Mój Szymek ma już 10 lat, szybko minęło, pewnie niektóre z Was pamiętają jak się urodził.
Chodzi do 4 klasy, nie kuma matematyki, nie wiem co to będzie.
Na rowerze nie nauczył się jeszcze, za to tablet opanował od razu.
Broi, pyskuje, biega, zaczał jesć normalnie, nie ma już widocznych żeber, normalny chłopak-135cm i ok 33 kg.
Mowa niewyraźna, słaby wzrok i niedosłuch. Przeszedł operację perlaka w uchu ostatnio.
Uwielbia się przytulać, spać ze mna w sobotę czy w wakacje. Już niedługo minie ten czas i stanie się dorosłym chłopakiem, a niedawno był taki malusieńki.
ps. Minęło tyle lat, a ja nie mogę się z tym pogodzić, ze tak się stało, że to moja wina, nie ma dnia żebym nie myślała o tym, ze zmarnowałam życie mojemu dziecku

Nigdy poczucie winy nie minie, nigdy. Może gdybym chodziła do lekarza co 2 tyg, a nie co 4 , moje dziecko byłoby zdrowe?
Nie potrafię z tym żyć.