Dodaj do ulubionych

Stało się nieuniknione

05.11.07, 22:52
Czuję pustkę. Wyszedł. Próowałam go zatrzymać, skłamał, że wychodzi
tylko do samochodu jakieśtam po rzeczy. W kuchni na blacie zostawił
mi 200złotych, wiem, że nie zamierza wracać, bynajmniej na noc.
Zrobiłam sobie drinka, w sumie nie wiem po co, w tej sytuacji chyba
się powinno.
Nie czuję nic. Od jakiegoś czasu mentalnie chyba żegnałam się z nim.
Pustka, nic nie czuję, byłam na to przygotowana. już tyle razy
słyszałam o rozwodzie (jeszcze zanim się pobraliśmy). Za każdym
razem oddalałam się o krok, krok w tył.
Nie twierdzę, że jestem gotowa, by być samotną matką. Ale nie jestem
zaskoczona. nie patrzę już na to, jak na katastrofę. Wiem, że
poradzę sobie, bo muszę, zawsze sobie radziłam.
Opieram szklankę o samochodzik synka.. Jego najbardziej mi szkoda,
boję się złamać mu życie, zrujnować jego porządek świata.
Nie wiem co dalej, ale nie potrafię rozpaczać, nie wiem czy jest za
czym. Nasze życie od dawna przyjmowało najgorszy kształt. Chyba nie
ma rzeczy, której byśmy juz sobie nie powiedzieli (choć chyba mam
jeszcze w zanadrzu kilka słów, którymi mogłabym skrzywdzić go
bardziej). Jednak o wzajemnym szacunku nie ma mowy od dawna. Nasze
wspólne życie było jakąś tragifarsą.
Co zrobiłam źle? Wiem. Ze względu na dziecko żałuję, że nie
zdołaliśmy sprostać swoim wzajemnym oczekiwaniom. nie wiem co
powinnam teraz robić?? Nie wiem, nie mogę znaleźć sobie miejsca w
tym znienawidzonym domu tylu złych chwil. Myślę co dalej, nie
potrafię się nawet bać, chyba jeszcze na tyle to do mnie nie
dociera. na wszystko patrzę jakby oczami naszego synka, dziecka
pozbawionego szansy- szansy normalnego życia, bezpiecznego
dzieciństwa u boku mamy i taty, niezniekształconej traumą rozbitej
rodziny psychiki..
Nawet jeśli to jeszcze nie koniec, jeśli w nocy, jutro, czy za kilka
dni on wróci, wiem, że to kolejny krok ku nieuchronnemu rozpadowi
tej "rodziny".
Pamiętam jak w dniu ślubu, widziałam pustkę, podobną do tej którą
widzę teraz. poza obecną chwilą nie wiedziałam nic. Nie czułam tego,
nie miałam wizji nas, za kilka nawet lat, już nie mówiąc o wspólnej
starości. zawsze starałam się być realistką, starałam się
przewidzieć różne opcje, moja intuicja była niezawodna. W dniu ślubu
patrząć w przyszłość, nie widziałam nic. Każdego następnego dnia,
próbowałam wykształcić sobie wizję naszego wspólnego życia, nigdy mi
się to nie udało.
Wiem teraz tylko tyle, że musze być silna dla dziecka, że wobec jego
niewinnej buźki muszę sie uśmiechać i być dla niego oparciem. Wiem,
że patrzy we mnie jak w obraz, że dla niego muszę kreować wizję
szczęśliwego życia i takie dla niego budować. Czy naprawdę taki los
był mi pisany?
Obserwuj wątek
    • nail_enamel Re: Stało się nieuniknione 05.11.07, 23:02
      miimiimii napisała:
      Czy naprawdę taki los
      > był mi pisany?
      smutne to wszystko co napisałaś, ale jakoś nie potrafię zrozumieć -
      po co był ci ten ślub? wychodzi mi że ten los napisany został na
      twoja własną prośbę! moze byłabym w stanie zrozumieć rozwód - bo cos
      sie wypaliło, zmieniło itp, itd. ale jeśli w dniu slubu wiedziałaś
      ze to nie ma sensu?! przykro mi ale pojać nie mogę...
      • miimiimii Re: Stało się nieuniknione 05.11.07, 23:24
        Widzisz, ja go kochałam. Sama już nie wiem, czy kocham nadal. Dla
        mie ślub jest jakąś deklaracją, deklaracją woli spędzenia wspólnie
        życia. Jako dziecko z rozbitej rodziny, uważam, że bezwzględnym
        warunkiem powołoania na świat dziecka, jest zapewnienie mu rodziny.
        Byłam w ciąży. Byłam zagubiona jak dziecko, przerażona. Przepłakałam
        nieskończenie wiele nocy przysięgając, że moje dziecko nie podzieli
        mojego losu. Zaszłam w ciążę dosłownie cudem!!, jeszcze zanim
        zostałam mężatką. Wydawało mi się, że nie mam prawa urodzić dziecka,
        któr niebędzie miało normalnej, pełnej rodziny, tj. mama i tata.
        Będąc juz w ciąży nie potrafiłam podjąc decyzji o r-4cośtam
        (tabletka wczesnoporonna). Od pierwszych dni ciąży rozpoczął się
        ciążowy horror, chociaż jeszcze nie wiedziałam, że jestem w ciąży.
        Po kilku dniach, kiedy okazało się, że to wszystko co się ze mną
        dzieje, to rosnące we mnie maleństwo (o cudzie, że zaszłam w ciążę,
        dowiedziałam się 5tygodni po zapłodnieniu), włączył mi się taki
        instynkt, że nie potrafiłam działać racjonalnie, liczyła się tylko
        ochrona tego maluszka. Podejmowanie decyzji co dalej.. Niespełna
        2tygodnie później, u lekarza słyszałam juz bicie serca mojego
        dziecka- najsłodszej istoty, z jaką kiedykolwiek dane było mi
        kiedykolwiek obcować! Nie żałuję, że go urodziłam. Kocham to dziecko
        ponad wszystko! Przysięgam, nie mogłam nawet marzyć o wspanialszym
        chłopczyku!! Przerósł moje najlepsze wyobrażenia!
        Teraz już płaczę. Nie mogę znieść myśli, że będzie tak nieszczęśliwy
        jak ja.
        • glamourous Re: Stało się nieuniknione 05.11.07, 23:58
          > Teraz już płaczę. Nie mogę znieść myśli, że będzie tak nieszczęśliwy
          > jak ja.


          Twoj Synek na pewno nie bedzie nieszczesliwy, jesli Ty nie bedziesz go w tym
          przekonaniu utwierdzac i sama narzucac mu takiej wizji Waszego zycia.

          Mam wrazenie, ze za za bardzo postrzegasz to wszystko przez pryzmat wlasnego
          dziecinstwa w "rozbitej" rodzinie. Czy Twoja wlasna rodzina nie utwierdzala Cie
          czasem w przekonaniu ze Twoje dziecinstwo nie jest normalne, ze jestes
          nieszczesliwym dzieckiem, bo nie masz taty i mamy jak "inni"? Byc moze wlasnie
          to sprawilo, ze takie sa teraz Twoje odczucia w zwiazku z rozwodem, ze tak
          bardzo sie tego boisz.

          Pamietaj, ze to juz nie te czasy kiedy rodzina, jak to sie wlasnie kiedys
          brzydko mowilo "rozbita" byla jakims ewenementem, obciazeniem.
          Nie masz pojecia ILE teraz dookola jest dzieci rozwiedzionych rodzicow, ile par
          sie rozstaje, ile zyje w separacji. Dla dzieci w szkole nie jest to dzis zadne
          novum i na pewno nikt nie bedzie Twojego Synka wytykal przez to palcami. Za to,
          z duza doza prawdopodobienstwa - oczywiscie jesli nie bedziesz kreowac wokol
          siebie cierpietniczej aury - pewnie spotkasz kogos z kim ulozysz sobie fajnie
          zycie, kogos, kto wypelni dziecku luke braku mezczyzny w jego codziennym zyciu.
          Tylko, ze teraz bedziesz juz ostrozniejsza, bo juz wiesz, ze nie nalezy wiazac
          sie z kimkolwiek za wszelka cene.

          Poki co widzisz wszystko w czarnych barwach, ale to minie. Zwiazku, ktory byl az
          tak bardzo nieudany nie warto zalowac. A z jednym dzieckiem kobieta poradzi
          sobie zawsze.

          Pozdrawiam :-)
          Glam
          • miimiimii Re: Stało się nieuniknione 06.11.07, 00:09
            To nie tak. Przede mną wszyscy roztaczali właśnie gówniane
            projekcje, że mam dobre życie. Ja po prostu nie byłam szczęśliwa.
            Ten syf wyłaził wszędzie, przy okazji urodzin oja koleżanki, na
            imprezie u znajomych, święta, reklama tv, piosenka, film.
            nieskończenie wiele okazji, które uświadamiają, że nie jest tak, jak
            powinno być. Mam świadomość, ze dziś to bardzo częste, co jednak nie
            zmienia nijak faktu, że dziecko potrzebuje obojga rodziców,
            szczęśliwych mamy i taty, żeby prawidlowo kształtować swoją
            osobowość.
            Może faktycznie jestem w stanie ułożyć sobie jeszcze życie, ale tu
            rzecz rozgrywa sie o życie nie moje, a tego małego niewinnego
            człowieczka, on niczemu nie jest winien.
            • gomory Re: Stało się nieuniknione 06.11.07, 00:51
              Ja nie bede oklamywal ze jeden rodzic bardzo kochajacy dziecko, bedzie tak dobry jak kochajaca go para. Tym niemniej tkwiac w beznadziejnym zwiazku zamykasz sie ta beznadzieja na milosc ktora moze Cie jeszcze w zyciu spotkac. Naprawde moze :).
              • miimiimii Re: Stało się nieuniknione 06.11.07, 00:56
                Tylko mi naprawdę chyba już teraz najmniej chodzi o spełnienie dla
                siebie. Mam głębokie poczucie porażki, poczucie, że coś spier..łam,
                że gdybym w którymś momencie podjęła inna decyzję niż podjęłam, nie
                borykałabym się teraz z takim problemem. Chce mi sie wyć, kiedy
                myślę o moim dziecku. Kocham tego maluszka ponad wszystko i naprawe
                nie takie życie chciałam mu dać.
              • miimiimii Re: Stało się nieuniknione 06.11.07, 00:57
                Im późniejsza robi się godzina, trace wszelkie złudzenia, że wróci.
                Wpadam w panikę na myśl, co powiem dziecku, które rano przyjdzie do
                sypialni i spyta gdzie tatuś:.(
          • miimiimii Re: Stało się nieuniknione 06.11.07, 00:09
            Ale dzięuję Ci za krzepiące słowa. Naprawdę dziękuję!
            • sangritt Re: Stało się nieuniknione 06.11.07, 00:58
              współczuję, ale ...
              chociaż także jestem dzieckiem z "rozbitej" rodziny mam inne
              podejscie do życia
              gdybym była w ciązy z męzczyzną z którym nie widziałbym wspólnej
              przyszłości, raczej na pewno nie zdecydowałabym się urodzić, a juz
              na 100% nie wyszłabym za niego
              ale skoro dziecko jest dla ciebie tak wazne, warto się skupić na
              tym, by go nie unieszczęśliwić swoimi wyborami...
              ja osobiście mam pewiem żal do matki, że próbowała ułożyc nam życie
              z moim ojcem, a odrzuciła naprawdę miłego faceta który chciał ją
              nawet z dzieckiem... i w ten sposób nie miałam żadnego ojca

              ps.teraz po 20 latach znów pojawił się na horyzoncie...wątpię by
              cokolwiek z tego wynikło, i staram się nie wyobrażać sobie co by
              było gdyby kiedyś...
              ale czasem szlag mni trafia że właśnie wtedy moja matka okazała się
              taką... niezdolną do podjęcia jakiejkolwiek decyzji

              pozdrawiam
              • miimiimii Re: Stało się nieuniknione 06.11.07, 01:05
                Myślę, że wiem o czym. Przez jakiś czas czułam cos podobnego. Może
                to rzezywiście głupie, że za wszelką cenę staram się z ojcem dziecka
                ułozyc mu szczęśliwe życie, które nijak nie chce się udać.. Widzisz,
                ja naprawdę chciałam wierzyć, ze skoro on, taki nieskłonny do
                małżeństa decyduje się na ten krok, to jest to jakaś deklaracja.
                Tymczasem okazuje się, że to puste, nic nie znaczące słowa. To boli,
                ale przyzwyczaiłam się juz do tego bólu.
    • zelm71 Re: Stało się nieuniknione 06.11.07, 01:16
      Prawdopodobnie wróci, może nie na noc ale wróci. Skoro zostawił ci
      200 zł to chyba ma poczucie obowiązku i może jednak cię kocha. Ale
      coś się w waszym zwiąku pierdzieli. Tylko co? Czemu się obwiniasz,
      że to może ty coś sper... Prawda zawsze leży po środku. O co się
      kłucicie, o co poszło tym razem? Może to są ważne pytania aby
      zrozumieć sedno sprawy. Nie uszczęśliwiaj jego i siebie na siłę. O
      synka się nie martw. Może być bardziej szczęśliwy z kochającą mamą
      niż z wiecznie skłuconymi rodzicam albo z głupim ojcem.
      Nie znam twojego męża ale powiem tak: możesz iść spać i olać jego
      fochy albo czekać na niego. Na jeednego poskutkuje olania a inny
      doceni że czekałaś. Trudno powiedzieć co zrobić bo zarówno w 1 i 2
      przypadku możesz sobie zaszkodzić.
      O co mu chodzi co robisz nie tak że ciągle chce odejść?
      • miimiimii Re: Stało się nieuniknione 06.11.07, 01:59
        Ja chyba zwyczajnie kocham swoje wyobrażenie o nim. Kiedy jest w
        pracy, snuję piękne wizje o tym, jak możemy być szczęśliwi. Niczego
        nam nie brakuje, jesteśmy oboje młodzi, zdrowi, mamy wspaniałego
        chłopca, mamy pieniądze, jesteśmy ładni, fajni, atrakcyjni. Tylko on
        nie dorósł do swojej roli. Żyję złudzeniami, własnymi projekcjami o
        naszym życiu. Kiedy on się wreszcie pojawia, wraca z pracy,
        następuje brutalne zderzenie moich pragnień/marzeń/wizji z
        rzeczywistością. On okazuje się egoistą, nie szanującym, nie
        umiejącym docenić tego co mamy gówniarzem. Sam jest jak dzieciak,
        więc jak ma stanąć w roli ojca dziecku. Coraz bardzziej dojrzewam do
        myslli, że po prostu sie pomyliłam, że on ie jest tym, kogo
        szukałam, tym właściwym. Wg mnie, normalny facet powinien byc
        najszczęśliwszy na świecie wracając do swojego pięknego domu, gdzie
        czeka na niego zwariowany mały chłopczyk, inteligentna, mimo
        urodzenia dziecka atrakcyjna żona, pyszny obiad i hihotki z całego
        dnia. On jednak tęskni do czegoś innego, nie wiem do czego, ale
        wyraźnie ni eodnajduje tego w naszym życiu. Ja również. Nie
        odnajduję spełnienia u jego boku, niemal każdy dzień niesie pasmo
        rozczarowań jego postawą. A może to tylko ja jestem popieprzona! Nie
        wiem:( Mam do siebie żal, że pozwoliłam sobie urodzic dziecko, dla
        którego nie zbudowałam fundamentów- płacz nad rozlanym mlekiem.
        • zelm71 Re: Stało się nieuniknione 06.11.07, 02:15
          miimiimii napisała:

          > Żyję złudzeniami, własnymi projekcjami o naszym życiu.
          Konkretnie jakimi?
          Czym różnią się od twoich?
          > On okazuje się egoistą, nie szanującym, nie umiejącym docenić tego
          co mamy gówniarzem.
          Napisz coś ze szczegółami - lepiej się do tego odniosę.
          >Wg mnie, normalny facet powinien byc najszczęśliwszy na świecie
          wracając do swojego pięknego domu, gdzie czeka na niego zwariowany
          mały chłopczyk, inteligentna, mimo urodzenia dziecka atrakcyjna
          żona, pyszny obiad i hihotki z całego dnia.
          Nie wszyscy lubią dzieci i nie wszyscy do nich dorastają.
          Czasem potrzeba dużo czasu aby facet dorósł do roli ojca.
          Ja pierwszego syna miałem w wieku 19 lat i szybko dorosłem.
          Może on faktycznie buja w obłokach jak dzieciak. Nie dorósł jeszcze
          do roli ojca. A ty wręcz przeciwnie.
        • pjubella Re: Stało się nieuniknione 06.11.07, 02:17
          czasami przychodzi mi do głowy taka refleksja, że kiedy ludziom niczego nie
          brakuje, są młodzi, atrakcyjni, maja pieniądze, zdrowe dziecko itp to dopada ich
          świadomość problemów z innego wymiaru.
          To niesamowite, że tak wiele ludzi spędza całe swoje życie próbując do tego
          wszystkiego dojść zupełnie nie doświadczając tej świadomości.

          Napiszę Ci coś banalnego -nie zmienisz przeszłości, nie trać wiecej energii nad
          roztrząsaniem tego co było, i jak mogłoby być inaczej- tego naprawde nie da sie
          zmienic - skup sie na tym, co chcesz aby nastąpiło dalej. Bardzo trzymam kciuki
          zeby Ci sie udalo:)
    • glosatorr Każdy jest Panem swojego losu 06.11.07, 09:57
      Mimimi - przeczytałem twoje listy i widze w nich sporo pomieszania.
      Miałem na poczatku ochotę wskazać Ci błędy jakie popełniłaś
      wybierając ojca swojego dziecka. Ale pisanie Ci, że branie ślubu i
      idealizowanie ojca wychodząc z założenia, że dziecko musi miec ojca
      (musi, ale niekoniecznie trzeba mieszkac z ojcem dziecka),
      narzucanie sobie jakiegoś fatum (iz pochodzisz z rozbitej rodziny i
      nie chcesz by Twoje dziecko tez pochodziło z rozbitej rodziny) - to
      wchodzenie w ciemno w związek - teraz odkrywasz właśnie skutki tych
      błędów. Ale miałas prawo je popełnić. Teraz trzeba z tego wyciągac
      wnioski.

      Popatrz najpierw na to co sama piszesz. Sama zarzucasz sobie, że
      żyłaś jako dziecko w fałszywej iluzji, która teraz tworzysz własnemu
      dziecku. Twoje dziecko ma rodziców - jedno je bardzo kocha, inne jak
      twierdzisz nie nadaje się na ojca. Takie sa fakty - a jaką iluzję
      tworzysz swojemyu dziecku? Że jest kochane? Że Wy się kochacie?

      Dzieci widzą więcej. Dzieci w swojej szczerości - dostrzegają więcej
      niż to co pokazują niekochający się już rodzice, którzy "dla dobra
      dziecka" udają kochającą rodzinę. I jak to udawanie wygląda - sama
      opisujesz. Znikający, egoistyczny ojciec zapominający o swoich
      obowiązkach, rzucane sobie wzajemnie słowa, które niczego nie
      załatwiają a tylko ranią, przepaść która między Wami jest faktem
      jaki tutaj pokazujesz.
      I zobacz sama - czy Ty swojemu dziecku nie fundujesz tego samego co
      Tobie zafundowano? I to nazywając "dobrem dziecka?"

      Ma rację któras z piszących kolezanek - dzieci dzisiaj nie zyją z
      jakims odjum odrzucenia tylko dlatego, że rodzice się rozwiedli.
      Ale tak jak Ty poszukiwałaś miłości biorąc fałszywą monetę (ciąże)
      jako znam miłości (rzadko kiedy ciąża jest znakiem miłosci przed
      ślubem - zwykle to przypadek, który jest faktycznym powodem ślubu,
      założenia związku "no bo przecież dziecko musi miec oboje rodziców" -
      ale jakich rodziców! - kochających się czy nienawidzących?) - tak
      dzisiaj nadal dobudowujesz filozofię, która pozwala Ci cierpiec
      zamiast zmieniać błędne decyzje.

      Z tego co piszesz - nie wiemy czemyu twój mąż postępuje tak jak
      postępuje. Nie wiadomo czemu rzucacie sobie oskarżenia w twarz.
      Można się domyślic, że Wasze dziecko było owocem wpadki, a nie
      miłości. Było plonem pożądania, Waszej wzajemnej atrakcyjności,
      fascynacją nią. Ale nie Miłości. Podjęłas błędna decyzję i teraz
      dołączasz do grona ludzi, którzy jak Ty i twój maż pobrali się nie
      dlatego, że kochali się i byli przynajmniej w tym momencie pewni tej
      miłosci. Dołaczasz do grona ludzi, którzy skonfrontowali swoje
      uczucia negatywnie z rzeczywitością codzienną. Ty zamiast poznac
      jaki jest Twój facet przed ślubem - goniona pragnieniem weszłaś w
      związek z facetem, o którym mówisz dzisiaj: "Nie nadaje się na ojca,
      nie kocha, egoista".

      Nie ma co drzeć szat = tylko trzeba zacząć myslec. Nie chlipać i nie
      dołowac się, ale zmieniać rzeczywistość na lepszą: dla Ciebie, dla
      dziecka.

      Dziecko ma miec wzorce - a jakie wzorce ma patrząc na Was? Czy wie
      jak się ludzie kochają - widząc jak się nienawidzicie? Czy ma
      wzorzec stosunku mężczyzny do kobiety - widząc jak ojciec ucieka i
      nie ma go w domu? Czy czuje się kochany, kiedy Wy będąc razem
      koncentrujecie się na sobie i Waszych animozjach?

      Nie.

      Po rozwodzie Twoje dziecko nie straci rodziców. Będzie miało ojca i
      matkę. Nie będa razem mieszkać i z wiekiem zrozumie samo, czemu nie
      mogli być razem. Do tego czasu - ojciec będzie ojcem i jeśli będzie
      złym ojcem, dziecko to zobaczy. Jesli zapomni o czasie bycia razem,
      nie będzie chciał go brac do siebie, nie będzie pamiętał o
      urodzinach, imieninach, jego świętach, choince, wakacjach - pokaże
      dziecku JAKIM OJCEM NIE BYĆ. Patrząc na ojca i jego stosunek do
      dziecka albo odnajdzie jego Miłośc - jeśli jest - bo rozstanie na
      ojców dobrych wpływa mobilizująco a na ojców złych demobilizująco -
      albo zrozumie, że dla ojca był wyłacznie wpadką, ciężarem, czymś
      niechcianym i niekochanym. Uwierz, że lepsze to jest dla dziecka niż
      fałsz, którego teraz może nie czuje, ale kiedyś zrozumie i co wtedy
      będzie się działo!? Nie chciałbym być w Waszej skórze.

      A ty? Jesli kochasz swoje dziecko - będziesz dalej je kochać. Dasz
      mu wszystko co dobre, swoją miłośc, swoje bycie matką. Nie ma
      gorszej rzeczy niż trzymanie dziecka jako alibi by nie podejmowac
      decyzji o rozstaniu. Nie ma gorszej rzeczy niż krzywdzić dziecko
      trzymajac je w atmosferze bez miłości, ze smutną i coerpiąca matką.
      Bo dziecko nie wie czemu ty jesteś smutna i będzioe podejrzliwie na
      Ciebie patrzeć, bo Ty się nie usmiechasz, albo z czasem zobaczy, że
      to tylko maska pod jaką skrywasz tajemnice, której ono nie rozumie.

      Jeśli Ciebie skrzywdzono - nie powielaj błędów. Dziecko doskonale
      się rozwija kiedy widzi, że rodzice je kochają nawet jak nie są
      razem. Teraz jesteście tylko sublokatorami, Ty zyjesz iluzją i w
      iluzji trzymasz, wychowujesz dziecko. Prawda tylko na poczatku jest
      bolesna - powiedzenie dziecku razem z ojcem: kochamy Cę bardzo
      mocno, ale Twój tata już nie kocha mamy a mama nie kocha taty, ale
      będziemy przyjaciółmi, bo jestesmy Twoim mamą i tatą i zawsze nimi
      bedziemy i zawsze będziemy Cię kochac - jest prawdą, którą dziecko
      szybciej pojmie niż nam dorosłym się wydaje. Za to nie będzie mogło
      zrozumiec, czemu rodzice mówią i udają że się kochają, jeśli ono
      tego nie widzi. Jeśli widzi rodziców swoich kolegów i koleżanki,
      którzy śmieją się, przytulają, obejmują, kochają się a wracając do
      domu będzie mrożone lodem. takie dziecko powoli traci zaufanie do
      obojga rodziców albo, zaczyna wierzyć, że to co ma w domu to jest
      normalne a to co jest w domach jego znajomych jest dziwne. I w ten
      spośób twój błąd i błąd Twoich rodziców - jak choroba pójdzie w
      świat wraz z Twoim dzieckiem, które nie nauczone miłości w domu, nie
      doświadczające tego co jest dobre w byciu mężem i zoną, ojcem i
      matką - to samo powieli w swoim własnym dorosłym zyciu.

      Ty chciałas mieć kochającego męża, kochająca się, pełną rodzinę.
      Miałaś w sobie tyle wiary i nadzieji - ale własnie - popatrz, że nie
      wiedziałas jak tego uniknąć. I pewnie nie wiesz nadal. Dlatego
      zamiast teraz lać ślozy, zamiast zastanawiac się, co by było
      gdyby.... zamiast roztsząsać, jak bardzo chciałaś... pomyśl, żeby
      przerwać ten łańcuch.

      Jak to zrobić? Jeśli nie ma już szansy na uratowanie związku (ja jej
      nie widze) to jak najszybciej się rozstańcie. Ale wcześniej powiedz
      swojemu męzowi: przestaniesz być moim meżem - ale nigdy już nie
      przestaniesz być Ojcem naszego dziecka. Masz być najlepszy - bo
      nasze dziecko wymaga troski. Nie schrzań tego! I nie walcz z mężem
      dzieckiem, ale rozstańcie się na spokojnie dzieląc się opieką nad
      dzieckiem i odpowiedzialnością za dziecko. Twój mąż może miec Ciebie
      w d... tak samo jak Ty jego. Ale dziecko i dla Ciebie i dla niego
      ma być wazne. On ma brac dziecko do siebie - wtedy Ty będziesz miała
      czas by sobie ułozyć życie. A ty bierz dziecko do siebie - by on
      mógł miec to samo. Dzielcie się opieką i troską o dziecko - to
      faktycznie sama się przekonasz, że dziecko może być szczęsliwe
      pomimo Waszego rozwodu. Inaczej za jakiś czas zobaczysz, jak oboje z
      mężem unieszczęśliwiliście swoje dziecko "będąc dla niego razem".
      Ale wtedy kiedy się już przekonacie, żeście będąc razem okaleczyli
      Wasze dziecko - będzie za późno na to, by to Wasze dziecko nie
      powieliło Waszych błędów.

      Tak więc skończ z użalaniem się nad soba. Popełniłaś błędy. Teraz
      możesz je naprawić. Ale chlipiąc - nie zrobisz tego. Koniec
      dołowania się - zacznij budowac swój lepszy los a przez to zbudujesz
      lepszy los swojemu dziecku. I nie popełniaj dwa razy tych samych
      błędów. Jesteś atrakcyjna? To super - teraz pokaż sobie, że jestes
      jeszcze mądra i umiesz kierować swoim zyciem. Życze Ci z całego
      serca powodzenia.
      • miimiimii Re: Każdy jest Panem swojego losu 06.11.07, 10:59
        Czuję się taka bezsilna. Nie potrafię podjąć decyzji. Boję się
        ponownego błędu. Jeśli postanowię, że juz dość, że to koniec,
        automatycznie bezpowrotnie się oddalę, zacznę zawalczać wszelkie
        ciepłe emocje do niego. To będzie proces nieodwrotny, na tyle się
        znam, wiem że tego nie da sie juz wtedy zmienić, takie decyzje są w
        moim przypadku ostateczne i choćbym się starała, nie wskrzeszę już w
        sobie wtedy odrobiny nawet ciepła. Boję się, że choć nic na to nie
        wskazuje, wtedy on pojawi się wreszcie z sercem i pragnieniem
        budowania rodziny. Wtedy okaże się, że znów spieprzyłam, że
        pozbawiłam dziecko i siebie szansy na to szystko, co dotąd nam się
        nie udało.
        Ale życie czekając na ten cud mnie wykończy.
        Dziś już jakby bardziej to wszystko do mnie dociera. Dziś już
        płaczę, nie potrafię pozbierać myśli, drżą dłonie. O ile w nocy nie
        trzeba nic, dziecko śpi, ostatecznie noc jest po to, żeby spać, o
        tyle w dzień normalne obowiązki, zajmowanie się dzieckiem, a ja nie
        potrafię, działam jak w transie, mechanicznie. Taki niebyt.
        • glosatorr Re: Każdy jest Panem swojego losu 06.11.07, 11:31
          miimiimii napisała:

          > Czuję się taka bezsilna.

          To akurat normalna reakcja.

          > Nie potrafię podjąć decyzji.

          Potrafisz.

          > Boję się
          > ponownego błędu.

          Więc to przemyśl i podejmij wszystkie możliwe działania, jakie Ci
          może pozostały by to zmienić i kiedy już zrozumiesz, że zrobiłas
          wszystko - wtedy podejmij decyzję.

          > Jeśli postanowię, że juz dość, że to koniec,

          To akurat bardzo dobra tendencja - bo sa Panie, które podejmują
          decyzje i jak facet się zaczyna starac bo odkrył co stracił, to
          potrafią takiemu wszystko wybaczyć, przyjąć na swoje łono... i potem
          tego żałowac.

          > Boję się, że choć nic na to nie
          > wskazuje, wtedy on pojawi się wreszcie z sercem i pragnieniem
          > budowania rodziny.

          To iluzja taka sama, jak ta, kiedy ludzie czekają na autobus, on się
          nie pojawia zgodnie z rozkładem, i boją sie ruszyć z przystanku, bo
          a nóż widelec autobus nagle przyjedzie. Jeśli autobus się spóźnia,
          to albo czeka się na nastepny albo woła się taksówkę. Ale coś się
          robi a nie ciagle się marzy, że facet nagle przezyje olśnienie, bo
          odkryje że coś traci. Jeśli teraz nie widzi tego, że już stracił, to
          czemu nagle ma odkryć? Bo będzie musiał sam sobie uprać, ugotowac i
          posprzatać?

          > Wtedy okaże się, że znów spieprzyłam, że
          > pozbawiłam dziecko i siebie szansy na to szystko, co dotąd nam się
          > nie udało.

          Wydaje mi się, że nie doczytałaś tego co Ci napisałem. Weź na chwilę
          spojrzyj na sopokojnie oczami dziecka na to co oboje wyprawiacie w
          domu, postaw się w jego sytuacji i zobacz czego dziecko jest
          świadkiem i odpowiedz sobie sama - czy mając swoje doświadczenia i
          teraz patrząc na wszystko oczami dziecka - ono czuje się szczęśliwe.

          > Ale życie czekając na ten cud mnie wykończy.

          Owszem.

          > Taki niebyt.
          Odpowiedz sobie szczerze na pytanie: Czy mąż mnie kocha?
          Odpowiedz sobie sama: Czy ja jeszcze jestem w stanie mu ufać? Czy
          chcę być nadal z mężem? I na chwilę pomysl o sobie a nie o dziecku,
          bo ta Twoja mysl o dziecku to takie alibi. Jeśli Ty nie będziesz
          szczęśliwa, kochana i zakochana - to Twoje dziecko jest już
          skrzywdzone. I będzie bardziej - jeśli ta sytuacja będzie jeszcze
          dłużej trwała. Pamiętaj, że dziecko rejestruje nawet te rzeczy,
          jakich ty sama nie dostrzegasz. I zapamiętuje. Ja myslę, że ty się
          tym dzieckiem usprawiedliwiasz przed nic nie robieniem. Twoje
          dziecko i tam ma piekło zycia wśród wrogo do siebie nastawionych
          rodziców i już cierpi nie widząc, jak tata przytula mamę, jak widzi
          mamę zapłakaną, smutna, zdenerwowaną z latającymi rekami.
          Zrób coś dla Ciebie i bądx szczęśliwa - wtedy i Twoje dziecko będzie
          szczęśliwe. Inaczej sobie zmarnujesz życie i własnemu dziecku
          również.
          Jeśli chcesz być Matką Teresą - i dobrowolnie cierpieć i się
          poświęcac - to nią bądź! Ale błagam - nie lituj się wtedy nad sobą,
          tylko dzielnie znoś swój los. Jesli tak nie potrafisz, zrób
          cokolwiek by było lepiej. I naprawdę zacznij się już litować nad
          dzieckiem, które jest świadkiem rosnącej nienawiści między
          rodzicami. To rozdarcie to wielka krzywda dla dziecka i miej tego
          świadomość, że już teraz razem z mężem do tego doprowadzacie.
          By było dobrze - musza tego chcieć obie strony związku. A nie tylko
          jedna i musi to być staranie dwóch stron a nie jednej.
          Inaczej to tylko bełtanie szamba.
          • miimiimii Re: Każdy jest Panem swojego losu 06.11.07, 11:52
            Czekam. Nic się nie dzieje.
            Wczoraj, po chwili jak wyszedł, kiedy zorientowałam się, że nie ma
            samochodu, zadzwoniłam do niego. Nie odebrał. Dostałam zdawkowego
            smsa, że "dziś muszę sama zająć się dzieckiem", ani cześć ani
            pocałuj mnie w dupę. Spróbowałam znów dzwonić, nie odebrał, dałam
            sobie spokój, więcej nie dzwoniłam.
            Dziś telefon milczy, a ja czekam.. Czekam, choć wiem, że nie ma na
            co. Jednak boję się przestać czekać, na wypadek, gdyby jednak coś
            się wydarzyło. Czekam, żeby nie zmarnować szansy, nie zdeptać w
            sobie tej kruchej ostatniej iskierki nadzieji, ulotnej mgiełki
            ciepła. To mnie zabija.
            W końcu przecież cuda się zdarzają, ludzie przełamują swoje
            słabości, dojrzewają do różnych rzeczy.. Z drugiej
            strony może własnie ja też powinnam dojrzeć do życia
            rzeczywistością, przestać karmić się nierealnymi życzeniowymi
            wizjami, zerwać z życiem iluzją..
            Nie wiem ile to będzie to trochę, nie wiem jak sobie poradzę, nie
            wiem skąd wezmę siłę by przez ten czas oddychać, ale wiem, że
            jeszcze trochę napewno muszę zaczekać. Muszę zaczekać dla całej
            naszej trójki, dać nam wszystkim ostatnią już chyba szansę na
            wspólną przyszłość.
            Bardzo Ci dziękuję, że ze mną gadasz, że mówisz tak, że odnajduję
            jakieś światło.
            • czerwone_francuskie Re: Każdy jest Panem swojego losu 06.11.07, 12:57
              z Twoich postow prwedziera do mnie ogromna idealizacja zwiazku jako takiego, to
              po pierwsze. Po drugie, piszesz o tym jakie TY masz marzenia na szczesliwy dom,
              a czy rozmawialas o tym z mezem? Czy wiesz czego on pragnie i jak wyobraza sobie
              rodzinne szczescie?
              Czy on przypadkiem nie jest przerazony spelnianiem Twoich wizji rodzinnego domu?
              Twoich marzen? Wypielegnowanych i wychuchanych tak, ze az nierealnych?
              Na dobry dom, dobra rodzine pracuje sie latami. I wspolnie. ustalajac
              priorytety, rzeczy wazne i oddzielajac je od plew.
              Piszesz, ze kochasz swoje o nim wyobrazenie. Niezle. A czy Ty wiesz, jakim on
              jest czlowiekiem? w realu? moze moglabys pokochac rowniez jego?
              Moze on sie dusi pod presja marzen i pretensji? moze potrzebuje chwili dla
              siebie, zeby spokojnie przemyslec? wiec daj mu czas, nie poganiaj i nie scigaj.
              pozwol mu wybrac: czy chce sam, z wlasnej woli do waszego domu wrocic. jesli
              tak, to czas na powazne rozmowy dojrzalych ludzi. bez ranienia sie.
              probowalas poradni rodzinnej?
              probowalas Wam pomoc?
            • oczy.czarne Re: Każdy jest Panem swojego losu 06.11.07, 14:21
              Miimii, bardzo Ci wspolczuje takiego stanu zawieszenia. Jednak -
              przestan czekac. Odejdz od telefonu, wyjdz z domu, ZAJMIJ SIE SOBA,
              skup sie na tym co Tobie potrzebne, zapewnij sobie i dziecku
              atrakcyjny dzien - nie wiem, pojdzce razem do zoo albo na bardzo
              dlugi spacer do lasu czy pobawic sie z jego przyjaciolmi. Cos, co
              pozwoli Ci oderwac sie od natretnych mysli - zadzwoni nie zadzwoni
              zadzwoni nie zadzwoni a jak zadzowni to a jak nie zadzwoni to
              tamto...

              Czytajac Twoje posty mam wrazenie, ze zyjesz troche w oblokach, tak
              pare centymetrow nad ziemia, bardziej w swiecie wyobrazni i emocji
              niz w swiecie realnym. Sprobuj kontrolowac wlasne mysli i emocje.
              Sprobuj przestac wyobrazac sobie swojego meza takim, jakim
              chcialabys, zeby byl, a zobacz go takim jakim jest - czlowiekiem
              moze zagubionym, bladzacym, postepujacym czasem glupio a czasem
              podle. Nie oceniaj go - postaraj sie go zrozumiec, i sprobuj
              przestawic swoj tok myslenia z "moje szczescie zalezy tylko od
              niego" na "moje szczescie zalezy ode mnie. jesli ja bede szczesliwa,
              moje dziecko rowniez bedzie szczesliwe".

              Takie kontrolowanie emocji, niepozwalanie sobie na odplyniecie w
              swiat wyobrazni wymaga wysilku i samodyscypliny. Wyobraz sobie
              siebie jako osoba patrzaca sie na sama siebie z zewnatrz, jako swoje
              ja w wersji madrego rodzica patrzacego na swoja corke. Czy
              chcialabys, zeby twoja corka tak cierpiala i meczyla sie w
              niepewnosci, zaleznosci psychicznej od faceta, jak Ty to robisz w
              tej chwili?

              Zaopiekuj sie soba tak jak wlasnym dzieckiem. Przypomnij sobie, co
              lubisz, czym sie pasjonujesz, jak wygladalo Twoje zycie, zanim
              wyszlas za maz i urodzilas dziecko. Skontaktuj sie z Twoimi
              przyjaciolmi i trzymaj sie ich, nie opowiadaj wciaz i wciaz o tym,
              ze czekasz, ale sluchaj, co oni mowia do Ciebie, smiej sie razem z
              nimi, spedz z nimi troche czasu...

              Jakie masz zainteresowania? Lubisz tanczyc, malowac, fotografowac,
              podrozowac? Wejdz ponownie w swoj swiat i zabierz do niego syna,
              pozwol mu odkryc radosc z dzielenia Twoich pasji.

              I pamietaj, sama stwarzasz kazdy swoj dzien, to ze do tej pory Ci
              nie udawalo Ci sie zyc tak, jak bys tego chciala, nie znaczy, ze nie
              uda Ci sie juz jutro, juz dzis.

              Postaraj sie uwolnic od czekania i uzaleznienia od swojego meza, i
              nie zabijaj w sobie cieplejszych uczuc w stosunku do niego. Czasem
              jest tak, ze dwoje ludzi osobno jest calkiem w porzadku, a razem nie
              potrafia sie dogadac...

              Kto wie, moze jeszcze przyjdzie taki dzien, kiedy Twoj obecny maz
              bedzie po prostu Twoim przyjacielem, dzielacym z Toba opieke nad
              Waszym dzieckiem, i jeszcze kiedys bedziecie sie przy lampce wina
              smiac z jego glupiego postepowania, czujac sie bezpieczni - kazde w
              swoim odrebnym swiecie, niewazne, czy z kolejnym partnerem, czy
              nie...

              Pozdrawiam serdecznie:).

    • zelm71 Re: Kakusie 06.11.07, 14:14
      Napisałaś że masz synka więc dla rozluźnienia atmosfery napiszę, że
      mój syn (8lat) ma swoje dzieci tzw."kakusie" (pielucha tetrowa i
      misiek) i on z nimi rozmawia a one z nim. Wiesz jak :kakusie mówią?
      miimiimii i piipiipii :)
      PS. Zawsze z nimi śpi.
      Zabwany dzieciak.
      • al9 zelm i kakusie 06.11.07, 14:59
        Napisałaś że masz synka więc dla rozluźnienia atmosfery napiszę, że
        mój syn (8lat) ma swoje dzieci tzw."kakusie" (pielucha tetrowa i
        misiek) i on z nimi rozmawia a one z nim. Wiesz jak :kakusie mówią?
        miimiimii i piipiipii :)
        PS. Zawsze z nimi śpi.
        ----------------
        zelm to nie jest zbawne..
        to jest smutne.
        Twój syn ma 8 lat a nie 4
        ja w wieku 8 lat przeczytałem całą trylogię...
        powinienes pilnie skontaktować się z psychologiem...
        Pozdrawiam bardzo serdecznie
        al
        • zelm71 Re: zelm i kakusie 06.11.07, 15:26
          al9 napisał:

          > zelm to nie jest zbawne..
          A właśnie że tak
          > Twój syn ma 8 lat a nie 4
          > ja w wieku 8 lat przeczytałem całą trylogię...
          Kto czyta trylogię? To takie nie męskie "zabawa starych fujar w
          indian". Mój ma kakausie ale wcale to nie przeszkadza aby
          rozwiązywał równania z wieloma niewiadomymi za pomocą macierzy,
          programuje w Delphi.
          > powinienes pilnie skontaktować się z psychologiem...
          kakusie to najlepszy psycholog
          > Pozdrawiam bardzo serdecznie
          > al
          Pozdro
    • al9 stało się ale świat się nie skończył 06.11.07, 14:55
      Moi rodzice rozwiedli się jak miałem 13 lat
      To wydarzenie nie było dla mnie traumą. Zdziwisz się jak szybko i
      łatwo dzieci adaptują się do sytuacji...
      Dzis - po latach - jestem z dziewczyną po rozwodzie - z dwójką
      dzieci...
      Ich Tata jest z nimi w ciągłym kontakcie. Kochają go i akcpetują
      sytuację. Mnie co najmniej - jak mniemam - lubią... Takie czasy.
      Naprawdę można mieć szczesliwe dzieciństwo mimo rozstania rodziców...
      Gorzej - z Twoim samopoczuciem.. Dziś boli. Jutro poczujesz ulgę..
      Pozdrawiam
      al

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka