Witajcie, mam pytanie.
Jesteśmy pod okiem rehabilitantki od ndt od początków Hani w domu, od początku czerwca także od Vojty. Jedna lekarka oceniła Hankę w czerwcu na mniej więcej jej wiek korygowany czyli coś około 7 miesiąca, druga w odstępie tygodnia na 4 góra 5 miesiąc. Dostaliśmy miesiąc Vojty, chodziliśmy i chodzimy raz w tygodniu na ndt.
Mam dylemat. Pracowaliśmy Vojtą pilnie przez miesiąc, potem trochę poluzowałam, zaliczyliśmy kontrolę - niby lepiej ale profilaktycznie jeszcze mamy miesiąc Vojty od 1 sierpnia.W przeciągu miesiąca niemal Hanka zaczęła siadać w wózku (wsporniki

) a od paru dni stanęła na "raczki", próbuje przemieścić się już do przodu, parę razy sama z tych raczków usiadła, i jak nie uda jej się wystartować na czterech (takie skoki bardziej to są na tym etapie) to ewidentnie pełza do przodu (wcześniej tylko okrężnie). Babki od ndt są zdania, że po prostu Hania osiąga to normalnym trybem, że jest ok, oczywiście Vojty nie zakazują, ale nie widzę u nich promiennego uśmiechu gdy mówię o turnusach. Babki od Vojty - wiadomo co mówią, i żeby nie przestawać.
A ja cholera nie wiem: czy dobrze zrobiłam, że znów na ten miesiąc Vojty się zapisałam, bo koszta emocjonalne wiadomo jakie są... A mała idzie do przodu - najbardziej w przerwie od Vojty (choć podobno wtedy się "układa" wszystko). Przedtem Hania też rozwiajała się bez większych nieprawidłowości, dwóch neurologów nie miało zastrzeżeń (a "tylko" ndt szło). A z drugiej strony jej największe osiągnięcia właśnie w czasie i po tym turnusie Vojty..
Nie wiem po porostu czy Hania nie zostanie przestymulowana. Dwa obozy - jedni to, drudzy tamto, a ja jestem w kropce.