fajna_babeczka
02.08.08, 15:56
Tak czytam to forum i wyjść nie mogę ze zdumienia, jak wiele osób
rujnuje swoje małżeństwa przez zwykłą ludzką głupotę lub egoizm.
Jeśli ludzie naprawdę się kochają, nie ma problemu w tym, że jedno
chce się kochać raz dziennie, a drugie raz w tygodniu, bo mogą
spotkać się w pół drogi i robić to 3 razy w tygodniu. Nikt nie
powiedział, że musi to zawsze być stosunek, na który ktoś naprawdę
może nie mieć ochoty. Ale jeśli kochamy drugą osobę naprawdę, możemy
przecież zatroszczyć się o nią inaczej i obdarować drugą stronę
manualnie lub oralnie...
Miłość oznacza nie podziw, a dawanie, dzielenie się miłością,
czułością, bliskością. Jeśli ktoś zmusza partnera do seksu wbrew
woli ale też zaniedbuje go zanadto w tej sferze życia, to znaczy, że
nie kocha drugiej osoby, a kocha siebie i jest mu/jej wygodnie z
daną osobą w związku. Egoista nie dba o męża/żonę, tylko o siebie.
Twierdząc, że kocha, wyznaje tak naprawdę miłość do tego, jak
wygodnie i samolubnie ustawił w tym związku swoje relacje z
partnerem/partnerką.
Egoiści zapominają, że ich zachowanie prowadzi do zdrady. I nie
chodzi o to, że mąż/żona, któremu brakuje seksu robi skok w bok,
żeby sobie poużywać. Zdrada zwykle wynika z okoliczności, w których
taki zaniebany małżonek został przez osobę trzecią doceniony,
obdarzony uwagą, czułością, bliskością. Zdradzający przez chwilę
poczuł się dla kogoś ważny...
Ja właśnie tak ustawiłam moje relacje z mężem. My spotykamy się w
pół drogi i często jedno daje drugiemu rozkosz wtedy, gdy samo nie
miało ochoty na seks. Obdarowanie daje nam radość. Czy jest coś
piękniejszego niż obdarowanie kochanej osoby? Tak postępując
zapewniamy związkowi długą, zażyłą miłość i poczucie prawdziwej
jedności. Taki jest właśnie sens życia razem, a nie obok siebie.
Problemy, o których tu piszecie, wynikają z tego, co wyżej
napisałam: z egoizmu i/lub z głupoty. Amen...