eeela
17.07.08, 15:12
Nie mam w swoim związku powodów do narzekania.
Seks jest świetny, życie codzienne zgodne i spokojne, kochamy się, mamy dla
siebie dużo wyrozumiałości, nie pokłóciliśmy się nigdy w życiu, nieliczne
konflikty rozwiązując na spokojnie.
Wszystko dobrze i fajnie.
Tyle że ja chcę mieć kiedyś dzieci, a on nie.
Od samego początku było tak, że ja dawałam mu do zrozumienia, najpierw
delikatnie, potem całkiem otwarcie, że pragnę mieć z nim dzieci i że nie
wyobrażam sobie bez posiadania dzieci życia. On od samego początku mówił 'nie
wiem' - zarówno dla pytań o teraźniejszość, jak i przyszłość.
Po dwóch latach skurzyłam się i postanowiłam przeprowadzić rozmowę radykalną.
W obliczu tejże rozmowy, niedawno przeprowadzonej z facetem wynika, że on jako
ojciec się nie widzi i nie widzi perspektyw na widzenie się. Rzuciłam go za to
na całą godzinę, ale nie umiałam być konsekwentna. Uzgodniliśmy więc, że damy
sobie więcej czasu na chociaż pobycie razem, bo perspektywa rozstania wydawała
się nam obojgu zbyt ciężka - może jak emocje pierwszych lat opadną, to nie
będzie tak trudno? Uzgodniliśmy, że pozwalamy sobie nawzajem wyobrażać naszą
wspólną przyszłość na różne sposoby, i poczekać, może te wuobrażenia kiedyś
jednak jakoś się zbiegną.
Nie wiem, czy robię dobrze. Jak tłumaczyłam mu, że muszę odejść, wierzyłam
głęboko, że to jest słuszna decyzja i odpowiedzialne postępowanie. Ale kiedy
po pół dnia rozmowy zamknęliśmy się w oddzielnych sypialniach, nie mogłam
sobie przypomnieć, po jaką cholerę ja to wszystko właściwie robię. Nie czułam
się już wtedy mądra i odpowiedzialna. Czułam, że głupio zaprzepaszczam jedną z
najlepszych rzeczy, jakie mi się w życiu trafiły.
Nie pytam o rady - wiecie, że nigdy o nie nie pytam, bo mam tę świadomość, że
swoje decyzje muszę podejmować sama. Ale gdybyście mi coś tam popisali, co wam
ślina na język przyniesie, byłabym wdzięczna. Może traficie w coś, czego sama
nie umiem zrozumieć albo zauważyć, i pomoże mi to pojąć, która ja ma rację -
ta zdroworozsądkowo odchodząca, czy ta emocjonalnie uzależniona.
Bo ja wcale nie wiem, czym tu się lepiej kierować. Z tym że przynajmniej na
razie wiem, czym w tym momencie nie potrafię się kierowac, i tym jest zdrowy
rozsądek właśnie. Cała ta afera unaoczniła mi jasno i wyraźnie, że nie umiem
jeszcze odejść.