i_am_the_army
30.01.08, 00:43
A tak sobie popiszę...
Wiecie co? Armia gąsienic zaczyna dochodzić do wniosku, że to kurde wszystko
kwestia podejścia... Bo wiecie co? Moje największe problemy zaczęły się w
momencie, gdy zaczęłam się bać tego, co mam w głowie, podczas gdy - jak sięgam
pamięcią - w tej głowie zawsze miałam niezłe g**no. Ale póki się go nie bałam,
to miałam w miarę ok. Zaczęłam się bać, zaczął się cały horror... Tak się
chciałam podzielić strzępkami moich myśli, bo siedzę sama, mam atak paniki,
niedługo wybije pierwsza w nocy...
Leki na mnie nie działają, jedynie lit mi nie szkodzi, nie pogłębia stanów
lękowych - cała reszta, nawet te przeciwlękowe, sprawiają, że lęk jeszcze
większy. Czy ktoś potrafi mi to wytłumaczyć?? Bo ja znajduję tylko jedno
rozwiązanie - może tu bardziej niż neuroprzekaźniki winna jest ta
psychologiczna strona problemów... a może chciałabym by tak było... Pewnie
jest i tak i tak....
OK już kończę, sorry za ten łańcuszek pierdół... Jak skończę się zatapiać w
przepięknym głosie pani z Blonde Redhead obejrzę sobie na ukojenie Fingersmith
i może usnę około 5 rano jak zwykle...
Słodkich snów