Wczoraj byliśmy u logopedy w CZD (zapisali nas tam przy wypisie z oddziału niemowlęcego - na diagnozę) – Staś maruda był straszna, bo późno, nieznane miejsce, obcy ludzie itp....
Do tego pani neurologopeda tak go zestresowała, że wcale nie chciał z nią współpracować. Pokój zupełnie nieprzystosowany do zbadania małego dziecka - zero zabawek, zawalony papierami, biurko, komputery - gorzej niż w gabinecie lekarskim. A babka od razu do badania, nawet chwili się z nim nie pobawiła, nie próbowała go oswoić.
Kazała wziąć mi go na kolana, macha Małemu miśkiem przed nosem i każe Stasiowi, żeby pokazał gdzie miś ma buciki, nos, oko itp. Staś pokazuje nos i oko, butów już nie. Następnie pani każe Stasiowi ściągnąć misiowi czapkę - młody się denerwuje i olewa.
Bada jeszcze na siłę zgryz, język .... i koniec badania ale jest diagnoza:
– dziecko pod względem rozwoju aparatu mowy
zaniedbane (?!), rozwój zaburzony, nie wypełnia prostych poleceń, pokazuje tylko to co wcześniej umiał (nie ściągnął misiowi czapeczki, tylko pokazywał, że miś ma nos).
Na nasze argumenty, ze przecież był cały czas rehabilitowany, że Staś jest pod kontrolą pediatry, neurologa i praktycznie co tydzień ma spotkania z naszą logopedą więc jak może być zaniedbane pozostała głucha. Nie no przepraszam, zapytała się gdzie był rehabilitowany (IMiDZ) i skąd logopeda (Karowa) prychnęła sobie pod nosem (?!)
Dała zalecenia jak z nim ćwiczyć (dokładnie takie same jak nasza logopeda) i kazała przyjść w ….. listopadzie albo nawet w grudniu.
Jakim prawem ona mówi, że dziecko zaniedbane?? Bo ma problemy z mową - kurde po to do niej poszliśmy, żeby się skonsultować, bo szukamy pomocy i jak się udało i tam dostać to pojedziemy, bo może coś nowego podpowiedzą, na co nasza logopeda i rehabilitantka nie zwróciły uwagi.
A ona tu, że za późno, że zaniedbaliśmy sprawę i w ogóle to jest fatalnie.
Poryczałam się tylko i tyle.
A potem jeszcze dostałam mandat za złe parkowanie