Dodaj do ulubionych

jestem nowa

22.08.08, 18:46
Od jakiegos czasu poczytuję to forum,i samo czytanie bardzo mi pomaga.Mój mąż choruje na chad.Są dni, kiedy myślę,że to już za nim, o ja naiwna...przecież z ta chorobą się żyje...Widzę, jak mu ciężko, ale i mnie też nielekko. Czasem mam dość.Wkurza mnie ta sinusoida. Choć teraz to jakby był constans...może z lekką górką..Czy znajdę tu kogoś, kto żyje z chadowcem? pozdrawiam wszystkich
Obserwuj wątek
    • tosiedazrobic Re: jestem nowa 22.08.08, 18:56
      Hej,wczoraj, gdy czekałam tutaj na jakąkolwiek odpowiedź na mój
      post, Army nakazała cierpliwośc.(pozdrowienia dla Army) Nie
      wiem,może pisząc o swoim problemie miałas nadzieję na szybki
      odzew,to ja odpisuję,że przeczytałam Twój post i witam na tym
      forum smile
    • konto_online Re: jestem nowa 22.08.08, 22:35
      też jestem nowy
      i nie wiem czy już to może przeczytałaś,a może Ci to ktoś powiedział wcześniej -
      ale zapytam
      czy wiesz, że manie tego wszystkiego dość, nie mówiąc o wkurzaniu - jest
      najprostszą drogą do wzbudzenia górki?

      • zgaga74 Re: jestem nowa 23.08.08, 16:02
        konto-online nie, nie wiem, ale jakoby próbujesz powiedzieć, że to ja wzbudzam te górki???? swoim zachowaniem?????
        • konto_online Re: jestem nowa 23.08.08, 16:06
          od czego się wzbudzają - nie wiadomo
          znaczy oficjalna wersja jest, że same sie endogennie wzbudzają
          niech będzie
          powiem tylko, że cudze nerwy, a jeszcze bardziej cudze "mam tego dość" górki nie
          zniwelują
        • konto_online Re: jestem nowa 23.08.08, 16:08
          "jakoby próbujesz???"
          "to ja wzbudzam???"
          "swoim zachowaniem???"

          zdumiona, urażona, taka dobra, tyle znosi a jeszcze ktoś się ośmiela sugerować,
          że coś źle robi

          skąd ja to znam?...
          • zgaga74 Re: jestem nowa 23.08.08, 16:11
            taka dobra.... ?nic o mnie nie wiesz, a już oceniasz.nieładnie. Nie twierdzę, że należy mi się medal. Chyba nie zrozumiałeś...
    • facet_l Re: jestem nowa 23.08.08, 13:14
      hejka, trzymaj się...
    • tosiedazrobic Re: jestem nowa 23.08.08, 16:59
      dla mnie każda z osób,ktora tutaj pisze ,że żyje z chadowcem,to
      zaskoczenie i smouświadomienie,że są osoby które żyją ,mają siłę i
      chęć z nimi żyć. To jakieś olśńienie i spadek ciężaru,że Ty zgaga74
      po prostu JESTEŚ. to ja Ci dziękuję w swoim imieniu za to.
    • smolasmola Re: jestem nowa 24.08.08, 15:15
      Zaliczam się do takich osób ale rzadko tu ostatnio zaglądam .powiem tylko że
      warto,łatwiej zrozumieć drugą osobę .Choroba u mojej żony jest ustabilizowana co
      daje mi poczucie chwilowego bezpieczeństwa.
      • tosiedazrobic Re: jestem nowa 24.08.08, 19:00
        pełen szacunek ode mnie smile Pozdrawiam i życzę nieskończonej
        stabilizacji żónie,czyli chyba tego co nazwalibyśmy zdrowiem.
        • kajka68 Re: jestem nowa 25.08.08, 07:07
          Przepraszam,ze dopiero teraz,ale jestem-mam męża chadowcai wiem dokładnie co
          czujesz a niektóre komentarze po prostu ignoruj...nie są warte nawet jednego
          słowa.Są na tym forum wspaniali ludzie,którym zawdzieczam siłe ,kiedy jej
          najbardziej mi brakowało-czasem przywołają do pionu i dobrze głaskac cały czas
          nie można,ale są i tacy co od czasu do czasu ci przywalą bez powodu.Jesli chcesz
          więcej pogadac pisz do mnie na gazetowy.Tak chyba łatwiej.Nie obiecuję ,ze
          odpiszę natychmiast ,bo odkad mąż wrócił z sanatorium- zrobiło się
          nieciekawie,lekarka wraca z urlopu dopiero we wrześniu.Okazało sie ,ze przecież
          sanatorium jest po to,żeby znów zaczac pić piwko i nie brac leków...efektami
          jesteśmy karmieni teraz na codzień- zaraz usłyszę jaka wredna jestem.Ale nie
          jestem wredna i nie po to byłam zmuszona go zamknąć ,zeby to powtarzać .Nie wiem
          czy jeszcze kiedykolwiek posune sie do tego.Jeśli komus wydaje się ,że to takie
          proste to ech.Szkoda słów.Nie wiem jak większosć ,ale ja nie wiedziałam ,że
          wychodzę za mąż za chorego człowieka- nie wiem co bym zrobiła gdybym miała to
          zrobić jeszcze raz...
          I jeszcze jedno...Tak w jakimś sensie jestesmy biedni,bo chory będąc w górce ma
          siłę ,energie i powera- a my musimy dotrzymać kroku.Potem jest depresja w która
          my w jakimś stopniu równiez wpadamy-widzę to po sobie widze co zrobiła ze mnie
          choroba męza.
          chyba mam doła.Sorki.
          • konto_online Re: jestem nowa 25.08.08, 14:18
            w życiu nie zobaczę, co ja zrobiłam z mężem
            nie ma to jak zwalić na chorobę
    • kotomysza Re: jestem nowa 25.08.08, 08:26
      hehe, mój mąż żyje z osobą chorą na ChAD, czyli ze mną. jesteśmy
      razem prawie 17 lat, choroba w pełnym rozkwicie pojawiła się około
      2,5 roku temu.
      widzę, że świadomość tego, że jestem po prostu chora trochę mu
      pomogła mnie zrozumieć. bo troszkę na początku dawałam do pieca (no
      nie troszkę)
      a jak jest? chyba jak w każdym związku, różnie. tylko... ja mam duży
      współczynnik samokontroli, a on spory współczynnik rozumienia.

      PS. jesteśmy rodzicami niespełna 3-letniej pannicy.
      • kajka68 Re: jestem nowa 25.08.08, 10:55
        Słuchaj dostałam Twojego maila ,ale nie mam jak ci odpisać ..bo adres nadawcy to
        ludzie@gazeta...to już drugi raz tak dostaję i proszę o jakieś namiarywink
      • zgaga74 Re: jestem nowa 25.08.08, 11:13
        kajka68, kotomysza, tosiędazrobic -dziękuję. świadomość tego, że mogę z kimś pogadać-pomaga.
        • konto_online Re: jestem nowa 25.08.08, 14:19
          nie gadaj
          Ty nie gadasz z kimś, Ty słuchasz, gdy mówią to co chcesz usłyszeć
          • matrioszka42 Re: jestem nowa 25.08.08, 15:37
            To chyba nie tak. Nie wiem czy Ty jesteś chory, czy jesteś z osobą chorą ale przyznasz, że bycie z nami proste nie jest. Razem z nami choruje cała rodzina, dlatego bo nasze reakcje, nastroje nie są standardowe. Nie dziwię się złości, niemocy osób będących z chad-owcem. A manie i depresje to w naszych mózgach wywołują wadliwe neuroprzekaźniki i rzadko kiedy mają podłoże zewnętrzne. Choć reakcje na bieżąca sytuację też przeważnie zdrowe nie są. Dlatego jesteśmy na lekachwink
            • konto_online Re: jestem nowa 25.08.08, 15:45
              czy ja się dziwię, że się ktoś złości?
              sam na siebie się złoszczę
              ja się dziwę, że ktoś nie uważa, że jego złość może mieć na mnie wpływ
              • matrioszka42 Re: jestem nowa 25.08.08, 15:55
                Jak jestem w remisji to wiem że moje postępowanie w manii może budzić złość... co ja mówię musi budzić. A nawet wściekłość. Ma to na mnie wpływ budzi poczucie winy, ale w moim przypadku jest to jedno z bardziej uzasadnionych uczuć.
          • kotomysza Re: jestem nowa 25.08.08, 15:42
            a po co ten agresor w Twoich wypowiedziach?
            • konto_online Re: jestem nowa 25.08.08, 15:46
              a po co ta połajanka w Twojej?
              • kotomysza Re: jestem nowa 25.08.08, 15:47
                nie połajanka tylko ciekawość.
                • konto_online Re: jestem nowa 25.08.08, 16:27
                  nie agresor tylko mający zdanie niewygodne dla interlokutora
    • lolinka2 Re: jestem nowa 25.08.08, 14:08
      hihi, mój mąż żyje z ChADowcem (znaczy, ze mną)
      i ja żyję z ChADowcem (znaczy, z nim)
    • eremka Re: jestem nowa 03.09.08, 13:12
      co za żałosć...2 lata temu zdiagnozowałam męża, po 10 latach jego
      depresji, picia, zdradzania, blogoczatowania, ciągania ludzi po
      sądach, upokarzania mnie i wyzywania od najgorszych, demolki
      mieszkania, utrzymywania go...i dobrze, bo powiedział o moim pomysle
      kolejnej pani doktor, która poszła tym tropem...
      od 1,5 roku mój mąż nie pije, chodzi regularnie do lekarzy, stara
      sie prowadzic regularny tryb życia, stara sie pracowac i wychowywac
      syna [co nie jest najlepsze, bo ów syn ma juz prawie 18 lat, więc
      cokolwiek za pózno na wychowywanie] i jest git...
      a ja wpadłam w depresję...oficjalnie pod wpływem śmierci mamy, która
      musiałm sie opiekowac przez 1,5 roku jej choroby...
      ...chciałabym odejsć...wloke za soba cięzar nie do uniesienia...mam
      dość...
      z chadowcem da się żyć, przeżyłam tyle lat...ale juz nie mam siły,
      chciałabym odpocząć
      • czareg Re: jestem nowa 03.09.08, 14:41
        Więc weź urlop i na tydzień,dwa wyjedź na wakacje (sanatorium też się nada).
        Nie dziwi mnie twoje zmęczenie, odruch ucieczkowy jest jak najbardziej
        zrozumiały: po wielu latach bardzo ciężkiej walki, gdy dzień w dzień
        egzystowałaś na najwyższych obrotach. Teraz gdy sytuacja trochę się unormowała a
        ty uzyskałaś parę chwil na refleksję, potrzeba odpoczęcia z dala od wszystkich
        codziennych kłopotów jest jak najbardziej naturalna, a co za tym idzie -
        potrzebna. Jeżeli nie masz już urlopu, zrób weekendowy wypad do koleżanki z
        innego miasta lub kogoś z rodziny. Sama. Byś mogła choć trochę poszwendać się po
        obcych ścieżkach, pogadać o problemach które nie są twoje, wyjść na chwilę z
        codziennego kieratu. Może wtedy zaczerpniesz więcej powietrza i złapiesz oddech.
        ------
        Obiecałem sobie zostać wielkim pisarzem, piszę rzeczy, które czyta cały świat,
        rzeczy, które poruszają ludzi aż do głębi, rzeczy, które sprawiają, że ludzie
        krzyczą, płaczą, zwijają się z bólu i wściekłości!
        Teraz pracuję dla Microsoftu pisząc komunikaty o błędach.
        • eremka Re: jestem nowa 03.09.08, 16:39
          dzięki
    • eremka Re: było i ...sie zmyło... 04.09.08, 11:33
      juz nie jest git...schodzi z effectinu, czyli nie bierze go i
      wczoraj sie zaczęło...znowu czepianie sie...pretensje...dzisiaj
      telefony...z groźbami...ze co s tam zrobiłam..a czegos nie...ze mam
      sie mu meldowac smsem...
      syna też sie czepia...ze to zle robi..tamto żle robi... boje sie, że
      znowu skończy sie demolką...albo samochodu...albo mieszkania...
      kiedys tez tak było, ale nie wiedziałam, ze jest chory i próbowałam
      rozmawiać, tłumaczyc, prosic, błagac, grozic, płakac...miałam
      nadzieję, że kiedyś do niego dotrę i zrozumie, jak mi jest cięzko z
      jego zachowaniem...teraz wiem, że jest chory i wiem, że nic na to
      nie moge poradzić...jestem bezsilna...
      czy mam tak sie męczyć do końca zycia
      i jeszcze syn...wqrza go zachowanie i czepliwosć ojca, prosze go o
      niepyskowanie, bo jak będzie ojcu odpyskiwał, ten go zniszczy
      psychicznie, tak jak mnie..bedzie mu wmawiła różne rzaeczy i go
      zdołuje...co mam robic..poiwedzięc chłopakowi, że tata jest chory na
      chad ... nie jest głupi, zacznie szukac w sieci i dowie sie, ze to
      może byc dziedziczne ... a jak sie załamie?

      boze, to piekło...
      jak moge wyjechac i zostawic syna samego z mężem...? no, jak??
      • czareg Re: było i ...sie zmyło... 04.09.08, 13:04
        Nie jesteś bezsilna - możesz wpakować go do psychiatryka (przymusowe leczenie).
        Gotowość do radykalnego rozwiązania sprawy najczęściej i na przyszłość działa
        "wychowawczo".
        Nie jest to miłe rozwiązanie też i dla rodziny, ale bez niego i tak Cię niestety
        czeka koszmar.
        • eremka Re: było i ...sie zmyło... 04.09.08, 14:59
          wiem...
          ale nie jestem w stanie wpakowac go do psychiatryka, ani nie jestem
          w stanie go zostawic... i niekoniecznie dlatego, że sie boje samego
          rozwodu i tego, jakie numery mi bedzie wycinał - wyrzuty sumienia by
          mnie zabiły...nie potrafie sobie tego wyobrazić...bo miało byc na
          dobre i na złe...
          jak w greckiej trageii... tak zle i tak niedobrze
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka