melanie.k
09.07.15, 13:54
Witajcie,
Mam 38 lat, od wiosny 2013 roku, mam stuprocentowa diagnoze ChAD.
Zaczelo sie od epizodu maniakalnego. W ogole poczatkowo byly to jedynie stany hipomaniakalne, a w skrajnym przypadku maniakalne. W momencie, gdy postawiono mi diagnoze, czyli ponad dwa lata temu, po raz pierwszy przechodzilam gleboki epizod depresyjny. Trafilam wowczas do szpitala na trzy miesiace. W swojej historii bylam hospitalizowana trzynastokrotnie. Lecze sie od 19 roku zycia.
Poza rozpoznaniem ChADu, mam rowniez osobowosc chwiejna emocjonalnie (borderline) i bulimie. Tylko prosze nie zniechecajcie sie do mnie ze wzgledu na rozpoznanie BPD.
Przeszlam kilkuletnia terapie i od tego czasu naleze raczej do osob kontrolujacych swoje impulsy. Bardzo dlugo prowadzilam na FB grupe dla osob z tym zaburzeniem, prowadze tez dwa profile psychologiczne. W ten sposob staram sie byc potrzebna i tez miec kontakt z wlasna choroba, co do tej pory nie zawsze bylo mozliwe.
Od lipca 2014 roku przebywam na rencie z tytulu czesciowej niezdolnosci do pracy. Mam tez orzeczenie niepelnosprawnosci w stopniu umiarkowanym. Po szpitalu przez rok, przebywalam na swiadczeniu rehabilitacyjnym.
Mam ogromny klopot z aktywizacja zawodowa. Do grudnia 2012 roku przez okolo 10 lat pracowalam w dzialach sprzedazy i marketingu. Zapewne moje stany hipomaniaklane bardzo sprzyjaly mi w pracy na tego typu stanowiskach.
W momencie, gdy pojawila sie depresja moje wszelkie kompetencje przestaly spelniac swoje funkcje. Stracilam prace. Mimo to wierzylam, ze po depresji powroce do dawnego funkcjonowania, jednak okazalo sie to jak dotad nieosiagalne. Nie wiedzialam co moge jeszcze robic w zyciu. Jeszcze raz zawalczylam o prace w dziale handlowym. Wytrzymalam 3 miesiace i rozsypalam sie w drobny mak. Jednak probowalam walczyc dalej.
Ty razem zglosilam sie do fundacji wspierajacej osoby niepelnosprawne i pomagajacej w aktywizacji zawodowej. Zarejestrowalam sie rowniez w UP, jako osoba poszukujaca pracy.
W miedzyczasie podjelam prace w charakterze wolontariatu z fundajca wspierajaca mlodziez pochodzaca z patologicznych srodowisk. Fundacja wystapila o staz do urzedu pracy.
Mialo to miejsce dwa tygodnie temu. Niestety od dluzszego czasu mecze sie ze stanem depresyjnym. Przy stazu musze przebywac przez 7 godzin dziennie w biurze fundacji. Tymczasem przebywam w domu schowana za komputerem, ktory rowniez uruchamiam z ogromnym lekiem. Czuje, ze nie dam rady podjac obecnie tego stazu. Czuje, ze dalam ciala.
Choc nie wiem, czy nie powinnam byla sie z tego wczesniej wycofac, poniewaz okazalo sie, ze praca w tej fundacji wiaze sie z ogromna aktywnoscia w wielu obszarach. Po poltora miesiaca wolontariatu znow sie posypalam.
Jestem bardzo wymeczona. Moja lekarka udala sie na urlop, wiec dwa dni temu pojechalam na izbe przyjec do IPiN (mieszkam w Warszawie). Pojechalam skonsultowac dawke leku przeciwdepresyjnego. Od miesiaca przyjmowalam 10 mg. Przedwczoraj lekarka zwiekszyla mi do 15 mg. Czy wreszcie zadziala? Oby.
Poza antydepresantem przyjmuje kwetiapine o przedluzonym uwalnianiu oraz stabilizator nastroju. Przed pojawieniem sie stanu depresyjnego, przez te dwa lata lekarka okreslala moj ChAD typem mieszanym. Od wyjscia ze szpitala wiosna 2013 roku nie mialam remisji.
Bardzo sie martwie o swoja przyszlosc. Mieszkam i utrzymuje sie sama. Niestety kwota renty przy czesciowej niezdolonosci to niecale 740 zl. Wynajmuje mieszkanie. Obecnie wlascicielka nie pobiera ode mnie oplat. To takze mnie przytlacza, poniewaz chcialabym regulowac wszelkie naleznosci jak normalny czlowiek. Wiem, ze nie moze tak byc w nieskonczonosc, a tymczasem ciagle sie zadluzam.
Nie mam pojecia jak powinnam zadbac o siebie. Mieszkam z dala od rodziny i jestesmy w bardzo sporadycznym kontakcie. Boje sie, ze ktoregos dnia pojde na dno. Glownie z przyczyn finansowych, a raczej z tej calej bezsilnosci, ktora od maja tego roku zawladnela mna zupelnie. Jestem zmeczona. Okrutnie. Bardzo.
Renta konczy mi sie z w lipcu. Wiec juz teraz. Zlozylam dokumenty o przedluzenie renty.
Byc moze zostanie przedluzona. Ale kwota z czesciowej niezdolnosci uniemozliwia mi utrzymanie sie. Teraz, gdy ten depresyjny stan tak bardzo mnie przygniotl, wpadlam w panike, ze to juz koniec. Nie wiem, nie mam obecnie pomyslu jak sie ratowac. Jak zatroszczyc sie o siebie. Do rodziny nie moge wrocic. To osoby bardzo impulsywne i zyjace w ogromnym chaosie. Natomiast ja mam swoje impulsy i swoj chaos i potrzebuje zycia w spokoju i tonowania swoich impulsow. Po kazdym pobycie w rodzinnych stronach wracam rozsypana. Tak duzo tam sie dzieje. Nie mam mozliwosci wsparcia ze strony bliskich. Nie wiem co dalej. Jestem przerazona.
Co moge jeszcze zrobic? Jak sie ratowac? Jaka prace moge jeszcze wykonywac? Jak wyjsc z dlugow? To pytania, ktore zadaje sobie niemal kazdego dnia. Zyje w ciaglym leku. Trace nadzieje na poprawe, a jednoczesnie tocze walke z wlasna bezsilnoscia. Jednak to juz drugi tydzien, gdy zaprzestalam tej walki. Nie wychodze z domu, spie, reaguje napadami zarlocznosci. Nie rozumiem dlaczego choroba przybrala charakter epizodow depresyjnych. Nie rozumiem dlaczego ten biegun, a nie jak dotad stany podwyzszonego nastroju, ktore pomagaly mi w podejmowaniu czynnosci zarobkowych.
Jestem w tym wszystkim pogubiona. Brakuje mi tej energii, ktora choc w niewielkim stopniu, ale pomoglaby mi dzialac. Moze stad moja obecnosc tutaj.
Moze bede mogla "uslyszec" od Was cos, co pomoze mi ukierunkowac swoje dzialania.
Serdecznie pozdrawiam,
M.