Dodaj do ulubionych

Jakie jesteście dziewczyny?

29.01.09, 15:04
Tak mi przyszło do głowy w związku z postem urodzinowym.
Bo, ze jesteście silne to wiem. Wy też już wiecie, ze mimo płaczu,
buntu, rozpaczy i bezsilnosci jesteście niesamowicie silne.
Ale poza tym?
Umiecie cieszyć się, życiem, kpić z siebie, macie wiarę w lepsze
jutro, lubicie siebie?
Wasz dom jest pełen śmiechu i radości?

Alez jestem dociekliwawink

mama: Judyty 40Hbd, Miłosza 28Hbd, Sary 33/34Hbd i ...
Obserwuj wątek
    • tolka11 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 15:12
      Zacznę od siebie: nasz dom jest pełen wrzasku, dzikiego ryku,
      nieustannych kłótni i ran często krwawiących. Ale dzieci deklarują,
      że bardzo się kochają. Szkoda, że na deklaracjach się kończy.
      Mój mąż nieustannie ze mnie drwi i kpi ( to jest bardzo
      tearpeutyczne działanie) i w związku z tym po ponad 12 latach
      małżeństwa też przyjęłam ten styl wobec siebie. Zwłaszcza wobez tych
      10 dodatkowych kilogramówwink
      A poza tym wrzeszczę jak moje dzieci. W domu.
      W pracy jestem oazą spokoju i ciętego języka.
      • jolantusia1 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 19:57
        tolka to trochę jakbym widziała siebie. W pracy jako szefowa staram się
        opanowywać, pracownicy już mnie na tyle znają, że jak jestem wściekła to nic nie
        mówię. Jęzor to mam cięty oj nawet za bardzo. W domu - wścieklizna, mały
        wrzeszczy a ja w pewnym momencie nie wytrzymuje też wrzeszczę. No i oczywiście
        jestem również panią dyrektor w domu czym doprowadzam moich do białej gorączki
        hihi, a oni jakby mi na złość robili w ogóle nie reagują co mnie jeszcze
        bardziej nakręca.
    • tumigutek5 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 15:44
      U mnie generalnie jest bardzo podobnie , chociaż teraz staram się
      hamowac te wrzaski z uwagi na małego. Jak już pisałam w innym poście
      mam dwóch gimnazjalistów w domu i genralnie oni się wiecznie leją o
      byle co , ale niestety nie mówią o miłości do siebie, a wręcz
      przeciwnie deklarują nienawiśc dozgonną. Dziwne, bo jak się któremuś
      coś dzieje to wtedy jest problem. Sama również jestem nerwus,
      chociaż teraz bardzo wyciszyłam się. Ogólnie podobno jestem barzdo
      wesołą osobą, dystans do siebie mam (u ciebie 10 kg,u mnie niestety
      więcej, ale co mi tam)potrafię się z siebie śmiac i bardzo lubię
      porządek, co moje dzieci doprowadza do szału , amnie ich wieczny
      bajzel w pokoju. Ale do tego też już mam dystans - poprostu nie
      wchodzę do nich, bo już bym siwa była.
      • ola_mi Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 15:56
        kiedyś byłam delikatna, czuła, spokojna, z duzym dystansem do siebie
        i zycia, potrafiłam sie cieszyć, a teraz (od momentu mojej ciaży
        donoszonej) jestem okropnym nerwusem, raptusem, krzykaczem. Byle
        pierdułka potrafi mnie wyprowadzic z równowagi. Zbyt dosadnie dbam o
        porzadek, przez co nawet teraz kiedy leże z goraczka pow. 39 stopni
        musialam obleciec cale mieszkanie, az padam z osłabenia. Czasami
        wymagam od mojego syna rzeczy niemozliwych (a on ma dopiero 2
        latka), jednak w takiej chwili jak teraz (kiedy to rano kochani
        teściowie zabrali synka do siebie zebym mogla spokojnie wyleżeć
        się), pierwsze co poryczalam sie, ze nie ma mojego urwisa, nie mam
        po kim sprzatac...bo kocham go nad zycie. Od momentu narrodzin Lidii
        i Natalki zwiększyła się moja chęc niesenia pomocy innym, czasami
        nie potrafie pozostac objętna wobec pewnych spraw. Ale też wiele
        rzeczy zaczeło mnie przersatac i udowodniłam sobie jak słaba jestem
        psychcznie... crying
        • donmari-2 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 16:02
          Ja podobnie jak OLa. A propos-Olu co tam słychać u dziewczynek? cały
          czas czytam to forum i śledzę ich losy...dawqno nic nie pisałaś
        • kicius_85 a ja.. 29.01.09, 16:41
          gdy urodziłam dziewczynki zmieniłam się diametralnie stałam się bardziej
          spokojna i opanowana..owszem nieraz się wściekam na męża ale dużo dużo mniej niż
          wcześniej..
          teraz gdy Jula wreszcie po 7 miesiacach jest w domu jestem najszczesliwsza
          mamuska pod słoncem, kocham moje dziecko ponad zycie mimo tego ze ma
          tracheostomie, ze je przez sonde i ze jest malym diabelkiem...
          przez to wszystko co ostatnio wydarzylo sie w naszym zyciu zaczelam jakos tak
          bardziej i dojrzalej wierzyc...wierzyc ze wiara czyni cuda...ze nadzieja zawsze
          jest..i ze warto wierzyc i sie nie poddawac nawet gdy praktycznie nie ma
          szans..no i wierze w cuda..Jula jest moim cudemsmile
    • agajedi Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 16:12
      A u nas jeszcze do niedawna było cicho i spokojnie. Mąż ciągle w pracy, ja głównie przed komputerem. Czasem tylko pies szalał. A teraz Marysia kręci wszystkimi jak chce (zwłaszcza tatusiem). Ale za pół roku będzie już dwójka i dopiero wtedy dom poweseleje.
      A ja? Zawsze byłam silna baba. Może na początku trochę histeryzuję, ale potem biorę się w garść i działam. A poza tym jestem wesoła, żartowna choć czasem drażliwa, no i mam dziewczyny IDEALNĄ figurę (bo podobno kula to kształt idealny), hihihi smile
      • tumigutek5 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 31.03.09, 09:36
        no i mam dziewczyny IDEALNĄ figurę (bo podobno kula to kształt
        idealny),
        Noooo wreszcie ktoś mi dał do rozumienia że też mam IDEALNĄ figurę wink
    • jola23061978 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 16:33
      hmm... trudne pytanie. Cięzko ocenić siebie samemu bo jak ludzie nas
      widzą to wiemy choć czasem może cukrują a myślą co innego wink
      Kiedyś byłam delikatna, bojaźliwa, nieśmiała ale uśmiechnięta,
      radosna, pełna marzeń ; w pracy z ludźmi w biurze podróży z
      odbierana jako pomocna, sympatyczna, konkretna (miałam sporo stałych
      klientów), nigdy nie umiałam za to upomnieć sie o swoje:wyższą
      pensję, wolne - było to dla mnie stresujące i wstydliwe.

      Po urodzeniu Oliwii - najpierw szok, płacz, tony myśli, modlitwy,
      kulturalna i miła w stosunku do pielegniarek lekarzy, pełna nadziei,
      ciepła i czułości do Oliwii przemieszanego ze strachem i łzami

      Teraz gadatliwa, bardziej odważna, często śmiejąca się i płacząca na
      zmianę, szukająca przyjemności za wszelką cenę:rozmowy,spotkania,
      kawa, gazeta, książka, wyjazdy, zakupy, wczasy.... ale nie umiejąca
      w niczym znaleźć prawdziwego szczescia, jakbym nie miała marzeń ,
      jestem bardziej obojetna, agresywna, nerwowa, czesciej złosci mnie
      Oliwia, nawet moja mama która mi pomaga, przestałam sie modlić,
      chodzić do kościoła.
      Popadam ze skrajności w skrajność:albo jakieś wspomnienie, rozmowa,
      myśl rozklei mnie na całego i rycze na niesprawiedliwość albo czuje
      obojetność i lód i mysle co bedzie to bedzie , nie mam juz siły o
      tymmysleć, mam to w dupie, bede żyła tak żeby mi było dobrze, nie
      bede sie poswiecać, płakać,przejmować
      Lubie sie wyrwać jak mama przyjeżdza - ciesze sie jak wiem że OLiwia
      ma dobrą opiekę a ja nie musze sie nią zajmować(troche mnie to
      przeraża)
      Czasem mysle że może nast dziecko bedzie w stanie odmienić mnie na
      lepsze bo w obecnej sytuacji nawet jakbym wygrałą w totka miała dużó
      kasy na nowe mieszkanie czy dom, OLiwii rehabilitacje, swoje
      potzreby, auto, egzotyczne podróże czy nawet prace we własnej firmie
      to nie umiałabym życ w pełni szczesliwa
      Nasz dom jest w miare normalny jak nie mam wisielczego nastroju,
      nawet znajomi czy obcy dziwią sie że tacy jesteśmy pogodni, radośni -
      mamy z mężem dość czarne poczucie humoru i co niektórych to
      szokuje, śmiejemy się z siebie , dogryzamy a tak to nuda:jedzenie,
      sprzatanie, mąż praca, ja praca w domu dot. rehabilitacji,
      pielegnacji, czasem zakupy , wyjazdy, spotkania ze znajomymi, wczasy
      raz w roku -staramy sie żyć tak jak przedtem, tak jak lubimy, jak
      jesteśmy przyzwyczajeni, jakie mamy mozliwości
    • ag0000 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 16:39
      kochany domek i rodzinka-jak chyba wszędzie od samego ranka 6.30 zaczyna się
      jazda do momentu aż się dzieci nie wyniosą do szkoły tak do 14[jak ja się
      "cieszę" że obie starsze jadą na zgrupowanie taneczne]Mąż jak jest w trasie to
      jest spokój a jak przez parę dni w domu to wolę jak idzie do garażu,a chciałam
      mieć kiedyś dużą rodzinę?!?!!!!? No nie jest tak źle mamy fajną rodzinkę i jest
      jeszcze pies.Chyba byłam kiedyś spokojniejsza i bardziej opanowana,a teraz
      zdarzy mi się zakląć jak szewc i posłać dzieci do diabła, czy coś ze mną nie
      tak? I tak kocham ich wszystkich!!!!!
    • 100ania Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 16:44
      U nie w domu jest dużo krzyku, dużo płaczu i jeszcze więcej śmiechu smile
      Chłopaki szaleją tak, że czasem ciężko nad nimi zapanować. Ja chyba już sie do
      tego przyzwyczaiłam i momentami wyłączam się.
      Kiedyś strasznie wściekałam się na męża, że z dzieckiem spędza za mało czasu, że
      mi nie pomaga, generalnie każdy powód był dobry do kłótni i płaczu. Teraz raczej
      się nie kłócimy, ja się jakoś wyciszyłam. Ustawiłam sobie priorytety: najpierw
      dzieci (muszą być najedzone, wyspane, muszą wyjść na spacer), potem dopiero cała
      reszta - porządki, gotowanie, znajomi.
      Staram się nie trzymać dzieci pod kloszem. Pamiętam o tym, że są wcześniakami,
      ale nie robię z tego problemu w życiu codziennym.
      We wrześniu stanę się mamą zerówkowicza i to będzie dla mnie nowy etap. Jak o
      tym pomyślę, to tremę mam większą niż mój syn, bo on na razie tylko się cieszy smile
      Gdzieś w duchu marzy mi się córeczka, tak za pięć - sześć lat. Ale musiałaby być
      wpadką big_grin bo świadomie raczej się nie zdecyduję, a już na 100% nie przekonam
      męża. On i tak czasami pół żartem "wypomina" mi, że miało być dwoje dzieci smile
    • diament79 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 18:02
      smile kiedyś wiecznie usmiechnięta, lekko nierozgarnięta
      Teraz wiecznie niezadowolona, szukająca dziury w całym, NIESTETY!
      W domku czasem kompletny bałagan, mąż wściekły po pracy indifferent
      Muszę się wziąć za siebie!
      Obiecuję smile
      • mimi0080 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 19:23
        Zanim pojawiły się dzieci byłam rozpieszczoną nieśmiałą zakompleksioną
        dziewczynką...
        dziś totalna burza w mojej głowie czasem chciałabym wyłączyć myślenie, bo się
        zadręczam...
        Generalnie nie mogę narzekać nasza sytuacja się poprawia dzieci rosną kasowo
        lepiej... jest dobrze, ale...
        Coraz częściej myślę o sobie, że jestem wybrakowana wadliwa...w obu ciążach nie
        sprawdziłam się pierwszy poród bardzo długi i ciężki nie bez wpływu na
        dziecko...drugi jeszcze gorzej
        Nie nadaję się na rodzenie dzieci więc powinnam zapomnieć o trzecim tak będzie
        lepiej...
        Jestem zmęczona, od dobrych 2 lat nie mieliśmy z mężem tylko naszego wieczoru
        nie mówiąc już o nocy...krzyczę jestem nerwowa w ciągu sekundy jestem w stanie
        się poryczeć...mało się śmieję.
        W planach jest wyjazd w góry latem na 4 dni bez dzieci Boże jakbym chciała żeby
        się udało...
    • tabaluga0 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 19:32
      a ja?...ja jestem ciągle nieszczesliwa, zakompleksiona, mam dosc zycia,ale wiem
      ze jeszcze dluga droga przede mną. po prostu mam dosyć. Nie mam sie z czego
      cieszyc, jest wiecej powodów do płaczu.Niestetysad
      Moje życie jest kompletnie bez sensu, przynajmniej dla mnie. Gdybym była odważna
      to skonczylabym ze sobą.

      jeszcze nigdy od urodzenia Szymka nikt nie zapytał czy potrzebuję pomocy ( nie
      chodzi o finansową), czy daje sobie rade itd.
      Nawet jak bylam chora to ja musialam podac mezowi kolacyjke.
      To przykresad
      sorki ale musialam sie wygadac.
      • ann_a30 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 19:43
        Rozumiem tabalugę. Chociaż ja to się cieszę z dzieci - jedyna radość, co mi
        została. Ale czasem też trudno wytrzymać i człowieka ponosi... A potem wyrzuty
        sumienia, że można było pewne sprawy inaczej załatwić, podejść do wielu spraw
        swobodniej... Ale człowiek znerwicowany, zestresowany, to tak emocjonalnie
        reaguje...
      • gk102 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 19:44
        Wiecie co a u mnie jest odwrotnie. Po urodzeniu Hani i burzy w moim
        życiu (cięzki stan dziecka, ciężki a nawet bardzo ciężki mój stan,
        brak wsparcia, kłopoty rodzinne...), teraz jestem: niespokojna w
        działaniu - ciągle cos robię, spokojna przy dzieciach, cierpliwsza,
        nie krzyczę - co zdarzało się wcześniej, zadowolona z małżeństwa.
        Wyciszyłam się, umiem pomóc, nawet mam potrzebę pomocy innym. Fakt ,
        że niekiedy padam na twarz ze zmęczenia - ale to nic, najważniejsze,
        że mam fajną rodzinę. Ogólnie jestem pozytywnie nastawioną
        optymistką. Może to przychodzi z wiekiem....???
        • tabaluga0 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 19:58
          z wiekiem? to ile masz latsmile?
          • 20ewita79 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 20:08
            Jestem strasznym nerwusem i krzykaczem smile)nie jestem mamą wcześniaka
            ale to na TYM forum nauczyłam się pokory i szacunku dla własnych
            dzieci smile)fajnie że jesteście dziewczynysmile)
            pozdrawiam
            EWA mama Uli i Kamila
            • emfj Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 10:31
              Podpisuję się pod słowami ewity. Też nie jestem Mamą wcześniaka, ale
              częstym gościem tego forum, bo uczy mnie ono pokory wobec życia.
              Przepraszam Was wspaniałe, silne Dziewczyny jeśli którąś taka moja
              postawa razi.
      • tumigutek5 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 20:11
        Tabalugo, wiem że może mnie nie poprzesz, bo chcesz byc dobrą żoną,
        ale wybacz - ja nigdy bym meżusiowi nie podała kolacyjki gdybym była
        chora. Do cholery przecież on też ma chyba ręce i potrafi zrobic
        sobie kilka kanapek, a jak nie to niech idzie głodny spac. Ja w tej
        chwili swoich starszych synów, tak trochę "olewam" bo tłumaczę im ,
        że im rączki z du.. nie wyrastają i mogą czasami przy sobie sami
        zrobic. I proszę Cię nawet nie myśl o skończeniu ze sobą. Jesteś
        bardzo fajną i ładną kobietą, a Szymuś to cudowny chłopiec !!!!
        P.S. Skąd jesteś może jakoś jednak bęzdiemy mogły Ci
        pomóc.












        • tabaluga0 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 20:19
          dziekuje z dobre chęci, ale ja sama musze sobie z tym wszystkim poradzic.

          Szukam pracy, zeby wyjsc do ludzi, chociaz z pracą jest ciezko, a i z kontaktami
          z ludźmi mi trudno.
          Zapisalam Szymka do psychiatry i innego psychologa, moze oni cos nam poradzą i
          pomoga i nam i jemu.
          Moze gdy to sie poprawi to bedzie mi latwiej, a i z mezem poprawia sie stosunki.

          Chcialam zrobic cos dobrego, cos tylko od siebie i oddałam krew, moze komus sie
          przyda. Moj synek dostal az 8 razy krew w szpitalu i teraz ja chce splacic ten
          dług.
          • niuniadr Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 20:46
            Hmmm...a ja przed wczesniejszym poerodem i krytycznym stanem mojego
            umierajacego dziecka byłam wesoła, towarzyska, lubiałam się
            śmiać,byłam bardzo odwazna, to ja zawsze wszystko załatwiałam w
            urzędach, wszędzie mnie było pełnowink a teraz stałam się strasznie
            nerwowa, krzykliwa (na dziecko staram się nie krzyczeć, a jak mi się
            zdarzy, to mam straszne wyrzuty sumienia:/), częściej się kłocimy z
            mężem nawet czasem o byle bzdurę...sad rzadziej się śmieję, chociaz
            ostatnio wzięłam się w garść i zaczęłam mysleć pozytywnie, chcę
            pomagać innym i robię to z przyjemnością, lubię żatrować - ostatnio
            z siebie samejwinki bardzo bym chciała mieć drugie dziecko, bo wierzę,
            ze tym razem wsztystko będzie w porzadkusmile Hubert daje mi ostatnio
            nieźle popalić, więc często wieczorem juz padam na twarz, ale wierzę
            w lepsze jutro, to dzięki temu, ze życie dało mi w kość teraz mam
            twardą d...smile
          • tumigutek5 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 20:49
            Nie Tabalugo ,nie musisz sama, chociaż w wiekszej części pewnie tak.
            Ale my tu jesteśmy aby Ci pomóc na ile bedziemy mogły..... Głowa do
            góry, i jak mówi mój kumpel z pracy "Nigdy nie jest tak żle aby nie
            mogło byc gorzej , ale jak sięgniesz dna wtedy już tylko można się
            odbic" Głowa do góry - ty już jesteś po osiągnięciu dna i teraz się
            odbijasz !!!!!!Musisz wierzyc że będzie lepiej, bo napewno będzie!!
        • lazy_lou Re: Jakie jesteście dziewczyny? 31.01.09, 02:25
          ja jestem przerazona...

          dawniej bylam przerazona wizja mpd i innych komplikacji mogacych byc
          wynikiem wylelewow i leukomalacji, jak zaczal chodzic i biegac to
          troche wyluzowalam, ale od jakiegos czasu zyje w przerazeniu
          mozliwoscia choroby duchenna sad

          wiem ze bardzo latwo sprawdzic: tak czy nie, ale zbyt sie boje by
          zrobic to badanie.
          skoro choroba jest nieuleczalna to co to zmienia?

          boze, nie dopusc by moj piekny syn byl na to chory...
          czy nie wystarczy ze stracilam matke w wieku 3 lat, ze on urodzil
          sie 9 tyg za wczesnie, ze mial te wylewy i ubytki w mozgu? blagam,
          niech on bedzie zdrowy... sad

          jesli mozecie, dolaczcienas do swoich modlitw...
      • mbkow tabaluga0 30.03.09, 12:49
        kurcze dziewczyno.... Tobie strasznie i natychmiast jest potrzebna pomoc... wiem, ze to niemozliwe, ale sprobuj pomyslec o psychologu, o terapii... zapamietalam Cie, bo obie jestesmy z Trojmiasta i pamietam, ze przebijaja przez Twoje posty takie zrezygnowanie i smutek... kurcze, naprawde potrzebna Ci pomoc specjalisty. nie mozesz liczyc na to, ze ktos Cie w tym kierunku popchnie sad naprawde sporobuj jakos trafic do psycholga... masz chore serce i chora dusze, to trzeba leczyc. jezeli piszesz o mezu, ktoremu podajesz kolacje nawet jak jestes chora... ech
        moglabym Ci jeszcze polecic zajecia w poradniach psychologicznych szkola dla rodzicow i wychowawcow. na pewno w gdansku na obywatelsiej, raclawickiej i wlaowej sa. te zajecia pomagaja nie tylko rodzicom jako rodzicom, ale jako ludziom. moglabys w takiej niebezpisredniej formie zaczac myslec o sobie... moze tez udaloby Ci sie znalezc soposob na relacje z synkiem...
        prosze Cie pomoz sobie, wysciskuje Cie wirtualnie....
    • skomroch1 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 21:01
      A ja jestem córunią pana dyrektora, rozpieszczoną do granic możliwości w
      dzieciństwie i na dodatek kiedyś byłam ładna, wiec nie tylko tatuś mnie
      rozpieszczał.A potem skończyły się czasy złotej prosperity, przyszło jedno złe,
      drugie i ente, kilogramy, lata i teraz jestem trochę zagubioną,
      rozmarzoną,starającą się, żeby było dobrze młoda kobietą. I lubię życie, i Was.
    • mamaigiiemilki Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 21:35
      fajny wąteksmile

      mnie ur dzieci-wcześniaków zmieniło o tyle, że doceniam, to co mamsmile
      a jestem chyba fajną mamą(jak to mówią moje panny "mama jest najfajniejsza"smile),
      wesołą, choć jak trzeba to potrafię ochrzanić(naleciałość z pracywink; staram się
      nie przejmować duperelami, tzn. jak nie zdążyłam sprzątnąć- świat się nie
      zawali, zrobię to jutro; ale najlepiej się czuję jak wszystkie sprawy mam
      załatwione, nie lubię odkładania;
      i tak ogólnie, to chyba aktualny wiek mi pasuje, czuję się dobrze ze sobąsmile

      a cha- w życiu bardzo pomaga mi fakt, że staram się zawsze patrzeć na świat
      pozytywnie, a szklanka jest do połowy pełnasmilestaram się tego trzymać, bo powód
      do zamartwiania się zawsze się znajdzie- choćby odwieczny brak kasywink
      • 11anetta Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 22:10
        To i ja sie wpisze..
        Moje wczesniaczek to moja pierwsza bardzo pozna bo w 35roku zycia ciaza.Wiem,ze
        dzieci juz wiecej nie chce jakos w podswiadomosci wydaje mi sie ,ze mialam
        cholerne szczescie,ze moj synek wyszedl na prosta z 26tc900gr i wiem,ze takie
        szczecie drugi raz by mi sie nie przytrafilo,jakos mam przeczucie ,ze
        urodzilabym jeszcze wczesniej-wiec szlaban totalny.Ogolnie jestem wesola i
        twardo stapam po ziemi lubie spotykac sie z ludzmi rowniez i bez synka choc
        zadko go z kims zostawiam.Mam swoje rozterki jak dalej bedzie bo sytuacja na
        swiecie nie wyglada najlepiej.Ciesze sie,ze jest to forum i pomimo,ze czasem
        mamy odmienne zdanie na rozne tematy to w razie ciezkich sytuacji wszystkie
        bedziecie pomocne.
        Dziekuje Wam za to .pozdr
        • 11anetta Re: TABALUGA 29.01.09, 22:12
          My wszystkie jestesmy z toba i pamietaj,ze te problemy ,ktore masz teraz sa w
          wiekszosci przejsciowe i do pokonania.Jesli chcesz sie wyzalic wal smialo my cie
          wysluchamy i napewno tez doradzimy tyle glow nie od parady tu w koncu jest.No
          nie dziewczyny?
    • zorrgula Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 22:40
      No właśnie jaka jestem....
      Pochłonięta w 100% opieką nad Zuzą, kiedyś aktywna dla innych teraz skupiona na
      Zu.......
      • zorrgula Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 22:46
        Kiedyś harcerka-zresztą harcerzem pozostaje się zawsze; w pierwszych WOŚPach
        byłam zbieraczem-właśnie na wczesniaki....póżniej wychowawca kolonijny.
        • mama_julii_24tc Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 23:00
          Ja...hmmm...młoda ( może nawet bardzo młoda ) mama cudownej dziewczynki. Kiedyś
          spokojna, nieśmiała...Dziś?? Hmmm bardziej odważna, pełna nadzieji...No i przede
          wszystkim doroślejsza, poważniej myśląca o życiu. Choć dalej wszystko duszę w
          sobie, wolę sama przecierpieć niż obciążać tym kogoś z najbliższych ( tak było z
          problemami Juleńki czasem poprostu nie mówiłam najbliższym o tym, że coś jest
          gorzej ). No i silniejsza... choć czasem dopada mnie zmęczenie tym wszystkim.
          Lecz wiem ze wiele juz za mną.. Że moja córeńka już niedługo będzie w domu.
          Teraz czuję się lepiej bo wiem, że ona mnie potrzebuje. bo to dla niej żyje!!!!
      • makarcia Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 22:57
        Dobre pytanie! pół godziny zastanawiałam sie nad sobą!
        Kiedyś byłam spokojna, zupełnie beztroska i ciągle mila i uśmiechnięta.
        Synek zmarł w 34t.c. i stałam się władcza, oschła, dążąca do celu. Melka (860g)
        żyje, walczyliśmy o jej normalność itd. (same wiecie).
        Teraz jestem szefową, wyrozumiałą, ale władczą, z wielkim sercem i z wielkim JA.
        Byle grypa nie wywoła we mnie współczucia. Mąż mowi, ze trochę wiedźma jestem.
        Dla Melki jestem pobłażliwa, spełniam jej zachcianki, nawet gdy opadam z sił.
        Dotarło do mnie "co Cie nie zabije, to Cie wzmocni"
        -:-:-:-:-:-:-:-:-:-:-:-:-:-:-:-:-
        Melania 27.01.2007 , 31tc, 860g, 40 cm ;
        Najkochańszy synek Aniołek www.republikadzieci.pl/rd/content/view/1187/184/
    • mama_janka007 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 29.01.09, 23:00
      caly dzien kraze juz nad tym postem i zastanawiam sie czy dodac moje
      3 gr....
      wstyd mi do tej pory bylo przed wszystkimi mamami wczsniakow, ktore
      tak dzielnie sobie radza i DOCENIAJA fakt, ze malenstwa ich
      przezyly....
      ja tez doceniam, oczywiscie, jestem najszczesliwsza i najdumniejsza
      mama studni bez dna! ale...
      zanim pojawil sie Janek, ktory byl absolutnym zaskoczeniem, zycie
      moje krecilo sie wokol nie-bycia-sama. najwazniejsze byly zwiazki w
      ktorych zylam, to zeby satysfakcjonowaly jakas glebia i wygladaly
      przy tym jak wyjety z tv serial brazylijski.
      wygladalam na 5+, i dbalam o to zeby tak zostalo. wazne bylo dla
      mnie posluchanie dobrej muzyki, moich dzwiekow celtyckich albo
      nordyckich, poczytanie dobrej ksiazki, poezji, popisanie bloga i
      poszukaniu dziur w calym. czasami wychodzilam sobie potupac nozka i
      cieszylam sie przy tym nieustajaca nadwyzka kasowa. tak jak
      skomroch, bylam calkiem dobrze rozpieszczonasmile nie lubilam przy tym
      dzieci. zadnych! pies w zupelnopsci satysfakcjonowal moje uczucia
      macierzynskie.
      od kiedy jest Janek nie zostalo nic z tego o czym napisalam
      wczesniej. 30 kg ktore nazbieralo sie w ciazy jakos nawet ruszyc sie
      nie probuje- z reszta- nie robie nic w tym kierunku zeby zrzucic
      pozostale nadal 20. widok w lustrze boli bardzo.... eksmatrykulowano
      mnie z uczelni bo nie zdazylam zlozyc odpowiednich pism kiedy maly
      lezal po porodzie w szpitalu. mam tylko jego...
      zwiazek z jego ojcem po 5 latach wspolnych, juz wczesniej burzliwych-
      choc wczesniej mi ta burzliwosc nawet pasowala chyba- teraz sie
      sypie i zastanawiamy sie nad sensownym rozwiazaniem vide rozstaniem.
      jest cudownym ojcem, ale razem nie dajemy juz rady... dlugo
      podpieralam sie cynizmem i ironia ktora nade wszystko cenie w
      ludziach i ktorej u siebie nie potrafie czasami wylaczyc- choc jest
      nie na miejscu.
      mam tak wielkie wyrzuty sumienia, ze nie potrafimy RAZEM docenic
      tego jak wielki prezent dostalismy od zycia, tego ze Janek tak
      cudownie sobie radzi kiedy my zajeci jestesmy rzucaniem w siebie jak
      nie telefonem to kubkiem od kawy. o! to tez mi zostalo! mozna mnie w
      3 sekundy doprowadzic do wrzenia. tylko przy malym sie wyciszam...
      jak na mnie az nienaturalnie...
      i mam w glowie caly czas ten obraz cudownie zgranej, wdziecznej
      losowi rodzinie, kiedy moja wlasnie sie rozpada.
      w skrocie: jaka jestem? cyniczna- zawsze. zbyt dumna. jezeli chodzi
      o krzywde dziejaca sie malemu- nawet i agresywna. lubiaca ludzi choc
      nie do konca im ufajaca. ceniaca BARDZO dobre poczucie humoru i
      potrzebujaca swoich 5 minut w ciagu dnia bez nikogo wokol.
      przede wszystkim bardzo zawiedziona tym, ze nie potrafie malemu
      zagwarantowac funkcjonujacej rodziny... a tak bardzo chcialabym
      jakiegos krasnala nr.2...
    • mirkad Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 07:24
      kiedyś - oaza spokoju i opanowania, optymistycznie nastawiona do
      świata i ludzi, miła i usmiechnięta
      teraz niestety, mnie samej ze sobą trudno wytrzymać: wpadam w furię
      w sekundę, jestem wymagająca, gderliwa, opryskliwa i nerwowa,
      dokucza mi też niestety nawracająca od czasu do czasu depresja;
      stosunki z moim mężem ze względu na to jak się zmieniłam, dalekie
      od dobrych, choć przyznaję że przynajmniej o moją zmianę fizyczną
      nie miał i nie ma pretensji, za to ja unikam lustra i aparatu
      fotograficznego jak ognia, jeszcze gorzej z zakupami ciuchów;
      ach, i stałam się cholernie nietowarzyska - irytują mnie problemy
      ludzi w stylu "jaki kolor bluzeczki kupić?', po prostu nie wiem co
      odpowiedzieć
      mam nieodparte wrażenie, że zbyt mało czasu i energii poświecam
      Milence
      czuje generalnie, że stoję w miejscu i nie wiem co dalej: brak mi
      planów i marzeń, nawet boję się cokolwiek planować; wydaje mi się że
      nic więcej dobrego mnie w życiu nie spotka
      • tabaluga0 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 08:09
        mam te same odczucia, niestety. widze ze wiekszosc mam zmienila sie po porodzie.
        A nasze dzieci mialy byc cudem, ktore zmieni nasze zycie, ale myslalam ze na
        lepsze, a nie na gorsze.Niestety chyba Ktos tam w gorze ma zamiar nadal nas
        doswiadczac.
        • traganek Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 19:07
          A ja byłam wcześniej lekkoduchem. Wieczne podróże. Nie mogłam
          usiedzieć w jednym miejscu . Zaraz po ślubie ciąża i do tego
          bliźniacza. W ciąży nadal gonitwa. Nawet w szpitalu nie potrafili
          mnie zatrzymać jak już coś się złego działo. I nagle za wczesny
          poród. Wszystko mnie przerosło. Na szczęście mam super męża.
          Dzieliłam z nim w pełni obowiązki przy dzieciach. Z Zosią musieliśmy
          spędzić 10 koszmarnych miesięcy w szpitalu. Codziennie się
          wymienialiśmy. Jedną dobę ja. Jedną mąż. Potem, po przyjściu dzieci
          do domu, nagromadzenie stresów i stałam się bardzo wybuchowa.
          Zdarzało mi się krzyczeć na moje biedne maluchy. Wszystko mnie
          denerwowało. Do tego kompletnie nie radziłam sobie z opieką nad
          Zosią. Ona była tak opóźniona, taka malutka. Dopiero po 4 miesiącach
          udało mi się zatrzymać wieczną biegunkę. I wtedy zaczęło być trochę
          lepiej. Zaczęłam wyluzowywać. Uspokoiłam się. No jeszcze nie
          zupełnie, bo nadal bywają ostre kłótnie z mężem. W międzyczasie
          udało nam się wybudować dom i teraz żyjemy w znacznie lepszych
          warunkach. I chyba jesteśmy już naprawdę szczęśliwi. Brakuje mi
          bardzo podróży ale w tym roku zaczynamy podróżować z dziećmi.
          No i powrót do pracy wiele zmienił. Najpierw 1/2 etatu, teraz 3/4
          życie szybciej biegnie ale dzięki codziennym wyjściom z domu mam
          odskocznię od obowiązków.
          No i jeszcze wogóle nie jestem kurą domową. Nie gotuję. Dla dzieci
          gotują babcie. My jemy albo na mieście albo odmrażamy. wykonuję mało
          domowych obowiązków. Wolę wariować z dziećmi.
    • nadia222 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 07:48
      Po narodzinach Synunia stałam się bardziej nerwowa w stosunku do
      męża, szukam dziury w całym a on taki dobry...pomaga we wszystkim i
      wspiera, tylko wypłakać się nie da (nie wiem, czemu nie rozumie, ze
      czasem trzeba).. Jestem bardziej konkretna, wszystko jest albo
      czarne albo białe i nie ma czasu na pierdoły... Jestem bardziej
      zorganizowana i nie wiem, skąd znajduję tyle cierpliwości i spokoju
      dla Antosiasmile
      Mniej się usmiecham, choć w duchu jestem szczęśliwa, po 4 latach
      starań i leczenia w końcu jest Onsmile Ale nie obywa się bez częstych
      wyrzutów i myśli, że to przez moją infekcję było tyle problemów, że
      może za dużo pracowałam, a potem że nie potrafiłam utrzymać pokarmu
      i takie tam.. Takie to wszystko wymieszane, ale to własnie ja..
    • mama-cudownego-misia Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 09:43
      Mój dom jest pełen zwierzaków, książek i bałaganu smile. Kiedyś był pełen kwiatów,
      ale zdechły, gdy leżałam w szpitalu. Żal mi ich, bidaków.

      A ja jestem na zakręcie smile
      W "poprzednim życiu" była ze mnie straszna karierowiczka i panikara, która
      uspokajała się tylko, gdy dla każdego zdarzenia miała opracowany plan A, B, C...
      i tak dalej aż do Z. Całe życie sobie zaplanowałam aż do emerytury, dokładnie w
      odpowiednim momencie, gdy osiągnęłam zaplanowany status zawodowy, przyszła pora
      na dziecko nr 1, dokładnie wpasowane w warunki lokalowe, finansowe i
      biologiczne, a tu... Bam! Wcześniak!
      Wszystko legło w gruzach i nagle okazało się, że istnieje coś poza dopinaniem na
      ostatni guzik planu dziesięcioletniego, że życie z dnia na dzień niesie w sobie
      ogromne pokłady wolności, wrażeń i uczuć, czasem bolesnych, ale i tak dopiero
      teraz czuję, że żyję. Że dobrze mi w domu z dzieckiem, że to właśnie "tu i
      teraz" ma smak.

      Okropnie tak mówić, ale wcześniactwo Małgosi okazało się w dotychczasowym
      rozliczeniu zdarzeniem pozytywnym - dzięki temu, że los dał porządnie w mordę,
      ja trochę przejrzałam na oczy, a dziecko ma matkę, która nie wtłacza go w swoje
      plany dziesięcioletnie, nie robi mu wyścigu szczurów od pieluszki i bardzo stara
      się je szanować, chociaż pewnie nie do końca to wychodzi.
      Poza tym bardzo się zbliżyłam z mężem, dużo rozmawiamy, dbamy o siebie nawzajem,
      zamiast ze sobą współzawodniczyć jak wcześniej. Mamy swoje problemy (właściwie
      to chyba teraz one dopiero wychodzą, przedtem były zamiatane pod dywan), które
      czasem wydają mi się murem nie do przebicia, ale oboje się staramy i wciąż
      docieramy. Też jest między nami lepiej, niż "przed wcześniakiem".

      Oczywiście dopada mnie czasem zwątpienie, dołek, bo moje koleżanki mają takie
      "wymarzone" macierzyństwo i jednocześnie pną się po szczeblach kariery, a ja
      stoję w miejscu, zaprzepaściłam 9 lat studiów i doktorat dla pieluszek i prania
      skarpetek.
      Jednak tak szczerze jestem o wieeeele szczęśliwsza teraz, niż zanim mój mały
      wcześniak odwrócił moje życie do góry nogami smile

      Wciąż jeszcze nie wiem, co chcę dalej robić - na uczelnię już chyba mi się
      wrócić nie uda, przynajmniej nie w Polsce, rozkręcam firmę, zajmuję się
      tłumaczeniami, żeby sobie zarobić, ale nic mnie jeszcze tak naprawdę nie
      wciągnęło. Nie spieszę się, zobaczę, co życie przyniesie.

      Co poza tym? Uwielbiam bawić się zabawkami mojego dziecka :-p Już się nie mogę
      doczekać, kiedy wreszcie wyrośnie z klocków i da mi sie pobawić w spokoju smile
    • mumio75 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 10:19
      Po urodzeniu córki donoszonej, 4 kg i w ogóle super czułam autentyczne szczęście, spokój, ładnie wyglądałam, miałam fajną figurę, byłam spokojna, opanowana , nie wrzeszczałam. Zmieniłam się po urodzeniu synka, tych wszystkich koszmarnych przejściach z małym, jestem nerwowa,często wrzeszczę na dzieci a potem bardzo tego żałuję, strasznie boję się o dzieci, siedzę z małym już 3 lata w domu i boję się wrócić do pracy i posłać go do przedszkola, ale wiem, że już niedługo będę musiała. Przytyłam, stres zajadam słodyczami, marzę o trzecim dziecku,ale się boję i wiem, że mój mąż też. Mały jest fajny, od roku prawie nie choruje ( ale przez pierwsze dwa lata byliśmy 7 razy w szpitalu, dwa razy walczył o życie na oiomie). Czuję, jakby odpłynęła ze mnie jakaś radość życia, nie jestem juz taka spontaniczna, rzadko się śmieję, potrafię płakać i śmiać się na zmianę, jestem bardziej kłótliwa w stosunku do ludzi, drażnią mnie drobiazgi, wkurza bałagan ( a dzieci bałaganią strasznie). Oczywiście zdarzają się też fajne dni, jestem jakby spokojniejsza, bardziej wyrozumiała, ale te gorsze są niestety w przewadze. Ogólnie nam nieźle,fajna chata, ale cały dzień sama, mąż w pracy. Znajomi mówią, że wygląda, że u nas sielanka, dwójka dzieciaków, niezły standard życia, ale ja tego nie czuję.
      Chciałabyjm odzyskać dawną radość życia, mieć znowu 25 lat, ech... marzenia......
      • betita80 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 11:14
        Ja jestem z tych "sama sobie dam radę, nie potrzebuję niczyjej pomocy". Kiedyś
        ciągle czegoś szukająca, miotająca się, trochę zagubiona, nie bardzo wiedząca
        czego chcę od życia. Musiałam mieć wszystko zaplanowane a do tego kilka planów
        awaryjnych.
        Teraz po urodzeniu Adasia siedzę w domu, zajmuję się dzieckiem, wszystkie
        problemy, które kiedyś nie dawały mi spokoju, gdzieś zniknęły, żyję z dnia na
        dzień i czuję, że jestem na swoim miejscu. Takie cudowne, nudne, bezpieczne i
        przewidywalne. Zdystansowałam się do świata, wyciszyłam.
        Myślę, że jeszcze trochę, a będę chciała wrócić do pracy, ludzi, ale jeszcze nie
        teraz.
      • ann_a30 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 11:18
        Ja też się boję trzeciego dziecka, mimo że byśmy chcieli... Zwłaszcza mąż chce.
        Jakoś teraz widzę, jak czas ucieka i że 10 lat temu nie myślałam o dzieciach...
        Były studia, plany na przyszłość. A teraz nawet nie chce mi się dyplomu
        nostryfikować, by wykonywać pracę w swoim zawodzie za granicą. Po prostu jak
        pomyślę o egzaminach, uczelni i praktykach...
        Widzę, jak odchodzą najbliżsi z rodziny... Rodzicom lat nie ubywa... Zaczynają
        się ich problemy ze zdrowiem. I tu człowiek widzi, że to już z górki...
    • tumigutek5 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 11:12
      To może ja też , tak dla poznania siebie napiszę bardziej o sobie ,
      bo przedtem tylko trochę o rodzinie tej najbliższej. Każdy z nas
      był mniej lub bardziej rozpieszczany w dzieciństwie. Ja - wydaje mi
      się że mniej i chocaż długi czas byłam jedynaczką to nigdy nie
      dostawałam tego czego chcę. W wieku 12 lat dowiedziałam się że mam
      siostrę - z pierwszego małżeństwo ojca i zaczęłam miec do niego żal
      że powiedział mi tak póżno (zawsze się czułam samotna) No ale ona
      już miała lat 18 i przede wszystkim mieszkała w Katowicach, czyli
      400 km ode mnie.Poznałam ją w wieku 16 lat, przyjaźnimy się, ale
      myślę że byłoby o wiele lepiej gdybym ją znała wcześniej. To tak o
      dzieciństwie. Potem wyszłam za mąż urodziłam najpierw jednego synka,
      potem tak trochę nieplanowanego drugiego, ale życie się toczyło
      między dzieciakami i pracą, ponieważ pracowałałam cały czas i
      chociaż nie jestem typem karierowicza , to nie wyobrażałam sobie
      siedzenia w domu - do tego się nie nadawałam. Byłam szczęśliwą osobą
      z milionem planów na przyszłośc. I wtedy los tak jak wam pokazał że
      życia my nie planujemy, a ktoś inny tam w górze. W wieku 6 lat w
      wypadku zginęła moja siostra (z drugiego małżeństwa mamy)i wtedy
      nastąpił trach - zrozumiałam że do d...są marzenia, że plany możemy
      miec najwyżej na jeden dzień do przodu , i właściwie i tak na nic
      nie mamy wpływu.Ten stan trwał trochę czasu, ale to ja musiałam byc
      tą silną żeby wspierac mamę i jej meża - nie rozumiałam Boga (po co
      mu ona tam u góry potrzebna) I któregoś dnia rodzice mi oznajmiają
      że chcą adoptowac dziewczynkę. Najpierw byłam w wielkim szoku,
      myślałam po co im to, ale jak się już pojawiła w ich domu 3letnia
      Kamilka (malutka,niepozorna,przerażliwie wystraszona) to zrozumialam
      plan Boga.Zabrał do siebie jedną , ale uratowac na ziemi drugą. Jak
      się urodził Łukaszek (chociaż całą ciążę modliłam się o dziewczynkę -
      przecież dlatego zdecydowałam się na trzecie dziecko)to właśnie
      moją siostrę w modlitwach prosiłam o wsparcie i wiem że zawsze mogę
      liczyc na to wsparcie z jej strony .
      Ale się rozpisałam, ostatnio chyba na maturze tyle napisałam ...ha
      ha ha
      • tumigutek5 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 11:17
        Acha - Mamo Misia jak ja Ci zazdroszę że możesz się bawic zabawkami
        misi, ja mam dosyc samochodów i żołnierzyków ! Marzę o laleczkach i
        misiach.
        • mama-cudownego-misia Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 11:32
          No co Ty, jedyna zabawka, której sie Małgosia boi, to właśnie lalka. Chyba
          uważa, że jej podrzucamy w niecnych celach trupa niemowlaczka uncertain.
          Misie ma słodkie, ale bawi się nimi tylko w "miś robi kupę", "miś chodzi po
          stole i z niego spada" i "miś rzyga" (sama te zabawy wymyśliła, szczególnie
          ostatnia jest słodka, z bardzo przekonywującym odgłosem "błeee").

          Za to te auta... W naszych czasach chyba nie było takich pięęęknych, wielkich
          lakierowanych resoraków? Ukradłam dziecku czerwonego Volkswagena Polo, bo się
          nie mogłam opanować! Albo te zwierzaczki... Widziałaś kiedyś realistyczne
          figurki zwierzątek firmy Schleich? Albo dymiącą kolejkę?! I te klocki... Hyyy...

          Drogie to wszystko jak cholera, ale pod pozorem sprawienia dziecku frajdy można
          se kupić i się bezkarnie bawić big_grin
          • tumigutek5 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 11:41
            No tak , a ja chciałam córeczkę żeby się lalkami bawic, miec domek
            dla lalek i takie tam ..... No może z Łukaszka "Miriam" zrobię - no
            okaleczac nie będę ale sukienki ubierac i lalki kupowac..... Stary
            by mnie zabił .. ha ha ha .A starsze chłopaki, nawet nie myślę...
        • tolka11 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 11:44
          Dodam jeszcze od siebie. Bardzo szczere jestescie.
          U mnie przyjście wczesniaka nr 1 na swiat zmieniło niewiele. Jestem
          jaka byłam: twarda, zdecydowana. Tak mnie zycie ukształtowało, mając
          18 lat wyprowadziłam się z domu i musiałam radzić sobie sama.
          Jedyne, co zmieniło się po urodzeniu Miłosza - rzuciłam studia
          doktoranckie i zdecydowałam, ze jednak zostanę przy pracy z
          niepełnosprawnymi. A poza tym jestem szczęsliwa, dobrze mi z moim
          mężem.
          Aaaaa i zajęłam się na serio inteligencją emocjonalną u dzieci
          (skutek jednych z wielu podyplomowych studiów). I własnie stąd
          wziął się ten wąteksmile
    • monikamadzia Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 12:16
      Tak przeczytałam wszystkie wasze Dziewczyny wypowiedzi i napiszę krótko o sobie.
      Najbardziej przypominam Mamę Cudownego Misia,ale nie do końca oczywiście Beatko
      nie bądź zła a tak przy okazji co Ty chcesz od swojego Misia śliczna Dziewuszka
      Ci rośnie a oczy niezapominajki i uważam nie jest aż taki pulpecik. A więc przed
      urodzeniem Madzi dążyłam do kariery, miałam wszystko zaplanowane co do
      dnia,super porządek w domu no i praca praca praca..., fakt Madzia nie była
      planowana a to z tytułu że nie dążyłam żeby być w ciąży,zawsze powtarzałam mam
      czas a tu bach jestem dla mnie szok co to będzie itp. ( Jeju byłam okrutna).
      Pracowałam ile się da fakt czułam się dobrze wyniki książkowe i co 28 tyd
      kontrola u lekarza do szpitala hipotrofia, ciśnienie białko szok okrutna
      gestoza. Znowu szok dlaczego? Urodzenie Madzi dużo we mnie zmieniło i to bardzo
      dużo. Związek mój kwitnie przeszliśmy tyle razem, choć przed urodzeniem Madzi
      prawie się rozpadł, teraz dla mnie praca nie istnieje, choć wróciłam do niej jak
      Madzia miała pół roku, wpadłam znów w ten system choć już było mi ciężko
      zostawiać Madzie.Choroba Madzi i poszłam na zwolnienie i co firma nie
      potrzebuje osób które nie są dyspozycyjne. I wiecie co odetchnęłam jak mnie
      zwolnili cieszyłam się jak dziecko, teraz siedzę w domku z moim ukochanym
      szkrabem i nie zamieniłabym tego na nic. Często powtarzam mężowi że teraz jestem
      dopiero szczęśliwa nie dążę do perfekcji, nawet bałagan mi nie
      przeszkadza-kiedyś nie do pomyślenia, i chcę aby ten stan trwał jak najdłużej
      fakt mamy mniej pieniędzy i co z tego, ale mam Mój największy Skarb Madzie która
      otworzyła mi oczy i nauczyła że jest wiele innych wartości. W domu pies i kot, a
      ja kura domowa. A za jakich czas chcę otworzyć coś swojego marzy mi się
      przedszkole..... Pozdrawiam fajny wątek!!!
      • mama-cudownego-misia Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 13:58
        > Najbardziej przypominam Mamę Cudownego Misia,ale nie do końca oczywiście Beatko
        > nie bądź zła a tak przy okazji co Ty chcesz od swojego Misia śliczna Dziewuszka
        > Ci rośnie a oczy niezapominajki i uważam nie jest aż taki pulpecik.

        Sie nie obrażam i w imieniu mojego łobuza dziękuję za komplement smile

        A powiedz mi, jak sobie radzisz z brakiem samodzielności finansowej? Dla mnie to
        jest chyba największy powód do stresu - wprawdzie mój mąż nie zarabia źle i nie
        daje mi w najmniejszy sposób odczuć, że żyję bardziej lub mniej na jego
        garnuszku, ale jednak... Stresuję się, bo nie zawsze wiem, czy nam wystarczy do
        pierwszego, bo prezenty pod choinkę kupuje z "wspólnych", a nie z "własnych", bo
        dla mojego Pawła pełna odpowiedzialność za finanse rodziny jest dodatkowym
        obciążeniem psychicznym, czasowym i fizycznym. Decyzję o rzuceniu pracy i
        zajęciu się Małgosią podjęliśmy wspólnie i uważamy ją za słuszną, ale i tak
        stanowi to dla mnie główną niedogodność bycia kurą domową. Tym bardziej, że ta
        kura ze mnie taka sobie: a to mi pranie zgnije w pralce, a to burdel mam w domu,
        a to zapomnę o obiedzie...
        • mimi0080 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 14:16
          Czytam te wszystkie posty i jakbym jakąś książkę czytała...dziewczyny to wciąga wink
          Pocieszyłaś mnie Mamo Cudownego Misia mi też daleko do idealnej kury domowej u
          mnie pranie nie gnije, ale piętrzy się w łazience, że wejść nie
          można...gotowanie jak mi się chce, porządek też problem choć osiągam spokój jak
          jest przeważnie go nie ma...generalnie klapa
        • monikamadzia Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 14:28
          Jak sobie radzę powiem Ci ze sama siebie szczerze podziwiam, i zastanawiałam
          się nie raz jak ja gospodarowałam pieniędzmi jak zarabiałam dość sporo i jeszcze
          nie starczało mi kasy do końca miesiąca, a więc jeszcze czego mnie moje dziecko
          nauczyło gospodarności. Teraz dostaję pewną sumkę na miesiąc od mojego chłopa, i
          jakoś mi starcza nie jest to dużo bo 500zł na żywność fakt resztę opłat
          związanych z domem i inne opłaca on, a nie jest z tych co dużo zarabiała bo
          pracuje na państwowym. Ale fakt kiedyś mogliśmy sobie na więcej pozwolić wypady
          na zakupy a teraz od roku sobie nic nie kupiłam żadnego ciuszka trochę mi tego
          brakuje, ale i tak bym nie zamieniła żebym teraz miała wrócić do pracy, właśnie
          wczoraj z moim rozmawialiśmy o finansach i on stwierdził ; słuchaj ciepło w
          domku mamy, jeść też co mamy na opłaty starcza, dziecko zdrowe, my zdrowi czego
          chcieć więcej, potrafisz robić coś z niczego, i wiesz kocham tego mojego starego
          za to co powiedział, i wierzę w to że kiedyś zapragnę pracować ale jeszcze nie
          teraz chcę się cieszyć Madzią bo już drugiej dzidzi mieć nie będziemy boję
          się.... Pozdrawiam!!
        • monikamadzia Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 14:38
          Ale MCM tym mnie rozśmieszyłaś do łez o obiedzie zapominasz oj oj,mój pierwsze
          jak wchodzi do domu ale głodny jestem, ciekawe co by zrobił jak bym mu
          powiedziała nie ma zapomniałam, kurcze ale się uśmiałam, Ty Mamo Cudownego Misia
          powinnaś pisać... jak najwięcej od razu humor mi się poprawił na całego!!
          • mama-cudownego-misia Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 16:29
            > o obiedzie zapominasz oj oj,mój pierwsze
            > jak wchodzi do domu ale głodny jestem, ciekawe co by zrobił jak bym mu
            > powiedziała nie ma zapomniałam
            Spróbuj wink
            Mój dziś poleciał na zakupy i ugotował pyszny obiadek smile Już chyba
            przyzwyczajony jest do wyskoków żony :-p. No ale trzeba przyznać, że wyjątkowo
            udany egzemplarz mi się trafił. Mój ojciec by cierpiał głód w milczeniu, albo
            zabrał dziecię do cukierni pod pozorem odchudzającego spaceru smile
            • skomroch1 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 17:22
              Ja gotuję bo lubię na szczęście, ale teraz zamiast umyć gary piętrzące się w
              zlewie i poza, siedzę i czytam co napisałyście.
              Koty śpią na kaloryferach, pies na moich stopach,syn u siebie, mąż w pracowni
              robi furtkę do naszego domu.
              Cisza i spokój.A kiedyś, jak zaczynał się weekend przymierzałam kiecki, robiłam
              fryzurę i hulaj dusza.Zupełnie mi tego nie brakuje.Może czasem jakiejś pięknej
              rozmowy do rana, jakich kilka razy zdarzyło mi się doświadczyć.
    • agao0972 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 30.01.09, 17:16
      Niby takie proste pytanie, ale jak mam napisać parę słów o sobie to
      jakoś tak trudno ogarnąć. Napewno jestem okropny nerwus!!!!! Czasem,
      a nawet często górę u mnie bierze czarnowidztwo. Mąż wiecznie na
      mnie krzyczy, że wyszukuje u naszego wcześniaka chorób. Ale ja
      jestem zdania, ze lepiej być czujną, aby czegoś nie przegapić. Tym
      bardziej że ostatnio zadomowiliśmy sie w szpitalu przez infekcje
      płuc, czy też oskrzeli. Poza tym mam świetny kontakt ze starszym
      wcześniakiem - prawie 12 lat. Bracia się uwielbiają. Lubię sobie
      pożartwać, ale samotność daje się we znaki- mąż, jak wielu z nas za
      granicą. To tyle w skrócie.
    • u_brzoska Re: Jakie jesteście dziewczyny? 31.01.09, 00:12
      Tolka,
      jaki piekny watek smile

      Juz drugi dzien podchodze do tematu smile bo mam bardzo bardzo malo czasu w ciagu
      dnia a tu nie mozna pisac byle jak smile
      Przed urodzeniem Berci... pracowalam, bralam z zycia, troche z mezem
      podrozowalismy, planowalam. Mialo byc jedno dziecko, potem drugie, trzecie.... I
      takie duze dziecko ze mnie bylo... Potem Bercia... skrajnosc skrajnosci... moje
      kolezanki rodzily wczesniaki - takie 2kg, samodzielnie oddychajace itd.... a moj
      wczesniaczek... wydawalo mi sie ze to nie moje zycie, ze to film... albo sen....
      i trzeba bylo stanac twarza w twarz z roznymi wizjami przyszlosci... borykac sie
      z niezrozumieniem nawet bliskich... z lękami... z poczuciem osamotnienia przez
      Boga...taki Wszechmogacy...moze wszystko a zrobil cos takiego..... jak Go pojac?
      do tej pory mi sie nie udalo.... ale moje dziecko uratowal...
      maz zdal ten egzamin na szostke...lepiej nie moglo byc... to doswiadczenie nas
      umocnilo. Choc na codzien odczuwamy skutki tego dlugiego stresu, to my jako my
      wyszlismy zwyciesko.
      Ja dzis? Na pewno nauczylam sie zyc na wlasny rachunek, choc bolesne to bylo.
      Tzn. wiem ze nie jestem juz dzieckiem ktoremu sie nalezy. Guzik sie nalezy. Radz
      sobie babo sama, bo masz najblizszych za ktorych jestes odpowiedzialna.
      Jestem mama. Podwojna. Czasem nie moge w to uwierzyc, ze te dzieci to krew z
      mojej krwii. Mama czasem niestety nerwowa, borykajaca sie z wiecznymi wyrzutami
      sumienia ze do dzieci za malo, za nerwowo, za szybko... Pracuje nad tym kazdego
      dnia, kazdego wieczora obiecuje sobie ze bede lepsza mama... Ale kocham te moje
      dzieweczki ponad zycie.
      Jestem typem wrazliwca. Wszystko w sobie przezywam, miele. Nie ulatwia mi to
      zycia niestety. Hiperwrazliwosc przekazalam w genach Berci niestety, wiem ze nie
      bedzie jej latwo z tym zyc...
      Kobieta praujaca to ja. Tyle ze obecnie na wychowawczym. To byla najlepsza
      decyzja - dla dzieweczek moich, nie mam watpliwosci. Dlugo sie wpasowywalam w
      ten specyficzny urlop, jakim jest wychowywanie wlasnego dziecka/dzieci, ale jest
      juz coraz lepiej.
      Po porodzie Marty bywam typem ddepresyjnym - troche meczy mnie chyba lagodna
      postac depresji wink, moze dlatego ze nie mam pomocy przy dzieciach (mam na mysli
      rodzine), czasem jest ciezko. Ale radzimy sobie z mezem.
      Straszny tu chaos widze wink Wybaczcie, pozna pora. Aha, i jestem podczytywaczka
      naszego wczesniaczkowego forum. Zadko pisuje. Ale jestescie mi bardzo bliskie,
      obiecuje jak tylko bede miec ciut wiecej czasu - wiecej sie odzywac.
      Całusy
      • u_brzoska Re: Jakie jesteście dziewczyny? 31.01.09, 00:15
        no i jeszcze - w wersji optymalnej 7kg na plusie, w wersji rozsądno-osiagalnej -
        jakies 5 :}
        • lazy_lou nie wiem dlaczego wkleilo sie w srodku wiec 31.01.09, 02:46
          doklejam sie na koncu.

          ja jestem przerazona...

          dawniej bylam przerazona wizja mpd i innych komplikacji mogacych byc
          wynikiem wylelewow i leukomalacji, jak zaczal chodzic i biegac to
          troche wyluzowalam, ale od jakiegos czasu zyje w przerazeniu
          mozliwoscia choroby duchenna

          wiem ze bardzo latwo sprawdzic: tak czy nie, ale zbyt sie boje by
          zrobic to badanie.
          skoro choroba jest nieuleczalna to co to zmienia?

          boze, nie dopusc by moj piekny syn byl na to chory...
          czy nie wystarczy ze stracilam matke w wieku 3 lat, ze on urodzil
          sie 9 tyg za wczesnie, ze mial te wylewy i ubytki w mozgu? blagam,
          niech on bedzie zdrowy...

          jesli mozecie, dolaczcie nas do swoich modlitw...
          • mama-cudownego-misia Re: nie wiem dlaczego wkleilo sie w srodku wiec 30.03.09, 13:06
            Lou... Paula, NIE JEST chory na chorobę Duchenna. Tfu, tfu!
            Statystycznie mało prawdopodobne, żeby miał aż takiego pecha. Dziecko z ta wadą
            rodzi się raz na prawie 4 tys. dzieci. Poza tym wiesz, dlaczego ważne, żeby
            szybko sprawdzić? Bo wbrew pozorom da się znacznie opóźnić rozwój choroby
            sterydami i innymi lekami. A tu czas jest ważny - jeszcze kilka lat temu anemia
            sierpowata czy całkowity brak odporności były nieuleczalne, a teraz już istnieją
            terapie genetyczne mogące całkowicie z nich wyleczyć. Żyją dzieci, które były
            skazane, a które wyleczono, i jest ich coraz więcej. Medycyna idzie do przodu w
            takim tempie, że nie jesteś sobie nawet w stanie wyobrazić, co będzie za 5, 10,
            15 lat.
            Idź zrobić te badania...
      • lazy_lou Re: Jakie jesteście dziewczyny? 31.01.09, 03:01
        ijeszcze o mnie.
        genealnie jestem typem nieudacznika, ktoremu sie udaje jesli tylko
        zdecyduje sie chcec wink.
        w szkole wieczna etykietka: zdolny len wink

        w podstawowcenie musialam sie uczyc zeby miec srednia 5, wiec w
        liceum bylam niemile zdziwiona ze musze wink
        potem nie miala pojecia co robic dalej, z glupia frant zdalam na
        zootechinke, jak 5 na 130 osob wink
        studia przerywalam 3 razy, zawsze przez to samo- nawracajaca ostra
        depresja.
        co niezrozumiale bylo dla nikogo bo jestem na zewnatzrz wesola i
        gadatliwa (a tak naprawde cicha i niesmiala tylko sie maskuje wink

        urodziny kuby byly dla nas "wpadka kontrolowana".
        cieszylismy sie bardzo, az do momentu gdy z wzorowymi wynikami
        wyladowalismy na porodowce w 31 tyg...
        potem radosc ze tak sobie swietnie poradzil i szok gdy na wypisie
        dowiedzielismy sie ze ma "dziury w mozgu i bedzie bardzo opozniony
        psychofizycznie". kolejna depresja, ciagly strach, zacisniete usta
        meza i moje, strach, szukanie w necie odpowiedzi i znajdowanie
        zawsze najgorszej opcji.
        na szczescie kuba sie wykaraskal slicznie. nie wyglada na
        wszesniaka- 2lata, 95cm i 13 kg smile
        to wszystko najpierw nas z piotrem zblizylo, potem dlugi stres zacal
        wylazic w postaci mojej nerwowosci i histerycznego podejscia do
        swiata. u niego- ucieczka w pracoholizm.
        jak kuba mial ok roku zaczelam leczyc depresje. bo chcialam byc
        dobra matka a nie jeczaca wsciekla jedza (to i tak delikatne
        okreslenia mojego zachowania wink

        bardzo sie uspokoilam. trudno mnie wyprowadzic z rownowagi. kuba
        jest centrum mojego swiata.
        nigdy nie pracowalam regularnie, wiec teraz siedze w domu. dorywczo
        pracuje jako kostiumografka- nawet jest w tv teraz reklamowka paelli
        w ktorej robilam kostiumy smile

        jak juz napisalam, od jakiegos czasu przerazenie wrocilo. teraz ma
        twarz dmd, a nie mpd. wolalam juz tamto...

        przepraszam ze ten post taki dlugasny i nieskladny ale pisze pod
        wplywem chwili smile
        jak wszystko co robie w zyciu... smile


        Mój suwaczek w portalu Ślub-Wesele.pl
    • jola23061978 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 31.01.09, 13:56
      Mam prace dla nas dziewczyny - nakrecimy film, ba serial o nas -
      czyta sie jednym tchem, doda sie trochę wątku miłosnego i
      oglądalność 40 mln a może i za granice się sprzeda wink

      Ja sobie przypomniałam o sobie jeszcze jedno:przed urodzeniem i
      chorobą Oliwii (jakiś rok, dwa) tez nie umiałam znaleźc
      szczescia:miałam zdrowie, prace, jakąs kase na potrzeby, studia,
      narzeczonego, kupiliśmy mieszkanie na kredyt, jeździliśmy na wczasy
      zagr. raz w roku, co weekend impreza u znajomych, na miescie albo
      wyjazd do rodziny, nie wiedziałam co to szpital, choroba, wczesniak,
      niepełnosprawny ale też zaczelam odczuwac pustke, byłam jakaś
      znudzona, niby wszystko OK a czegoś mi brakowalo - to dziecko miało
      bć wszystkim, miało zmienić moje życie, dac mi szczescie, naczytałam
      sie biografii, wywiadów jak dziecko odmienia życie, że nadaje mu
      sens. Może to wynik braku pasji, jakiś szczególnych zainteresowań ?

      A teraz oprócz bólu, depresji, zmienności nastrojów - czasem ciesze
      sie że mam chwilę żeby pomyśleć (byle nie za długo), zobaczyć
      słońce, niebo, chmurki, drzewa (kiedyś cały dzień prawie w pracy),
      porozmawiać z drugim człowiekiem o sprawach codziennych ale i też
      bardziej filozoficznie o życie, celu, drodze.
      Ja za cholere nie chciałabym mieć to swoje życie sprzed 2 lat -
      praca, dom, znajomi - niby wolnośc, niby finansowo lepiej niby brak
      wiekszych problemów ale...

      Znużenie, monotonia i pustka byly jeszcze gorsze od tych huśtawek co
      teraz . Kurcze mało kto tak poczuje jak my to życie :taką radość,
      taką rozpacz - to nie jest fajne, miłe ale jest mocne, jakieś.

      Teraz marze o tym jeszcze innym wariancie życia:ani życiu tylko z
      niepełn. OLiwią , ani tylko pracy - marze o wesołym , czasem
      meczącym rozwrzeszczanym domu - gdzie są zdrowe i chore dzieci,
      gdzie jest praca, ale i spacer, niebo, rozmowy - czy to jest realne ?
      • mlagodna Ech.. 02.02.09, 00:05
        Sama nie wiem jaka jestem..
        Przeczytałam wszystkie Wasze historie i nie wiem... Czasem jest super a czasem
        nie a jak jest super to badam czy to pozór, czy maska może jakaś...
        Zawsze byłam troche roztrzepana ale mocno stąpająca po ziemii. Pochłonięta i
        oddana pracy którą kochałam. Problemów ciążowych nie przyjmowałam do wiadomości
        -ze istnieją -i dalej chodziłam do pracy jakby nigdy nic (prawie).
        Grześ - jego nagłe narodziny, a potem problemy, walka o słuch i zdrowie
        przewartościowała nam życie. I mi i Grześkowi - mężowi. I tą ciągłą walkę
        uważaliśmy za normę. Walkę między sobą też... Ciągle się o coś kłócimy.
        Najczęściej o to że się nie wspieramy - ja męża w budowie domu, a on mnie w
        obowiązkach domowych - dzieciach i zwykłym życiu. O wszystko trzeba się
        upominać. Ale on już widzi tylko lepsze życie w nowym domq - oby tak było smile
        (przekonamy się o tym za parę miesięcy).
        Narodziny Kalinki 9 miesięcy temu znowu coś zmieniły w moim życiu.
        Stwierdziłam że nie ma co uprawiać gonitwy w pracy -dopiero teraz. Zrezygnowałam
        z kierowniczego stanowiska w starej pracy w nienormowanym czasie na rzecz pracy
        od 8 do 16 na szeregowym stanowisku. Biłam się długo z myślami, ale w końcu ktoś
        się musiał poświęcić. I jest dobrze. Jestem dłużej dla dzieci. Mniej zmęczona,
        zestresowana. Mniej krzyczę, wkurzam się, płaczę ze złości i bezsilności.
        A moje zdolności kierownicze przeniosłam już daaawno na grunt domq. To ja tu
        rządzę. Nie despotycznie ale jednak smile
        Nie mówię że zawsze sobie radzę - ale staram się znaleźć kogoś komu wypłaczę się
        w rękaw, żeby znów się wyprostować i być twardą, zawsze radzącą sobie w życiu smile
        DAM RADE!
        • mlagodna :)) 02.02.09, 00:05
          smile) I my wszystkie damy radę - ktoś śmie wątpić??!! smile)
          • tolka11 Re: :)) 27.03.09, 13:33
            Podnoszę.
            I zapraszam nowe wsześniakowe mamy. I tatusiów oczywiściesmile
            • zorka7 Re: :)) 27.03.09, 19:25
              O kurcze, co za kuszący post. smile
              Kuszący, by podreperować swoje ego (ech, ono zawsze lubi być
              podreperowywane, nigdy nie ma dość w tym względzie).


              Aż mnie paluszki świerzbią, by tu coś skrobnąć o zorce.
              • mama_janka007 Re: :)) 27.03.09, 20:10
                no to juz! uwielbiam ten post i wasze historiesmile
                • zorka7 Re: :)) 30.03.09, 11:48
                  O nie, powalczę ze sobą i wygram. smile
                  • tolka11 Re: :)) 30.03.09, 17:55
                    Zorka wstydź się!!!
                    Myśmy się powywnętrzały dla siebie i innych, więc nie odstawajsmile
                    • zorka7 Re: :)) 30.03.09, 20:27
                      Wymyślę jakąś bajkęsmile
                      • mama-cudownego-misia Re: :)) 30.03.09, 20:31
                        Jako rasowy literaturoznawca mogę zaświadczyć, że nasze bajki mówią o nas
                        więcej, niż nasze CV smile
                        • zorka7 Re: :)) 31.03.09, 09:14
                          Ale jaka przygoda interperetacyjna będzie - i literaturoznawca się
                          nakarmi, i psycholog. wink
                          • zorka7 Re: :)) 31.03.09, 09:17
                            PS. Swoją drogą, mamo-cudownego, jeśli kończyłaś literaturoznawstwo
                            na Uniwersytecie Adasia M w Poznaniu - może się spotkałyśmy na
                            korytarzu?
                            • mama-cudownego-misia Re: :)) 31.03.09, 09:29
                              Nie, niestety, u Adasia tylko bywałam przejazdem, ale mam tam dużo znajomych.
                              Jeden z najfajniejszych uniwerków w kraju, a przy okazji trzyma poziom nauki i
                              nauczania smile

                              No, to zaczynaj smile Jesteś blondynką, a nawet brunetką... smile
    • uliszek Re: Jakie jesteście dziewczyny? 31.01.09, 14:19
      Wspaniały wątek smile Gratuluję
      Już drugi dzień przymierzam sie do napisania no i w końcu sie zmobilizowałam.
      Jak czytam Wasze posty to sobie tak myślę że z każdego wątku wziełabym po zdaniu
      i zlepiła w moją osobowość. No może nie pisze tak wspaniale jaka mama cudownego
      -misia smile i na felietonistkę to bym się nie nadawała bo ja nie jestem umysł
      humanistyczny tylko strasznie ścisły smile
      Urodzenie Wojtka było planowane, ale nie tak szybkie smile
      To na prawdę był dla nas szok. Mam wspaniałego męża znamy sie od 10 lat w tym
      roku mamy 5 lat po ślubie, czasem sie zastanawiam jak on ze mną wytrzymuje smile
      Dziecko nas jakby dopełniło i choć bardzo sie obawiam drugiej ciąży to mąż
      bardzo naciska i jest jakby moim motorem życiowym smile
      Zawsze byłam nerwus, teraz jestem jeszcze bardziej, strasznie sie boję
      jakiekolwiek choroby począwszy od synka , męża poprzez moich rodziców.
      Cierpliwości ta ja zawsze nie miałam , nie ustawiłam się w tą kolejkę jak ją
      rozdawali, czasem mąż mówi na mnie złośnica - najczęściej jestem najbardziej
      paskudna jak mi hormony grają i jestem przed, wtedy byle co i wybucham , a że
      temperament mam to jest to mieszanka wybuchowa. Nigdy nie byłam spokojna ,
      dlatego mam duże wyrzuty sumienia jak młody wypróbowuje moją wytrzymałość a ja
      tracę cierpliwość i czasem na niego podniosę głos.
      Nasz dom jest wesoły, bardziej chyba jest to zasługa męża bo to wesoły człowiek
      i większy optymista ode mnie, dlatego się uzupełniamy smile
      Jestem płaczliwa bardziej po urodzeniu młodego, jakaś tragedia krzywda, stres
      wybucham i beczę ( ale pocieszam sie że jestem ekstrawertykiem i oni mają
      mniejsze szanse na zawał - tak gdzieś czytałam )
      Zawsze musiałam mieć wszytko zaplanowane a teraz wiadomo z dzieckiem to nie
      zawsze się uda smile
      Jestem jak większość kobiet zakompleksiona na punkcie swojego wyglądu smile Tu i
      ówdzie mogłoby być mniej
      Kocham tych moich chłopaków najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie życia
      bez nich i to sie w życiu liczy smile
      A Wy laski jesteście WSPANIAŁE każda i to sobie trzeba rano w lustrze jak się
      wstaje mówić smile
      Pozdrawiam
      Uliszek
    • liti Re: Jakie jesteście dziewczyny? 01.04.09, 00:30
      Hmm Byłam i staram się być dobrze zorganizowana. Liczę przede wszystkim na
      siebie. Jestem praktyczna, słowna, punktualna ale też gadatliwa, narzucam innym
      rozwiązania (z tym walczę, ostatnio nauczyłam się pytać: czy chcesz znać
      mojezdanie?) przez co bardziej wrażliwe osoby mają mnie prędko dosyć. Wydaje mi
      się, że często dominuję w różnych relacjach i też muszę nad tym panować.

      W większość rzeczy, którymi się zajmuję wkładam całe serce i sporo
      energii,przede wszystkim w pracę, kiedy pracowałam; teraz w opiekę nad Wojtusiem
      i prowadzenie domu. Staram się zrobić wszystko , co jest do zrobienia i często
      wykonuję kilka rzeczy na raz (też z tym walczę, bo na przykład zapominam, że
      muszę coś jeść).

      Jestem bardzo sumienna i jak komuś coś obiecam, to choćby się waliło i paliło
      słowa dotrzymam. Wydawać by się mogło, że chcę się pochwalić takimi cechami ale
      uwierzcie mi,że czasami chciałabym lekko coś potraktować, nie przejmować się
      kłopotami swoimi i innych tak bardzo, nie płakać z byle powodu (to zmiana po
      urodzeniu dziecka) i generalnie sobie odpuścić... Na prawdę ciężko.
      Oprócz tej nadwrażliwości doświadczenia macierzyńskie spowodowały,że jestem
      silniejsza psychicznie i mądrzejsza ( w dużej mierze dzięki temu forum).

      Lubię malować i w ogóle jestem wrażliwa na kolory, faktury... jest to moja
      wielka pasja i kolejne skrzywienie życiowe. W źle urządzonych wnętrzach - źle
      się czuję, mam ochotę przestawiać, przemalowywać itd. Tę pasję realizuję z
      wałkiem tudzież pędzlem w ręku aktualnie dobierając kolory do wyremontowanego
      poddasza.


      Wiedziałam, że z utrzymaniem ciąży mogą być problemy, więc psychicznie byłam na
      to przygotowana. Jako urodzony "organizator" postarałam się o pracę z umową o
      pracę, wzięłam zwolnienie na początku ciąży itd itd. Razem z mężem
      postanowiliśmy, że urlop wychowawczy wykorzystam do końca i w tym czasie
      spróbuję popracować "nieformalnie" kilka godzin w tygodniu. Jak na razie to działa.

      Teraz to się na prawdę pochwalę: w zeszłym roku zaczęłam studia językowe
      (oczywiście zaocznie), o których już dawno marzyłam. I mimo, że uczę się głównie
      w nocy, to pierwsza sesja dobrze mi poszła.
      Oprócz tego, że było to moje marzenie, to jest też aspekt praktyczny (a jakże).
      Myślę, że zmienię trochę profil swojej pracy po tych studiach.

      W naszym domu jest spokojnie (przeważnie). Poruszenie wprowadza synek i czasami
      my kiedy się z nim wygłupiamy. O takim domu marzyłam.
      • zorka7 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 01.04.09, 08:20
        Zdolna jestem niesłychanie,
        Najpiękniejsze mam ubranie,
        Moja buzia tryska zdrowiem,
        Jak coś powiem, to już powiem,
        Jak odpowiem, to roztropnie,
        W szkole mam najlepsze stopnie,
        Śpiewam lepiej niż w operze,
        Świetnie jeżdżę na rowerze,
        Znakomicie muchy łapię,
        Wiem, gdzie Wisła jest na mapie,
        Jestem mądra, jestem zgrabna,
        Wiotka, słodka i powadna.



        Nosmile
        • fundacja_wczesniak Re: Jakie jesteście dziewczyny? 01.04.09, 22:30
          Moje drogie Mamy,
          poniewaz zalozylyscie kolejny swietny watek, to zeby go nie zmarnowac, zapraszam do opisania swoich przemyslen, wspomnien i cennych doswiadczen w naszym nowym dziale fundacyjnym o pieknej nazwie - wymyslonej zreszta przez nieslychanie madra i zgrabna, a obecna tu na forum Zorke - Nie-co-dzienniki naszych Mam. Poczytajcie same, moze sie wam spodoba www.wczesniak.pl/10_niecodziennik.html

          Serdecznie pozdrawiam i zapraszam
          Magdalena Makaruk

          • zorka7 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 02.04.09, 08:21
            "...wymyslonej zreszta przez nieslychanie madra i zgrabna, a
            obecna tu na forum Zorke"

            Hahahahaahaha, rozumiem Magdo, rozumiem. smile

            Mądra, zgrabna? Prima aprilis.

            Ale wiesz, zakupiałam ostatnio główkę kapusty i zamierzam zrobić
            zupę odchudzającą. Dodam, że jedna główka kapuściana już mi zgniła,
            bo jakoś nie zdążyłam się zabrać za tę zupę. smile
            • fundacja_wczesniak Re: Jakie jesteście dziewczyny? 02.04.09, 12:25
              Zorko moja kochana,
              alez ja absolutnie nie nawiazywalam do niczego poza wierszykiem.

              Poprawie sie wiec i napisze: "madra i powabna" smile Lepiej?

              A co do odchudzania, to ja tradycyjnie po swietach, teraz naprawde sie nie oplaca wink zaraz mam urodziny, potem swieta, zbyt duzo okazji. No ale od wtorku... Pamietasz nasze zapiski? Wciaz je mam smile

              Buziaki
              M.
              • zorka7 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 03.04.09, 14:16
                Ja chyba jednak tez po świętach. smile
    • agajedi Re: Jakie jesteście dziewczyny? 03.04.09, 14:34
      Tak sobie czytam co piszecie i myślę, że bez względu na wygląd fizyczny każda z
      nas ma piękne, bogate i bardzo wrażliwe wnętrze. I wiecie co? Taką siebie
      kocham. Nie patrzę w lustro bo po co. Mam po prostu idealny kulisty kształt smile
      Jak komuś nie podoba się mój wygląd to niech nie patrzy.
      A jak któraś potrzebuje to mam takich dwóch kolegów, którzy baaaardzo szybko
      leczą z wszelakich kompleksów smile
      • jak47 Re: Jakie jesteście dziewczyny? 03.04.09, 21:23
        To ja poproszę o namiary na tych kolegów wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka