          • gomory Re: Zdrada. 12.07.07, 13:59
            Przepraszam, ale moze nie czyn z mezow bezwolnych barankow nie majacych wplywu na swoje decyzje. Kazdy czlowiek SAM dokonuje wyboru. Nawet jesli jest namawiany, kuszony, przekupywany czy mamiony. Sytuacja gdy to slepy los decyduje za czlowieka, rzadko ma zastosowanie w przypadku zdrady.
            • anetta75 Re: Zdrada. 18.07.07, 16:36
              byłam zdradzana przez większość trwającego 7 lat małżeństwa. Dowiedziałam się
              niedawno przypadkiem o historii z przed roku i o 2 innych wcześniejszych, innych
              się domyślam. Były to za każdym razem jego koleżanki, chodziło tylko o seks,
              wiem to zresztą. Teraz wyprowdza się bardzo powoli, ja głupia łudzę się, że
              zacznie zaklinać, obiecywać i uratuje ten związek i naszą rodzinę. Mamy dzieci.
              On mówi, że jego obietnice są nic nie warte i nie odpowada mu model kiedy jest
              tylko moim mężem - monogamia. Jednocześnie kocha tylko mnie a od tych kobiet
              oczekiwał tylko seksu, nic więcej. Na to forum zaglądałam już dawno, mieliśmy
              takie okresy, że prawie się nie kochaliśmy i to z mojej winy. Jestem osobą dość
              podatną na stres a przez ostatnie lata stres zawodowy odbierał mi radość życia.
              Gdy dowiedziałam się o zdradzie - w sposób okropny - kto chce niech prześledzi
              moje posty na forum zdradzone - zamiast napluć mu w twarz i wyrzucić z domu,
              zaczęłam się z nim opętańczo kochać. Seks teraz jest znakomity, zachowuję się
              się jakbym w ten sposób chciała odzyskać tylko dla siebie jego, jego uczucia. A
              on nawet nie chce walczyć tylko wybiera zamiast nas dupczenie przygodnie
              poznanych lasek. Moje życie legło w gruzach w przeciągu kilku dni. Prawie ze mną
              nie rozmawai a w ciągu dnia na gg bywa szczery aż do bólu, a potem sadzi teksty,
              że sam nie wie co mówi. Twierdzi, że kocha mnie ale najbardziej siebie.
              Strasznie mi żal, że ten związek tak się rozpada, bez żadnje walki. Chyba
              wolałabym aby chodziło o jakąś kochankę przez duże K, w której się zadurzył -
              wiedziałaby z kim konkuruję. Tak konkuruję z jego uzależnieniem od kopmulsywnego
              seksu - i po lekturze dziisejszego dodatku do GW o seksie, nabieram podejrzeń,
              że to kolejne jego uzależnienie, które rujnuje nasze życie. strasznie mi.
              • sunflower30 Re: Zdrada. 18.07.07, 18:11
                dochodzimy wreszcie do sedna sprawy, chodzi o seks. Prawie zawsze chodzi o
                seks. Fececi zdradzaja, bo chodzi o seks. Śmiem twierdzić, że należysz do tej
                grupy kobiet-żon facetów, którzy siedza na tym forum i narzekają na brak seksu.
                Mój pierwszy mąż też dał nogę, chociaż łączyło nas coś nietuzinkowego,
                metafizycznego (to jego słowa). Mówił również, że do końca pozostanę miłością
                jego życia. To jednak nie przeszkadzało mu odejść do innej, która pewnie była
                gotowa zawsze i wszędzie, no i pewnie rewelacyjnie robiła loda, z połykiem, of
                course. Absurd???
                Tak, to absurd. Bo życie jest absurdalne. Ale jednego sie nauczyłam: w związku
                najważniejszy jest seks. Takie jest moje zdanie.
                • 19marta75 Re: Zdrada. 18.07.07, 19:28
                  A ja uwazam,ze nie seks ale to cos...mile slowa,dreszczyk jak cie dotyka,jego
                  spojrzenie...ta magia...Ja tez bym wolala ,zeby wtedy odszedl.Bo sie
                  zakochal,nie moze bez niej zyc.A zdrada bo tak wyszlo,ble ble te durne
                  tlumaczenia.Czyli zdradzil bo mial kaprys,gowno prawda ja wiem,ze to
                  planowal.Czepial sie mnie na kazdym kroku,byl drazliwy,ogolnie inny.Wiem ,ze
                  musialo zaiskrzec to cos miedzy nimi juz wczesniej.Wiem bo widzialam,czulam,i
                  jak juz pisalam nic glupia nie zrobilam.
          • sylwiamich Re: Zdrada. 18.07.07, 19:52
            > A może czytają to te, do których nasi mężowie odchodzą? Podobno to trzeba
            > przeżyć żeby zrozumieć. Dlaczego godzicie się na romanse z żonatymi facetami?
            > Czy myślicie wtedy o nas, żonach czekających w domu? Dzieciach, którym
            > rujnujecie życie zabierając ojców? Co jest tą siłą przyciągającą? Czy
            naprawdę
            > nie można się powstrzymać?



            Ja Ci odpowiem na to pytanie.Nie wiem jak to było z innymi kobietami. Wiem jak
            było ze mną.Byłam przez kilkanaście alt w związku z mężczyzna który nie lubił
            seksu.Brak intymności pomiędzy nami spowodował że przestałam go kochać.Odeszłam.
            Jestem typem rozrabiary.Ale nigdy, przenigdy nie tykałam cudzych mężów.Uważałam
            że to najzwyczajniejsze kur...stwo.Mężowie jako tacy odbierani byli przezemnie
            aseksualnie.Po rozwodzie wyprowadziłam się do innego miasta...nie miałam tam
            żadnych znajomych.Wrzuciłam w rozpaczy post na miejscowe forum że chętnie
            poszłabym z kimś na kawę, do kina...bez względu na płeć.Odezwał się ON.Pracował
            tu, mieszkał.Żonaty...wiedziałm od początku...z żoną nie mieszkał od dłuższego
            czasu...trochę tu pracował, trochę tam.Jeżdził do niej raz na dwa tygodnie na
            weekend.Zobaczyłam go...luzik...normalnie...żonaty...aseksualny.Kawa, pifko,
            spacery, rozmowy.Gdy chciałam pogadać o żonie...blakada...smutek i zacięcie.Tak
            się nie zachowuje szczęsliwy mąż.Po jakimś czasie dowiedziąłm się że Zona jest
            oziębła seksualnie.Potem mnie pocałował...ależ się oburzyłam...jak
            śmiał...dostał opieprz...ale nasz związek zszedł na inny poziom.Nie wiem kiedy
            to się stało...po prostu nie wiadomo kiedy wyznaliśmy sobie miłość..ja
            zaryczana na ulicy, on drżący.Wydzwaniał...odpisałam...spotkaliśmy
            się....wylądowaliśmy w łóżku.Było c-u-d-o-w-n-i-e.Zbyt cudownie.Juz wiedziałam
            że siedzę w tym po uszy.Zerwałam z nim, nie odbierałam tel.Napisał maila....Nie
            powiedziałem wszystkiego...Ona jest w 6 miesiącu ciąży.
            Wiecie....dalej to juz było tylko zrywanie, płacz, powroty, błaganie...coraz
            większy syf i coraz większa spirala.
            Pamiątki?
            Załamanie nerwowe, pół roku psychotropów, złamane serce, poczucie że już nigdy
            nie znajdę kogoś takiego jak on, wstręt do siebie.
            Byłam dla niego zwykłą kochanką....a wydawało mi się że jestem jego marzeniem...
            • sunflower30 Re: Zdrada. 18.07.07, 20:09
              Napisałaś, ze żona była oziębła seksualnie. I to ci dało przyzwolenie, żeby z
              nim iść do łóżka?Chciałaś mu dac to, czego żona nie dawała? Czy z innych
              powodów, bo wcześniej pisałaś, że żonatych nie tykasz. Sory, ale nie kumam.
              • sylwiamich Re: Zdrada. 18.07.07, 20:33
                Nie...nie dało mi to przyzwolenia.Spowodowało że stał mi się szczególnie
                bliski.Ponieważ rozumiałam go doskonale gdy mówił co czuje, gdy jest jak
                jest.Miałam takie samo doświadczenie w małżeństwie.Ale nie o ocenę moralna
                mojego postępowania chodzi..prawda?Chciałaś zrozumiec chyba jak to się dzieje?
                Dzieje się czasmi nie wiadomo kiedy.Nawet tym którzy zapierają się że nigdy
                • 19marta75 Re: Zdrada. 19.07.07, 00:08
                  Nic nie dzieje sie bez przyczyny.Szukalam tej przyczyny u siebie,i znalazlo sie
                  tego.Praca ,szkola starszego dziecka,zajecia pozalekcyjne,zabawa z
                  mlodszym,obiad to co on lubi,sprzatanie przeciez codziennie trzeba odkurzac myc
                  pucowac.Zero czasu dla siebie,bo chcialam byc NAJ.A tak sie nie da.Od lat
                  znajomi ci sami,lepiej odpoczac w sobote wieczorem ,niz gdzies wyjsc.Wspolny
                  urlop raz do roku.I gonitwa za kasa.I co mam z tego.Wielkie gowno.Przed i po to
                  dwie rozne kobiety.Na dzien dzisiejszy nie potrafila bym isc z innym facetem,maz
                  byl jedynym jakiego mialam.Ale nigdy nie mow nigdy.Moze ten ksiaze w koncu mnie
                  odnajdzie tylko mam nadzieje ,ze nie okaze sie facetem zonatym...
                  • your_and Re: Zdrada. 19.07.07, 01:00
                    Jak już masz świadomość że nic sie nie dzieje bez przyczyny to do Ciebie należy
                    wybór czy zdrada będzie elementem destrukcyjnym czy rewolucyjnym w związku gdzie
                    relacje jak sama zauważyłaś i tak były na równi pochyłej.
                    Miłość bezwarunkowa zdarza sie w przyrodzie tylko od rodziców (a i to nie
                    zawsze). Miłość partnerska to proces o który trzeba dbać i inwestować bo sam z
                    siebie niedoglądany ulega rozkładowi.
            • elein Re: Zdrada. 19.07.07, 01:08
              > że siedzę w tym po uszy.Zerwałam z nim, nie odbierałam tel.Napisał
              maila....Nie
              > powiedziałem wszystkiego...Ona jest w 6 miesiącu ciąży.
              >


              sukinkot,
              i żeby to jeden taki drań...grrr
              • jaguska15 Re: Zdrada. 19.07.07, 12:23
                U mnie było tak: zaskoczenie, niedowierzanie, ból nie do opisania. Pogarda,
                nienawiść, chęć zemsty. Osaczałam, sprawdzałam, szukałam, nie wierzyłam.
                Oszalałam. Ale tak długo nie można, bo się zwariuje. Nie sądziłam że mnie to
                spotka, bo sama jestem psychologiem. Dobrze doradzać komuś, ale poskromić swoje
                emocje - to dopiero sztuka!
                Zaczełam od pytania - czego JA chcę? Ponieważ nie planowałam zmian w swoim
                życiu uznałam, że nie chcę rewolucji. Dobrze się złożyło, że towarzystwo (mąż i
                jego narzeczona) doszli do podobnych wniosków, bo ona mężatka, jego podwładna,
                dużo szumu. Rozstali się. I w tym momencie to już tylko moja rola:
                - niczego nie udowadniać, że wiem o nich więcej niż się spodziewają, po co? To
                jest mój problem, mój ból. Oni nie chcieli żebym to wszystko wiedziała. Robiąc
                to nie myśleli o mnie i nie robili tego przeciwko mnie.
                - nie kontrolować. Sprawdzany - ukrywa, śledzony - chowa się. Nikt nie chce być
                osaczany.
                - zapomnieć się nie da, ale nic nie zmieni ciągłe pamiętanie o tym.
                To jest bardzo trudne, ale najlepiej uznać że to miało sens. Żeby coś
                zrozumieć, docenić, zauważyć, uszanować. Może zmienić. Porzucona przez męża
                kiedyś znajdzie szczęście, gdyby nie jego kochanka całe życie trwałoby się w
                toksycznym związku.
                Wiele osób nie zrozumie, sama długo do tego dochodziłam. Otworzyły mi się oczy,
                że mąż nie jest dany raz na całe życie. Że trzeba o to dbać, dawać. Nic nie
                jest trwałe, 100% pewne, własne.
                Co nas nie zabije to nas wzmocni. Nasze zadanie w tym, żeby to co nas nie
                zabiło jak najmniej nas okaleczyło
                • sagittka Re: Zdrada. 19.07.07, 20:12
                  > Otworzyły mi się oczy,że mąż nie jest dany raz na całe życie. Że trzeba o to
                  > dbać, dawać. Nic nie jest trwałe, 100% pewne, własne.

                  Tak.
                  A jeśli jest się tak bardzo zranionym i oszukanym, że trudno wybaczyć, to można
                  z tego męża zrezygnować i żyć dalej.
                • kici10 Re: Zdrada. 19.07.07, 22:16
                  Mądre słowa Jaguska.

                  Nasze zadanie w tym, żeby to co nas nie
                  > zabiło jak najmniej nas okaleczyło

                  Ja bym dodała do tego "jak obrócić porażkę w swoje zwycięstwo", cokolwiek dla
                  każdego z nas to znaczy. To dopiero jest wyzwanie.


                  • flawia40 Re: Zdrada. 20.07.07, 01:44
                    W moim małżeństwie też zagościła zdrada, ale z mojej strony. Powiedzieliśmy sobie z mężem wiele strasznych rzeczy. To było 4 lata temu. Obecnie jest całkiem dobrze, właściwie lepiej niż przed tym zdarzeniem, nie wiem czy mój mąż mnie też zdradził, wydaje mi się ,że taj-k, ale nigdy nie wpadł. Za to w tej chwili jestem absolutnie spokojna, nigdy nie było między nami tak dobrze, jak teraz. Oboje zabiegamy o własne uczucia, czasami czuję się jak na randce, mimo, że jesteśmy już 15 lat po ślubie. To , co się stało czegoś nas nauczyło. Widocznie tego nam było trzeba, aby ocalić nasze małżeństwo. Brzmi paradoksalnie, ale to prawda! Pozdrawiam
      • barracuda7 Re: Zdrada. 08.08.07, 15:05
        MONIKO ! Piszesz: "myślałam, że to ochłodzenie jest przejściowe, że
        minie, jak to już nieraz bywało". A ile jeszcze takich przejściowych
        ochłodzeń planowałaś przeżyć? Jeśli NIE planowałaś, to CO zrobiłaś,
        kiedy w przeszłości się pojawiały? Wdrożyłaś jakąś profilaktykę:
        zapytałaś, otwarcie i serdecznie porozmawiałaś, zapewniłaś, że zależy
        Ci na niedopuszczeniu do następnych, powiedziałaś, że GO kochasz -
        mężczyżni też tego potrzebują - czy coś zmieniłaś żeby się polepszyło??? Wątpię...
        • monikab75 Re: Zdrada. 08.08.07, 21:38
          To nie wątp tak od razu... Właśnie to ja byłam tą, która
          mówiła "kocham, spróbujmy coś z tym zrobić, ale tak porządnie, raz
          na zawsze naprawić" i podejmowałam te rozmowy kilkakrotnie. On
          słuchał, przytakiwał, ale nie dodawał nic od siebie i nie próbował
          nic zmieniać. Teraz już niestety wiem, że to było bezcelowe, bo on
          wtedy był już zaangażowany "na boku", chociaż wiedział, że bardzo go
          kocham. I co bym wtedy nie zrobiła, skutek byłby ten sam...
          • barracuda7 Re: Zdrada. 10.08.07, 12:43
            MONIKAB napisała, że zachęcała partnera "spróbujmy coś z tym zrobić".

            Daję słowo, że nie chcę Cię zdołować, bo i tak masz dosyć. Ale równie
            dobrze mogłaś GO zachęcać abyście byli mądrzy, piękni i bogaci.

            MIŁOŚCI TRZEBA SIĘ UCZYĆ permanentnie, od zarania. Bo inaczej klops
            i ręka w szklance wody.
            • monikab75 Re: Zdrada. 10.08.07, 20:03
              Nie dołujesz mnie, bo już gorzej mi być nie może... Chodziło mi o
              poważną rozmowę po kryzysie, w której powiedzieliśmy sobie że nadal
              się kochamy i dlatego postaramy się naprawić to co w nim nie
              grało... A to, że w tym czasie kręcił już romans z tą koleżanką, to
              inna sprawa. I właśnie dlatego nie mogło się udać...
              • barracuda7 Re: Zdrada. 11.08.07, 11:05
                MONIKO a mnie chodziło o profilaktykę. "Chodziło mi o powżną rozmowę
                po kryzysie..." PO KRYZYSIE to już było PO PTOKACH. Najczęstszym
                błędem jest niedocenianie wagi ciepłych, szczerych i wyczerpujących
                rozmów od zarania znajomości. Od pewnego momentu możliwa jest tylko
                walka z tzw. "zaszłościami" - co jest o niebo trudniejsze i często
                BEZOWOCNE.
    • mizia19 Re: Zdrada. 20.07.07, 08:14
      Ja się dowiedziałam we wtorek... Przez skórę czułam, że coś jest nie tak..Przez
      pół roku, i jej i mi mówił, że kocha....Świat mi się zawalił...Wyprowadził
      się... Tak bardzo go kocham....To jakiś koszmarny sen.....
      • jaguska15 Re: Zdrada. 20.07.07, 09:52
        Dbaj o SIEBIE! O swój spokój, komfort, wygląd! To bardzo ważne dla ciebie!
        Jakbyś została sama, żeby nie okazało się że jesteś wrakiem. Jesteś najlepsza!
        Mądra, piękna, dobra, wartościowa. I to nie jest jego zasługa, nie on to
        stworzył, a ty! Jego odejście ci tego zabrać nie może. On był twoim
        towarzyszem, dodatkiem. Nie częścią ciebie! Nie zabrał ci niczego, tylko
        odszedł. Zostałaś w całości, nadal masz w sobie cały swój potencjał. Szanuj
        siebie, nie zamartwiaj się, odkryj siłe. Udowodnij mu swoją wartość. I nie rób
        niczego na złość, szkoda energii, emocji. Powodzenia!
        • mizia19 Re: Zdrada. 20.07.07, 11:48
          Miotam się między różnymi uczuciami... najbardziej mnie zabolało to, że wyszedł
          bez słowa, nawet na mnie nie spojrzał.... Wiem, że muszę być silna. W domu
          chodze od ściany od ściany, analizuje dlaczego, po co, co było nie tak...To
          mnie wyniszcza... Wiem, że nie ma już nas... że musze się wziąść w garść.
          Jestem teraz sama dla siebie..nikt za mnie tego nie zrobi...Jest mi tak
          ciężko...
          • mizia19 Re: Zdrada. 07.08.07, 18:18
            Wylewam morze łez.....Myślę, że czasami KOCHAĆ, TO TAKŻE POZWOLIĆ
            KOMUŚ ODEJŚĆ... Nic nie jest dane raz na zawsze....
            • jaguska15 Re: Zdrada. 08.08.07, 08:59
              Witam wszystkie dziewczyny z tego forum!
              Jak u was? U mnie emocje opadają (jak po wielkiej bitwie kurz). Nie
              wiem co zostaje, na pewno satysfakcja, bo został. Jest zupełnie
              inaczej. Czuję że jest taki jak kiedyś, dawno temu. Zaczynam teraz
              dostrzegać sygnały, które kiedyś do mnie puszczał, ale ich nie
              zauważałam, jak mi się wymykał.
              RANY, gdybym miała tą wiedzę ze dwa lata temu!!!!
              Tak naprawdę myślę o tym cały czas, chociaż staram się już tego nie
              rozpamiętywać. Ciągle się utwierdzam, przypominam różne sytuacje
              sprzed roku, że coś się działo np. w ten sposób i już wiem dlaczego.
              I jedno wiem na pewno. To jest nasza ostatnia szansa. Ruchome piaski.
              Myślę, że on zdaje sobie z tego sprawę. Staram się odbudować, ale
              nic na siłę. Myślę że dla niego to też nauczka, nie wiem czy mnie
              kocha, ja już też w swoją miłość wątpię. Związek jest na pewno inny.
              Mamy dziecko, które było nie dostrzegane przez tatę przez ostatni
              okres i nagle zostało zauważone. Ja już też o wszystko sama nie
              zabiegam, dużo rzeczy odpuszczam sobie.
              Nie wierzę mu, on o tym wie i teraz on zabiega żeby moją wiarę
              odzyskać. A mnie już tak panicznie na nim nie zależy.
              Uwierzyłam że na małżeństwie świat się nie kończy i gdybym miała żyć
              tak jak przez ostatni rok (oszukiwana) to ja nie chcę. Za wszelką
              cenę mężatką być nie muszę.
              Uczymy się siebie od nowa. Paradoksalnie, jego zdrada na dobre nam
              wyszła.
              • barracuda7 Re: Zdrada. 08.08.07, 15:16
                JAGUSKO - miło czytać takie listy. Bo to dowód mądrości i dojrzałości
                Szkoda, że tak rzadkie.
    • aretuza Re: Zdrada. 08.08.07, 09:38
      Ja mam takie doświadczenie,że niestety zdrada konczy wszystko.. Bo
      zdrada to przede wszystkim kłamstwa, zawiedzione zaufanie i brak
      lojalności ze strony tej najważniejszej osoby. Pózniej nic juz nie
      jest tak samo, dla mnie nie było powrotu.. Najpierw on mnie
      zdradził, potem ja, wskutek spolotu rozmaitych okoliczności jego, a
      potem to juz związek nie miał sensu. A własciiwi, teraz, z
      perspektywy czasu to widze,że nie miał sensu juz w tej chwili kiedy
      odkryłam jego kłamstwa.
      Nie jestesmy razem juz 2 lata, w miedzyczasie miałąm tez taką
      sytuację,że zostałam ponownie zdradzona ( widac juz tak mam) , nie
      pozwoliłam nawet na jakies tłunmaczenia,że dla mnie to juz jest
      koniec.
      Stałam sie bardzo samodzielną osobą, chyba duzo szczęsliwszą, ale
      przez tę sytuację niestety nabawiłam sie podejrzliwości w stosunki
      do płci przeciwnej. Moze mi to kiedys minie, mam nadzieję, bo teraz
      wszystkie znajomosci traktuję instrumentalnie, nie angazuję sie
      emocjonalnie..po co, skoro mogę zostać zraniona.
      Zyczę wytrwałosci, tylko dobrych decyzji, i naprawde nie ma tego
      złego co by na dobre nie wyszło.
      • marek_kolomanski Re: Zdrada. 08.08.07, 15:10
        No cóż, wszyscy faceci lubią podymać na boku. Tak naszą fizjologię ukształtowała
        natura. Poligamia a nie monogamia jest dla nas czymś naturalnym. Jeśli seks z
        obcą babą jest DOSTĘPNY na wyciągnięcie ręki to każdy zdrowy facet skwapliwie
        skorzysta:)
        Ale oprócz kutasa mamy też rozum, dzięki któremu możemy uszanować pewne normy
        społeczne. I dlatego raczej nie szukamy okazji do zdrady, choć na ulicy oglądamy
        się za innymi kobietami niż własna żona:)

        Jeśli już zdradzamy to tak dla seksu i ogólnego relaksu. Tym chętniej im u
        ślubnej większe opory przed spełnianiem naszych seksualnych zachcianek...
        Zdrada jest dla nas zazwyczaj niczym masturbacja za pomocą waginy lub ust obcej
        baby. Na tyle nie znacząca, że często po miesiącu nie pamiętana.
        Niestety są wśród nas DUPKI, którzy się zakochują w tych "przyrządach do
        masturbacji" i robią sobie koszmar w życiu rodzinnym. Żona się dowiaduje, w domu
        awantury, koniec związku, cierpią dzieci itp...
        Po co to wszystko? Po co robić z życia rodzinnego syf?
        Bo jakiś dupek - uczuciowiec "zakochał się" w obcej pani?

        Po wpisach zrozpaczonych Pań, stwierdzam, że niektórzy faceci nie powinni
        zdradzać bo zwyczajnie nie potrafią tego robić.
        A mówi się, że to kobiety psują dotychczasowy związek bo się zazwyczaj w nowym
        ogonie zakochują:)
        • m717 Re: Zdrada. 08.08.07, 15:31
          Oj Kolego Marku...aleś włozył wszystkich facetów do jednego worka a
          kobiety mocno zniechęcił do naszej płci...
          Takimi hasłami potwierdzasz mit o facetach jako o skończonych
          s...ach a nie jest to prawda.
          Bardzo Cię proszę...pisz w swoim imieniu a nie w imieniu wszystkich
          facetów...
          • marek_kolomanski Re: Zdrada. 08.08.07, 15:38
            Nie wierzysz? To zrób sondaż w internecie wśród facetów.

            Zadaj im pytanie:

            "Czy bzyknął by Pan kobietę podobną do niejakiej Dody, przy założeniu całkowitej
            anonimowości i braku możliwości wydostania się tego faktu na światło dzienne"?

            Oprócz gejów i kłamców, wszyscy odpowiedzą TAK

            • m717 Re: Zdrada. 08.08.07, 15:44
              Taki jesteś pewny wyniku? Mógłbyś się zdziwić, że jednak dla wielu
              ważne są też uczucia wyższe i seks ma z nimi łączność...piszę dla
              wielu a wiem jednocześnie, że dla wielu jest tak jak piszesz:)
              A swoją drogą taki sondaż byłby ciekawy i może ktoś go zrobi???
            • marek_kolomanski albo inaczej 08.08.07, 15:50
              Albo wyobraź sobie sytuację, w której faceta wywożą samego, na wczasy (np. na
              jakąś wyspę), do luksusowego pensjonatu, gdzie może zapomnieć o szarej
              codzienności i wszelkich troskach.
              I może sobie jako specjalny bonus, wybrać kilka kobiet, z tysiąca dostępnych,
              wedle swojego gustu a następnie do woli bzykać się z nimi. Białe, czarne,
              czerwonoskóre, żółte, kreolki, mulatki i wszelkiej maści mieszańce...

              Znasz takiego co by nie skorzystał?
              • marek_kolomanski Re: albo inaczej 08.08.07, 15:52
                Oprócz gejów i impotentów oczywiście?

                • wilk67 Re: albo inaczej 08.08.07, 15:54
                  a wyobraź sobie, że wywieźli by cię na bezludną wyspę
                  mija rok, dwa lata....sam jak palec
                  i tu nagle widzisz kozę.....

                  i co?

                  mniej wiecej ten sam poziom dywagacji co twój
                  • marek_kolomanski Re: albo inaczej 08.08.07, 16:06
                    Pisałem o wczasach lub o innej formie DOSTĘPNOŚCI a nie o wywożeniu na długie
                    lata na bezludną wyspę.
                    Przykre, że nie widzisz różnicy...
                  • anais_nin666 Re: albo inaczej 08.08.07, 16:25
                    Albo widzi wilka i co:)? Wychędoży nawet wilka;) Ale tylko na bezludnej wyspie:)
                    • wilk67 Re: albo inaczej 08.08.07, 16:28
                      wilk sie akurat nie da...bo nie jest to wilk-homo
                      ale koza ...kto wie
                      • anais_nin666 Re: albo inaczej 08.08.07, 16:30
                        wilk nie musi dawać:) wilka sobie człek na bezludnej wyspie weźmie;)
              • m717 Re: albo inaczej 08.08.07, 15:59
                A wiesz, że znam nie tylko jednego, ale więcej takich, którzy by
                zapewne nie skorzystali:)
                Moim zdaniem taki przypadkowy seks to jednak coś zupełnie innego od
                zwykłego samozaspokojenia!
                Nie wierzysz w to , że jest wielu takich facetów, którzy kochają
                swoje żony, kobiety i których nie interesuje seks z przypadkowymi
                laskami? Taki seks dla nich byłby jak "żarcie kartofli ze zsiadłym
                mlekiem(zresztą czasami całkiem dobre;)" a nie jedzenie wykwintnej
                potrawy w odpowiedniej oprawie...
                • marek_kolomanski Re: albo inaczej 08.08.07, 16:19
                  "Zapewne nie skorzystali" powiadasz?
                  Obstawiam, że się mylisz:)

                  Mam wielu znajomych, kawalerów i żonatych. Spotykamy się na piwie i jeśli
                  zejdzie na podobny temat, jeszcze od nikogo nie usłyszałem negatywnej odpowiedzi:)
                  Owszem, niektórzy (zaliczam się do nich), nie szukają okazji ale dopuszczają
                  taką ewentualność w "krystalicznych warunkach" :)
                  Spora grupa facetów szuka tych okazji, nieustannie polując...
                  • m717 Re: albo inaczej 08.08.07, 16:23
                    Wykluczyłeś z grupy sondażowej kłamców...tak?
                    Piszesz o męskich rozmowach przy piwie:) Wyobrażasz sobie, żeby
                    facet w takiej sytuacji powiedział otwarcie, że kocha swoją żonę i
                    by nie skorzystał???:) Jakoś te Twoje sondaże pubiane są mało
                    wiarygodne:)
                    • marek_kolomanski Re: albo inaczej 08.08.07, 16:42
                      Ależ owszem, wielu moich znajomych kocha żonę i szanuje rodzinne szczęście.
                      Dlatego NIE SZUKA okazji. Gdyby jednak "żarcie na mieście samo czekało i się
                      prosiło" to by skwapliwie skorzystali.
                      Dymanko na boku nie ma nic wspólnego z uczuciami do żony.
                      • 19marta75 zdrada 08.08.07, 22:43
                        Witam.Jestem nadal z mezem,jak twierdzi wtedy sie pogubil.Na dzien dzisiejszy
                        stwierdzam ,ze jest jak jest a zycie pokaze co dalej.Dzieciaki szaleja za
                        ojcem,on mnie nigdy nie uderzyl,dostaje to co chce(oprocz seksu)nawet potrafimy
                        ze soba milo rozmawiac przy kawie.Gorzej jak lapie mnie dolek psychiczny ,wraca
                        wtedy wszystko co bylo itp...Mysle ,ze przydala by mi sie terapia ,albo dobre
                        rzniecie hahaha.Moze wtedy bym podejmowala odwazne decyzje.Wiecie nigdy nie
                        myslalam,ze zdrada moze tak cholernie zmienic nasze zycie,osobowosc.Stalam sie
                        wredna suka....
                        • jaguska15 Re: zdrada 09.08.07, 07:38
                          I bardzo dobrze! Tego ci było trzeba, i mnie i wielu innym
                          koleżankom. Przypominam sobie siaty z zakupami, które targałam do
                          domu żeby zorganizować jakieś party bo imieniny męża, a on wieczorem
                          niby do knajpy z kolegami..... Oj głupie, my miękkie, zakochane
                          baby. Otrząśniemy się, stwardniałyśmy. Bez łaski!!
                          Postanowiłam: żadnych siat, kanapek robionych rano. Może jak będzie
                          MI się chciało to jakąś koszulę uprasuję.
                          Narobiłam się dotychczas i widocznie to mu nie pasowała, że jestem
                          taka urobiona baba. Więc teraz też już jestem wradna suka.
                          Pozdrawiam pozostałe.
                        • xleilax Re: zdrada 13.08.07, 00:38
                          19marta75 napisała:
                          > Dzieciaki szaleja za
                          > ojcem,on mnie nigdy nie uderzyl,dostaje to co chce(oprocz seksu)
                          nawet potrafimy
                          > ze soba milo rozmawiac przy kawie.

                          Życzę Ci jak najlepiej,oby kochał Ciebie i dzieci,dalej było miło
                          przy kawie,ale na Boga,nie mówcie Kobitki"on mnie nigdy nie
                          uderzył"!!jaką miarą się mierzymy?!!sadystycznych mężów.Trzeba
                          myśleć"on mnie nigdy nie uderzy",bo nie ma prawa,jestem silna i dam
                          sobie radę.To jest tak :jedna K mówi,on mnie nigdy nie uderzył,druga
                          K on mnie nigdy nie zdradził,trzecia K ,on nie jest alkoholikiem
                          itd.Za mało wierzymy we własne ambicje,to co nam się należy i w
                          to,jak powinno wygladać życie,Nasze życie,a mamy jedno,wiec musimy
                          dążyć by było godne.Stałaś się wrędną suka,ok,świetnie,ale powiedz w
                          stosunku do kogo?do męża?Nie chce tu wygłaszać moze nic nie
                          znaczacych teorii,a tym bardziej pouczać,ale może Twoje życie
                          przybrało innych barw,nie podejmujesz odważnych decyzji bo może brak
                          Ci pewności siebie,wewnętrznej siły,a wrena suka jesteś,ale dla
                          otoczenia,taka zasłona dymna,aby nikt nie odkrył twojego cierpinia i
                          wewnetrznej porażki.Oby nie,zawsze wierze w ludzi i życzę im jak
                          najlepiej.Zawsze sie zastanawiam,jaki mechanizm powoduje w
                          kochajacych się ludziach wyrządzanie krzywdy ,ranienie i inne trudne
                          sytuacje,czy to tylko brak miłosci?pozdrawiam
                          serdecznie,udanego,milutkiego nowego tygodnie,oby był jak
                          najbardziej udany dla Ciebie i Wszystkich Forumowiczów
                      • merediith Re: albo inaczej 09.08.07, 23:09
                        Pewnie wszystkie żonki Twoich znajomych myślą dokładnie to
                        samo.Dymanko na boku kogoś innego niż mąż -czemu nie.
    • aretuza trochę a propos 09.08.07, 09:17
      przypomniał mi się stary dowcip:
      "Mąż do żony:
      Zebyś Ty jeszcze cudza była."
      Chyba tak jest,że nowe i inne jest zawsze ciekawsze:) Mówię też z
      własnego oświadczenia.
      • barracuda7 Re: trochę a propos 09.08.07, 10:02
        Góral wypuszcza owieczkę z szałasu:

        -"Hej łowiecko, łowiecko, kiejbyś ty jesce gotować umiała!"
    • aaaster Re: Zdrada. 09.08.07, 22:15
      A możesz napisać kto krzesał te iskry w zbliżeniach??
      • skorpionica11 Re: Zdrada. 10.08.07, 20:52
        'gdyby cie kochal nie doszlo by do zdrady

        boze jakie kobiety sa gupie i nawine bez ambicji i honoru
        • 19marta75 Re: Zdrada. 11.08.07, 23:24
          Glupia to jestes ty.Uwazam,ze jestes samotna albo samotny....I gowno wiesz o
          zyciu....
          • gacusia1 Re: Zdrada. 12.08.07, 03:05
            Nigdy w zyciu nie wybaczylam i nie wybaczylabym zdrady.
            • wilk67 Re: Zdrada. 12.08.07, 13:55
              nigdy nie mowi sie "nigdy"
              zycie niesie niespodzianki
              czego ci nie życzę tak nawiasem
              • nymf Re: Zdrada. 12.08.07, 16:26
                Ja zawsze mówiłam,że nigdy bym nie zdradziła,że najpierw rozwód.
                że nie potrafiłabym dotknąć się do obcego faceta.
                Nie dopuszczałam do siebie nawet myśli o rozmowach w stylu flirtu - przyzwolenie
                na takie rozmowy uważałam za część zdrady...
                Facetów spławiałam z nurtem wszelkiej wody. Przecież nie po to ludzie wiążą się
                ,zakładają rodzinę ,żeby flirtować ,bleblać głupoty a nie daj boże sięgać po
                więcej u innych ,mając partnera i dzieci.
                Powoli(tak po 15 latach),nie dostając tego ,czego oczekiwałam , a dostając
                dokładnie to ,czego nie chciałam,stało się - zdradziłam.
                Nie jestem z tego dumna - ale jak na razie nie widzę żadnych minusów
                tego co zrobiłam,a wręcz przeciwnie.
                A co do bycia "matką polką" , to trzeba też takiego ojca - jak jest relacja
                równa w dwie strony - to ok.
                Przestałam sprzątać,gotować,przejmować się "drobiazgami".
                Olałam to wszystko równo.Nie miałabym siły ani ochoty na bycie żoną i kochanką w
                jednym.
                Do zdradzonych i niezdradzonych jeszcze - przestańcie sprzątać ,pucować
                ,prasować - życie nie polega na ciągłym czyszczeniu kibla,czy podawaniu
                wszystkiego pod nos.
                Zajmijcie się sobą ,swoim wyglądem ,czytajcie itd.Bądżcie kobietami po prostu
                Pozdrawiam
                • wilk67 Re: Zdrada. 13.08.07, 00:05
                  > Do zdradzonych i niezdradzonych jeszcze - przestańcie sprzątać ,pucować
                  > ,prasować - życie nie polega na ciągłym czyszczeniu kibla,czy podawaniu
                  > wszystkiego pod nos.


                  zabrzmiało jak manifest
                  • 19marta75 Re: Zdrada. 13.08.07, 00:28
                    A ja jestem szczesliwa jak mam wszystko wypucowane,ugotowane dobre
                    jedzonko,kibelek pachnacy...wtedy robie sobie kawke i moge sie zrelaksowac.Z
                    reguly trwa to chwilke,przewaznie jest to cudowne- Mamo-..i po relaksie.Dla mnie
                    2h u fryzjera to czs stracony.Oczywiscie staram sie dbac o siebie ale lubie tez
                    dbac o innych.
                    A o zdradzie kiedys tez mowilam- Jesli zdradzi koniec-Jest koniec ale zaufania i
                    tamtego( prze)zycia.Marta
                    • wilk67 Re: Zdrada. 13.08.07, 00:35
                      czy codzienne pucowanie mieszkania to dbanie o innych?
                      czy natręctwo czystosci
                      • pilotka12 Re: Zdrada. 13.08.07, 11:59
                        Zdrada zmienia osobowość. Niestety. Nie wiem, czy osoby zdradzajacej
                        także. Może kiedyś się dowiem ;). Zmienił się np, mój stosunek do
                        zdrady: kiedyś nie dopuszczałam takiej myśli do siebie, teraz nie
                        mówię "nigdy w życiu". Nie chodzi oto, że zakładam, czy chce się
                        zemścić. Nic z tych rzeczy. Od roku żyję w osłupieniu. Przeszłam
                        przez fazę czarnej rozpaczy, totalnej kontroli, tez miałam poczucie,
                        że stałam się suką i pretensje o to do M, bo to on zafundował mi
                        taka zmianę. Czas płynie, małzeństwo rozkwita a ja się zastanawiam
                        dlaczego z tego mojego h... zrobił się taki fajny, porządny facet.
                        Nie potrafię się cieszyć z tej zmiany. Raczej wietrzę podstep.
                        Oczywiście zdrada to straszna rzecz, ale może na pocieszenie dla
                        tych,które dopiero ja odkryły powiem, że sa pewne pozytywy. Ja
                        siebie nie nazwałabym juz suką. Jestem mniej naiwna, nauczyłam się
                        nazywać rzeczy po imieniu, w sposób zrozumiały dla mężczyzny.
                        Zadbałam o siebie, zmieniłam zawód, zdecydowałam, że nie bedę miała
                        drugigo dziecka. Ot takie drobiazgi. No i mniej we mnie obaw. Ja juz
                        przez to przeszłam, wiem co zrobię, jesli sytuacja się powtórzy.
                        Świat mi się juz nie zawali. A co do tematu forum: seks jest duuuużo
                        lepszy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka