Juz tutaj pisalam na tym forum o mojej corce. Sprawa zakonczyla sie pomyslnie, bo corka zdrowa i od ponad tygodnia jest w domu. Mimo, ze mnie straszyli, ze moze miec problem z jedzeniem to jednak mala pije bardzo dobrze.
Mam tylko jeden problem: corka caly czas chce byc ze mna. Przejawia sie to tym, ze jesli poloze ja do lozka to mala zaczyna piszczec, poplakiwac, "chrumkac" itp. To zachowanie jest i w dzien i w nocy i ona na pewno nie jest wtedy glodna. Kiedy biore ja na rece automatycznie milknie i jest aniolkiem.

Corka byla ponad 5 tygodni od porodu w szpitalu (wiem, ze to w porownaniu do innych to krotko, ale jednak nie byla to normalna sytuacja). W szpitalu odwiedzalam ja codziennie, praktycznie siedzialam u niej calymi dniami, jak byla w inkubatorze (2 tygodnie po porodzie) to mialam od samego poczatku kangurowanie, potem mala byla w takim podgrzewanym lozeczku to bralam ja zawsze na rece jak przychodzilam (czyli codziennie). Teraz jest w domu i doszlo do tego, ze w dzien nic nie moge zrobic, bo mala placze, piszczy, "chrumka" kiedy ja odkladam do lozka. W nocy spi ze mna w lozku (wiem, niektorzy mowia, ze to niebezpieczne), bo inaczej ona nie zasnie a i caly dom obudzi. Wszystko zaczelo sie naszej drugiej wspolnej nocy i trwa do dzis. (Pierwszej naszej wspolnej nocy gdy wyszla ze szpitala byla cichutka i przespala cala noc, nawet na jedzenie musialam ja w nocy budzic, ona zjadla i zasnela). Od drugiej nocy sie zaczelo. Co mam robic? Czy to pozostalosc pobytu w szpitalu? Z jednej strony, wiem ze jestem niekonsekwentna, bo od razu reaguje na jej placz i ulegam jej "zadaniom". Z drugiej strony to jednak male dziecko, ktore wrocilo ze szpitala, ktore potrzebuje mamy. Mial ktos taki problem?