Dodaj do ulubionych

chad a studia

04.01.13, 16:05
Pytanie do tych z Was, którzy studiują/studiowali. Jak sobie radzicie czy radziliście z kwestią nieobecności? Ja nałapałam ich sporo w czasie dołków, pech chciał, ze się skumulowały na jednym przedmiocie (zaczynał się wcześnie, a w dole ciężko mi się z łóżka ruszyć, udaje się koło południa, czyli już po fakcie). I teraz zupełnie nie wiem, jak się z tego wygrzebać uncertain
Obserwuj wątek
    • eydur8791 Re: chad a studia 04.01.13, 16:31
      Po pierwsze najlepiej porozmawiać z prowadzącym, wcześniej dobrze wziąć zaświadczenie od psychiatry. W takim zaświadczeniu moja psychiatra pisała, że jestem pod stałą opieką poradni i z powodu stanu zdrowia nie byłem w stanie podołać obowiązkom studenta. A na przyszłość wniosek o indywidualną organizację studiów (na różnych uczelniach różnie się to nazywa). Ten papier daje Ci względną swobodę w zaliczaniu przedmiotów, pomaga na nieobecności itp.
      Ja tak zawsze robię i jakoś się udaje. My studenci musimy trzymać się razem powodzenia smile
      • lolinka2 Re: chad a studia 04.01.13, 19:27
        amen - nic dodać, nic ująć. Ja na tej samej zasadzie żyłam (i znów będę... sad )
      • learning-to-fly Re: chad a studia 05.01.13, 18:26
        Właśnie z IOSem zawaliłam.
        Na początku roku miałam jeszcze diagnozę "depresja", było całkiem nieźle, więc myślałam, ze dam sobie radę (zniechęciło mnie to, że na IOSa trzeba mieć zgodę prowadzących u nas, a ja nie chciałam sie każdemu tłumaczyć). No i...przeliczyłam się, eh, teraz zostaje liczyć na wyrozumiałość sad
        • za_mszowe Re: chad a studia 06.01.13, 13:39
          Teraz to tylko jeden przedmiot, wiec papier od lekarza wystarczy. A ta indywidualna organizacje zalatw sobie od nastepnego semestru. Tylko ze na poczatku idz do dziekana i przedstaw sprawe, a podpisy wykladowcow pod zgoda zbierzesz, tlumaczac sie sytuacja zdrowotna (nie musza wnikac, ja tak swego czasu musialam obiec kilkanascioro cwiczeniowcow, i bylam pierwszym w historii uczelni/kierunku wariatem, ktoremu sie udalo dotrwac i sobie poradzic smile )
          • learning-to-fly Re: chad a studia 06.01.13, 17:50
            Jutro idę negocjować. Trzymajcie kciuki proszę smile
            • lolinka2 Re: chad a studia 06.01.13, 19:17
              trzymamy - ja będę negocjować za tydzień. Też na razie tylko z 1 szt. (i to w sumie nie zawalenie, ale przekroczenie limitu dopuszczalnych nieobecności).
              • poetkam Re: chad a studia 07.01.13, 09:49
                To trzymam kciuki też smile
                • learning-to-fly Re: chad a studia 07.01.13, 12:51
                  Udała się, 2 z 4 nieobecności zaliczone i nawet bez tłumaczeń zbytnich się obeszło tongue_out
                  • eydur8791 Re: chad a studia 07.01.13, 15:54
                    Za mnie też niech ktoś potrzyma kciuki, bo sesje to dla mnie stresujące, cykliczne wydarzenie smile
                    • lolinka2 Re: chad a studia 26.01.13, 20:33
                      trzymu trzymu....
    • maisanuk Re: chad a studia 25.01.13, 01:04
      Mam aktualnie podobny problem z zaliczeniem ćwiczeń, na których dozwolona jest tylko 1nb.
      Zaświadczenie od mojej psychiatry nie wpłynęło na przychylną decyzję prowadzących, którzy "nie akceptują słabości i różnych studenckich wymówek".
      O ile wykłady są jeszcze nieobowiązkowe, a egzaminy to kwestia pracy własnej, tak w przypadku ćw, jak wszyscy wiemy, zaliczenie w takiej sytuacji to kwestia dobrej woli (lub jej braku) u wykładowcy. Niestety.
      Zostałam również poinformowana, że podanie do Rektora nic nie zmieni, jeśli to wykładowca decyduje o zaliczeniach.
      Dlatego teraz mam dwa przedmioty do tyłu i problem z zaliczeniem semestru.
      Czy ktoś z Was ma/miał takie problemy z prowadzącymi?
      • learning-to-fly Re: chad a studia 26.01.13, 16:41
        ja jeszcze swoich nie testowałam na okoliczność ChAD, ale chyba będę musiała, bo nie udało mi się dotrzeć na jeden egzamin, no i chcę załatwić sobie IOSa na przyszły semestr. Zobaczymy, jak coś będę zdawać relację z ich ewentualnych reakcji wink
      • lolinka2 Re: chad a studia 26.01.13, 17:01
        ja kwitkiem o ChAD dwa razy załatwiłam totalną nieobecność przez parę m-cy w tym nieobecność na sesji --> czyli mamy kwiecień, a u mnie brak zaliczeń. Generalnie ludzie dobrze reagowali, tyle, że zaczynałam od opowiedzenia o co chodzi i że ja ew. mam papier od lekarza, żeby nie było, że sobie wymyślam... a nade wszystko to CHCĘ skończyć te studia, pomimo przeszkód.

        Z opisanych wcześniej moich akcji: mam 1 pana do ogarnięcia, aż się boję do niego pisać. Reszta do przodu z niezłym efektem.

        Powodzenia na sesji, kochani!!!
        • novalijka39 Re: chad a studia 27.01.13, 12:15
          może to głupio zabrzmi, ale zazdroszcze Wam, że macie tego typu problemy. Ja szłam przez studia z bagażem depresji na grzbiecie i w zupełnej nieświadomości. To było 20 lat temu. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, dlaczego ciągle płaczę, dlaczego ńie mogę się skupić, dlaczeo nie mogę spać. Nikt mi niczego nie ułatwił, z niczego nie zwolnił. Sama byłam dla siebie najbardziej surowym sędzią. Perfekcjonistka w depresji to chyba najgorsza mieszanka. Drugi rok kończyłam z najlepszą średnią. Dostałam stupendium zagraniczne, wtedy to było coś. Nie podołałam. Skończyło się wszystko próbą samobójczą, okryta wstydem. Skutki odczuwam do dziś. Zrobiłam licencjat po rocznej przerwie, magistra zaocznie.
          Trzymjcie się.
          • learning-to-fly Re: chad a studia 27.01.13, 14:59
            Hmm....
            Przepraszam, że zapytam, ale gdzie 20 lat temu znalazłaś studia dwustopniowe?
            • novalijka39 Re: chad a studia 27.01.13, 16:07
              skończyłam kolegium języków obcych, po 3 latach zdawaliśmy egzamin licencjacki, przyjeżdżała do nas jakaś pani z wyższej uczelni i u niej się zdawało, wtedy były to początki licencjatów. Nie, nie ściemniam. Po co miałabym to robić?
        • sonkli Re: chad a studia 28.01.13, 22:13
          Hej. Jestem właśnie w sytuacji w której lolinka2 byłaś dwa razy. Od grudnia nie ma mnie na zajęciach i dopiero teraz dochodzę do siebie. To mój pierwszy rok i byłam pewna, że już po wszystkim. Nikt na uczelni nie wie co mi jest, może dlatego, że to psychologia trochę się obawiam jaka będzie reakcja i jak będę w dalszym ciągu traktowana. Lolinka2 studiujesz na państwowym uniwersytecie> ? W jaki sposób zaliczałaś sesję po tak długiej nieobecności, do kogo najpierw się w tym zgłosiłaś? Załatwiałaś sobie IOS?
          • lolinka2 Re: chad a studia 28.01.13, 23:53
            pierwszy kierunek na państwowym, drugi na prywatnym i teraz znów na prywatnym.
            Na państwówce z zaświadczeniem od psychiatry w ręce poszłam do dziekana na rozmowę w 4 oczy - powiedziałam, co i jak, i spytałam co robić. IOS już miałam wówczas (dostałam z okazji urodzenia dziecka). Kazał napisać podanie o przedłużenie sesji i od ręki je podpisał, że wyraża zgodę do końca nast. sesji (a było to jakoś w kwietniu). I tą metodą do czerwca stuknęłam 2 sesje, napisałam licencjat i go obroniłam.

            Na prywatnej (podyplomówka) gdy zniknęłam i wróciłam po paru m-cach, skierowałam się najpierw do kierownika studiów podyplomowych, również na pogadankę w 4 oczy - przede wszystkim z info, że ja chcę te studia skończyć, o czasie i z przyzwoitymi ocenami; oraz że nie było mnie przez ten czas, bo jestem chora (powiedziałam konkretnie na co, jakie objawy). Pan powspółczuł uprzejmie i stwierdził, że nie widzi problemu, żebym się poumawiała z wykładowcami na zaliczenia oraz że życzy powodzenia, a dla ułatwienia sugeruje, żebym sobie przychodziła na zajęcia naszej grupy i grupy równoległej (mieliśmy wymiennie co 2 weekend). Tą metodą pozaliczałam wszystko jak należy, a potem przy obronie pracy dyplomowej tenże sam pan powiedział mi, że jestem bardzo pilną studentką i on by sobie życzył, żeby ci, którzy zdrowotnie nie mają pod górę byli tak wytrwali i pracowici jak ja (i te słowa sobie wspominam, gdy mi gorzej).

            Teraz póki co bez IOS poszło smile Dogadałam się ze wszystkimi wykładowcami "na gębę". Nie chcę coming outu robić na uczelni, bo jeszcze parę lat w niej posiedzę najprawdopodobniej... i wolałabym, żeby nikt nic nie wiedział.
    • niespokojna83 Re: chad a studia 28.01.13, 17:51
      Rozumiem Cię doskonale, miałam wiele razy podobną sytuację. Mając ChAD da się skończyć studia. Mnie się udało, ale długo to trwało. Byłam wiele razy w ciężkim stanie, w czasie studiów kilka hospitalizacji, licencjat przeszłam prawie bezproblemowo, magisterka była trudniejsza, w końcu na uniwerku poprzeczka poszła w górę, bo wymagania co do wiedzy i obecności na zajęciach też większe niż na prywatnej uczelni. I dlatego mgr u mnie zamiast 2 lata trwała 4, bo po drodze musiałam wziąść dziekankę 2 razy i ostani rok powtarzać. I tą powtórkę już miałam zaocznie, bo kalkukując różne moje przejścia (ze znalezieniem odpowiedniego miejsca i toawrzystwa, z którym da się mieszkać spokojnie) i pieniądze na utrzymanie, to czesne na zaocznych wychodziło taniej. Pracować nie musiałam, muszę się staruszkom swoim odwdzięczyć kiedyś za tą całą kasę którą we mnie całe życie ładują. Jeśli złapałam doła, hipomanię albo psychozę, to jakoś zdążyłam odchorować między zjazdami żeby nikt nic nie zauważył.
      Dobra dosyć już o mnie. Zawalony jeden przedmiot to nie koniec świata i nie koniec studiów. Dziekanka to ostateczność. Jest wiele innych możliwości. Popytaj w dziekanacie, poczytaj regulamin. Zawsze można się o coś ubiegać. Podanko do dziekana albo dyrektora instytutu, zależy kto się u Was czym zajmuje. Zależy ile masz tych nieobecności. Jak więcej niż 3, 4 i sporo przekroczona dozwolona ilość i więcej Cię nie było niż byłaś, to może lepiej nie próbuj negocjować z wykładowcą unikając formalnych sposobów licząc, że przymknie oko i pozwoli Ci coś pisać albo będzie Cię pytał z materiału, różnie bywa, ale jest wielu wykładowców, którzy mówią, że nie będą robić szkółki z renomowanej państwowej uczelni i odpytywać z zaległości jak w podstawówce.
      Ja bym Ci radziła załatwić to formalnie, owszem, z wykładowcą też musisz się skontaktować, żeby ustalić termin i zakres materiału do zaliczenia (chyba że nie będziesz mogła zaliczać tego od razu, tylko poprzez poprawkę, warunek lub awans, wtedy to przez dziekanat kontaktujesz się co do terminu lub info na stronie internetowej). Jak wpisze Ci pałę, to chyba będziesz musiała pisać o poprawkę, jeśli nie zdasz poprawki, lub się nie stawisz, to o awans lub warunek, zależy od regulaminu uczelni i decyzji dziekana. A jeśli nic Ci nie wpisze do protokołu i indeksu albo, że jesteś nieklasyfikowana, z powodu nieobecności, to najczęściej pisze się o wyznaczenie dodatkowego terminu zaliczenia, możliwość powtarzania zajęć z tego przedmiotu (awans – czyli dopuszczają Cię warunkowo do sesji, kontynuujesz normalnie studia na następnym semestrze lub roku i powtarzasz ten jeden przedmiot i zaliczasz go po roku razem z bieżącymi przedmiotami), są też podania o przedłużenie sesji, jeśli ten przedmiot nie będzie przeszkodą w dopuszczeniu Cię do sesji.
      Najważniejsze. Pójdź do lekarza, załatw sobie jakieś zaświadczenie, zwolnienie. Dowiedz się, jakie podanie masz napisać i do kogo, u nas w niektórych sprawach pisało się do dyrektora instytutu, w niektórych do dziekana. Na awanse były w dziekanacie gotowe druki i tylko je trzeba było wypełnić. Jak już wszystko będziesz wiedziała, to złóż w dziekanacie podanie z załączonym zwolnieniem. Na pewno są różne możliwości, żebyś to zaliczyła nie tracąc roku i nie biorąc dziekanki.
      • eydur8791 Re: chad a studia 04.02.13, 21:06
        Jak tam sesja?
        • lolinka2 Re: chad a studia 12.02.13, 21:56
          do przodu - jeszcze jeden egzamin mi został do napisania - w tę sobotę, czekam też na wynik jednego (wiem, że zdałam - nie wiem, na jaką ocenę) i będzie po temacie na semestr I smile
          Średnia chyba też nienajgorsza wyjdzie smile

          A Ty, eydur?
    • nina_zorba Re: chad a studia 05.02.13, 05:56
      Ja w sumie ukrywam przed wszystkimi swoją chorobę. 3 lata temu zdiagnozowano u mnie chad, choć objawy pojawiły się od razu po maturze (czyli 5-6 lat temu). Byłam daleko od domu i kiedy wszystko się zaczęło, nie wiedziałam co się ze mną dzieję i obwiniałam siebie za ten stan rzeczy. Nie wytrzymałam i rzuciłam studia, wtedy nie byłam nawet w stanie ruszyć się z łóżka. Powiedziałam o tym 2 osobom, ale ich reakcja zabolała mnie wtedy chyba najbardziej, patrzyli na mnie jak na osobę, która znalazła sobie wymówkę dla własnych słabości. Po 3 latach od pojawienia się pierwszych objawów, gdy byłam na skraju, moi rodzice dopiero zorientowali się, że jest ze mną coś nie tak i siłą prawie zaciągnęli do psychiatry. Te 3 lata to było piekło. Teraz codziennie biorę leki i jest lepiej, zdecydowanie spokojniej, choć nieidealnie.
      Co do nieobecności, ja sama mimo, że biorę leki (do tego wszystkiego dochodzi jeszcze niedoczynność tarczycy, która wpływa dość depresyjnie na nastrój) mam dni lub tygodnie kiedy po prostu nie jestem w stanie wstać z łóżka. Ponieważ studiuję medycynę i mam zajęcia w formie bloków (przez cały tydzień jeden przedmiot) to gdy opuszczam zajęcia mam zwykle od razu 5-6 nieobecności z jednego przedmiotu, muszę więc trochę się nakombinować, poprzesuwać zajęcia i ogólnie "kręcić" aby móc je wszystkie odrobić z inną grupą i zaliczyć (zwykle nie można mieć żadnej nieobecnościuncertain ) Nie jestem z tego dumna, bo to "kombinowanie" jest dla mnie samej czasem czymś niesmacznym, ale koniec końców udaje mi się być na wszystkich zajęciach, choć z powodu odróbek bywają tygodnie, kiedy mam 2-3 razy więcej zajęć niż reszta mojej grupy. Mimo to, za nic nie chcę powiedzieć innym o mojej chorobie, również znajomym ze studiów. Wolę, żeby uważali mnie za osobę roztrzepaną, leniwą lub nieodpowiedzialną, niż ktoś popatrzył na mnie jakbym znalazła sobie dobrą wymówkę. Myślę, że nie wszyscy tak reaguję, ale większość osób po prostu nie ma pojęcia co naprawdę oznacza przechodzić przez stany hipomanii i depresji i jakim "wrakiem" się po nich człowiek staje. Jak na razie udaje mi się po swoich dołach po odrabiać wszystkie nieobecności. Nie zawsze wszystko się udaje, nie zawsze zaliczam wszystkie kolokwia, zdarza mi się na nie nie przychodzić, lub czasem nawet na ich poprawę, ale koniec końców po okresowych dołkach zwykle mam znów siłę aby wstać i to nadrobić, niezaliczone kolokwia do których nie podeszło się w ciągu roku zawsze można zdać w maju jako komisyjne. Kiedy masz znów siłę by radzić sobie codziennością to zwykle na każdej uczelni znajdzie się jakaś możliwość nadrobienia tego.
      Myślę jednak, że jeśli nie masz złych doświadczeń to możesz zaopatrzyć się w zaświadczenie lekarskie. Ja po kilku latach odkryłam, że niektórzy z asystentów jednak są ludźmiwink
      O mojej chorobie wie tylko najbliższa rodzina, także jakby ktoś z warszawy miał podobne problemy i chciał porozmawiać o to chętnie nawiążę kontakt. Po tych kilku latach chciałabym w końcu móc porozmawiać z kimś kto ma podobne doświadczenia do mnie i kto to rozumie. Mój tata po tym jak przez pół roku zaczęłam brać stabilizatory nastroju zasugerował, żebym przestała, ponieważ według niego sprawiły, że stałam się "powolna". To tylko pokazuje jakie nawet nasi bliscy mają znikome pojęcie o tym co naprawdę się dzieje i jak nieleczony chad rujnuje nam życie, nie mają pojęcia co oznaczałby powrót do tego samego stanu co przed leczeniem.
      Co do studiowania to jak najbardziej można studiować i trzeba jeśli się ma taką możliwość i chęć. Ja jestem teraz na 3 roku studiów i odkąd podjęłam leczenie to udaje mi się zdawać kolejne przedmioty. Na podstawie tego co sama przeszłam to mogę tylko poradzić, aby jeśli ktoś przerwał naukę to do niej wrócił, ponieważ przy odpowiednim wsparciu i zdarzających się dołkach i tak zwykle można znaleźć jakąś, czasem pokrętną, ale jednak ścieżkę na przód.

      Przepraszam, że tak się rozpisałam i trochę nie na temat, ale to pierwszy raz kiedy tak piszę o chad, odkąd wiem, że go mam dlatego mnie trochę poniosło. Pozdrawiam i życzę powodzenia!
      • niespokojna83 Re: chad a studia 12.02.13, 20:14
        Gratuluję. Medycyna to trudny kierunek. Cieszę się, że walczysz z chorobą i się nie poddajesz. To ucz się wytrwale, żeby nie było że "szewc bez butów chodzi", lekarze też chorują i przyszli lekarze, ale masz wiedzę, że trzeba o siebie dbać, brać leki. Dlatego lecząc się, postępując zgodnie z zaleceniami Twojego lekarza dajesz dobry przykład innym chorym. Ojca nie we wszystkim musisz słuchać, szacunek mu się zależy, jakto rodzicowi, ale jesteś dorosła i też ważne są granice. Tutaj widać że znasz się na tym lepiej od swojego taty i bierz leki, jeśli lekarz Ci przpisuje, to bierz, na CHAD najczęściej bierze się leki do końca życia, choć mogę czegoś nie wiedzieć i się mylić, są przypadki chorób psychicznych, gdy da się pacjenta wyleczyć, żeby nie musiał brać leków na zawsze, ale nie wiem czy akurat przy CHAD. Ja też mam jednocześnie niedoczynność tarczycy i CHAD, nawet jedną diagnozę a właściwie podejrzenie że CHAD mi przeszedł w schizo-afektywne, być może zawsze to miałam tylko ten CHAD błędnie mogli zdiagmnozować. Bo 10 lat temu u mnie się zaczęło wszystko od ostrej psychozy. Choć symptomy zaburzeń nastroju też miałam od liceum, a głupio się upierałam jak mnie pedagog szkolna chciała wysłać do psychaitry, w końcu poszłam raz czy 2 na odczepnego, ale stwierdziłam, że ta lekarka to głupia flądra a ja i tak nie będę jej słuchać. Jako nastolatka nie bardzo wierzyłam w dobre intencje dorosłych, taka byłam rozchwiana i zbuntowana. Ale czy teraz jestem odpowiedzialna i rozsądna zawsze, to też bym nie powiedziała. Mam prawie trzydziechę na karku, a czasem też się zachowuję jak durna nastolatka i nie lubię gdy ktoś powierza mi odpowiedzialne zadania i zbyt dużo obowiązków. Chylę czoła, bo studiować socjologię to nie to co medycynę, więc życzę Ci jak najlepiej. Moja siostra mi kiedyś złośliwie powiedziała, że ja to już szopkę odstawiam z tymi studiami, szympans by je szybciej skończył niż ja. Do wizerunku wiecznej studentki może i pasuję, w końcu pracy do tej pory nie napisałam i nie oddałam. 2 lata temu darłam koty z młodszą siostrą, jak razem mieszkałyśmy, ona szybciej ode mnie swoje studia skończyła, a ja każdy rok po 2 lata robiłam. Teraz jak jest mężatką i się wyprowadziła, to jakoś bardziej się szanujemy i nie skaczemy sobie do oczu. Kurde, ja mam grafomańskie zapędy, wszystko piszę za długie, komenatrze na forach, maile, SMS-y, mówię też za dużo. Każdą wypowiedź nawet nieświadomie i bez wcześniejszego zamiaru zamieniam w pamiętnik i dziennik osobistych zwierzeń. Może powinnam wydać autobiografię. Żartuję oczywiście, mam trochę skromności nawet w tym moim egocentrycznym usposobieniu.
        To tak jest, że od młodego człowieka oczekuje się żeby wszystkiemu podołał, taki mamy stereotyp czy wzorzec w kulturze. Narzekać może osoba starsza, która już wszystkie obowiązki w życiu spełniła. Mam dobrą pamięć do szczegółów, właściwie takich, które coś dla mnie znaczą, pamiętam co przeczytałam albo usłyszałam lata temu jeśli nasuwa mi to jakieś ważne dla mnie refleksje. Chyba byłam jeszcze w liceum i szłam rano do szkoły, a tą samą alejką szły dwie babcie, a ja zapamiętałam, jak jedna z nich powiedziała do drugiej "Taka ta dzisiejsza młodzież jakaś słaba i nadwrażliwa, każdy problem, to zaraz samobójstwo, a myśmy w młodości wojnę przeżyli, biedę i lekko nie było, a nikomu młodemu wtedy do głowy nie przyszło żeby się na życie targnąć." I to jest właśnie ta przepaść pokoleniowa. Inne czasy, inne wzorce, telewizji nie było, Internetu, problemy w naszym wieku pewnie też mieli inne.
        Ale ja bym się nie zgodziła, z tym, że starsi zawsze mają rację. Często mają, ale nie zawsze i nie we wszystkim.
        Wymagania społeczno-kulturowe powodują, że młodzi ludzie nie radzą sobie z emocjami, obowiązkami i chorują. Trzeba dopuścić do siebie myśl, że człowiek ma prawo źle się poczuć, narzucenie zbyt wysokich wymagań może powodować stres i choroby. Czasem ktoś nam za wysoko stawia poprzeczkę, a czasem sami ją sobie za wysoko stawiamy. Ale to też nie znaczy, żeby do wszystkiego znaleźć wymówkę, tak jak piszesz czyli np. oczekiwać do przesady taryfy ulgowej i się użalać. We wszystkim potrzebny jest umiar. Ja wiem o co w tym chodzi, bo mam z tym problem, bywa, że chcę być ambitna, bo rodzi się we mnie jakieś przekonanie, że ludzie będą mieli do mnie większy szacunek, jak się wykażę inteligencją i pomysłowością, a to podwyższy moją samoocenę, ale często robię coś odwrotnego, nie chce mi się szukać pracy, bo i tak nie znajdę, nikomu nic nie obiecuję, żeby nie wysłuchiwać pretensji, że się nie wywiązuję z tego co obiecałam, idąc na łatwiznę nie sprzątam, bo kiedy mam doła, to syf dookoła mi nie przeszkadza.
        Ale kurde, nie kontroluję tego tekstu, tak mi się zebrało, że już chyba naprawdę autobiografię tu napisałam. Mam tendencje raczej ekstrawertyczne czyli lubię się wygadać. Nie jestem typem zamkniętej introwertyczki, ciągłe milczenie i tłumienie emocji wywołuje u mnie czasem agresję i napady furii albo ciągły płacz, cieszę się mogę chodzić regularnie do psychologa, bo to mi bardzo pomaga. Próbuję nawiązywać znajomości z ludźmi takie face to face a nie facebook wink Właśnie w tym rzecz, żebym się nie bała bezpośrednich kontaktów, ostatnio to trudne, odkopuję stare znajomości, staram się je utrzymać, zauważyłam co się ze mną dzieje od kilku lat. Jakbym zupełnie zapomniałae na czym polegają normalne relacje z ludźmi i musiała się tego uczyć od nowa. I coś w tym jest, że "szewc bez butów chodzi", socjologia niby uczy o ludziach i między innymi o relacjach, o normach, tym co społecznie pożądane formalnie i nieformalnie, ale żadna książka nie nauczy człowieka życia. W teorii mogę wiedzieć wszystko, a w praktyce nie zdołam wykorzystać nic, czego się nauczyłam.
        Teraz mam znowu dużą niedoczynność, biorę Eutyrox, już się tak nie męczę, w dodatku osłabłam nawet od zwykłego przeziębienia, górki i dołki się zdarzają i będą się zdarzać. Dziś wstałam o 13.30, wczoraj o 11.30, zdarza się że śpię do 15.00, ale rzadko, przy skrajnych dołach to wcale nie wyłaziłam z łóżka z wyjątkiem kibla i jedzenia od czasu do czasu. Dobrze że mama dziś pracuje, jak była w pracy, to się mnie nie czepiała przynajmniej. Ja wiem, że ona chce dobrze, z jednej strony to dobrze, że nie pozwala mi w dzień spać, bo jak się nie odzwyczaję, to ani magisterki nie napiszę, szukać roboty nie pójdę i może naprawdę pożałuję, że przespałam całe życie. Dlatego w te dni, kiedy nie pracuje, czyli większość, bo ma tylko pół etatu nie ma mowy, żebym nie wylazła z wyra przed południem. Z jednej strony jestem wkurzona że każe mi wstawać i że według niej spanie dłużej niż do 8.00 to już lenistwo, ale jak pomyślę czasem co by było, gdyby mnie nikt nie pilnował, to powinnam jej podziękować. Zawaliłam rok na studiach bo zamiast chodzić na zajęcia to cały październik i listopad wylegiwałam się w łóżku. Niby tak sobie mówiłam, że trochę zajęć opuszczę, bo muszę się uczyć do jednej zaległej poprawki, ale i tak się nie uczyłam, skończyło się szpitalem, dziekanką i powtarzaniem roku i w efekcie opóźniło się ukończenie studiów o 2 lata. Teraz właśnie jeszcze potrzebna mi mobilizacja, żeby pracę napisać. Promotora mam jak złotko, nie mogłam lepiej trafić. Aż cud, że tak długo daje mi szansę.
        Pozdrawiam biegniemy dalej naprzód. Ja wiem, że muszę się starać. Wiem że się za bardzo rozpieszczałam w życiu. Dlatego nie chcę tej pracy przeciągać za długo, według regulaminu mam chyba napewno 1,5 r. na to, prawie 2 lata, ale logicznie mi się to nieopłaca. Policzyłam sobie 10 lat studiowałam razem z pracą może wyjść nawet 10,5. To za dobrze nie wygląda. Jedna uczelnia, rok zrobiony, rok dziekanki, po dziekance rezygnacja. Druga uczelnia licencjat skończony 3 lata bez dziekanek, choć problemy mniejsze bywały, 3 uczelnia, magisterka jeden semestr zaliczony, dziekanka, potem semestr zaległy zaliczony, na kolejnym roku kolejna dziekanka, rok powtórzony, w ten oto sposób od matury tyle czasu mi to wszystko zajęło. Student normalny studiuje 5 lat, a ja 10.
        • za_mszowe Re: chad a studia 12.02.13, 20:27
          a jak się widzisz niespokojna na rynku pracy? czy podołałabyś temu, zdając sobie sprawę, jak wygląda sytuacja absolwenta socjologii bez doświadczenia?
          • niespokojna83 Re: chad a studia 12.02.13, 21:07
            Tego właśnie się boję. Wieczna studentka, doświadczenie w pracy gdziekolwiek niewielkie, prawie żadne, z daty urodzenia widać, że na debiut na rynku pracy jestem dość stara. Ja się nie będę poddawać. W końcu po co ja robiłam te studia, gdybym zamierzała siedzieć w domu do końca życia? Renta się skończy wraz z końcem 2013 r., wniosek do ZUS pewnie złożę, ale czy coś dostanę, to pewności nie ma. Kryzys jest, ale to mnie nie zwalnia z szukania zatrudnienia. Szkolenia, podyplomówki mogę robić, pewnie będę musiała. Nie wiem czy czas i pieniądze pozwolą mi na kolejne studia. Czy mając 30 lat to jest sens robić licencjat z jakiegoś drugiego kierunku. Teraz widać ile warte są dyplomy, można je sobie co najwyżej w ramki w domu oprawić albo się nimi podetrzeć, wszędzie patrzą na doświadczenie i robią jakieś sprawdzające coś tam na "a", żeby sprawdzić na rekrutacji czy się ktoś nadaje. Te rekrutacje to też wieloetapowe jak casting do Voice of Poland. Zwycięsca jest tylko jeden. Rozumiem, że każdy chce mieć pracownika który coś potrafi a nie półgłówka z dyplomem, może to prawda, co piszą w Wyborczej, że przez ten boom na wykształcenie teraz za dużo ludzi ma dyplomy i każdy chce od razu być kimś ważnym. Właśnie to mnie trapi i od miesięcy nie mogę w nocy zasnąć, śpię czasem po popołudnia, nie zawsze i nie za często, te leki i wszystko razem wzięta to tak działa, ale jak się położę o 23.00, to i tak do 2.00 w nocy się zamartwiam czy aby na pewno nikt mnie nie potraktuje jak wyrzutka czy człowieka drugiej kategorii, czy kiedykolwiek ktoś coś dobrego we mnie zobaczy. Nie mówiąc już o koszmarach jeśli już śpię. Nic mnie już nie dziwi, w końcu w chorobie dziwne lęki można mieć nawet bez powodu. Zasypiam i się czuję jakby jakiś duch czy demon z toporem nade mną stał albo inne paskudztwo, choroby, śmierć, demon jakiejś śmierci mnie prześladuje, nie wiem czy te leki wogóle działają, niby mam się po nich nie bać, a i tak się wiecznie czegoś boję. Biorę tabletkę po której powinnam od razu spać, a tu spać idą ręce i nogi, w których czuję jak wiotczeją mięśnie i ciągną się jak guma, a umysł szaleje dalej i widzi latające żółte światełka i lęk że to jakiś prąd co mnie zaraz porazi, słyszy głosy i dźwięki w pustym pokoju, jakby czyjeś krzyki i jęki wołające coś przeźliwie i rozpaczliwie. Miałam niedawno sen, że zgniło mi ciało za życia i przez pomyłkę żywą mnie wsadzili do grobu.
            Nie wiem czy ja się widzę na tym świecie, a na rynku pracy, chciałabym "Standardowe wyuczone formułki których najlepiej używać na rozmowach. Tak, mam doświadczenie, 7 miesięcy, ale to też praca, zbyt dawno, żeby poprosić o referencje, ale dalej wiem jak się pracuje w sekretariacie. Tak jestem dyspozycyjna, nie mam dzieci i nawet nie wiem czy będę zamierzała je mieć." Może to korzystne zostanę singielką na zawsze, jak nie założę rodziny, to będę w pełni dyspozycyjna, przyzwyczaję się do pracy 24 h na dobę, nie będę miała czasu mieć koszmarów, bo nie będę miała kiedy spać.
            • za_mszowe Re: chad a studia 12.02.13, 21:22
              wiesz, nie zdawałam sobie z tego sprawy, że wywołam u Ciebie lawinę zmartwień. nie rzucaj się ze skrajności w skrajność, nie wiem, czy to choroba, czy swoisty stan umysłu. weź leki wcześniej, skoro masz ten problem z zasypianiem, jutro też jest dzień.
              • niespokojna83 Re: chad a studia 12.02.13, 21:42
                Spoko. To nie Ty. One były we mnie już wcześniej. Ot normalne pytanie z tym rynkiem pracy. Nie mam Ci tego wcale za złe, to nie Ty wywołałaś we mnie zmartwienia. Mam lepsze i gorsze dni i noce. Jutro i tak będę gadać z lekarzem, to jeszcze będzie czas na zastanowienie się nad lekami. Życie jest jakie jest i nie chodzi o to, żeby decydować o jego końcu, gdy coś nie idzie tak jak powinno. Nie mam źle. Wiem, że mam dużo szczęścia. Nie wszyscy w podobnej sytuacji tyle mają. Nie mogę powiedzieć że nic nie robię, bo robię tyle ile mogę. Może nie muszę brać udziału w wyścigu szczurów, a mimo to jakoś wyjdę na prostą.
      • okludin Re: chad a studia 02.07.14, 10:44
        Mam nadzieję, że jeszcze od czasu do czasu zaglądasz na forum i dasz mi jakąś radę. U mnie chad zaczął się przed maturą. Doszły problemy osobiste i przeświadczenie, że wszystkich zawiodę. Jednak dostałem się na medycynę, ale w czasie około seyjnym wszystko się posypało. Dziekanka. Brak diagnozy I mądrego leczenia-od października powtórka z rozrywki. Skończyło się jednak szpitalem. Teraz rodzice chcą mnie ściągnąć na jakieś inne studia bliżej domu. Ale to trochę chyba nie w moim stylu- poddać się bez walki. Chociaż mów sobie, że zrobię licencjat i wrócę na medycynę. Ale to będą kolejne 3 lata... nie wiem co robić. Czego chco. "
        • okludin Re: chad a studia 02.07.14, 10:44
          Chcę*
      • bez_silna Re: chad a studia 20.06.16, 23:44
        I jak Ci idzie? w prawdzie post sprzed 3 lat, niemniej problem mam jak w temacie, w prawdzie zaznajomiona jestem z nim dobrze, ale i tak czuję się z nim samotnie nigdy nie pisałam na żadnych forach, ale muszę przyznać, że czytanie nawet starych postów od czasu do czasu sprawia, że czuje się... lepiej to może nie najlepsze słowo, ale mniej samotnie bo przeżywam to samo. Mam podobne podejście do radzenia sobie co Ty. Też jestem tą "roztrzepaną, leniwą, nieodpowiedzialną" w oczach innych... I wolę taki stan rzeczy niż poczucie, że mam wymówkę w postaci usprawiedliwienia od psychiatry bo niestety wielu wykładowców tak na to patrzy nie wiedzą co się za tym kryje i nie chcą wiedzieć bo i po co. Czasem mi się zdarzyło wziąć usprawiedliwienie od lekarza najczęściej jednak i tak go nie pokazywałam. Szczerze powiedziawszy to nawet się wstydzę lekarza poprosić o usprawiedliwienie bo również przed nim mam poczucie, że powinnam dać radę, i nie mam prawa się niczym zasłaniać.
        Poniosło mnie z tym pisaniem, ale myślę, że krzywdy tym nikomu nie zrobiłam, a mi bardzo pomogło. Zwracam się jeszcze raz do przedmówcy sprzed 3 lat - Jak Ci idzie? Podziwiam bardzo za wybór medycyny i wytrwałość na kierunku, który wykańcza nie jednego "zdrowego".

        Pozdrawiam

    • efka_te Re: chad a studia 14.07.16, 01:26
      Zwolnienie lekarskie na pol roku, ewentualnie dziekanka plus antydepresanty w kobinacji z psychoterapia <- to zadzialalo na mnie.

      ~ I like dogs. You always know what a dog is thinking. It has four moods: happy, sad, cross and concentrating. Also, dogs are faithful and they do not tell lies. Because they cannot talk ~
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka