15.05.15, 11:14
Chciałam radykalnie rozwiązać swoje problemy. 3 tygodnie zapadnięcia w siebie. Od pewnego momentu przychodził codziennie do ośrodka, choć tak naprawdę byliśmy dla siebie nikim w czasie przed. Siadał obok i przytulał, a potem coś szeptał do ucha. Dzień po dniu, przez parę godzin. W końcu zaczełam go czuć i słyszeć. Wyszłam na świat.

On ma żonę, ja męża. Nic nas nie łączy: ani urodzenie, ani wychowanie, ani wykształcenie, ani zainteresowania. Ale był.

Nie wiem co z tym zrobić...
Obserwuj wątek
    • matrioszka42 Re: Ktoś... 15.05.15, 13:40
      Szkoda, że Was nie ma. Smutno. Może później.

      Wróciłam z tamtej strony, ale problemy pozostały. Szukam racjonalnych rozwiązań. Ale ciągle mam wrażenie, że świat beze mnie byłby tak samo dobry. Może nawet dla niektórych lepszy...

      Pozdrawiam Was.
    • rainbow_73 Re: Ktoś... 15.05.15, 16:01
      Pewnie przytrafiło Ci się zauroczenie. Daj sobie spokój i wracaj do życia, które już masz wyklarowane.
      • matrioszka42 Re: Ktoś... 15.05.15, 16:12
        Ja nie wiem co to było. Tak łatwo to przyporzadkowac? Ułatwienia....
        • rainbow_73 Re: Ktoś... 15.05.15, 16:15
          Oczywiście, że uproszczenia. Trudno cokolwiek powiedzieć na podstawie zdawkowych informacji. Pełen obraz sytuacji masz tylko Ty sama.
          • matrioszka42 Re: Ktoś... 15.05.15, 16:21
            Ja tylko sie zastanawiam, czemu ktoś kto nie musiał siedział 3 tyg przy katatoniku. I nic nie chcę. Przynajmniej otwarcie.
            • 39.a Re: Ktoś... 15.05.15, 18:41
              Ahoj.
              Chaotycznie piszesz, rozumiem, że pod wpływem emocji. Zauroczyłaś się osobą chorą, tak?
              Jedno to standardy pracy, dwa to podejście do małżeństwa jako takiego. Tylko Ty wiesz,
              jak to u Ciebie jest. Nie oceniam.

              Jeśli chcesz z tym zerwać - daj sobie czas... Powoli. Potraktuj siebie jak swoją własną pacjentkę,
              która potrzebuje serdeczności i wsparcia.
              I - nie rób niczego głupiego, dobrze? Bo dupę spiorę.

              W weekend tu mało kto zagląda, ale będę wpadać, inni z pewnością też.
              Chcesz herbatki? smile
              • matrioszka42 Re: Ktoś... 15.05.15, 18:47
                To nie tak. Ja byłam po próbie. On zdrowy, albo niezdiagnozowany. Dowiedział się i zaczął przychodzić. Był przez mój czas pobytu z wizytami. Nie zauroczylam się. Chcę zrozumieć

                Herbatkę poproszę.
                • 39.a Re: Ktoś... 15.05.15, 18:57
                  Proszę, z cytrynką.

                  Co się stało?



                  [trochę jestem podejrzliwa i choć chciałabym, żeby to był materiał do książki, to...no wiesz]
                  • 39.a Re: Ktoś... 15.05.15, 19:00
                    Zmartwiłam się. Mocarze nie podejmują prób "s".
                    Tak nie robimy. Zrozumiano?
                    • matrioszka42 Re: Ktoś... 15.05.15, 19:31
                      Chyba bylam zmeczona. O jedną klode za dużo. I poszło. Długo głową nie chciała z tego wyjść. Zdawało się jej ze umarła. Ale to już przeszłość.
                      • 39.a Re: Ktoś... 15.05.15, 20:08
                        Staram się rozumieć, co piszesz.
                        W każdym razie jestem.
                        • matrioszka42 Re: Ktoś... 15.05.15, 20:11
                          Idę spać. Bo bredze. Całuski Ann. Odezwę się.
                          • 39.a Re: Ktoś... 15.05.15, 21:01
                            Posuń się big_grin Też zasnę, zimny maj.

                            Pamiętaj: wszystko się ułoży.
                            • matrioszka42 Re: Ktoś... 15.05.15, 21:05
                              Chodź. Ja wolę z brzegu. Trzymam sie. Jak prawie zawszewink
                              • jaskolka82 Re: Ktoś... 18.05.15, 01:21
                                A ja kiedy czułam się najgorzej szukałam pomocy w muzyce. Racjonalnie, zmuszałam się, bo muzyka przecież dla takich jak my, że ma terapeutyczną moc. Ale niczego nie mogłam słuchać. Nie pomagały wypisane i wydrukowane przez mojego męża zdania wielką czcionką: Jesteś wspaniałą osobą/ Jesteś wartościowa i piękna/ Niedługo wszystko się ułoży i wtedy będę mogła zrealizować swoje cele/ Te zdania tylko pogłębiały mój stan, odbijały się ode mnie. Czytałam to i nic. Nie wierzyłam w to albo myślałam bezlitośnie "no i co z tego?". Wszystko sprawiało ból, drażniło, było nie do zniesienia. Pamiętam, że jedyną piosenką, której mogłam słuchać było "Ona ma siłę" i dalej: / Nie wiesz jak wielką/Umierała długo/Teraz rodzi się lekko" Anity Lipnickiej. Ten sposób śpiewania tego refrenu, z taką siłą, i powtarzane słowa "Ona ma siłę. Nie wiesz jak wielką" dawało mi to siłę, kiedy już nic racjonalnego nie przekonywało i nie dawało nadziei. (No, poza jedną osobą, na którą mogłam liczyć). Teraz dopiero przeczytałam cały tekst tej piosenki... Cóż... jak najbardziej na temat. Może to banalne co piszę, banalna piosenka, egzaltowana, dla nastolatek. Ale ona dawała ukojenie, nie jakieś tam ukojenie, dawała nadzieję i gdzieś, gdzieś z tej mojej otchłani docierała... To było o mnie. Rozpaczliwie chciałam wierzyć, że ja mam tę siłę. Chciałam, instynkt życia gdzieś się tlił. Mimo napięcia, lęku, beznadziei, anhedonii. Wiedziałam albo bardzo chciałam wierzyć, że kiedyś..., że jest możliwe, że to właśnie o mnie. I właśnie ta dumna swą siłą piosenka była tak ożywcza. Bolało i tak, ale było w tym jakieś uczucie, jakaś wola. Nadzieja, że będzie lepiej. Mimo, że byłam odrętwiała, to to docierało, gdzieś tam docierało do głuchej jak pień duszy.
                                Może to jest sposób. Trzeba szukać swojej piosenki. Opowieści O Tobie. smile
    • 39.a Re: Ktoś... 17.05.15, 21:29
      Matrioszka?
      Meldujemy się.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka