majagor
19.05.10, 14:22
Od niedzieli wieczór jest kryzys z mamą.
Wczoraj jej stan został określony jako stadium terminalne.
Nieprzytomna, z gorączką, z bełkotaniem i majaczeniem, bez możliwości poruszania się, ciśnienie 70/40.
Z siostrą już ją żegnałyśmy. Ja położyłam się z jednej strony mamy, siostra z drugiej. Mama uśmiechała się nieświadomie mówiąc, że "idzie"..
Od niedzieli nie spałam normalnie. Śpię na raty. Po godzinie, po dwie. Do wczoraj nie czułam zmęczenia. Nic a nic.
Dziś mamie się odrobinę polepszyło - ja padam ze zmęczenia jak pies.. ale do łóżka zajść nie mogę. Z mamą jest moja ciocia, ja dostałam nakaz snu.. ale oszukuję siedząc tutaj..
..I kolejny raz zazdroszczę Wam Waszych problemów. Kolejny raz jestem zapatrzona mocno w siebie, kolejny raz piszę/mówię jak egoista.. zazdroszczę Wam.. mocno..
I chciałabym - bardzo brzydko napiszę - aby mama nie była tak uparta, tak zaciekła.. aby przestała walczyć, bo walki ze śmiercią nie wygra.. a tylko cierpienie sobie tym sprawia..
Ale mama całe życie była dzielna, całe życie była uparta. I nawet teraz to pokazuje..