Dodaj do ulubionych

jestem tu nowa...

11.10.08, 10:32
Jestem zdrowa. Zajrzalam tu, bo potrzebuje Waszego wsparcia.
Zakochalam sie w czlowieku chorym na CHAD. Jestesmy razem od 7
mies.To uczucie odzylo po 15 latach, ale wtedy o nim nie
wiedzielismy. Oboje mamy rodziny, ja udana, on mniej. Od poczatku
wiedzialam o jego chorobie. Akceptuje go w pelni. Bylam przy nim,
gdy nie bral lekow, bylam podczas manii i depresji. Duzo czytalam o
tym. Dzieki mnie leczy sie, chodzi do specjalisty... Tylko czasem
tak sie...zawiesza. Boje sie wtedy, ze juz mnie nie chce...A potem
znowu jest cudownie. Teraz znowu sie nie odzywa. Czasem mam tego
dosc, ale nie wyobrazam sobie, zeby go nie bylo... Poza tym on mnie
potrzebuje. Wy tez tak czasem sie "zawieszacie"? Nawet, kiedy
przyjmujecie leki? Ile to trwa? Bardzo go kocham...Chce to
przeczekac...Pozdrawiam!
Obserwuj wątek
    • 35.a Re: jestem tu nowa... 11.10.08, 11:00
      [ale zdrowi też się "zawieszają"...]
      • nath0 Re: jestem tu nowa... 11.10.08, 11:10
        tak...tylko z nim nie mozna sie porozumiec, zapomina o wszystkim,
        nie potrzebuje nikogo, pracuje jak automat...Tylko grac moze
        (jest muzykiem)i widac, ze jest to jedyna przyjemnosc, jaka jest w
        stanie odczuwac...Poza tym ma zmieniony wyraz twarzy, taka
        obojetnosc w oczach...Moze powinninsmy pojsc do lekarza? zwiekszyc
        dawki lekow? Kiedy on tam pojdzie sam, zawsze mowi, ze czuje sie
        dobrze...
        • 35.a Re: jestem tu nowa... 11.10.08, 11:18
          nath0 napisała:

          > tak...tylko z nim nie mozna sie porozumiec, zapomina o wszystkim,
          > nie potrzebuje nikogo, pracuje jak automat...Tylko grac moze
          > (jest muzykiem)i widac, ze jest to jedyna przyjemnosc, jaka jest w
          > stanie odczuwac...

          [to się chyba anhedonia nazywa...]


          Poza tym ma zmieniony wyraz twarzy, taka
          > obojetnosc w oczach...Moze powinninsmy pojsc do lekarza? zwiekszyc
          > dawki lekow? Kiedy on tam pojdzie sam, zawsze mowi, ze czuje sie
          > dobrze...

          macie ogromnie poplątaną sytuację rodzinną, może od tego warto zacząć?
          moja staroświeckość tego nie pojmuje: chcesz zaprowadzić
          do lekarza swojego kochanka (? kim on dla Ciebie jest?) i monitorować
          jego stan leczenia? ale numer
          • nath0 Re: jestem tu nowa... 11.10.08, 11:20
            tak wlasnie chce...
            • oh-o Re: jestem tu nowa... 11.10.08, 11:25
              35.a napisała

              > chcesz zaprowadzić
              > do lekarza swojego kochanka (? kim on dla Ciebie jest?) i monitorować
              > jego stan leczenia? ale numer

              a co w tym dziwnego?
              • oh-o do 35.a 11.10.08, 11:27
                najwyraźniej dopóki sama nie przeżyjesz - nie zrozumiesz. pa
                • 35.a see Ya 11.10.08, 11:42
                  Ale ja tak nie chcę.
                  Jestem w stanie zrozumieć numerki na boku. Dla seksu. Ale tworzyć
                  jakąś teorię, że można kochać dwie osoby? Pchnąć palcem i się
                  posypie...

                  Stawiam na zachłanność. Jak w dowcipie o zachłanności i facet
                  jest już w aptece: poproszę dużo, dużo...
    • poetkam Re: jestem tu nowa... 11.10.08, 11:06
      A może jemu jest ciężko, że macie dwie osobne rodziny? Może dołuje się z tego
      powodu? Chciałby być tylko z Tobą?
      Zawiesza się...Rozmawiaj z nim. Bądź. Wspieraj.
    • hejka12 Re: jestem tu nowa... 11.10.08, 11:09
      hej,
      ja też miewam niże i wtedy się zawieszam choć biorę leki. To nie oznacza, że mi
      na kimś nie zależy. Teraz lekarz zwiększył mi dawkę stabilizatora i mam
      nadzieję, że nastrój mi się ustabilizuje.
      Pozdrawiam
      A jak ci się żyje z mężem i gdzie się poznaliście?
      Oczywiście jeśli chcesz o tym mówić.
      • nath0 Re: jestem tu nowa... 11.10.08, 11:17
        Dziekuje Wam! To naprawde nie jest latwa sytuacja... Jakos to godze.
        Mezowi zawdzieczam bardzo wiele i takze go kocham. Zawsze bylam
        lojalna...az do marca. Nie wiem, jak sie to skonczy...ale niech
        trwa. Mojemu ChADowi tez pewnie nie jest lekko...Na pewno chcialby
        byc ze mna, ale wie, ze to jest skomplikowane. Pewne jest
        jedno...jestem pierwsza osoba, ktora zaakceptowala, ze jest chory i
        pomogla zrozumiec, ze to nie koniec swiata...I bedzie przy nim, jak
        dlugo bedzie tego chcial...
    • 35.a Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 11:24
      Czy można kochać jednocześnie dwóch facetów?

      Moja lekarz kiedyś, że TAK.

      Ja, że NIE.

      [moja lekarz jest dziwna, muszę ją wymienić. ex-change smile

      To, co widzę tu:

      szacunek i już brak lojalności [więc jaki szacunek?], zapewnienie
      sobie tyłów, niechęć do naruszania zastałego [to ciekawe, bo
      to raczej domena panów, ale seksistką staram się nie być].

      po drugiej stronie: fascynacja, pożądanie, troska

      Nath0: boisz się dokonać wyboru? Przecie się i tak nie rozerwiesz.
      W piosence zza komuny było: jak pod jedną dupą zmieścić dwa fotele.
      So sorry, to cytat.
      • poetkam Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 11:28
        Mnie też się wydaje, że nie można kochać dwóch osób na raz...
        Ale pewnie każdy człowiek ma inne zdanie.
        Nie znam się. Bo ja młoda jestem smile
        • nath0 Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 11:34
          Powiem Wam...I ja tak myslalam, byla o tym gleboko przekonana! Ze
          milosc to wylacznosc. Zawsze krecilo sie wokol mnie wielu facetow i
          wcale im nie przeszkadzalo to, ze mam meza...Dla mnie jednak nikt
          poza nim nie istnial...Az do marca! Wiem, ze nie jestem w porzadku,
          ale to musze zalatwic sama ze swoim sumieniem. A ono na razie mi na
          to pozwala. Wybor bylby prosta sprawa, gdyby nie prosty fakt, ze
          jest w to zamieszanych wiele osob, ktorych nie chcemy na razie
          krzywdzic...Nieswiadomosc jes blogim stanem...
          • 35.a Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 11:39
            E, staram się nie oceniać, tylko widzę jakiś błąd w myśleniu.
            Jeśli umiesz, wyjaśnij, że można jednakowo kochać dwie osoby.
            Co to jest? Zachłanność? W jednej połówce mózgu siedzi jeden
            człowieczek, druga zarezerwowana dla drugiego? I sobie nie
            przeszkadzają?
            • deprimere Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 11:47
              Tez nie rozumiem wink Poza tym jak mozna pisac, ze jest sie udana
              rodzina kiedy sie oszukuje druga strone uncertain No sorki ale nie bardzo
              jest to dla mnie udane małzenstwo! Tzn w czym udane?
              • nath0 Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 12:15
                Przez 15 lat nigdy sie na sobie nie zawiedlismy. Uwazasz, ze skoro
                od 7 miesiecy jestem z ChADem (zaczelo sie od zwyklej znajomosci,
                porzez przyjazn, a seks byl naturalna konsekwencja wzajemnej
                fascynacji), to z punktu mam powiedziec mezowi "do widzenia"?
                Przeciez on tego nie chce...Ja takze nie wiem, czy z CHADem bedziemy
                razem...Jestem mu potrzebna, bo w swojej zonie nie ma wsparcia. A on
                daje mi inny swiat. Ale czy to powod, zeby niszczyc 2 rodziny, skoro
                jest dobrze, jak jest? Byc moze nadejdzie czas, ze to zrobimy, ale
                nie teraz...I nie obchodzi mnie, co o tym myslicie. To NASZA
                decyzja. A najlatwiej krytykowac. Moze los kiedys postawi Was w
                tak "niezrecznej" sytuacji...Powodzenia!
                • deprimere Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 12:21
                  Ja nie pisalam co jest lepsze i jaka decyzja powinna nastapic. Dla
                  mnie malzenstwo gdzie oszukuje sie druga strone ( no chyba, ze mąz
                  wie o zwiazku) nie jest udane. 15 lat moze nie zawiedliscie sie na
                  sobie ale myslisz ze gdybys powiedziala mu prawde nie nastapilby
                  taki moment? Skoro w kochasiu znajdujesz cos czego nie daje Ci maz
                  to nie jest to dla mnie udane malzenstwo. Moze było kiedys ale nie
                  obecnie. Wsparcie przyjaciela jak najbardziej, milosc przyjacielska
                  i owszem ale nie uczucie ktore suma sumarum konczy sie w łozku. ja
                  niczego sie nie czepiam. kazdy robi sobie jak uwaza za sluszne
                  czepilam sie tylko słowa UDANE, bo patrze na to inaczej.
                  Nio ale nie na tym miala polegac dyskusja.
                • 35.a Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 12:22
                  Jestem w stanie zrozumieć "fascynację" i to, co dalej piszesz.
                  Ale nie nazywaj tego miłością...
                  • nath0 Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 12:25
                    ale ja go kocham...meza tez. Inaczej. I nie dziwie sie, ze nie
                    rozumiecie. Sama tego nie rozumiem...I to wlasnie jest milosc...
                    • 35.a Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 12:30
                      Pieprzycie, Hipolicie wink

                      Nie myl fascynacji z miłością.

                      Ciekawe, jak definiujecie miłość...

                      pasuje mi za Wojciszkem: namiętność-zaangażowanie-intymność [przywiązanie]

                      Tak samo silnie kochasz męża jak kochanka?
            • 35.a Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 11:52
              albo tak:

              ON - mąż
              OFF - kochanek

              przełącznik.

              DOM: mąż
              PRACA: kochanek

              LIVE: mąż
              NET: kochanek

              DNI POWSZEDNIE: mąż
              WEEKENDY: kochanek

              tak przykładowo, w rzeczywistości jest pewnie inaczej

              [tu się robi już dyskusyjnie, bo literatura tematu mówi, że kochanki w weekendy gryzą ściany. ale to w niekomfortowej sytuacji bycią "tą trzecią". a tu patchwork...odpadam. to wszystko, ale nie miłość.

              komuna. sowchoz. kołchoz. dzieci kwiaty. Maanam. Kora i jej dzieci. dziękuję, postoję]
            • nath0 Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 11:54
              Ja nie powiedzialam, ze kocham ich jednakowo...Kocham ich inaczej. I
              nie myla mi sie. Na mezu moge sie "uwiesic", wiele razem
              przeszlismy, sprawdzilismy sie. A CHADem chce sie opiekowac, sluchac
              jego grania, rozmawiac(jest niesamowicie inteligentny). Poza tym,
              znam go dluzej niz meza... Zawsze mi sie podobal. Ja jemu
              takze...Bylismy zbyt niesmiali, zeby wtedy to sobie powiedziec. To
              nieziemsko atrakcyjny facet...i tyle...
              • 35.a Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 11:59
                Prawda jest taka, że jest Ci wygodnie czy...
                Jak jest Twoja prawda?

                Faceci zwykle mówią tak: ona mi pierze/obiadki/poprawny seks, a z Tobą
                kochanie jest inaczej...od kłopotów to ja mam dom, przy Tobie się odprężam.

                [nie autopsja smile naczytałam się]
                • nath0 Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 12:03
                  wiesz...ja nie mam w domu klopotow... Natomiast moj kochanek ze
                  wzgledu na swoje drugie JA przysparza mi troche zmartwien... Jak to
                  zinterpretujesz?
                  • 35.a Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 12:24
                    [Nie za dużo wymagasz od niedouczonego "psychologa"?]

                    Lubisz wyzwania? Fajny jest taki z kłopotami, bo przy nim można
                    się wykazać? Lubisz być "terapeutką"?
                    • nath0 Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 12:28
                      To nie tak...Klopoty wynikly po drodze, a ja chcialam mu pomoc. Tak,
                      jak kazdemu znajomemu, ktory malby problem. Z czasem bardziej w to
                      wniklam i stalo sie to moim zyciem...ot i cala filozofia...
                      • 35.a Re: Mogę założyć wątek poboczny? 11.10.08, 12:31
                        Ktoś kiedyś rzekł okrutnie: siostry charytatywki, sisters of mercy
                        [tak bardziej naukowo smile

                        Kochać to pomagać?
    • 35.a No i 11.10.08, 12:27
      proponuję porozmawiać na ten temat, ale niekoniecznie ad personam...
      Temat jest ciekawy. Jak pogodzić istnienie kochanka z istnieniem
      męża. Czy mogą istnieć obaj pierwszoplanowo. Dla kogo są Święta?
      Szczelam, że dla poślubionego. Kochanka się ukrywa. Dlatego więc
      taki fajny?
      • nath0 Re: No i 11.10.08, 12:32
        Swiat jeszcze razem nie przezywalismy.Wiesz, ja jestem w stanie
        powiedziec mezowi o CHADzie. Z reszta, on wie, ze sie przyjaznimy...
        Tylko jestem pewna, ze maz nie chce wiedziec o tym, ze kogos jeszcze
        kocham. Jestem pwna, ze wybaczylby mi zdrade i prosil, bym nie
        odchodzila. A ja musialabym dokonac wyboru...I CHAD rowniez. Pytam,
        czy moj maz bylby wtedy szczesliwszy niz jest dzis?
        • deprimere Re: No i 11.10.08, 12:34
          Jestes pewna ze tak mocno Cie kocha ze by wybaczyl? Ja bym mojemu
          nie była w stanie w gebe popatrzyc. Mysle, ze nawet gdyby Ci
          wybaczyl nigdy by Ci nie ufal i na bank nie byłby szczesliwy!
          • nath0 Re: No i 11.10.08, 12:42
            Wlasnie! Dlatego mu nie powiem. Nie teraz. Wiesz, co dziwne...ja tez
            mysle, ze wybaczyc bym nie umiala. Ale wiem, ze on wybaczyby na
            pewno...I mysle, ze niepotrzebnie szukalby winy w sobie. A jego winy
            nie ma na pewno. Zadzialal sentyment i wzajemna fascynacja, od
            ktorej nikt nie jest wolny...Ja naprawde nie szukalam wrazen...
            • 35.a Re: No i 11.10.08, 12:49
              proste...bo Twój mąż Cię zwyczajnie kocha. nawet gdy zdradzisz.
              w kaloszach, rozczochraną.
              • deprimere Re: No i 11.10.08, 12:55
                35.a nie zgadzam sie! Utrata zaufania zabija nawet najwieksza
                milosc, nawet ta zwyczajna rozczochrana. Bo na czym jak nie za
                zaufaniu buduje sie zwiazek na tydzien, rok, 50 lat, na zawsze?????
                • 35.a Re: No i 11.10.08, 13:08
                  Simone de Beauvoir i Jean Paul Sartre. Związek otwarty.
                  Jarosław Iwaszkiewicz (homo) i jego żona Anna.

                  zaraz dojdziemy do wniosku, że tyle odcieni miłości, ilu ludzi,
                  co jest prawdą. ale tamci też się podobno kochali...

                  na przyjaźni buduje się ten związek na 50 lat? i sobie można
                  być brykającym tygryskiem? no bo ja nie wiem...
                  • deprimere Re: No i 11.10.08, 13:11
                    Tyle milosci ile ludzi zgadza sie. kazdy kocha inaczej i na czym
                    innych to buduje. Brykac se mozna oczywiscie jesli dla drugiej osoby
                    brykanie jest obojetne i nie wplywa na caloksztalt, na milosc i
                    zaufanie.
        • 35.a pokrętne 11.10.08, 12:54
          jestem szczęśliwy kochanie, że ten Pan Cię posuwa [używam dziwnego
          języka, ale skup się raczej na treści, OK?]
          "Przełamując fale" już było, ale jakoś tak nie bardzo sie to
          skończyło

          jestem szczęśliwy, bo Ty jesteś szczęśliwa?

          i czy kocha ten, kto potrafi z pełnym zrozumieniem zobrazować sobie
          np. francuską, bardzo intymną miłość ukochanej kobiety...

          czy to przepraszam kapeć, który kocha tak, jak się kocha babcię?
          [bez pożądania, bo o siostrę/córkę można być jeszcze niezdrowo zazdrosnym]

          miłość bez zazdrości?
          • deprimere Re: pokrętne 11.10.08, 12:57
            Miłosc bez zazdrosci? Hmmm pewnie i mozliwe.Kiedy? gdy ma sie wiecej
            zaufania do drugiej osoby niz do siebie!
            • 35.a Re: pokrętne 11.10.08, 13:03
              Albo odwrotnie?
          • nath0 Re: pokrętne 11.10.08, 13:06
            Milosc cierpliwa jest, laskawa jest.
            Milosc nie zazdrosci, nie szuka poklasku. nie unosi sie pycha
            Nie dopuszcza sie bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi sie gniewem,
            nie pamieta zlego;
            Nie cieszy sie z niesprawiedliwosci, lecz wspolweseli sie z prawda.
            Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy,we wszystkim poklada nadzieje,
            wszystko przetrzyma...
            Milosc nigdy nie ustaje.
            • 35.a Tra ta ta 11.10.08, 13:09
              smile

              Zgoda. Bardzo lubię ten psalm.

              Miłość nie dopuszcza się bezwstydu...
              • nath0 Re: Tra ta ta 11.10.08, 13:13
                nie pisalam o swojej milosci, tylko o milosci mojego meza... ja
                musze sobie sama poradzic z porazka. Myslalam, ze bedzie moim
                jedynym facetem. Zawsze byl...Tak mialo byc dopoki smierc nas nie
                rozdzieli...Nie wyszlo...
                • skam43 Re: Tra ta ta 11.10.08, 15:13
                  Uff o to jest pytanie czy można kochać męża i chłopaka z
                  przeszłości i tu muszę przyznać racje 35. nie mozna a nathO będzie
                  musiała wybrać kogo tak naprawdę kocha nie pisałam o swojej miłości,
                  tylko o miłości mojego męża i to jest odpowiedź. Przyjdzie jednak
                  taki dzień kiedy o wszystkim dowie się mąż tego nie da się ukryć to
                  nie przypadkowa zdrada i być może wybaczy ale czy zapomni i wszystko
                  będzie tak jak dawniej. NathO sama sobie od powiedziałaś kogo
                  kochałaś i kochasz a tą osobą nie jest i nie był nigdy mąż to on
                  kocha ciebie ale nie ty jego a twój powrót do faceta z
                  przeszłości,że zawsze o kochałas.
    • nath0 ale sie porobilo... 11.10.08, 14:15
      Nie sadzilam, ze rozpetam taka burze moralna...Ale wiecie, co?
      Dziekuje Wam. To znaczy, ze swiat nie jest taki zly, ze morale nie
      upadly. Jak chcecie, bede was informowac, co u mnie, u nas? Moze
      kiedys potrzebne mi bedzie Wasze wsparcie i moze zechcecie mi go
      udzielic...Od kilku miesecy sledze Wasze forum, wiele sie z niego
      dowiedzialam, czasem sie przerazilam, a czasem mnie pocieszyliscie.
      Moze jeszcze sie polubimy? Pozdrawiam serdecznie.
    • kajka68 Re: jestem tu nowa... 11.10.08, 21:20
      Mam pytanie:jestescie razem od 7 mies. byłas z nim kiedy miał górkę i deprechę-
      tzn ,ze co ?mieszkacie razem???czy spotykacie się gdzieśi uwazasz ,ze jestescie
      razem?Sorki ,ale wiem jak sie żyje z osobą chora na CHAD.Jestem w takim związku
      prawie 18 lat.Ranisz moje uczucia mówiąc ,ze w jego zwiazku cos jest nie tak i
      ze w żonie nie ma oparcia- skad wiesz?pytałaś jej co czuje,jakie sa ich
      relacje?Czy bazujesz na tym co on ci mówi?Jeśli kiedyś dojdzie do takiej
      sytuacji -czego ani tobie ani jemu nie zyczę ,ze trzeba będzie zamknac go w
      szpitalu -kto to zrobi TY?czy jego zona?Będziesz ja obwiniać za to,ze wredna,co
      mu zrobiła??kurde sory ,ale wkurza mnie takie cos wkurza mnie ,ze ciagle
      powtarza sie stereotyp ,ze ja taki nieszczęsliwy zona mnie nie rozumie a kobiety
      leca jak muchy na lep...A on w domu ma z zoną swietne relacje ,sypiają razem
      tylko w górce miał zwiększony apetyt na ekstremalne doznania a teraz nie wie jak
      sie z tego wyplatać albo mu to pasuje. o naiwnosci ludzka.
      Może nie trafiłam - ale to chyba cud ,bo znam trochę współpartnerów osób z
      chadem i chadowców ,którzy potwierdzą tą tezę.Nie chcę Ci dowalać ,nigdy tego
      nie robie -ppo prostu chciałabym otworzyc ci oczy.On ma swoją rodzinę ty swoja-
      jak dotąd szczęsliwa- po co to niszczyc i krzywdzić tak wielu ludzi ? dla
      inteligentnych rozmów i seksu?czy ze swoim mężem nie mozesz inteligentnie
      porozmawiac?przykre to...miłosc to patrzenie w tym samym kierunku...
      • nath0 Re: jestem tu nowa... 11.10.08, 22:16
        Niby nie chcialas mi dowalic?.. Tez ranisz moje uczucia...Nie
        dogonie pewnie Twoich 18 lat...Zauwaz, ze nie prosilam nikogo o
        ocene moich relacji. Chcialam uzyskac wsparcie, a tymczasem
        skupiacie sie nie na tym temacie. Przeciez nie "naprawicie" mojego
        myslenia! I tak bedzie, co ma byc. Moglam napisac Wam, ze chodzi mi
        o mojego meza, a chcialam byc szczera...Niepotrzebnie! Co do jego
        zony...wiem i juz! Nie bede sie bardziej otwierac, bo po co
        prowokowac kolejne dyskusje? Bede z nim tak dlugo, jak sie da...To
        nie Wasza sprawa i nie macie na to zadnego wplywu. Ale mozecie sie
        wyzywac...chetnie poczytam. Pozdrawiam Wszystkich Przekonanych O
        Wlasnej Doskonalosci...
        • skam43 Re: jestem tu nowa... 11.10.08, 23:48
          Tak to nie nasza sprawa i nie mamy na to żadnego wpływu. Będziesz z
          nim tak długo jak się da a co potem jak już się nie da. Dlatego nie
          oceniam ciebie i nie krytykuje bo każdemu może się taka sytuacja
          przydarzyć to nie grzech się zakochać.Problem w tym, że chcesz mieć
          jedno i drugie a to może ci się nie udać to ty musisz wybrać z kim
          chcesz być.Tylko jak to zrobić aby wilk był syty i owca cała i to
          chyba troszkę szokuje, że chcesz zjeść ciastko i mieć nadal ciastko
          a dowalać i ranić tu nikt nie próbuje. Ale pamiętaj, że facet który
          kocha potrafi wybaczyć zdradę ale nigdy nie zapomnina zdrady.
    • kajka68 Re: jestem tu nowa... 12.10.08, 07:02
      Nie dowalam-piszesz prawdę ja tez.Z mojej obiektywnej strony tak to wygląda-
      napisałas ja Ci piszę jak to widze okiem widza".Jakiego wsparcia
      potrzebujesz?Mam przyklasnac i powiedziec ,że swietnie robisz?Nie,Nie
      moge.Patrze tez na to oczami tych osób ,które są obok Was.Inaczej nie umiem.
      Chciałas wiedziec czy sie zawiesza- i owszem- czasem trwa to miesiacami...Moze
      własnie dlatego,ze to działają leki a może dlatego ,ze mózg po górkach musi
      odpoczac?Nie znam przyczyn...ale zjawisko znane.
      Nie obrażaj sie- naprawdę nie chcę Ci dowalic.Ale w naszym małżeństwie tez się
      pojawiła osoba ,której wydawało sie ,ze potrafi dobrze
      zadziałac...hmmm...skończyło sie dwoma miesiacami w szpitalu- i wygladało to
      bardzo podobnie jak u was...ja tez niby byłam tą ,która nic nie wie,wredna jest
      itp itd...zanim sie o niej dowiedziałam o tym,że jeszcze ktoś dzieli z nami
      łóżko i zycie on nic po sobie nie dał znac-razem sypialismy,spedzalismy
      czas..bylo jak gdyby nigdy nic...okazało się ze jest inaczej.moze dlatego
      reaguje tak a nie inaczej...
      • 35.a Re: jestem tu nowa... 12.10.08, 11:58
        [na pewno nie powinnam, zapewne nie powinnam...:

        mój ojciec mówi do matki, że jest "wredna", gdy nie tyle udaremnia,
        ale spokojnie mówi, że wie, iż spotyka się z Panią X]

        Kajko, chylę czoła za trzeźwe spojrzenie na sprawę. I za mądrość.

        Nath0, nie oceniamy z moralnego punktu widzenia, ale nicujemy
        Ci zdarzenie. Kajka ściśle rzecz ujmując pokazała Ci jak rzecz
        ma się naprawdę.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka