Przez tę nagonkę świąteczną troszkę przyspieszyłam. Tyle załatwiania, tyle planowania, tyle kupowania, tyle gotowania i pieczenia.
I ja wciąż mam obawy, że się nie wyrobię...
Przyrządzam święta dla "dwóch domów" więc naprawdę czeka mnie sporo pracy. Ale wymyśliłam, że sama zrobię wszystko, nie kupię nic gotowego. Będą pierogi [3-4 rodzaje] przeze mnie lepione, będą różne rybki, sałatki itd. Ciasta też sama upiekę. Trzy sztuki, bo każdy ma jakieś "swoje" życzenie odnośnie ciasta więc dla każdego robię jedno

Bigos już w zeszłym tygodniu robiłam. I ryby w occie dla ojca też.
Tylko choinki nie będzie... Ani u ojca w domu, ani u M. Zrobiłam stroiki ze świerku... to musi nam wystarczyć. Bo ogólnie ojciec wymyślił, że nigdzie nie jedzie, że chce zostać w domu sam. No to zostanie - zaprosiły go trzy różne osoby, on odmawia. Ja będę u M. W jakiś dzień wpadniemy też do mego Antoniego i do rodziców M. Ale większość czasu chcemy być sami. Tzn. ja chcę [ze względu na Mamę], a on się na to zgodził.
Czy Wy też tak się napędzacie, też sami wszystko gotujecie? Tzn. mi M. na pewno pomoże w wigilię [on lepiej gotuje czasami niż ja], ale sami w sensie - bez gotowców ze sklepu...?
Czy też w tym czasie dostajecie magicznego "napędu"? - nie mylić z hipo!
Tak sobie myślę, że się tak napędzam, by nie myśleć, by się wyłączyć. Bo gdy tylko zaczynam rozmyślać, to łzy w oczach mam, że mej Maminki na święta nie będzie
P.S. Może ktoś z Was zna jakąś fajną sałatkę ze śledzia? Bo szukam inspiracji

Nie może być z dodatkiem octu - nie jadam takowych.
Miłego "szaleństwa" przedświątecznego!