Dodaj do ulubionych

Pomozcie mi, prosze...

31.05.08, 21:28
Poznalismy sie dosc pozno, w okolicach 30-tki. Niby o zyciu powinno
sie juz wiedziec sporo... Poczatkowa fascynacja, pokrewienstwo dusz,
takie tam banaly, ktore jednak sprawiaja, ze ludziom robi sie dobrze
w swoim towarzystwie. Znajomosc dlugo trwala "nieskonsumowana", bo
potrzebowalam przerwy po 9-letnim poprzednim zwiazku... Nie kazdy
potrafi tak od razu rzucic sie w wir nowego. Ale to bylo mi tez
potrzebne z innego wzgledu, ten czas pozwolil mi docenic czlowieka,
na ktorego w zwyklych okolicznosciach nigdy nie zwrocilabym uwagi.
On zakochal sie szybciej, ja docenialam go bardzo powoli.
Niedawno poprosil mnie o reke. I tu zaczynaja sie schody...

Jak pisalam wyzej, znajomosc skonsumowalismy dosc pozno, bo po ok.
roku znajomosci (znamy sie ok. 3). O ile mozna nazwac to
skonsumowaniem... Typ neurotyka, problemy ze wzwodem, gdy juz sie
uda - przedwczesny wytrysk. Dodajmy do tego brak delikatnosci,
wyczucia - jednak nie wynikajacy z egozimu a z braku... no nie wiem,
chyba "talentu". Bardzo sie stara, pomijajac kwestie nad ktorymi nie
potrafi zapanowac, slucha moich wskazowek, probuje sie do nich
stosowac. No nie wiem, jak Wam to opisac... taki lozkowy Jas Fasola
(przykro mi o nim tak pisac, ale inaczej okreslic tego nie umiem).
Od 2 lat brak poprawy, mimo ze sama tez staralam sie jakos pomoc.
Jakies pol roku temu stracilam ochote na jakiekolwiek zblizenia.
Zdarzaja sie sporadycznie, co na pewno nie pomaga, ale bardzo trudno
jest mi sie zmusic. Zaczynaja irytowac mnie drobiazgi, bzdury takie
kompletne, ze kupil sobie "babskie" piwo w sklepie, ze przestraszyl
sie psa, z ktorym bawil sie sasiad... Czuje, ze ten zwiazek sie
konczy, a bardzo tego nie chce - laczy nas wiele cech, spraw,
zainteresowan. Jest mi z nim dobrze, dopoki nie zaczyna znow
probowac zaciagnac mnie do lozka. Wewnetrzny sprzeciw, jaki przy tym
we mnie sie pojawia jest coraz silniejszy i trwa coraz dluzej. Nie
radze sobie z tym... powiedzcie mi, jak wyjsc na prosta?
Obserwuj wątek
    • eeela Re: Pomozcie mi, prosze... 31.05.08, 21:38
      Czuje, ze ten zwiazek sie
      > konczy, a bardzo tego nie chce - laczy nas wiele cech, spraw,
      > zainteresowan. Jest mi z nim dobrze, dopoki nie zaczyna znow
      > probowac zaciagnac mnie do lozka. Wewnetrzny sprzeciw, jaki przy tym
      > we mnie sie pojawia jest coraz silniejszy i trwa coraz dluzej. Nie
      > radze sobie z tym... powiedzcie mi, jak wyjsc na prosta?

      Wyjść na prostą? Tylko zerwać znajomość. Przykro mi, symptomy masz wyraźne.
      Szukasz u faceta stabilizacji, ale ani go nie kochasz (skoro cię irytuje w
      głupotach, na które każda zakochana kobieta patrzy przez palce), ani ciebie on
      nie pociąga (skoro czujesz narastającą niechęć do zbliżeń). Mówię ci otwarcie,
      uczciwie i od serca - lepiej NIE BęDZIE. Będzie gorzej. Czy wybierzesz wiarę w
      moje słowa, czy uparte próby ułożenia razem dwóch zupełnie nie pasujących do
      siebie puzzli, to już twoja sprawa. Rozejrzyj się jednak najpierw po forum i
      poczytaj posty kobiet, które dla stabilizacji weszły w trwałe związki z panami,
      którzy ich tak naprawdę ani nie pociągali, ani nie fascynowali. Może to da ci do
      myślenia.

      • lost_in_confusion Re: Pomozcie mi, prosze... 31.05.08, 21:48
        Eeela, ocenilas mnie bardzo surowo. Ale zdaje sobie sprawe, ze
        bazuje sie tu na informacjach, ktore sie otrzymuje. Nie chce konczyc
        tej znajomosci - gdybym chciala, nie radzilabym sie nikogo.
        Stabilizacja owszem, stoi u mnie bardzo wysoko, podobnie jak radosc
        ze wspolnego przebywania, podobny swiatopoglad ktory zazwyczaj
        bardzo ulatwia wspolne zycie itp. Seks byl kiedys tez wysoko. Nigdy
        nie pomyslalabym, ze moze spasc na dno...
        • eeela Re: Pomozcie mi, prosze... 31.05.08, 22:15
          Nie oceniam ciebie surowo, tylko sytuację. I celowo sformułowałam tak swoją
          opinię, bo widzę wyraźnie, że nie masz ochoty wierzyć, że ten związek nie ma
          szans na przetrwanie.
          • lost_in_confusion Re: Pomozcie mi, prosze... 31.05.08, 22:44
            Eeelka, nie zalamuj mnie...
            • eeela Re: Pomozcie mi, prosze... 31.05.08, 22:55
              Załamiesz się sama z siebie za kilka lat, jak już będzie dla ciebie jasne, że
              dłuzej nie wytrzymasz, i będziesz miała następne kilka lat wyrwane z życiorysu z
              facetem, którego nie kochasz, a w perspektywie następny rozwód.
      • lost_in_confusion Re: Pomozcie mi, prosze... 31.05.08, 21:50
        No i boje sie, ze masz racje, ze lepiej nie bedzie. Ale bez walki
        sie nie poddam.
        • mohinder Re: Pomozcie mi, prosze... 31.05.08, 22:24
          Tylko o co chcesz walczyć?
          O przyjaciela? Bardzo dobrze.
          Ale jak walczyć z tym że Cię drażni?
          że nie spełnia Twoich oczekiwań jako mężczyzna?
          Można dużo wybaczyć drugiej stronie,
          jeżeli rzeczy dla nas ważne są OK
          (dla jednego będzie to seks, dla drugiego
          zamiłowanie do wycieczek górskich).
          Kobieta (tak to widzę) musi widzieć w swoim partnerze
          Faceta. Tak samo w drugą stronę - mężczyzna musi
          widzieć w partnerce swoją Kobietę.
          Czy widzisz w nim swojego mężczyznę?
          • lost_in_confusion Re: Pomozcie mi, prosze... 31.05.08, 22:43
            Mialam juz takich Facetow wczesniej, dla 2 z nich bylam nawet ta
            Kobieta. I tez sie nie udalo. Przy obecnym znalazlam cos, czego
            zawsze mi brakowalo, tylko ta p*rzona namietnosc...
            Problem polega na tym, ze gdybym miala wybierac, wybralabym to co
            mam teraz, mimo brakow.

            Nie potrafie zrozumiec, dlaczego dorosly, zdrowy, niby rozumny
            mezczyzna potrafi tak kategorycznie odmawiac wsparcia w postaci
            jakichs tabletek, klamie ze byl u seksuologa i uparcie udaje, ze
            wszystko jest w porzadku, a brakuje mu tylko doswiadczenia. A ja juz
            nie mam sily byc nauczycielka, tez mam potrzeby.
            • mohinder Re: Pomozcie mi, prosze... 31.05.08, 23:00
              > Nie potrafie zrozumiec, dlaczego dorosly, zdrowy, niby rozumny
              > mezczyzna potrafi tak kategorycznie odmawiac wsparcia w postaci
              > jakichs tabletek, klamie ze byl u seksuologa i uparcie udaje, ze
              > wszystko jest w porzadku, a brakuje mu tylko doswiadczenia

              Bo mężczyźni tacy są - albo coś im wychodzi bardzo dobrze,
              albo nie chce im się czegoś robić (to uproszenie, ale w większości
              przypadków sprawdza się). Dlaczego tylu facetów nie lubi tańczyć?

              Łatwiej nam udawać że nie ma problemu, niż przyznać że jest
              (w dodatku z naszej winy) i spróbować naprawić sytuację.
              Jeżeli tylko to (ta sfera) stanowi problem, próbuj z nim rozmawiać.
              Przedstaw, jak dla Ciebie jest to ważne i że nie widzisz
              możliwości pogodzenia się z tym stanem rzecz (to ważne stwierdzenie),
              bo inaczej będzie próbował stosować mechanizm wyparcia. Nie zaczynaj
              przypadkiem od mówienia o odchodzeniu lub rozstaniu (to mogło by być
              w domyśle, ale raczej powinien to odczuć, a nie mieć powiedziane
              w prost) bo takie słowa mogą spowodować zamknięcie i odruch ucieczki.
              Musisz go otworzyć, na jego własny problem i dać mu wsparcie.
              Ale żeby do tego doszło, musi zrozumieć, jak ważne jest to dla Ciebie
              i że przed walką z tym problemem nie ma ucieczki. Powodzenia!
              • lost_in_confusion Re: Pomozcie mi, prosze... 31.05.08, 23:15
                Ostatnia rozmowa na ten temat skonczyla sie konkluzja, ze chce miec
                dzieci, w zwiazku z tym mamy zaczac dzialac bez zabezpieczen. Jakby
                to mialo cudownie zniwelowac problem... I nie chodzi o niechec do
                prezerwatyw, bez nich jest tak samo.

                Trudno mi dawac do zrozumienia, ze woz albo przewoz, boje sie ze to
                tylko pogorszy sprawe. Teraz jestem na etapie zobojetnienia
                zupelnego, rozmawiac mi sie juz nie chce. Niewykluczone, ze moj
                kolejny unik lozkowy go zmobilizuje, bo zle to znosi. Zeby bylo
                zabawniej, drazni mnie nawet to, ze jego to drazni.
                • mohinder Re: Pomozcie mi, prosze... 01.06.08, 07:30
                  > Ostatnia rozmowa na ten temat skonczyla sie konkluzja, ze chce miec
                  > dzieci, w zwiazku z tym mamy zaczac dzialac bez zabezpieczen.

                  Twój mężczyzna zapewne zdaje sobie sprawę,
                  że nie wszystko jest między wami jak być powinno
                  - w ten sposób chce ratować i umocnić wasz związek,
                  albo robi to z premedytacją - zdając sobie sprawę, że mając
                  dziecko, strefa seksu zejdzie na drugi plan
                  (a może całkiem zostanie zapomniana), jak to w wielu
                  małżeństwach ma miejsce.
                  Z drugiej strony pisałaś, że poznaliście się po 30.
                  Jesteście ze sobą jakiś czas. Pomysł, żeby mieć
                  dziecko nie jest zły, bo każdy rok odkładania tej
                  decyzji zmniejsza łatwość poczęcia - chociaż nie
                  ma 100% reguł w tym temacie.

                  > Trudno mi dawac do zrozumienia, ze woz albo przewoz, boje sie ze to
                  > tylko pogorszy sprawe.

                  A może być gorzej? Nie ma wyjścia - jeżeli rozmowa nie pomaga...?

                  > Teraz jestem na etapie zobojetnienia
                  > zupelnego, rozmawiac mi sie juz nie chce.

                  To już zupełnie dramat - bo albo tak piszesz, bo masz chwilowego
                  tzw. doła i to rozumiem :-), albo... no właśnie - albo się
                  z sytuacją pogodzisz, albo się rozstańcie. Niestety nie ma innej
                  drogi
                  • lost_in_confusion Re: Pomozcie mi, prosze... 01.06.08, 09:47
                    Dzieki, mohinder, za zrozumienie.
                    Bede jeszcze rozmawiac na ten temat, az do skutku. Jaki by on nie
                    byl.
                    Troche niepokoi mnie taka mozliwosc, ze niewiele da sie w tym
                    temacie zrobic, bo po prostu taki sie urodzil i taki umrze. Sprobuje
                    poszukac pomocy u specjalisty, to chyba jedyne rozsadne wyjscie.
    • globerr Re: Pomozcie mi, prosze... 31.05.08, 23:32
      Wiesz, oczekujesz porady w sytuacji, kiedy to Ty musisz wiedzieć co robić.
      Czasem jestesmy do tego zmuszeni.
      Uważaj.....bo jeśli odrzucisz antykoncepcję, to wybór może się okazać jeszcze
      trudniejszy (nieplanowana ciąża w Twojej sytuacji to nic dobrego).
      Nie daj sie złapać na dziecko.
      A tak w ogóle, skoro drażni Cię i irytuje coraz bardziej, to chyba nie chcesz
      tak przeżyć swojego życia. A z tym wzwodem to trochę i Twoja wina, Częściej i
      cieplej a będzie ok.
      • lost_in_confusion Re: Pomozcie mi, prosze... 31.05.08, 23:42
        Nie zgodze sie tylko w ostatniej kwestii. Czesto i cieplo bylo przez
        2 lata, czas powalczyc o moje czesto i mocno.
        • gardenersdog Re: Pomozcie mi, prosze... 01.06.08, 00:02
          Jeśli już teraz cię drazni, potem będzie już tylko wkurwiał* Oszczędź takiej
          szarpaniny wam obojgu i nie brnij w to dalej.

          *przepraszam:)
    • eeela linki 31.05.08, 23:32
      Wypowiedzi tych, co wierzyli, że jakoś sobie poradzą z niedopasowaniem:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=80143569
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=80086069
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=78589113
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=78589113&a=78589113

      Fragmenty naszej niedawnej dyskusji na forum o dopasowaniu biologicznym:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=79029819&a=79057998
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=79029819&a=79141668
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=79029819&a=79270615
      • lost_in_confusion Re: linki 01.06.08, 00:00
        Eeela, dzieki za linki, poczytalam troche. Ale jednak wychodzi mi na
        to, ze ludzie nie odchodza od siebie mimo wszystko. Z ostatnim
        wykladem avide sie nie zgadzam, milosc z takim samym natezeniem po
        obu stronach rzadko sie zdarza (pogratulowac szczesliwcom), troche
        latwiej (choc tez trudno) jest znalezc osobe, ktora nam pasuje na
        tyle, ze zdajemy sobie sprawe z tego, ze zycie z nia nas nie zmeczy.
        Odnosnie Lwa-Starowicza to cytowal kiedys badania na temat milosci w
        malenstwie. Kobiet, ktore odpowiedzialy, ze wyszly za maz z wielkiej
        milosci bylo niewiele, wiecej bylo kobiet, ktore twierdzaco
        odpowiedzialy na pytanie, czy wyszlyby za meza ponownie. Wiec to
        chyba nie jest tak, ze musza byc te fajerwerki, motyle itp. U mnie
        sie w kazdym razie nie sprawdzaja, wole ta stabilizacje o ktorej
        pisalas wczesniej (choc nie w materialnym sensie, bo mieszkanie,
        samochod itd. "zapewniam" sobie sama). Co jeszcze nie znaczy, ze
        musze pogodzic sie z tym, ze z seksem jest tak slabo...
        • gardenersdog Re: linki 01.06.08, 00:07
          Ty zapewne przekroczyłaś/ przekraczasz ten magiczny deadline na stabilizację i
          stoisz przed alternatywą (być może fałszywą): Jak nie on , to nikt, czarna
          dziura...I już wybrałaś: lepszy wróbel w garści niż wiesz co.
          Niektórzy nad bycie sfrustrowaną mężatką przedkładają... bycie mężatką:)
          • lost_in_confusion Re: linki 01.06.08, 00:24
            Mam wrazenie, ze jest wrecz przeciwnie. Wizja ewentualnego slubu w
            tej sytuacji mnie nie cieszy. Pewnie stad ta desperacka proba
            wyjscia najpierw z impasu.
        • eeela Re: linki 01.06.08, 00:09
          Fajerwerków do bycia razem nie trzeba. Odnalezienie swojego 'biologicznego
          graala', jak tu mawiamy na forum, to dość rzadki ewenement. Ale co innego brak
          fajerwerków, a co innego narastający wstręt i irytacja. Przemyśl to sobie. Ja
          zazwyczaj unikam udzielania ludziom ostatecznych recept i odpowiedzi. Ale to, co
          piszesz, nie pozostawia żadnych wątpliwości.
    • lookbill Re: Pomozcie mi, prosze... 31.05.08, 23:49
      Nie jest dla Ciebie prawdziwym mężczyzną, a zwyczajnym durnym
      frajerzyną, nie podnieca Cię.
      Nie sądzę, by Twoje próby przyniosły jakiekolwiek efekty na dłuższą
      metę.
      Sama oceń czy masz na tyle wytrwałości, by to znosić latami
      • lost_in_confusion Re: Pomozcie mi, prosze... 01.06.08, 00:06
        Jeszcze jedna taka optymistyczna odpowiedz a dam sie obrzezac w
        Afryce... ;-)
        • eeela Re: Pomozcie mi, prosze... 01.06.08, 00:17
          No ale tu nie ma niczego innego do powiedzenia!

          To jest twój wybór. Ja jednak wolałabym ryzykować samotność niż życie z kimś, od
          kogo mnie odrzuca.
        • gardenersdog Re: Pomozcie mi, prosze... 01.06.08, 00:23
          Zgadzam się z eelą. Być moze przytłacza Cię ciężar decyzji i jej
          przeprowadzenia, ale z tego co napisałaś jasno wynika odczuwane
          znużenie,POLITOWANIE (tak!) rezygnacja. Czujesz się też chyba dużo
          atrakcyjniejszą stroną w tym związku, i nawet inne zalety Twojego partnera zdają
          się nie niwelować tej (subiektywnej) dysproporcji.
          Nie "zagłusz" swojej decyzji.
          • lost_in_confusion Re: Pomozcie mi, prosze... 01.06.08, 00:26
            Bzdury piszesz od poczatku do konca tego postu.
            • rigby Re: Pomozcie mi, prosze... 01.06.08, 00:57
              problem wydaje się być dość banalny: związek się wali / zawalił ? / przez seks.
              On jest prawie ideałem, a mimo to, ona już go nie chce, bo jest neurotykiem i ma
              kłopoty łożkowe / jak większość neurotyków /.
              Gdyby tylko zechciał łyknąć tę tabletkę...ale z tajemniczych powodów nie chce.
              Ona już nie wyrabia, a on chce mieć dziecko, które przy odrobinie szczęścia
              można spłodzić nawet przy słabym wzwodzie. Jak więc możemy Ci pomóc, skoro
              sytuacja jest prawie beznadziejna ?
              piszę prawie, bo skoro on ciągnie cię do łózka / mimo wszystko / to może jeszcze
              jest cień nadziei ? chyba że chodzi mu już tylko o potomka, ale podobno ci
              potomkowie robieni miękkim fiutkiem często bywają wybrakowani, wiec miej się na
              baczności...
              • lost_in_confusion Re: Pomozcie mi, prosze... 01.06.08, 09:38
                Przykre, ze wszyscy jak jeden maz jakos uparcie pomijaja fragment,
                ze nie chce sie rozstawac z tym facetem. Moze powinnam byla szerzej
                opisac sprawy, ktore sa u nas rewelacyjne, a jest ich cala masa.
                Niektorzy maja problem z tesciowa, inni z notorycznym brakiem kasy,
                a my mamy problem z lozkiem. Przeciez rozstanie nie moze byc
                lekarstwem na wszystko.
                Nic to... sprobuje wziac sie w garsc i porozmawiac raz jeszcze
                otwarcie. Moze jakis seksuolog, zobaczymy.
                • zlosnica100 Re: Pomozcie mi, prosze... 01.06.08, 09:59
                  Większość odpowiadających Ci ludzi przeżyła coś podobnego jak Ty.Dlatego ich
                  opinie są odrapane z lukru.
                  Te opinie Ci nie pasują- to zrozumiale bo masz nadzieje ze jest rozwiązanie
                  które da uratować ten związek.
                  Owszem jest, ty zrezygnujesz ze swoich potrzeb seksualnych, to nie zabija.Owszem
                  frustruje ale coś za coś.
                • lilyrush Re: Pomozcie mi, prosze... 02.06.08, 15:08
                  lost_in_confusion napisała:

                  > Przykre, ze wszyscy jak jeden maz jakos uparcie pomijaja fragment,
                  > ze nie chce sie rozstawac z tym facetem.

                  To sie nie rozstawaj i daj nam święty spokój. Czego chcesz dziewczyno? Ktoś ma
                  magicznie uleczyć Twojego faceta? czy chcesz sobie pochlipać na forum i mamy cię
                  pogłaskać?
                  Jeśli tak to napisz wyraźnie i nikt ci już nic nie napisze o totalnym bezsensie
                  Twojego postępowania. I nie napisze o bezsensie wciągania do tego absurdu dziecka.
                  Pamiętaj- w ciągu życia robimy świadomie niewiele nieodwracalnych rzeczy.
                  Dziecko jest nieodwracalne!!!!

                  Gdybyś była nieopierzona nastolatka to może choć trochę byłabym w stanie cię
                  zrozumieć, ale jeśli jesteś kobietą po przejściach po 30-stce to powiem Ci
                  tylko, że jesteś głupia. A wiesz dlaczego? Bo ja tez taka byłam.Choć nie- jak
                  wychodziłam za mojego eksa to nawet sypiałam z nim bez wstrętu jeszcze.
                  Rozwód cywilny bez orzekania o winie kosztuje 300 zl, taniej niż ślub, bo oprawa
                  i kiecka niepotrzebne . Ale sugeruje nie brać ślubu, bo wtedy po rozwodzie z
                  dzieckiem będziesz sie bujała z eksem, który będzie Ci uprzykrzał życie.
                  Możesz sie obrażać, możesz na mnie nabluzgać nawet. Ale Twojej rzeczywistości w
                  ten sposób nie zmienisz
    • sterngogo1 Re: Pomozcie mi, prosze... 02.06.08, 15:32
      Ja też dołączę sie do tych mówiących, że najprawdopodobniej ten związek prędzej
      czy później sie rozsypie. Miałam podobne doświadczenie w trakcie studiów : mój
      pierwszy związek, pewnego rodzaju rozbudzenie, zakończenie związku, który był
      dla mnie ważny, bo pierwszy :) Ten drugi był przyjacielski, życzliwy, ciepły,
      fajny kumpel, ale w łóżku katastrofa. Miałam szczęście w nieszczęściu, że mogłam
      uciec daleko, daleko, gdyż sytuacja zaczynała mnie frustrować. Potem poznałam
      mojego obecnego męża i jest nam ze sobą bardzo dobrze. Łóżko i inne kwestie ze
      sobą współgrają bez zarzutu. Może więc powinnaś sobie dać szansę? Irytacja przed
      ślubem nie jest dobrym symptomem. rozumem, że nie chcesz go stracić jako
      przyjaciela, ale zastanów się, czy chcesz z nim dalej pójść przez życie?
    • al9 lost nie zapominaj 02.06.08, 16:30
      że żaden facet nie ścierpi poniżającej sytuacji w łóżku...
      dziś jest cudownie (w innych sferach) bo nie jesteście małżeństwem..
      i on Cię zdobywa...
      jesli mu sie w końcu uda...
      czeka Cie masakra...
      kłopoty łózkowe to będzie Twoja wina
      i prędzej czy później to odreaguje...
      np w ramionach jakiejś idiotki która będzie udawała orgazm...
      Przemyśl to
      al
    • lost_in_confusion Re: Pomozcie mi, prosze... 02.06.08, 21:14
      Sporo ostrych slow tu padlo pod moim adresem, ale daleka jestem od
      obrazania sie na kogokolwiek. Mialam nadzieje, ze moze ktos
      napisze "kobieto, jesli ci z nim dobrze, przymknij oko - inne sprawy
      tez sa wazne" albo "phi, sam mialem problemy ze wzwodem, ale
      minely". Jak to pisze, mam wrazenie, ze chyba rzeczywiscie rozum mi
      odjelo...
      Macie sporo racji.
      Dziecko dla mnie w tej sytuacji nie wchodzilo w gre od samego
      poczatku, teraz tylko slub odloze na jakis bardziej odlegly termin.
      To bedzie zreszta dobrym wstepem do bardzo konkretnego pogadania o
      problemie. A co bedzie dalej, sie zobaczy.
      • misssaigon to nie koncert zyczen 02.06.08, 21:46
        i nie mozna sobie zamówic komentarza wg wlasnej , doraznej potrzeby

        doraznie jest ci z nim dobrze
        doraznie nie chcesz sie rozstac
        doraznie wierzysz, ze pomoze seksuolog, albo cud

        a moze zastanów sie dlaczego 99% forumowych opinii jest tak jednoznaczna?
        wszyscy sie specjalnie zmówili?

        dla odmiany napisze tak:

        spakuj walizke i wyprowadz sie zanim:

        - stracisz do niego szacunek
        - stracisz do siebie szacunek
        - poczniecie dziecko...


        • victta Re: to nie koncert zyczen 02.06.08, 21:56
          A ja Ci napiszę tak:
          -Bądź z nim skoro go lubisz
          -Nie kochaj się z nim skoro nie lubisz
          -Poczekaj co z tego wyniknie
          • lost_in_confusion Re: to nie koncert zyczen 02.06.08, 22:27
            No i tylko na taki nieinwazyjny plan stac mnie w tym momencie. Do
            dna mi jeszcze troche zostalo, a od czegos odbic sie trzeba. Proba
            wydostania sie z tego bagna wydaje mi sie mimo wszystko warta
            zachodu.
            Slub moze poczekac, dziecmi niepotrzebnie mnie straszycie, a reszte
            pokaze czas.
            • eeela Re: to nie koncert zyczen 02.06.08, 23:01
              > No i tylko na taki nieinwazyjny plan stac mnie w tym momencie.


              Oczywiście, że nie ma co robić rzeczy kompletnie wbrew sobie. Nie chcesz się
              rozstawać, to nie rób tego. Jedyne, czego powinnaś być jednak świadoma, to to,
              że przebywając w związku cię niesatysfakcjonującym być może chronisz się przed
              samotnością, a być może zaprzepaszczasz szansę przeżycia czegoś naprawdę dobrego
              nie tylko na płaszczyźnie wspólnych spacerów.

              Możesz zawsze na to coś dobrego czekać, będąc w związku traktowanym tymczasowo,
              ale to trochę nieuczciwe w stosunku do faceta, który być może szczerze cię kocha.
    • megg2003 Re: Pomozcie mi, prosze... 04.06.08, 11:39
      Masz rację, ja też zauważyłam, że niektórym (zwłaszcza eeeeeeli) łatwo oceniać
      i dawać gotowe odpowiedzi, kiedy tak naprawde, rozwiązanie w Twojej sytuacji nie
      jest takie proste. Napisz do mnie, normalnie pogadamy, bo szkoda czasu na jakieś
      przepychanki słowne, ja inaczej to widzę. Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka