Dodaj do ulubionych

Jakby mały ale kłopot

21.03.11, 15:35
Nawet nie problem. Kłopot z NAMI i między NAMI. Ja teraz muszę się odzwyczaić, nie pisać, nie dzwonić. Takie mam postanowienia. Odwyk. Odwyk od niego. Pewnie skończy się toną wypalonych fajek. Pewnie nie odmówię sobie wina dla relaksu. Pewnie będę w nocy leżeć i ryczeć. Drobny kłopot, a ja czuję się całkiem bezbronna, za bardzo się odsłoniłam, za mocno pokochałam.
Nie będę więcej mówić, że kocham, nie będę proponować spotkań, nie będę pierwsza pisać Przesyt, za dużo mnie w nas. Znowu bym chciała wyjechać, być daleko, tym razem nie mam gdzie uciec.
Dobra, już siedzę i czuję, jak mi gula w gardle rośnie, jak łzy same napływają do oczu. A dzień jeszcze trzeba jakoś przeżyć.
Obserwuj wątek
    • czubata Re: Jakby mały ale kłopot 21.03.11, 15:47
      >a teraz muszę się odzwyczaić, nie pisać, nie dzwonić.

      Ale czemu?
      • kebli Re: Jakby mały ale kłopot 21.03.11, 15:53
        Bo za dużo mnie w nas. On by chciał, żeby było więcej jego. A mniej mnie. Bo przytłaczam, przyduszam swoją miłością. A ja nie umiem nic robić na pół gwizdka, albo się całkiem zatracam w miłości, albo nie kocham wcale.
        • czubata Re: Jakby mały ale kłopot 21.03.11, 16:40
          To znaczy on ci to powiedział wprost że jest ciebie za dużo? Może on się boi że ty go tak wiesz, pod pantofel. Faceci tego nie lubią.
          • sapiencja Re: Jakby mały ale kłopot 21.03.11, 21:16
            Jest taka piosenka "Im więcej ciebie, tym mniej...."

            Kebli, a może należysz do tych kobiet, które muszą mieć potwierdzenie, każdego dnia, że są kochane. Że jeśli on nie dzwoni, to dzwonisz Ty, bo zamartwiasz się, że jeśli on nie dzwoni, to może już nie kocha...
            • czubata Re: Jakby mały ale kłopot 21.03.11, 21:25
              A ja się tak teraz zastanowiłam; i tak źle i tak nie dobrze. Jak kobieta kocha za bardzo to jemu źle, jak jest zdystansowana to też źle bo wtedy odtrąca. Jakiś czas temu chłop do mnie przemówił; "bo jak ja jestem po za domem to ty ciągle wydzwaniasz i pytasz kiedy wrócę" no to przestałam dzwonić. Jak przestałam dzwonić to było "bo ciebie nie interesuje co się ze mną dzieje,spóźniam się a tu nic,zero zainteresowania". Pozostałam jednak przy tym by nie okazywać nadmiernego zainteresowania, bo lepiej niech skamla że mu mało niż że mu za dużo. Ja mam wrażenie że faktycznie,faceci potrzebują ciągle "walczyć" o kobietę.
              • sapiencja Re: Jakby mały ale kłopot 21.03.11, 21:31
                czubata napisała:

                "Ja mam wrażenie że faktycznie, faceci potrzebują ciągle "walczyć" o kobietę. "

                Bo to w nich tak zostało jeszcze z epoki kamienia łupanegowink
                • eydur8791 Re: Jakby mały ale kłopot 21.03.11, 21:34
                  faceci potrzebują wyzwań także przy łupaniu kamienibig_grin
              • eydur8791 Re: Jakby mały ale kłopot 21.03.11, 21:33
                to ja się wypowiem jako facetbig_grin z nami, że tak powiem też prosto nie jestbig_grin wydaje mi się (przynajmniej w moim przypadku) że nie lubimy być zagłaskiwani ale nie lubimy być też ignorowani ale znalezienia środka.... ciężka sprawa. Właściwie to hm wydaje mi się że kluczem jest tu poczucie posiadania kontroli nad tym co się dzieje a przynajmniej stworzenie pozorów że facet ma kontrolębig_grin
                Kebli ja proponuję metodę na przeczekanie. Wiem że myślisz że to wielka kłótnia ale ja myślę że on chciał po prostu może większego zainteresowania (nie mylić z nadmiernym). Będzie dobrze jak kocha to przyjdzie, a myślę że przyjdziesmile

                P.S. ten wpis jak i dalsze autora w tym temacie jest tylko subiektywną oceną autora i nie predestynuje do ogólnej wykładni męskiej natury. Autor wpisu nie daje sobie ręki (ni każdej innej części ciała) uciąć że powyższe rady działają nie ponosi odpowiedzialności za ich zastosowanie i ewentualne skutki.smile
                • kamyczek_02 Re: Jakby mały ale kłopot 21.03.11, 21:36
                  Kebli przytulam. Wiem, jak to jest.... Nie wiem, czy pomogę ci tym, ale myślę o tobie.
                • sapiencja Re: Jakby mały ale kłopot 21.03.11, 21:42
                  Autor może spać spokojnie. Rady autora są z życia, autora, wzięte, więc ewentualnie autor sam sobie musiałby uciąć rękę, albo inną część ciała, gdyby rady autora nie odniosły żadnego skutku, albo po rad zastosowaniu, odniosłyby skutek żałosny smile
                  • sapiencja Re: Jakby mały ale kłopotPs 21.03.11, 21:45

                    Wpis poniższy jest do eydura:

                    Autor może spać spokojnie. Rady autora są z życia, autora, wzięte, więc ewentua
                    lnie autor sam sobie musiałby uciąć rękę, albo inną część ciała, gdyby rady au
                    tora nie odniosły żadnego skutku, albo po rad zastosowaniu, odniosłyby skutek
                    żałosny smile
    • 36.a Re: Jakby mały ale kłopot 22.03.11, 01:17
      Kebli, juz gdzieś ten Twój problem się przewijał w Twoich postach.
      Jestem pewnie staroświecka, ale uważam, że dzwonienie pierwszej, proponowanie spotkań przynosi więcej szkody niż pożytku. Rozmawiałam ze znacznie młodszą od siebie kobietą, która powiedziała "oddałam mu wszystko". BŁĄD, straszliwy. Co zostało dla niej? Dając za dużo, nie robisz miejsca aby on coś dał, aby wyszedł Tobie na przeciw. "Odwalasz" wybacz sformułowanie pracę za Was dwoje.
      Z ciekawością czytam, co piszą tu mężczyzni i znalezienie złotego środka jest zdaje się podstawą.
      Trzymaj się ciepło. Za dwa dni będziesz mocniejsza. I mocno pamiętaj, czego się nauczyłaś. Nie wracaj do starych nawyków.
    • kebli Re: Jakby mały ale kłopot 22.03.11, 09:14
      sapiencja
      >Jest taka piosenka "Im więcej ciebie, tym mniej...."

      >Kebli, a może należysz do tych kobiet, które muszą mieć potwierdzenie, każdego dnia, że są >kochane. Że jeśli on nie dzwoni, to dzwonisz Ty, bo zamartwiasz się, że jeśli on nie dzwoni, >to może już nie kocha...

      Genialna diagnoza, jest dokładnie tak jak piszesz. Muszę o tym jutro pogadać ze swoim psychologiem. Jak on nie pisze albo nie dzwoni to faktycznie martwię się, że nie kocha.
      Mam bardzo niskie poczucie własnej wartości i stąd to się bierze. Poza tym chyba jeszcze nigdy nie byłam w normalnym związku, takim gdzie bym ja była kochana i tylko ja była ważna i żebym ja też kochała. Jak do tej pory byłam w samych chorych związkach - albo ja nie byłam w stanie się tak naprawdę zakochać i mi nie zależało, albo on był agresorem a ja ofiarą. Jak do tej pory moje związki się nie sprawdzały i ciężko mi uwierzyć, że ktoś mnie może kochać ot tak po prostu i być dla mnie dobrym. Wiem, że na to zasługuję, ale wydaje mi się to takie niemożliwe, nierealne, nie do wiary. Dlatego ciągle szukam potwierdzenia. A jego to już męczy.
      • lolinka2 Re: Jakby mały ale kłopot 22.03.11, 11:28
        Kebli, tematu tego nie rozbierzesz na forum....

        terapia, dłuuuuuuuuuuuuuga, żmuuuuuuuuuuudna terapia. tylko.
        • ergo_pl Re: Jakby mały ale kłopot 22.03.11, 15:29
          Kebli, dziewczyny ujęły samo sedno.
          Skąd wiem - bo sama tak mam.
          Póki co powtarzaj sobie słowa 36 - nie wracać do starych nawyków.
          Jak staję się bardziej "wyrywna" (choć w innej materii) - to do siebie tak gadam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka