Humor mam definitywnie pod psem, 3 tygodnie temu u lekarza marudziłam jak już
dawno nie, i teraz mam iść i czuję że znowu marudzić będę. Czyli powiedzmy
miesiąc lekkośredni. Z jednej strony uzasadnione okolicznościami - straciłam
zwierzaka

, wcześniej 10 dni chorowała, + garść innych atrakcji natury
emocjonalnej i przerwa w terapii.
Z drugiej strony od jakiegoś 1,5 miesiąca złażę z wenlafaksyny, powolutku, ale
złażę, w tej chwili biorę 150 a nie 225. no i tak kombinuję czy to mi nie
pomaga w tym dołowaniu. Mam deja vu sprzed 3 lat(próbowałam odstawiać i
właśnie po zejściu o 75 mg pojawił się dół, lek kazała wrócić do poprzedinej
dawki i po 10 dniach była już hipo jak złoto; potem pomyślałam, że może za
wcześnie spanikowałam z tym dołem). Ale wtedy nie brałam nic do tego, a teraz
zaczęłam złazić jak poczułam różnicę na lamo. Napisze mi ktoś coś mądrego?
Zaliczaliście takie zniżki nastroju przy odstawianiu antydepa, a jeśli tak, to
po jakim czasie się mózg przyzwyczaił do mniejszej dawki? bo zejść z tego
definitywnie muszę / chcę, 150 pln w plecy co miesiąc, a nie działa tak jak
powinno, bez sensu.
A, ile bierzecie lamotryginy? Bo ja poczułam (delikatnie) różnicę już przy 75,
ustaliliśmy że dojdę do 100 i spróbuję się na tym zatrzymać. Teraz kombinuję,
czy zagryźć zęby, przeczekać i patrzeć co się wykluje, czy wracać na chwilę do
wenla i zaraz znowu z niej schodzić, czy np. próbować zwiększyć jeszcze dawkę
lamo. any ideas welcome..........