Dodaj do ulubionych

o daremności kwarantanny

28.08.08, 23:16
Witam

Uprzejmie, acz niewesoło donoszę, że półroczna kwarantanna okazała się
ostatecznie nieskuteczna. Wszystko wróciło do smutnej normy. W związku z tym
proszę o nienaśladowanie, nawet tych cierpliwych.

Dla jasności i tych, którym się nie zdarzyło przeczytać:
Jestem żonatym facetem, w małżeństwie ok. 12 lat, 2 dzieci. Od jakiegoś czasu
kochamy się z żoną coraz rzadziej, w porywach 1x w miesiącu, czasem częściej,
ale częściej - rzadziej. Dokładnie rzecz biorąc, wszelkie moje próby
rozpoczęcia gry wstępnej załatwiane są odmownie. Tzn. tak było do początku
tego roku, kiedy to zdecydowałem się na wprowadzenie kwarantanny, czyli:
- niepodejmowania inicjatywy w łóżku (od początku związku to wyłącznie ja ją
podejmowałem),
- kompletnego ignorowania wszelkich sygnałów mających sugerować ochotę na seks.
W zamyśle miała to być próba radykalnego postawienia żony w mojej sytuacji.
Jak radośnie pisałem na tym forum, po pół roku pomogło to (odbyła się rozmowa,
podczas której wyjaśniłem, dlaczego się tak zachowywałem), ale niestety tylko
na jakiś czas, dokładnie rzecz biorąc na 3 tygodnie z niewielkim hakiem,
podczas których było bardzo fajnie. Potem doszło do kolejnej scysji, podczas
której usłyszałem bardzo niemiły komentarz na temat moich potrzeb.

Uprzedzając ew. pytania: seks 2-3 razy w tygodniu byłby dla mnie całkiem OK. W
łóżku dbam o partnerkę, staram się, żeby skończyła pierwsza, nie domagam się
rzeczy, które jej nie pasują. Ją natomiast często boli głowa, jest zmęczona i
ogólnie nieochota jej.

Jeżeli ktoś miałby sugestie, będą mile widziane.
___________________
Wszystkie problemy młodych małżeństw biorą się stąd, że kobieta oczekuje, że
po ślubie wszystko się zmieni, a mężczyzna - że po ślubie nic się nie zmieni.
Obserwuj wątek
    • noyer Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 00:32
      a moze po prostu zamknij oczy i zobacz, co cie podnieca....
    • mujer_bonita Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 08:22
      Czegoś mi w tej wypowiedzi brakuje. Czy podczas tej rozmowy/kłótni
      powiedziała Ci DLACZEGO ona nie chce?
      • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 09:45
        Bo nie ma ochoty. Jest (notorycznie) zmęczona, boli ją głowa - powody
        najbardziej stereotypowe z możliwych. Na moje sugestie, że być może wymaga to
        pójścia do lekarza (żona - nauczycielka, więc przynajmniej w wakacje mogła to
        zrobić bez problemów z wygospodarowaniem czasu) odpowiedzi nie ma lub jest coś w
        rodzaju wzgardliwego prychnięcia.

        Dokładnie cytując wypowiedź z odnośnej rozmowy: "Nie mam ochoty się z tobą w
        kółko p...dolić!". "W kółko" oznaczało 1-2 x w tygodniu, dla jasności.

        --------
        Wszystkie problemy młodych małżeństw biorą się stąd, że kobieta oczekuje, że po
        ślubie wszystko się zmieni, a mężczyzna - że po ślubie nic się nie zmieni.
        • songo3000 Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 09:56
          Czego tu nie rozumiesz? Nie ma na Ciebie ochoty i tyle w temacie. Teraz albo uszy po sobie i do kąta albo...
          • mujer_bonita Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 10:07
            songo3000 napisał:
            > Czego tu nie rozumiesz? Nie ma na Ciebie ochoty i tyle w temacie.

            Niestety, dla kobiet dużo bardziej niż technika i orgazm liczy się
            obiekt pożądania.

            Poza tym - piszesz, że dbasz o żonę w łóżku - pytanie brzmi czy ona
            też podziela tę opinię?

            • songo3000 Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 10:09
              mujer_bonita napisała:

              > songo3000 napisał:
              > > Czego tu nie rozumiesz? Nie ma na Ciebie ochoty i tyle w temacie.
              >
              > Niestety, dla kobiet dużo bardziej niż technika i orgazm liczy
              > się obiekt pożądania.
              A feee, takie przedmiotowe traktowanie, strasne ;)

            • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 10:23
              No cóż.

              Jeżeli spojrzeć na efekty - być może nie podziela.

              Jeżeli spojrzeć na fakty? Od 12 lat z okładem ja inicjuję seks, grę wstępną i co
              jeszcze (dla żony kwestią naturalną jest/było, że to facet ma zaczynać). Ja
              wymyślam ewentualne urozmaicenia (wibrator, nakładki - duży sukces w swoim
              czasie, fajne podniecające ciuszki, bez skrajności). Ja lubię - i kiedy tylko
              mogę, stosuję - seks oralny (naukowo cunnilingus). Zależy mi na tym, żeby żona
              skończyła orgazmem, w 99 przypadkach na 100 - ona pierwsza. Sorry, że to tak
              brzmi - "ja","mnie" - ale trudno to inaczej opisać.

              Zaczynam powoli skłaniać się ku poglądowi, że to faktycznie kwestia obiektu :-(((
              • trzydziestoletnia Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 10:43
                futile_and_duperele napisał:
                > Zależy mi na tym, żeby żona
                > skończyła orgazmem, w 99 przypadkach na 100 - ona pierwsza

                Wazne tez czy jej na tym zalezy. Moze to gonienie i presja na orgazm ją męczy.
                • songo3000 Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 15:47
                  Kolega raczej zasygnalizował, że w łóżku nie myśli tylko o sobie. To też może być problem, bo jak kobietę kręcą (albo zaczęli kręcić) faceci w typie macho to ... ma misiaczek, co ma.
              • theoutsider Re: o daremności kwarantanny 02.09.08, 09:54
                > mogę, stosuję - seks oralny (naukowo cunnilingus). Zależy mi na
                tym, żeby żona
                > skończyła orgazmem, w 99 przypadkach na 100 - ona pierwsza

                Może właśnie stąd się biorą problemy? Kobieta nie musi i nie
                potrzebuje dostawać za każdym razem. Chyba co 3-4 raz to i tak
                dobrze.
                • woman-in-love Re: o daremności kwarantanny 02.09.08, 20:34
                  ale czy można oduczyć chomika chomikować? Nasz bohater nie będzie brutalnym
                  macho, a kobieta podobna charakterem będzie go śmiertelnie nudzić. Musi być
                  zołza. C'est la vie.
        • delta_bravo Re: o daremności kwarantanny 09.09.08, 15:07
          O kurka, mogę dokładnie TO SAMO napisac o sobie! :/ Staż w
          małżeństwie, ilość dzieci nawet żona-nauczycielka. Przy czym w moim
          przypadku poszło krok dalej: zdrada z mojej strony, zona się
          dowiaduje, niby deklaruje chęć do seksu i zmian w tej materii ale...
          nic się nie zmienia. Taki seks tragiczny jak był, taki pozostał.
          Tylko buzia pełna frazesów o tym, co niby robić będziemy (ale bez
          szczegółów) DAMN! ;/
          • bi_chetny Re: o daremności kwarantanny 09.09.08, 15:12
            delta_bravo napisał:
            i co dalej ?
    • staryigruby Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 10:15
      Uznałbym, ze znudziła sie tobą, jako parnerem seksualnym.
      I to wcale nie jest kwestia twojej winy, domniemanej, czy nie...
      Przestałes być atrakcyjny - to jest okoliczność obiektywna.
      Wbrew temu, co sięfacetom zarzuca - przecież nie z każdą kobietą
      mamy ochotw iśc do łózka, więc może to samo dotyczy relacji twojej
      zony do ciebie.
      Problem w tym, ze nie ma odwagi ci wprost tego powiedzieć. Np. tego,
      ze jej wystarcza raz w miesiącu, więc wymysla różne marne wymówki.
    • stemin Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 10:35
      Najpierw należałoby wyjaśnić czy żona nie ma ochoty na seks
      generalnie czy tylko z tobą. W pierwszym przypadku można próbować
      coś z tym zrobić. W drugim przypadku uratowanie związku będzie
      trudne jeśli nie beznadziejne.Jej reakcja na propozycję konsultacji
      lekarskiej wskazuje raczej na drugi przypadek (przecież u lekarza
      lub w aptece pożądania do ciebie nie kupi więc po co ma tam
      iść).Może jesteś dla niej bratem, przyjacielem -wszystkim tylko nie
      kochankiem.
      • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 11:11
        Bratem na pewno nie.
        Przyjacielem coraz mniej.
        Kochankiem - jak wyżej.

        Powiedziałbym tak - partnerem do prowadzenia domu i wychowywania dzieci.
        • krzysztof-lis Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 11:59
          Ergo
          • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 12:12
            Akurat w moim przypadku mogę wystawić swoje walizki za drzwi. To też jest jakieś
            wyjście.

            Jednak doświadczenie ...nastu lat każe mi przypuszczać, że mimo niejednokrotnych
            podobnych propozycji ze strony żony (podczas awantur), pozwoliłoby to jej
            kreować się na biedną, porzuconą przez męża i poszkodowaną.
            • krzysztof-lis Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 12:18
              > Akurat w moim przypadku mogę wystawić swoje walizki za drzwi. To też
              > jest jakieś wyjście.

              Nawet lepsze, biorąc pod uwagę, to poniższe:

              > Jednak doświadczenie ...nastu lat każe mi przypuszczać, że mimo
              > niejednokrotnych podobnych propozycji ze strony żony (podczas
              > awantur), pozwoliłoby to jej kreować się na biedną, porzuconą
              > przez męża i poszkodowaną.

              Jedyny kłopot, jaki może to przynieść, to rozprawa rozwodowa z orzekaniem o
              winie. Ale tu powinieneś się wybronić, jeśli zawczasu zdobędziesz jakieś dobre
              dowody.

              Jeśli jesteś dla żony tylko narzędziem do wychowywania dzieci i dbania o dom a
              Twoje potrzeby się nie liczą, trzeba szukać innej partnerki.
              • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 12:27
                B. dziękuję za opinię. Niestety powoli zaczyna to wyglądać właśnie tak.
                • meela Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 13:00
                  Kwarantanna nie działa - sprawdziłam niestety :(

                  W tym wszystkim jest jakies drugie dno, jeśli kobieta unika sexu to
                  prawie nigdy nie jest to tylko obnizone libido czy gach na boku,
                  często jest cos więcej.
                  w moim przypadku ochota na sex wzrasta wprost proporcjonalnie do
                  poczucia bezpieczenstwa i akceptacji jakie daje mi partner (regule
                  tej nie podlegaja jednorazowe numerki, bo wtedy tylko chemia..) i do
                  tego jak piękna czuje sie w jego oczach w róznych okazjach, nie
                  tylko łóżkowych. Ważne jest jak na mnie patrzy przy sniadaniu, jak
                  chce mu sie jechac na drugi koniec miasta po moja ulubioną herbate
                  bo sama zapomniałam kupić, jak ogarnia mi włosy, jak przykrywa kocem
                  kiedy zasne na kanapie i jak szepcze mi w knajpie - jak bardzo
                  chciałby mnie teraz, natychmiast przelecieć... I jak mam chandre i
                  obżeram się czekoladą, to sam mi ja kupuje i nie ma komentarza, ze
                  trochę tych kilogramów za dużo..
                  Dawno temu podczas waznego spotkania dostałam od mojego ex baaaardzo
                  pikantne zdjęcie, z komentarzem, że chce teraz zobaczyć moje
                  piersi... Jak mogłam go nie pragnąć?? To niemozliwe! Oczywiście
                  urwałam sie do jakiejs toalety, wysłałam mu zdjęcia, a potem gdzieś
                  pod stolikiem czytałam co on by teraz, ze mna... I przez całe
                  spotkanie mówiąc wprost miałam mokre majtki...

                  Rozmowy nie moga tylko dotyczyć dzieci, zakupów, rachunków, psów,
                  domów itd... Trzeba rozmawiac o swoich lękach, kompleksach, pełnej
                  akceptacji siebie nawzajem, marzeniach i codziennych drobiazgach,
                  trzeba stwarzać bliskość - jeżeli kobieta jej czuje, nie bedzie
                  chciała sexu, tak po prostu, jeśli zamknie sie w takiej strefie gdy
                  nie jest ani szczęśliwa ani nieszczęsliwa to sex jakby nie istniał...
                  To taki banał - rozmowa, ale naprawde trzeba to robić.

                  W takiej sytuacji jak Twoja, moze zbyt duzo problemów zostało
                  zamiecionych pod dywan, może warto sie przekopać przez zadawnione
                  zadry?? Zawsze warto walczyc o związek, ale walczyć, a nie stac z
                  boku i czekać aż sie samo coś zmieni.
                  Szantaże, kwarantanny, ciche dni często najbardziej uderzaja w
                  osoby, które je wprowadzają
                  Bardzo pomocne są rozmowy z psychologiem, może warto spróbować?

                  serdecznie pozdrawiam :)
                  • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 13:20
                    Dziękuję Ci bardzo za ciepły wpis.

                    Otóż przez kilka pierwszych lat małżeństwa tak właśnie było. Z czasem jednak
                    "znudziło mię się być bitym", że zacytuję Piwnicę pod Baranami. Mimo takich
                    właśnie moich zachowań i prób utrzymania opisanego przez Ciebie klimatu tzw.
                    "trudny charakter żony" wpłynął na to, że przestałem się tak zachowywać.
                    Awantury z najdurniejszych powodów, obciążanie odpowiedzialnością za całe zło
                    świata mnie (a ostatnio dzieci) - to wszystko raczej nie zachęca do okrywania
                    kocem, jeżdżenia po ulubioną herbatę, a już w ogóle - do pikantnych zdjęć.

                    Mimo to uważałem - i uważam - że seks z nią jest wart pewnych wyrzeczeń.
                    Ostatnie lata sprawiły jednak, że ta moja opinia mocno się chwieje. Dlatego
                    kwarantanna - wydawało mi się w lipcu, że właśnie postawienie jej w sytuacji
                    osoby, która musi żebrać o seks - i jest odrzucana - dało jej do myślenia i
                    zrozumiała, jak ja się czuję. Wydawało mi się, a teraz już się nie wydaje.

                    Pozdrawiam
                    • meela Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 13:35
                      Kobiety maja genetycznie zaprogramowaną umiętnośc wyciągania w
                      czasie awantur wszystkich błędów i wypaczeń faceta z ostatnich
                      siedmiu lat... :(
                      Mocno trzeba nad soba pracować, żeby nad tym panować.
                      Nie wiem dlaczego tak sie dzieje, chcemy byc kochane, szanowane,
                      podrywane, przelatywane, a kopiemy w kogoś ktoś ma nam to wszystko
                      dać :(
                      Ostatni tekst moich przyjaciółek - "nie kop go, facet to tez
                      człowiek"
                      • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 13:39
                        :-)

                        Niestety w moich ustach taki tekst brzmiałby w najlepszym wypadku żałośnie. Ale
                        dzięki - doceniam.

                        Co do genetycznie zaprogramowanych skłonności, to wydawało mi się dotąd, że
                        związek/ małżeństwo polega właśnie na zawieraniu kompromisów i panowaniu nad
                        takimi skłonnościami? Ale mogę oczywiście być w błędzie. Może faktycznie realna
                        optyka to ta mojej żony i Lenina - kto kogo?
        • pmisiek_kosmaty Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 19:17
          futile_and_duperele napisał:

          > Bratem na pewno nie.
          > Przyjacielem coraz mniej.
          > Kochankiem - jak wyżej.
          >
          > Powiedziałbym tak - partnerem do prowadzenia domu i wychowywania
          dzieci.


          Odpowiedziałes sam sobie.
          Pokochałeś kobietę, dla której jest ważny status mężatki i zrobi
          wszystko, żeby ten ststus osiągnąć. A potem myśli, ze jak są dzieci,
          to mąż jest uwiązany do końca życia i ona już się nie musi starać.
          On ma zapewnić jej status materialny i dac spokój.

          Gdy Ci wytknęła Twoje potrzeby, trzeba było spytać, czy wobec tego
          możesz swoje potrzeby zaspokajać poza domem. Jeśli w domu nie ma
          obiadu, idzie się do restauracji.
          • woman-in-love Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 20:59
            a skąd to przekonanie o kryształowej lojalności małżonki? Tego rodzaju kobiety
            wynagradzają sobie potrzeby na boku, a męża trzymają krótko - używając sposobu
            starego jak świat - szlaban na łoże.
            • pmisiek_kosmaty Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 21:27
              a gdzie pisałam o kryształowości małzonki?
            • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 22:35
              A to chyba do mojego ogródka ten kamyczek.

              Nie wiem skąd ta pewność. Z intuicji jakiejś takiej, bo nie zakładam żonie pasa
              cnoty.
    • maciejka_04 Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 11:06
      Moja pierwsza żona, też nauczycielka straciła ochotę na sex ze mną, za to
      doskonale sobie radziła ze swoim uczniem (wtedy 17 latkiem). Od 6 lat nie
      jesteśmy już razem.
    • yoric Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 12:32
      > Zaczynam powoli skłaniać się ku poglądowi, że to faktycznie kwestia obiektu :-(((

      po 12 latach? Bez urazy, ale gołębie się szybciej uczą :)

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=63847890

      Czytałeś?

      Pozdrawiam
      • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 12:52
        Witam.

        Wątek czytałem, przeryłem zresztą większość wątków na tym forum, od kiedy na nie
        trafiłem. Chociaż nie w każdym miałem coś do powiedzenia. Te przykazania dla
        faceta wyglądają OK... ale w moim przypadku nic nie zmieniły. Zwłaszcza dotyczy
        to podejmowania decyzji, które są - po podjęciu - szczegółowo rozpatrywane, a
        wszelkie ich efekty in minus (a wierz mi, przy odpowiedniej dozie dobrej/złej?
        woli można znaleźć tych efektów multum) są przez żonę wypominane podczas
        dowolnej awantury, zazwyczaj zaczynającej się jako dyskusja.

        Co do 12 lat i gołębi: przez jakieś 10 lat wszystko było na tyle OK, żeby nie
        zgłaszać zastrzeżeń. Problemy z seksem (w moim rozumieniu tego określenia) są od
        2 lat, może 2,5. Dlatego zresztą miałem nadzieję, że to przejściowe, jakiś
        kryzys albo co. Teraz już prawie jej nie mam (tej nadziei). I dlatego nie mam
        takiej na 100% jasności, co zrobić, bo jednak 10 lat związku we względnym
        porządku vs. 2 lata do chrzanu - to dla mnie nie jest jednoznaczne. Jeszcze.

        Pozdrawiam też i dzięki za opinię.
        • yoric Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 13:01
          A, to już zupełnie inaczej wygląda.

          Może spróbuj zawalczyć o dominację w związku i spróbuj tych innych taktyk, ze
          szczególnym uwzględnieniem pre-selection (demonstrowanie celowi - w tym wypadku
          żonie :) - że baaardzo podobasz się innym kobietom... Generalnie naprawdę
          polecam DeAngelo - jego newsletter jest darmowy.
          • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 13:13
            Dominacja w związku, powiadasz. Tu są 2 problemy:

            1. Zostałem wychowany przez rodziców, którzy byli - i są - w jednym z
            najbardziej partnerskich związków, jakie znam. Partnerstwo w związku mam
            wdrukowane i cholernie ciężko mi to zmienić. Nie mówię, że to niemożliwe, ale o
            ile wiem, właśnie cechy wynikające z takiego wychowania i pochodzenia wpłynęły
            na to, że moja żona została moją żoną.

            2. W naszym małżeństwie żona zarabia więcej... wróć, "zarabia" tyle samo, ale ma
            niezależne i potężne źródło dochodu, które przebija nasze wspólne zarobki (myślę
            o dochodach z własnej pracy) - kwestia jej korzyści spadkowych. Niestety całkiem
            sporo awantur kończy się podkreślaniem przez nią właśnie zamożności,
            przedsiębiorczości etc., chociaż otrzymanie spadku g... ma do
            przedsiębiorczości. I tyle z mojej dominacji. No owszem, czysto teoretycznie
            mógłbym podkreślić dominację fizyczną, ale przemoc nigdy nie była moim ulubionym
            rozwiązaniem.

            A co do demonstrowania żonie, że podobam się innym kobietom, to owszem, tyle że
            zamiast "attraction" wywołuje to kolejne awantury, z zazdrości tym razem.
            Żałuję, że nie nagrałem monologu żony na mój temat podczas jednych z ubiegłych
            wakacji, kiedy wybraliśmy się w 5 osób, z o wiele młodszą kuzynką żony...
            • yoric Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 13:39
              > 1. Zostałem wychowany przez rodziców...

              Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ja też rozpocząłem świadomą pracę nad swoim
              charakterem niejako wbrew sobie: dlatego też idzie mozolnie, ale efekty cieszą :).

              > sporo awantur kończy się podkreślaniem przez nią właśnie zamożności,
              przedsiębiorczości

              aha... więc coś jednak jest na rzeczy (to nie zarzut wobec Ciebie, tylko
              odnotowuję, że wątek "kto ma stery w związku" się pojawia)

              > mógłbym podkreślić dominację fizyczną, ale przemoc...

              przemoc oczywiście odpada; ale jest przemoc symboliczna (np. podczas walki na
              poduszki) i ogólne manifestowanie siły. Ale siła fizyczna to tylko dodatek do
              całości...

              > A co do demonstrowania żonie, że podobam się innym kobietom, to owszem, tyle
              że zamiast "attraction" wywołuje to kolejne awantury...

              prawdopodobnie nie "zamiast", tylko "oprócz". DeAngelo radzi, że jeśli kobieta
              skarży się na jakiś element twojego zachowania, należy powiedzieć "cieszę się,
              że ci się podoba" i "podkręcić" to jeszcze bardziej.

              PS: to wszystko to nie są oczywiście wskazania wszechwiedzącej wyroczni - tylko
              wskazuję pewną możliwość, która wg mnie ma sens.
              • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 13:46
                Tak jak wspomniałem w odpowiedzi meeli - z niechęcią, ale widzę, że zamiast
                pytania "co zrobić, żeby w związku było lepiej?", okazuje się, że ważniejsze
                jest leninowskie "kto kogo?". A wg Ciebie odpowiedź na to ostatnie pytanie
                zawiera w sobie odpowiedź na to pierwsze. Wygląda w pierwszej chwili na
                przeczność, ale dzięki. Tego chyba jeszcze nie próbowałem, a wygląda, że warto.
                No cóż, gorzej chyba być nie może, jak powiedział pesymista (Ależ może! Może! -
                odparł radośnie optymista).
            • stemin Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 13:51
              W swoim watku nie podałeś czy te "głowy bolenie" było od zawsze czy
              stopniowo narastało czy też powstał w jakims momencie w przeszłość.
              Weź niestety pod uwadę i taką możliwość że żonina aseksualność ma
              swoją przyczynę w tobie.Ponieważ większość osób zaczynających nowy
              wątek sprzedaje jedynie odpryski prawdziwego problemu ( a to facet
              ogląda pornole zamiast zająć się żoną, a to żona nie daje)trudno coś
              sensownego poradzić.Macie jako para problem, który sam się nie
              rozwiąże i wy sami też już nie jesteście w stanie .Najlepsza byłaby
              pomoc zewnętrzna (terapia). Gdyby i ona nie pomogła to mógłbyś
              powiedzieć, że zrobiliście wszystko aby uratować małżeństwo.
              • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 13:57
                A oczywiście że tak, proponowałem terapię małżeńską. Problem z terapią jest
                taki, że na taką terapię trzeba chodzić we dwójkę, a jak proponuję, to słyszę
                "Ze mną jest wszystko w porządku, jak masz jakieś problemy, to sobie sam chodź".
                Albo - jak widać gołym okiem, że problemy są obopólne - "A z kim dzieci
                zostawimy?" (dzieci cirka 8 i 10 lat).

                Co do pierwszej części Twojego postu, to owszem, jest oczywiście możliwość, że
                oboje mamy za uszami. Dlatego przydałaby się terapia - patrz wyżej.

                ---
                • stemin Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 14:19
                  Terapia małżeńska nie oznacza, że chodzi się razem w tym samym
                  czasie, wręcz odwrotnie, każdy sam musi "wyspowiadać się" ze swoich
                  problemów. Jeśli uświadomisz żonie w sposób delikatny bez krzyków,
                  wrzasków i wzajemnych oskarżeń, że wasze małżństwo się niedługo
                  rozpadnie bez pomocy z zewnątrz -jest szansa że wiedząc w co gra,
                  żona zgodzisię na terapię.Jeśli nie - masz prosty wybór. Nie wiesz
                  też czy takiego właśnie wyboru sie od ciebie oczekuje.
                  • meela Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 14:34
                    Może gdzieś podświadomie Twoja żona chce końca tego związku, a
                    ponieważ nie jest w stanie sama podjac takiej decyzji, zrzuca
                    decyzje i wszytskie jej konsekwencje na Ciebie???

                    Bez względu na wszystko mysle, że jest bardzo nieszczęśliwa, czasami
                    tak trudno rozmawiać bo trzeba sie otworzyć, a wtedy człowiek jest
                    taki bezbronny i tak łatwo można go zranić... Sam nie dasz rady tego
                    przerobić, ona musi zacząć chcieć rozmawiać
              • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 13:59
                PS. Co do "głowy bolenia" etc. to zaczęło się jakieś 2 - 2,5 roku temu. Po 10
                latach w miarę satysfakcjonującego seksu (satysfakcjonującego mimo 2 ciąż i
                związanych z tym utrudnień).
                • murakami2 Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 15:56
                  Nawiążę może do tego dbania o partnerkę i atrakcyjności własnej.
                  1. Atrakcyjny partner dla kobiety to niekoniecznie ktoś po prostu przystojny. To
                  może ktoś intrygujący intelektualnie, może sprawiający trochę problemów, może
                  osiągający sukcesy zawodowe, może mający swoje rozbudowane życie własne (jakieś
                  hobby, kolegów, sport), jednym słowem, będący jakąś niespodzianką. Wiem, że
                  ciężko być niespodzianką po 12 latach, ale prozaiczna przystojność czasem nie
                  jest odpowiedzią.
                  2. Dbanie o żonę na gruncie seksualnym ściśle się z tym wiąże. Istnieją kobiety
                  (ja np. jestem jedną z nich), które dbania o łóżko nie rozumieją jako znoszenie
                  wibratorów i seksi ciuszków oraz robienia kolacji, lecz jako budowanie swojej
                  męskości poprzez ukazywanie siebie jako np.:
                  - wytrwałego przyjaciela, który swojego kumpla okaleczonego w wypadku wiózł do
                  sanatorium i pomagał w rehabilitacji
                  - ryzykanta, który z dnia na dzień zostawił prace dobrze płatną, by znaleźć
                  lepiej płatną dla własnej satysfakcji
                  - człowieka, który nagle przejawił zainteresowanie moją pasją podglądania gwiazd
                  i stał się prawie tak zorientowany jak ja
                  - człowieka, który nie biadoląc nauczył się pływać, mimo iż nie umiał tego robić
                  nigdy
                  Te przykłady (dowolne zresztą) myślę, obrazują znaczenie słowa "atrakcyjność" w
                  pojęciu naprawdę dużej grupy kobiet. Obserwując budowanie się silnego "ja"
                  stajemy się tym procesem i samym "ja" zainteresowani. Kobiety dodatkowo czerpią
                  jeszcze z tego korzyść: pociąg seksualny.

                  Nie znam Cię, zatem nie wiem, czy czymś imponujesz żonie i czy jesteś dla niej
                  atrakcyjny. Ale może pomyśl o sobie w innych kategoriach. Dopóki chce ci się
                  jeszcze o tym myśleć.
                  • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 16:08
                    Jak na razie wszelkie próby organizowania sobie czasu w jakikolwiek sposób
                    spotykają się - prędzej czy później - z zarzutem marnowania czasu, który
                    "przecież powinienem poświęcać własnej żonie/ własnym dzieciom/ własnej
                    rodzinie" (niepotrzebne skreślić). Ciężko imponować, jak się słyszy takie
                    komentarze.

                    A póki co, sąsiad, maniak wind- i kitesurfingu, przestał być sąsiadem po tym,
                    jak żona wniosła o rozwód i go dostała. Brak poświęcania czasu rodzinie miał być
                    jednym z powodów.

                    Ryzykowanie w różnych sprawach już wiele razy zostało nieprzystojnie
                    skomentowane. Biadolenie nie (było) w moim stylu, ale od pewnego czasu pozwalam
                    sobie - na zasadzie oko za oko. Znaczy cierpliwość mię się kończy w tym zakresie.

                    Budowaniem mojego silnego "ja" żona nie wydaje się (mnie się nie wydaje) być
                    zainteresowana. Raczej uzależnieniem mnie od siebie - ekonomicznym, psychicznym,
                    za pomocą dzieciaków.
                    • murakami2 Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 20:36
                      Jeśli żona jest zainteresowana tylko "uzależnieniem mnie od siebie -
                      ekonomicznym, psychicznym, za pomocą dzieciaków", to nie wiem, co tu drzeć
                      szaty, trzeba przyznać, że się wypaliło.

                      Natomiast moje przykłady oczywiście wziąłeś dosłownie. Sąsiad się realizuje, to
                      go żona rzuca. Ja Ci chciałam tylko uświadomić, że kiedy facet traci męskość w
                      oczach kobiety (piękny czy brzydki, starający się czy nie), to w łóżku pozamiatane.

                      Ja tam nie wiem, co Twoja żona uznaje za męskie. Ale bym się dowiedziała na
                      Twoim miejscu, jeśli, jak twierdzisz, ci zależy. A jeśli żona rzeczywiście chce
                      cię "uzależnić", to ego ma daleko silniejsze od Ciebie. Niestety.

                      Natomiast uważam, że biadolenie i rozgoryczenie Ci się włączyło, bo z jakiegoś
                      powodu "dałeś na wstrzymanie" przez pół roku, obserwując sytuację, zamiast
                      odpowiedzieć na pytanie: czy to koniec, czy nie? i w ogóle postawić przed tym
                      pytaniem żonę.

                      Yoric: rozumiem, że wydało Ci się tandetne, no trochę to "złote rady", ale
                      czasem pobudzają do czynu :)
                      • yoric Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 14:13
                        > Yoric: rozumiem, że wydało Ci się tandetne,

                        nic z tych rzeczy.
                  • yoric Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 16:53
                    Murakami:

                    teskty niczym żywcem wzięte z DeAngelo albo jemu podobnych. To są właśnie drogi
                    do budowania atrakcyjności w oczach kobiet. Z tym, że większość kobiet raczej
                    nie ma tego świadomości, a jeśli zastanowi się, to raczej tego nie przyzna.

                    Futile:
                    piszesz, że coś byś zrobił, coś próbowałeś, ALE nie masz na to akceptacji żony.
                    A nie mógłbyś wykreślić tego ALE i robić to, na co masz ochotę niezależnie od
                    jej przyzwolenia? Bo bez urazy, ale trochę to Twoje pisanie wygląda jak
                    skarżenie się mamie, że dziewczyna Cię bije.
                    • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 16:57
                      Chodziło mi nie o akceptację żony, tylko o jej reakcję na moje próby, sytuującą
                      się raczej daleko od podziwu.

                      Chyba że przyjmiemy - jak napisałeś wyżej - że po prostu mam się uśmiechnąć,
                      powiedzieć "cieszę się, że Ci się podoba" i robić swoje. Analogiczne sytuacje co
                      prawda prowadziły już do rękoczynów, ale kto wie? Może zadziała?
                      • ewolwenta Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 23:25
                        „Kwarantanna” którą opisałeś to gra. Można powiedzieć manipulacja,
                        choć to słowo o wydźwięku bardzo negatywnym ale przecież nie ma
                        rzeczy czarnych i białych. Nikt nie lubi być manipulowany, każdy
                        lubi myśleć o sobie jako istocie niezależnej a jednak całe życie
                        staramy się w mniejszym lub większym stopniu wpływać na otoczenie.
                        Ty nią zamanipulowałeś i wyjaśniłeś jej motywy. Piszesz, że na
                        chwilę pomogło. Nie dziwię się, że na chwilę. Zgaduję, jakie uczucia
                        kolejno wywołałeś w Twojej żonie. Najpierw zdominowało ją poczucie
                        winy. Bo przecież nikt nie chce krzywdzić bliskiej osoby. Każdy ma w
                        sobie trochę empatii i podejmuje trud, kiedy kochany człowiek tego
                        potrzebuje. Kiedy zaczynamy robić coś, co w naszym odczuciu wymaga
                        wysiłku, to na początku idzie dobrze. Pławimy się we własnej
                        szlachetności. Z czasem entuzjazm gaśnie, odczuwamy zmęczenie,
                        znużenie a efekty... W tym wypadku dla niej niezbyt spektakularne.
                        Ty byłeś zadowolony ale czy przekłada się to na jakieś inne aspekty
                        waszego (jej) życia? Zaczyna doskwierać ta wymuszona poza,
                        niechciany wysiłek. Przecież kiedy unika seksu to nic się złego się
                        nie dzieje, więc po co się zmuszać. (Tak, już w tym momencie zaczyna
                        myśleć w kategorii zmuszania się”). Niechęć narasta. Człowiek szuka
                        sobie wytłumaczeń. Usprawiedliwia się, racjonalizuje i znajduje
                        winnego. Ciebie. Więc jeśli coś dało Twoje półroczne wyrzeczenie to
                        tylko pogorszenie sytuacji.

                        Seks kobiety siedzi w głowie. Jeśli kiedyś było dobrze a teraz nie
                        jest znaczy to tylko, że po drodze się coś popsuło.
                        Banał?
                        Coś, gdzieś, kiedyś sprawiło, że Ty w łóżku przestałeś kojarzyć się
                        jej z radością, przyjemnością, relaksem. Może to zbyt częste
                        naleganie (wątpię), może konflikt w kwestii waszych planów
                        życiowych, twojego udziału w życiu rodziny, jej pozycji w rodzinie,
                        może coś innego. Odpowiedź nigdy nie jest prosta. Zmienić takie
                        skojarzenie to naprawdę trudna sprawa. Wyjście z problemu jest tylko
                        jedno - ciężka praca i wola z obu stron.

                        Czytam sobie i czytam Twoje wypowiedzi i tylko potwierdza mi się
                        teza, że seks to tylko skutek a nie przyczyna. Powoli wyłania się
                        obraz pary ludzi, która ma do siebie straszny żal. Te scysje i
                        konflikty plączą się wam po różnych życiowych sferach
                        Ty masz żal :
                        >...Raczej uzależnieniem mnie od siebie - ekonomicznym, psychicznym,
                        > za pomocą dzieciaków.
                        I ona:
                        "Ze mną jest wszystko w porządku, jak masz jakieś problemy, to sobie
                        sam chodź".

                        Pomyśl sobie, że ten jej tekst Ty zinterpretowałeś jako oskarżenie
                        ale można go też odczytać jako stwierdzenie, „jest mi źle, a nie tak
                        miało być”. Z Twoich wypowiedzi krzyczy ta sama skarga. Tylko, że
                        oboje straciliście umiejętność szukania pozytywnego znaczenia słów
                        partnera i tak się dzieje od 2 do2,5 roku. Kryzys jest normalnym
                        zjawiskiem w długich stażem związkach. Wszyscy się z tym zderzamy
                        ale tylko niektórzy potrafią sobie poradzić.

                        Zostaje oczywiście zmiana na nowszy model... a potem... następna
                        zmiana... i następna. Tylko czy warto? Te kolejne zmiany nie dają
                        odpowiedzi gdzie popełniamy błąd.

                        Dobra rada. Zmień sposób patrzenia na swoją żonę.
                        Jakże oczywista...
                        I oczywiście nic z niej nie wynika. To musi w nas samych zakwitnąć.

                      • yoric Re: o daremności kwarantanny 29.08.08, 23:57
                        > Analogiczne sytuacje co prawda prowadziły już do rękoczynów

                        tu bym prosił wielkimi literami

                        Ewolwenta:
                        >...manipulacja...

                        tego już w ogóle nie rozumiem?

                        Pozdrawiam
                      • claudel6 Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 03:44
                        hej, futile, nie odrobiłeś lekcji :)
                        podniesienie atrakcyjności w oczach kobiety strategią DeAngelo (dla mnie to
                        raczej Yorica, bo DeAngelo nie znam :) nie przebiega na poziomie świadomym,
                        tylko nieswiadomym, więc na tym pierwszym może nie być zgody, a w dużej części
                        przypadków rozlegnie się gromkie: nie! nie pozwalam! Bo te wszystkie aktywności
                        to jest emancypacja, a do emancypacji dopuscić nie można! kobieta musi trzymać w
                        garści, kontrolować i posiadać, a to, że taki trzymany i kontrolowany facet ją
                        przestaje interesować to jest nieprzewidziany efekt uboczny.
                        musisz sie odpępowić od żony..i rodziny. czyli mieć tez czas tylko dla siebie,
                        gdzie nikt nie ma wstępu. mówi Ci to w dobrej wierze kobieta :)
                        • claudel6 Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 03:46
                          a raczej e-woman-cypacja...
                        • kropeczka-b Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 10:01
                          Popieram claudel6!
                          Emancypacja nie znaczy, że facet ma nie mieć własnego zdania,
                          podporządkować się kobiecie i ustępować jej. Emancypacja to
                          wyrównanie pewnych praw ale nie wyzbycie się naszej natury, naszych
                          instynktów, tego co w nas siedzi od istnienia ludzkości. Kobieta
                          potrzebuje męskiej dominacji, jednak ta dominacja ma teraz inny
                          wymiar niż kiedyś. Dominacja to również wsparcie jakie jej dajesz,
                          wiara w Twoją siłę, oczywiści nie koniecznie fizyczną. Dominacja nie
                          znaczy podporządkowanie, uzależnienie, ale rodzaj siły jaka jest w
                          Tobie, większa i inna niż w kobiecie i o nią właśnie chodzi..pomyśl
                          o tym
                          Pisałeś też o partnerstwie, a ja mam wrażenie, że u Ciebie tego nie
                          ma. Partnerstwo, to nie równo każdy, ale realizacja siebie i
                          poszanowanie potrzeb i inności partnera, w obie strony. Nie wolno
                          zapomnieć o sobie, często jest tak, że rezygnujemy z własnych
                          potrzeb, w imię dobra partnera. I wychodzi to później obu stronom
                          bokiem.
                          Pozdrawiam

                          • raffi73 Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 11:07
                            to klasyczny przyklad wpadniecia jak sliwka w kompot.Tu nie pomoga zadne rady
                            jak autor ma rozkochac w sobie partnerke,ocieplic ja czy cokolwiek poprawic w
                            ich pozyciu. Przeciez wyglada ze jest z hetera,to widac slychac i czuc.Bycie
                            romantycznym, dbanie o nia tu nic nie pomoze bo to dziala na bardziej delikatne
                            i kobiece niewiasty.Ona ma nad nim przewage,jest dla niej malo meski,pupowaty.I
                            tu on nic nie zmieni chocby na rzesach stanal.Moim zdaniem,zwracajac sie do
                            autora,nie daj sie szachowac dziecmi itp. i nie marnuj sobie zycia. Wiesz ze
                            jeszcze sa mile kobiety? atak wogole to bylo o tym troche w watku o tytule o
                            'przetrwaniu dlugiej ciemnej nocy' by uruquart czy jakos tak.
                            • songo3000 Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 15:57
                              Zmień filtr w okularach bo widzisz świat w jednym kolorze. Akurat w tym wątku żaden obraz hetery się nie wyłania. Babka cwana i manipulantka to i owszem ale jak na razie daleko jej do dominy. A miła i czarująca (bez podtekstów :) to może być codzinnie dla np.: fajnego sąsiada.
                              • raffi73 Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 16:30
                                cwana i manipulujaca to dla Ciebie nie cechy hetery,no co ty, gosciu?
                                • murakami2 Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 16:41
                                  raffi73 napisał:

                                  > cwana i manipulujaca to dla Ciebie nie cechy hetery,no co ty, gosciu?

                                  Ona jest taka w oczach męża, a tylko jego racje poznałeś.
                                  • raffi73 Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 16:45
                                    no tak ale on cos przebojowcem i ciemiezycielem nie smierdzi,z jezyka wyczuwam:)
                                    • woman-in-love Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 21:24
                                      ciekawe, jak długo będziesz sprawdzał te tysiące sposobów, które NIE działają.
                                      Na mojego nosa (pochwalę się, że kiedyś moderowałam to forum i sporo miałabym do
                                      powiedzenia) - twoja żona nie jest i nie będzie Tobą zainteresowana. Do Ciebie
                                      należy decyzja - ile jeszcze lat życia chcesz zmarnować i pod jakim pretekstem:
                                      dzieci, "wartości" itp.
                                      Czy chcesz złożyć ofiarę całopalną na ołtarzu tchórzostwa?
                                      p.s. a pytałeś żonę, czy dochowuje wierności małżeńskiej?
                                      • ewolwenta Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 22:40
                                        Zmienić na lepszy model, a potem na jeszcze lepszy, młodszy. Zrobić
                                        kolejne dzieciaki.
                                        Po latach stwierdzić, że jest tak samo jak było. No prawie tak samo,
                                        tylko tak ostatnia nie wie co to pies Pankracy, bo ona wychowała się
                                        Yatamanie.

                                        wil
                                        > p.s. a pytałeś żonę, czy dochowuje wierności małżeńskiej?
                                        a jakie to ma znaczenie?
                                • songo3000 Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 21:33
                                  Jako dodatek co najwyżej. Hetera, jak sam to gdzieś okresliłeś to taki babochłop :)
                                  A cwane manipulantki to w połowe te Twoje kruche polne kwiatuszki. Z doświadczenia prawę bo sam takie też lubię :D
                                  • raffi73 Re: o daremności kwarantanny 30.08.08, 22:20
                                    zgadzam sie,w srod slodkich kwiatoszkow takich manipulantek troche jest.Ale jak
                                    juz pobedziesz troche z taka na przyklad pomieszkasz lub wspolnie wyjedziesz to
                                    zaczynasz wyczuwac co grane ze ona nie zawsze taka slodka lecz gra.No ale sa i
                                    te slodkie i delikatne z natury.Trzeba byc czujny i nie dac sie zwiesc. Tyle
                                    tych pulapek na tym swiecie na nas czeka...no ale poza klejnotami mamy jeszcze
                                    rozum,choc w roznym stopniu uzywany:)
                          • claudel6 Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 18:18
                            hej kropeczka, errata: ja tutaj akurat użyłam termninu "emancypacja" w
                            odniesieniu do faceta, dlatego poprawiłam się na e-woman-cypacja. czyli ogólnie
                            - wyjście spod kontroli, dominacji i spod klosza małżonki, zdobycie
                            niezależności psychicznej przynajmniej.
    • wbka1 ambaras 31.08.08, 00:39
      co by dwoje...Mam nieodparte wrazenie, ze twoja zona zasmakowala innej czekolady, moze twardej, gorzkiej, innej niz ta ktora ma od ciebie.Teraz pragnie tylko tej, ktora najbardziej jej smakuje. Nie wazne sa dla niej twoje starania. Czeka, corki podrosna i uslyszysz wszystko to, czego juz teraz mozesz byc prawie pewien.
      • kawitator Re: ambaras 31.08.08, 07:42
        Czekałem na takie wypowiedzi ale kobitek bowiem one doświadczone są i w przeciwieństwie do facetów wiedzą co im w duszy piszczy

        wbka1
        co by dwoje...Mam nieodparte wrazenie, ze twoja zona zasmakowala innej czekolady, moze twardej, gorzkiej, innej niz ta ktora ma od ciebie.Teraz pragnie tylko tej, ktora najbardziej jej smakuje. Nie wazne sa dla niej twoje starania

        Dookoła pisze dziewczyna ale sens jest taki sam jak w pytaniu WiL
        wil
        > p.s. a pytałeś żonę, czy dochowuje wierności małżeńskiej?
        Evolwenta
        a jakie to ma znaczenie?

        Rzeczywiście znaczenia nie ma Odpowiedź jest znana bo nawet kobitka złapana za rękę będzie do końca twierdzić, że to nie jej ręka

        Może pójdź za tym tropem sprawdź z pomocą fachowców i elektroniki okres kiedy to nagle się jej odwidziało a być może znajdziesz co wyjaśni nagłe ochłodzenie uczuć
        Na Twoim miejscu każda kobitka miała by juz pełne dossier przygotowane przez profesjonalistów i być może pozew z szufladzie.
        • ewolwenta Re: ambaras 31.08.08, 09:06
          Kawi, nie ma znaczenia. Bo problem zaczął się gdzie indziej i trzeba
          usunąć przyczynę a nie skutek.
          A konkurencja nie ma hendykapu w postaci ojcostwa, stabilizacji itp.
          Poza tym kochanek czy nawet emocjonalne zaangażowanie to silne
          emocje, zmiana w zachowaniu.
          • kawitator Re: ambaras 31.08.08, 10:47
            Kawi, nie ma znaczenia. Bo problem zaczął się gdzie indziej i trzeba
            > usunąć przyczynę a nie skutek.
            Nie wiemy gdzie się zaczął problem wiemy natomiast kiedy
            cytaty

            Co do 12 lat i gołębi: przez jakieś 10 lat wszystko było na tyle OK, żeby nie
            zgłaszać zastrzeżeń. Problemy z seksem (w moim rozumieniu tego określenia) są od
            2 lat, może 2,5. Dlatego zresztą miałem nadzieję, że to przejściowe, jakiś
            kryzys albo co. Teraz już prawie jej nie mam (tej nadziei). I dlatego nie mam
            takiej na 100% jasności, co zrobić, bo jednak 10 lat związku we względnym
            porządku vs. 2 lata do chrzanu - to dla mnie nie jest jednoznaczne.

            PS. Co do "głowy bolenia" etc. to zaczęło się jakieś 2 - 2,5 roku temu. Po 10
            latach w miarę satysfakcjonującego seksu (satysfakcjonującego mimo 2 ciąż i
            związanych z tym utrudnień).

            Dodaj do tego całkiem wprost okazywane od tego czasu lekceważenie i chęć uwolnienia się od naszego autora które on za wszelka cenę usiłuje sobie tłumaczyć na różne dziwne sposoby to rysuje sie ciekawy obraz W każdym razie wart zastanowienia

            Zgadzam się, że trzeba szukać przyczyn a nie skutków tak dokładnie opisywanych tutaj i w tym kierunku idzie moje rozumowania
        • aandzia43 Re: ambaras 31.08.08, 13:03
          > Rzeczywiście znaczenia nie ma Odpowiedź jest znana bo nawet
          kobitka złapana za
          > rękę będzie do końca twierdzić, że to nie jej ręka

          Mogłabym napisac, ze chyba dane ci było miec do czynienai ze
          zmaskuliznizowanymi kobitkami. W świetle moich obserwacji bowiem, to
          typowo męska cecha.
          A tak naprawdę, to cecha pewnego typu ludzi. Nie brak ich wśród obu
          płci. Więc nie generealizuj.
    • zlakobieta Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 11:12
      Sądzę, że Twoja żona po prostu swoje uczucia ulokowała gdzie
      indziej. Nie znaczy to koniecznie, że ma jakiś regularny romans na
      boku. Być może jest to "przyjaciel", który spełnia jej potrzeby
      emocjonalne. Whatever... Ona jest daleko i w dodatku grasz jej na
      nerwach samą swoja obecnością. Niezaleznie od tego jakie wysiłki
      podejmiesz to raczej nie zmieni jej stosunku do Ciebie.
      Moim zdaniem jedyne, co możesz osiągnąć, to poprawne stosunki
      przyjacielskie. Nastąpi to wtedy, gdy przestanie Ci zależeć na niej
      jako na kobiecie, a zaczniesz ją traktować neutralnie - jak
      koleżankę nie wywierając presji na nic. Będziesz dla niej po prostu
      bezinteresownie miły nie stawiając wymagań i zajmiesz się bardziej
      sobą i swoimi sprawami.
      Nie wiem czy dostatecznie jasno to wytłumaczyłam, bo jest to dość
      skomplikowane. Nie każdy psychicznie jest w stanie poradzić sobie z
      takim układem - "niezależnie i obok siebie", bo w rzeczywistości
      taki układ jest chory, ale nadaje się do realizacji o ile ludzie
      zwyczajnie sie lubią, rozumieją, szanują i chcą z jakichś względów
      (np. dla dzieci) utrzymać wspólny dom. Jest to jedyny układ, w
      którym (moim zdaniem) istnieje możliwość w miarę normalnego
      wychowania latorośli w miłej, choć pozbawionej wielkich emocji,
      atmosferze.
      Jeśli sądzisz, że masz na to siły, to spróbuj. Jest szansa, że za
      czas jakiś układ z kochankiem/przyjacielem z różnych względów się
      skończy i ona zechce do Ciebie wrócić duchem.
    • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 12:43
      Pozwolę sobie odpowiedzieć na wszystkie posty weekendowe en masse - byem
      wyjechany przez większą część weekendu.

      Wielkie dzięki wszystkim za opinie - te ciepłe i te chłodnym okiem,
      optymistyczne, pesymistyczne i realistyczne.

      W mojej sytuacji uznałem, że najrozsądniej będzie zastosować się do tego, co
      proponuje yoric. Zacząłem stosować przykazania made by DeAngelo ("jak wykazywać
      cechy partnera krótkookresowego"). O ile 2 dni to oczywiście za wcześnie, żeby
      powiedzieć cokolwiek o wpływie na związek, to mogę powiedzieć, o wpływie na mnie
      - czuję się z tym dużo lepiej. Być może ze strony żony zaczynają być widoczne
      ślady lekkiego zdziwienia. I zobaczymy, do czego to doprowadzi.

      Kwarantanna była manipulacją, zgoda. Po 2 latach coraz częstszego odstawiania od
      łoża zdecydowałem się na manipulację, żeby w ogóle coś zacząć robić, zamiast
      przyglądania się, jak małżeństwo więdnie.

      Odpępowienie się od rodziny, znajdowanie czasu dla siebie, emancypacja. Mam
      nadzieję, że praktyka z trzeciego akapitu powyżej doprowadzi w końcu i do tego.

      Żona jak najbardziej wykazuje cechy hetery, dominującej, awanturującej się i
      momentami kompletnie nieznośnej. Na niektóre emocjonalnie inspirowane siupy
      zgody nie dawałem i nie daję, co odbierane bywało jako nielojalność. Widziały
      gały, co brały... Nie mam pretensji, że ona jest jaka jest, tylko o brak seksu.
      To jest kwestia, co kto bierze ze związku i co komu odpowiada. Chociaż
      oczywiście przy dobrym, regularnym seksie wzajemne układy SĄ lepsze, nie da się
      ukryć. Ale nie traktuję seksu jako "płynu zmiękczającego", przynajmniej nie
      świadomie.

      Co do zainteresowania "inną czekoladą" - szczerze nie sądzę. Być może, że mąż
      się o wszystkim dowiaduje ostatni, ale... Uważam, że mam wyczucie co do takich
      spraw. Dotychczas bezbłędnie wiedziałem, kiedy żona coś przemilcza albo mija się
      z prawdą, chociaż nie zawsze robiłem z tej wiedzy użytek.

      Z czym zostaję: Odrabiam pracę domową pt.:"jak wykazywać cechy partnera
      krótkookresowego", za jakiś czas spróbuję jeszcze poważnie i wprost pogadać oraz
      wyjaśnić swoje poprzednie zachowanie (nie: "usprawiedliwić". Wyjaśnić, o co mi
      chodziło, na czym mi zależy i dlaczego). Mam nadzieję, że praca domowa plus
      szczerość rozwiążą sytuację - wte lub wewte.

      Bardzo wielkie dzięki wszystkim, którzy byli uprzejmi się zainteresować i
      wypowiedzieć.
      • ewa1125 Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 13:10
        A jak wyglądają relacje pomiędzy rodzicami twojej żony?Ty napisałeś
        o partnerstwie w małżeństwie twoich rodziców,ale nic o tym,co ona
        wyniosła z domu.Być może ona nie potrafi inaczej reagowć na kłopoty
        w waszym związku,bo sie tego nie nauczyła w domu?
        Pozdrawiam.
        • woman-in-love a żona wierna? 31.08.08, 14:37
          To oczywiście ma kluczowe znaczenie, no bo jeśli mężowi odmawia, a z innym
          jaknajbardziej, to chyba nie bardzo byłoby fair, a to (niestety) klasyka gatunku.
          • futile_and_duperele Re: a żona wierna? 31.08.08, 15:08
            No dobrze. Wg mnie - wierna. A nawet gdyby nie... nie byłoby to dla mnie
            potwornym szokiem i przyczyną jakichś poważnych problemów emocjonalnych
            (zakładając, że nie miałoby to skutku typu choroba W). Jeżeli ktoś czytał SF
            Roberta A. Heinleina, to mnie jest blisko do jego poglądów na sprawy związków
            męsko-damskich. Co nie znaczy, że stosuję to osobiście w praktyce, a żona o tym
            wie.
            • miang Re: a żona wierna? 14.09.08, 16:31
              Marriage is a psychological condition, not a civil contract and a license. Once
              a marriage is dead, it is dead, and it begins to stink even faster than a dead fish.
              "To Sail Beyond the Sunset"
              • futile_and_duperele Re: a żona wierna? 14.09.08, 17:55
                Bardzo dziękuję. Przy okazji chętnie sobie odświeżę tę książkę :-))
        • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 15:04
          Teść jest już na łonie Abrahama (zawał, zanim go poznałem), a teściowa - no cóż,
          nie da się ukryć, że jak po tych ...nastu latach patrzę na zachowania żony i
          porównuję z zachowaniami teściowej, to dość wyraźnie widać, które parszywe
          chwyty i zagrania żona odziedziczyła po swojej matce. Na ile potrafię się
          zorientować, teściowa też nieźle dowalała teściowi, z tym, że nie bez powodu.
          Mimo pewnej takiej mitologizacji teść to ponoć i wypić lubił, i za spódniczkami
          się... oglądał... Aczkolwiek trudno powiedzieć, co tu było przyczyną, a co skutkiem.
          • aqua73 Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 15:25
            Przeczytałam, cały wątek, dość uważnie i moja refleksja jest oto taka: ona jest zbyt pewna swego, do tego niewiele jej zależy na Tobie. O ile w ogóle.
            Wiesz co robić, więc bądź konsekwentny. No jasne, że czuje się mocna: ma zaplecze finansowe, dzieci by zostały przy niej, w razie czego. Ale myslę też, że jeśli przyszłoby do faktycznego, niespodziewanego dla niej wystawienia Twoich walizek, to by lekko spękała. Co nie znaczy, że by zmiękła, w to nie wierzę.
            Od teraz graj już na własnych skrzypeczkach, F_a_D. Cokolwiek się stanie i tak robisz dobrze.
            • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 15:28
              Dzięki.

              Nie na skrzypeczkach, tylko na gitarze... FaD ładna harmonia, ale z niczym mi
              się kompletnie nie kojarzy?
              • aqua73 Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 15:52
                futile_and_duperele napisał:

                FaD ładna harmonia, ale z niczym mi
                > się kompletnie nie kojarzy?

                Z Twoim nickiem:)
                • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 15:56
                  wow

                  tom się zakręcił, jak słoik.
          • markos28mr Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 16:36
            I tu jest pies pogrzebany , ona ma to we krwi , takie traktowanie
            męża i na pewno w każdym, albo prawie każdym słowie i czynie jest
            pokazywanie dzieciom jaki to ojciec jest zły lub nieudolny lub inne
            ostrzejsze określenia.Ma to odziedziczone po teściowej , która to
            zdążyła wykończyć teścia, który próbował coś z tego życia mieć mimo
            pecha,że trafił na taką wiedźmę jak Twoja teściowa.Ja mam podobną
            sytuację, tyle że bardziej do teścia niż do Ciebie.Na dłuższą metę
            masz pogrzebane i nic jej już nie zmieni.Nie ma nikogo na boku, po
            prostu jesteś obiektem którego trzeba zwalczać, a równocześnie
            domagać się od niego wierności i pomocy w wychowywaniu dzieci.
            Wybacz,ale powiem Ci jeszcze jedną prawdę. Wybawieniem dla Ciebie
            jest los teścia (ale ten to chociaż sobie użył), albo rozstanie ,
            które też nie jest łatwe ze względów przede wszystkim
            finansowych.Ci co mają dużo pieniędzy lub są bardzo zdecydowani nie
            marnują życia z takimi jak nasze żony.
            • yoric Re: o daremności kwarantanny 31.08.08, 17:13
              And if the girl real hot, 9 times outta 10 she hot just like her mama
              And if the girl real hot, 9 times outta 10 she hot just like her mama
              And if the mama real ugly, I guarantee she g'on be ugly like her mama
              And if the mama real ugly, I guarantee she g'on be ugly like her mama
              Like her mama...

              :)
            • aandzia43 Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 12:17
              >Ci, co mają dużo pieniędzy lub są bardzo zdecydowani nie
              >marnują życia z takimi jak nasze żony.


              Żeby związać się z takim histerycznym "umniejszaczem", jak wasze żony, trzeba
              mieć do tego predyspozycje. Pomyślcie, jakie. I coś z tym zróbcie. Zaprocentuje
              na dalsze lata spędzone być może z kimś innym, i na inne płaszczyzny życia.

              Co do kasy - duża jej ilość pozawala się łatwiej rozwieść, ale jak się nie
              zlikwiduje problemu w sobie, to następna żona będzie identyczna.
              • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 12:36
                Ja tylko chciałem zaznaczyć, że rozwód to dla mnie ostateczność, która
                faktycznie po ostatnich paru miesiącach wydaje się bliższa niż dalsza.

                Wolałbym obniżyć poziom histerii i bluzgów u mojej Żony 1.0 niż instalować nowy
                system ;-)

                A póki co - instaluję sobie software DeAngelo 3.11.
                • aandzia43 Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 12:59
                  > Wolałbym obniżyć poziom histerii i bluzgów u mojej Żony 1.0 niż instalować nowy
                  > system ;-)

                  Obawiam się, że to tak samo sensowne postępowanie, jak próby maltretowanej żony
                  zmniejszenia ilości napaści słownych i fizycznych dokonywanych przez męża.
                  Musisz dążyć nie do "mniej", ale do "wcale". Tylko wtedy odniesie to jakikolweik
                  skutek. Dlaczego w ogóle tolerujesz bezzasadne ataki słowne na swoją osobę?
                  Zastanów się nad tym. Twoja żona ma nie tyle temperament choleryczny, co
                  rozluźnione mechanizmy panowania nad sobą. Ona dobrze "wie", że nie musi panować
                  nad sobą w kontaktach z pewnymi ludźmi (miedzy innymi z tobą), że może sobie
                  ulżyć na tobie, keidy ma na to ochotę. Temperamencik to sprawa oddzielna. Jego
                  przejawem wcale nie musi być wyżywanie się na rodzinie. To tylko kwestia
                  dojrzałości. Twoja żona nigdy nie dojrzeje, bo NIE MUSI. Świat jej sprzyja.

                  Tak na marginesie: mój mąż ma choleryczny temeramencik, co jest do zniesienia
                  (ot, taka sobie odmienność). Ale za napaści słowne w celu ulżenia sobie, w celu
                  odwrócenia uwagi od problemu, w celu demonstowania kto tu rządzi, drogo
                  zapłacił. Samotnością. I tak mu z nią było źle, że zaczął nad sobą pracować.
                  • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 13:49
                    Powiem tak - 'wcale' to jest dla mnie program maksimum. I obawiam się, że
                    niemożliwy do wykonania, w każdym razie po 12 latach z hakiem.

                    A co do fragmentu: "Twoja żona ma nie tyle temperament choleryczny, co
                    rozluźnione mechanizmy panowania nad sobą. Ona dobrze "wie", że nie musi panować
                    nad sobą w kontaktach z pewnymi ludźmi (miedzy innymi z tobą), że może sobie
                    ulżyć na tobie, keidy ma na to ochotę", to masz absolutną rację. Tyle że ona
                    "uważa" - chyba jednak podświadomie, że przewaga ekonomiczna daje jej "prawo" do
                    takich zachowań. Co nie jest miłe, ale takie jest status quo.

                    W każdym razie jest tak, że owszem, zwracałem uwagę na to, że jej rozładowywanie
                    frustracji nie wpływa na "tego barana z pracy", czy też "tę cholerną idiotkę z
                    sąsiedztwa", ale na tych, którzy tego wysłuchują. Takie zwrócenie uwagi jest dla
                    żony świetnym pretekstem, żeby zmienić obiekt agresji z dalszego na bliższy
                    (czyli zwracającego uwagę) i to niekoniecznie na mnie - młodsze dziecko, pyskate
                    jak smok, też zaczyna jej zwracać uwagę - z takim samym efektem. A nawet
                    połączenie sił moich z dziecięcymi w takiej sytuacji nic nie daje, a wręcz
                    przeciwnie - "Wszyscy są przeciwko mnie! Ja wam pokażę!" etc. i nic nie daje
                    tłumaczenie, że nie przeciwko niej, tylko przeciwko takim zachowaniom.

                    No to się rozpisałem, aż się off-topic zrobił.

                    Pozdrawiam
                    • aandzia43 Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 14:03
                      >Tyle że ona "uważa" - chyba jednak podświadomie, że przewaga >ekonomiczna daje
                      jej "prawo" do takich zachowań. Co nie jest miłe, >ale takie jest status quo.

                      Gdyby nei miała przewagi ekonomicznej, znalazłaby sobie coś innego. To tylko
                      pretekst.

                      > Powiem tak - 'wcale' to jest dla mnie program maksimum. I obawiam się, że
                      > niemożliwy do wykonania, w każdym razie po 12 latach z hakiem.
                      >

                      Program pod tytułem "wcale" w przypadku awanturnika słownego, wcale nie owocuje
                      zupełnym "wcale". Owocuje "prawie wcale". Ale jak się zdarzają potknięcia, czyli
                      ataki agresji, to akcja jest szybka i skutki dla agresora bolesne. Radzę zrobić
                      założenie "wcale", bo żona jest już tak rozhuśtana w swojej działalności, tak
                      dalece ma gdzieś twoje zdanie i uczucia, że jakieś cichutkie popiskiwania "mniej
                      się na mnie wyżywaj" możesz sobie wsadzić w buty.
                      • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 14:23
                        OK. Przy okazji - można wiedzieć, jak Ty konkretnie reagowałaś w celu likwidacji
                        takich zachowań?

                        Ja przerobiłem warianty następujące (po myślniku - reakcja żony):
                        - spokojne zwracanie uwagi - jak opisałem wyżej.
                        - próba obrócenia sytuacji w żart - nieskuteczna, reakcję da się opisać słowami
                        "jak chcę sobie powrzeszczeć, to sobie powrzeszczę i nic mnie od tego nie
                        odwiedzie".
                        - kompletny brak uwagi, traktuję wrzaskuna jak powietrze - samonakręcanie się do
                        bluzgów i rękoczynów włącznie.
                        - wychodzę z domu - wyżywanie się na dzieciach, dzwonienie do jej matki z
                        użalaniem się na wstrętnego męża, do moich rodziców z pretensjami o wychowanie,
                        po powrocie nowa awantura w związku z faktem mojego wyjścia.
                        - oko za oko, ząb za ząb, czyli wrzask za wrzask - o dziwo ta metoda jest
                        najbardziej skuteczna, bo akcja spotyka się z reakcją, temperatura szybciej się
                        podnosi, a frustracja szybciej rozładowuje. Zasadniczy minus to to, że dzieci
                        słuchają (a nierzadko są entuzjastycznie wciągane przez żonę w taką pyskówkę
                        jako "świadkowie") i wyrabiają sobie model stosunków międzyludzkich, którego nie
                        chciałbym, żeby sobie wyrabiały.

                        Nie wiem, co jeszcze można zrobić w takiej sytuacji, żeby nikt nie ucierpiał, a
                        awanturnik poczuł, że robi źle. Rękoczyny wykluczam, chociaż czasem aż korci,
                        żeby przełożyć przez kolano i... Ze dwa, może trzy razy zostałem sprowokowany do
                        rękoczynów i czułem się po tym cholernie źle, z jakimiś dziwnymi sensacjami w
                        okolicy mostka włącznie.

                        So?
                        • yoric Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 16:29
                          To nie temat na Forum, tylko dla psychologa... Nawet do samotnej wizyty, albo do
                          lektury jakichś fachowych książek.

                          Moja intuicje są następujące:
                          - Twoja kobieta (podświadomie) dąży do dominacji w związku
                          - strategia unikania nic tu nie da, musisz stanąć do tej "walki" i wygrać ją
                          - należy nagradzać dobre zachowania, a karać złe (wulgarny behawioryzm - ale się
                          sprawdza); pyskówki, itd. są po jej linii, natomiast konsekwentne ignorowanie
                          ("jak powietrze") jest optymalną strategią, tylko trzeba mieć siłę stosować ją
                          konsekwentnie do końca
                          - rękoczyny - jakiekolwiek rękoczyny to moim zdaniem światełko, że przydałoby
                          się zainteresowanie specjalisty...

                          Jeszcze tylko uwaga, że oprogramowanie DeAngelo 3.11 to nie instrukcja obsługi
                          tostera, że raz przeczytasz i umiesz. Najlepiej widzę to po sobie, że to powolny
                          i ciężki proces zmiany osobowości. Jeśli ktoś nie ma naturalnych predyspozycji w
                          tym kierunku (jak ja i zapewne także Ty), musi w tym 'siedzieć' na okrągło,
                          inaczej po pół godzinie zapomina, co przeczytał i teoria zostaje teorią...

                          Pozdrawiam
                          • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 16:45
                            Wszystko się zgadza z tymi predyspozycjami. Znaczy praca nad sobą organiczna i u
                            podstaw musi być :-/

                            Wizyta u specjalisty w kwestii rękoczynów musiałaby się odbyć chyba po zakuciu w
                            kaftan bezpieczeństwa (biorę pod uwagę stan kompletnej furii, jaki towarzyszy
                            rękoczynom).

                            Natomiast igonorowanie - o czym zdążyło mi się zapomnieć - kończyło się nie
                            tylko rękoczynami, ale również agresją pośrednią, czyli niszczeniem moich
                            ulubionych książek, albumów ze zdjęciami i jeszcze paru rzeczy. Do wyboru jest
                            wtedy złamać się i zareagować albo poświęcić te rzeczy. O ile książki byłem w
                            stanie przeboleć, o tyle to, co zrobiłem tymi ręcami, względnie np. moje zdjęcia
                            z dzieciństwa, było nie do odtworzenia i zareagowałem.

                            Ciekaw byłbym jeszcze odpowiedzi aandzi.
                            • aandzia43 Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 17:18
                              Yoric ma rację, masz poważny problem i powinieneś sam udać się do psychologa. To
                              znaczy problem masz rodzinny, a że małżonka nie pójdzie z tobą, to pewne.
                              Zacznij od siebie. I może być tak, że na sobie zakończysz. Ale to już będzie
                              znaczne zwycięstwo.

                              Piszesz o rzeczach dla mnie niewyobrażalnych. Mam męża choleryka, który kiedyś
                              urządzał sobie po mnie jazdy słowne, owszem, ale skala naszych (moich i twoich)
                              doświadczeń w kwestii przemocy emocjonalnej jest całkiem inna. Mój mąż nie
                              wciągał w nasze awantury osób trzecich, a przede wszystkim nei posunął się do
                              niszczenia moich przedmiotów. Mimo to i tak było mi ciężko zmusić go do pracy
                              nad sobą i zmiany schematów zachowań.
                              Ja ci tu nic mądrego nei poradzę. Moje doświadczenia są zbyt lajtowe. To się
                              kwalifikuje do terapii. Twojej terapii, bo żona i tak nigdzie nie pójdzie. Być
                              może na razie. Jeśli ty zmienisz postawę i nie pozwolisz jeździć po sobie, ona
                              będzie musiała zmienic swoje postępowanie. Może skończyć się rozstaniem, ale nie
                              musi.
                              • aandzia43 Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 17:23
                                I jeszcze jedno: ja po jazdach, jakie mi urządzał kiedyś mąż nie czułam
                                najmniejszej ochoty na bliskość z nim. Między innymi na seks. Myślę, że to
                                zdrowy mechanizm: niechęć do kogoś, kto w danej chwili okazał się katem. Ta
                                niechęć trwała tak naprawdę do czasu, aż pewne problemy między nami nie zostały
                                rozwiązane. Żadna jego atrakcyjność nie miała wpływu na moje odczuwanie jego osoby.
                              • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 17:31
                                Żeby była jasność: takie siupy to się zdarzały/ zdarzają raz, może dwa razy do
                                roku, mniej więcej od połowy małżeństwa - dużo rzadziej. Ale i ja zmieniłem
                                taktykę na opisaną powyżej (czyli "oko za oko"). Być może gdybym nadal
                                ignorował, to zdarzałoby się to częściej.

                                Co prawda jest to kompletnie nieprzewidywalne. Takie porównanie: Znałem kiedyś
                                dziewczynę, która dostawała ataków epilepsji, ale żeby taki atak nastąpił,
                                gdzieś tam w mózgu musiało się nazbierać napięcie (zbierało się przez 3,4
                                miesiące, czasem pół roku, czasem rok), które w sprzyjających warunkach
                                uwalniało się właśnie w postaci ataku.

                                Mam wrażenie, że u żony jest identycznie. Jest mniej więcej OK (częstotliwość
                                porównywalna do wspomnianej wyżej), po czym ni z gruchy ni z pietruchy JEB!
                                Jakiś, bo ja wiem, szczególnie uciążliwy zespół napięcia przedmiesiączkowego,
                                jakaś kryzysowa sytuacja w pracy i w ciągu paru minut robi się piekło ze
                                wszystkimi opisanymi poprzednio objawami. Ale coraz rzadziej, więc...

                                Nie sądzę, żeby jakakolwiek terapia mogła pomóc MNIE w TYM względzie. NAM, być
                                może. Żonie - bardzo możliwe.

                                Seks w każdym razie łagodzi obyczaje, więc im go więcej, tym lepiej :-)))
                                • aandzia43 Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 17:53
                                  > Nie sądzę, żeby jakakolwiek terapia mogła pomóc MNIE w TYM względzie. NAM, być
                                  > może. Żonie - bardzo możliwe.
                                  >
                                  > Seks w każdym razie łagodzi obyczaje, więc im go więcej, tym lepiej :-)))

                                  Może się mylę, ale mam wrażenie, że bronisz smoka, opisując go, jako czasami
                                  mniej smoczego;-) Wystarcza ci to? To spokój doraźny, bo w każdej chwili, przy
                                  każdej konfliktowej sytuacji musisz się liczyć z tym, że zareaguje furiacko,
                                  tak, jak zwykła reagować. A sytuacji konfliktowych w życiu nie brakuje i
                                  brakować nei będzie. Jak się czujsz siedząc na wulkanie?

                                  Że coraz rzadziej urządza ci jazdy? Ale seks też masz coraz rzadziej.

                                  Terapia może ci pomóc w zbudowaniu takiego siebie, takiego nowego mężczyzny, by
                                  żona nie próbowała nawet urządzać ci tych bazarowych jatek, jakie zwykła sobie
                                  urządzać ku poprawieniu paskudnego humorku. Ta niemożność ulżenia sobie w stary,
                                  dobrze znany jej sposób, zmusi ją albo do odejścia i poszukania sobie drugiego
                                  jelenia, albo do pracy nad sobą i wypracowania sobie nowych, zdrowszych sposobów
                                  rozmiawiania z partnerem o problemach. Jej problemach i waszych problemach. Bo
                                  nie brakuje wam ich.
                                  Możesz zacząć od siebie i zmienić swoje życie (i swojej rodziny - pomyśl o
                                  dzieciach). Możesz cieszyć się z połowicznych zwycięstw w postaci chwilowo
                                  dobrego humoru smoka.
                                  • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 18:03
                                    Kurdę, dobre postawienie sprawy.

                                    Bronię smoka, bo to mój smok, sam go zaakceptowałem jako drugą połówkę i kiedy
                                    jest dobrze, to smok zmienia się w... no, może nie dziewicę, ale powiedzmy -
                                    księżniczkę, i jest nawet bardzo dobrze.

                                    Natomiast kiedy jest źle, to jest nie tylko źle, ale nawet bardzo źle, w
                                    porywach tak, jak wspomniałem wyżej.

                                    Nie jestem przyzwyczajony i nic w życiu nie przygotowało mnie na takie
                                    skrajności. Ale zauważ, że jest w tym pewna równowaga, tyle że bardzo
                                    chwiejna... Powiedziałbym, rozłożona na wyjątkowo długich ramionach równoważni.

                                    W sumie pasowałoby mi, gdyby jazdy były coraz rzadziej, a seks - coraz częściej
                                    :-) oczywistość przecież.

                                    Zobaczymy, jakie efekty przyniesie DeAngelo... Muszę jeszcze raz zerknąć, czy
                                    tam jest coś o sytuacjach kryzysowych.

                                    Pozdrawiam
                                    • aandzia43 Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 18:13
                                      Smok i księżniczka?;-)
                                      Chyba jesteś uzależniony od huśtawki emocjonalnej, jaką ci funduje małżonka.
                                      Jest w tym pewna chwiejna równowaga, rzeczywiście. Ale to ciągle niepewne życie
                                      na wulkanie.

                                      Powodzenia
                                      • glamourous do Futile 01.09.08, 18:33
                                        Hmmm, z mojego wlasnego doswiadczenia oraz licznych obserwacji
                                        wynika banalna prawda, ze ludzie traktuja nas tak, jak SAMI im na to
                                        pozwalamy. Nawet najbardziej wybuchowa osoba potrafi sie trzymac w
                                        ryzach, jezeli wie, ze nie moze sobie akurat (w danym momencie, z
                                        dana osoba) na taka wybuchowosc pozwolic. W koncu bezrozumnymi
                                        zwierzetami nie jestesmy, a czlowiek czyms sie rozni od
                                        rozjuszonego, szarzujacego buhaja. Przeciez sa chyba osoby w
                                        stosunku do ktorych Twoja wybuchowa zona zachowuje sie jak spokojna
                                        trusia. Zastanow sie dlaczego akurat w stosunku do nich nie pozwala
                                        sobie na wybuchy agresji?? Bo ma z nimi akurat taki uklad ze nie
                                        moze sobie na to pozwolic. To tak jak z dziecmi. Jezeli nie
                                        wyznaczymy im granic (im wczesniej tym lepiej), wejda nam na glowe.
                                        Zona po prostu wie, ze za jezdzenie po Tobie jak po przyslowiowej
                                        lysej kobyle nie poniesie zadnych konsekwencji. Jestes za delikatny.
                                        I w takim duchu ja sobie wychowales.

                                        Wydaje mi sie, ze te ataki furii zony paradoksalnie moga byc wyrazem
                                        ukrytego pragnienia, zeby ktos ja wreszcie okielznal, zdominowal.
                                        Poki co w zwiazku dominuje ona, ale podswiadomie nie jest to dla
                                        niej wygodna sytuacja. Ona usiluje byc moze wymoc na Tobie
                                        demonstracje sily. Pewien francuzki rezyser powiedzial kiedys, ze
                                        kazdy sadysta jest w gruncie rzeczy kryptomasochista i wrecz marzy o
                                        tym, zeby ktos go wreszcie wzial za morde. Byc moze Twoja zona
                                        pragnie silnego faceta i swoimi jazdami podswiadomie probuje
                                        testowac granice Twojej wytrzymalosci - i popchnac Cie do
                                        ostatecznosci, zebys sie wreszcie zebral w sobie i ja ujarzmil. I
                                        dopoki tego nie zrobisz, dopoki wiarygodnie nie zademonstrujesz kto
                                        tu rzadzi, nie dostaniesz od niej ANI SPOKOJU ANI SEKSU.

                                        Moim zdaniem tak to wlasnie wyglada.

                                        PS. Przepraszam za chaotyczny post, ale jestem jeszcze rozleniwiona
                                        urlopem z ktorego wlasnie wrocilam ;-)
                                        Pozdrawiam wszystkich.
                                        • glamourous ;-) 01.09.08, 18:36
                                          No tak, i do tego strzelilam ortograficznego byka :-/
                                          Mialo byc "francuski rezyser", oczywiscie :-)
                                        • woman-in-love Re: do Futile 01.09.08, 19:19
                                          Glam - nic dodać, nic ująć. Żonka się okopała-umościła żadna siła jej nie ruszy.
                                          A te zagrywki z kwarantanną jeszcze wzmacniają jej pozycję.
                                          Przerąbane.
                                          • mujer_bonita Re: do Futile 01.09.08, 19:25
                                            woman-in-love napisała:
                                            > Glam - nic dodać, nic ująć. Żonka się okopała-umościła żadna siła
                                            jej nie ruszy

                                            Wiem, że sprawa nie jest zabawana ale nie mogę się powstrzymać -
                                            SMOCZYCA W OKOPACH :D :D :D
                                            www.herbergerber.com/DigitalPainting/DragonTowerWithShrek.jpg
                                            img48.imageshack.us/img48/5654/smocziosiol8ru.jpg

                                            • futile_and_duperele Re: do Futile 01.09.08, 19:52
                                              No ładnie. I wyszedłem na osła ;-)))

                                              Chyba zmienię sobie tekst w stopce na:

                                              "Nie, no OCZYWIŚCIE że jesteś smoczycą! Wprost promieniujesz subtelnym kobiecym
                                              pięknem!"
                                              • mujer_bonita Re: do Futile 01.09.08, 20:03
                                                Głowa do góry :) Ja w domu mam Jeża :P
                                                • futile_and_duperele Re: do Futile 01.09.08, 20:06
                                                  Dowcip o 3 zwierzakach, które powinna mieć każda ambitna kobieta, zapewne znasz...
                                                  • mujer_bonita Re: do Futile 01.09.08, 20:13
                                                    Nie znam - dawaj!
                                                  • futile_and_duperele Re: do Futile 01.09.08, 20:30
                                                    Ot, niemożliwe, ktoś tego nie zna???!?

                                                    Otóż ambitna kobieta powinna mieć 3 zwierzaki:







                                                    norki w szafie






                                                    Jaguara w garażu









                                                    i osła, który na to wszystko zarobi!

                                                    Pozdrawiam
                                                  • kropeczka-b Re: do Futile 01.09.08, 20:50
                                                    futile_and_duperele napisał:

                                                    > Ot, niemożliwe, ktoś tego nie zna???!?
                                                    >
                                                    > Otóż ambitna kobieta powinna mieć 3 zwierzaki:
                                                    #Powinno być: prawdziwa smoczyca powinna mieć...;-)
                                                    Pozdrawiam
                                                  • futile_and_duperele Re: do Futile 01.09.08, 21:13
                                                    No dobra, szanowne Panie, przebrała się miarka. Zmieniam stopkę, jak
                                                    zapowiadałem! ;-)
                                                    --------
                                                    "Nie, no OCZYWIŚCIE że jesteś smoczycą! Wprost promieniujesz subtelnym kobiecym
                                                    pięknem!"
                                                  • claudel6 Re: do Futile 01.09.08, 23:18
                                                    futile, jesteś fajnym facetem, ale można się załamać jak się Ciebie czyta :)
                                                    straszny pantoflarz się z Ciebie zrobił..bo pewnie nie byłeś taki zawsze. byłeś
                                                    po prostu normalnym, zakochanym w swojej żonie facetem o dobrym sercu :)
                                                    terapia jest oczywiście jak najbardziej potrzebna Tobie, żeby odpowiedzieć na
                                                    pytanie, dlaczego wyhodowałeś sobie tę smoczycę na własnej piersi i dlaczego
                                                    próbujesz z tym żyć, zamiast reagować. no i jak to zmienić.
                                                    ktoś ładnie powiedział, że powinniśmy powstrzymać się na tym forum od radzenia,
                                                    bo za mało wiemy o opisywanych sytuacjach, ale przedstawiać tylko ew. swoją opinię.
                                                    no więc moja opinia jest taka - że swoja żone powinieneś traktować trochę jak
                                                    "chorą". to znaczy, nie z większą pobłażliwością, tylko jak kogoś kto może być
                                                    niebezpieczny dla otoczenia i z kim trzeba się w specjalny sposób obchodzić.
                                                    plan działania, jaki ja bym obrała na Twoim miejscu (i gdybym oczywiście miała
                                                    wystarczające do tego jaja, bo moje rozwiązanie łatwe nie jest) -
                                                    nie stosowałabym metody drobnych kroków, tylko ostrego szokowego cięcia, czyli:
                                                    1. przy następnej awanturze spokojnie, ale stanowczo powiedzieć jej, ze to jest
                                                    koniec tolerancji takich zachowań w waszym domu.
                                                    2. wcześniej również koniecznie porozmawiać z rodziną (jej i Twoją), którą ona w
                                                    to i tak wciąga sprzedając swoją wersję. Ty masz im przedstawić rzeczywistą
                                                    wersję, ze Twoja żona ma duże problemy ze sobą, że nie kontroluje agresji, że ma
                                                    awanturnicze jazdy, dopuszcza się rękoczynów i niszczenia przedmiotów. tak, żeby
                                                    oni mieli świadomość, że ona ma problem ze sobą, a nie z Tobą, jak pewnie myślą.
                                                    3. absolutnie nie stosować strategii oko za oko - co to da? dwoje dorosłych
                                                    ludzi stojących naprzeciwko siebie i coraz głośniej się na siebie
                                                    wydzierających, chyba sam nie myślisz, że to jest sposób na rozwiązanie problemu?
                                                    w zamian nie pozwolić sobie na to, by być obiektem lub/i adresatem tych jej
                                                    awantur. wychodzić z domu, bez słowa, a przy poważnych przypadkach wracać
                                                    dopiero następnego dnia. możesz być pewny, że ona przez te noc dobrze sobie to
                                                    wszystko przemyśli. a jeśli powita Cię z wydartą buzią, ponownie wyjść i wrócić
                                                    za pół dnia. albo następnego.
                                                    wiem, że to wymaga dużego samozaparcia, bo oznacza np. to, ze bedziesz musiał u
                                                    kogoś przenocować albo spędzić noc w hotelu. ale tego "przypadku" nie wyleczy
                                                    się metoda łagodnych tłumaczeń i rozmów. to musi byc szok, Twoje stanowcze i
                                                    inne zachowanie, odmówienie udziału w grze, w której ona jest tyranem, a reszta
                                                    to zalezni od niej i skaczący wokół poddani.
                                                    4. ostatni punkt - ochrona dzieci. które uczą się najgorszych zachowań, i które
                                                    albo same padają jej ofiarą, albo są przedmiotem manipulacji przeciwko Tobie.
                                                    uczą się również ról, i postaw. np. z duzym prawdopodobieństwem pogardy do
                                                    mężczyzn, bo ci są przecież są słabi, bezbronni, poddani, zależni i bez własnej
                                                    woli (rózny efekt dla różnej płci dziecka, sam sobie dopowiedz), z drugiej
                                                    strony - ze najbardziej skuteczną metodą załatwiania spraw miedzy ludźmi oraz
                                                    komunikacji jest agresja, przemoc i narcystyczne histerie. czyli generalnie
                                                    dzieci podczas awantur zabierałabym ze sobą, jeśli to możliwe. w końcu one sobie
                                                    nie wybrały matki, ale Ty sobie wybrałeś zonę i Ty, jako rodzic, masz obowiązek
                                                    chronić je przed takimi zachowaniami, a nie ustawiać się w szeregu obok nich, na
                                                    takim samym poziomie bezradności i zależności. przy okazji pokazałbyś im też
                                                    jakiś pozytywny wzorzec - silnej i dojrzałej reakcji na niedojrzałe i
                                                    narcystyczne zachowania.

                                                    acha, i wiem, że tak się łatwo mówi :) ale tak napisałam, może kiedyś samej mi
                                                    się to przyda...
                                                  • clarice31 A może.... 02.09.08, 21:29
                                                    A może po prostu zacznij ją ignorować. Ona ignoruje Ciebie, twoje
                                                    uczucia, a ty się miotasz, starsza, próbujesz....więc przestań na
                                                    jakis czas się nią zajmować w takim psychicznym sensie. Kwarantanna
                                                    fizyczna nie zadziałała, wycofaj na jakis czas swoje uczucia i "psie
                                                    oczy". Ile można żebrać, próbować. Im dłużej bedziesz to robił tym
                                                    dłużej ona bedzie cię ignorować. Ty zacznij ją ignorować. Zobaczysz
                                                    co wtedy. Moze wtedy ona zacznie się o ciebie starać. Na razie
                                                    przypomina rozkapryszoną księżniczkę. Znajdź sobie jakieś inne
                                                    zajęcie, hobby...zrób coś czego nie robiłeś od lat. Sex to nie
                                                    wszytsko w życiu. Nie bój się swojej żony i nie bój się o nią nie
                                                    zabiegać. A jej furie....to jej problem nie twój, nie podejmuj
                                                    pałeczki. Zajmij sie sobą, zrób cos dla siebie, wyjedź gdzieś,
                                                    popatrz w inną stronę.
                                                    Pozdrawiam
                                                • glamourous Re: do Futile 09.09.08, 16:01
                                                  mujer_bonita napisała:


                                                  > Ja w domu mam Jeża :P


                                                  ... z Erlenwaldu ;-)

                                                  PS. Tak mi sie skojarzylo, niedawno ogladalam ;-))
                                                  • woman-in-love Re: do Futile 09.09.08, 17:04
                                                    "Ale z drugiej strony jest
                                                    kobietą bardzo ważną w moim życiu i pokazała że potrafi o mnie walczyć."

                                                    potrafi o ciebie walczyć - w dość osobliwy sposób. Wg mnie walczy raczej o
                                                    własny interes.
                                                  • bi_chetny Re: do Futile 09.09.08, 17:18
                                                    woman-in-love napisała:
                                                    > "Ale z drugiej strony jest
                                                    > kobietą bardzo ważną w moim życiu i pokazała że potrafi o mnie walczyć."
                                                    => potrafi o ciebie walczyć - w dość osobliwy sposób. Wg mnie walczy raczej o
                                                    > własny interes.

                                                    a to ciekawe spostrzeżenie. serio. dlaczego tak sądzisz ?
                                                  • woman-in-love Re: do Futile 10.09.08, 16:51
                                                    Sądzę tak dlatego, że poznałam życie z różnych stron (barykady)
                                                    Żony bardzo boją się być wymienione na nowszy model, więc kombinują, jak tu
                                                    utrzymać płatnika. Niektóre wpadają na pmysł - i te na ogół wygrywają - że
                                                    nieważne ajlawju, kolega mąż musi być uzależniony, podporządkowany, ma być
                                                    przekonany, że bez kolezanki małżonki skończy marnie. Jest to propaganda sączona
                                                    systematycznie i na wszelkie możliwe sposoby. Jednym z nich jest zburzenie
                                                    poczucia własnej wartości u ukochanego małżonka za pomocą odmowy (lub
                                                    reglamentacji) seksu.
                                                  • fanny Re: do Futile 10.09.08, 17:50
                                                    woman-in-love napisała:

                                                    > Sądzę tak dlatego, że poznałam życie z różnych stron (barykady)
                                                    > Żony bardzo boją się być wymienione na nowszy model, więc
                                                    kombinują, jak tu
                                                    > utrzymać płatnika. Niektóre wpadają na pmysł - i te na ogół
                                                    wygrywają - że
                                                    > nieważne ajlawju, kolega mąż musi być uzależniony,
                                                    podporządkowany, ma być
                                                    > przekonany, że bez kolezanki małżonki skończy marnie. Jest to
                                                    propaganda sączon
                                                    > a
                                                    > systematycznie i na wszelkie możliwe sposoby. Jednym z nich jest
                                                    zburzenie
                                                    > poczucia własnej wartości u ukochanego małżonka za pomocą odmowy
                                                    (lub
                                                    > reglamentacji) seksu.

                                                    No mnie sie akurat wydaje, ze to przepis na to, by maz znalazl sobie
                                                    kochanke. Albo raczej kochanka znalazla meza. Wystarczy troche
                                                    zainteresowania, troche zachwytu w oczach, pozniej seks bez
                                                    ograniczen i maz poplynie..
                                                    .. w objecia tej trzeciej

                                                    f.
                                                  • bi_chetny Re: do Futile 11.09.08, 14:09
                                                    ale żona mi seksu nie reglamentuje. wręcz przeciwnie. więc ?
                                                  • woman-in-love @fanny 12.09.08, 19:07
                                                    jasne, że mąż poniewierany i odrzucany może czasowo znależć przystań w ramionach
                                                    tej trzeciej, ale jako mięczak wytrwa tylko do pierwszej wpadki, a kiedy ślubna
                                                    weżmie go na dywanik bardzo szybciutko wyjaśni, że traktował romans
                                                    "instrumentalnie" i w fanfarach "przebaczenia", "razem przez to przejdżmy"' "ten
                                                    kryzys wzmocnił nasze małżeństwo" wszystko pójdzie utartym torem, być może nawet
                                                    małżonka zdecyduje się scementować stadło nowym potomkiem, tak dla pewności.
                                                    Stare jak świat.
                                                  • bi_chetny @woman-in-love 16.09.08, 09:06
                                                    przemawia przez ciebie jak sądzę doświadczenie jako tej trzeciej strony :). a
                                                    tak serio, to masz rację, około 1% osób po romansie decyduje się na
                                                    pozostawienie małżonków i rozpoczęcie nowego życia z kochankiem/kochanką. wbrew
                                                    pozorom to częściej kobiety podejmują decyzję o pozostaniu w związku, bo mocniej
                                                    stąpają po ziemi.
                                                  • woman-in-love Re: @woman-in-love 16.09.08, 15:59
                                                    "mocniej stąpają po ziemi" to eufemizm, w istocie mają więcej odwagi i tzw. jaj.
                                                    Pozdrawiam :-)
                                                  • krzysztof-lis Re: @woman-in-love 17.09.08, 09:00
                                                    > "mocniej stąpają po ziemi" to eufemizm, w istocie mają więcej odwagi
                                                    > i tzw. jaj.

                                                    Ejno... Przecież z tego stwierdzenia, do którego się odnosisz, wynika coś
                                                    zupełnie innego.

                                                    Mocniej stąpają po ziemi -> rzadziej rezygnują ze związku na rzecz kochanka.

                                                    Nie dlatego, że mają jaja, raczej dlatego, że wolą stabilizację od czegoś, co
                                                    trzeba budować od nowa.
                                                  • bi_chetny Re: @woman-in-love 17.09.08, 15:08
                                                    woman-in-love napisała:
                                                    > "mocniej stąpają po ziemi" to eufemizm, w istocie mają więcej odwagi i tzw. jaj

                                                    rezygnując ze zmiany, bo ta zawiera element ryzyka ?
                                        • raffi73 Re: do Futile 03.09.08, 13:48
                                          jasne,niech podporzadkowany dominujacej,meskiej i malo kobiecej babie grzeczny i
                                          ulegly facet nagle ja sobie ujarzmi.A ludzie z lekiem wysokosci niech remontuja
                                          dach na Chrysler Building.Cholernie zyciowe.
                                          • futile_and_duperele Re: do Futile 03.09.08, 14:09
                                            No, może nie "nagle" i nie "ujarzmi", ale jeżeli chodzi o wypracowanie sobie
                                            lepszej pozycji w tym związku, to nie widzę powodu, żeby nie spróbować.

                                            Jak mi się nie uda, potraktuję to jako jeszcze jedną lekcję i będę się
                                            zastanawiał, co dalej. Wtedy - być może - sięgnę do różnych innych postów z tego
                                            wątku, sugerujących zakończenie związku, spakowanie walizek etc.

                                            ---
                                          • bi_chetny Re: do Futile 03.09.08, 15:52
                                            raffi73 napisał:
                                            > jasne,niech podporzadkowany dominujacej,meskiej i malo kobiecej babie grzeczny
                                            > i
                                            > ulegly facet nagle ja sobie ujarzmi.A ludzie z lekiem wysokosci niech remontuja
                                            > dach na Chrysler Building.Cholernie zyciowe.

                                            zapewniam cię - można. tylko trzeba przestać myśleć że to ona jest
                                            najważniejsza. trzeba się przełamać. tak, to trudne. i bez pomocy psychologa
                                            pewnie prawie niemożliwe. ale można. trzeba się wyrwać z durnego dyktatu pseudo
                                            równouprawnienia, w którym musimy dbać o wcześniejszy orgazm, być super
                                            wrażliwym partnerem etc. to bzdury.
                                    • mujer_bonita Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 18:24
                                      futile_and_duperele napisał:
                                      > Bronię smoka, bo to mój smok, sam go zaakceptowałem jako drugą
                                      połówkę

                                      Ehhh... rozczulające :) Dlaczego tak trudno znaleść takich facetów?
                                      • raffi73 Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 19:40
                                        moim zdaniem mega naiwnoscia jest radzenie podporzadkowanemu
                                        kobiecie,pupciowatemu facetowi,by ujarzmil nagle swa zone,zdomonowal itd.Jasne
                                        jest ze autor to obiegowo mowiac dobry czlowiek ktoremu sumienie nie pozwoliloby
                                        odejsc od dzieci i zony,ktora opisuje jako majaca cechy hetery.A co tu dopiero
                                        mowic o ujarzmianiu.To moglby zrobic jedynie silny psychicznie mezczyzna i to z
                                        watpliwym skutkiem.Hetery sa niereformowalne.Tacy zas faceci jak nasz
                                        autor,dobrzy mezowie,mecza sie zwykle i marnuja sobie zycie z meskim babskiem po
                                        to by w srednim wieku przedwczesnie zejsc z tego swiata.I to widac dookola.Wiele
                                        takich zwiazkow gdzie slaby psychicznie,ulegly,lub jak w poprzednim watku padlo
                                        pysiowaty facet meczy sie z babochlopem w spodniach i ulega niemal we
                                        wszystkim,bo mie umie inaczej,najczesciej u niego w domu bylo tak samo.
                                    • marek_gazeta Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 19:31
                                      Wszystko wskazuje na to, że problem nie leży w tym, że żona nie chce "dawać" - ale w tym, że ma ze sobą poważne problemy psychiczne, a Wy - kryzys. Oczywiście, nie jestem psychologiem, ale porównuję Twój opis z końcówką mojego małżeństwa i znajduję sporo rzeczy bardzo podobnych.

                                      U mnie żona wpadła w depresję - najprawdopodobniej przyczyną była niemożność znalezienia odpowiedniej (stosownej do ambicji i - uczciwie dodajmy - możliwości) pracy po długim urlopie macierzyńskim i wychowawczym, być może również rozczarowanie mężem (czyli mną :) - nie da się ukryć, że popełniałem błędy opisywane przez DeAngelo), ogólne zmęczenie i wypalenie. Objawy - agresja wobec mnie, dzieci, najbliższej rodziny, poczucie nieomylności (z jednoczesnym namiętnym czytaniem poradników typu "jak odnieść sukces w biznesie" itp.), definiowanie sobie jakichś ambitnych celów i "rozpaczliwe" próby ich realizacji, stosowanie środków uspokajających, coraz mniej seksu (wreszcie zupełne zero, zero czułych gestów itp.), piekło w domu i wreszcie rozwód. (Nie chcę tutaj opisywać szczegółów, ale jeśli chcesz porozmawiać, wal śmiało na priva.)

                                      Wydaje mi się, że szansa jest - skoro jest jeszcze seks i nie rozmawiacie o rozwodzie, to szanse są. Ale - jeśli chcesz ocalić rodzinę - musisz działać. Najlepiej chyba udać się do specjalisty. DeAngelo oczywiście nie zaszkodzi.
    • yoric Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 20:39
      Moją uwagę zwrócił wpis Glam, ponieważ powiedział wszystkie te rzeczy, które ja
      już właściwie miałem wpisane, ale jednak ich nie puściłem, bo pomyślałem, że za
      bardzo pojadę.

      Po pierwsze, "test". Dla PUAs, m.in. DeAngelo "test" to bardzo obszerne pojęcie,
      które mieści wszelkie (wszelkie) zachowania kobiety, od najdrobniejszych i
      niewerbalnych, po te poważne, jakie mają na celu sprawdzenie, czy facet ma jaja,
      czy ma własne zdanie, czy zależy mu na jej akceptacji, itd. I też pomyślałem o
      awanturach w kategorii podświadomego testu.

      Po drugie, jak z dzieckiem, dokładnie. Autentycznie chciałem już napisać, żebyś
      sobie pooglądał programy z serii "Superniania". Co prawda nigdy tego nie
      oglądałem, ale nasłuchałem się tyle, że wiem o co tam chodzi i całkiem serio
      mówię, że mógłbyś tam podłapać sporo przydatnych rzeczy. Tak sądzę. Podobnie jak
      serio mówię, że ja bardzo dużo się nauczyłem oglądając serial "Dog Whisperer"
      (chyba nie ma go po polsku, ale na pewno niedługo będzie) - o gościu, który
      specjalizuje się w resocjalizacji "trudnych psów" (agresywnych, bojaźliwych,
      zbyt entuzjastycznych, itd. z naciskiem na te pierwsze).

      Pozdrawiam
      • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 21:24
        Programy z serii Superniania ogląda(liś)my razem z żoną i żebyś wiedział, jak
        ona była za metodami stosowanymi względem dzieci!

        Obawiam się jednak, że gdyby je zastosowano w stosunku do niej, to mogłoby się
        nie spotkać ze zrozumieniem ;-) żartuję, oczywiście trzeba by to w bardziej
        wyrafinowany sposób przeprowadzić.

        Mam nadzieję, że poniektóre Panie na tym forum nie urwą Ci głowy razem z
        trzewiami za porównanie wynikające z "Dog Whisperer". Moja Pani tu nie bywa,
        więc przynajmniej to masz z głowy...

        Dzięki i pozdrawiam
        • aandzia43 Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 21:33
          > Mam nadzieję, że poniektóre Panie na tym forum nie urwą Ci głowy razem z
          > trzewiami za porównanie wynikające z "Dog Whisperer". Moja Pani tu nie bywa,
          > więc przynajmniej to masz z głowy...

          Serialu nie oglądałam, ale głowy Yoricowi za zalecenia stosowania "psich
          chwytów" w postępowaniu z ludźmi nie urwę;-) W postępowaniu z ludźmi. Obu płci.
          Jestem za.
          • yoric Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 23:53
            > W postępowaniu z ludźmi. Obu płci. Jestem za.

            Pójdźmy na kompromis. Z ludźmi i z kobietami :PPP
            A tak serio to dokładnie tak jest - uczy dużo o kontaktach międzyludzkich w
            ogólności.

            Przypomniało mi się jeszcze co do ewentualnej zmiany tekstu w stopce. Ja
            proponuję związany tematycznie z obecnym cytat z Argov (tej od "mężczyźni lubią
            zołzy"), mniej więcej: "każdy facet boi się, że po ślubie kobieta przytyje,
            obetnie włosy i przestanie dawać mu dupy".

            Pozdro
            • kawitator Re: o daremności kwarantanny 02.09.08, 07:53
              każdy facet boi się, że po ślubie kobieta przytyje,
              > obetnie włosy i przestanie dawać mu dupy".
              I mają rację, że sie boją bo tak to działa w wiekszości przypadków przejścia wersji demo w wersję komercyjną
              Dlatego co bardziej rozgarnięte osobniki testują coraz inne programy w sumie podobe do siebie broniąc się rękami i nogami przed zakupem wersji komercyjnej
              • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 02.09.08, 08:46
                Hm

                Małżonka przytyła, ale nie w sposób skrajny - wygląda nadal ponętnie, choć nieco
                pełniej.

                Włosy w ciągu 12 lat miała i długie i krótkie i potrafiła wyglądać świetnie w
                takich i w takich.

                Z dawaniem było nieźle, teraz gorzej, a jak będzie? Się zobaczy.
              • songo3000 Re: o daremności kwarantanny 03.09.08, 00:42
                Wolne oprogramowanie rządzi ;)
                • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 03.09.08, 00:45
                  Taaa...

                  Tylko pamiętaj, że w open source każdy może grzebać ;-)
                  • songo3000 Re: o daremności kwarantanny 03.09.08, 00:53
                    Fakt. A i warstwa wizualna przeważnie kuleje :)))
        • claudel6 Re: o daremności kwarantanny 01.09.08, 23:21
          oj sorry, długa wypowiedź adresowana do futile podpięła mi się jakoś idiotycznie
          i wyżej. za długo ja pisałam :)
          • clarice31 a może... 02.09.08, 21:31
            A może po prostu zacznij ją ignorować. Ona ignoruje Ciebie, twoje
            uczucia, a ty się miotasz, starsza, próbujesz....więc przestań na
            jakis czas się nią zajmować w takim psychicznym sensie. Kwarantanna
            fizyczna nie zadziałała, wycofaj na jakis czas swoje uczucia i "psie
            oczy". Ile można żebrać, próbować. Im dłużej bedziesz to robił tym
            dłużej ona bedzie cię ignorować. Ty zacznij ją ignorować. Zobaczysz
            co wtedy. Moze wtedy ona zacznie się o ciebie starać. Na razie
            przypomina rozkapryszoną księżniczkę. Znajdź sobie jakieś inne
            zajęcie, hobby...zrób coś czego nie robiłeś od lat. Sex to nie
            wszytsko w życiu. Nie bój się swojej żony i nie bój się o nią nie
            zabiegać. A jej furie....to jej problem nie twój, nie podejmuj
            pałeczki. Zajmij sie sobą, zrób cos dla siebie, wyjedź gdzieś,
            popatrz w inną stronę.
            Pozdrawiam

            • futile_and_duperele Re: a może... 02.09.08, 22:22
              No, to byłoby piękne.

              Ale w przeszłości ignorowanie kończyło się telefonami do teściowej ("Jaki ON
              jest be!") i do moich rodziców ("Jak GO wychowaliście!?!").

              A teraz są jeszcze dzieci.

              Więc odpada.
              • aandzia43 Re: a może... 02.09.08, 22:32
                Dlaczego odpada? Boisz się jej wpływu na rodziców i teściów? A ty go nie masz?
                Nie masz języka? Facet, no co ty?

                Ja nie widzę problemu. Nie interesuje mnie, co ślubny wygaduje na mnie rodzinie.
                Chyba już nic, bo na mnie to nie działa. I tak robię swoje. Czyli to, co uważam
                za słuszne.
                • yoric Re: a może... 02.09.08, 23:41
                  To jest jak z dzieckiem w sklepie.
                  Mówi "chcę cukierka". Dajesz cukierka, dziecko uczy się, że zawsze dostaje.
                  Odmawiasz. Dziecko zaczyna płakać. Dajesz cukierka - dziecko uczy się, że jak
                  zacznie płakać, to dasz cukierka.
                  Więc odmawiasz. Dziecko zaczyna się drzeć na cały sklep. Wszyscy dookoła patrzą
                  się na ciebie i czekają, kiedy je uciszysz. Nie masz wyjścia, dajesz cukierka.
                  Ale czego uczy się wtedy dziecko?

                  Pozdrawiam
                  • futile_and_duperele Re: a może... 03.09.08, 00:38
                    Wiesz co? Akurat z tym to w moim małżeństwie/ rodzinie ja nie mam problemu; przy
                    takich zagraniach potrafiłem się położyć koło dzieciaka w sklepie i naśladować
                    go, aż przestał wyć. Natomiast na moją żonę wycie działało jak rabarbar
                    (="przynoszenie jej wstydu in public"), ale ostatnio zorientowała się, że dzięki
                    temu za bardzo dała sobie wejść na głowę i stara się nie pokazywać, jak to na
                    nią działa (bez analogii z gołębiami proszę ;-). Co daje konkretne efekty, jak
                    dzieciaki nie widzą, żeby wycie skutkowało, to szukają innych sposobów, z
                    trzeźwymi negocjacjami włącznie.

                    Niemniej rozumiem, że chodziło Ci nie o dzieciaki, ale o przyzwyczajenie żony
                    przeze mnie do takiego zachowania. Czyli że muszę w stosunku do niej
                    przedsięwziąć dokładnie takie środki, jak ona do dzieci.

                    Ściągnąłem sobie całe "Attraction Isn't A Choice" z netu i zawzięcie czytam. Wciąga.

                    Pozdrawiam
                    • glamourous ????? 04.09.08, 09:00
                      futile_and_duperele napisał:

                      > Wiesz co? Akurat z tym to w moim małżeństwie/ rodzinie ja nie mam problemu; przy
                      > takich zagraniach potrafiłem się położyć koło dzieciaka w sklepie i naśladować
                      go, aż przestał wyć.

                      Rany boskie!...
                      No tak... Futile, sorry za szczerość i bez urazy, ale jeżeli żeby okiełznać
                      dziecko musisz uciekać się do takich udziwnionych metod i robić z siebie aż
                      takie widowisko, to ja się wcale nie dziwie, ze u zony tez nie masz wielkiego
                      autorytetu ani poszanowania....

                      PS. Czy ja śnie, czy to możne w polskiej Superniani promują takie hmmmm....
                      nowatorskie metody wychowawcze ?? Powiedzcie mi proszę, bo jestem w sporym szoku...
                      • futile_and_duperele Re: ????? 04.09.08, 09:15
                        Heh

                        Wyobraź sobie dzieciaka, któremu (w swoim czasie) mama i babcia (teściowa)
                        pozwolą na wszystko i kupią wszystko (względnie obiecają, że kupią), byle nie
                        wrzeszczał, zwłaszcza w miejscu publicznym typu sklep.

                        Po paru takich siupach zastosowałem kurację wstrząsową. No dobrze, niech będzie,
                        że kladłem się nie w sklepie, a na plaży. W sklepie się nie kładłem, ale
                        potrafiłem wyć razem z nim, na stojąco. Proste jak sznurek, pokazałem mu, jak
                        się czuje ktoś w towarzystwie takiego wyjca. I podziałało.

                        A co Cię bardziej zdziwiło? To że wyłem, czy to, że się kładłem? ;-)
                        • glamourous Re: ????? 04.09.08, 13:25
                          futile_and_duperele napisał:


                          > Wyobraź sobie dzieciaka, któremu (w swoim czasie) mama i babcia
                          (teściowa)
                          > pozwolą na wszystko i kupią wszystko (względnie obiecają, że
                          kupią), byle nie
                          > wrzeszczał, zwłaszcza w miejscu publicznym typu sklep.


                          Wyobrazam sobie doskonale. Tyle, ze dziecko zazwyczaj doskonale
                          odroznia, przy kim moze sobie pozwolic na szantaz wyciem, a przy kim
                          nie. Powinno wiedziec, ze na babcie moze to i dziala (i wyje), ale
                          na ojca juz nie dziala, wiec w odpowiedzi na stanowcze
                          ojcowskie "nie" wyc nie powinno. No chyba, ze ojciec tez wszystko
                          dawal, kupowal i ulegal placzom, a nagle przestal ;-) Albo ze
                          wlączyl sie po raz pierwszy w wychowanie dziecka dopiero wtedy, w
                          tym sklepie... ;-)


                          > W sklepie się nie kładłem, ale
                          > potrafiłem wyć razem z nim, na stojąco.


                          O rany... Wspolczuje innym klientom kupujacym wtedy w tym sklepie.
                          Cyrk musial byc nieziemski :-) Juz abstrahujac od tego, ze nauczyles
                          dziecko, iz w miejscu publicznym MOZNA sie klasc, wyc i robic z
                          siebie widowisko, bo skoro tata moze byc uciazliwy dla osob
                          postronnych, to przeciez i synek moze ;-)))


                          > A co Cię bardziej zdziwiło? To że wyłem, czy to, że się kładłem? ;-
                          )


                          Jedno i drugie. Dzizas. Naprawde to zrobiles? Przyznam szczerze, ze
                          juz dawno nikt na tym forum nie wywolal u mnie takiego opadu
                          szczeki. Pochodze z nauczycielsko-pedagogicznej rodziny, sama mialam
                          tez sporo w zyciu do czynienia ze szkolnictwem. Z dziecmi w roznym
                          wieku stykam sie na codzien. I jestem w lekkim szoku. I wcale nie
                          wydaje mi sie to takie "proste jak sznurek", bo zdobywanie
                          autorytetu u dziecka nie polega przeciez na robieniu jego glupstw
                          razem z nim. Bezstresowe wychowanie zostalo przeciez juz dawno
                          zdyskredytowane. Bo kiedy dziecko uderzy czy opluje pania w
                          przedszkolu to Ty tez je oplujesz, zeby zobaczylo jak sie czuje ktos
                          opluty??? Skaleczy kolege z premedytacja kawalkiem szkla, to tez je
                          skaleczysz? Rany, ale metody...

                          Coz, mam wrazenie, ze zone i dzieci wychowujesz sobie zbyt
                          bezstresowo, po prostu... Brakuje Ci chyba w tym wszystkim meskiej
                          reki i stanowczosci. A autorytetu u ludzi nie wypracowywuje sie
                          takimi metodami. Moze gdybys byl bardziej twardy, stanowczy, byloby
                          lepiej? Pomyslales o tym?
                          • futile_and_duperele Re: ????? 04.09.08, 13:44
                            No nie bardzo wiem, co Ci odpowiedzieć.

                            Nie mam tak bogatych tradycji pedagogicznych ;-), ale wydaje mi się, że jeżeli
                            wycie razem z dzieckiem zadziałało, to jest OK.

                            Nie wiem też, czy nauczyłem dziecię, że w miejscu publicznym można wyć i się
                            kłaść (na plaży można), bo jakoś od tej pory się nie kładzie, a wyje
                            umiarkowanie i raczej nie przy mnie. Wydawało mi się, że pokazałem potomkowi,
                            jak to głupio wygląda i brzmi, i - w moim pojęciu - to zadziałało.

                            Jako alternatywę mógłbym nosić za dzieckiem lustro 1 x 1,5 m i pokazywać mu z
                            kamienną miną, jak wygląda, kiedy się wścieka, ale jakoś mało to praktyczne.

                            Masz rację, że plucie i walenie koleżeństwa należy leczyć inaczej. Staram się
                            dostosowywać metodę do objawów, a nie bezmyślnie powtarzać to samo w każdej
                            sytuacji.

                            Ciągle się uczę, jak się zdobywa autorytet u dziecka. Co nie oznacza, że będę
                            pluł i walił w odpowiedzi na plucie i walenie.
                            • glamourous Re: ????? 04.09.08, 14:49
                              Futile, nie mialam zamiaru robic Ci tu wykladow na temat wychowania
                              dzieci, bo kazdy robi to tak, jak potrafi. Poza tym nie taki jest
                              temat watku.

                              Niemniej probuje Ci zasugerowac (co sugerowali juz inni forumowicze,
                              a Twoja opowiesc o reakcji na wycie dziecka w sklepie tylko
                              potwierdzila obraz, ktory wylania sie z Twoich wszystkich postow) ze
                              jestes moze swoim zyciu rodzinnym (zona, dzieci) za miekki, zbyt
                              delikatny i za malo stanowczy. Takich ludzi mozna lubic, kochac, ale
                              autorytetu nie maja oni niestety zbyt wielkiego - i jakos tak
                              mimowolnie wyzwalaja w innych ludziach potrzebe wlazenia im na glowe.

                              Mam w moim otoczeniu kilka takich osob i wiem jak to dziala. Sama -
                              pomimo sporego stopnia samoswiadomosci - czasami musze sie bardzo
                              hamowac, zeby nie ulec perwersyjnemu impulsowi zdominowania ich
                              slownie lub sytuacyjnie ;-) Pomysl o tym. Moze wiec zamiast w
                              pierwszej kolejnosci czytac DeAngelo powinienes pojsc najpierw na
                              jakis trening asertywnosci. Wiem, ze takie rzeczy sa organizowane w
                              kazdym wiekszym miescie... Mysle, ze zmiana postawy ze spolegliwego
                              wiecznego ugodowca na twardszego, bardziej meskiego faceta moglaby
                              choc troche pomoc w odbudowaniu relacji z zona. Chocby o tyle, ze w
                              Twoim towarzystwie zaczelaby hamowac te swoje jazdy.

                              Pozdrawiam i zycze trzezwego spojrzenia na sytuacje, a nie tylko
                              patrzenia na sprawy damsko-meskie przez pryzmat idyllicznego zwiazku
                              Twoich rodzicow :-)
                              • futile_and_duperele Re: ????? 04.09.08, 15:29
                                Dzięki.

                                Wiem, co to jest asertywność, faktycznie słabo z tym u mnie.
                                Uważam, że stosowanie przykazań zawartych u DeAngelo ułatwia bycie asertywnym i
                                vice versa.

                                Tak czy inaczej, sporo pracy nad sobą poza codziennością mnie czeka.

                                Pozdrawiam
                • futile_and_duperele Re: a może... 03.09.08, 00:32
                  Raczej chodziło mi o to, że moje ignorowanie i tak nie przynosiło rezultatów, bo
                  w takiej sytuacji małżonka znajdowała sobie kogoś innego, kto jej NIE ignorował
                  (=swoją mamę, awantury przez telefon z moimi rodzicami skończyły się
                  półtorarocznym wzajemnym milczeniem). Następnym krokiem do przełamania mojego
                  ignorowania było niszczenie wartościowych dla mnie rzeczy nie do odtworzenia
                  (nie chodzi o chińskie wazy ani obrazy Chełmońskiego, tylko np. moje zdjęcia
                  grubo sprzed małżeństwa).

                  A "odpada" dotyczyło sytuacji teraz, z dzieciakami.

                  Dla ścisłości - taka sytuacja zdarzyła się ostatnio już dobrych parę lat temu.
                  Żeby nie było, że mam tak na okrągło.
                  -------
                  "Nie, no OCZYWIŚCIE że jesteś smoczycą! Wprost promieniujesz subtelnym kobiecym
                  pięknem!"
                  • claudel6 Re: a może... 03.09.08, 00:55
                    futile, Ty chcesz sobie pogadać, a nie zmienić swoją sytuację.
                    • futile_and_duperele Re: a może... 03.09.08, 10:21
                      W kwestii formalnej:

                      STARAM się odpowiadać na większość postów w wątku, który założyłem. Być może
                      wywołuje to wrażenie rozgadania, ale dla mnie to netykieta.

                      W kwestii merytorycznej:

                      Mimo wszelkich niedostatków w związku kocham swoją rodzinę (smoczycę + 2 małe
                      smoczki) i nie chcę zmieniać partnerki na młodszy model. Chciałbym natomiast
                      poprawić jakość seksu w tym związku - chyba po to jest to forum?

                      Nie jest tak, że "tylko chcę sobie pogadać". Yoric zaproponował mi zmianę w myśl
                      wskazań Davida DeAngelo - właśnie to robię, ale na efekty trzeba chwilę
                      poczekać. Póki co, wątek, jak widzę, funkcjonuje, a ja odpowiadam na posty.
                      • bi_chetny Re: a może... 03.09.08, 11:20
                        przeczytałem cały wątek. Miałem bardzo podobną sytuację. brak seksu, awantury,
                        obniżone poczucie wartości. potem romans, ujawnienie, terapia.

                        jak chcesz szczegóły, to zapraszam do kontaktu mailowego.

                        Konkluzja ? Facet musi być draniem, musi zdominować kobietę. Najtrudniej z tymi
                        silnymi, bo z nimi naprawdę trzeba się namęczyć. Ale można. musi ci tylko mniej
                        zależeć. droga romansu czasem pomaga w tym żeby uświadomić kobiecie co może
                        stracić.
                        Ona tego jeszcze nie wie. Ale jak się nie postawisz, to nie dowiesz się czy to
                        już koniec czy jednak chcecie to naprawiać.
                        • aandzia43 Re: a może... 03.09.08, 17:16
                          Najtrudniej z tymi
                          > silnymi, bo z nimi naprawdę trzeba się namęczyć.

                          Niebezpiecznie mylisz kobiety silne z niezrównoważonymi furiatkami. Jeśli chodzi
                          o furiatki, to trudno sie dziwić, ze są męczące w pożyciu. Furiaci zresztą też.
                          Natomiast przebywanie z kobietą silną, jak zresztą z człowiekim silnym w ogóle,
                          może być wzbogacające, rozwijające i sprzyjać dojrzewaniu. Tylko trzeba trochę
                          nad sobą popracować. Można oczywiście z góry założyć zwiazek ze
                          słabeuszem/słabeuszką, ale sensowniej byłoby wzmacniać siebie, a nie szukać ofiary.

                          Dążenie do zdominowania i uzyskania bezwzględnego posłuchu jest żałosne,
                          świadczy o nędzy duchowej i popapranej osobowości. Zapewne pamiętasz z
                          dzieciństwa i młodości żałosnych osobników, którzy nie mogli znaleźć sobie
                          miejsca w grupie rówieśniczej (czy to z powodu niedostatków intelektualnych, czy
                          to z powodu niedojrzałosci społecznej, a zazwyczaj jedno i drugie). Smętne
                          drągale prowadzające się z dzieciakami z piaskownicy, bo tylko im były w stanie
                          zaimponować i tylko ich skłonić do wspólnej zabawy. Co czułeś patrząc na to
                          smętne zjawisko? Bo ja zażenowanie, litość i wstręt. To samo czuję, gdy widzę
                          słabych facecików szukających ofiar do łatwej obróbki.

                          Tresura psa zakłada zdominowanie go. I rzeczywiście z tymi silnymi psami jest
                          trudniej. Ale zwiazek człowieka z psem jest związkiem człowieka z psem, a nie
                          człowieka z człowiekiem i sam z siebie nie rozwija w człowieku nic poza
                          talentami opiekuńczymi, poczuciem obowiązku i umiejętnością cieszenia się
                          kontaktem z żywym stworzeniem. KAZDY związek człowieka z człowiekiem zakłada
                          ROZWÓJ. Doskonalenie osobowości. Dojrzewanie. Rozwój duchowy. I nie jest on
                          możliwy w układzie pan-niewolnik. Nawet zakładając konieczną dla harmonijnego
                          związku damsko-męskiego lekką przewagę mężczyzny na pewnych (!) płaszczyznach
                          daleko tu jeszcze do "bycia draniem, łamania siłą kobiety, dominacji, braku
                          dbałości o satysfakcję seksualną partnerki, demonstracyjnego romansowania". A
                          raczej nie daleko, tylko to zupełnie inna bajka. Inna kategoria, inna półka.
                          Powiem brutalnie - inna jakość.

                          Nie wiem czy twoja awanturna partnerka, którą zdominowałeś, była "silna". Jest
                          szansa, że była kłótliwą, uzależnioną od ciebie i w gruncie rzeczy słabą
                          kobietą, którą teraz to ty zdominowałeś i wytresowałeś. TO NIE MA NIC WSPÓLNEGO
                          Z SIŁĄ. Ani twoją siła, ani siła kobiety. Silna kobieta nie daje się zdominować
                          "draniowi". Silna kobieta chętnie oddaje stery w niektórych dziedzinach związku
                          mężczyźnie, który... jest po prostu silny. To takie proste.
                          • raffi73 Re: a może... 03.09.08, 20:32
                            Andzia to mile i wrecz wzruszajace co piszesz,taka idylla,uzupelnianie potrzeb.
                            Nie wiem jaki jest lub byl twoj staz malzenski ale powiem ci jedno, z czym wielu
                            ludzi z takowym stazem sie zgodzi. Niemal w kazdym zwiazku, predzej czy
                            pozniej,jak opadnie euforia zauroczenia,po miesiacach lub latach dochodzi do
                            walki o dominacje i przywodztwo.Im mniej owi malzonkowie sa prymitywni tym
                            lagodniejsze formy ona obiera,ale jest ona faktem..W skrajnych przypadkach gdy
                            na przyklad kobieta jest bardzo silna a facet slaby moze to przybierac wrecz
                            zalosny wymiar.
                            • songo3000 Re: a może... 03.09.08, 20:49
                              > pozniej,jak opadnie euforia zauroczenia,po miesiacach lub latach dochodzi do
                              > walki o dominacje i przywodztwo.
                              Nic nie 'musi'. Różni ludzie, różne związki, różne pomysły na życie. Czy tak ciężko to zrozumieć, że nie ma 'jedynie słusznych' i 'oczywistych' schematów postępowania??? Sorry, po prostu mi to śmierdzi jakimś totalitaryzmem (?)

                              Jak już wyciągamy średnią ze związków jako tako udanych to powiedziałbym, że na sukces pracuje przemienna dominacja na różnych płaszczyznach i jakieś wzajemne uzupełnianie się.
                              • futile_and_duperele Re: a może... 03.09.08, 21:10
                                songo3000 napisał:

                                > Jak już wyciągamy średnią ze związków jako tako udanych to powiedziałbym, że na
                                > sukces pracuje przemienna dominacja na różnych płaszczyznach i jakieś wzajemne
                                > uzupełnianie się.

                                Nie znam lepszej definicji partnerstwa, właśnie coś takiego kojarzę w wykonaniu
                                moich rodziców :-)))
                              • raffi73 Re: a może... 03.09.08, 21:15
                                a gdzie ja uzylem slowo 'musi'.Mowie ze jedynie z moich obserwacji swiata wokol
                                tak zwykle bywa.Odstaw te dragi i przetrzyj oczy wtedy bedziesz czytal ze
                                zrozumieniem.A do pewnych schematow w zwiazkach niestety dochodzi ,pomimo ze
                                kazdy zwiazek jest zupelnie inny. W cudowne i sielankowe uzupelnianie sie jakos
                                slabo wierze.ktos po prostu musi rzadzic i tyle.
                                • aandzia43 Re: a może... 03.09.08, 21:50
                                  .Odstaw te dragi i przetrzyj oczy wtedy bedziesz czytal ze
                                  > zrozumieniem.

                                  Oooo... to Songo coś zjada? ;-)
                                  Może by się tak ze mną podzielił, bo to najwyraźniej na rozum dobrze wpływa. Nie
                                  zauważyłeś?
                                  • songo3000 Re: a może... 03.09.08, 23:04
                                    aandzia43 napisała:


                                    > Oooo... to Songo coś zjada? ;-)
                                    > Może by się tak ze mną podzielił, bo to najwyraźniej na rozum
                                    > dobrze wpływa. Nie zauważyłeś?
                                    Eeee, to na pewno te włoskie orzechy. Podobne do mózgów to i rozumu przybywa :D
                                • songo3000 Re: a może... 03.09.08, 22:59
                                  A ja z kolei nie użyłem ani nie zasugerowałem, że życie w takim związku jest 'cudowne i sielankowe'... :P

                                  Zdaje się, że przeczytałem ze zrozumieniem ale to zrozumienie właśnie nie jest po Twojej myśli, hmmm.

                              • aandzia43 Re: a może... 03.09.08, 21:46
                                songo3000 napisał:

                                > Nic nie 'musi'. Różni ludzie, różne związki, różne pomysły na życie. Czy tak ci
                                > ężko to zrozumieć, że nie ma 'jedynie słusznych' i 'oczywistych' schematów post
                                > ępowania??? Sorry, po prostu mi to śmierdzi jakimś totalitaryzmem (?)

                                Och, tobie też? A już myślałam, że nikt tego nei zauważył ;-DDD
                                > Jak już wyciągamy średnią ze związków jako tako udanych to powiedziałbym, że na
                                > sukces pracuje przemienna dominacja na różnych płaszczyznach i jakieś wzajemne
                                > uzupełnianie się.

                                Zgadzam się. Na różnych płaszczyznach.
                            • aandzia43 Re: a może... 03.09.08, 21:42
                              raffi73 napisał:

                              > Andzia to mile i wrecz wzruszajace co piszesz,taka idylla,uzupelnianie potrzeb.
                              > Nie wiem jaki jest lub byl twoj staz malzenski ale powiem ci jedno, z czym wiel
                              > u
                              > ludzi z takowym stazem sie zgodzi. Niemal w kazdym zwiazku, predzej czy
                              > pozniej,jak opadnie euforia zauroczenia,po miesiacach lub latach dochodzi do
                              > walki o dominacje i przywodztwo.Im mniej owi malzonkowie sa prymitywni tym
                              > lagodniejsze formy ona obiera,ale jest ona faktem..W skrajnych przypadkach gdy
                              > na przyklad kobieta jest bardzo silna a facet slaby moze to przybierac wrecz
                              > zalosny wymiar.

                              To nie jest miłe i wzruszające. Nie wiem, co cię tak wzruszyło. I nie piszę o
                              idylli i jakimś tajemniczym "uzupełnianiu potrzeb". Piszę o związku między
                              człowiekiem i człowiekiem. I o tym, że niektórym myli się pożycie dwojga ludzi
                              pełne starć, spięć i NAUKI i wyciągania wniosków z tresurą i próbami
                              bezwzględnego podporządkowania partnera. Jednym słowem niektórym myli się
                              pożycie (nawet burzliwe) dwojga LUDZI z układem pan-niewolnik.

                              P.S. Jestem w związku 22 lata.
                              • raffi73 Re: a może... 03.09.08, 21:45
                                i naprawde w tym twoim zwiazku trudno wskazac osobe dominujaca?
                                • aandzia43 Re: a może... 03.09.08, 21:58
                                  Myślę, że generalnie idziemy łeb w łeb. Czasem jedno wysuwa się trochę do
                                  przodu, czasem drugie. Każde ma jakiegoś wabika na tego drugiego, albo haka.
                                  Bywa ostro, bywa tragicznie, bywa błogo. Nie ma natomiast smrodu poddaństwa i
                                  perwersyjnego sadystycznego upojenia władzą. W miarę możliwości ładnie pachnie;-)
                                  • woman-in-love obraz związku 03.09.08, 22:16

                                    klaruje się wyrażnie: trafił swój na swoją. Mimo dojmującego braku seksu będzie
                                    szukał wymówek i uzasadnień dla utrzymania status quo.Ktoś tu przywołał zalety
                                    romansu dla ożywienia małżeństwa. Aż przeszła mnie ciarka na taki cynizm i
                                    wyrachowanie.
                                    • futile_and_duperele Re: obraz związku 03.09.08, 22:28
                                      A teraz to się zirytowałem.

                                      Czy naprawdę aż tylu ludzi przesiąkło konsumpcjonizmem?
                                      "Nie pasuje ci kobieta - zmień na inną"
                                      "będzie szukał wymówek i uzasadnień dla utrzymania status quo"

                                      Kurde, związek dwojga ludzi to nie jest mikser ani telewizor, żeby go wyrzucać i
                                      kupować nowy. Ja uważam, że warto go (ten związek) naprawić, zwłaszcza w
                                      sytuacji, kiedy zainwestowałem w niego tyle lat i sił, że o efektach w postaci
                                      potomstwa nie wspomnę. I w odróżnieniu od drutowanego miksera albo ledwie
                                      działającego "Rubina" made in USSR związek może jeszcze rozkwitnąć, a dojmujący
                                      brak seksu - minąć. Na to liczę, na to mam nadzieję i w tym kierunku będę
                                      działał, a jak się nie uda, nie wykluczam zmiany. ALE NAJPIERW SPRÓBUJĘ NAPRAWY.
                                      Howgh.
                                      • krzysztof-lis Re: obraz związku 04.09.08, 09:06
                                        > ALE NAJPIERW SPRÓBUJĘ NAPRAWY

                                        Oczywiście, jak się nie da naprawić, to trzeba sobie odpuścić.

                                        Ale zanim zaczniesz naprawiać po raz drugi (pierwszym podejściem, jak rozumiem,
                                        była kwarantanna), określ sobie jasno i wyraźnie datę w kalendarzu, do której ta
                                        poprawia i zmiana ma nastąpić.

                                        Inaczej będziesz w nieskończoność odwlekał taką decyzję.

                                        Żona wcale nie musi wiedzieć o tym, że masz określony deadline, po którym się
                                        rozstajecie. Chyba nawet lepiej, żeby nie wiedziała.
                                        • futile_and_duperele Re: obraz związku 04.09.08, 09:17
                                          O, widzisz. Bardzo dobra podpowiedź, dzięki.

                                          Ja jednak sądzę, że mi się uda :-D
                                          • krzysztof-lis Re: obraz związku 04.09.08, 11:12
                                            Nie mówię, że nie. Ale przy takich sprawach dobrze sobie wyznaczyć jasny termin,
                                            przekroczenie którego powoduje ewakuację ze związku.

                                            To trochę tak, jak z giełdą. Kupujesz jakieś akcje, ich kurs zaczyna spadać.
                                            Zamiast je sprzedać w odpowiednim momencie, trzymasz je, w nadziei, że w końcu
                                            zaczną drożeć. A one tylko maleją, przez co zamiast się odkuć, tracisz mnóstwo
                                            kasy. Dlatego ponoć przy inwestycjach giełdowych dobrze jest jasno określić
                                            sobie kurs akcji, poniżej którego bezwarunkowo je sprzedamy, aby minimalizować
                                            stratę.
                                    • bi_chetny Re: obraz związku 05.09.08, 13:47
                                      woman-in-love napisała:
                                      >Ktoś tu przywołał zalety
                                      > romansu dla ożywienia małżeństwa. Aż przeszła mnie ciarka na taki cynizm i
                                      > wyrachowanie.

                                      nie wiem czy to do mnie, ale odpowiem: nie zrobiłem tego z cynizmu czy
                                      wyrachowania.
                                      • woman-in-love Re: obraz związku 05.09.08, 13:56
                                        Być może twój romans był wspaniałą manifestacją miłości, ale sugerujesz uzycie
                                        "tej trzeciej" - z wyrachowaniem właśnie jako używki znieczulającej ból
                                        monogamii oraz wentyl bezpieczeństwa dla kulejącego małżeństwa. Zjawisko to jest
                                        powszechne i nieuczciwe, chociaż społeczność potępi raczej "tę trzecią" pakującą
                                        się między męża i żonę.
                                        • bi_chetny Re: obraz związku 05.09.08, 14:03
                                          woman-in-love napisała:
                                          nie, nic nie było z wyrachowania. po wielu rozmowach z moją żoną i propozycjach
                                          terapii - słyszałem że jestem niewyżytym samcem, a w ogóle to wszystko jest w
                                          porządku - w końcu załamałem się i uznałem że trudno, nie kocha mnie.
                                          podejrzewałem nawet romans. potem tak się potoczyło, że poznałem jedną kobietę i
                                          zakochaliśmy się w sobie. historia jest długa, momentami smutna, momentami
                                          żałosna. koniec końców żona poszła jednak ze mną na terapię [prawie mnie
                                          straciła, i taki wstrząs był jej najwyraźniej potrzebny]. Może mógłbym to zrobić
                                          inaczej - np. wyprowadzić się. ale wyszło inaczej.
                                          powiem tak, czasem to może pomóc, choć koszt jest bardzo wysoki. dla obu stron.
                                        • bi_chetny Re: obraz związku 05.09.08, 14:10
                                          mylisz się. nic nie stało się z wyrachowania. moja żona nie widziała że coś jest
                                          nie tak. na moje rozmowy i propozycje terapii [kilkanaście miesięcy prób]
                                          odpowiadała że jej zdaniem wszystko jest w porządku, a jak mi się nie podoba, to
                                          mogę się wyprowadzić. mimo wszystko chciałem to jakoś ratować [mamy syna, żona
                                          jest mi bliska]. Niestety po tym okresie doszedłem do wniosku że ona po prostu
                                          przestała mnie kochać. podejrzewałem nawet romans. w końcu zbliżyłem się z jedną
                                          z koleżanek w pracy i tak się zaczęło. zakochaliśmy się w sobie i trwało to
                                          długo. żona domyśliła się w końcu i spytała wprost. przyznałem się, myśląc że to
                                          koniec. wtedy okazało się że żonie na mnie zależy. poszliśmy na terapię,
                                          zrozumiała co robiła źle. otworzyliśmy się na siebie. rozmawialiśmy.
                                          przetrwaliśmy i jesteśmy mocniejsi, choć moje uczucie do niej nie jest już tak
                                          silne.
                                          taki wstrząs pomógł, choć zostało to okupione cierpieniem z obu stron.
                                          • bi_chetny Re: obraz związku 05.09.08, 14:11
                                            przepraszam ,ale były problemy z łączeniem z netem i wydawało się że się nie
                                            wysłało :D
                                  • raffi73 Re: a może... 03.09.08, 22:20
                                    no to szczerze i bez ironii gratuluje wam,bo to dosc rzadkie.
                              • bi_chetny Re: a może... 05.09.08, 13:45
                                a kto mówi o związku pan-niewolnik ? to że ja dominuję, nie oznacza że kobieta
                                nie może mieć własnego zdania. chyba masz jakąś traumę...
                                • aandzia43 Re: a może... 05.09.08, 19:54
                                  Swoje zdanie może sobie mieć, ale i tak nie ma ono większego znaczenia?
                          • bi_chetny Re: a może... 05.09.08, 13:43
                            pieprzysz andzia. przykro mi ale mylisz pojęcia. wiesz w ogóle co to znaczy że
                            ktoś dominuje w związku ? mam wątpliwości.
                            • aandzia43 Re: a może... 05.09.08, 20:06
                              >Facet musi być draniem, musi zdominować kobietę.
                              plus parę tekstów o równouprawnieniu.

                              Dla mnie brzmi jednoznacznie. Rynsztokowe mądrości, ględzenie słabych facecików
                              przy dziesiątym piwie. Gdybyś napisał: "facet musi być silny i musi umieć się
                              postawić, wtedy, keidy trzeba" - odbiór byłby inny. Bo wiesz, jak już napisałam,
                              silnym facetom oddajemy sporą część siebie i swojego życia bez walki i z
                              przyjemnością. Z uroczymi draniami się czasem sypia (niektórzy kręcą), ale nic
                              im się nie oddaje, bo nie są tego warci.

                              Mam pewne pojęcie o tym, co to znaczy, gdy ktoś dominuje w związku. Zasadniczo
                              powinien ten mądrzejszy, dojrzalszy i silniejszy. A że różnie bywa z naszą
                              dojrzałością na różnych płaszczyznach, to nei jest zdrowo, gdy jedna strona
                              dominuje bezwzględnie i rządzi się na wszystkich poletkach. Niezdrowo, bo robi
                              głupoty.
                              • bi_chetny Re: a może... 08.09.08, 11:35
                                aandzia43 napisała:

                                > >Facet musi być draniem, musi zdominować kobietę.
                                > plus parę tekstów o równouprawnieniu.
                                >
                                > Dla mnie brzmi jednoznacznie. Rynsztokowe mądrości, ględzenie słabych facecików
                                > przy dziesiątym piwie.

                                rozczarowałabyś się. łatwo oceniasz innych.
                                dla mnie koniec dyskusji, skoro nie umiesz wyjść poza swoje jednoznaczności
                                • aandzia43 Re: a może... 08.09.08, 12:11
                                  Oceniam język, to znaczy formułowanie pewnych myśli i ujmowanie sprawy. A
                                  sformułowania powyższe brzmią, jak teksty spod budki. Nigdzie nie napisałam, że
                                  oceniam ciebie. Z pozstałych twoich postów nie wynika mi, że jesteś taki. Mam
                                  wrażenie, że raczej ponosi cię nadgorliwość neofity. I stąd te "bojowe
                                  sformułowania";-DDD
                                  Udało ci się ciężką pracą pokonać siebie, osiągnąłeś stan rzeczy niegdyś tylko
                                  wymarzony. To, co masz teraz jest cenne. I jeszcze nieco kruche. To i hasła masz
                                  nieco ultrackie. Przeczytaj uważnie, co napisałam powyżej, nie koncentrując się
                                  na krytyce zawartej w jednym zdaniu.



                                  >Facet musi być draniem, musi zdominować kobietę.
                                  plus parę tekstów o równouprawnieniu.

                                  Dla mnie brzmi jednoznacznie. Rynsztokowe mądrości, ględzenie słabych facecików
                                  przy dziesiątym piwie. Gdybyś napisał: "facet musi być silny i musi umieć się
                                  postawić, wtedy, keidy trzeba" - odbiór byłby inny. Bo wiesz, jak już napisałam,
                                  silnym facetom oddajemy sporą część siebie i swojego życia bez walki i z
                                  przyjemnością. Z uroczymi draniami się czasem sypia (niektórzy kręcą), ale nic
                                  im się nie oddaje, bo nie są tego warci.

                                  Mam pewne pojęcie o tym, co to znaczy, gdy ktoś dominuje w związku. Zasadniczo
                                  powinien ten mądrzejszy, dojrzalszy i silniejszy. A że różnie bywa z naszą
                                  dojrzałością na różnych płaszczyznach, to nei jest zdrowo, gdy jedna strona
                                  dominuje bezwzględnie i rządzi się na wszystkich poletkach. Niezdrowo, bo robi
                                  głupoty.
                                  • bi_chetny Re: a może... 08.09.08, 12:17
                                    aandzia43 napisała:
                                    to jest pewna umowność ! bycie draniem oznacza takiego drania, którego kobiety
                                    zawsze uwielbiały. tak jest drogie panie. a dominować oznacza po prostu nie dać
                                    się zepchnąć do roli metroseksualnego czegośtam. bo kobiety tego tak naprawdę
                                    nie chcą. a czego chcą tego nikt nie wie :D
                                    • aandzia43 Re: a może... 08.09.08, 12:55
                                      bi_chetny napisał:

                                      > aandzia43 napisała:
                                      > to jest pewna umowność ! bycie draniem oznacza takiego drania, którego kobiety
                                      > zawsze uwielbiały. tak jest drogie panie. a dominować oznacza po prostu nie dać
                                      > się zepchnąć do roli metroseksualnego czegośtam. bo kobiety tego tak naprawdę
                                      > nie chcą. a czego chcą tego nikt nie wie :D

                                      Tak jest, metroseksualnym mówimy NIE! Nie od dziś. Ale tego, co kojarzy się ze
                                      słowem "drań" kobiety też nei chcą. Jakąś szczątkową formę mocno oswojonego i w
                                      gruncie rzeczy niegroźnego drania w celu przeżycia z nim ekscytującego romansu
                                      chętnie widzą w swym życiu od czasu do czasu. Potocznie nazywa się to zjawisko
                                      "słodki drań". Kobiety chcą po prostu silnego mężczyzny. A taki niczego nie musi
                                      efektownie udowadniać (jak każda silna jednostka), w swych działaniach jest
                                      efektywny i panuje nad swoimi destrukcyjnymi zapędami, czego nie można
                                      powiedzieć o draniu. Z draniami rzeczywistymi z upodobaniem wiążą się natomiast
                                      kobiety uzależnione od związków z przemocowcami. A to już patologia umysłu
                                      niewieściego. Niestety, przez całe rzesze ludzi na kuli ziemskiej traktowana
                                      jako norma. W naszym kręgu kulturowym ostatnimi czasy rzadziej.
                                      • bi_chetny Re: a może... 08.09.08, 13:02
                                        "drań" jest dla mnie pojęciem umownym. wychowany jestem w szacunku do kobiety i
                                        nigdy nie pozwoliłbym sobie na pewne rzeczy. natomiast troszkę draniem być
                                        warto. wtedy kobieta czuje że musi dbać. może to męskie podejście, ale dość mam
                                        już spełniania przede wszystkim zachcianek kobiety :D
                                        • aandzia43 Re: a może... 08.09.08, 13:16
                                          natomiast troszkę draniem być
                                          > warto. wtedy kobieta czuje że musi dbać

                                          Tak, trochę trzymajacym w napięciu draniem, czy trochę trzymającą w napięciu
                                          zołzą być trzeba. Druga strona czuje, że nie może posunąć się za daleko ze
                                          swoimi humorami.
                                          W gruncie rzeczy lepiej czujemy się w relacjach z ludźmi dobrze trzymającymi
                                          swoje granice. To daje nam poczucie bezpieczeństwa i ramy, poza które nei
                                          wyskakujemy ze swoimi wewnętrznymi demonkami. Polecam książkę wymienioną już w
                                          wątku na samej górze: "Żyć w rodzinie i przetrwać" (Skynner i Cleese).
                • raffi73 Re: a może... 03.09.08, 14:38
                  no wlassnie Ty robisz swoje to co uwazasz za sluszne, i ciesz sie z tego a
                  wyobraz sobie ze sa ludzie dla ktorych to cel nie do osiagniecia w ich zwiazkach
                  i proste rady im nic nie pomoga.
                  • futile_and_duperele Re: a może... 03.09.08, 14:57
                    Tak jest, cieszę się. A wszystkim życzę podobnej nadziei, która - jak mówią -
                    umiera ostatnia.

                    Znam różne sytuacje - od "zwykłej" dominacji do kompletnych dewiacji, kończących
                    się chorobą psychiczną jednej lub drugiej strony związku. I wiem, że nie ma
                    idealnego rozwiązania. Tak na marginesie, stąd się wzięło to forum.

                    Dla porządku - umieszczając post o Empire State na tym wątku, sugerujesz, że
                    może to dotyczyć mnie. Odpowiedziałem jak wyżej.
                    • raffi73 Re: a może... 03.09.08, 15:09
                      o chrysler building dla precyzji.Uwazam ze z ciebie dobry chlop ale zwuyczajnie
                      boisz sie swojej zony.Za delikatny i malo konkretny na nia jestes.I to nie twoja
                      wina.Moja rada zmien model ale niekoniecznie na nowszy lecz
                      delikatniejszy,kobiecy.Odzyjesz a tak...
                      • futile_and_duperele Re: a może... 03.09.08, 15:29
                        OK, niech będzie Chrysler Bldg :-)

                        Już kiedyś się zastanawiałem - mnie po prostu ciągnie do kobiet o dominującym
                        charakterze. Z tą założyłem rodzinę i - tak jak już napisałem - nie zostawię
                        tego wszystkiego, dopóki nie wyczerpię wszystkich możliwości.

                        Zakładam, że i tu mogę odżyć.
                        • raffi73 Re: a może... 03.09.08, 15:45
                          mysle ze nie zostawisz nawet po wyczerpaniu wszystkich mozliwosci
                          • futile_and_duperele Re: a może... 03.09.08, 15:48
                            Żadnego rozwiązania nie wykluczam. Po prostu chcę spróbować różnych środków.
                        • bi_chetny Re: a może... 03.09.08, 15:53
                          futile_and_duperele napisał:

                          > Już kiedyś się zastanawiałem - mnie po prostu ciągnie do kobiet o dominującym
                          > charakterze.

                          super ! tylko pamiętaj, że one też tak naprawdę chcą samca silniejszego od siebie.
                          • songo3000 Re: a może... 03.09.08, 20:52
                            Kiepska nowina dla wszystkich pseudo-macho :DDD
                            • aandzia43 Re: a może... 03.09.08, 23:30
                              songo3000 napisał:

                              > Kiepska nowina dla wszystkich pseudo-macho :DDD

                              hi hi... zaiste :-D
    • silesia7 Re: o daremności kwarantanny 04.09.08, 09:59
      Nie czytalem calego watku, wiec moze powtorze czyjes pytanie, ale czy Twoja zona bieze tabletki antykoncepcyjne? Moze to jest powodem? Pozdrawiam
      • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 04.09.08, 10:08
        Nie powtarzasz.

        Bierze. Myślisz, że to aż taki problem? Brała i wcześniej, przez 10 lat nie było
        problemu (z przerwami na hmmm... poczęcia i ciąże, x2) i zaczął być ~2 lata temu?
        • rumpa Re: o daremności kwarantanny 04.09.08, 19:25
          ja brałam, parę lat było ok a teraz nie mogę - depresja, zmiany
          nastroju - będę się ciąć :(
          co jakś czas trzeba robić przerwę a po niej powtarzać badania
          hormonalne - organizm się zmienia, a pigułki genialnie potrafią zabić
          libido

          • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 04.09.08, 21:47
            Ano to trzeba będzie porozmawiać z małżonką, kiedy się wybiera do ginekologa.

            I żeby badania zrobiła.

            Dzięki piękne za sugestię.
            • rumpa Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 10:01
              Badania to na wątrobę, hormonów też
              ale z badań nie koniecznie wyjdzie obniżone libido, chociaż taka na
              przykład podwyższona prolaktyna często przekreśla życie seksualne
              ale generalnie to co trzy lata - tak słyszłam - powinno się zrobić
              pół roczną przerwę
              po prostu czasem tak działają i trzeba je odstawić żeby się
              dowiedzieć co jest nie tak.
              swoją drogą, zamiast truć żonę chemią , może byś pojechał na
              jednodniową wycieczkę do Czech albo do Niemiec?
              O ile oczywiście satysfakcjonuje cię dwójka smoczków
              • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 10:27
                Tak, myślałem o tym. Czy wiesz może coś więcej na ten temat? Można odezwać się
                do Ciebie na priva?
                • rumpa Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 10:37
                  możesz się odezwać choć wiem niewiele
                  ja tę sprawę załatwiam teraz w Holandii
                  • rumpa Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 11:13
                    wysłałam, ale mi zwraca
                    jeszcze spróbuję
                    • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 11:19
                      Wooofff

                      Bo nie miałem aktywowanego konta pocztowego na gazeta.pl, dopiero teraz to
                      robię. A nie pokazało Ci się konto na op.pl?
                      • rumpa Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 11:21
                        może i pokazało ale ja raz stałam pod ścianą cukru w sklepie piekląc
                        się gdzie ten cukier znowu przenieśli :)))
                        • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 11:24
                          Cukier przywieźli. Mam już aktywną pocztę na gazetowym koncie.
                • rumpa Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 11:17
                  znowu zwróciło - podobno Twoja domena odrzuca
                  masz coś przeciwko wklejeniu info tutaj czy wolisz prywatnie?
                  Tylko jak?
                  unikam tej poczty jak mogę więc nie wiem czy te hocki klocki są
                  normalne?


              • krzysztof-lis Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 10:53
                > swoją drogą, zamiast truć żonę chemią , może byś pojechał na
                > jednodniową wycieczkę do Czech albo do Niemiec?
                > O ile oczywiście satysfakcjonuje cię dwójka smoczków

                Przyznam uczciwie, że nie mam pojęcia, o czym piszecie. Czy mogę prosić o
                wyjaśnienie?
                • kachna79 Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 11:14
                  Rumpa milczy więc ja zasugeruje odpowiedź: chodzi o rozwiązanie
                  problemu płodnosci jednym cięciem.
                  • rumpa Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 11:18
                    :)))

                  • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 11:22
                    To ja bardzo dziękuję za wyjaśnienie.

                    Swoją drogą między wazą a wazeliną jest sporo miejsca na domysły ;-)
                    • rumpa Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 11:24
                      ale co się stało?
                      :)))))))))))
                      no dobra raczej dwa cięcia
                      małe
                      • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 11:28
                        Cięcia... Zastrzyki... Cokolwiek

                        Mówią, że to 15-20 minut na stole,
                        potem godzina w poczekalni
                        i do domu.
                        A potem już bzzzzzzzz...

                        Prawda to?
                        • rumpa Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 11:31
                          po trzech miesiącach :))))
                          coby jakiś zabłąkany nie podzialał na szanowne jajeczko
                          tak słyszałam
                          mnie bardziej interesowała babska strona
                          mąż powiedział że po trzecim on sie potnie
                          podziękowałam
                          zresztą widzę dodatkowe korzyści :)))
                          • futile_and_duperele Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 11:34
                            A tak, faktycznie trzeba poczekać 3 mce.

                            Podziękowałaś na "tak", czy na "nie"? Bo rozumiem, że te dodatkowe korzyści są
                            dla strony, która pocięła?
                            • rumpa Re: o daremności kwarantanny 05.09.08, 13:06
                              wolę sama bo on po prostu nie chce
                              ja chcę
                              to by było nie halo
                              no pewnie że dla pocietej
                              :)))))))
                              niedługo będę ryczącą czterdziechą :)))))
                        • rumpa można tutaj? 05.09.08, 11:35
                          znowu wróciło
                          masz coś przeciwko wklejeniu tutaj?
                          • futile_and_duperele Re: można tutaj? 05.09.08, 11:37
                            Wklejaj.

                            Tylko pamiętaj, żeby cukier wyjąć z koszyka ;-)))
                            • rumpa Re: można tutaj? 05.09.08, 11:50
                              No więc w Polsce jest to absolutnie zakazne - lekarz pójdzie
                              siedzieć za trwałe okaleczenie :(((
                              Sprawdzałam w Niemczech jest podobno mnóstwo klinik pod naszą
                              granicą, łącznie z personelem mówiącym po polsku, sterylizacja dla
                              kobiety ponad rok temu - ze znieczuleniem ogólnym i pobytem w
                              szpitalu kosztowala ok 800 euro - ale to dla kobiety, gdzie jest to
                              zabieg na otwartej, no może nie tak bardzo - laparoskopia - jamie
                              brzusznej w pełnej narkozie.
                              Dla faceta to 15 minut w znieczuleniu miejscowym, z tego co słyszłam
                              - więc cena na pewno odpowiednio niższa
                              może się zdarzyć, że jak nasieniowody nie zostaną odpowiednio
                              odsuniete , że płodność wróci - ale to chyba sprawa jakości zabiegu
                              no trzy miechy trzeba sie jeszcze po zabiegu pilnować
                              o powikłaniach nie mam pojęcia, ale chyba to o które Ci najbardziej
                              chodzi :))) to tylko męska wyobraźnia - lepiej popytaj lekarzy niż
                              kumpli, bo to chyba temat taki jak poród u kobiet :)))) wystarczą
                              mi te którymi sama zostałam uraczona przed moim zabiegiem - nie chcę
                              sie wgłębiać bo dam dyla - w Holandii idzie to z ubezpieczenia
                              automatycznie w zwykłym szpitalu
                              a żona niech sprawdzi prolaktynę, bo to obok pigułek pierwsza
                              poważna przyczyna oziębłości
                              dodatkowo źle na nerwy też wpływa hihi
                              pozdrawiam, teraz wiesz tyle co ja
                              Rumpa
                              • glamourous No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 05.09.08, 12:25
                                Jeden z moich przyjaciol poddal sie temu zabiegowi. Po 2 dziecku.
                                Byl to z jego strony rycerski gest, majacy na celu uratowac ukochana
                                zone przed okaleczeniem. Tu, gdzie mieszkam takie zabiegi sa legalne
                                i przeprowadzane na zyczenie. Opowiadal mi zreszta z pikantnymi
                                szczegolami jak to wygladalo w praktyce - wlos sie jezy swoja droga.
                                Zabieg w znieczuleniu miejscowym, facet swiadomy wszystkiego :
                                lekarz majstrujacy mu w genitaliach, nacinanie jader - ponoc 3 razy
                                zemdlal podczas zabiegu, cucii go itp itd. Scena jak z sennego
                                koszmaru. Potem przez iles tam dni potworny bol i opuchlizna - jadra
                                doslownie jak balony, niemozliwe bylo nawet zalozenie majtek, a co
                                dopiero ubrac sie i pojsc do pracy. Nacierpial sie biedaczyna. Teraz
                                jest rzeczywiscie bezplodny, ale niestety nieszczesliwy, bo zona go
                                po kilku latach i tak RZUCILA. Teraz modli sie, zeby kobieta z ktora
                                przyjdzie mu ulozyc sobie zycie nie chciala juz miec dziecka, bo
                                wtedy bedzie w niezlej kropce.

                                Powiem od siebie. Nie chcialabym chyba, zeby moj facet sie tak sie
                                nieodwracalnie ubezplodnil. To byloby w moim odczuciu lekko
                                niezdrowe kochac sie z facetem i miec swiadomosc, ze.... hmmmm....
                                Roznie to moze podzialac na podswiadomosc kobiety, wiec radzilabym z
                                takim nieodwracalnym okaleczaniem uwazac.
                                • rumpa Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 05.09.08, 12:57
                                  raczej wątpię aby to ktos robił bez przemysleń za i przeciw
                                  opisy trochę jak z porodu - niektóre prawie przerosnietego arbuza
                                  rodzą, inne - jajeczko :)
                                  ja akurat sama sobie funduję tę przyjemność, ale doskonale zdaję
                                  sobie sprawę że mojemu mężowi, z wielkimi ambicjami prokreacyjnymi ,
                                  może się odechcieć - no to trudno, dla mnie i ciąża i skrobanka są
                                  wykluczone
                                  jak mój mąż ma taką delikatną psyche, i mu przestanie stawać na mój
                                  widok, bo mam niewidoczną petęlkę i on się jako samiec nie może
                                  realizować - zawsze miałam wstręt do nadwrażliwych facetów, więc
                                  myślę że moja reakcja na coś takiego bardzo mi ułatwi zniesienie
                                  takiego rozwoju wydarzeń - mi też po prostu się odechce
                                  z nim, rzecz jasna :)))

                                  A tak w ogóle - masz dzieci?
                                  bo mnie prawdę mówiąc kolejna ciąża wydaje się takim koszmarem,
                                  że...
                                  niestety mąż nie chce, znaczy chce, ale po trzecim dziecku
                                  zresztą w ten sposób sprawę mam pod swoją kontrolą, więc nawet mi to
                                  odpowiada
                                  nie muszę się przejmować, że on się rycersko daje pociąć - dla mnie
                                  , nie będę musiała wysłuchiwać o poświęceniu i takich tam duperelach
                                  tnę się sama - dla siebie
                                  znajomego nie rozumiem - albo nie chciał już mieć dzieci - więc
                                  ewentualna nowa partnerka powinna być o tym powiadomiona, albo
                                  chciał i zrobił to wbrew sobie - sądząc po tych jego opisach - no
                                  ale to on nie wie czego chce - żona chce żeby się pociął, to sie
                                  tnie, nowa chce żeby ją zapłodnił, - to się martwi że jej nie
                                  zapłodni ?????
                                  zajebisty okaz, tylko pozazdrościć właścicielce
                                  • glamourous Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 05.09.08, 15:01
                                    Z kolega historia byla taka, ze zona przy porodzie drugiego dziecka
                                    miala jakies straszne komplikacje, krwotoki itp i lekarze
                                    zawyrokowali ze nastepny porod moze ja wrecz zabic. Wiec zalecili
                                    jakies "porzadne zabezpieczenie". Kobieya wiec miala poddac sie
                                    zabiegowi zeby juz na zawsze wyeliminowac ryzyko, i wtedy kolega
                                    podjal z wlasnej woli te rycerska decyzje ze to on da sie pociac, a
                                    swojej damie nie pozwoli znow cierpiec. I sie pocial ;-)

                                    Nie przewidzial tylko, ze jego heroiczny czyn zda sie psu na bude,
                                    bo zona sobie znajdzie kochanka i go rzuci. Teraz jest sam, ale
                                    ulozyc sobie zycie z kims innym, niestety obawia sie ze moze mu sie
                                    trafic bezdzietna mloda kobieta z ochota na dziecko. I co wtedy...
                                    Coz, z natura nie warto igrac...
                                    • rumpa Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 05.09.08, 15:13
                                      o i właśnie o to chodzi
                                      ja bym podziekowała, bo to o moje zdrowie chodzi - zresztą, z
                                      kochankiem ciąży sie nie boi?

                                      no cóż - można spróbować przywrócić płodnosć - 35% szansy
                                      można pobrać plemniki bezposrednio z jąder
                                      może mu się nie trafi panna z ochotą na dziecko i w ogóle problemu
                                      nie będzie

                                      wazektomia jest dla faceta który NIE CHCE mieć dzieci
                                      tylko i wyłacznie dla takiego
                                      stąd moje pytanie - czy mu dwa smoczątka wystarczą
                                      • glamourous Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 05.09.08, 15:22
                                        rumpa napisała:


                                        > wazektomia jest dla faceta który NIE CHCE mieć dzieci
                                        > tylko i wyłacznie dla takiego
                                        > stąd moje pytanie - czy mu dwa smoczątka wystarczą


                                        Tylko wiesz jak to jest "nigdy nie mow nigdy" Dzisiaj sie nie chce,
                                        jutro sytuacja zyciowa ulega diametralnej zmianie - i sie chce.
                                        Widzialam juz takie przypadki.

                                        Tak z mojego wlasnego punktu widzenia to wolalabym juz chyba
                                        antykoncepcje (zreszta wydaje mi sie, ze podswiadomie ona dodaje
                                        naszemu zyciu seksualnemu pewnego smaczku, moim zdaniem seks nie
                                        moze byc zbyt bezproblemowy) niz faceta, ktory tryskalby we mnie
                                        jakims niewiadomo czym ;-)
                                        • futile_and_duperele Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 05.09.08, 15:56
                                          Szanowne Panie pozwolą, ze podsumuję, bo chwilę nie zaglądałem w ten kącik wątku.

                                          Osobiście nie mam ochoty mieć więcej dzieci, 2 smoczki wystarczą. Niemniej
                                          uważam, że o takiej rzeczy jak zdecydowane cięcie powinny decydować dwie osoby w
                                          związku, więc pogadam i zobaczę. Nie mam nic przeciwko temu, nawet uruchomiłem
                                          jedną dawną znajomość (obecnie lekarza zbliżonej specjalności), zbiorę dane pro
                                          i contra i podejmę decyzję.

                                          Ciekawe natomiast to o spadku atrakcyjności tak potraktowanego pana w oczach
                                          pani - aż nietypowe?
                                          • bi_chetny Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 05.09.08, 15:58
                                            dlaczego ? nawet w podświadomości może tkwić, że taki facet staje się mniej
                                            męski ? irracjonalne, ale człowiek nie jest racjonalny :)
                                            • glamourous Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 05.09.08, 16:23
                                              bi_chetny napisał:

                                              > dlaczego ? nawet w podświadomości może tkwić, że taki facet staje
                                              się mniej
                                              > męski ? irracjonalne, ale człowiek nie jest racjonalny :)



                                              bi_chetny napisał:

                                              > dlaczego ? nawet w podświadomości może tkwić, że taki facet staje
                                              się mniej
                                              > męski ? irracjonalne, ale człowiek nie jest racjonalny :)
                                              >


                                              Dokladnie. Podwswiadomosc czasem ma w nas wiecej do powiedzenia niz
                                              myslimy ;-)
                                              Mi osobiscie lekko przeszkadzalby fakt, ze facet tryska we mnie
                                              jakas "uposledzoną", niepelnowartosciową spermą. No, ale ja w seksie
                                              MUSZE czuc smak biologii, inaczej nie potrafie :-) Rozumiem jednak,
                                              ze nie wszyskie kobiety musza miec podobne odczucia jak ja. Tylko,
                                              ze te z kolei trudno jest przewidziec a priori...

                                              Ja tam chyba bedac facetem nie myslalabym o ciachaniu swoich
                                              genitaliow i definitywnym pozbawianiu sie meskosci. Przeciez jest
                                              tyle roznych metod nie chemicznych : prezerwatywy, spiralki, itp. Po
                                              co zaraz leciec i ciac sobie najcenniejsze czesci ciala... ;-)Do
                                              tego z wielkim znakiem zapytania w postaci kobiecej reakcji na
                                              takie "pozbawienie sie meskosci"...

                                              Ale coz, kazdy robi jak uwaza...
                                              • bi_chetny Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 05.09.08, 16:27
                                                poza tym, skąd wiemy co będzie w przyszłości ? a może facet będzie chciał mieć
                                                dziecko z kimś innym ? :D
                                              • futile_and_duperele Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 05.09.08, 16:41
                                                To chyba inaczej rozumiemy męskość. Zdolność do reprodukcji? Czy to nie jest
                                                zawężanie męskości do jednego, biologicznego aspektu?

                                                Poza tym: ileż razy w życiu słyszałem (od kobiet) opinię, że faceci są niefajni,
                                                "bo potrafią zrobić dziecko i unikać odpowiedzialności". No to właśnie to jest
                                                odpowiedź - zlikwidować to ryzyko i sprawić, żeby seks był radością, jaką daje
                                                sobie dwoje ludzi. Bez natrętnej myśli, kołaczącej się gdzieś z tyłu głowy "A co
                                                będzie, jak wpadniemy?".

                                                A już jeżeli ktoś ma dzieci i uważa, że wystarczy...

                                                Niemniej byłoby faktycznie głupotą zdecydować się na cięcie, a potem dowiedzieć
                                                się, że pozbawiło to żonę libido. To byłoby klasyczne wypędzenie cholery dżumą.
                                                • glamourous Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 05.09.08, 17:41
                                                  futile_and_duperele napisał:

                                                  > To chyba inaczej rozumiemy męskość. Zdolność do reprodukcji? Czy
                                                  to nie jest
                                                  > zawężanie męskości do jednego, biologicznego aspektu?


                                                  Zdolnosc do reprodukcji to oczywiscie nie jedyny aspekt meskosci,
                                                  aczkolwiek pozbawienie sie tego (waznego, bo biologicznego!!)
                                                  elementu moze calkiem wyraznie zawazyc na PODSWIADOMYM postrzeganiu
                                                  faceta przez kobiety, ktore sa o tym poinformowane. Rowniez przez
                                                  te, dla ktorej tak ofiarnie facet dal sie pociac ;-) Nikt nie jest w
                                                  stanie przewidziec, co sie okaze POTEM.

                                                  Ja juz dosc dawno odkrylam, ze seksu nie mozna tak
                                                  zupelnie "odbiologizowac", bo natura lubi sie mscic za takie granie
                                                  jej na nosie. Przeciez czesto nawet swiadomosc, ze kobieta bierze
                                                  pigulki potrafi oslabic libido niektorych facetow. Kwestia
                                                  wydzielanych feromonow, podswiadomosci, cholera wie czego jeszcze...
                                                  Tak czy owak, sama u mojego wlasnego malzonka obserwuje, ze kiedy
                                                  biore pigulki nie ma na mnie az takiej ochoty jak wtedy, kiedy
                                                  akurat mam pigulkowa przerwe i buzuja we mnie sily natury ;-)

                                                  Tkwi w nas mnostwo zwierzecych instynktow, tak to juz jest
                                                  urzadzone. I nie ma co sie buntowac, czy - jak mawia Yoric - obrazac
                                                  na fakty...;-)

                                                  PS. Futile, zdecydowanie odradzam ciecie sie w nadziei, ze
                                                  antykoncepcyjny luz czy odstawienie pigulek poprawi libido malzonki.
                                                  Nie tedy droga. A poza tym co bedzie, jezeli kieyds jednak sie z
                                                  zona rozstaniecie, a Ty sie znow mocno zakochasz w jakiejs mlodszej
                                                  i nastawionej na prokreacje kobiecie? Znalam juz takich ludzi (obu
                                                  plci) ktorzy twierdzili, ze juz absolutnie nie chca miec WIECEJ
                                                  dzieci, a potem, zakochawszy sie bez pamieci w bezdzietnej osobie,
                                                  zmieniali zdanie.
                                                  • fanny Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 05.09.08, 19:47
                                                    glamourous napisała:

                                                    > Znalam juz takich ludzi (obu
                                                    > plci) ktorzy twierdzili, ze juz absolutnie nie chca miec WIECEJ
                                                    > dzieci, a potem, zakochawszy sie bez pamieci w bezdzietnej osobie,
                                                    > zmieniali zdanie.
                                                    >
                                                    Do tego nie trzeba sie nawet zakochiwac w bezdzietnej osobie!
                                                    Swego czasu bralismy z mezem powaznie pod uwage podwiazanie
                                                    nasieniowodow, bo mamy szalenie udane dzieciaki sztuk 2 (juz dobrze
                                                    odchowane) i nie widzielismy sie jako rodzice kolejnych
                                                    (wymagajacych) potomkow.
                                                    Ale w ciagu niecalego roku, dla obydwojga nas troche
                                                    niespodziewanie, myslenie zmienilo sie z 'napewno nie' na 'raczej
                                                    tak'.

                                                    Na szczescie jest to wciaz mozliwe. I byc moze dlatego, ze jest
                                                    mozliwe, to byc moze kolejnego dziecka wcale nie bedzie. Nie ma
                                                    presji, jest luz blues.
                                                    Natomiast czuje, ze gdyby maz byl juz po zabiegu, moje delikatne
                                                    cisnienie na kolejne dziecko mogloby stac sie obsesja.
                                                    Taka to pokrecona logika.

                                                    f.
                                                  • rumpa Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 05.09.08, 21:28
                                                    no cóż, ja nie mam pojęcia jakbym reagowała na takiego faceta -
                                                    zresztą mój małż to by chyba popęd stracił
                                                    ja nie mam dwu szalenie udanych dzieciaków - a jedno ostro
                                                    zdefektowane - deficyt uwagi, ADHD, jest nieagresywny, nawet
                                                    upierdliwie łagodny, ale życie z nim nie jest łatwe
                                                    sama mam ADHD - rozumiem go dokładnie ale to nic nie ułatwia
                                                    wsparcie ze strony męża jest - żadne - bo i go nie ma non stop, i
                                                    on już tak ma że sie nie miesza i nie angażuje
                                                    po 35 rośnie ryzyko zespolu Downa,a ja już wiem że pomaganie dziecku
                                                    w przezwyciężaniu trudności , z każdą głupotą, którą inne dzieci
                                                    robią bez trudu, nie wyzwala we mnie poczucia mocy i spełnienia
                                                    tu jeszcze mam szanse że dzieciak wyjdzie z tego i będzie ok, a co z
                                                    Downem? całe życie tak? masakra

                                                    i co skrobanka w 4 miesiącu, jak sie tego Downa wykrywa? jakiś
                                                    horror, nigdy w życiu
                                                    nie usunęłam ciąży nawet jak mi lekarze powiedzieli, u młodszego ,
                                                    że jest 75% szans na małomózgowie - cztery miesiące oczekiwania na
                                                    wyrok - w końcu OK - ale - nigdy więcej :(((
                                                    gdyby to była pierwsza ciąża - byłaby ostatnia

                                                    nie jestem typem osoby spełniającej się w życiu rodzinnym, to raczej
                                                    obowiązki, prawdziwe życie, emocje, poniecenie, oczekiwanie - to
                                                    praca
                                                    wiecie,doceniam rolę biologii
                                                    ale
                                                    wolę stracić popęd seksualny niż kiedykolwiek jeszcze mieć dziecko
                                                    a pigułek i spiralek ze względów zdrowotnych używać nie mogę

                                                    zresztą jest to o tyle porąbane, że nas kręci prokreacja itd, między
                                                    innymi dlatego wolę to zrobić - żebym któregoś dnia po szczególnie
                                                    upojnej nocy nie dowiedziała się że fantazje się zrealizowały :(((
                                                  • glamourous Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 06.09.08, 13:01
                                                    Rumpa, akurat Ciebie doskonale rozumiem. Twoje argumenty są klarowne, kierujesz
                                                    się po prostu zasada mniejszego zła. Również uważam, ze "nic na sile". Ja akurat
                                                    mogę sobie teraz gadać o biologii itp, bo akurat planuje (chociaż odwlekam)
                                                    prokreacje, niemniej kiedy będę miała 40 lat i plan prokreacyjny wykonany w 100
                                                    procentach, kto wie, może tez pomyślę o zabiegu...
                                          • maja660 Cięcie 06.09.08, 09:37
                                            Nie trzeba już jeździć za granicę. Dostępne u nas.
                                            www.wazektomia.pl/
                                            www.wazektomia.com/
                                          • jakniejatokto Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 07.09.08, 22:53
                                            Tak się właśnie nad tym wszystkim zastanawiałam i nasunęła mi się analogia
                                            jedzeniowa. Nie przepadam za owocami morza.One zawsze gdzieś tam są w lodówce,
                                            mąż czasami robi z nimi jakieś danie. Zjeść zjem, bo coś jeść trzeba, żeby z
                                            głodu nie umrzeć. I nagle mąż postanawia, że od dzisiaj przez pół roku nie
                                            będzie w naszej diecie owoców morza. Nul, zero, nie ma szans. Jak będę
                                            przechodziła koło półki z krewetkami to pociągnie mnie w stronę warzyw.
                                            Pytanie: czy będzie mi tego brakowało? Tych małży, kałamarnic i co się tam
                                            jeszcze je? Odpowiedź, mało pozytywna, brzmi "nie". A mężowi za to będzie się
                                            wydawało, że strasznie mnie tym jedzeniowym embargo ukarał, żeby pokazać mi,jak
                                            uboga jest nasza dieta bez tych rarytasów. Tymczasem ja nawet nie zauważę ich
                                            braku, ba, nawet się ucieszę, że ich nie ma.
                                            • futile_and_duperele Re: No nie takie znowu bzzzzzz ;-) 07.09.08, 23:15
                                              O, ładna analogia.

                                              Ale jeżeli nie przepadasz za owocami morza, to zapewne nie robisz w ciągu tych 6
                                              miesięcy - powiedzmy po upływie 2 z nich - następujących rzeczy:
                                              - nie wzdychasz wymownie nad talerzem: "znowu schabowy!"
                                              - podczas oglądania Jamesa Bonda w filmie "Octopussy" nie komentujesz zgryźliwie
                                              "dobrze, że chociaż w TV to dają!"
                                              - nie zakładasz do koszulki we wzorek z kalmarami kolczyków w kształcie muszelek
                                              - nie perfumujesz się intensywnie "Eau de Mer"
                                              etc.

                                              Problem nie polegał na tym, że druga strona nie lubi "owoców morza" w ogóle -
                                              polegał na tym, że wydawało jej się, że jak ona je lubi raz w miesiącu, to
                                              wszyscy (oboje) je mamy jeść raz w miesiącu. Że jak ona zakłada embargo na tę
                                              "potrawę" z dowolnych powodów, niezwiązanych bezpośrednio z "kuchnią", to ja się
                                              potulnie dostosuję i będę przychodził co jakiś czas, proponując jej taką
                                              "kolację", a ona się zgodzi albo nie.

                                              Tymczasem idzie ku lepszemu, ale już się boję zapeszyć...
                                • marek_gazeta Wskok znienacka 10.09.08, 17:47
                                  Nie czytałem całego wątku, ot, kilka ostatnich wpisów. Więc może jestem nieco off-topic. Chciałem jednak skomentować fakt, o ile dobrze rozumiem, że futile[...] rozważa okaleczenie się w celu rozpalenia małżonki. Brr..., horror jakiś. Z poprzedniej dyskusji wynikało, że podłożem jest poważny kryzys relacji w małżeństwie, więc co nacięcie ch..ja miałoby zmienić? No i nie rozumiem ludzi, którzy się okaleczają. Sorry, ale dla mnie to jakiś świr.
                                  • rumpa Re: Wskok znienacka 10.09.08, 18:11
                                    słownictwo na poziomie wiedzy biologicznej
                                    podobne przekonania ma zresztą moja kumpela z 5 skrobankami na koncie
                                  • futile_and_duperele Re: Wskok znienacka 10.09.08, 19:40
                                    No to rzeczywiście jesteś off-topic, monsieur.

                                    Wypada życzyć partnerki, na którą byłbyś napalony jak na nikogo w życiu, a która
                                    jednocześnie prezentowałaby obłędny strach przed ciążą, nie do zlikwidowania
                                    przez globulki, tabletki, spiralki, prezerwatywy, przerywanie stosunku...

                                    Nie twierdzę, że tak mam, bo tak akurat nie jest. Ale różnie się ludziom zdarza
                                    w życiu. I może warto o tym pomyśleć, zanim się coś napisze.

                                    Do niezobaczenia.
                                    • glamourous Re: Wskok znienacka 13.09.08, 15:24
                                      futile_and_duperele napisał:

                                      > Wypada życzyć partnerki, na którą byłbyś napalony jak na nikogo w życiu, a
                                      która jednocześnie prezentowałaby obłędny strach przed ciążą, nie do zlikwidowania
                                      > przez globulki, tabletki, spiralki, prezerwatywy, przerywanie stosunku...

                                      Futile, taki patologiczny strach przed ciążą jaki opisujesz to już raczej nie
                                      strach tylko... pretekst, wymówka przed seksem.
                                      Jeżeli kobiecie naprawdę zależałoby na seksie z Toba i czułaby do Ciebie
                                      pożądanie, uwierz mi, znalazłaby sposób żeby i wilk był syty i owca cala.

                                      Miałam kiedyś koleżankę, która miała ogromna fobie przed ciążą, dokładnie taka,
                                      jak Ty to opisujesz. Tyle ze obok tego naprawdę panicznego strachu miała również
                                      spory temperament i bardzo ceniła sobie seks z jej wtedy jeszcze narzeczonym. I
                                      jak sobie radziła? Ano 3 metody antykoncepcyjne skojarzone naraz (pigułki plus
                                      coś tam plus coś tam)

                                      Wniosek z tego jest taki, ze aby tylko motywacja była, to sposób na seks się
                                      zawsze znajdzie - i to bez okaleczania się .Aby tylko motywacja była. Z OBU stron.
                                      • futile_and_duperele Re: Wskok znienacka 13.09.08, 18:34
                                        Och, wiesz, mój problem nie jest AŻ TAK poważny, on jest do bólu normalny,
                                        jeżeli wyciągnąć średnią z tego forum. Po prostu kwestia różnicy w pożądanej
                                        częstotliwości seksu. Chodziło mi w tym przykładzie tylko o to, że różnie się
                                        ludziom w życiu układa. Wazektomia nie musi być podyktowana tylko lękiem
                                        partnerki przez ciążą. Tyle że poczułem się potraktowany z lekka per nogam przez
                                        przedmówcę. Pyszczenie z marszu, że chcę się okaleczyć, w momencie, w którym
                                        dopiero zaczynam rozważać taką opcję, uważam za przedwczesne i jako takie -
                                        głęboko niesłuszne.

                                        Też jestem za obustronną motywacją, a forum podsuwa różne opcje - m.in. wygląda
                                        na to, że spory wpływ na libido żony mają jej tabletki anti-baby, w braniu
                                        których - jak się okazało - nie miała od dość dawna przerwy. To też się mogło
                                        dołożyć do całości i pewnie się dołożyło.
                                        • woman-in-love anti-baby 14.09.08, 13:10
                                          po co je brać, skoro się męża nie dopuszcza?
                                          • futile_and_duperele Re: anti-baby 14.09.08, 14:40
                                            Się dopuszcza. Raz w miesiącu. Raz na dwa miesiące. Wedle własnego uznania.

                                            Ponadto słyszałem parę razy w ciągu małżeństwa, że pigułki "regulują okres (w
                                            sensie regularności), osłabiają krwawienia etc."
                                            • krzysztof-lis Re: anti-baby 17.09.08, 08:58
                                              > Ponadto słyszałem parę razy w ciągu małżeństwa, że pigułki "regulują
                                              > okres (w sensie regularności), osłabiają krwawienia etc."

                                              True. Dodatkowo zmniejszają ból podczas okresu.

                                              Nie, żebym sam na sobie przetestował, ale też słyszałem to kilka razy i wierzę.
                              • bi_chetny Re: można tutaj? 05.09.08, 13:57
                                nie zawsze to jest prolaktyna. ja z autopsji wiem, że facet dużo zajmujący się
                                dzieckiem, domem itd. staje się w którymś momencie wołem [czytaj nie-samcem] z
                                byka którym był wcześniej. oczywiście w oczach kobiety.
                                kiedy okazało się że jednak jestem samcem, chuć u mojej żony wróciła
                                kilkukrotnie większa...
                                • futile_and_duperele Re: można tutaj? 05.09.08, 13:58
                                  No to nic innego, tylko zacząć się...

                                  byczyć

                                  ;-)
                                  • bi_chetny Re: można tutaj? 05.09.08, 14:12
                                    dokładnie. powiem tylko że to trudne i będzie ciężko. i albo wóz albo przewóz
                                • rumpa Re: można tutaj? 05.09.08, 14:55
                                  u mnie na odwrót
                                  facet nie zajmujący sie dzieckiem, nie pomagający przy obiedzie może
                                  sobie o dymanku pomarzyć
                                  wiem bo przerabiałam - to nie wyrachowanie, tylko jestem po prostu
                                  wkurwiona na maksa, że cały czas odwalam za niego debilną robotę a
                                  on zgrywa hrabiego
                                  natomiast z całą pewnoscią nie podziałałoby na mnie nic w stylu -
                                  oto samiec, inne samice lecą na niego, takiego z sukcesami,
                                  niezależnego,

                                  chyba nawet nie zwrócilabym na to uwagi
                                  ale ja jestem mało kobieca
                                  • bi_chetny Re: można tutaj? 05.09.08, 15:00
                                    to nie tak, że facet ma się nie zajmować. pewnie że ma, ale powinien wyznaczyć
                                    granice.
                                    • rumpa Re: można tutaj? 05.09.08, 15:05
                                      może nie pracujesz
                                      bo jak dla mnie facet który wraca do domu po 8 wieczorem, jest w
                                      weekendy, gdziy dzieci idą spać o 8 to nie za bardzo ma gdzie te
                                      granice wyznaczać
                                      to ja se też granice wyznaczę i jutro wyjeżdżam na dwutygodniowe
                                      wakacje - sama
                                      albo zaczynam chodzić do kawiarni na ploty
                                      a bachory niech same w domu siedzą
                                      • bi_chetny Re: można tutaj? 05.09.08, 15:21
                                        rumpa, kompletnie nie zrozumiałaś. chodzi o to, że kobiety bardzo często widzą
                                        wtedy w mężu tylko tatusia - a z tatusiem to po co seks ?

                                        nie sprowadzaj tego do ekstremy
                                        • rumpa Re: można tutaj? 05.09.08, 15:24
                                          sorry jestem przewrażliwiona na punkcie bo od lat sama się użeram z
                                          dziećmi
                                          no i dodatkowo taki problem ma większość koleżanek
                                          może ja bym się wymieniła z Twoją żoną?
                                          znaczy na Ciebie przed tuningiem :)))
                                          • bi_chetny Re: można tutaj? 05.09.08, 15:31
                                            nie, nie chciałabyś kochać się ze mną :D

                                            a tak serio, wcześniej dawałem za dużo, dostawałem za mało, teraz się to
                                            wyrównało myślę
                                            • claudel6 Re: można tutaj? 07.09.08, 03:09
                                              czy ja dobrze zrozumiałam? futile chce się nieodwracalnie okaleczyc i pozbawic
                                              płodnosci w nadziei, ze to jakoś wpłynie na libido jego żony? człowieku, czy Ty
                                              dobrze się czujesz??
                                              • futile_and_duperele update 07.09.08, 12:55
                                                Gdzie napisałem, że chcę?

                                                Napisałem, że jeśli niskie libido żony jest - między innymi - efektem
                                                wieloletniego użycia tabletek antykoncepcyjnych, to najwyższy czas wziąć sprawy
                                                w swoje ręce i może postarać się ze swojej strony o jakąś antykoncepcję. I
                                                niekoniecznie prezerwatywy, tylko coś bardziej skutecznego. Ponieważ nie ma
                                                antykoncepcji w pigułkach dla facetów, rozważałem i owszem radykalne cięcie. Mam
                                                2 dzieci i chwatit.

                                                W ogóle to mogę wpisać do tego wątku update do całej sprawy:
                                                Usiedliśmy z żoną w weekend i to ONA kategorycznie się nie zgodziła na cięcie z
                                                mojej strony. W tej sytuacji całą sprawę uważam za niebyłą.

                                                A poza wszystkim: tak, dobrze się czuję. I - parafrazując hasła feministek -
                                                "ręce precz od moich nasieniowodów!".
                                                • woman-in-love @ bi_chętny 07.09.08, 14:35

                                                  taki wstrząs pomógł, choć zostało to okupione cierpieniem z obu stron.

                                                  rzecz w tym, że obchodzi cie tylko czubek własnego nosa: twojego i małżonki. A
                                                  co z cierpieniem tej trzeciej, w której podobno się zakochałeś? Potraktowałeś ja
                                                  jak koło zapasowe, porzuciłeś właściwie "na wniosek żony" którą obleciał strach,
                                                  że straci życiową podporę w postaci podporządkowanego i skamlącego o seks męża.
                                                  To jest nie fair.
                                                  nawet nie dostrzegasz, że zrobiłeś krzywdę - i to nie zone, a kobiecie, która
                                                  "użyżniła" wasze niedomagające małżeństwo.
                                                  jest to zjawisko powszechne i tym obrzydliwsze, że akceptowane społecznie, a
                                                  jeśli już ktoś miałby być potępiany, to właśnie ona - kochanka.
                                                  • bi_chetny Re: @ bi_chętny 08.09.08, 11:47
                                                    woman-in-love napisała:
                                                    >A co z cierpieniem tej trzeciej, w której podobno się zakochałeś? Potraktowałeś j
                                                    > a
                                                    > jak koło zapasowe, porzuciłeś właściwie "na wniosek żony" którą obleciał strach
                                                    > ,
                                                    > że straci życiową podporę w postaci podporządkowanego i skamlącego o seks męża.
                                                    > To jest nie fair.

                                                    tak się składa, że ta trzecia też była mężatką. Tak się składa, że to ona mnie
                                                    zostawiła w momencie kiedy tak naprawdę decydowałem o tym co dalej zrobię.
                                                    Okazało się, że tylko przez chwilę byłem traktowany poważnie jako ktoś z kim
                                                    można zacząć nowe życie. Zwyciężyły względy materialne - wspólne mieszkanie etc.
                                                    Życie nigdy nie jest fair. Każdy z nas został poraniony.
                                                    Dodam, że decyzję o zostaniu z żoną podjąłem potem. Tak, teraz usłyszę że
                                                    dopiero wtedy wróciłem do żony, kiedy okazało się że z drugą nic nie wyjdzie. I
                                                    pewnie jest w tym sporo racji. Ale nie wyjeżdżaj mi z użyźnianiem. To
                                                    niestosowne. Mam wyrzuty sumienia wobec żony, bo nigdy nie chciałem żeby
                                                    cierpiała. Ale stało się. Trudno. Jest lepiej, ale też nie jest to 100% tego co
                                                    bym chciał. Myślę że nie pokocham jej już jak dawniej. Ale z drugiej strony jest
                                                    kobietą bardzo ważną w moim życiu i pokazała że potrafi o mnie walczyć.
                                                  • aandzia43 Re: @ bi_chętny 08.09.08, 12:23
                                                    Jest lepiej, ale też nie jest to 100% tego co
                                                    > bym chciał. Myślę że nie pokocham jej już jak dawniej. Ale z drugiej strony jes
                                                    > t
                                                    > kobietą bardzo ważną w moim życiu i pokazała że potrafi o mnie walczyć.
                                                    >

                                                    Czy to, że nie kochasz jej, jak dawniej znaczy, że uczucie wygasa powoli, ale
                                                    nieubłaganie? Czy może znaczy to, że teraz, jako inny mężczyzna, kochasz też
                                                    inaczej swoją kobietę?
                                                    Pytam, bo parę lat temu byłam w sytuacji podobnej do twojej. Musiałam sobie
                                                    odpowiedzieć na pytanie: czy kocham jeszcze swojego męża, który dostarczył mi
                                                    wielu cierpień, i który ewidentnie zmienił się i dzielnie zawalczył o mnie (jak
                                                    twoja żona o ciebie)? U mnie proces obserwowania siebie pod tym kątem trwał
                                                    długo. Decyzja "na tak" zapadła w końcu. Wyszło mi, że kocham tego innego
                                                    człowieka, jaki się z niego wyłonił. I obserwuję go pilnie cały czas;-)
                                                  • bi_chetny Re: @ bi_chętny 08.09.08, 12:54
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    w sumie to nie wiem. proces obserwacji trwa. na pewno jest kobietą dla mnie
                                                    ważną, pociągającą seksualnie. mamy wspólne zainteresowania, intelektualnie jest
                                                    bardzo fajna płaszczyzna porozumienia.
                                                    mimo to mam wrażenie że nie myślę o niej jak o kobiecie, z którą się zestarzeję.
                                                    na razie. łapię się nad tym podświadomie.
                                                    cała ta sytuacja doprowadziła do tego, że patrzę inaczej na miłość - mam
                                                    wrażenie że to wszystko jest udawane. choć z drugiej strony kłuje mnie, że tego
                                                    nie czuję. z tego co mówisz, może to właśnie ten proces. może za jakiś czas
                                                    poczuję że ją jednak kocham tak jak chciałbym. może potrzebuję czasu...
    • kobieta-znudzona Re: o daremności kwarantanny 12.09.08, 22:02
      Jest taka choroba oziębłość seksualna. I wtedy nic ją nie będzie kręcić .Należy Wam sie wybrać do seksuologa.
      • woman-in-love Re: o daremności kwarantanny 13.09.08, 13:16
        nie ma żadnej oziębłości, to mit wymyslony przez seksuologów. Dla męża - NIE, a
        dla innego - jaknajbardziej TAK bez szczególnej perswazji.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka