kamyczek_02
02.01.12, 20:02
Osobny wątek tworzę.
Na mój rozum:
Idę do lekarza rodzinnego. Proszę o przepisanie mi mojego Lamitrinu i Ketrelu - przedłużenie leków, jest kwit na nowy rok od psychiatry. Lekarz rodzinny nie wie czy nadal jest refundowany, a jeżeli jest to w jakim procencie. Sprawdza na wydrukowanej przez siebie liście, która jest na str. NFZ. Owszem to powoduje, że wizyta trwa dłużej, ale biorąc pod uwagę liczbę pacjentów i ilość przepisywanych leków oraz wiedzę lekarza dotyczącą leków (zna się lepiej przecież) nie powinno to stwarzać jakiś ogromnych problemów. Wystarczy potem wpisać do karty informację i nie musi ponownie szukać następnym razem. Jeżeli chodzi o "zwykłe" leki to powtarzają się one i wielu pacjentów - leki na na serce, cukrzycowe, antybiotyki itp.
W czym jest problem? Łopatologicznie proszę i wytłumaczenie. Chodzi o to, że nie chce im się zaglądać do tych list i w ten sposób strajkują klepiąc te słynne pieczątki? Bo ja już się gubię.
Moja mama była dzisiaj po swoje leki u rodzinnego. Zero problemów. Ma listę na biurku, sprawdził i wpisał do karty pacjenta. Nie stawiają pieczątek.