Dodaj do ulubionych

Wysiadłam..

11.07.09, 21:22
Wysiadłam. Wysiadłam z tego pociągu. Nie było tam już miejsca dla mnie. Nikt
mnie nie chciał, nikogo ja nie chciałam. Więc wysiadłam. W biegu żeby nikt nie
zauważył..

Straszna noc, z krzykiem, płaczem, przepychankami, siedzeniem w kącie,
straszny poranek - to nie z mojej winy.. i wieczór też ciekawie się nie zapowiada.
Oszukiwałam, wmawiałam sobie, że wszystko ok, że dzielną trzeba być.. ale sił
już mi nie starczyło..

Czy ktoś mi powie, ile człowiek może płakać? Czy istnieje takie coś jak
"koniec łez"?

Miłych chwil Wam życzę.. Ja ich nie mam, ale chociaż Wy je miejcie..
Obserwuj wątek
    • 36.a Re: Wysiadłam.. 11.07.09, 22:20
      Mocno tulę. Jestem rozpalona jak słońce smile
      Tak, koniec łez jest. I "łzy przeniosą Cię w inne, spokojniejsze miejsce". Albo jakoś tak.
      • stardusts Re: Wysiadłam.. 11.07.09, 23:01
        Majagor przyłączam się dziś do Ciebie...Ja w zawieszeniu, czekam na wizytę u
        lekarza jak zbawienie. Patrzę na pocięte przedramię i dziękuję Bogu, że tylko na
        tym się skończyło. Dziś chcę aby łzy płynęły, nie chcę sobie mówić, że jest ok,
        niech się oczyszczę wyciszę umysł, niech te emocje zejdą. Ufam, że będzie
        lepiej. Półtora roku bez samookaleczania porażka, ale z drugiej strony to było
        półtora roku, teraz postaram się zeby było więcej, a może kiedyś nie będę się
        ranić?

        Może będę szczęśliwa, a może tylko spokojna.

        Przytulam Cię bardzo mocno i ufam, że dasz radę, ja w to wierzę kiss
        • tytufor Re: Wysiadłam.. 11.07.09, 23:10
          O matko! Trzymajcie się dziewczyny! I Ty Majagor, i Ty Stardusts!
          Przytulam naprawdę mocno smile

          tytufor - sam zdołowany...
          • stardusts Re: Wysiadłam.. 11.07.09, 23:35
            Tytufor damy radę, to tylko w naszych głowach, tylko czemu ciało odmawia
            współpracy.... sad

            Przytulam Aga
            • ergo_pl Re: Wysiadłam.. 11.07.09, 23:44
              Bo ciało słucha się naszych głów, a one czasem, cholerka, uparte wink

              to ja, tytufor, tylko się nie przelogowałam.
              • majagor Re: Wysiadłam.. 12.07.09, 09:31
                U mnie tak dziwnie jest.. Nie jest to ani typowa depresja ani mania. Zmienia się
                to jak w kalejdoskopie. Jedna chwila, jedno słowo i wpadam w szał. Szał gniewu,
                agresji, szału płaczu, lęku i rozpaczy. Potem się uspokajam i wszystko wraca do
                "normy", by znowu jakiś mały impuls wprowadził mnie w dziwny stan. Sama już nad
                tym nie panuję, zupełnie tego nie rozumiem i zaczynam się tego bać.

                Kończę właśnie związek z facetem, którego kocham. On jest ze mną z litości, nie
                kocha mnie wcale.
                Mamę czekają w tym miesiącu kolejne badania - pewnie dowie się w jak złym stanie
                jest - bo do teraz nie jest świadoma tego.
                Do pracy nie chodzę i chodzić nie będę - bo w stanie nie jestem.

                To wszystko jakoś tak się złożyło i przerosło mnie. Czuję się odrzucona,
                odepchnięta zupełnie nieakceptowana przez świat.
                Cholerne uczucie, gdy wiesz, że On Cię zupełnie nie kocha, zupełnie mu nie
                zależy.. To tak jakbym szła po moście, była już daleko od brzegu, na którym On
                stoi i wciąż mnie straszy, że przetnie liny od mostu... Przecina je sukcesywnie
                i ja niby się jeszcze jakoś trzymam, ale z drugiej strony nie mogę zrobić
                żadnego ruchu - bo każdy ruch spowoduje, że spadnę w jakąś otchłań..

                Wczoraj odgrzebałam jakieś leki. Zjadłam ich parę i przynajmniej spałam ładnie i
                dość spokojnie [poprzednie noce były z koszmarami]. Do lekarza, do którego teraz
                chadzam iść nie mogę - ma miesięczny urlop, a zresztą on mnie nie umie słuchać,
                ja nie umiem mu opowiadać. Nie dogadujemy się zupełnie.
                Kiedyś miałam miłą panią doktor, której ufałam, którą tolerowałam i którą
                lubiłam. No ale postanowiłam "ozdrowieć na własną rękę" i wstyd iść teraz i
                przyznać się, że jednak racji nie miałam..

                Kurcze wczoraj pisząc tu myślałam, że nawet nikt nie przeczyta co naskrobałam, a
                tu patrzę dziś.. Nie tylko czytali, ale coś napisali. Czasami obce osoby są
                "lepsze" niż te bliskie..
                • czareg Re: Wysiadłam.. 12.07.09, 10:20
                  majagor napisała:
                  > Kiedyś miałam miłą panią doktor, której ufałam, którą tolerowałam i którą
                  > lubiłam. No ale postanowiłam "ozdrowieć na własną rękę" i wstyd iść teraz i
                  > przyznać się, że jednak racji nie miałam..

                  Idź - popełniać błędy to rzecz ludzka, ale trwać w nich to co innego. Psychiatra
                  pewnie przyzwyczajony jest do odchodzenia i powrotów pacjentów, a parę minut
                  wstydu (najgorsze to te czekanie w kolejce na przyjęcie sad to dobra wymiana za
                  przywróconą równowagę.
                  Powodzenia.
                  • stardusts Re: Wysiadłam.. 12.07.09, 10:31
                    Maja nie przejmuj się powrotem do psychiatry ich to wcale nie rusza jeśli ktoś
                    sobie pójdzie a potem nawet po roku wróci. Najważniejsze jest to, zebyś Ty ufała
                    lekarzowi, bo wtedy łatwiej jest mówić o niektórych na pozór wstydliwych
                    objawach choroby.

                    A tym, ze "rzuca" teraz się nie przejmuj, ze to coś dziwnego bo wiele się dzieje
                    w Twoim życiu. Mnie jak są zmiany zazwyczaj te na minus to halsuje jak cholara
                    czasami nawet z godziny na godzinę.

                    Mój lekarz przy takich gwałtownych zmianach zawsze mi mówi, ze to reaktywne i
                    minie, ale także zabezpiecza mnie lekami, zebym na jakieś glupie pomysły nie
                    wpadała i była trochę grzeczniejsza.

                    Jak chcesz to pisz do mnie ap5577@yahoo.com można też na gg pogadać i 3maj się
                    ciepło. Sciskam kiss
                • skwr2 Re: Wysiadłam.. 12.07.09, 12:00
                  majagor napisała:

                  > U mnie tak dziwnie jest.. Nie jest to ani typowa depresja ani
                  mania. Zmienia si
                  > ę
                  > to jak w kalejdoskopie. Jedna chwila, jedno słowo i wpadam w szał.
                  Szał gniewu,
                  > agresji, szału płaczu, lęku i rozpaczy. Potem się uspokajam i
                  wszystko wraca do
                  > "normy", by znowu jakiś mały impuls wprowadził mnie w dziwny stan.
                  > Sama już nad
                  > tym nie panuję, zupełnie tego nie rozumiem i zaczynam się tego bać.
                  Sądzę, że trapi Cię zespół uczuć związanych z obecną sytuacją
                  życiową. Nałożył się na chadową wrażliwość i masz, co masz.
                  Rozumiem, co przeżywasz.
                  Na pociechę - te jazdy z czasem tracą na sile i długości trwania,
                  ale to wymaga czasu.
                  Im szybciej wszystkie problemy sprowadzisz do normalności, tym
                  lepiej.

                  • majagor Re: Wysiadłam.. 12.07.09, 22:41
                    I znowu to samo..

                    Najlepszy przyjaciel już nawet mnie nie rozumie chyba. Właśnie mi oświadczył, że
                    mu wstyd iż ja tak się zachowuję.
                    Że wszyscy sobie mogą nie radzić, ale nie ja. A co to k***a ja jakaś maszyna czy
                    mistrz?

                    Nienawidzę słów "Weź się w garść"! Lepiej mi pomóżcie, a nie rzucajcie puste
                    słowa - to nie do Was, tak na marginesie.. to tylko do tych, co myślą, że ja
                    niezniszczalna..
                    • stardusts Re: Wysiadłam.. 12.07.09, 23:33
                      Majagor nie poddawaj się. Dużo cieplych myśli ode mnie. Przejdz się do lekarza
                      proszę. Moze terapeuta pomoże? 3mam mocno kciuki za Ciebie. Ja dziś na koncert
                      na UW ze znajomą poszłam i popatrzyłam na ludzi i zauważyłam bardzo ważną rzecz.
                      Dzięki Bogu nie widać między nami różnicy ufff ufff ufff.
                      • balbina_alexandra Re: Wysiadłam.. 13.07.09, 00:26
                        Mam podobnie, od jakiegoś półtora miesiąca. Też posypał mi się
                        związek, z tą różnicą, że on mnie kocha, ale stwierdził, że nie
                        możemy być razem bo zbyt wiele nas dzieli i to nie wypali...
                        W depresji na ogół tkwię w otępieńczej rozpaczy, i płaczę tak długo
                        aż opadnę z sił, ale mam te okresy kiedy wszystko mi się trzęsie w
                        środku. Jestem nadreaktywna cały czas, wystarczy drobny impuls i
                        rozsypuję się w drobny mak...

                        Nie wiem nawet co Ci napisać, oprócz tego że Cię rozumiem i
                        współczuję i chciałabym jakoś pocieszyć... Ja biorę cały czas leki,
                        i przez większość czasu staram się prowadzić stabilny zywot, ale
                        byle drobiazg wytrąca mnie z równowagi. Staram się żyć normalnie, od
                        jutra częściowo wracam do pracy, choć na razie na pół gwizdka, na
                        szczęście mogę sobie pozwolić na to w tej chwili, dużo czasu spędzam
                        ze swoimi przyjaciółkami, koncerty, kino. Ale... no właśnie, wczoraj
                        wracając z kina o mało nie rozryczałam się w tramwaju, zupełnie
                        bezsensowna reakcja (film to idiotyczny horror, raczej pobudzający
                        do śmiechu). Też usłyszałam że mam się wziąć w garść i to od
                        ukochanej osoby...

                        Trzymaj się. Ja wyrzuciłam ostatni rok z życia, nie zaglądam do
                        maili czy zdjęć z nim, i spędzam czas z osobami które są mi
                        najbliższe, mama, siostra, przyjaciółki. Powinnaś też najszybciej
                        wybrać się do lekarza, żeby ustawił Ci leki.

                        Twój post bardzo mnie poruszył, przechodziłam przez to samo, i mamy
                        identyczne reakcje. Ja już nie mam sił płakać, ale wtedy pozwoliłam
                        sobie na to bez przerwy. Leki pomagają trochę znieczulić, ja czuję
                        się jak lekko odrętwiona przed operacją. Ciągle nie mogę spać i
                        dlatego idę we wtorek do lekarza, mój też na urlopie, ale zobaczy
                        się ze mną. Trzymaj się mocno...
                        • skwr2 Re: Wysiadłam.. 13.07.09, 09:34
                          Jestem parę lat po rozwodzie. Do dziś dokucza mi, jak to nazwałaś,
                          nadreaktywność, ale na pociechę mogę powiedzieć, że z czasem chadowe
                          rozstawanie się z przeszłością traci na sile. Zapaści stają się
                          płytsze i rzadsze.
                    • skwr2 Re: Wysiadłam.. 13.07.09, 09:27
                      Miałam na uwadze, że uporządkowanie swojej sytuacji w jednoznaczny
                      sposób przyniesi Ci jaką taką ulgę, będzie zaczątkiem normalności.
                      Sama sobie zarzucam, że inni sobie radzą, a ja nie. Zakładam, ze
                      potrzebuję więcej czasu, aby odcierpieć kawał życia na swój
                      specyficzny sposób.sad((
                      • majagor Re: Wysiadłam.. 14.07.09, 02:28
                        Dziękuję Wam wszystkim za miłe słowa!

                        Nie płaczę dziś. Ba, nawet wcale dziś nie płakałam.. Ale spać też nie śpię...
                        Byle jakoś do rana się dokulać..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka