monia23
03.12.04, 15:01
Tak zbieram w sobie odwagę by w końcu napisać conieco synku. Może pomoże to
innym wcześniaczkowym mamom (oby było ich jak najmniej!) uporać się choć
troszkę ze strachem, brakiem cierpliwości..ze wszystkimi tymi uczuciami które
targają rodziców najmniejszych z najmniejszych.
Nie będę opisywać samego porodu i jak do tego doszło bo to w tym wątku nie
jest istotne. Z powodu zakażenia wewnątrzmacicznego poprzec cc urodziłam (a
właściwie wyrwano mi z brzusia) ślicznego synka w trakcie 28 tc. To było 10
września 2004 czyli prawie trzy miesiące temu. Synka zobaczyłam dopiero na
drugi dzień, w dniu porodu nie byłam w stanie doczłapać na intensywną. Był
taki malusi..ważył jedynie 980 gram, dł 36cm. Aż nie wiem o czym pisać.
Dobrze że to już minęło, ale to był okropny czas oczekiwania, na dalsze cuda.
Naszym cudem nr jeden jest właśnie Kacperek. Jego stan po urodzeniu był
całkiem niezły dostał 8 a potem 10 pkt Apgar, oddychał sam ( miałam kurację
sterydową betamethazonem) zaraz po urodzeniu ale po jakimś czasie podłączono
go do n-CPAP-u, w trzciej dobie życia ze wzgl na jego stan podłączono
respirator. Miał go do 16 doby życia ze względu na zapalenie płuc. Potem do
42 doby życia był znowu na CPAP-ie, a do 42 doby życia wspomagano go tlenem w
inkubatorze.
Problemy zaczęły narastać jeden po drugim. Przez około tydzień był żywiony
wyłącznie dożylnie, potem próby z moim pokarmem po 1 mililitrze, doszedł do
około 20, a potem znowu problemy z wzdetym brzuszkiem, przerwa w żywieniu
sądą a potem sztuczne jedzonko znowu od małych porcji. Miał początkowo
zielone zalegania w żołądku, problemy o charakterze martwiczego zapalenia
jelit. W pierwszych dobach życia zaobserwowano krwawienia do komór mózgu.
początkowo I i II stopień, póżniej III. A całkiem niedawno na konsultacji
prywatnej u neurochirurga dowiedziałam się że były nawet IV stopnia, co ten
lekarz stwierdził już po przeczytaniu wypisu a potem na usg kontrolnym. Co za
tym idzie przyplatało się nieszczesne wodogłowie już po wchłonieciu się
skrzepów. Trzykrotnie miał robioną punkcję komór mózgu w celu odciągnięcia i
pobrania do badania pynu rdzeniowo-mózgowego. Po ostatniej punkcji
zaobserwowano spadek ciśnienia płynu wewnątrz komór. I to jest nasza iskierka
nadziei.
Miał niedokrwistość wcześniaków i trzykrotnie wykonywaną uzupełniającą
transfuzję krwi.
Nie opisuje tego chronologicznie miesiąc po miesiącu, tydzien po tygodniu, bo
tak dokładnie tego już nie pamietam i dobrze.
W drugim miesiącu życia Kacperek z intensywnej powedrował na septyk. Tam
powoli uwolnił się najpierw od żywienia dożylnego, a potem przeszedł już
wyłącznie na mleczko mamusi. Z czasem nauczył się ładnie jeść z butli, zdolny
chłopaczek.
Ciągle jednak wisiała nad nim wizja operacji główki (zabiegu) w celu
założenia zastawki odprowaadzającej gromadzący się płyn w komorach mózgu.
Gdy osiągnął wagę około 1800 gram zamieszkał w łóżeczku. Zaraz potem
zaproszono mnie na oddział by pobyć z maluszkiem zanim wywędruje na chirurgię
dziecięcą. Uczyliśmy się jeść z piersi i duma mnie rozpierała bo synek okazał
się bardzo pojętnym uczniem, już pierwszego dnia ssał całkiem nieźle. Bylismy
tal razem 4 dni i wypisano nas z wagą 1980 gram na chirurgię. I tam
otrzymaliśmy miłą niespodziankę. Po badaniach jeszcze tego samego dnia
wypisano nas do domu. Stwierdzono, że nie ma konieczności zakładania zastawki
gdyż wodogłowie jest nieaktywne. Jesteśmy pod kontrolą chirurgów, codziennie
mierzę obwód główki by w razie czego szybko interweniować ( pędem na
chirurgię). A poza tym z własnej inicjatywy jesteśmy też pod kontrolą
neurochirurga dziecięcego z Poznania (prywatnie) bo w Zielonej Górze takiego
nie ma.