ja.szamot
30.07.08, 09:00
Witajcie,
ponieważ od prawie dwóch miesięcy potykam się z dużym dla mnie i
chyba głupim problemem przynajmniej to z siebie wyrzucę, a może ktoś
coś doradzi.
Jesteśmy z żoną ponad 10 lat po ślubie i właściwie wszystko jest
w "porzo" lecz jedno głupie wydarzenie wprowadziło chaos w moje
myśli.
Mamy znajome małżeństwo Iksińskich. Mieszkają niedaleko. Często się
spotykamy od lat. To znajomi żony ze studiów. Niedawno się
posprzeczali i Iksiński wpadł do nas popić i pogadać. Ponieważ
trochę mnie zmogło poszedłem położyć się na trochę do góry do
sypialni. Po pewnym czasie postanowiłem wrócić do stołu ale trochę
mnie zakręciło na schodach i musiałem usiąść. I nagle słyszę, że
moja ukochana żona i Iksiński wspominają jakiś wspólny ich wypad na
mazury i jej pierwzy raz z Iksińskim. I jedno zdanie, które mnie
otrzeźwiło natychmiast: do Iksińskiego > "Czy ty wiesz, że jak wtedy
wzięłem twojego do ust to tak mnie potem to brzydziło, że się
rozeszliśmy, kto wie jak by się życie ułożyło gdybyśmy wtedy byli
grzeczniejsi" i śmiech.
Po chwili zszedłem na dół. Spojrzeli na mnie badawczo, ale nikt nic
nie powiedział. Nie wiedzą czy coś słyszałem czy nie. Jednak od tego
czasu Iksiński jakoś się nie pokazuje, żona jest jakby czulsza albo
mi się wydaje (poczucie winy?).
Ale we mnie coś się przewróciło. Do zestawu uczuć doszła jakaś
szczypta podejrzliwości, obrzydzenia. Wiem, że to głupie, że każdy
ma prawo do swojej przeszłości, że pewnie z powodu alkoholu ich
poniosło, że Iksiński się żalił...
I jakoś próbuję zapomnieć to zdarzenie to głupie zdanie jednak nie
udaje się. Próbuję myśleć pozytywnie, gdy przychodzą jakieś
nieprzyjemne myśli dotyczące tej sytuacji próbuję powtarzać mantrę w
stylu 'Kocham moją żonę' (jak z poradnika domowego psychologa :) )
ale to nie pomaga.
No cóż chociaż to z siebie wyrzuciłem.
Pozdrawiam
jt