Dodaj do ulubionych

SZPITAL!!!!!!!

03.03.04, 08:33
Chcialbym poruszyc dyskusje na temat pobytu w szpitalu.Jakie macie
doswiadczenia czy pomaga wam jezeli tak to w jakim stopniu i na jak dlugo.
Probuje was wciagnac do dyskusji,poniewaz wielokrotnie w nim bywalem a efekty
tego byly marne.Moze sa szpitale w ktorych kontakt miedzy pacjentem a
lekarzem nie polega na zwiekszaniu lekow i robieniu z nas Zombi.
Pozdrawiam wszystkich serdeczniesmile)))))))
Obserwuj wątek
    • miron17 Re: SZPITAL!!!!!!! 03.03.04, 09:20
      Witam
      Jeśli chodzi o moje doświadczenia szpitalne, są jak najlepsze. Mam to
      szczęscie, że od początku leczę się w szpitalu klinicznym Collegium Medicum UJ
      w Krakowie, gdzie są fantastyczne wręcz warunki. Bardzo dużo lekarzy,
      psychologów, zajęcia, psychoterapie, wycieczki itp.
      Mimo to szpital traktuję jak ostateczność, staramy się oboje z Żoną jak
      najdłużej wytrzymywać bez konieczności pobytu w klinice. Czasem balansujemy na
      krawędzi, bo niebezpiecznie jest siedzieć w domu z myślami (a czasem wręcz
      próbami) samobójczymi.
      Tak czy owak, szpital traktujemy jako konieczność, a nie jako miejsce, w którym
      można się wyleczyć z choroby. Można tam podładować akumulatory, ale tak
      naprawdę chodzi o to, żeby sobie czegoś nie zrobić (w depresji) albo żeby się
      nie wykończyć lub nie narobić głupstw (w manii).
    • awanturka Re: SZPITAL!!!!!!! 08.03.04, 19:39
      Bardzo trudno odpowiedziec na to pytanie. Dla mnie szpital to zawsze ostatecznośc. Leki będac w szpitalu przyjmuję te same leki, które mogę przyjmowac będac w domu. Prowadzi mnie ten sam lekarz u którego leczę się "na codzien".
      Czy mi pomaga, nie wiem. Zawsze wychodzę z mała tylko poprawa i jeżeli "dochodzę do siebie" to już w warunkach domowych.

      Raczej jest to sposób na przeczekanie zaostrzenia objawów, kiedy już nie daje się poprostu życ poza szpitalem. (W szpitalu wtedy też się nie daje, ale przynajmniej wiadomo, że już nic więcej nie dało się zrobic.)

      Trafiam zawsze na mały oddział psychiatryczny (30 łóżek) w "zwykłym" szpitalu miejskim. Atmosfera jest kameralna, jak człowiek lepiej trochę się czuje ma do dyspozycji "zaplecze rekraacyjne" tego szpitala.

      Nie ma żadnej opieki ze strony psychologicznej. Psycholodzy diagnozuja tylko niektórych pacjentów testami i do tego, w zasadzie, sprowadza się ich rola.

      W czasie jednego z moich pobytów (tego najdłuższego, sześciomiesięcznego) sama upomniałam się o psychologa. I miałam od tego czasu rozmowę z psychologiem raz na tydzien. Byłam chyba jedyna pacjentka na oddziale, która z rozmów z psychologiem korzystała.

      Ordynator zapytany przeze mnie czemu tak właśnie sytuacja wyglada, powiedział, że pacjenci niechętnie korzystaja z psychoterapii i staraja się "wymigac" od niej różnymi sposobami, więc nie będzie z nimi "toczył wojny".


      Wiec w tym szpitalu leczenie ogranicza się do tabletek (ewentualnie zastrzyków).

      To z grubsza wszystko co mi przychodzi do głowy na temat "moje doświadczenia z leczenia szpitalnego".

      Myślę, że temat jest ciekawy, czekam na następne posty.
      I pozdrawiam.
      -awanturka
      • vinja Re: SZPITAL!!!!!!! 30.04.04, 21:44
        Awanturko , co to za szpital , co to za oddział , o których piszesz ?
        Czy sześciomiesięczny pobyt polegał tylko na braniu tabletek ?
        I na dodatek tych samych ?
        To jakiś absurd.
        • awanturka Re: SZPITAL!!!!!!! 30.04.04, 22:09
          Tak, dokładnie tak było. To był mały oddział psychiatryczny przy szpitalu miejskim. Ordynatorem był znany na Ślasku specjalista od depresji z tytułem profesorskim. I to był szpital do którego sie trudno było dostac bo uchodził za dobry i był bardzo oblegany.

          Nie wiem czy to był absurd. A co można było innego zrobic, gdy przez poprzednie dwa lata przetestowano na mnie wszystkie mozliwe leki, na elektrowstrzasy się nie zgodzdziłam a mój stan sie pogorszył na tyle, że nie mogłam funkcjonowac poza szpitalem...
          I jeszcze jedno... Własnie wtedy byłam leczona tak długo maxymalnymi dawkami imipriaminy (oraz weglanem litu).
          - awanturka

          Kiedys muszę w tym watku opisac mój króciutki, bo tygodniowy pobyt w Wojewódzkim Szpitalu Neuropsychiatrycznym (1600 łózek!). Trafiłam tam, bo na oddziale o którym piszę nie było miejsc. Rodzina uruchomiła "znajomości" i po tygodniu mogłam się już przenieśc do "mojego szpitala. A to co jak wygladało leczenie w Szpitalu Wojewódzkim to nie absurd, to był horror!!!

          • adeamus78 Re: SZPITAL!!!!!!! 03.05.04, 13:30
            > Tak, dokładnie tak było. To był mały oddział psychiatryczny przy szpitalu
            miejs
            > kim. Ordynatorem był znany na Ślasku specjalista od depresji z tytułem
            profesor
            > skim. I to był szpital do którego sie trudno było dostac bo uchodził za dobry
            i
            > był bardzo oblegany.

            Hmmm tak sie zastanawiam czy to ten sam ktory prowadzi prywata praktyke za
            przeogromne pieniadze w sposob bardzo skuteczny... tylko taka mala dygresja...

            Pozdrawiam
            Adeamus

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka