Dodaj do ulubionych

o posiadaniu dzieci i nie tylko

28.05.07, 12:06


www.youtube.com/watch?v=aiMhD0uOPPE&mode=related&search=
Co o tym myslicie ?

Ja juz dawno podjelam decyzje - nie chce miec dzieci. Coz, kupie sobie
pieknego labradora wink
Obserwuj wątek
    • miriam11 Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 28.05.07, 12:15
      planasana napisała:

      To już jest nas dwie smile
      Linka nie oglądałam, sorki, totalny brak czasu, więc nie wiem co myślę wink
      Natomiast jest faktem, że nigdy jakoś nie ciągnęło mnie do dzieci i po prostu
      nie czuję instynktu macierzyńskiego i tyle.
      A teraz biegiem wracam do roboty, bo terminy gonią.
      • planasana Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 28.05.07, 12:30
        miriam11 napisała:

        > To już jest nas dwie smile

        O jak dobrze, ze nie jestem sama!

        Najbardziej wnerwia mnie, kiedy znajomi mowia mi: "Eeee, zobaczysz, jeszcze
        zmienisz zdanie...." albo "jak spotkasz wlasciwego czlowieka...bla bla bla".
        Noz mi sie w kieszeni wtedy otwiera.
        Spotkalam wlasciwego czlowieka, zaakceptowal mnie i moja chorobe, chcemy sie
        razem zestarzec, pokazalam mu ten film i dzieki temu zrozumial i zaakceptowal
        moja decyzje (choc bylby wspanialym tata - jest juz wspanialym wujkiem).

        Boje sie tylko, ze odezwa sie tutaj ludzie z CHAD, ktorzy maja dzieci i moga
        byc na mnie zli, czy coz.

        Miriam, obejrzyj sobie wieczorkiem. Na youtube znajdziesz wiecej filmikow z tej
        serii.
        • kotomysza Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 28.05.07, 12:51
          planasana napisała:

          > Boje sie tylko, ze odezwa sie tutaj ludzie z CHAD, ktorzy maja dzieci i moga
          > byc na mnie zli, czy coz.

          a dlaczego mamy być źli na Ciebie? decyzja o posiadaniu dzieci to decyzja pary/
          kobiety, a nie całego otoczenia.

          poza tym zawsze można ją zmienić.

          ale coś w tym jest, że ciąża potrafi nieźle w psychice narozrabiać. wyobraź
          sobie sytuację, gdy stoisz z takim zawiniątkiem w na rękach i wiesz, że kochasz
          zawartość zawiniątka, ale jednocześnie nienawidzisz za uwiązanie, za ból i
          strach. i ta miłość i nienawiść się miesza, nie porafisz oddzielić uczuć od
          siebie nawzajem. a otoczenie Cię nie rozumie i pyta, dlaczego się smucisz i
          denerwujesz i wmawia, że powinnaś się cieszyć bo masz zdrowe dziecko.
          ta racjonalna część Ciebie - wie, ze powinnaś. a irracjonalna miota się. i
          która wygrywa?
          z tego, że jestem mamą zaczęłam się cieszyć pełną gębą po zdiagnozowaniu
          choroby i po ustawieniu leków. przedtem bywało, że się cieszyłam, ale
          przytłaczającym uczuciem był strach, że córce coś się stanie, że ją skrzywdzę.
          paranoja co najmniej wink.
        • miriam11 Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 28.05.07, 15:35
          planasana napisała:

          >
          > Najbardziej wnerwia mnie, kiedy znajomi mowia mi: "Eeee, zobaczysz, jeszcze
          > zmienisz zdanie...." albo "jak spotkasz wlasciwego czlowieka...bla bla bla".
          > Noz mi sie w kieszeni wtedy otwiera.

          Planasano, ja podchodzę do tego bardzo spokojnie, a to z kilku powodów. Po
          pierwsze, nigdy nikomu nie wtrącałam się w to, czy ma czy też nie ma dzieci,ile
          i dlaczego. Akceptuję każdy wybór tutaj, bo uważam to za bardzo osobistą sprawę.
          Czemu to piszę? Ano temu, że po prostu nie jestem wojującą "antydzieciatą", więc
          myślę, że nie prowokuję ludzi - a przynajmniej nie powinnam (nie chcę przez to
          powiedzieć oczywiście, że Ty prowokujesz!). To raz. Po drugie, mój spokój wynika
          z tego, że nie czuję się gorsza ani inna (co chyba wiąże się z pkt 1 - po prostu
          każdy wybiera swoją drogę i tyle). No i po trzecie wreszcie, mam fajny sposób
          ucinania ewentualnych "kazań" w stylu, jaki przytoczyłaś. Jeśli ktoś zaczyna
          takie gadki, po usłyszeniu, że ja nie planuję dzieci, to przerywam i grzecznie
          ale stanowczo mówię: "to była informacja, a nie teza do dyskusji". Zazwyczaj
          powoduje to zamknięcie dzioba smile
    • kotomysza Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 28.05.07, 12:30
      jestem mamą 20 miesięcznej dziewuszki i wiem jedno - macierzyństwo to jedna z
      fajniejszych i ciekawszych rzeczy, która mi się przytrafiła. choć urodzenie
      młodej było katalizatorem uaktywniającym pojawienie się choroby.

      wiem, że jest spore prawdopodobieństwo, że Zosia odziedziczy ją po mnie. to
      mnie trochę przytłacza.

      i wiem jedno - Zosia nie będzie miała rodzeństwa, przynajmniej ja się nie piszę
      na dalsze rozmnażanie. ale nie z powodu choroby tj. jej dziedziczenia, tylko z
      powodu tego, że paskudnie zniosłam ciążę i miałam problemy ze stanem
      psychicznym zaraz po porodzie.

      Zosia jest mądrą, śliczną i b. wrażliwą dziewczynką. jest bardzo wrażliwa na
      muzykę - ma fenomenalne poczucie rytmu i na obrazy - spędzamy godziny na
      rysowaniu i malowaniu. panie w żłobku mówią, że jest bardzo rozwinięta
      intelektualnie.
    • com_sui Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 28.05.07, 12:39
      Chcę. Chcę patrzeć, jak mały człowiek, przybysz z Kosmosu smile rośnie, słyszeć:
      mamo etc. Na razie tylko jestem ciocią. Suoer jest wygłupiać się z Maluchem,
      uczyć ją adresu "ulica Błotna, numer Zachlapany", patrzeć jak swobodnie i
      spontanicznie wyciera ryjek po czekoladzie w moją białą koszulę i kląć póżniej
      w zaciszu łazienki lejąc Vanish smile) Ona mnie kocha i ja ją też.
      Instynkt odezwał się bardzo niedawno.
      Gdzieś tam mam świadomość, że jestem obecnie marzycielką, widzę niemal dobre
      strony, bo czymże jest sprzątanie po Małej wszystkiego na mokro, gdy widuję ją
      umiarkowanie często. Strach przed odstawieniem leków.
      A labradora to też chcę mieć smile Myślę, że da się to jakoś pogodzić. Dziecko i
      łagdony pies lubiący dzieci.
      A linka otworzę wieczorem.
      • planasana Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 28.05.07, 12:44
        Kochane: Kotomyszo i Com_sui

        Bardzo podziwiam Wasze decyzje, odwage i milosc do dzieci. Trzeba duzo
        odpowiedzialnosci, by zdecydoawc sie na dziecko, tak mysle.

        Coz, ja ledwo odpowiadam za siebie sama. Nie chce komus zniszczyc zycia tak jak
        zrobila to moja matka sad To moj wybor.

        Kotomyszo, jak znioslas ciaze i czas po porodzie? Na czas ciazy musialas
        odstawic proszki, prawda ?

        Jestem tchorzem i boje sie bolu w czasie porodu, boje sie, ze odtawiajac leki
        na 9 miesiecy wpadlabym w okropne depresje sad, albo hipomanie, o depresji
        poporodowej nie mowiac.

        Raz jeszcze powiem - szczerze podziwiam kobiety, ktore rodza dzieci(z CHAD-em ,
        czy bez CHAd-u). Nikogo nie chce oceniac, kazdy ma prawo do swojej decyzji i
        zycia po swojemu.
        • kotomysza Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 28.05.07, 12:53
          ChAD dostał swoje imię w marcu tego roku, a Zosia urodziła się w październiku
          2005. wyżej opisałam Ci wszystko. smile

          • kotomysza peeees 28.05.07, 12:58
            PS. miałam cesarskie cięcię i błogosławię męża i koleżankę - ginekolog za to,
            ze mnie namówili. bo poród wspominam najmilej. godzina na stole, zero bólu itp.

            została mi tylko jasna kreseczka, prawie niewidoczna.
            dziecka nie karmiłam, nie lubiłam. i nie miałam prawie wcale pokarmu. o mało co
            mnie ludzie za to nie zjedli, mąż jakoś instynktownie mnie wspierał, jakby
            przeczuwając, że w pewnym momencie on będzie się musiał córą zająć. dziecko
            jest butelkowe, ma się świetnie.

            i najciekwasze jest to, że pomioo tgeo, że mąż się nią opiekuje ze znacznie
            większym zaangażowaniem ona jest taka "moja". może przez głupkowate pomysły w
            stylu:
            basen na środek salonu i jemy obiad w basenie z wodą. albo wspólne rysowanie,
            tańczenie i granie na bębnach...
            • com_sui :-)) 28.05.07, 13:37
              latam z Małą, ona na plecach i krzyczy: jesteś moim kombojem (e? ja tam
              myślałam, że koniem smile kiedyś odstawiałyśmy cyrk, wylewnie żegnając się przez
              okno smile

              ja...nie chcę ominąć takich doświadczeń. wiem, że ona lubi moje szaleństwo,
              pyta, co się dzieje, gdy jestem smutna i udziela przezabawnych rad na miarę
              swoich kilku lat (zrymowało się niechcący).

              cóż, z perspektywy widzę, że mój dziadek miał tę samą przypadłość, ma ją mój
              ojciec (nie leczy się, ale też nie ma dokuczliwych manii), a czy ma Mała?
              zobaczymy. Oby nie.
        • com_sui Planasanko, spokojnie 28.05.07, 13:28
          Jeśli w pytaniu chodziło Tobie o jak najszerszy odzew i jak najróżniejsze
          opinie - to tak jest. Nikogo nie atakujemy (czego się bałaś) - myślę, ze
          Kotomysza zgodzi się ze mną. Moja mama dała mi spokój i ciągle daje. Zero złych
          wspomnień. Ale ze spokojem przyjmuję to, co Ty napisałaś. I Miriam też. Prof.
          Janion (b.ją cenię) rzekła, iż nie zafundowała nikomu przyjścia na ten nie
          najlepszy ze światów świadomie. Chcę jej wierzyć. I że nie chce, aby ktokolwiek
          powtarzał jej cierpienie. W porządku. Widzisz, boję się dziedziczenia, ale też
          mam wiedzę (albo zdaje mi się, że mam smile jak w miarę najmniej boleśnie żyć z
          ChAD.
          • planasana Re: Planasanko, spokojnie 28.05.07, 13:45
            Com-sui

            Tak, balam sie, ze mnie tu ludzie zaztakuja, ze zarzuca mi, ze oceniam ich ze
            swojej waskiej perspektywy. A ja tylko chcialam sie podzielic z Wami tym filmem
            i moim zdaniem na temat dzieci.

            Ciagle nie przebaczylam mojej matce, nie potrafie sad Mam do niej ogromny zal.
            Teraz z trudnosci oduczam sie tego, co mi wbila do glowy. Mialam niezle sprany
            mozg przez jej teorie. I zla jestem na siebie, ze bylam tak bezwolna i
            pozwolilam jej na to sad Nie lubie tej kobiety. Zarazila mnie swoim lekiem o
            wszystko, zaszczepila brak pewnosci siebie, nauczyla porownywania sie z innymi.
            Nawet jak to pisze, to mnie sciska w klatce piersiowej ze zlosci na nia.
            Nie zrozumncie mnie zle - nie pochodze z "patologicznej" rodziny, nikt sie
            nade mna nie znecal fizycznie. Patologia - moze w innym, mentalnym sensie.

            Ciesze sie, ze sie wynioslam z domu na dobre. Z rodzina, wiadomo, najlepiej na
            zdjeciach wink
            • poetkam Re: Planasanko, spokojnie 28.05.07, 14:04
              Planasana napisała:
              > Ciagle nie przebaczylam mojej matce, nie potrafie sad Mam do niej ogromny zal.
              > Teraz z trudnosci oduczam sie tego, co mi wbila do glowy. Mialam niezle
              sprany
              > mozg przez jej teorie. I zla jestem na siebie, ze bylam tak bezwolna i
              > pozwolilam jej na to sad Nie lubie tej kobiety. Zarazila mnie swoim lekiem o
              > wszystko, zaszczepila brak pewnosci siebie, nauczyla porownywania sie z
              innymi.
              A wiesz, że ja Cię dobrze rozumiem?
              Ja oprócz chorego męża mam mamę chorą na ChAD, rozumiem Twój żal do mamy.
              Moja mama na przykład przez lata wpajała mi do głowy, że wszystkie kobiety są
              gorsze od mężczyzn, są głupsze, mniej inteligentne itp. Wiesz, że ja jej długo
              wierzyłam?...Kiedyś odkryłam, że to jednak nieprawda, od tamtej pory udowadniam
              jej i sobie niestety też, że kobiety mogą dorównać, jeśli czasem nie
              przewyższyć mężczyzn inteligencją, talentami,itp.
              Był czas, że "dzięki" mamie nienawidziłam siebie za to, że mam trudności w
              nauce, że nie podobam się mamie taka jaka jestem...Cały czas coś udowadniam.
              Ale jakoś wyrwałam się z tej matni i skończyłam studia, cały czas się
              dokształcam (jednak potrafię). A mamę akceptuję taką jaka jest.

              Trzymaj się! M.
              • planasana Re: Planasanko, spokojnie 28.05.07, 14:11
                Dzieki Poetkam za zrozumienie.
                Wiesz, moja matka (chyba) nie ma CHAD. Jest chimeryczna i placzliwa (czasem
                potrafi byc agresywna) ale mysle, ze nie kwalifikuje sie pod CHAD. Mocno stapa
                po ziemi (w przeciwienstwie do mnie) i nigdy nie rozumiala moich artystycznych
                pomyslow. Kiedys sie jej zwierzylam, ze chcialabym sprobowac studiowac grafike,
                to mi powiedziala, zebym nie probowala, bo przeciez sa duzo lepsi ode mnie i
                musze byc wybitna, zeby sie tam dostac. Chyba nie musze mowic jak sie wtedy
                poczulam sad Ona pewnie twierdzila, ze robi to dla mojego "dobra" by uchronic
                mnie przed rozczarowaniem. Do cholery, na tej zasadzie, to nie powinnam w ogole
                wychodzic z domu, bo mi cegla spadnie na glowe. Wychowywala mnie matka mojej
                matki i tez zaszczepila mi zachowawczosc i lek. (kiedys moja matka powiedziala,
                zebym nie bawila sie z pewnymi dziecmi, bo......maja brudne rece... - rece to
                mi opadaja dzisiaj na mysl o tym).Za to ojciec bywa wybitnie depresyjny
                (reaktywna? nie wiem). (moze jakas prababka/ pradziadek mieli CHAD, nie wiem,
                pewnie i tak nikt ich wtedy nie zdiagnozowal).

                Moze z czasem wybacze matce i tak jak Ty, Poetkam, zaakceptuje ja taka jaka
                jest.
                • kotomysza Re: Planasanko, spokojnie 28.05.07, 14:28
                  moi rodzice mnie zawsze wspierali. kiedyś w lo przyszłam w piżamie do szkoły.
                  piżama męska i flanelowa w paski była. oczywiście telefon do domu i afera, Tato
                  poszedł i zapytał, czy się źle uczę, a uczyłam się doskonale. jak dowiedział
                  się, że nie to poprosił o łaskawe telfonowaniem jak mi średnia spadnie poniżej
                  4.
                  w damu zapytał, czy koniecznie musiałam w tej piżamie przyjść smile.

                  ale często oboje rodzice zadawali pytanie" czy można było coś zrobić lepiej,
                  albo inaczej. i lubiłam to. tak samo jak niekończące się pogaduchy w kuchni -
                  Tato mył naczynia i opowiadał mi o chemii, był chemikiem. Mama za to, fizyk,
                  mówiła mi zawsze - "tam jest półka z książkami, poczytaj sobie" w efekcie w
                  szkole podstawowej korzystałam z podręczników akademickich wink.

                  mam pretensję do Mamy o faworyzowanie młodszego brata, ale tak bywa. dopiero
                  pod koniec jej życia okazało się, że mnie kochała potwornie. jak sprzątałam jej
                  rzeczy znalazłam teczkę z wycinakmi z prasy - tam, gdzie pojawiały się moje
                  rysunki, moimi projektami etc. tylko Mama instynktownie czuła, że mnie trzeba
                  puścić wolno.

                  Tato też nie żyje. a był... wyobraźcie sobie scenę, mój mąż dzwoni do niego, że
                  jedziemy do szpitala, bo mi wody odchodzą. jest 7 rano. Tato mówi, ze już się
                  goli i jedzie. wyjeżdżam po cesarce, a na korytarzu widzę dwóch facetów... męża
                  i Tatę. a potem wpada Ojciec do pokoju i melduje, że widział Zosię i że jest
                  idealna, i on ze mną posiedzi, zeby mąż mógł córą się nacieszyć. potem się
                  wymienili.

                  Tato widział, że coś jest ze mną nie tak, namawial mnie na psychiatrę,
                  tłumaczył mi, że może to być depresja poprodowa. umarł w lutym w zeszłym roku,
                  a ja zaczęłam świrować po jego śmierci na maksa.
                  właśnie się rozbeczałam.
                  • com_sui Buziak... 28.05.07, 14:35
                    wzruszenie...

                    A do Planasany, aby było Tobie łatwiej - znajdź chociaż jedno dobre
                    wspomnienie, może z dzieciństwa, gdy mama była dobra. I tego się trzymaj.
                    • planasana Re: Buziak... 28.05.07, 15:53
                      dziex Com_sui.

                      Znalazloby sie kilka milych wspomnien. Byla dla mnie troskliwa mama i jak bylam
                      mala dziewczynka i bylam smutna z jakiegos powodu - potrafila mnie pocieszyc i
                      uspokoic.

                      Dzieki ze podpowiedzialas mi, zeby pomyslec o czyms dobrym.

                      Widze swiat w kategoriach czarny - bialy. Ekstremy, tak jak dryfowanie od manii
                      po depresje (albo jestem b.smutna, albo nadmiernie wesola, zreszta pewnie sami
                      wiecie jak to jest).

                      kiss dla Com_sui
                      • com_sui :-) 28.05.07, 17:17
                        Wiesz, już jak byłam nastolatką, to coś mi nie klapowało - smuciłam się za
                        mocno, radość była pod sufit. Diagnoza przyszła 4 lata temu. Byłam lepsza,
                        wiedziałam wcześniej wink)
                        • hustaweczka hej dziewczyny 28.05.07, 21:38
                          ja zachorowalam kiedy poszlam na studia ( mysle ze tak na prawde to juz w liceum
                          mialam depresje) Wyobrazcie sobie ze przez 12 lat bylam leczona tylko przez
                          telefon ! I to tylko manie. Bylam dlugo pod wplywem apodyktycznych, dominujacych
                          rodzicow,... Znalezli lekarza po znajomosci i gdy tylko dostawalam manii to
                          kazali mi do niego dzwonic ! dzis wreszcie dotarlam do specjalistki na miejscu.
                          zaczelam chodzic na psychoterapie, do rodzicow mam duzy zal... Ostatni rok byl
                          koszmarny - najgorszy w moim zyciu... Mama chciala sama leczyc mnie jakimis
                          witaminami (podobno na ChAD) z Kanady. Przeryla caly internet i co chwila
                          karmila mnie jakimis szokujacymi wiadomisciami w stylu ze od lamotryginy sie
                          chudnie itp. Moi rodzice do dzis traktuja mnie jak swoja mala dziewczynke, chora
                          dziewczynke. Tak na prawde nie rozumieja tego co sie ze mna dzieje (mialam stany
                          mieszane, rapid cykling i nie wyladowalam w szpitalu - wszystko przez telefon!
                          A co do posiadania dzieci to mam ostatnio bardzo silny instynkt. Jak tylko wyjde
                          na prosta to zaczynamy sie starac z mezem smile Mam swietny kontakt z dziecmi...
                          Piszecie ze w ciazy odstawialyscie leki - ja slyszalam od swojej lekarki, ze
                          lamotrygina ktora biore mozna stosowac w ciazy i jest lekiem bezpiecznym.
                          Osobiscie boje sie ze zmiany hormonow sporo mi namieszja i chyba zdecyduje sie
                          ja brac. Wiem ze jest ryzyko odziedziczenia. Jak Wy wszystkie boje sie tego, ale
                          tak nie musi sie stac, a nawet jesli to dziecko bedzie sie leczyc - Tak jak ja.
                          Kto wie moze beda jeszcze lepsze leki ? Pozdrawiam Was serdecznie smile)
    • aurelia_aurita Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 28.05.07, 22:13
      ja wiedziałam od zawsze: żadnych dzieci!
      i chyba w żadnej swojej decyzji nie byłam tak konsekwentna.
      podobnie jak plansana, podziwiam wszystkie kobiety, które zachodzą w ciążę i rodzą.
      ja sobie tego nawet nie próbuję wyobrazić. i niech tak zostanie.
      widocznie tak musi być świat urządzony: zawsze zostanie ten odsetek osób, które
      nie rodzą. ale gatunek i tak nie wyginie wink
      • hustaweczka Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 28.05.07, 22:29
        Tak Aurelia - jest roznorodnosc i kazda z nas moze miec odmienne podejscie. Nie
        trzeba miec dzieci zeby czuc sie szczesliwym w zyciu. A tak w ogole to nie
        podoba mi sie slowo "posiadac" dzieci. Dzieci sie nie posiada, one sa osobnym
        czlowiekiem, ktory rozwija sie z nasza pomoca i potem odchodzi aby zaczac nowy
        rozdzial zycia.
        • kotomysza Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 28.05.07, 22:59
          tak a propos posiadania dzieci. kiedyś na swoim blogu zadałam pytanie, czy
          czytelniczki są bardzie matkami, czt bardziej mają dzieci. odpowiedzi były
          bardzo ciekawe, bo "ma" się np. dzieci bardzo małe, a jest się mamą starszych.
          ja uparcie twierdzę, że balansuję pomiędzy "mam dziecko" i "jestem mamą".

          tak sobie z czasów bezdzieckowych przypominam, że było mi nieprzyjemnie jak
          musiałam wyjaśniać, dlaczego nie mam dziecka. teraz niektórzy pytają mnie,
          dlaczego Zosia będzie jedynaczką... na szczęście rodzina juz przestała, po
          diagnozie, ufff.
          • miriam11 Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 29.05.07, 06:40
            kotomysza napisała:

            > tak sobie z czasów bezdzieckowych przypominam, że było mi nieprzyjemnie jak
            > musiałam wyjaśniać, dlaczego nie mam dziecka. teraz niektórzy pytają mnie,
            > dlaczego Zosia będzie jedynaczką... na szczęście rodzina juz przestała, po
            > diagnozie, ufff.

            Dziewczyny, a nie macie wrażenia, że ludzie to w ogóle uwielbiają się wpieprzać
            w nie swoje sprawy? Jak ktoś nie ma dzieci, to "a dlaczego", jak ma jedno, to "a
            czemu tylko jedno", jak więcej, to "o matko, a czemu tak dużo, naprawdę tyle
            chcieliście?". No jakby nie mogli się zająć swoimi sprawami!
            A w temacie dzieciowym, to mnie jeszcze okropnie zawsze złościło, na ślubach
            wszelakich, jak podczas składania życzeń młodym wszystkie stare ciotki z
            obleśnym uśmieszkiem "no i żeby szybko dzidzia była".
            • planasana Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 29.05.07, 10:42
              miriam11 napisała:

              >> Dziewczyny, a nie macie wrażenia, że ludzie to w ogóle uwielbiają się
              wpieprzać w nie swoje sprawy?

              Dokladnie tak jak piszesz.

              > A w temacie dzieciowym, to mnie jeszcze okropnie zawsze złościło, na ślubach
              > wszelakich, jak podczas składania życzeń młodym wszystkie stare ciotki z
              > obleśnym uśmieszkiem "no i żeby szybko dzidzia była".

              O Boze, zabilabym za taki tekst!
              Pamietam, ze jak bylam kiedys bez pary, to wujostwo zyczylo mi na Swieta
              fajnego narzeczonego (co roku), jakby to bylo najwazniejsze na swiecie -
              "upolowac" narzeczonego i wyjsc za maz. Przyznaje, ze byl czas, kiedy gotowa
              bylam wyjsc za maz tylko dlatego, zeby ciotki i wujostwo odczepili sie wreszcie
              ode mnie. Ale racja, zaczelyby sie wscibskie pytania o dziecko itp. (Inna
              sprawa, ze bylabym bardzo nieszczesliwa z tamtym facetem, wiec tylko
              zmarnowalabym sobie i jemu zycie.)

              Trudno sie zyje pod prad i po swojemu, kiedy wszyscy zdaja sie zyc "po Bozemu"
              - czyli slub, dziecko, samochod i dzialka za miastem wink
              • kotomysza Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 29.05.07, 11:22
                planasana napisała:

                > Trudno sie zyje pod prad i po swojemu, kiedy wszyscy zdaja sie zyc "po
                Bozemu"
                > - czyli slub, dziecko, samochod i dzialka za miastem wink

                łatwo się żyje pod prąd, tak żyjemy. na dziecko zdecydowaliśmy się grubo po 30,
                bo uznaliśmy, że JUŻ chcemy. samochód służy nam do jeżdżenia i zwiedzania. ślub
                po 5 latach mieszkania razem i imprez. teraz jak mamy do wyboru imprezę
                rodzinną i ciekawe wydarzenie poza, to wygrywa to poza.

                dziecięcia nie ochrzcimy, nie mamy ślubu koscielnego.

                mamy własne "pod prąd". smile
    • com_sui :-( 29.05.07, 00:42
      Czemu angielski jest językiem obowiązującym, niemalże urzędowym w naszym pięknym
      kraju? Sprzeciw... Mam nawet "Touched With Fire", o związku kreatywności z
      zaburzeniami nastroju, mignęła w drugiej minucie filmu, ale czekam na tłumaczenie.
      Miałam szczery zamiar napisać, że obejrzałam. Leżę sobie teraz ze słuchawkami i
      łapię fragmenty tekstu. Nie jestem osłuchana, niestety. Przesłucham 100 razy.
      • planasana Re: :-( 29.05.07, 10:29
        Glowa do gory Com_sui. Jak chcesz, to moge Ci troszke pomoc i potlumaczyc
        fragmenty ksiazki.
        Wiesz, a moze to dobry sposob na podszkolenie jezyka? Bo kiedy czytasz cos, co
        Cie naprawde ciekawi, to z tej ciekawosci wyszperasz kazde nowe slowko w
        slowniku i w mig zapamietasz (pamietam moja edukacje jezykowa na tekstach Pearl
        Jam z plyty "Ten" wink)
    • gosica27 Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 30.05.07, 15:48
      A ja mam dwoje cudownych dzieci smile Piękną córę i dorodnego chłopca. Urodziłam
      je dość wcześnie - jeszcze przed braniem leków smile Niczego nie żałuję. Biorę
      pod uwagę, że moje dzieci są obciążone, ale staram się o tym nie mysleć...
      każdego dnia przynoszą mi radość. Pozdrawiam.
    • allan122 Re: o posiadaniu dzieci i nie tylko 30.05.07, 20:20
      Przepraszam zato że śię urodziłem więcej razy to śię nie powtórzy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka