Dodaj do ulubionych

chad czy sk...?

15.07.07, 19:48
prosze o pomoc, poznalam faceta, byl swietny, wesoly, nie sypial,
ponadprzecietnie inteligentny, z wyobraznia, wrazliwy, szalony, ale w
granicach rozsadku, tylko dlatego sie w nim zakochalam. byl inny, niesamowity.
czasem plakal, mial dola albo bywal chorobliwie zazdrosny.
pewnego dnia zawalil na calej linii, zniknal. Dodam ze to on głównie planował
przyszłość, obiecywał złote góry, powtarzał po stokroć "kocham", jeździł jak
oszalały po europie, żeby się ze mną spotkać, dzwonił, opowiadał traumatyczne
przeżycia z dzieciństwa... zwierzał się...
wiem ze on zyje, ze nic mu sie nie stalo, co pierwotnie podejrzwalam,
jedno pytanie: to moze byc CHAD? a moze to zwykly sk.....???
TO MOJA POWTÓRNA PRÓBA, RAZ JUŻ PYTAŁAM ALE NIE NA FORUM O CHAD, POJECHALI PO
MNIE SOBIE INTERLOKUTORZY. MOŻE TUTAJ COŚ CIEKAWEGO SIĘ DOWIEM OD WAS?

Obserwuj wątek
    • bbrodz Re: chad czy sk...? 15.07.07, 22:33
      wiesz, ja mialam to samo pytanie obecne w moim zyciu przez ostatnie 4 lata..
      obaj panowie, z obu zwiazkow, zasygnalizowali mniej lub bardziej otwarcie chad.
      a teraz sobie mysle, co jest we mnie takiego, ze mnie to tak obchodzi? czy
      jestem w stanie tak dalej zyc - czy to chad czy symulacja chad - krzycze: takie
      zachowanie doprowadza mnie do szalenstwa! ja tez bywam chora, mialam ochote
      izolacji, dotknela mnie polroczna choroba, a nie tlumcze tego chad-em! bylam
      obecna, wspolpracowalam najbardziej jak umialam i nie umialam wyegzekwowac
      milosci dla siebie, szacunku dla zwiazku, itp itd; tutaj na tym forum
      uslyszalam, ze potrzebuje pomocy; i wreszcie to do mnie dotarlo - potrzebuje
      pomocy... zgubilam sie, zgubilam siebie, jestem za slaba \;

      moge dorzucic troche swoich doswiadczen do listy chad czy sk: wyjazd
      samodzielny na urlop, a ja zostawiona w domu, spakowanie moich rzeczy i
      wystawienie za drzwi, kilka razy na oczach innych osob? i tu skala jak
      najbardziej swiatowa, a bo i shanghai, i wlochy, i portugalia, i wyszkow; brak
      powrotu do domu, a ja raniutko sama, taxi, do szpitala; odbior ze szpitala,po
      operacji, po to, aby wejsc do domu i sie spakowac; samotny sylwester - on z
      rodzina, ktora miala wezwac policje jezeli jeszcze raz sie pojawie, rezygnacja
      z in vitro przy moim 50 tym zastrzyku hormonalnym wyslana mi poczta; dlaczego
      pozwolilam sobie zajsc tak daleko? dlaczego to akceptowalam???? wiesz, czytam i
      zaczelam widziec - ludzie maja depresje i sie wspieraja, sa malzenstwa, jest
      troska, znaja lekarzy, leki, chodza razem na terapie. ja jestem jaks wyjatkowo
      uparta, i potrzebowalam az roku, zeby dopuscic mozliwosc wiary w siebie, i ze
      moze jestem czegos warta; jezeli Ciebie to obchodzi- ze obiekt pojawia sie i
      znika - zawyrokuje hipoteze, ze cos jest w Tobie, ze zwracasza na to uwage, ze
      Cie takie zachowanie dotyka, intryguje.

      mam akurat lepsza godzine , wiec sie madrze. ale ogolnie - to gruz. wiec
      nastepny post moze byc zgola inny.... pozdrawiam, beata
      • com_sui Re: chad czy sk...? 15.07.07, 23:57
        Dziewczyny...
        chcecie jednoznacznej odpowiedzi.
        Co się stanie, jeśli napiszę "to jest kurestwo"?
        Beata, w pewnym momencie nie liczy się nic, nie liczą się okruchy uczucia,
        przebłyski świadomości partnera. Liczy się tylko jedno. Jak bardzo chciałabym,
        abyś zobaczyła to, co napiszę rozstrzeloną kursywą i pomnożone przez 1000:

        TWÓJ WłASNY SZACUNEK DO SAMEJ SIEBIE.
        • kzw3 Re: chad czy sk...? 16.07.07, 07:12
          com_sui
          czy ja wykazałam się troską o swoje samopoczucie?
          dane:owszem, nie ma dla niego powrotu, nawet jesli to czd a nie to drugie, to
          nie dam się wkręcić w takie życie jakie opisuje bbrodz. tylko do cholery
          dlaczego ja teraz cierpię? z szacunku dla siebie i mojej rodziny, która ZROBIŁA
          WIELKIE OCZY i tak juz nam zostało, niepomiernie się dziwimy, jak to możliwe???
      • kzw3 Re: chad czy sk...? 16.07.07, 06:56
        bbrodz
        właśnie tego oczekiwałam, że ktoś mi cos opowie, a nie wyśmieje i za to ci
        dziękuję. ja nie zabrnęłam daleko i nie dam się przeprosić, zwłaszcza, że cała
        akcja "znikający punkt" dotknęła nie tylko mnie, bo jak sobie wyobrażasz
        chadowcy czy sk....syny (ciągle tego nie umiem odróznić) muszą ranić
        gremialnie, nie wystarcza im tylko ofiara- kobieta, trzeba zadżumić cały świat.
        u mnie sprawa w zasadzie zakończyła się po jednej akcji, więc moje rozkminki li
        tylko służą ratowaniu poczucia mojej wartości, która, nie ukrywam ucierpiała.
        jeszcze jedno- są zawsze na samym początku związku pewne ZNAKI, które niestety
        odczytujemy post factum, a które nasza intuicja pojmuje podświadomie i
        krzyczy "uciekaj ryfka, uciekaj". nauczę się ich słuchać.


        • jarodab [...] 16.07.07, 10:02
          Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
    • com_sui Re: chad czy sk...? 15.07.07, 23:58
      Odszedł od Ciebie?
      • bbrodz Re: chad czy sk...? 16.07.07, 07:31
        pytasz mnie czy kzw?smile) bo jezeli o mnie - to moj luby odszedl ode mnie po raz
        3ci od miesiaca, jakis 20ty od roku; ale zgodnie z tym co napisalas:
        najwazniejsze , ze odszedl ode mnie moj SZACUNEK do samej siebie.
        wczoraj przyjechala moja mama i brat, i zdarzyl sie cud.troche zobaczylam
        swiatlo w tunelu. mniej sie boje przyszlosci. to jest juz 100% sukces tego
        on&off zwiazku - mam przeogromne wsparcie w rodzinie, glaskanie, tulenie,
        przytulanie, modlitwa, wszystko. a mi jest juz blizej do 40tki niz 30tkismile ..
        kto by sie tego spodziewal - przez lata - matka to byl wrog nr 1.

        chyba bede sie tutaj jeszcze wiecej udzielac, bo zapowiada sie, ze bede miec
        duuuzo wolnego. zabieram sie za przeredagowanie swojego zycia. pozdrawiam, beata
    • niewierzacy_w_to Re: chad czy sk...? 07.08.07, 05:38
      Bo widzisz... To jest trochę tak, że chad w takim przypadku jak opisujesz jest,
      bądź co bądź, sk... poniekąd.
      Tyle, że niezamierzonym, nie z premedytacją, nie z woli i wyboru...

      Co jednak - mimo wszystko - nie znaczy, że trzeba skazywać się na takie życie.
      A cierpisz, bo się zaangażowałaś - to naturalne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka