dr.zabba
27.02.11, 14:48
Prześladuje mnie ostatnio. Nieco mnie niepokoi.
Kiedy następuje przerwa w codziennej gonitwie, dzieci są odebrane/zaprowadzone, nakarmione, pozmywało się, uprało. Kiedy przychodzi tzw. czas wolny. Kiedy nic nie MUSZĘ. Wtedy dopada mnie nuda lub coś w jej rodzaju. Najchętniej siedziałabym wtedy i robiła nic. Wielkie, długo trwające NIC. Nie mam pomysłu na siebie. Nie chce mi się czytać, odłożyłam druty, nie oglądam telewizji. W komputerze trochę poklikam i nie znajduję nic interesującego. Wejdę na rower, pokręcę trochę i znów nuda. Rzuciłam się dziś na pieczenie ciasta, ale zajęło mi to godzinę i koniec. Funkcjonuję zero-jedynkowo. Albo pełne zaangażowanie i wkład energii albo nic, marazm.
Myślę, że to przemęczenie. Myślę, że był taki okres, kiedy dzieci były zupełnie małe i kiedy nie miałam czasu dla siebie. Może zapomniałam już jak to jest mieć swoją przestrzeń? Jakoś muszę zacząć się przyzwyczajać do jej posiadania.
Jak ćwiczyć wykorzystywanie wolnego czasu?
A może wrzucić na luz i oddać się nieróbstwu?