09lutego
21.02.13, 08:54
pokazałam na co mnie stać, po zmianie leków było ok, czasem śpiąco, czasem nadmiernie wesoło i energicznie, ale tak dobrze dawno się nie czułam, a wczoraj wstałam rano w ogromnym smutku, każda czynność, wyjście do pracy było mega wysiłkiem. W samochodzie płakałam, ale najgorzej było po pracy, dobrze, że nie byłam sama. Miałam ogromne myśli samobójcze, trzeba było mnie trzymać, widziałam gwiazdki, które spadały z sufitu, te akurat były cudowne!, uciekłam z domu, chodziłam boso po śniegu, ślizgałam się, ale piekło trochę w stopy, potem z tej bezradności nie umiałam wejść po schodach, płacz, szloch i beznadzieja, teraz jestem przed pracą, nie pytajcie, jak wyglądają moje powieki. Jestem zmęczona. Nienawidzę tej choroby. Wszystko niszczy. Naprawdę nie wiem, co robić. Dzisiaj może uda mi się dostać do lekarza. Mój ukochany nie może iść ze mną, a chciałabym, żeby to on za mnie mówił. Napiszcie, bom podłamana i tyle.