12.01.10, 12:38
Jak przezyc rozstanie? Nie bylo juz-albo wogole-milosci...
Moze to ja jestem winna...a moze nie.
To wspolna decyzja.
Tylko ja przetrwac tego moralnego kaca?
Czy w zwiazku z choroba bedzie ciezej?

Czuje sie jak bankrut. Jak hazardzista,ktory przegral ostatnia kase.

Boje sie,ze zapije,a 18 mam rocznice (2 lata abstynencji).

Poradzcie cossad

Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: koniec... 12.01.10, 12:43
      leć na mityng. powinni cię na nogi postawić.

      co do miłości... czasem się po prostu nie da razem...ale wiem, że
      każdorazowo boli. I co byś nie zrobiła - jakakolwiek decyzja - to i tak
      boli... aż odboli swoje.
      trzymaj się.
    • chin_chilla Re: koniec... 12.01.10, 13:01
      Zgadam się - leć na spotkanie. A poza tym, to zrób coś dla siebie - spotkaj się
      z przyjaciółką/koleżanką/kimś z rodziny i po prostu pobądźcie razem. Mnie zawsze
      to troche pomagało. Trzymaj się, wierze, że przetrwasz.
      • sapiencja Re: koniec... 12.01.10, 13:13
        Nie rozpaczaj. Zawsze będzie następny autobus, zawsze będzie
        następny mężczyzna - jak mawiała Marylin Monroe.
    • skwr2 Re: koniec... 12.01.10, 13:14
      38takatam napisała:

      > Czy w zwiazku z choroba bedzie ciezej?
      Może sie tak zdarzyć.

      > Boje sie,ze zapije,a 18 mam rocznice (2 lata abstynencji).
      Tylko nie to, bo do jednego problemu dołożysz drugi. Alko da Ci
      chwilową ulgę, a potem spotęguje ból.
    • majagor Re: koniec... 12.01.10, 13:31
      38takatam napisała:

      > Jak przezyc rozstanie?

      Na to pytanie nie znam odpowiedzi. Ale rozumiem Twój ból, Twoje wszystkie emocje.. Przecież mnie też to czeka za dni, tygodni parę..
      Z M. rozstajemy się od maja i rozstać się nie możemy.. Ale to nastąpi, bo nastąpić musi - to nawet jedno z moich postanowień noworocznych.
      Czasem ludzie do siebie nie pasują, czasem miłość się kończy.. Nam nie wychodzi już od dawna. Są piękne wspólne momenty ale jest też dużo sytuacji, które nigdy zdarzyć się nie powinny.

      Jako, że teraz mam mega trudny okres, z mamą, z całą sytuacją w domu, z samą sobą - stąd nie rozstajemy się obecnie. Ale gdy tylko wejdę w terapię z psychologiem - wtedy to nastąpi.

      Nie jesteś bankrutem. Nie przegrałaś całego życia - nawet, gdy teraz tak myślisz - tak nie jest. I nie obwiniaj się. To nie ma sensu.
      Polecam spotkanie z grupą AA, może z psychologiem, który Cię tam prowadzi w terapii, może z jakąś koleżanką itd. Nie bądź teraz sama.
      A jeśli nie masz nikogo obok siebie - siedź tu z nami. Samotność teraz chyba nie byłaby wskazana.

      Trzymam za Ciebie mocno kciuki!
      • singapurkaa Re: koniec... 12.01.10, 20:29
        Maja, tak ciepło i ładnie pisałaś o swoim związku.
        Jestem w szoku, że chodzi wam po głowie rozstanie... To naprawdę muszą byc
        jakieś ważne powody.
        • majagor Re: koniec... 12.01.10, 20:53
          singapurkaa napisała:

          > Maja, tak ciepło i ładnie pisałaś o swoim związku.
          > Jestem w szoku, że chodzi wam po głowie rozstanie... To naprawdę muszą byc
          > jakieś ważne powody.

          A bo my mamy czasem wspaniałe dni, cudowne chwile. Najcudowniejsze na świecie. On czasem mega mocno mi pomaga, wspiera mnie itd. Jest ważny w moim życiu i pewnie długo taką osobą pozostanie.
          Dziś np. "uratował" moją mamę zawożąc ją na badania - ojcu auto wysiadło. Jeden telefon, bez żadnych wielkich tłumaczeń. On po prostu jest i z miłą chęcią nam pomaga.

          Ale rozstanie jest nieuniknione.. Trudno nam się rozstać, bardzo trudno.. od maja o tym rozmawiamy, a jak na razie chyba nic konkretnego nie zrobiliśmy w tym kierunku..

          Ale wiem na pewno - to nie z nim spędzę swoje życie...
          Wiem także, że niektóre chwile z nim spędzone długo będę pamiętać i zawsze będę się uśmiechać myśląc o nich. O tych złych [które też są, bardzo złe zresztą] postaram się jak najszybciej zapomnieć..

          Ostatni prezent od niego to pierścionek. Śliczny pierścionek, który ma być "pamiątką" po nim. Ma być takim namacalnym dowodem naszego związku - nawet, gdy on przestanie istnieć..

          Powody są poważne. Na tyle poważne, że nie pozwalają nam pozostać ze sobą na zawsze..

          Już teraz wiem, że będę płakać, będę krzyczeć, będę cierpieć.. Ale takie życie..

          Myślałam o tym, aby ewentualny pobyt w szpitalu potraktować jako "początek końca". Może tam spróbuję bez niego żyć. Może on nie będzie mnie odwiedzał i pomalutku, pod kontrolą będę się "oduczać" jego..
    • kamyczek_0 Re: koniec... 12.01.10, 13:38
      Przytulam. Nie potrafię doradzić. Sama myślałam o najgorszym kończąc jeden
      związek sad
      • 38takatam Re: koniec... 12.01.10, 20:12
        Boze dziewczyny dziekuje WAM!
        Jakos lepiej mi sie zrobilo.

        Nie wiem czy bylam z nim,bo sie mna dobrze zajmowal...czy co...Wie wszystko o chorobie-mialam w nim gwarancje-na wrazie czego...Zajalby sie dziecmi...
        Mam osobowosc chwiejna emocjonalnie. Wiec moze glupio robie...Ale czy mozna zyc z kims kogo sie przylapalo na malych i wiekszych klamstewkach od samego poczatku? (pisanie z kobietami na czacie,gg,sms)Kuzwa jak to bolisad((Najgorsze,ze kiedys sie wygadal przede mna i to z glupoty...ze przelecial malolate...Mieszkalismy juz razem.Przezylam szok...
        Czy to co czuje to milosc,czy zaleznosc? Kto mi odpowie na to pytanie.
        Moj 20-letni syn powiedzial mi dzis-mama damy rade-spoko...

        Wiecie czego sie najbardziej boje...Tego,ze bede go prosic na kolanach zeby wrocil do mnie...I wroci stary model-miesiac ok,tydzien tragedia...
        A moze to ja jestem wszystkiemu winna...
        Jestem zalosna wiem...
        Sorki...
        • 38takatam Re: koniec... 12.01.10, 20:14
          Psycholozka powiedziala,ze nie moze byc zwiazku bez
          fundamentu.ZDRADA!Powiedziala mi ze kazdy ma prawo popelniac bledy-ale nie wolno
          ich powtarzac...
        • singapurkaa Re: koniec... 12.01.10, 20:26
          Czasem kobiety kochają za bardzo i dlatego pokusa, aby prosic na kolanach... ale
          nic dobrego z tego raczej nie wynika...
          Trzymaj się, nie obwiniaj się, nie jesteś żałosna!
          • 38takatam Re: koniec... 12.01.10, 20:31
            Dzieki...Trzymam sie.
            • majagor Re: koniec... 12.01.10, 21:00
              38takatam napisała:

              >Moj 20-letni syn powiedzial mi dzis-mama damy rade-spoko...

              I dobrze powiedział.
              Fajnie, że dzieci Cię rozumieją, wspierają.

              Jesteś chyba bardzo podobna do mnie. Kochasz za mocno. Kochasz "za wszelką cenę". I nawet, gdy się rozstaniesz.. boisz się, że będziesz się prosić go o coś..

              K*rwa ile razy ja już to przerabiałam. I chyba nie jestem upoważniona, by Tobie rady dawać, bo sama sobie dotychczas z tym słabo radziłam.

              Ale pamiętaj, że nie jesteś sama. Są dzieci. My tutaj. Grupa AA. I wszyscy chętnie Ci pomożemy smile
              Pamiętaj o tym!
              • drugikoniecswiata Re: koniec... 13.01.10, 01:02
                > >Moj 20-letni syn powiedzial mi dzis-mama damy rade-spoko...
                > I dobrze powiedział.

                Dobrze i niedobrze.
                Dobrze, bo dacie radę.
                Niedobrze, bo to zupełnie nie jego rola...

                20-latek emocjonalnie nie jest dorosły, społecznie chyba też nie bardzo? Jeśli
                teraz on przejmie rolę "mężczyzny" w domu, to nie jestem przekonana, czy jest to
                ciężar na jego barki; w konsekwencji obróci się to przeciwko wszystkim.
                Szukałabym oparcia raczej wśród przyjaciół i rodziny niż w dzieciach. Nie jest
                dobrze odwracać role.

                Ja się rozstałam półtora roku temu. Ciężko było. Wierzę, że czasem jest to
                słuszne rozwiązanie, ale z perspektywy tego 1,5 roku i 3,5 roku terapii wiem
                też, gdzie sama dałam ciała.

                Kryzys może być też punktem wyjścia do pracy nad związkiem. Ja nie miałam siły.
                Na pewno lepiej się rozstać, niż trwać w destrukcyjnym związku. Ale nie wierzę w
                obiektywne kryteria. Zdrada jest objawem, nie źródłem choroby.
        • skwr2 Re: koniec... 13.01.10, 08:53
          38takatam napisała:

          > czy mozna zyc
          > z kims kogo sie przylapalo na malych i wiekszych klamstewkach od
          samego poczat
          > ku? (pisanie z kobietami na czacie,gg,sms)Kuzwa jak to boli:
          (((Najgorsze,ze kie
          > dys sie wygadal przede mna i to z glupoty...ze przelecial
          malolate...
          To żaden fundanent pod sensowny związek. Jeśli zostawisz wszystko
          tak, jak jest, przedłużysz tylko agonię, a śmierć związku i tak
          nastąpi.
    • grzechisme Re: koniec... 12.01.10, 23:19
      Nie, nie jesteś żałosna a że kochasz "za bardzo". Wątpliwe
      pocieszenie ale też tak mam. Już od maja staram się z tego wyleczyć.
      (małżeństwo od 16lat + 2przed)Napewno choroba w tym nie pomaga.
      Jednak trzeba mieć swój honor ,chociaż tyle nam zostanie z "miłości"
      Kobietko idz na meeting i zero alko bo popłyniesz.
      (sorry ale)W związku z chorobą będzie ciężej.
      Nie patrz do tyłu,nie jesteś bankrut.
      trzymam mocno kciuki.
      • 38takatam Re: koniec... 13.01.10, 08:47
        Dziekuje za wsparcie-to dla mnie wazne.
        Wiem,ze napicie sie spowoduje zmiane myslenia i wroce do punktu wyjscia z
        ktorego juz moze nie byc odwrotu.Pamietam ile mnie to kosztowalo,zeby przestac
        pic.Pamietam jak terapeuta mi powiedzial,ze ze wzgledu na chorobe jest mi ciezej
        niz innym-ale nie jest niemozliwym zaprzestanie picia.Moj syn przejal role
        mezczyzny-opiekuna jak mial 7 lat.Wtedy to zmarl ich tata,a ja zaczelam
        pic...(nie mialam pojecia o chorobie).Niezle pieklo zgotowalam moim
        dzieciom.Teraz kiedy udalo stworzyc sie dom-azyl dla nich,mam wyrzuty
        sumienia,ze to psuje...i nic nie wiem...
        On pisze...
        Ja nie wiem nic.
        Zaczynam myslec,ze albo jestem bardziej chora niz myslalam,albo totalnie
        zagubionasadJa nie wiem czy chce byc z nim,czy nie.A jesli chodzi o to co do
        niego czuje to juz jest meksyk totalny.Latem mam miec w klinice 3 miesieczny
        pobyt.Cel-intensywna terapia indywidualna.Grupowa nie...za duzo traumy przezylam
        i zbyt obciazylabym tym grupesad
        Mysle,zeby moze przeczekac ten okres do lata i wtedy podjac decyzje...Mysle zeby
        uwolnic sie od tego patologicznego zwiazku...A potem mysle-jest
        sposob:tabletki+alko=spokoj...
        Nie,nie tego nie wolno mi zrobic dzieciom.
        • skwr2 Re: koniec... 13.01.10, 08:56
          38takatam napisała:

          > A jesli chodzi o to co do
          > niego czuje to juz jest meksyk totalny.
          A co on do Ciebie czuje? Asymetryczne związki nie rokują dobrze.

          • 38takatam Re: koniec... 13.01.10, 09:06
            Mowi,ze kocha...
            Ale ja tego nie czuje,ja jego nie czuje.Jakbym z gory zakladala,ze cos znowu
            "wytnie"i budowala sobie swoj swiat do ktorego uciekne "jak by co",zeby nie
            zwariowac z bolu.
            Marginesem jest moj przyjaciel.Od poczatku naszego zwiazku bylo zle.On zaliczal
            wpadki.I tak zylam.Zle-sms,dobrze zero sms.Przyjaciel mieszka bardzo daleko.Nie
            spotykamy sie.Ale pisanie z uplywem czasu zaczelo wymykac sie spod kontroli...On
            sie zakochalsadJa czuje bezpieczenstwo majac go w zasiegu reki tj
            telefonu.Krzywdze ich obu?
            Teraz to juz wszystko.Sami widzicie.Stara baba,a glupia jak but.Sama sobie nie
            poradze z ta sytuacja.
            • skwr2 Re: koniec... 13.01.10, 18:18
              38takatam napisała:

              > Mowi,ze kocha...
              > Ale ja tego nie czuje,ja jego nie czuje.Jakbym z gory zakladala,ze
              cos znowu
              > "wytnie"i budowala sobie swoj swiat do ktorego uciekne "jak by
              co",zeby nie
              > zwariowac z bolu.
              Nie masz do faceta zaufania, i słusznie, bo na nie nie zasługuje.
              Sama wiesz, jaka jest rożnica między mówieniem o miłości a miłością.
              Miłość się czuje, mówienie tylko słyszy.
              • 38takatam Re: koniec... 14.01.10, 07:43
                Zostajemy razem.
                Jeszcze raz zrobie jazde-odejdzie...
                Wiem co myslicie-jestem do bani...
                • corka-matki Re: koniec... 14.01.10, 08:19
                  Ja ci życzę powodzenia. On może bardzo cie kocha tylko twoja choroba go
                  przerasta, ale skoro dal ci szansę-wykorzystaj ją. Panuj nad sobą, lecz się
                  systematycznie. trzymam kciuki. Pozdrawiam
                  • 38takatam Re: koniec... 14.01.10, 08:48
                    Mam dosc choroby.Ciagle ktos lub cos wyprowadza mnie z rownowagi-a ja sie wtedy
                    czuje...kurde czuje sie jak kosmita. Np. film.No film jak film,dla kazdego...ale
                    ja nie.Ja bede ryczec...
                    Zniecierpliwienie otoczenia...Łaska zaleznosci.I teksty-tlumaczenia,ze jak
                    jeszcze raz napisze,ze nie moge nad czyms tam zlym(niewaznym,tylko ja robie
                    afere-zdaniem rozmowcy)przejsc do porzadku dziennego...to koniec z
                    nami.Przepraszam wypisuje glupoty...ale peklam dzis.Juz nie mam sil udawac
                    twardziela.

                    Mam dziwna narosl na dloni i guza na potylicy...doktor(bylam wczoraj)jakos
                    dziwnie zareagowal...Jutro mam chirurga.

                    Nie zalezy mi na zyciu,az tak.Przyzwyczailam sie,ze moja opatrznosc dje mi
                    wpierdal-regularnie...Tylko dzieci...zwlaszcza ta mala...ma dopiero 5 lat!!!!
                    Proba tlumaczenia komus co czuje...liczenie,ze ktos zrozumie to farsa...Czuje
                    sie najbardziej niezrozumiana na swiecieee!!!!
                    I RYCZEsmile))))
                    Czy nic w moim zyciu,juz nigdy nie bedzie normalne,bezpieczne,stabilne?
                    • skwr2 Re: koniec... 14.01.10, 08:53
                      38takatam napisała:

                      > Czy nic w moim zyciu,juz nigdy nie bedzie
                      normalne,bezpieczne,stabilne?
                      A czy nie taka jest istota życia? Podzielam jednak Twoje marzenie o
                      innym świecie.smile
                • skwr2 Re: koniec... 14.01.10, 08:50
                  Powodzenia!
                  • 38takatam Re: koniec... 14.01.10, 13:33
                    Bylam na chwile w innym swiecie,ktory byl mi blizszy niz ten.

                    W filmie Avatorsmile

                    Dziekuje.
    • 36.a Re: koniec... 14.01.10, 14:48
      Bolałby nie koniec miłości, bo w końce jakoś nie wierzę, po zimie jest wiosna, feniks zwany miłością się odradza.
      Bolałby brak lojalności.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka