Dodaj do ulubionych

Sypiając z wrogiem

28.03.09, 21:55
Czytając forum budujemy sobie obraz jego uczestników.
Jakże błędny...;-) Taki na przykład krzysztof-lis. Radzicie facetowi od serca
a tu się okazuje, że to psychopata;-). Wiem, że 400 postów nie da się
przerobić ale kilkadziesiąt wystarczy do rysu postaci.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=92484308
Obserwuj wątek
    • brak.polskich.liter Re: Sypiając z wrogiem 28.03.09, 22:19
      Ad. tytulu: Jestes zona Krzysztofa L?
    • efi-efi Re: Sypiając z wrogiem 28.03.09, 22:23
      jesteś jego żoną?
      • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 28.03.09, 22:38
        > jesteś jego żoną?

        Nie, moja żona o tej porze nie siedziała przy komputerze.

        Choć żona mnie parę razy psychopatą nazwała.
    • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 28.03.09, 22:38
      > Re: Sypiając z wrogiem

      Dlaczego "z wrogiem"?

      > a tu się okazuje, że to psychopata;-)

      Dlaczego "psychopata"?
      • herbatka.jasminowa Re: Sypiając z wrogiem 28.03.09, 23:18
        Majka, ale "poszałaś po bandzie", jak Ty to znalazłaś?
    • maja660 Re: Sypiając z wrogiem 28.03.09, 23:28
      Nie jestem żoną. Trafiłam na ten wątek na innym forum i rzucił mi się w oczy
      znajomy nick.
      Przeczytałam z 200 wpisów i objawiła mi się osobowość psychopatyczna
      :-))funkcjonująca w forumowej społeczności jako zwykły, miły, potrzebujący
      wsparcia człowiek.

      "...Psychopaci są bardzo egocentrycznymi jednostkami, pozbawionymi empatii i nie
      są zdolni do wyrzutów sumienia ani poczucia winy.Generalnie ma czarującą
      powierzchowność i często wywołuje frapujące wrażenie, jakoby posiadał
      najzacniejsze ludzkie zalety. Łatwo zdobywa przyjaciół, jest manipulatorem
      wykorzystującym swoje werbalne zdolności do wychodzenia z opałów.Z brakiem
      miłości idzie w parze brak empatii. Psychopata nie jest w stanie odczuwać
      przykrości z powodu czyjegoś nieszczęśliwego położenia ani postawić się na
      miejscu kogoś innego, niezależnie od tego, czy ten ktoś został skrzywdzony przez
      niego. Nie tylko mają obsesję na punkcie posiadania i władzy, ale czerpią
      szczególną przyjemność z przywłaszczania sobie i zabierania innym to co mogą
      posiąść przez matactwo czy wymuszenie, jest owocem o wiele słodszym niż to, co
      mogą mieć dzięki uczciwej pracy.A osuszywszy do cna jedno źródło, zwracają się
      ku następnemu, by wyeksploatować je, ogołocić, a następnie odrzucić;
      zadowolenie, jakie czerpią z nieszczęścia innych, jest niewyczerpywalne. Ludzie
      są wykorzystywani jako środki prowadzące do celu – mają się podporządkować i
      poniżyć, tak aby typ antyspołeczny mógł się czuć usatysfakcjonowany..."

      etc, etc...
      • gomory Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 10:38
        Rozumiem, ze mozna miec rozne zastrzezenia do K.Lisa ale psychopata? Bez przesady.
      • avide Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 18:18
        Po przeczytaniu tej definicji stwierdzam, że jestem również psychopatą ;-))))
    • kinkygirl Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 03:17
      o, to jest ktos, komu krzysztof-lis sie wydawal mily?
      zaskakujace, prawde mowiac.
    • yoric Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 04:51
      Przejrzałem gdzieś tak do 300 wpisu i muszę powiedzieć, że jestem pod wielkim,
      pod ogromnym wrażeniem spokoju, z jakim Krzysztof odpowiada stadu harpii.

      Człowiek dzieli się problemem oczekując rad i podpowiedzi. Dostaje ich w sumie
      ze dwie, może trzy. Pozostała setka wpisów to frustracje wylewane przez rzeczone
      stado harpii, które przyczepią się, przepraszam, przypierdolą się, o każde słowo
      z każdej linijki jego wpisu. Że jest za młody. Że jest zbyt praktyczny. Że jest
      za mało praktyczny. Że jest naiwny. Że coś, bliżej nie wiadomo co, się we wpisie
      nie zgadza.

      Powtarzam, jestem pod wielkim wrażeniem tego stoickiego spokoju, z którym
      Krzysztof powtarza "gdzie konkretnie tak napisałem?", albo "dobrze, ale co
      radzisz w tej sytuacji?" - bo ja, człowiek spokojny, po piątym wpisie bym tę
      cierpliwość stracił i posypałyby się słowa odpowiednie.
      • nas-daq Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 11:30
        Ja tam zadnych harpii nie widzę, tylko kobiety mające odmienne
        poglądy.

        Krzysztof, jesteś rzeczywiście młody i naiwny moim zdaniem, ale masz
        w sobie duże poczucie odpowiedzialności, myślę że sytuacja obecna
        nieco Cię przerosła. Domyslam sie że najbardziej razi Cię
        konsumpcyjne podejscie żony do Waszego związku, brak realnych planów
        i chęci co do własnej realizacji zawodowej. To jest bardzo trudny
        okres w Waszym związku, więc może warto na razie ten temat sobie
        odpuścić, jeszcze wiele wspólnych lat przed Wami, daj żonie kilka
        miesięcy na regenerację po porodzie a sobie również na zrozumienie
        obecnej sytuacji. Dziecko w 1 roku życia potrzebuje uczuciowej
        stabilizacji, od tego zależy w dużej mierze poczucie własnej
        wartości, a nie chcez chyba żeby wyrosło na niestabilnego uczuciowo
        zakompleksionego człowieka? Odłóż rozmowy na temat pieniedzy na
        kilka miesięcy, jestescie jezcze bardzo młodzi, Wasze poglądy na
        przyszłość mogą się 100x zmienić, daj żonie szansę na wydoroślenie.
        Ona ma teraz inną optykę myślenia, a do tego jest jeszcze bardzo
        młoda (dziecinna?), teraz ona potrzebuje wsparcia, kiedys Ty go
        możesz potrzebować.

        Wydatki na zycie warto jest mieć pod kontrolą, skoro zona nie
        potrafi racjonalnie gospodarować pieniędzmi proponuję żebyś sam
        podejmował ważne decyzje, a żonie wydzielał tylko kieszonkowe.
        • nas-daq Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 11:46
          Podkreślę jeszcze jak ważny jest uczuciowy kontakt dziecka z
          rodzicami w tych pierwszych miesiacach życia, po prostu bycie z nim
          i dawanie w każnej chwili poczucia bezpieczeństwa, widzę to po sobie
          i moim dziecku (próba reprezentacyjna haha). Ja jestem osoba
          wychowaną przez niepracującą matkę, wymagającą, surową, ale
          opiekuńczą, taką osobe na którą zawsze można liczyć. I wiesz co- ja
          mam ogromne poczucie własnej wartości, nie mam potrzeby bycia
          komplementowaną, chwaloną, bo ja i tak siebie lubię, uważam za mądrą
          osobę nie bojącą się przeciwności. To samo chciałam dać swojemu
          synowi, tę pewność siebie i szacunek do siebie, tę hardość, to że
          nie będzie pozwalał sobą pomiatać, że będzie znał swoją wartość- ja
          też byłam z dzieckiem przez rok w domu, dając mu właśnie to co
          uważam za najcenniejsze- poczucie bycia kochanym. Obserwuję ludzi, w
          tym mojego M wychowanego przez opiekunki, przez zapracowanych
          rodziców, wciąż łaknącego uwagi, komplementowania, łamiącego się
          przed przeciwnościami, poszukujacego akceptacji. Pomyśl że teraz
          inwestujesz w przyszłośc swojego dziecka, a to z pewnością kiedyś
          się zwróci, gdy będziesz z niego dumny, jakim jest człowiekiem.
          • zakletawmarmur Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 12:40

            Tak, tylko co będzie gdy żona po roku siedzenia z dzieckiem wyda mu
            się nieatrakcyjna? To dopiero będzie świetna inwestycja. Prawda jest
            taka, że nie każdemu mężczyźnie to odpowiada. Tak jak i nie każdej
            kobiecie odpowiada zajmowanie się dzieckiem. Moja przyjaciółka ma
            odwrotnie. Jej facet chciałby, żeby została w domu z dzieckiem, a
            ona chce do pracy. Może Krzysiu się żonami wymienicie?:-)

            Myślę, że praca kilka dni w tygodniu nie wyrządzi dziecku żadnej
            krzywdy, tym bardziej, że wtedy będzie pod opieką taty. Kontakt z
            ojcem wydaje mi się lepszą inwestycją w przyszłość dziecka...

            Poza tym nigdy nie można przewidzieć, co i jak wpłynie na nasze
            życie. Popatrz na Quentina Tarantino. Gdyby nie miał takiej
            porąbanej matki (urodziła go jako 16-latka), która brała go ze sobą
            do kina już w wieku dwóch lat i pozwalała oglądać filmy dla
            dorosłych (nie mam na myśli porno) to koleś mógłby skończyć jako
            księgowy... A jednak dzięki temu facet zainteresował się kinem i
            nakręcił kilka genialnych filmów...
            • gomory Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 12:53
              > Poza tym nigdy nie można przewidzieć, co i jak wpłynie na nasze
              > życie.

              Masz racje, ze nasz los jest nieodgadniony. Ale bez przesady - rola rodzicow jest wlasciwe wychowywanie dzieci. Jesli slynna prezenterka TV zostaje kobieta ktora samodzielnosci nauczyla sie uciekajac z domu przed gwalcacym ojcem, to sukces nie jest zasluga rodzica. Bo przeciez mogla skonczyc w marniejszym zawodzie ;).
            • nas-daq Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 12:59
              Wartościujesz ludzi na podstawie tego czego dokonali. Nie widzę nic
              złego w byciu księgowym. Kwestią ważniejszą jest- czy jest
              szczęśliwy? Czy byłby szczęśliwy jako ksiegowy? Czy bardziej
              szczęśliwy jest jako artysta? Ja "skończyłam" jako lekarz, może dla
              kogoś to też jest nudne.

              Opieka taty jest jak najbardziej wskazana, ale kobieta po porodzie
              ma prawo również do rekonwalescencji, do przewartościowania swoich
              celów. A dziecko ma prawo do poczucia bezpieczeństwa. Mam wrażenie
              że oboje są jeszcze dzieciakami i dużo pracy przed nimi.

              Uważam że postawa żony jest niezbyt dojrzała, ale teraz to nie jest
              moment na rozstrzyganie spraw finansowych, lepiej żeby Krzysztof był
              teraz mądrzejszy za dwoje, a kwestie finansowe poruszył za kilka
              miesięcy.
              • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 10:35
                > kobieta po porodzie ma prawo również do rekonwalescencji, do
                > przewartościowania swoich celów.

                Nie uważam, by kobieta miała prawo do tego, by nagle po porodzie stwierdzić, że
                się jej odwidziało i nie zamierza pracować tylko zostanie na trzy lata z
                dzieckiem. O ile, rzecz jasna, wcześniej ustalili, że będzie to wyglądało inaczej.

                Zresztą to nie mój problem, bo ja mam wrażenie, że jeśli u żony to
                przewartościowanie nastąpiło, to grubo przed porodem.
                • juzia214 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 10:52
                  musze cie zmartwic-twoja żona nie jest twoja własnością ani tez niewolnicą.ma
                  prawo do zmiany pogladów oraz wyznawania wartości ktore tobie kompletnie się nie
                  podobają.wciąz nie rozumiem czemu-skoro tak bardzo cierpisz w tym związku nie
                  podejmujesz decyzji o rozwodzie.
                  to ze potupiesz i pokrzyczysz jak rozhisteryzowany przedszkolak:>>bo ja chcę ,ja
                  chcę << nie spowoduje naglych i wygodnych dla ciebie zmian.
                  • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 11:04
                    > musze cie zmartwic-twoja żona nie jest twoja własnością ani tez
                    > niewolnicą.ma prawo do zmiany pogladów oraz wyznawania wartości
                    > ktore tobie kompletnie się nie podobają.

                    Zgadza się. :)

                    A ja mam prawo tego nie akceptować i wypisać się z tego małżeństwa, jeśli uznam
                    to za stosowne.

                    > wciąz nie rozumiem czemu-skoro tak bardzo cierpisz w tym związku
                    > nie podejmujesz decyzji o rozwodzie.

                    Bo nie jest aż tak źle, by uzasadniało to decyzję o rozwodzie.
                  • songo3000 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 11:05
                    juzia214 napisała:

                    > chcę << nie spowoduje naglych i wygodnych dla ciebie zmian.
                    Masz rację, nagłe i wygodne dla partnera zmiany może wywołać jedynie zgrabna manipulacja tej drugiej strony. Zawsze to tak działało, najczęściej od strony kobiet zresztą. KS powinien w końcu do takich wniosków dojść.
                    • juzia214 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 11:14
                      Songo nie wiem czy dobrze zrozumiałam-czy uwazasz,ze manipulacja-ktorejkolwiek
                      ze stron-wychodzi na zdrowie zawiazkowi????
                      • songo3000 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 11:22
                        O naiwności, ciągle sobą nawzajem manipulujemy. Świadomie, nieświadomie - nieważne, zresztą Ty również tak robisz. Odpowiedni wyraz twarzy przy dyskusji. Poruszenie jakiejś sprawy w 'odpowiednim' momencie, to wszystko jest manipulacja. To zwykłe narzędzie w stosunkach międzyludzkich. Może być wykorzystane 'dobrze' lub 'źle', jak nóż.
                        • juzia214 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 11:38
                          wiesz ,ja jednak myśle ,że miedzy świadomą ,zaplanowaną manipulacją w celu
                          osiagniecia bardzo konkretnych ,często jednnostronie ukierunkowanych efektow, a
                          manipulacją nieswiadomą -jest ogromna przepaść.
                          świadomie nie manipuluję i nie chialabym się dowiedziec ,że jestem poddawana
                          takowym praktykom (mowimy ozywiscie o relacjach w zwiazku).
                          niech będzie ,że zdobywam pierwsze miejsce w konkursie na najwiekszą naiwniarę ;)
            • aandzia43 Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 15:01
              >
              > Tak, tylko co będzie gdy żona po roku siedzenia z dzieckiem wyda
              mu
              > się nieatrakcyjna? To dopiero będzie świetna inwestycja.

              Nieatrakcyjna może mu sie również wydac po roku szarpania isę z
              pracą zawodową, opieką nad maleńkim dzieckiem i prowadzeniem domu.
              Borykania się z niewyspaniem i chronicznym zmęczeniem. Bo jakoś tak
              trudno mi uwierzyc w to, ze Krzysztof, taki, jaki jest obecnie, moze
              byc dla kobiety wsparciem w jej działaniach hmmm, typowo kobiecych.
              A i jego pomysły odnośnie finansów wydają się chwiliami trochę od
              czapy. Co panie na forum mu rzeczowo wytykały. Upsss, przepraszam,
              harpie. Ale w sytuacji, kiedy zona nie ma żadnych pomysłów na
              finanse, albo nie ma siły przebicia, by przeforsowac swoje pomysły,
              zdani są na jego inicjatywę w tej kwestii.
              • yoric Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 15:48
                > Co panie na forum mu rzeczowo wytykały. Upsss, przepraszam,
                > harpie.


                > Chory jesteś i tyle.
                > To co z Ciebie za mężczyzna?... Młody jeszcze jesteś i żyjesz na poziomie
                fantazji,
                > autor wątku sprawia wrażenie rozpieszczonego, niedojrzałego chłopczyka
                > tak to jest jak się nie myśli głową tylko główką
                > Okropny jesteś .I na dodatek leń.
                > tak powinien brzmieć Twój infantylny wpis.Dla mnie nie dorosłeś do
                roli męża...
                > smieszny jestes!!!!!!
                > Z ilości i jakości postów wynika, że do trolla Ci bliżej.
                > Pokory synu, trochę.


                Pozdrawiam
                • aandzia43 Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 16:13
                  Ja rozumiem, że wpisów w tym wątku jest bardzo duzo, ale dlaczego
                  ciągle cytujesz te na jedno kopyto? Jest tam wiele innych, bardzo
                  fajnyhc, nie złośliwych, ale i ostrych w tonie. Poszukaj sobie np.
                  postów o nierealnych nieco wyobrażeniach Krzysztofa o budowaniu domu
                  i konkretnych wypowiedzi dziewczyn, które mają coś na ten temat do
                  powiedzenia. Wątek przeglądałam dawno, zanim jeszcze się tak
                  straszliwie rozrósł, więc już nie pamiętam, co kto pisał. Ale jak
                  zechcesz, to znajdziesz.
                  • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 10:38
                    > Poszukaj sobie np. postów o nierealnych nieco wyobrażeniach
                    > Krzysztofa o budowaniu domu i konkretnych wypowiedzi dziewczyn,
                    > które mają coś na ten temat do powiedzenia.

                    Ja się tylko tak zastanawiam
                    • aandzia43 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 12:09
                      > Ja się tylko tak zastanawiam
                      • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 12:18
                        > Nie twierdzę, że świadczą one na twoją niekorzyść.

                        W tamtym wniosku odniosłem takie wrażenie.

                        > Wspomniałam tylko o dość rzeczowych postach dziewczyn na ten temat.

                        Nie da się ukryć
              • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 10:37
                > w sytuacji, kiedy zona nie ma żadnych pomysłów na finanse, albo nie
                > ma siły przebicia, by przeforsowac swoje pomysły, zdani są na jego
                > inicjatywę w tej kwestii.

                Tylko ja mam takie wrażenie, że nie jestem człowiekiem, który jest w stanie
                ciągnąć siebie i żonę naraz. Mnie brakuje siły, by zmuszać do pracy samego
                siebie... Świadomie nie wszedłbym w związek, w którym cała odpowiedzialność za
                jego stronę finansową była na mojej głowie.
                • aandzia43 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 12:14
                  > Tylko ja mam takie wrażenie, że nie jestem człowiekiem, który jest
                  w stanie
                  > ciągnąć siebie i żonę naraz. Mnie brakuje siły, by zmuszać do
                  pracy samego
                  > siebie... Świadomie nie wszedłbym w związek, w którym cała
                  odpowiedzialność za
                  > jego stronę finansową była na mojej głowie.

                  Rozumiem i współczuję. Zawiodły cię stare sposoby myślenia, stare
                  schematy i wyobrażenia na różne tematy. Bywa. Takie rzeczy dzieją
                  się w sytuacjach przełomów np. pojawienie isę dizecak. To się nazywa
                  kryzys. Kryzysy też są dla ludzi.
                  Powodzenia
                  • juzia214 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 12:34
                    krzysztof-lis

                    >>Tylko ja mam takie wrażenie, że nie jestem człowiekiem, który jest w stanie
                    ciągnąć siebie i żonę naraz. Mnie brakuje siły, by zmuszać do pracy samego
                    siebie... Świadomie nie wszedłbym w związek, w którym cała odpowiedzialność za
                    jego stronę finansową była na mojej głowie. <<

                    najwyrażniej jest to widoczne nie tylko dla ciebie i dlatego ludzie ci
                    tlumaczą-zrezygnuj z nierealnych celów.
                    postaw sobie jakis mniejszy bardziej realny cel.nie budowa domu ale powidzmy
                    kupno większego mieszkania.krok po kroku.powoli.

                    a dwa -widzisz ,jak człowiek wchodzi w związek to musi brac pod uwagę róne
                    rzeczy-np.taki że zona ci nagle zaniemogła i nie może iśc do pracy i wszystko
                    jedno czy w wyniku wypadku losowego(spadla z dachu i jest calkowicie
                    sparalizowana) czy w wyniku zmian psychicznych.
                    jeśli zaakceptujesz fakty-bedziesz mogl szukac rozwiazania.
                    na tym polega dojrzewanie,na braniu się za bary ze swoimi problemami a nie na
                    upieraniu się ,ze ma je za ciebie rozwiazac ktoś inny.
                    czy tez na sztywnym trzymaniu się postanowień i naginaniu na siłę otoczenia do
                    tego by ci te postanowienia pomoglo zrealizowac.
                    stara dobra prawda-co cie nie zabije to cię wzmocni.
                    czemu ty ciagle uciekasz przed faktem,ze twoja rola zyciowa się zmieniła?
                    nie jestes już kawalerem nie jestes juz dzieckiem.
                    jestes odpowiedzialny za kobietę -ktorej nie chcesz opuscić i za dziecko ktore
                    ta kobieta ci urodzila.
                    nie chcesz byc odpowidzialny-postaw sprawę jasno i zwroć kobiecie wolnośc ,plać
                    allimenty na dziecko i uczestnicz w jego zyciu na odległośc.

                    • songo3000 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 12:41
                      No tak, niemniej jednak odniosłem wrażenie, że żona nie 'zaniemogła w losowym wypadku' tylko jej 'się odechciało'. Mieszasz sprawy na które mamy wpływ z tymi losowymi. A widzisz - już manipulujesz :)))
                    • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 12:49
                      > najwyrażniej jest to widoczne nie tylko dla ciebie i dlatego ludzie
                      > ci tlumaczą-zrezygnuj z nierealnych celów.

                      Powiem tak
                      • kachna79 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 12:58
                        > Powiem tak
                        • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 13:11
                          > Zamiast jęczeć "bo ja... bo ona... bo dawniej..." zdecyduj się na
                          > jakikolwiek krok, który spowoduje, że pójdziecie do przodu.

                          Mnie się zdawało, że szukanie nowych metod na wyjście z tej sytuacji jest
                          właśnie tym krokiem do przodu.
                          • kachna79 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 13:16
                            > Mnie się zdawało, że szukanie nowych metod na wyjście z tej
                            sytuacji jest
                            > właśnie tym krokiem do przodu.

                            Krokiem do przodu będzie wykonanie faktycznego ruchu, np. ustalenie
                            listy priorytetów do zrealizowania w (powiedzmy) dwa lata, wraz z
                            określeniem jak te cele zrealizować (np. ustalenie w jakim zakresie
                            każde z Was podejmuje pracę zawodową i jak dzielicie się obowiązkami
                            przy dziecku). Ta dyskusja to już jest bicie piany - przejdź od słów
                            do czynów.
                            • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 13:20
                              > Krokiem do przodu będzie wykonanie faktycznego ruchu, np. ustalenie
                              > listy priorytetów do zrealizowania w (powiedzmy) dwa lata, wraz z
                              > określeniem jak te cele zrealizować (np. ustalenie w jakim zakresie
                              > każde z Was podejmuje pracę zawodową i jak dzielicie się obowiązkami
                              > przy dziecku).

                              O widzisz
                      • aandzia43 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 13:00
                        > Powiem tak
                        • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 13:10
                          > Jeśli są to aż takie priorytety - to zrezygnuj z zony i rodziny,
                          > którą z nia tworzyć możesz.

                          Od takiej decyzji jestem jeszcze bardzo daleki.

                          > Tylko nie zdziw się, jeśli za parę lat, twoja była już wtedy żona,
                          > wyewoluuje w fajną, poukładaną kobietę (bo pewnie tak będzie), a
                          > ty zostaniesz sam ze swoimi, być może zrealizowanymi, planami. A
                          > może nie zrealizowanymi?

                          To ruletka. Wcale nie jest powiedziane, że w innym związku byłoby mi lepiej czy
                          łatwiej. Ale nie jest też powiedziane, że żonie się "poukłada". A nawet jeśli
                          się poukłada, wcale nie musi się jej poukładać tak, jak ja bym chciał. Na dwoje
                          babka wróżyła.

                          > Już ci ktoś chyba napisał, że zmiany zaczyna się od siebie.

                          Dlatego zmianę nastawienia żony zaczynam od wątku, w którym piszę "moja postawa
                          w stosunku do żony nie działa i chcę ją zmienić".

                          Bo chyba nie chodzi o to, bym zmienił postawę żony przez jej akceptację?
                          • juzia214 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 15:06
                            Songo
                            jesli ktoś z nas dwojga manipuluje to nie jestem to ja.
                            zobacz ,ty cytujac mnie napisałeś:
                            >>No tak, niemniej jednak odniosłem wrażenie, że żona nie 'zaniemogła w losowym
                            wypadku' tylko jej 'się odechciało'<<.

                            ja napisalam:
                            >>wszystko
                            jedno czy w wyniku wypadku losowego(spadla z dachu i jest calkowicie
                            sparalizowana) czy w wyniku zmian psychicznych.<<

                            twoje ->>jej sie odechcialo<< zawiera sie w moim >>w wyniku zmian psychicznych<<.

                            poza tym widzisz,
                            z moich doswiadczen i obserwacji wynika,ze mlody ,zdrowy czlowiek dąży do
                            rozwoju,do poprawienia jakości swojego zycia.a jesli nagle traci chęć do tego,
                            zatrzymuje sie ,przestaje mu się chciec-to z czegos to wynika.
                            w tym przypadku moglo być tak,ze zona po kilku powaznych porażkach zwyzajnie
                            zwątpila w swoje umiejetności.
                            na dodatek poddawana jest ciaglej krytyce ,ze zle gospodaruje pieniedzmi,ze nie
                            potrafi palnowac zakupow ,że zawiodla faceta ktorego kocha.
                            wiesz, bywają ludzie ktorych krytyka mobilizuje,
                            jednak większośc po tym jak sie nie sprawdzila potrzebuje pozytywnej mobilizacji
                            ,wsparcia,pomocy,żeby uwierzyc ,ze nie jest totalnym nieudacznikiem.

                            Krzysztofie
                            nie stać cie na odrobinę zrozumienia ,ze twoja zona na obecnym etapie swojego
                            zycia potrzebuje twojej akceptacji tego ze pomimo wszystko warta jest miłości
                            człowieka z ktorym się zwiazała,ktoremu urodziła dziecko????
                            życie to ruletka-nigdy nie jestes pewien co sie jutro wydarzy.
                            pomyśl ile stracisz-akceptując obecną postawę żony i okazując jej zrozumienie a
                            ile zyskasz?
                            nikt z nas nie jest w stanie tego ocenić-tylko ty.
                            a tak z drugiej strony sprobuj się zastanowić nad taką rzeczą:
                            bedac w takiej sytuacji jak obecnie twoja zona,po kilku pracowch porazkach,z
                            przekonaniem ze jesteś niewiele wart jako student,jako mąz ,jako gospodarz
                            domu-czego byś oczekiwał?
                            zrozumienia i akceptacji(przynajmniej chwilowej,do czasu stanięcia na nogi) czy
                            krytyki i wytykania potknięć?


                            • songo3000 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 15:11
                              juzia214 napisała:

                              > Songo
                              > jesli ktoś z nas dwojga manipuluje to nie jestem to ja.
                              > zobacz ,ty cytujac mnie napisałeś:
                              Kurczę, ja Ty mogłaś źle tymi pieniędzmi zarządzać skoroś taka drobiazgowa :)))
                              • juzia214 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 15:31
                                songo3000 napisał:

                                >> Kurczę, ja Ty mogłaś źle tymi pieniędzmi zarządzać skoroś taka drobiazgowa :)))<<

                                no jak to jak????
                                cierpię na zbyt pozno wykrytą na dyskalkulię operacyjną
                                ;)
                            • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 18:34
                              > wiesz, bywają ludzie ktorych krytyka mobilizuje,
                              > jednak większośc po tym jak sie nie sprawdzila potrzebuje
                              > pozytywnej mobilizacji,wsparcia,pomocy,żeby uwierzyc ,ze nie jest
                              > totalnym nieudacznikiem.

                              Właśnie po to powstał tamten wątek. Napisałem, że zdaję sobie sprawę z tego, że
                              moje podejście do żony jest niewłaściwe i chcę je zmienić a nie wiem jakie być
                              powinno.

                              > nie stać cie na odrobinę zrozumienia ,ze twoja zona na obecnym
                              > etapie swojego zycia potrzebuje twojej akceptacji tego ze pomimo
                              > wszystko warta jest miłości człowieka z ktorym się
                              > zwiazała,ktoremu urodziła dziecko????

                              Rany boskie, skąd pomysł, że ja nie kocham swojej żony? Ja po prostu nie
                              akceptuję jej postawy w stosunku do kariery zawodowej. Jakbym jej nie kochał, to
                              bym się z nią po prostu rozwiódł a nie szukał skutecznej metody na to, żeby jej
                              postawa się zmieniła.

                              > pomyśl ile stracisz-akceptując obecną postawę żony i okazując jej
                              > zrozumienie a ile zyskasz?
                              > nikt z nas nie jest w stanie tego ocenić-tylko ty.

                              No właśnie się zastanawiam. Akceptując postawę żony zyskam święty spokój.
                              Niewiele...

                              > zrozumienia i akceptacji(przynajmniej chwilowej,do czasu stanięcia
                              > na nogi) czy krytyki i wytykania potknięć?

                              Myślę, że właśnie zrozumienia i akceptacji. Ale chyba nie chodzi o to, bym
                              zaakceptował taką postawę, mam nadzieję?
                      • yenna_m Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 15:28
                        za kobiete jestes odpowiedzialny w takim samym zakresie jak za dziecko (poki
                        jest Twoja zona). Dlatego, ze jest matka Twojego dziecka. I dlatego, ze dziecko
                        potrzebuje zdrowej,usmiechnietej matki. Dziecko bez matki wychowuje sie
                        strasznie ciezko (i dziecku bez matki zyje sie potwornie ciezko, trauma
                        niewyobrazalna). W tym zakresie (jesli powaznie myslisz o rodzinie) jestes
                        odpowiedzialny za zone.

                        Tak jak ona jest odpowiedzialna za Ciebie.

                        Wiesz: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na zle ;) Przynajmniej poki jestescie
                        malzenstwem.

                        Jesli juz przy takich drobnych problemach warunkujesz - to co sie stanie, jesli
                        zycie runie Wam na glowe z predkoscią i z sila spadajacego meteorytu?

                        A zycie potrafi runąc na łeb, oj potrafi...
                        • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 18:53
                          > za kobiete jestes odpowiedzialny w takim samym zakresie jak za
                          > dziecko (poki jest Twoja zona).

                          Absolutnie. Mam obowiązek żonę utrzymywać, ale nie mam moralnego obowiązku
                          hodować pasożyta. :)

                          > Tak jak ona jest odpowiedzialna za Ciebie.

                          Tej odpowiedzialności żonie właśnie brakowało.

                          > Wiesz: w zdrowiu i chorobie, na dobre i na zle ;) Przynajmniej
                          > poki jestescie malzenstwem.

                          Rozumiem, że to oznacza również akceptację bicia czy zdradzania?

                          Na dobre i na złe, według mojego rozumienia, oznacza wspieranie się nawzajem w
                          trudnych chwilach. Ale nie oznacza popierania szkodliwego zachowania drugiej strony.

                          > Jesli juz przy takich drobnych problemach warunkujesz - to co sie
                          > stanie, jesli zycie runie Wam na glowe z predkoscią i z sila
                          > spadajacego meteorytu?

                          Jak mi ŻYCIE przyniesie kłopoty, będę walczyć z życiem. Teraz chciałem walczyć z
                          żoną, bo to z nią moim zdaniem był problem. Szczęśliwie wygląda na to, że walka
                          nie będzie potrzebna.
            • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 10:33
              > Moja przyjaciółka ma odwrotnie. Jej facet chciałby, żeby została w
              > domu z dzieckiem, a ona chce do pracy. Może Krzysiu się żonami
              > wymienicie?:-)

              Jest to jakieś wyjście. ;)
        • yoric Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 14:33
          > Ja tam zadnych harpii nie widzę, tylko kobiety mające odmienne
          > poglądy.

          ... które wyrażają w ten sposób:

          > Chory jesteś i tyle.
          > To co z Ciebie za mężczyzna?... Młody jeszcze jesteś i żyjesz na poziomie
          fantazji,
          > autor wątku sprawia wrażenie rozpieszczonego, niedojrzałego chłopczyka
          > tak to jest jak się nie myśli głową tylko główką
          > Okropny jesteś .I na dodatek leń.
          > tak powinien brzmieć Twój infantylny wpis.Dla mnie nie dorosłeś do
          roli męża...
          > smieszny jestes!!!!!!
          > Z ilości i jakości postów wynika, że do trolla Ci bliżej.
          > Pokory synu, trochę.


          ... a nie doszedłem jeszcze nawet do połowy. Jak to nie jest PIEPRZONYM STADEM
          HARPII to co jest?
        • eeela Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 20:51

          > Ja tam zadnych harpii nie widzę, tylko kobiety mające odmienne
          > poglądy.


          I dlatego wątek zawiera jakąś setkę potwornie oburzonych wpisów pt. 'ty chamie,
          gonisz żonę w połogu do pracy' - podczas gdy on nigdzie czegoś takiego nie
          postulował?

          Zebrało się stado mamusiek i czepia się każdego słowa, zarzucając chłopakowi
          przy kazdym choćby jak najbardziej neutralnym poglądzie chamsto, psychopatię i
          Bóg wie co jeszcze.

          Nie żebym uważała, że Krzystof jakiś nieskazitelny jest, ale to, co się dzieje w
          tamtym wątku, świadczy nie o jego psychopatii, tylko o jakimś ataku zbiorowej
          histerii u czeredy bab.
          • zyg_zyg_zyg Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 21:23
            W watku wypowiadały sie i harpie, i rozsądne kobiety. A atak harpii
            najpewniej wziął się z chęci odwetu na Krzysztofie. Za
            charakterystyczne - i, przyznaję, przeważnie nieco irytujące - posty
            na forum "Życie rodzinne". Posty faceta, który ma jedynie słuszną i
            bardzo sztywną teorię na temat kobiet, mężczyzn, rodziny,
            wychowywania dzieci itp. i życia w ogóle. Grabił sobie chłopak,
            grabił, aż sobie nagrabił... A harpie tylko czekały, żeby rzucić się
            na niego z pazurami i rozszarpać go na kawałki. Okazja się nadarzyła
            i w końcu Krzysztof, nie przewidując straszliwych konsekwencji
            swojego czynu :-), otworzył trochę futreczkę i pokazał kawałek
            swojego życia. Harpie wdarły się tam przemocą, żeby pokazać, kto tu
            rządzi, a komu sie tylko wydaje... :-)
            • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 10:39
              > atak harpii najpewniej wziął się z chęci odwetu na Krzysztofie.

              Niewykluczone
      • mujer_bonita Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 14:13
        yoric napisał:
        > Przejrzałem gdzieś tak do 300 wpisu i muszę powiedzieć, że jestem pod wielkim,
        > pod ogromnym wrażeniem spokoju, z jakim Krzysztof odpowiada stadu harpii.

        Ja tam stada harpii nie widzę a to co nazywasz 'spokojem' ja bym nazwała trzeźwą kalkulacją i w przypadku gdy odnosi się ona do człowieka a tym bardziej jego żony nie jest dla mnie niczym pozytywnym. Ton wypowiedzi w stylu 'pralka się zepsuła - jak naprawić'. Brrrr... ciarki mnie przechodzą...
        • majula06 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 15:09
          niestety podpisuję się pod mujer_bonitą, szkoda, Twoja racjonalność
          czytaj kalkulacja Krzysztofie aż woła o pomstę do nieba. Zadam
          pytanie jak długo znaliście się przed ślubem i czy dziecię było
          zaplanowane?
          • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 18:34
            > Zadam pytanie jak długo znaliście się przed ślubem

            Dwa lata.

            > czy dziecię było zaplanowane?

            Tak.
      • mala.el opanowanie 29.03.09, 14:23
        Nie wiem, czy krzysztof-lis jest psychopatą, czy nie,; jednak ten
        stoicki spokój i ilość wpisów są czymś dziwnym. Zachowanie autora
        niejako "podsyca" irytację kobiet tym samym zachecając je do
        ciągłego tłumaczenia mu gdzie popełnia błąd. One dwoją się i troją,
        a on ze "stoickim spokojem" odpowiada tak jakby nie rozumiał.
        Rozumiem - wystapiła również duża napastliwość i tu rzeczywiście
        krzysztof wytrzymał to. Jednak można było odnieść wrażenie, ze karmi
        się tą kobiecą irytacją, tym zainteresowaniem jakie wzbudził.
        Sam, udzielajac się w innych dyskusjach bywa napastliwy, nielogiczny
        i zupełnie nieempatyczny. Doswiadczył na własnej skurze tego, co sam
        serwuje innym. Jednak zachował zimną krew - o czym to może
        swiadczyć? O wyrachowaniu? Nieumiejetności refleksji? Nie wiem.
        • mujer_bonita Re: opanowanie 29.03.09, 15:10
          mala.el napisała:
          > Zachowanie autora
          > niejako "podsyca" irytację kobiet tym samym zachecając je do
          > ciągłego tłumaczenia mu gdzie popełnia błąd. One dwoją się i troją,
          > a on ze "stoickim spokojem" odpowiada tak jakby nie rozumiał.
          (...)
          > Sam, udzielajac się w innych dyskusjach bywa napastliwy, nielogiczny
          > i zupełnie nieempatyczny.

          Bo do zrozumienia potrzeba choć odrobiny empatii i wyjścia poza własną 'logikę' czego KL nie potrafi. 'Pralka się popsuła - jak naprawić' - ciężko jest zrozumieć, że na ludzi to tak nie działa ;)
    • zlosnica100 Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 10:09
      A ja sie Krzyśkowi nie dziwie.Gdyby np; moj partner wcześniej obrotny i
      zorganizowany, dajmy na to po ślubie, położył nogi na stole i stwierdził że
      praca to trywialne zajęcie i będzie teraz zajmował się filozofią to dostałabym
      szału i czułabym sie oszukana.
      Szkoda mi K bo ja już widzę ze sie nic nie zmieni.Małżonka ma inne poglądy na
      życie i postawę co skutecznie ukrywała czekając na zapłodnienie.W samej postawie
      jako takiej nie ma nic złego ale w kamuflażu owszem.
      • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 10:43
        > Szkoda mi K bo ja już widzę ze sie nic nie zmieni.Małżonka ma inne
        > poglądy na życie i postawę co skutecznie ukrywała czekając na
        > zapłodnienie.W samej postawie jako takiej nie ma nic złego ale w
        > kamuflażu owszem.

        Mam nadzieję, że mylisz się co do tej oceny. :)

        Jeśli jednak
    • songo3000 Ojej, odkryłem raj :) 29.03.09, 14:03
      Serdecznie dziękuję za ten link. Tyle 'krów typu emama', tyle możliwości :) Krzysztofie, nadchodzę.
      :DDD
    • mala.el Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 14:34
      Proponuję powrót do tematu (który jest niezwykle interesujacy), bo
      widzę, ze kobiety w swych zapędach i tu próbują udzielać
      krzysztofowi-lis "dobrych" rad, wziąć go pod swoje skrzydła. Dziwna
      ta natura kobieca.

      Psychopata. Kojarzy się z kims okrutnym, zboczonym, bezwzglednym ...
      I te określenia z założenia wykluczają, że ktoś z kim śpisz jest
      psychopatą.

      Wiele osób opisuje (niekoniecznie na tym forum) swoją sytuację jako
      pułapkę. I wtedy czytajacy często odpowiadają - głupi/a, rozstań
      sie, nie pozwól, nie ten/a to inny/a ...
      Obawiam się, że są oni uwikłani w związek z psychopatą. Bo
      psychopata nie pozwala odejść, mami, karmi złudzeniami,
      obiecuje .... i nie dotrzymuje obietnic ... straszy,
      szantażuje ...., rzuca ochłapy i zupełnie ignoruje cierpienie ciągle
      kochającego/uzaleznionego partnera.
      • niezapominajka333 Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 16:22
        Yoric.
        Nie przeczytałam trzystu postów tamtego wątku, ale moim zdaniem
        mocno przesadziłeś z tymi harpiami.
        Ja w wypowiedziach Krzysztofa nie widzę spokoju i opanowania.
        Muszę przyznać, że gdybym nie znała jego wypowiedzi z tego forum,
        pomyślałbym, że jest człowiekiem kompletnie pozbwionym uczuć,
        mającym klapki na oczach dla którego liczy się tylko ekonomia, a
        małżeństwo to jedynie spółka mająca przynosić określone dochody w
        celu realizacji wspólnych, sztywno określonych celów.
        Właśnie termin jednej z inwestycji jest zagrożony z powodu
        opieszałości i niesumienności wspólnika. Jak go zmusić do
        wypełnienia swojej części zobowiązań, bo plan się wali, terminy się
        sypią a zysk jest mniejszy od zakładanego wcześniej.

        Jak dla mnie większość problemów ich małżeństwa wynika z
        przekalkulowania i pewnej niedojrzałości.

        Przekalkulowanie, bo przyjmując jako pewnik najbardziej
        optymistyczny wariant chcieli uzyskać jak najwięcej korzyści.
        Obawiam się, że decydowanie się na dziecko w sytuacji, gdy przyszła
        mama nie ma skończonego licencjatu, dochody z jej firmy są marne, a
        sprzedawanie książek w necie bazuje w dużym stopniu na wkładzie
        pracy i inwencji męża, gdy czeka ich budowa domu i sporo wydatków
        było bardzo nierozsądne i spowodowane chyba czystą kalkulacją i
        zapewne niedojrzałością obu stron.
        Oboje wykazali się myśleniem życzeniowym, a teraz realia ściągnęły
        ich na ziemię.

        • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 10:47
          > Muszę przyznać, że gdybym nie znała jego wypowiedzi z tego forum,
          > pomyślałbym, że (...) małżeństwo to jedynie spółka mająca przynosić
          > określone dochody w celu realizacji wspólnych, sztywno określonych
          > celów.

          A nie jest?

          W moim rozumieniu, małżeństwo to właśnie taka "firma", wspólny interes. Służy do
          realizacji życiowych celów obojga małżonków. Ludzie wybierają sobie wspólnie
          role do odgrywania w tej firmie i potem powinni się z tych ról wywiązywać. Jeśli
          jedna z osób w swojej roli spisuje się gorzej, niż było to zakładane, to i
          "firma" ma mniejsze szanse na osiągnięcie wymarzonych celów.

          > Obawiam się, że decydowanie się na dziecko w sytuacji, gdy przyszła
          > mama nie ma skończonego licencjatu, dochody z jej firmy są marne, a
          > sprzedawanie książek w necie bazuje w dużym stopniu na wkładzie
          > pracy i inwencji męża, gdy czeka ich budowa domu i sporo wydatków
          > było bardzo nierozsądne i spowodowane chyba czystą kalkulacją i
          > zapewne niedojrzałością obu stron.

          To wszystko kwestia priorytetów. Jeśli nie można zrealizować wszystkich celów, z
          niektórych trzeba rezygnować. Na razie wybiłem sobie z głowy pomysł rezygnacji z
          etatu w najbliższym czasie.
    • aandzia43 Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 15:07
      Nie jest psychopatą, ale jest mało empatyczny. I nie kąsa niuansów
      bez trudu zrozumiałych dla przeciętnie emocjonalnie rozgarniętego
      człowiekea płci dowolnej.
      Albo jest projektem. Wirtualnie skrojoną osobowoscia.
      • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 10:47
        > Nie jest psychopatą, ale jest mało empatyczny.

        Niewykluczone.

        > Albo jest projektem. Wirtualnie skrojoną osobowoscia.

        Zapewniam Cię
    • yoric Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 18:04
      > ale dlaczego ciągle cytujesz te na jedno kopyto?

      to jest mała, ale reprezentatywna próbka; w większości pierwsze wpisy z wymian
      (tj. nie po wymianie ognia, tylko teksty, które ludzie wrzucali na start).
      Nigdzie nie sugerowałem, że CAŁY wątek składa się TYLKO z takich wpisów. Np.
      wpis Forumowiczki marianka_marianka. Można? Można.
      Ale Forumowiczki nie widzą w tym wątku harpii w ogóle i uważają, że sposób i
      kultura dyskusji jest tam OK. Więc wklejam i pytam: jak nie harpie, co to w
      takim razie jest.


      > Nie przeczytałam trzystu postów tamtego wątku, ale moim zdaniem
      mocno przesadziłeś z tymi harpiami.

      W takim razie wklejam po raz trzeci i tenże raz pytam, co to w takim razie jest.
      Mi to przypomina stado żarłocznych harpii, które właśnie dostały ochłap na żer i
      zleciały się nad nim pastwić; ale nie upieram się przy moim skojarzeniu i
      chętnie zrezygnuję z tego określenia, jeśli zaproponujesz lepsze w odniesieniu
      do zacytowanych - zaznaczam, reprezentatwynych - wypowiedzi.


      > Chory jesteś i tyle.
      > To co z Ciebie za mężczyzna?... Młody jeszcze jesteś i żyjesz na poziomie
      fantazji,
      > autor wątku sprawia wrażenie rozpieszczonego, niedojrzałego chłopczyka
      > tak to jest jak się nie myśli głową tylko główką
      > Okropny jesteś .I na dodatek leń.
      > tak powinien brzmieć Twój infantylny wpis.Dla mnie nie dorosłeś do
      roli męża...
      > smieszny jestes!!!!!!
      > Z ilości i jakości postów wynika, że do trolla Ci bliżej.
      > Pokory synu, trochę.
      • songo3000 Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 18:14
        Jeśli moża Yoric to już przejąłem te określenie i popastwię się nim trochę na tamtejszych ekrowach. Tak bez pozwolenia i w ogóle, no ale w końcu ja wredny jestem ;)
        • nas-daq Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 18:24
          Nazywając kogoś ekrową sam wydajesz o sobie świadectwo, chyba nie
          chcemy żeby to forum slużyło bluzganiu.
          • songo3000 Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 20:37
            To mi jeszcze wskaż kogo ja tak nazwałem mądralo.
      • juzia214 Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 18:44
        yorc zauważ ,ze najpierwszy wpis oraz kilka kolejnych nastepnych napisanych jest
        tonem zrownowazonym moze nieco zdumionym.
        poza tym sam autor watku pisze:

        >>Że robię źle to już wiem, więc połóżcie nacisk na to, co i jak powinienem
        robić, by było lepiej, a nie na krytykowanie mojej postawy. Choć trochę
        krytyki na pewno się przyda, zwłaszcza konstruktywnej. <<


        po czym rekoma i nogami broni swojej wizji-on pracowity i oszczędny ona leniwa i
        rozrzutna.
        a fakt ,ze on nie ma ochoty pracowac na etacie, bo go to nie bawi jakos
        umyka.jak rowniez to,ze domem oraz prawdopodobnie obslugą potomka zajmuje sie
        jedynie zona (a chwilowo teściowa).
        jak dla mnie caly ten post jest przykry.
        dwoje niedojrzalych ludzi ma dziecko.
        nie zdążyli nauczyć się być ze soba ,nie zdążyli nauczyć sie prowadzic domu,nie
        zdążyli ustalic jak wyobrazają sobie swoje role w małżenstwie.
        pewnie że trudno jest stanąc na wysokosci zadania i wziąć na siebie ciężar
        odpowiedzialności,
        czy pomoc zonie w organizacji wspolnego zycia a najlatwiej jest rzucac
        oskazenia-jest leniwa,niezorganizowana,
        rozrzutna,a na dodatek o zgrozo -brzydzi sie jeśc przeterminowane produkty.
        przyznaję-bardzo trudno jest powstrzymac sie od komentarza :chlopczyku
        dzieciństwo i zabawa w prace i dom juz sie skończyly.
        masz dziecko więc trzeba dorosnąc i nauzyć sie podejmowac słuszne decyzje.a
        słuszne nie zawsze znaczy przyjemne.
        • juzia214 Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 18:46
          przepraszam mialo być Yoric
        • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 10:53
          > a fakt ,ze on nie ma ochoty pracowac na etacie, bo go to nie bawi
          > jakos umyka.

          Nie rozumiem, w czym problem. Nie mam ochoty pracować na etacie i zrezygnuję z
          niego gdy tylko będzie to możliwe.

          > jak rowniez to,ze domem oraz prawdopodobnie obslugą potomka
          > zajmuje sie jedynie zona (a chwilowo teściowa).

          Teściowa ugotowała nam kilka obiadów przez pierwsze dwa tygodnie, za co jesteśmy
          jej oboje wdzięczni.

          W domowych obowiązkach po moim powrocie z pracy do domu uczestniczę mniej więcej
          na równi z żoną.

          > nie zdążyli ustalic jak wyobrazają sobie swoje role w małżenstwie.

          Mam wrażenie, że role zostały ustalone, tylko z odgrywaniem ich jest gorzej.

          > pewnie że trudno jest stanąc na wysokosci zadania i wziąć na
          > siebie ciężar odpowiedzialności, czy pomoc zonie w organizacji
          > wspolnego zycia a najlatwiej jest rzucac oskazenia-jest
          > leniwa,niezorganizowana,

          Uważam, że mam moralne prawo do tego, by być niezadowolonym z postawy żony.
          • poitevin Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 12:46
            > Nie rozumiem, w czym problem. Nie mam ochoty pracować na etacie i
            zrezygnuję z
            > niego gdy tylko będzie to możliwe.

            Rozumiem, że praca może cię nie bawić. Dobrze jednak, że zakładasz
            zrezygnowanie z niej, po osiągnięciu stabilizacji finansowej. To
            bardzo rozsądne.

            > Teściowa ugotowała nam kilka obiadów przez pierwsze dwa tygodnie,
            za co jesteśm
            > y
            > jej oboje wdzięczni.

            Tu bym się nie czepiała, też korzystam z pomocy w chwili, kiedy ta
            pomoc się przydaje, a pierwsze kilka tygodni z noworodkiem z
            pewnością jest taką właśnie chwilą.

            > Mam wrażenie, że role zostały ustalone, tylko z odgrywaniem ich
            jest gorzej.

            I tu właśnie leży problem, jesteś pragmatyczny do bólu, a życie
            niesie niespodzianki. Trzeba być elastycznym, dobrze mieć plan B,
            wtedy żyje się łatwiej. Sam pisałeś, że źle się czujesz kiedy
            zakakują cię nowe sytuacje. Proponuję trochę pracy nad sobą w celu
            uodpornienia się na takie rzeczy.

            > Uważam, że mam moralne prawo do tego, by być niezadowolonym z
            postawy żony.

            No coż, masz takie prawo, niemniej jednak myślę, że nie w tę stronę
            kanalizujesz swoje frustracje. Po prostu życie cię przerosło. Tak
            się zdarza, trzeba to przyjąć na klatę. Odpowiedzialność finansowa
            za rodzinę, urodzenie się pierworodnego i borykanie z niespełnionymi
            planami każdego może osłabić. Ala sama zmana postawy żony niewiele
            zmieni, musicie zmienić się oboje. I dobrze by było nie robić tego w
            opozycji do siebie, ale wspólnie. Współpraca i wspieranie się w
            trudnych chwilach (a taką chwilę własnie przeżywacie) wyjdzie na
            zdrowie wam, a przede wszystkim waszemu synowi.

            Krzysiu, ja też kiedyś myślałam, że jak zaplanuję sobie życie na
            następne 10 lat, to bedę miała spokój. Kilka razy zostałam mocno
            zaskoczona. Teraz już nie mówię: muszę, zawsze, nigdy. Nauczyłam się
            czekać, nie czuję presji i mam prawdziwy spokój. Czego i tobie
            życzę:)))
            • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 12:56
              > I tu właśnie leży problem, jesteś pragmatyczny do bólu, a życie
              > niesie niespodzianki. Trzeba być elastycznym, dobrze mieć plan B,
              > wtedy żyje się łatwiej. Sam pisałeś, że źle się czujesz kiedy
              > zakakują cię nowe sytuacje. Proponuję trochę pracy nad sobą w celu
              > uodpornienia się na takie rzeczy.

              Ja po prostu zmiany nastawienia żony nie traktuję w kategoriach "niespodzianki",
              tylko raczej w kategoriach "nie chce jej się". :)

              Pracy nad sobą rzeczywiście wymagam, to inna historia.

              > No coż, masz takie prawo, niemniej jednak myślę, że nie w tę stronę
              > kanalizujesz swoje frustracje. Po prostu życie cię przerosło.

              Znów
              • poitevin Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 13:08
                > No ja na razie czuję frustrację, bo czuję się trochę za bardzo
                wykorzystywany.

                Ja to doskonale rozumiem, mało tego, uważam że masz powody do
                frustracji(*). Ale ponieważ sytuacja w waszym domu i związku przez
                kilka następnych miesięcy będzie się dość dynamicznie zmieniać, to
                właśnie dlatego zalecam cierpliwość. Pozwól WAM (bo oboje z zoną
                jesteście trochę zagubieni) nieco okrzepnąć i oswoić się z nowymi
                rolami, a potem wróć do tej rozmowy.

                (*)chodzi mi o ciężar samotnego borykania się z odpowiedzialnością
                finansową

                • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 13:12
                  > Pozwól WAM (bo oboje z zoną jesteście trochę zagubieni) nieco
                  > okrzepnąć i oswoić się z nowymi rolami, a potem wróć do tej rozmowy.

                  To jest dla mnie jasne jak słońce. :)
    • yenna_m Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 20:29
      no sorry, ale kobiecie, którą _mąż_wywala_do_pracy_12_dni_po_porodzie_ należy
      współczuć, bo system prawny przewiduje dla każdej kobiety, która urodziła (żywe,
      martwe dziecko) 6 tygodni zwolnienia lekarskiego (tzw obligatoryjna część urlopu
      macierzyńskiego - nie mylić z wychowawczym) po to, aby kobieta mogła dojść do
      siebie. Sorry, ale siedzenie na tyłku przez 2-3 godziny przy klientce na
      krześle, gdy się ma nacięte krocze i rana boli (albo gdy się jest po cesarce i
      rana boli) to męczarnia i wysłanie kobiety do pracy w takim czasie uważam za
      nieludzkie. Pomijam fakt, że robienie tipsów to ciężka praca fizyczna (trzeba
      się napiłować - rączki bolą, oj bolą, bo siły w to też trzeba włożyć troszkę) w
      pyle (bo żel piłowany pyli, nawet, jeśli się ma pochłaniacz). A tu człowiek 12
      dni po porodzie. Po zabiegu medycznym. Po operacji. Siedzi na ledwo zrośniętej
      ranie. Brrrrrrrr....

      Nie jestem przeciwnikiem pracy zarobkowej kobiety-matki. Ale na Boga, niech ona
      fizycznie najpierw dojdzie do siebie po porodzie.

      Tytuł adekwatny do sytuacji.

      Pomijam już fakt, że facet po prostu niedojrzały. Być może żona również. Szkoda
      tych wszystkich dzieciaków. I dużych, i małego.

      Na pewno brak tu zwykłej, ludzkiej troski o drugiego człowieka. Empatii.

      Takie niefajnie to młode małżeństwo.

      Smutne.
      • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 10:54
        > no sorry, ale kobiecie, którą
        > _mąż_wywala_do_pracy_12_dni_po_porodzie_ należy
        > współczuć,

        Ale to chyba nie o moją żonę chodzi, bo ja żony nie wywalałem do pracy 12 dni po
        porodzie. Przecież to nie ja jej umówiłem na ten konkretny dzień klientkę.

        > Pomijam już fakt, że facet po prostu niedojrzały

        Ale dlaczego konkretnie? Bo nie chcę wziąć na siebie dodatkowej
        odpowiedzialności, którą przekazała mi żona stawiając mnie przed faktem dokonanym?
        • yenna_m Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 15:14
          tyle, że, z tego, co zrozumiałam, decyzja o zarabianiu na robieniu tispów
          zapadła zanim żona zaszła w ciążę?

          jeśli tak, to jednak pojawienie dziecka wiele zmienia, prawda?
          sądząc po Waszym podejsciu do tematu - dziecko nie było planowane z ołowkiem i
          kalendarzykiem w ręku?

          wiesz, czasami w zyciu zdarza sie, ze stanie sie cos takiego, co wywroci nasze
          wszystkie plany do gory nogami. A to pojawi sie dziecko, a to biznes plan okaze
          sie skrojony na wyrost... I trzeba kroić plan awaryjny. Wypracowac go w drodze
          kompromisu.

          Moim zdaniem musicie probowac wypracowac taki kompromis.

          nie na Twoich zasadach, bo ona Ci kiedys tam cos mowila (przeciez warunki sie
          zmienily) a Ty teraz nie odpuscisz. Na zasadach do zaakceptowania dla obojga.

          No i empatii troche by sie przydalo.

          Mam wrazenie, ze bardziej o zonie piszesz jak o swoim podwladnym, pracowniku ;)
          niz jako o ukochanej osobie.

          I wlasnie tu mi nie gra. I w tym aspekcie ten tytuł wydaje mi sie adekwatny.

          Nie śmiem jednak twierdzic, ze mam 100-procentowa racje. Czy nawet
          10-procentowa. Po lekturze postow trudno ocenic ze 100-procentowa pewnoscia, jak
          naprawde wygladaja relacje miedzy Wami.

          Jednak - jak napisalam - cos mi nie gra.
          Wyczuwam jakis powazniejszy kryzys lub jego poczatki.

          Mam nadzieje, ze sie myle.

          Pozdrawiam.

          PS: I odpusc babie z ta praca. Nawet jesli pojscie do pracy 12 dni po porodzie
          bylo jej decyzja (w co watpie czytajac Twoje wynurzenia, jak to Ty nie
          zamierzasz znosic jej nierobstwa i to Ty sobie wmarzyles, ze zostaniesz w domu z
          pachnacym niemowlaczkiem - zycie to "pachnace, niewmagajace niemowle" dosc szbko
          zweryfikuje ;) ), mozliwe, ze byla podjeta wlasnie pod wplywem naciskow. Kobiety
          roznie reaguja. Poza tym jakim Ty jestes facetem ,puszczajac kobiete do roboty
          po porodzie? Czy puscilbys do pracy matke albo ojca 12 dni po zabiegu
          chirurgicznym? Ja stanelabym na glowie, zeby maz po pobycie w szpitalu (gdyby
          mial zalecenie przez 6 tygodni oszczedzac sie - a kobieta w pologu ma takie
          zalecenia) do tej pracy za Chiny Ludowe nie wyszedl. Wlasnie dlatego, ze nam
          potrzebny jest ZDROWY mąż, ojciec, glowa rodziny.

          A depresja poporodowa czasem pojawia sie i pol roku po porodzie. U zmeczonej,
          sfrustrowanej kobiety.

          Na razie kobiecisko moze jechac na poporodowych endorfinach.
          Problem z depresjai niestabilnoscia emocjonalna moze sie zaczac pozniej.
          Oby nie.
          • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 18:49
            > tyle, że, z tego, co zrozumiałam, decyzja o zarabianiu na robieniu
            > tispów zapadła zanim żona zaszła w ciążę?

            Było to takie wyjście awaryjne. Żona kurs zrobiła pod koniec 2007 roku, ale
            zdecydowała się zająć tym na poważnie mniej więcej w wakacje 2008 (czyli na
            początku ciąży).

            > jeśli tak, to jednak pojawienie dziecka wiele zmienia, prawda?

            Nie wydaje mi się. Dlaczego?

            > sądząc po Waszym podejsciu do tematu - dziecko nie było planowane
            > z ołowkiem i kalendarzykiem w ręku?

            Zgadza się.

            > (...) I trzeba kroić plan awaryjny. Wypracowac go w drodze
            > kompromisu.
            > Moim zdaniem musicie probowac wypracowac taki kompromis.
            > nie na Twoich zasadach (...) Na zasadach do zaakceptowania dla
            > obojga.

            Tak naprawdę to do DZIŚ ten wątek znacznie stracił na aktualności. Kompromis
            chyba też już wypracowaliśmy.

            > Mam wrazenie, ze bardziej o zonie piszesz jak o swoim podwladnym,
            > pracowniku ;) niz jako o ukochanej osobie.

            To z zachowania ukochanej osoby nie można być niezadowolonym? Nie rozumiem.

            > PS: I odpusc babie z ta praca.

            To nie wchodzi w grę. Żona pracować będzie. Kropka.

            > Poza tym jakim Ty jestes facetem ,puszczajac kobiete do roboty
            > po porodzie?

            Zaraz... Żona sama umówiła sobie klientkę na ten konkretny dzień. Nie było mnie
            nawet przy tej rozmowie. To ja miałem jej zabronić tam pojechać? To przecież
            chyba ona wie lepiej, czy będzie czy nie będzie w stanie pojechać do pracy.

            > A depresja poporodowa czasem pojawia sie i pol roku po porodzie.
            > U zmeczonej, sfrustrowanej kobiety.

            Przypominam, że wątek zacząłem zaniepokojony postawą żony, która zaczęła się
            przed urodzeniem dziecka.
    • eeela Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 20:46
      Czytam i czytam te posty Krzysztofa w zacytowanym wątku, i nijak nie rozumiem,
      na jakiej podstawie wysuwasz oskarżenia, że jest psychopatą.
    • kaachna1 Re: Sypiając z wrogiem 29.03.09, 22:41
      Jak dla mnie to była zwykła podpucha,Krzysztof lubi prowokować, zagłębiać się w
      temat,dyskutować,wydaje mi się,że świetnie się przy tym bawił,tyle kobiet na
      niego naskoczyło wreszcie był w swoim żywiole, pobił chyba rekord wpisów(nie
      miałam siły ich wszystkich przeczytać wymiękłam)
      • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 10:55
        > Jak dla mnie to była zwykła podpucha

        Znam lepsze rzeczy, które można robić przy komputerze dla przyjemności, niż
        trollowanie na forum.
        • eeela Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 11:26
          Ale tak na boku, Krzysztofie, to ci szepnę - odpuść babinie na te przepisowe 6
          tygodni, zanim zaczniesz z nią gadać na temat pracy. Depresja poporodowa, szok
          hormonalny, wycieńczenie, te sprawy - nie ma sensu teraz w tym momencie
          przeprowadzać jakichs waznych ustaleń.
          • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 11:46
            > Ale tak na boku, Krzysztofie, to ci szepnę - odpuść babinie na te
            > przepisowe 6 tygodni, zanim zaczniesz z nią gadać na temat pracy.

            Tak zupełnie poważnie mówiąc
            • eeela Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 11:57
              Może nalezy do tych kobiet, które depresja poporodowa omija :-)

              Zreszta moja mama wspomina, że narodzenie dziecka zmienia kobietę dokumentnie,
              czyni ją bardziej pewną, zwartą, silną - dorosłą. Myślę więc, że są szanse, iż
              przyczyny twoich zmartwień się zdezaktualizują - niemniej warto jest dać
              kobiecie spokój przez te kilka pierwszych tygodni. Chyba że sama zacznie gadać,
              no to wtedy jak najbardziej.
              • kachna79 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 12:18
                > Zreszta moja mama wspomina, że narodzenie dziecka zmienia kobietę
                dokumentnie,
                > czyni ją bardziej pewną, zwartą, silną - dorosłą.

                Tak, ale ten etap poprzedza faza rozsypki i bezradności - dopiero z
                takich kawałków trzeba sie pozbierać na nowo. Czas trwania procesu
                to zapewne kwestia indywidualna.
              • aandzia43 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 12:32
                > Zreszta moja mama wspomina, że narodzenie dziecka zmienia kobietę
                dokumentnie,

                Dobrze mama mówiła:-)
                Krzychu, wcześniejsze plany planami, deklaracje żony deklaracjami
                (nie ma powodów wątpić w ich szczrosć). Nigdy przed urodzeniem
                dziecka nie wie się, co będzie się czuło i jak będzie się myślało po
                urodzeniu go. Czasem wiele rzeczy przewraca się do góry nogami,
                następuje przewartościowanie, jakiego się wcześniej nie
                podejrzewało. Ja nie wiem, co się w końcu wykluje w głowie i w sercu
                twojej żonei. Oby ułożyło jej się jak należy po kolei, ale to nie
                znaczy, że będzie to "twoja kolejność". W ogóle uważam, ze dyskusja
                ta powinna mieć miejsce za parę miesięcy. Od kobiety świeżo po
                pierwszym (to istotne) porodzie wymagać planów na przyszłość? Są
                oczywiscie wyjątki, nie powiem, ale większość z nas jest nieźle
                skołowana.
                • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 12:43
                  > Krzychu, wcześniejsze plany planami, deklaracje żony deklaracjami
                  > (nie ma powodów wątpić w ich szczrosć). Nigdy przed urodzeniem
                  > dziecka nie wie się, co będzie się czuło i jak będzie się myślało po
                  > urodzeniu go

                  Powodem założenia wątku nie było to, że się żonie odmieniło po porodzie. Tylko
                  to, że się jej powoli odmieniało przez ostatnie kilkanaście miesięcy.
                  • eeela Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 13:01
                    Krzychu, nie tłumacz się. Ja rozumiem doskonale, że musicie różne sprawy
                    uzgodnić i że nie chcesz być jedynym odpowiedzialnym za wszystko po kolei.
                    Chodzi jedynie o to, że teraz jest (z dużym prawdopodobieństwem) najmniej
                    odpowiedni moment na przeprowadzanie takich rozmów. Daj babce ochłonąć.
                  • aandzia43 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 13:08
                    Albo wasze plany nei były tak naprawdę WASZYMI planami, tylko
                    twoimi, albo ona poszła inną drogą (to nie pionek na twojej
                    szachwnicy, tylko żywy, weoluujący człowie), albo ci się wydawało,
                    albo... My tego nie wiemy, a ty też nie wiesz, i nie za bardzo chyba
                    chcesz się dowiedzieć. Jesteś skołowany, rozżalony i myślę, ze
                    dyskusja na żadnym forum NIC ci nie da. Jak ci tak doskwiera twoja
                    obecna sytuacja, udaj się do fachowca.
                    • krzysztof-lis Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 13:19
                      > Albo wasze plany nei były tak naprawdę WASZYMI planami, tylko
                      > twoimi, albo ona poszła inną drogą (...), albo ci się wydawało,
                      > albo..

                      Masz rację.

                      > ty też nie wiesz, i nie za bardzo chyba chcesz się dowiedzieć

                      W sumie nie przypuszczam, by ta wiedza cokolwiek miała zmienić.

                      > Jesteś skołowany, rozżalony i myślę, ze dyskusja na żadnym forum
                      > NIC ci nie da.

                      Bo ja przecież wątku nie zakładałem po to, by na temat mojej sytuacji
                      dyskutować. Przedstawiłem swój problem, który można w skrócie zamknąć w
                      stwierdzeniu "żona nie chce uczestniczyć w realizacji naszych (moich?) planów".
                      Oczekiwałem propozycji zachęcenia żony do tego. Nie oczekiwałem:
                      * informacji o tym, że moja diagnoza jest błędna, bo żona nie tyle nie chce, co
                      jej się po ciąży odmieniło,
                      * stwierdzenia, że jestem zbyt pragmatyczny, chamski, chciwy, skąpy, pozbawiony
                      wyższych uczuć, socjopatą czy psychopatą,
                      * propozycji zmiany planów na takie, by pasowały do realiów,
                      * zwracania uwagi na fakt, że nie mam prawa oczekiwać od żony i matki mojego
                      dziecka zarabiania na realizację tych planów.

                      Tymczasem kobiety z tamtego forum rzuciły się na mnie, by udowodnić mi, że tak
                      naprawdę to ze mną jest coś nie tak, bo mam czelność wymagać od żony (i matki
                      mojego dziecka) czegoś więcej niż tylko poświęcania jej czasu dla dziecka i domu.
                  • mantis_after_dinner Kilka refleksji 30.03.09, 13:25
                    Jakos nie wytrzymalam i jednak wtrace swoje trzy grosze.

                    1) To, co mnie sie wydaje niepojete to fakt, ze glowny bohater nie
                    zorientowal sie przed slubem, jakie sa FAKTYCZNE ambicje i zamiary
                    potencjalnej przyszlej malzonki. Nie wiem ... zakladam, ze ludzie,
                    ktorzy biora slub, calkiem niezle siebie nawzajem juz znaja. Ciezko
                    mi wyobrazic sobie, ze moj partner odgrywa przede mna komedie, kim
                    to w przyszlosci zamierza zostac i gdzie pracowac, po czym robi
                    sobie 'fajrant' jak tylko zalozymy wspolnote majatkowa.

                    2) Podejscie do malzenstwa jak do umowy, z ktorej maja wynikac
                    wzajemne koszty i korzysci - nie wiem ... mnie to nie przekonuje.
                    Glownie z tego powodu, ze zycie jest nieprzewidywalne. Wyobraz sobie
                    sytuacje, ze wpadasz w jakas dlugoterminowa depresje i z domu sie
                    nie ruszasz przez pol roku - oczywiscie zle nie zycze, ale rozne
                    wypadki chodza po ludziach - szanowna malzonka zaczyna sugerowac, ze
                    czuje sie 'wyrolowana' bo przeciez miales pracowac, mialo byc na
                    etat, miales budowac dom, a ty siedzisz w czterech scianach i (jej
                    zdaniem) symulujesz depresje.

                    3) Zgadzam sie z przedmowcami, ze Twoja postawa zyciowa jest nieco
                    niedojrzala. Wszystko chcialbys miec zaplanowane - najlepiej w
                    dlugim terminie. Przypomina mi to mnie sprzed 10 lat. Tez mialam
                    plany zawodowe rozpisane na 10 lat do przodu, a w wieku 35 chcialam
                    juz byc stabilna rodzina z co najmniej 2 dzieciakow.
                    Zycie dalo po doopie w kwestii zawodowej, w kwestii planow
                    rodzinnych dalo po doopie jeszcze bardziej ... i wtedy myslenie sie
                    zmienia.
                    Dzisiaj juz nic nie planuje, nie mowie 'zawsze' i 'nigdy' - dzisiaj
                    wyciskam z kazdego dnia tyle przyjemnosci ile sie da - nie zwazajac
                    na konwencje i opinie innych.

                    Nasmieszniejsze jest to, ze zycie najbardziej zaskoczylo mnie w
                    kwestii rzeczy, ktorych nie planowalam ... niektore po prostu spadly
                    z nieba, jak mila niespodzianka inne z kolei jak zimny prysznic.
                    Ale jedne i drugie zaakceptowalam.

                    I tego tez Tobie zycze... daj sie troche pozaskakiwac zyciu i naucz
                    sie na to reagowac. Planowanie jest nudne.

                    Sorry, ze zabrzmialo troche po mentorsku - akceptuje Twoja postawe
                    zyciowa, ale uwazam ze jest nieco nierealistyczna.
                    • krzysztof-lis Re: Kilka refleksji 30.03.09, 13:40
                      > 1) To, co mnie sie wydaje niepojete to fakt, ze glowny bohater nie
                      > zorientowal sie przed slubem, jakie sa FAKTYCZNE ambicje i zamiary
                      > potencjalnej przyszlej malzonki.

                      Tak naprawdę to jeszcze nie wiem, czy rzeczywiście żona ma zupełnie inne plany
                      życiowe niż ja, czy po prostu miała spadek formy i jej się nie chciało.

        • kaachna1 Re: Sypiając z wrogiem 30.03.09, 13:52
          krzysztof-lis napisał:

          > > Jak dla mnie to była zwykła podpucha
          >
          > Znam lepsze rzeczy, które można robić przy komputerze dla przyjemności, niż
          > trollowanie na forum.

          Prawdę mówiąc trochę się rozczarowałam bo miałam o Tobie trochę inne
          wyobrażenie.Myślałam,że jesteś facetem,który mimo wszystko potrafi otoczyć
          opieką swoją kobietę szczególnie w tak ważnym wydarzeniu jaki z pewnością jest
          poród.Kobieta w połogu jest wyjątkowo wrażliwa,potrzebuje poczucia
          bezpieczeństwa i troski o nią,w połogu niektóre sprawy zupełnie inaczej się
          widzi,daj jej teraz spokój,jest "pod ochroną" i zrób wszystko aby tak się czuła
          bo może wpaść w depresję,potrzebuje stabilności,z czasem sama wyjdzie z
          propozycją aby iść do pracy,będzie to dla niej odskocznia od domu i dziecka,
          kiedy teraz nie będzie się czuła rozumiana stworzycie między wami
          mur,komunikacja zacznie szwankować i kryzys gotowy.
    • kicia031 Moi drodzy czegos nie zauwazacie 30.03.09, 14:52
      Nie zauwazacie tego, ze Krzysztof z pelna swiadomoscia zaplodnil od
      kilku miesiecy bezrobotna 21-latke, snujaca nie majace nic wspolnego
      z rzeczywistoscia wizje zarabiania 5 tysi miesiecznie na
      przyklejaniu tipsow i sztucznych rzes. osobe, ktora juz zawalila
      semestr studiow, bo jej sie nie chcialo, bo wolala spac do 10.

      Dla mnie mamy tu doczynienia z sytuacja, gdy ktos skoczyl na glowke
      do pustego basenu, bo partner im POWIEDZIAL, ze zanim doleca, to w
      basenie bedzie juz woda.
      Do kogo nalezy miec pretensje o swoj rozbity leb? Do zony, ze sie
      sluchalo bezpodstawnych deklaracji, czy do siebie, ze sie nie
      widzialo faktow?

      Jako ta strona zwiazku, ktora lepiej zarabia i w praktyce utrzymuje
      rodzine, splaca kredyt mieszkaniowy itp sadze ze mam prawo
      powiedziec, ze razi mnie malostkowosc krzysztofa, ciagle wyliczanie
      kto ile wklada i kto ile moze wyjac z rodzinnej kasy.
      i bron boze ani grosza wiecej!
      W zyciu bywaja rozne okresy - czasmi jedno z malzonkow zarabia
      wiecej, czasami drugie. Zdarza sie i tak, ze jedno jest bezrobotne i
      caly ciezar utrzymania spada na to drugie.
      A jesli juz chce sie koniecznie robic scisle wyliczenia, to trzeba
      je opierac na faktach. Krzysztof w czasie ciazy pisal o tym, jak to
      on pojdzie na wychowawczy, bo jego zona zarobi wiecej niz on.
      Rozumiem, ze ciezko sie z taka wizja rozstac, ale to byla tylko
      wizja, bez zwiazku z rzeczywistoscia.
      Czy boli, ze czlowiek sam siebie zrobil w bambuko? boli.
      • glamourous Re: Moi drodzy czegos nie zauwazacie 30.03.09, 15:23
        Kicia031, samo sedno i rewelacyjne podsumowanie obu watkow.
        Dokladnie tez tak to widze. Mam wrazenie, ze na szczescie Krzysiek
        jest chyba jednak facetem potrafiacym przyznac sie do bledu i nie
        broniacym sie rekami i nogami przed zmiana punktu widzenia - tylko
        ze jak to u b. mlodego faceta wszystko jest dla niego czarne lub
        biale, a ze zmiana wizji on musi sie po prostu w bolach pogodzic i
        oswoic. Mam nadzieje ze to rychlo nastapi i ze osiagna z zona jakis
        satysfakcjonujacy OBIE STRONY konsensus. Bo nie byloby fajnie, zeby
        w tym pieknym i unikalnym okresie jakim sa pierwsze miesiace zycia
        pierwszego potomka zatruli sobie nawzajem zycie klotniami o prace i
        pieniadze.
        • krzysztof-lis Re: Moi drodzy czegos nie zauwazacie 30.03.09, 19:05
          > Mam wrazenie, ze na szczescie Krzysiek jest chyba jednak facetem
          > potrafiacym przyznac sie do bledu i nie broniacym sie rekami i
          > nogami przed zmiana punktu widzenia

          Nie chciałbym, by okazało się, że myliłem się co do mojej żony. Bo, jak
          wspomniałem, nie jestem człowiekiem, który nadaje się do holowania całej rodziny
          swoim rozpędem.
          • fituq Re: Moi drodzy czegos nie zauwazacie 04.04.09, 20:21
            zabawny jesteś :) to trzeba było zrobić dzieci milionerce, nie musiałbyś ;)
            • krzysztof-lis Re: Moi drodzy czegos nie zauwazacie 04.04.09, 20:59
              > to trzeba było zrobić dzieci milionerce, nie musiałbyś ;)

              To tylko milionerki wykazują w życiu inicjatywę?
              • fituq Re: Moi drodzy czegos nie zauwazacie 04.04.09, 21:07
                nie, ustawiają cie finansowo i nie musisz się martwić o wyżywianie ani żony po
                porodzie ani małego dziecka. mógłbys wtedy skokojnie wziąć "macierzyński" i nie
                musieć się męczyć na nielubianym przez ciebie etacie.,
                • krzysztof-lis Re: Moi drodzy czegos nie zauwazacie 04.04.09, 21:21
                  > nie, ustawiają cie finansowo i nie musisz się martwić o wyżywianie
                  > ani żony po porodzie ani małego dziecka.

                  Zwykłe kobiety, które pracują na etacie, po urodzeniu też są ustawione.
                  Przynajmniej na okres urlopu macierzyńskiego.

                  • yenna_m Re: Moi drodzy czegos nie zauwazacie 04.04.09, 22:56
                    > Zwykłe kobiety, które pracują na etacie, po urodzeniu też są ustawione.
                    > Przynajmniej na okres urlopu macierzyńskiego.

                    ale one zwykle te dzieci jednak po studiach rodza
                    i pracujac na etacie
                    (czyli na innym etapie zycia - to mowie ja,ktora zostalam pierwszy raz matka ;)
                    po 7 latach malzenstwa, majac 28 lat i dwie magisterki ;) )

                    pomijam fakt, ze cala rzesza zwyklych kobiet pracuje w budzetowce za nieco ponad
                    tysiaka na reke, a na pewno niewiele jest takich, ktorych zarobki przewyzszaja
                    zarobki mezczyzn

                    wychodzi mi, zescie sie z tym dzieckiem pospieszyli, skoro masz takie
                    oczekiwania odnosnie "ustawienia" zawodowego malzonki
                    • krzysztof-lis Re: Moi drodzy czegos nie zauwazacie 05.04.09, 21:25
                      > ale one zwykle te dzieci jednak po studiach rodza
                      > i pracujac na etacie

                      A to nie można być jednocześnie na studiach i pracować na etacie? Mojej żonie
                      jakoś się przez ponad rok udawało.

                      > wychodzi mi, zescie sie z tym dzieckiem pospieszyli, skoro masz
                      > takie oczekiwania odnosnie "ustawienia" zawodowego malzonki

                      "Takie" tzn. jakie? Nie oczekuję, że żona będzie zarabiać więcej ode mnie.
                      Byłoby fajnie, bo mógłbym wcześniej zrezygnować z pracy. Ale póki co mój plan
                      życiowy daje mi jeszcze 3 lata na rezygnację z etatu.
                  • triss_merigold6 Czyżby? 05.04.09, 19:58
                    Weź pod uwagę, że godziwe dochody w czasie urlopu macierzyńskiego
                    mają te kobiety, które godziwie zarabiają. Nie słyszałam o wielu
                    przypadkach 22-latek bez studiów, które uczciwie (pomijam agencje
                    towarzyskie oraz rodzinne biznesy), przyzwoicie zarabiają na
                    stabilnej posadzie.
                    Ot, iluzja zderzyła się z realem. Pisałam już w tamtym wątku - jeśli
                    chciałeś kobiety bardzo ambitnej, przedsiębiorczej, zorganizowanej i
                    wysokodochodowej to trzeba było szukać korporacyjnej suki. Tylko, że
                    takie w wieku 22 lat studiują dwa kierunki, jeżdżą na zagraniczne
                    staże i ani myślą o rozrodzie przed trzydziestką, bo twardo stoją na
                    ziemi. I mają wymagania konkretne.

                    • fituq Re: Czyżby? 05.04.09, 20:17
                      hehe, facet sam zaczął zarabiać na etacie jak napisał - od 3 lat. Czyli był w
                      wieku, w którym teraz jest jego żona, nie miał dziecka, był wolny i swobodny. A
                      teraz wymaga od młodszej od siebie żony z miesięcznym dzieckiem na karku - by
                      zarabiała więcej od niego, miała doświadczenie zawodowe nie wiadomo jakie i by
                      on w efekcie -mógł nie chodzić co dzień do pracy...
                      no boski jest.
                      • triss_merigold6 Re: Czyżby? 05.04.09, 20:48
                        Powtarzam, samodzielnie wygenerowana iluzja zderzyła mu się z
                        realem. Oczekiwania i możliwości zupełnie nieadekwatne do tego co
                        sam może zaoferować.
                        Już widzę jak taka wyimaginowana super woman z małym dzieckiem
                        przyjmuje z radością pomysł rzucenia przez męża etatu i siedzenia w
                        domu celem dłubania w necie i osiągania dochodów albo nieosiągania.
                        Jesoo ja za sam pomysł bym sajgon facetowi zrobiła. Aczkolwiek biorę
                        pod uwagę, że może w przyszłości - gdybym się zdecydowała na drugie
                        dziecko - to chłop weźmie kilka miesięcy wychowawczego zanim dziecko
                        pójdzie do żłobka. Dlaczego? Ponieważ mam przyzwoicie płatną pracę w
                        stałych godzinach, z full socjalem i szkoda byłoby ją stracić a dla
                        mężczyzny bardzo wychowawcze jest choćby czasowe przejęcie opieki
                        nad niemowlakiem. Bardzo. Nigdy potem nie marudzi, że w domu jest
                        coś nie zrobione.
                        • krzysztof-lis Re: Czyżby? 05.04.09, 21:34
                          > Powtarzam, samodzielnie wygenerowana iluzja zderzyła mu się z
                          > realem.

                          Zaraz zaraz, to nie ja wygenerowałem wizję zarobków mojej żony. Ja nie miałem na
                          temat rynku tego typu usług zielonego pojęcia, nie byłem więc w stanie tego
                          zweryfikować.

                          Można byłoby ewentualnie zarzucić mi bezkrytyczne przyjęcie tej iluzji, ale
                          zarzucanie mi jej wygenerowania jest nadużyciem.

                          > Oczekiwania i możliwości zupełnie nieadekwatne do tego co sam może
                          > zaoferować.

                          Ale w jaki konkretnie sposób?

                          > Już widzę jak taka wyimaginowana super woman z małym dzieckiem
                          > przyjmuje z radością pomysł rzucenia przez męża etatu i siedzenia w
                          > domu celem dłubania w necie i osiągania dochodów albo
                          > nieosiągania.

                          Jak napisałem
                      • krzysztof-lis Re: Czyżby? 05.04.09, 21:30
                        > hehe, facet sam zaczął zarabiać na etacie jak napisał - od 3 lat.
                        > Czyli był w wieku, w którym teraz jest jego żona, nie miał dziecka,
                        > był wolny i swobodny.

                        Facet studiował dziennie i poszedł do roboty na półtora roku przed skończeniem
                        studiów (na etat). Oprócz tego zarabia w internecie jakieśtam pieniądze nawet
                        trochę dłużej.

                        Żona zaś poszła od razu na studia zaoczne, żeby mogła pracować. Taką wersję mi w
                        każdym razie podała.

                        > A teraz wymaga od młodszej od siebie żony z miesięcznym dzieckiem
                        > na karku - by zarabiała więcej od niego,

                        Po pierwsze: to nie jest tak, że wymagam od żony czegoś "teraz".
                        Po drugie: nie wymagam, by zarabiała więcej ode mnie. Ona sama stwierdziła, że
                        będzie zarabiać więcej, na co ja zwróciłem uwagę, że w takim razie na końcówkę
                        urlopu macierzyńskiego i urlop wychowawczy pójdę ja
                    • krzysztof-lis Re: Czyżby? 05.04.09, 21:26
                      > Nie słyszałam o wielu przypadkach 22-latek bez studiów, które
                      > uczciwie (pomijam agencje towarzyskie oraz rodzinne biznesy),
                      > przyzwoicie zarabiają na stabilnej posadzie.

                      Gdy żona pracowała na etacie, zarabiała całkiem nieźle.

                      > Pisałam już w tamtym wątku - jeśli chciałeś kobiety bardzo
                      > ambitnej, przedsiębiorczej, zorganizowanej i wysokodochodowej to
                      > trzeba było szukać korporacyjnej suki.

                      Ja też już chyba pisałem, że nie o taką kobietę mi chodzi.
      • krzysztof-lis Re: Moi drodzy czegos nie zauwazacie 30.03.09, 18:59
        Tak kiciu031

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka