Dodaj do ulubionych

schodzenie z wenlafaksyny - jeszcze raz

17.08.09, 21:11
Humor mam definitywnie pod psem, 3 tygodnie temu u lekarza marudziłam jak już
dawno nie, i teraz mam iść i czuję że znowu marudzić będę. Czyli powiedzmy
miesiąc lekkośredni. Z jednej strony uzasadnione okolicznościami - straciłam
zwierzaka sad, wcześniej 10 dni chorowała, + garść innych atrakcji natury
emocjonalnej i przerwa w terapii.

Z drugiej strony od jakiegoś 1,5 miesiąca złażę z wenlafaksyny, powolutku, ale
złażę, w tej chwili biorę 150 a nie 225. no i tak kombinuję czy to mi nie
pomaga w tym dołowaniu. Mam deja vu sprzed 3 lat(próbowałam odstawiać i
właśnie po zejściu o 75 mg pojawił się dół, lek kazała wrócić do poprzedinej
dawki i po 10 dniach była już hipo jak złoto; potem pomyślałam, że może za
wcześnie spanikowałam z tym dołem). Ale wtedy nie brałam nic do tego, a teraz
zaczęłam złazić jak poczułam różnicę na lamo. Napisze mi ktoś coś mądrego?

Zaliczaliście takie zniżki nastroju przy odstawianiu antydepa, a jeśli tak, to
po jakim czasie się mózg przyzwyczaił do mniejszej dawki? bo zejść z tego
definitywnie muszę / chcę, 150 pln w plecy co miesiąc, a nie działa tak jak
powinno, bez sensu.

A, ile bierzecie lamotryginy? Bo ja poczułam (delikatnie) różnicę już przy 75,
ustaliliśmy że dojdę do 100 i spróbuję się na tym zatrzymać. Teraz kombinuję,
czy zagryźć zęby, przeczekać i patrzeć co się wykluje, czy wracać na chwilę do
wenla i zaraz znowu z niej schodzić, czy np. próbować zwiększyć jeszcze dawkę
lamo. any ideas welcome..........
Obserwuj wątek
    • bonus1985 Re: schodzenie z wenlafaksyny - jeszcze raz 17.08.09, 21:19
      lepiej chyba pomalutku złazić , mixowanie z innym to nienajlepszy pomysl -
      cokolwiek Ci to pomoze smilepozdrawiam
    • 36.a Re: schodzenie z wenlafaksyny - jeszcze raz 18.08.09, 10:55
      Witaj Kochana. Zatem tak i nie napiszę nic nowego: zmniejszanie dawki wenla jest nieprzyjemne. Też schodzilam z 225, potem ze 150, teraz jest Wellbutrin i dobrze mi z nim. Moze zasugeruj ten wlaśnie lek? Lamotryginy biorę 100 i to jest moje optimum. Moja lekarz kocha koktajle, wiec jeszcze karbamazepina i kwetiapina, ale naprawdę czuję się względnie ustabilizowana. Niże są króciutkie i bardziej związane z cyklem niż czymkolwiek innym.

      Po 3 dniach bez wenla myślałam: zabić się zabić się zabić się. A pierwsze 2: jeju, jaki świat jest inny, fajny bez leków.

      Strach mnie ogarnia na myśl o poczęciu brzdąca (w niedalekich planach), miałabym byc chemicznie czysta? O matko.
      • laelia4 Re: schodzenie z wenlafaksyny - jeszcze raz 19.08.09, 02:15
        Witam! Ja schodziłam z welafaksyny z 225 do 0 przez 6 miesięcy!! A to dlatego,
        że czułam każdą różnicę, w sumie głównie fizycznie (a la grypowe objawy i
        "wyładowania elektryczne" w mózgu) co było bardzo nie przyjemne. Ostatni miesiąc
        brałam dosłownie kilka kuleczek z wysypanej tabletki. To świetny sposób by
        oszukać organizm, polecam! Dzięki temu bezboleśnie i raz na zawsze pozbyłam się
        tego leku. To było ponad rok temu. Cały czas brałam i biorę lamotryginę
        75-100mg. Moja lekarka twierdzi, że większych dawek nie trzeba, bo jeśli on
        działa to działa i dawka nie ma znaczenia.
        Życzę wytrwałości smile)

        Ja teraz jestem na seroxacie także czeka mnie podobny kiedyś ból... uncertain
        • 38takatam Re: schodzenie z wenlafaksyny - jeszcze raz 20.08.09, 19:10
          A co z popedem seksualnym-mnie zaczelo bardzo "nosic" kiedy probowalam
          odstawic welafaksyne-i zeby nie narobic "szkod",szybciutko wrocilam...
          • laelia4 Re: schodzenie z wenlafaksyny - jeszcze raz 20.08.09, 23:54
            O, a to ciekawe. Ja zaczynam schodzić z seroxatu i ciekawa jestem czy mi libido
            wróci... akurat bym się nie obraziła wink
          • drugikoniecswiata Re: schodzenie z wenlafaksyny - jeszcze raz 14.09.09, 19:09
            Biorąc pod uwagę fakt, że lamo spacyfikowała mi górki, a faceta brak, to tu
            akurat niegroźnie. Za to w zeszłe wakacje...... hm, ten tego.... w zasadzie to
            było mi wszystko jedno z kim i jakiej płci. Udało mi się ograniczyć do mojego
            faceta (był rozanielony!), ale go potem rzuciłam.

            Myślałam, że to pierwsza od wiekwieków wytęskniona remisja, a tu mi moja pani dr
            po fakcie oznajmiła "ja cię odbierałam tak na lekkiej górce, ale pozytywnie,
            dobrze ci to robiło, dawało taką energię.." tja wink)

            No a na lamo tak pomiędzy -2 a +0,5.
            Bez wybryków natury rozwiązłej,
            choć tęsknota za płcią piękną mi została...... wink
            • drugikoniecswiata Re: schodzenie z wenlafaksyny - jeszcze raz 14.09.09, 19:11
              a, to nie było przy odstawianiu wenlafaksyny tylko wręcz przeciwnie -
              zwiększenie dawki z 150 do 225. Genialne 3 miesiące, zaliczyłam 4 rok studiów,
              czwarty w mojej karierze. I w ogóle po raz pierwszy od 5 lat czułam się wolna,
              szczęśliwa. Dopiero z perspektywy widzę, jaka była intensywność odczuwanych
              wówczas emocji, i tylko nie wiem, czy to był mój standardowy rapid cycling z
              górką co parę dni, czy dla odmiany 3 miesiące na poziomie +0,5-1.
    • dr.zabba Re: schodzenie z wenlafaksyny - jeszcze raz 14.09.09, 20:44
      Nie miałam problemów ze zmniejszaniem wenla jako i innych leków też. Bardzo ze
      swej strony polecam połączenie wenlafaksyna - Wellbutrin (oczywiście decyduje
      lekarz). Od trzech miesięcy dopiero żyję, a wcześniej nie żyłam trzy lata. Nie
      mam górki, po prostu żyję.
      • dr.zabba lamotrygina 14.09.09, 20:45
        Lamo maxymalnie 200, obecnie 50.
    • skwr2 Re: schodzenie z wenlafaksyny - jeszcze raz 16.09.09, 12:39
      Zwyczajnie zapomniałam o recepcie na Effecin i tym prostym sposobem
      po 1,5 rozstałam się z antydepem. Po miesiącu nastrój spadł mi
      niebezpiecznie poniżej zera. Mam w szafce nowy zapas. Wrócić? Nie
      wrócić?
      Najchętniej bym się wymiksowała z doczesnej egzystencji, ale mam
      dziecko. Parę lat jeszcze muszę przeciągnąć.
      Jestem totalnie zmęczona życiem i chorobą. Sama nie wiem, czy
      kolejność nie powinna być odwrotna.
      • drugikoniecswiata Re: schodzenie z wenlafaksyny - jeszcze raz 16.09.09, 13:50
        za mało danych! co jesz oprócz tego (stabilizator?), co ci mówi dusza, co
        lekarz? terapia jakaś? z jednej strony idzie zima, lepiej raczej nie będzie
        (sorry), z drugiej - teoria jest taka, że w chad jak najmniej antydepów. pogadaj
        z psychiatrą, rozważ za i przeciw (co ci dawał ten efectin a co zabierał). moje
        zdanie jest takie, że dobrze jest spojrzeć z perspektywy dłuższej niż
        kilkudniowa / kilkutygodniowa, no ale depresja + czekanie to nie jest łatwa rzecz.

        dzieć to ważna sprawa, nie wymiksowuj się z życia.
        • skwr2 Re: schodzenie z wenlafaksyny - jeszcze raz 17.09.09, 08:08
          Uwierzysz, że ja nie mam już cierpliwości do leków, lekarza,
          zastanawiania się nad chorobą, podtrzymywaniem nadziei na długą
          remisję? Czasem mi tylko przemknie myśl, jak wyglądałoby moje życie
          bez chadu. Był kiedyś taki ciekawy wątek. Zazdrosnym okiem spoglądam
          na zdrowych i myślę sobie, że niech szlag trafi tę moją wrażliwość.
          Często się zastanawiam, czy ludzie są naprawdę tak szczęśliwi, na
          jakich wyglądają, skąd czerpią energię, żeby popychać z mozołem swój
          wózek, całkiem podobny do mojego, a przecież jakby dużo lżejszy.
          Przeszłości już nie zmienię, musi pozostać w formie knota. Na
          teraźniejszość nie mam siły. Samotność i chad to niezbyt dobrana
          para. Przyszłość z wydłużającymi się wraz z wiekiem fazami depresji
          nie napawa nie optymizmem.
          Jestem zmęczona. Nie widzę żadnego uzasadnienia, żeby brnąć dalej.
          Mam jedyną motywację - syna. Trochę głupio wspierać się na
          konieczności uczestnictwa w cudzym życiu. W zasadzie to absurdalnie
          śmieszne.
      • obecna_xyz do skwr 16.09.09, 14:26
        Mnie też ciężko, nawet do szpitala nie mogę iść, bo mąż z synem
        sobie nie poradzą.Mam od 7 miesięcy depresję z coraz nowszymi
        postaciam lęku. Też mam dość i pewien wysoki dom na oku. Ale muszę
        żyć dla najbliższych.Żyjmy na przekór chorobie, która pragnie naszej
        śmierci. Łączę się w cierpieniu.
        • skwr2 Re: do skwr 17.09.09, 08:20
          obecna_xyz napisała:

          > Mnie też ciężko, nawet do szpitala nie mogę iść, bo mąż z synem
          > sobie nie poradzą.Mam od 7 miesięcy depresję z coraz nowszymi
          > postaciam lęku. Też mam dość i pewien wysoki dom na oku. Ale muszę
          > żyć dla najbliższych.Żyjmy na przekór chorobie, która pragnie
          naszej
          > śmierci. Łączę się w cierpieniu.
          Doskonale rozumiem, co warte jest życie pod przymusem, a lęki piękna
          rzecz. Poczłapiemy sobie dalej, bo akurat w tym momencie nie mamy
          wyboru. Korzystam czasem z możliwości wygadania się przed kimś
          autentycznie życzliwym. Prynosi to doraźną ulgę, ale coraz bardziej
          zdaję sobie sprawę, że chadowe jazdy są dla postronnych nie do
          zrozumienia pomimo ich najlepszej woli, a moje poczucie inności
          tylko się potęguje. "Jakoś trzeba żyć". Czy ludzie nie pytają o
          zasadność tego stwierdzenia?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka