asia_233
02.12.05, 12:40
Już od niedzieli. W czwartek Alan pokaszlywał, w piątek było gorzej, więc
odwiedziliśmy lekarza. Nic nie wyszło, zalecił tylko domowe sposoby. W sobotę
było już źle, dwie noce był non stop lulany tak ryczał i dusił się , nie mógł
oddychać. W niedzielę trafiliśmy na pogotowie a stąd na szpital z zapaleniem
i skurczem oskrzeli. Stan był bardzo poważny bo już nie mógł sam oddychać. I
tak kiśniemy już niedługo tydzień w szpitalu. A ja latam do domu wykąpać się
i przebrać, przespać troszkę i spowrotem. Na szczęscie Alana odwiedza dużo
cioć babć,wymieniamy się. Na początku panika była ogromna bo zastrzyki,
kroplówki, wziewy. Teraz już nie. Nie ma już gorączki, kataru, samopoczucie
świetne, ale chyrczy w oskrzelach i już, dlatego nie wiem kiedy wyjdziemy.A
zaczęłio się od zjedzenia ciastek na mrozie (tak mi się wydaje) bo od razu w
nocy go wzięło. A dałam mu bo już nie mam siły wlec ponad 12,5 kg Alana w
kombinezonie jeszcze na rękach i wózka, więc chciałam żeby chwilę posiedział
to dałam mu ciastka.Aha najgorsze jest to że doba u nas kosztuje (za
opiekuna) 20 zł. To batdzo dużo, w Warszawie płaciłam 10 zł, a warunki były
lepsze (chodzi mi o to co było tam wolno).Przecież można zbankrutować.
Przepraszam za chaos, alke spieszę się. Pozdrawiam wszystkich. Pa