Dodaj do ulubionych

Ból duszy?

16.06.09, 19:05
Czy Wy też czasem się "skręcacie" z bólu duszy, jak przy silnym bólu
brzucha? Czy bardziej odczuwacie lęk czy fizyczny ból duszy? Czy w
czasie depresji macie obniżone poczucie własnej wartości? Czy
przeżywacie silniejsze depresje "bez łez"?
Ja osobiście podczas depresji (teraz ją mam) "skręcam się" z bólu
duszy jak przy silnym bólu brzucha, trzymam a wręcz przyciskam dłoń
w okolicę serca (to mi trochę tłumi ból) i silniej odczuwam fizyczny
ból niż lęk. Nie mam wcale zmniejszonego poczucia własnej wartości
(aczkolwiek oczywiście nie odczuwam, że świat jest u moich stóp jak
np. w hipo, patrzę na rzeczywistość o wiele bardziej
pesymistycznie). W czasie lżejszych depresji płaczę, a podczas
silniejszych nawet nie mam siły lać z bólu łez, aczkolwiek czekam na
śmierć jak na zbawienie (np. teraz, gdzieś od soboty).
Obserwuj wątek
    • poetkam Re: Ból duszy? 16.06.09, 20:57
      Nie chcę się wymądrzać (a tego nie znoszę...), ale czy aby nie boli Cię po
      prostu serce? Bóle w okolicy serca świadczą o silnej nerwicy.
      Koniecznie wybierz się do lekarza...

      Ja u siebie "ból duszy" nazywam bezsensem istnienia.
      • daifak26 Do Poetki... 17.06.09, 00:41
        Poetko kochana, dziękuję za duchowe wsparcie, ale przeczytałam sobie
        o nerwicy w książce do psychiatrii i jednak objawy mi się aż tak nie
        zgadzają jak cyklofrenii (zespołu maniakalno-depresyjnego). Czy
        podczas subdepresji mogą się pojawić myśli samobójcze? Bo może ja
        mam po prostu subdepresje (potrafię się powstrzymać od prób
        samobójczych, dużo gorzej, ale jakoś jestem w stanie funkcjonować,
        pracować bezx żadnych leków) i hipomanie (podwyższają mi sprawność
        umysłową i powodują, że czuję, że cały świat jest u moich stóp i
        wszystko mi się w życiu uda, jestem genialna itp.)? Po prostu nie
        psychozę maniakalno-depresyjną, tylko zespół maniakalno-depresyjny?
        • 36.a [niecenzuralne słowo] 17.06.09, 00:44
          Kiedy w końcu pójdziesz SAMA do psychologa/psychiatry?
          Pies ganiał diagnozę. Cierpisz.
          • 36.a pomijam 17.06.09, 01:25
            że mylisz terminologię. hipomania to nie bardziej niż mania. psychoza maniakalno-depresyjna to stare nazewnictwo, a zespół maniakalno-depresyjny i ChAD to właściwie jedno...
            już się zamykam.
          • poetkam Re: [niecenzuralne słowo] 17.06.09, 08:18
            36.a ma rację. W tej chwili też mam ochotę zakląć. Przestań szukać,
            szperać w medycznych książkach, czy innych nośnikach, czegoś na
            temat swoich objawów. Terminologia naprawdę nie jest ważna. Zadzwoń
            do poradni zdrowia psychicznego i po prostu umów się na wizytę do
            lekarza, proszę.
            Nie posuwając się naprzód będziesz widziała u siebie coraz więcej
            negatywnych objawów dotyczących kolejnej choroby... Błędne koło...
            Zadbaj w końcu o siebie, bo się wykończysz, dziewczyno!
            • quaxo Re: [niecenzuralne słowo] 17.06.09, 10:47
              Nie, nie, tylko nie poradnia... Ja trafiłem na kompletnych konowałów, straciłem
              czas i rozchorowałem się jeszcze bardziej.

              Dziewczyno, popytaj na forum, może ktoś ma namiary na kogoś dobrego w Twoim
              mieście? Skąd jesteś?
        • drugikoniecswiata ehhh 17.06.09, 17:51
          Jeśli studiujesz polonistykę, to czytałaś też pewnie "Trzech panów w łódce"
          Jerome'a K. Jerome'a. Tam na początku jest taki fragment o diagnozowaniu u
          siebie chorób. Gdyby bycie lekarzem sprowadzało się do wiedzy zawartej w książce
          do psychiatrii, to lekarzy byłoby więcej, albo nie byliby w ogóle potrzebni.
          Jeśli nazwanie tego, co czujesz, fachową terminologią poprawia ci humor, to
          nazywaj. To faktycznie może dać jakieś poczucie bezpieczeństwa na krótki dystans.

          Ale nie dziw się, że budzi to czasem zniecierpliwienie. Forum służy do
          wspierania, nie do diagnozowania, i próba użycia go do tego celu budzi czasem
          "słuszny gniew" - bo wsparcie polega m.in. na tym, by uzmysławiać sobie, że od
          leczenia są lekarze. Nie mówię, że trzeba zawsze ślepo robić co każą. Czasem
          warto przejść się do dwóch, trzech. Ale nie do internetu zamiast. Czytać też
          warto. Ale też nie zamiast. Dlatego radzę ci kontakt z terapeutą lub psychiatrą.
          Mądrym.

          Chad / MD jest bardziej indywidualny, niż książki piszą. A przynajmniej niż
          większość książek. Podobnie jak inne choroby. Mądry lekarz będzie miał tego
          świadomość. Jak również tego, że nie da się wyizolować choroby z reszty
          kontekstu życiowego pacjenta.

          W zasadzie nie wiem co myśleć o twoich pytaniach. Widzę, że jest Ci źle i
          próbujesz sobie pomóc. Nie jestem z tych, co koniecznie każą wszystkim łykać
          prochy. Ale szukasz tej pomocy w nienajlepszy sposób, i gdy parę osób próbuje ci
          to powiedzieć, nie przyjmujesz do wiadomości. To budzi bunt, złość i bezsilność.

          Czasem myślę, że gdybym wcześniej niż na granicy samobójstwa dotarła do lekarza
          z objawami depresji, być może całej bajki pt chad by teraz nie było [to moje
          subiektywne odczucie, proszę nie rozpętywać dyskusji]. Tę mądrość mam post
          factum. Chciałoby się innym oszczędzić własnych błędów, a nie ma jak. To rodzi
          bezradność i wkurza.

          PS gdy w moim pierwszym podejściu do psychiatry powiedziałam pani "ja mam
          depresję" skutek był odwrotny do oczekiwanego. pani skupiła się na udowodnieniu
          mi, że tak nie jest, bo wlazłam w jej kompetencje, co ją wkurzyło. Drugiej pani
          wymiękłam i wymieniłam wszystkie objawy uniemożliwiające mi funkcjonowanie. Ani
          ja, ani ona nie miałyśmy wątpliwości.
        • drugikoniecswiata może tak 17.06.09, 18:13
          Jednym z podstawowych objawów depresji jest to, że zawęża się i wykrzywia
          horyzont myślenia. Człowiek myśli, że wie wszystko i nie ma żadnego wyjścia poza
          tym, które sam wymyślił, w związku z tym skutecznie odpiera rady / próby pomocy.
          czasem słusznie ("weź się nie mazgaj") a czasem nie ("skonsultuj to z kimś
          mądrzejszym ode mnie").

          Niezależnie od tego, czy obniżony nastrój / nastrój depresyjny (ja bym tak
          nazwała to, o czym piszesz) jest objawem depresji, nerwicy, chad czy
          czegokolwiek innego z zapaleniem paznokcia u małego palca u nogi włącznie - jest
          to sygnał, że jakieś strategie radzenia sobie z życiem przestały się sprawdzać.
          Ciało (bo mózg to ciało) daje znak - pomóż mi.

          Terapeuta / lekarz są od tego, by pomóc ci ocenić, czy twoje strategie pomagania
          są wystarczające, czy może można lub wręcz należy je jakoś zmodyfikować. Nikt
          nie wciśnie ci leków wbrew twej woli, nikt nie zdecyduje o terapii za Ciebie.
          Mądry lekarz wysłucha twoich argumentów, wątpliwości, pójdzie za tobą - dopóki
          nie uzna, że znajdujesz się w stanie zagrożenia życia. Więc to tylko poszerza
          pole działania, nie zawęża / zamyka.

          Jeśli nie chcesz korzystać z ich pomocy - twoje prawo. Tylko używanie do tego
          celu grona ludzi, którzy na własnej skórze przekonali się, jakie skutki może
          (nie musi) rodzić tak pojęta samodzielność jest chyba równie nietrafioną
          strategią. Mało efektywną i też w jakiś sposób mało... delikatną?
        • drugikoniecswiata i myślę 17.06.09, 18:23
          ...że wiele osób chętnie będzie cię tu wspierać w podejmowaniu różnych decyzji i
          szukaniu sposobów "samopomocy", ale nie ze świadomością, że nie czuwa nad tobą
          nikt w realu. po prostu to jest duża odpowiedzialność i nikt rozsądny nie weźmie
          jej na siebie.

          Kiedy pięciolatek upiera się, że sam upiecze ciasto, są dwa sposoby. wyrzucić go
          z kuchni i zamknąć ją na klucz albo zadbać o to, by ktoś dorosły czuwał nad tym,
          żeby nie zrobił sobie krzywdy. Raczej nikt nie ograniczy się do dania mu rady:
          uważaj, żeby się nie poparzyć. A upieczenie ciasta pod opieką mamy może dziecku
          zapewnić dużo bezpiecznej frajdy i być doświadczeniem rozwojowym.

          Nie używam przykładu pięciolatka do tego, by ciebie do takiego porównywać. Po
          prostu pięciolatek+piekarnik to połączenie ryzykowne. Równie ryzykowne jak myśli
          samobójcze+ chałupnicze diagnozy.
    • dzedlajga Re: Ból duszy? 16.06.09, 21:58
      w czasie ogromniastej depresji nie czulam nic. Zadnego bolu ani duszy i ciala.
      Po prostu nic. Tylko, ze wszystko jest bez sensu. Plakac tez nie mialam siły.
      Zabic bym sie nie zabila, bo po pierwszej probie wiele lat temu sobie
      przyrzeklam, ze wiecej tego nie zrobie, ale mysli samobojczych tez wtedy nie
      mialam. Tak sobie tylko lezalam w lozeczku i grzecznie czekalam nie wiem na co.

      Obiektywnie gorsza byla tylko mania, choc subiektywnie w trakcie trwania mania
      baaaardzo mi sie podobala wink
      w depresji nie zrobilam zadnej glupoty a w manii calkiem sporo, dlatego uwazam,
      ze mania jednak gorsza
    • skwr2 Re: Ból duszy? 17.06.09, 12:48
      daifak26 napisała:

      > Czy Wy też czasem się "skręcacie" z bólu duszy, jak przy silnym
      bólu
      > brzucha? Czy bardziej odczuwacie lęk czy fizyczny ból duszy? Czy w
      > czasie depresji macie obniżone poczucie własnej wartości? Czy
      > przeżywacie silniejsze depresje "bez łez"?
      Na każde z pytań mogę odpowiedzieć twierdząco. Koszmar skutecznie
      łagodzą antydepresanty.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka