Dodaj do ulubionych

yhmmmm przemyślenia marudnej mamy....

25.03.09, 21:29
na wstępie chciałam się zarzec tylko,że nie jest to ani atak ani
krytyka "straszna" tylko spostrzeżenie albo obserwacja jak kto woli.
absolutnie nie podważam wiedzy najbardziej aktywnej forumowiczki wink
ale czy nie macie wrażenia ,że każda tyci odrębna opinia,sposób
postępowania czy "broń Boże" pomysł kogoś innego (np zjazd!!
wcześniaków) jest negowany lub odsądzany "od czci i wiary" zwykle
naprawdę kulturalnie acz z dąsem i przekąsem. ot tyle prosiłabym
tylko o nieprzesyłanie kondolencji po mojej niechybnej śmierci
forumowej po tym poście . marudna "czasem tylko" mama Zośki 33/34
2550
Obserwuj wątek
    • mama_janka007 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 25.03.09, 21:36
      nie mam takiego wrazenia, ale jak ktos szuka dziury w calym, to
      pewnie ja znajdzie.
      ps: kurcze, zazdroszcze ewidentnej nadwyzki wolnego czasu
    • mamaolisia Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 25.03.09, 21:42
      Ja nie odnosze takiego wrażenia bardzo sobie cenię rady i wskazówki
      tej właśnie forumowiczkismile
    • tabaluga0 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 25.03.09, 21:51
      przeczytalam caly ten watek o zjezdzie i nie zauwazylam niczego "anty".
    • mama-cudownego-misia Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 25.03.09, 21:51
      Droga Siło woli, cóż, nie wiem, co napisać...
      Zdaję sobie sprawę, że moje przemądrzalstwo bywa denerwujące. Pewnie jest to
      jakieś tam skrzywienie charakterologiczne + efekt wykraczającego poza ramy tego
      forum zaangażowania w walkę z jakże powszechną w Polsce wiarą we wszelkiego
      rodzaju homeopatów, bioenergoterapeutów i inne wróżki (które zresztą mimo
      wysiłków wielu ludzi znalazło ostatnio swój wyraz w kuriozalnej decyzji
      ministerstwa o wpisaniu astrologa czy bioenergoterapeuty na listę zawodów). No
      niestety, wielu naukowców ma już takie zboczenie, że w zetknięciu z tym, co
      wykracza poza wiedzę i rozum szlag ich trafia i swoje trzy grosze wtrącić muszą.
      Mam nadzieję, że jakoś to ścierpisz i mi wybaczysz, bo nie widzę za bardzo sensu
      powstrzymywania się od komentarzy w imię komfortu osób wierzących w
      parafarmaceutyki i paraspecjalistów. Jeśli nie, zawsze masz po prawej stronie w
      menu opcję "Posty Twoich przyjaciół i nieprzyjaciół". Jeśli z niej skorzystasz,
      moje posty będą wygaszane i nie będziesz musiała ich czytać.

      Jeśli chodzi o pomysł wspólnego spotkania, absolutnie nie zakazuję sie nikomu
      spotykać. Ze swojej strony uważam go za trochę nieludzki wobec dzieci, które nie
      miałyby z takiego spotkania wielkiej frajdy, a za to bardzo by się umęczyły w
      drodze. Ale to oczywiście tylko moja prywatna opinia i nikomu jej nie narzucam.
    • wimperga Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 25.03.09, 21:53
      silawoli napisała:

      > po mojej niechybnej śmierci
      > forumowej po tym poście .


      myślisz, że mcm Cię zbanuje?tongue_out Nie wydaje mi sięsmile.
      Co by nie napisać jest życzliwa a jej rady są bardzo pomocne.
    • tumigutek5 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 25.03.09, 22:51
      Kurdę no jakoś nie mogę zrozumiec tego postu smilew czym problem ,że
      nasza formuowiczka ma swoje zdanie , niekiedy odmienne od innych,
      czy że wogóle je wyraża? Ja też czasami nie zgadzam się z opiniami
      tutaj sugerowanymi (niekoniecznie MCM, ale innych też) no i co z
      tego , zadając jakieś pytanie , oczekuję właśnie różnych odpowiedzi.
      A jeżeli chodzi o wyjazd, przecież choroba lokomocyjna to koszmar
      (wiem coś o tym , mi przeszło w wieku 18lat) , a nie miałąm tak
      zaawansowanej jak Małgosia (na mnie chociaż działał aviomarin, ale
      on za mocny na Misia). Wyraziła swoje zdanie ,że nie pojedzie bo
      zdrowie i dobre samopoczucie jej dfziecka jest dla niej ważniejsze
      niż jej własna przyjemnośc - no kurde nie wiedziałam że to źle wink
      Atak na marginesie - MCM ja jestem za homeopatią bo mi tylko syrop
      STODAL na kaszel pomaga , a on homeopatyczny jest i powiem Ci
      szczerze że nie wiedziałam o tym, dopiero w zeszłym roku doczytałam
      w ulotce , a stosuję od jakiś 6-7lat wink ale i tak Cię lubięwinkhihihi
      • tabaluga0 co do homeopatii i innych cudów 26.03.09, 08:27
        Sama kiedys byłam u bioenergoterapeuty-mama mnie wysłała, chociaz ja w to nie
        wierzyłam i nadal nie wierze, wiec nic z tego nie wyszło, bo chyba wiara w
        wyleczenie jest tu siłą, która ewentualnie może wyleczyć.
        ale byłam, sprawdziłam, wiecej nie pojdę.

        co do homeopatii-nigdy nie wierzyłam w te cuda.
        Jednak tu moja wiara czy niewiara nie jest ważna, bo tu chodzi o moje dziecko,
        ktore nie ma świadomości ,ze ma wierzyc w te leki.

        I kiedy kolejny drogi, cudowny, zagraniczny antybiotyk nie podziałał na moje
        dziecko w walce ze zwykłym zielonym katarem, a tylko doprowadził do tego, że po
        kazdym jedzeniu mały wymiotował, nie chciał jesć itd , moja bezsilność zmusiła
        mnie do spróbowania homeopatii.
        Nie mam wielkiego doswiadczenia, ale np na zaparcia syrop Alvia-jest
        rewelacyjny. Ostatnio lek na zatoki i katar podany od razu po pierwszych
        objawach(od soboty) spowodował, ze moj synek nie wylądował znów w przychodni i
        na kolejnym antybiotyku. Przyznam nie wierzyłam, ze nam to pomoże, ale kupiłam i
        podaje do dzis i jest ok, a wierzcie mi, wiem co sie dzieje, jak mały ma atak
        chorych zatok, a tu nic na szczescie(odpukać). Co oczywiscie nie zwalnia mnie od
        pojscia znow do "specjalisty", ktory jak wiem przepisze mu krople protargolowe i
        inne z antybiotykiem. Ale jak na razie czekam .
        Nie jestem tez jakas zapatrzona w homeopatie jak niektórzy-czytalam ,ze na
        goraczke matka podawala homeo i czekala, az dziecko w koncu mialo 40 stopni i
        prawie drgawki-to dla mnie nieodpowiedzialne.
        • lazy_lou Re: co do homeopatii i innych cudów 26.03.09, 08:59
          no, moze faktycznie mcm jest odrobine "wielepa" wink ale mnie to
          akurat nie przeszakdza, bo sama tez tak mam big_grin

          co do homeopatii, to ja nie wierze, co nie zmienia faktu ze u nas
          skutkuje big_grin
          widac nie trzeba wierzyc by dzialalo smile
          25lat temu malo kto slyszal o homeopatii, ale juz wtedy stara
          lekarka zapisala mi jakies krople ktore bralam iles tam razy na dobe
          przez jakis czas i moje ropne przewlekle problemy z zatokami staly
          sie przeszloscia.
          dopiero niedawno kapnelysmy sie z mama ze to musialo byc cos homeo
          smile bo wtedy nawet nie uzywalo sie tej nazwy.
          u kuby tez dzialalo, na infekcje drog oddechowych.

          < "wielepa" to termin ukuty przez "reklamiarzy" na tych co "wiedza
          lepiej" wink >
        • mama-cudownego-misia Bo widzicie, dziewczyny 26.03.09, 09:05
          W Polsce do worka homeopatii wrzuca się dwie dziedziny:

          - homeopatię właściwą, polegającą na podawaniu niezwykle rozrzedzonych dawek
          różnych trucizn i wyciągów w większym stężeniu powodujących objawy takie, jak
          choroba. Często stężenia są tak małe, że z dużym prawdopodobieństwem można
          stwierdzić, że w całej buteleczce nie ma ani jednej cząsteczki substancji
          omawianej na etykietce. Homeopaci bronią się tym, ze roztwór i tak "pamięta"
          działanie preparatu. Jest to oczywiście bzdura, nie ma czegoś takiego, jak
          "pamięć" wody czy alkoholu.

          - ziołolecznictwo. Tu stężenia substancji czynnych są już całkiem spore i te
          zioła faktycznie działają. Tego nikt nie neguje. Jest tylko małe ale... Wbrew
          pozorom są to leki takie, jak każde inne, i mają swoje skutki uboczne. Nie
          zawsze są one do końca poznane, nie zawsze da się je kontrolować (choćby
          dlatego, że w przeciwieństwie do tabletki roślina i preparat może zawierać różne
          stężenia substancji czynnych - to zależy od gruntu, pory roku, długości i
          sposobu przechowywania, nasłonecznienia... Nie da się tego przewidzieć). W
          skrajnych wypadkach zioła bywają bardzo groźne - ostatnio nawet był przypadek
          śmierci pacjenta chorego na nowotwór, którego z raka wyleczono, ale który i tak
          zmarł, bo na skutek zażywania sproszkowanej huby siadła mu wątroba.

          Na zachodzie handel i leczenie ziołami jest obwarowane wieloma przepisami - za
          wwiezienie Baby Maxu do Norwegii czeka Was grzywna. U nas homeopatą czy leczącym
          ziółkami może u nas zostać każdy: sprzątaczka, bezrobotny polonista, ksiądz,
          który sam leczy sie normalnymi lekami (akurat znam takich trzech delikwentów).
          Może sprzedawać cokolwiek, choćby i trawę z podwórka, i nikt tego nie sprawdza.
          Nie kontroluje się w żaden sposób procesów produkcyjnych parafarmaceutyków,
          wiedzy osób leczących, tego, co o sobie i swoich preparatach piszą.
          Macie przykład z naszego podwórka: faceta, który prowadzi na forach wyborczej
          marketing szeptany na rzecz swojego dżemiku z flawonami za 140 zł - co miesiąc
          wchodzi na pięć for (w tym nasze) logując się jako nowy nick, i zamieszcza
          wszędzie ten sam post. Na Zdrowiu i Służbie Zdrowia go od razu usuwają, na
          Świecie i Dziecku ignorują, tutaj mu dopisuję, że jest spamerem, a na alergiach
          się cieszą i zachwycają. Nie ma na niego paragrafu, nawet jeśli na jego stronie
          www preparat reklamuje nieistniejący doktor.

          Żeby nie było, że jestem takim fanem tabletek: jak najbardziej uważam, że ziółka
          bywają dobre. Pijam sobie herbatkę z melisy i stosuję kilka preparatów, również
          dla Małgosi. Ale nie bezkrytycznie...
          • tartulina Re: Bo widzicie, dziewczyny 26.03.09, 09:28
            Ja do fanklubu McM nie należę i tez niektóre dąsy i przekąsy mnie wkurzają(szczególnie te dotyczące dzieci z najmniejszych ciąż).Ale ma dziewczyna wiedzę i świetnie,że robi z tego użytek.Poza tym jest osobą kulturalną,z poczuciem humoru(co bardzo cenię u ludzi) i podoba mi się,że trzyma się swojego zdania-niezależnie od tego,czy to się komuś podoba,czy nie.My możemy robić to samo, bo forum jest demokratyczne, dostępne dla wszystkich mamusiek wczesniaków i nie tylko.Nie widzę,więc problemu i tak sobie myślę,ze wypowiedzi każdej z nas czasem nie są udane,ale nie po to się wspieramy,zeby czynić sobie wyrzuty.
            Pozdrawiam cieplutko.Agnieszka
            • ciociakubusia Re: Bo widzicie, dziewczyny 26.03.09, 09:48
              Ja chętnie zapisze sie fanklubu, jeśli taki powstanie.
              Nie „wiem czy z dąsem czy przekąsem ”, ale zawsze rzetelnie,
              treściwie i na temat. Podziwiam MCM, że chce jej się tak aktywnie
              pomagać innym i odpowiadać na często trudne pytania. Dzięki niej
              niejedna z nas uzyskała wsparcie, wiarę i sprawdzone naukowo
              informacje, pozbawione mrzonek i złudzeń. Chylę czoła przed wiedzą
              MCM z nadzieją na jej dotychczasową aktywność na forum.
              PS. Ja chętnie zapisze sie fanklubu, jeśli takowy powstanie.
            • zorka7 Re: Bo widzicie, dziewczyny 26.03.09, 10:21
              Praca w Dlaczego, prowadzone spotkania dla osieroconych rodziców,
              unaoczniły wyraźnie parę rzeczy - między innymi to, że strata
              dziecka, której każda z tych osób doświadczyła, nie oznacza, że we
              wszystkich innych dziedzinach będziemy zgodni i podobni.

              Tu jest identycznie - spotykają się rodzice wcześniaków i to nas
              łaczy. Rozumiemy się w pół słowa, jeśli chodzi o traumatyczne
              początki naszego rodzicielstwa.

              Mistrzostwo polega jednak na tym, by nawzajem się szanować -
              szczególnie, gdy czyjeś poglądy, postępowanie względem dziecka różni
              się od naszego.
              Szacunek to podstawa.
              Łagodność i studzenie impulsywnych emocji, moim zdaniem, również.

              MCM to wyrazista postać; nie każdy toleruje osoby "wiedzące lepiej",
              często przekonane o własnej nieomylności, dość bezpardonowo
              narzucające swoje przekonania innym.
              Mi to specjalnie nie przeszkadza póki nie krzywdzi innych (jednak
              np. pouczanie kogoś na tym forum w sprawach ortografii jest w moim
              odczuciu lekkim przegięciem; prawdopodobnie trzeba dorosnąć do
              życzliwości pomimo czyichś drobnych "ułomności", lub raczej WRAZ z
              nimi).

              Jestem przekonana, że MCM ma potrzebę pomagania i dzielenia się
              swoim doświadczeniem, wierzę w jej dobre intencje. Czesto jej pomoc
              to faktyczna pomoc i zawsze, mam nadzieję, wiąże się z jej dobrą
              wolą.
              Forma czasem, jednak, bywa że oscyluje na granicy dobrego i złego
              tonu, ale - jak pisałam na początku - nie wszystko musi nas łączyć i
              się podobać.
              Wojownicze natury mają to do siebie, że są albo gorące albo zimne -
              mają przyjaciół i wrogów - niewiele po środku. Znam to z autopsji.smile

              A mamę-cudowniego-misia serdecznie pozdrawiam życząc jak najwięcej
              powodów do uśmiechu.
              • tumigutek5 Re: Bo widzicie, dziewczyny 26.03.09, 10:43
                A tak w temacie to gdzie było napisane że chodzi o MCM winkCoście się
                tak Jej przyczepiłysmile?
    • karro80 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 26.03.09, 11:01
      He, He bo to tak jest, że jak ktos cały czas wie lepiej to wielu
      wkurza, a jak coś to potem wątek ".... ratuj"wink

      W sumie to ja uważam, że lepiej mówić/pisać wprost co uważamy, a jak
      jeszcze ktoś umie zrobić to w odpowiednim i kulturalnym stylu to
      luzik.

      Proponuję wejść na inne fora i podejrzeć jak niektórzy z wiedzą o
      wiele mniejszą niż np osoba, o której tu myślimy uparcie, nie zawsze
      logicznie bronią swojego zdania.

      A o kulturze jakiejkolwiek czy szacunku dla współrozmówców tudzież
      innych ludzkich uczuciach za wyjątkiem własnego daleko rozwiniętego
      egoizmu można najwyżej pomarzyć.

      I nie jest to żadne wazeliniarstwo z mojej stronybig_grin
      • karro80 A konkretnie do MCM... 26.03.09, 11:06
        A ja nawet nie wiedziałam żeś przeciwnik homeo wszak na euphorbium
        jak byk stoi "lek homeopatyczny".
        Coż za rażąca niekonsekwencjawink
    • tabaluga0 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 26.03.09, 12:51
      no i brawo, wyjaśniłas co i jak.
      Nikt nie jest doskonały, jednak nie kazdy tez wie skąd sie biorą jego słabosci,
      nie potrafi sie do tego przyznac, a juz na pewno leczyć, czy ratowac sie w jakis
      inny sposob.

      ja tez miałam dziwnie w domu i teraz mam problem jak wychowac moje dziecko, a
      raczej jak wychowywac, jak traktowac, jak karać,jak nagradzac, bo mnie nikt
      nigdy nie chwalił, dlatego jestem jaka jestem i ciezko mi z tym.
      • misiowa_i_jej_misiatko Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 26.03.09, 13:59
        Właśnie... ach to nasze dzieciństwo...Mnie również rodzice nigdy nie
        chwalili.W szkole raczej kiepsko szło a jak już trafiła się jakaś 5
        to rodzice pytali czemu to nie 6...Zeszły tydzień chorowałam a w tym
        Filipek się rozchorował i mama zrobiła mi awanturę,że dziecko nie ma
        porządnej czapeczki.To nic,że nie wychodził przez czas mojej choroby
        na dwór i mógł zarazić się ode mnie. I afera a czpeczka jest !...W
        takich sytuacjach tęsknie za mężem i Islandią bo tam w siebie
        wierzyłam a tu na każdym kroku łamią moją wiarę w to,że jestem dobrą
        mamą.I tak wczoraj myślała jak tu wychować Filipka na pewnego siebie
        człowieka skoro nie wiem jak to zrobić bo nikt mnie tego nie
        nauczył...
        • ann_a30 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 26.03.09, 14:30
          misiowa i misiątko - ja przez Skypa rozmawiałam z mamą, a ona od razu zauważyła
          że Achillek nie ma skarpet i podniosła raban, że pewnie zimno a ja mu nóżki
          przeziębięsmile tak więc nawet w tej Islandii nic może się nie ukryć przed czujnym
          okiem inkwizytorasmilewink
    • tumigutek5 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 26.03.09, 13:17
      MCM a nie chciałąbyś zostac prezydentem tego kraju , może wtedy do
      cholery coś by się zmieniło na lepsze wink
      A tak poza tym .... studia już w ogólniaku , doktorat, cztery
      języki .... ludzie jaka ja głupia jestem i mózg mam do d...py ,
      języka "uczę" się już rok i halo umiem powiedziec - porażka !!!
      • mamaolisia MCM na prezydenta!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 26.03.09, 14:04
        j/w smilesmilesmile
      • gonia744 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 26.03.09, 14:49
        Dziewczyna pomaga jak moze, stara sie, nigdy nie zostawiła postu bez
        odpowiedzi,czasami tylko od Niej miałam odpowiedź, wiem ,że zawsze
        moge na nią liczyćsmileTo chyba ważne.
        MCM-po prostu DOBRZE ŻE JESTEŚ!
        P.S.Jestem wyjątkowo tępa w językachsmile

        Gosia, Mama Amelki, 34 tydz. 1950g, 7 pkt.
        • skomroch1 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 26.03.09, 14:57
          A ja po prostu pozdrawiam z tym pięknym dniemsmile
        • chiyo28 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 26.03.09, 15:12
          MCM, chyle czola, przyglądałam sie z boku tej dyskusji i początkowo
          też widziałam w Tobie tylko mamę, która wie lepiej i w dodatku
          świata poza dzieckiem nie widzi. Zazwyczaj wogóle nie zabieram głosu
          w takich "przemyśleniach". Jednak pozory bardzo mylą i cieżko tak
          naprawdę poznać ludzi tylko po tym, co piszą. W tym watku pokazałas
          wielka klasę i ... pokorę. Widać, ze jesteś kobietą świadomą własnej
          wartości, ale takze błędów, które każdemu z nas sie zdarzaja.
          A przemądrzałościa się nie przejmuj, po prostu ambitne osoby tak
          mają, mnie też czasem sprowadzaja do poziomu i wcale nie mam im tego
          za złe smile Pozdrawiam
          • zorka7 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 26.03.09, 19:51
            No, mamo-cudownego-misia, szacun - nie za osiągnięcia smile, to mnie
            nie rusza, ale za - najwyraźniej - coraz bardziej świadome życie i
            pokorę.
            Wielki tul i buziak od zorki!


            Idziesz do przodu.

            Terapia - warto spróbować, choć generalnie stawiam na mądrą kobietę
            (słowo "przyjaciółka" zawsze mnie wkurzało) obok.

            Swoją drogą, (dla odmiany, ja coś "doradzę") przy takim kalibrze
            młodzięczych osiągnięć - dla równowagi - dobrze by zrobiła praca
            charytatywna np. w hospicjum, czy z upośledzonymi dzieciakami.

            Wiem, wiem - czas, trudno to wszystko zorganizować, ale mam pewność,
            że na tym tylko można zyskać. Właśnie to, co zyskiwać teraz
            zamierzasz. smile
            • tabaluga0 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 26.03.09, 19:56
              tylko czasem nawet tej przyjaciółki brakuje....
            • zorka7 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 26.03.09, 20:01
              wrrr - "młodzieńczych" oczywiście. smile

              (kurde, to jakieś fatum; pani redaktor i korektor najwyraźniej też
              bez butów chodzismile
    • malgosia.3 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 26.03.09, 20:59
      kobiety to jednak mają"poryte garki"czyt.głowy.Jak nie ma problemu
      to sobie znajdą.Najpierw myslałam , że problem dotyczy homeopatii
      ale okazalo sie, że chodzi o wypowiedzi MCM.
      No cóż kazda z nas jest inna, ma inny styl, rózny poziom
      wykształcenia, wiedzy, doswiadczeń itd. czy jednak oznacza to, że
      mamy prawo sie osadzać na forum? Mylślałam, że forum istnieje po to,
      żeby wspierać rodziny w tym trudnym okresie, słuzyc rada jesli ktos
      ma problem, a nie na ocenianiu osób piszacych. Chyba istota forum
      jest własnie swobodna wypowiedź mam?
      Ps. MCM każdemu człowiekowi mozna coś zarzucić, jednak Ciebie
      podziwiam za prawdziwa KLASĘ. Spokojna wypowiedx z domieszką
      autorefleksji.BRAWO.
      Pozdrawiam wsztstkie mamuski.Małgosia
    • skomroch1 Re: yhmmmm przemyślenia marudnej mamy.... 26.03.09, 21:12
      Wbrew prośbom MCM podbijam ten wątek, za co z góry serdecznie przepraszam.
      Wg. mnie to forum to nie jest miejsce na komentowanie co i kto napisał czy
      powiedział. Jeśli ktoś ma uwagi, może zawsze napisać na maila, jest tu łatwy do
      znalezienia. Prawdę mówiąc nie bardzo rozumiem, czemu miał służyć ten
      wątek.Internet jest prosty-nie chcesz, to nie czytasz. A tu szuka się
      odpowiedzi na konkretne pytania i pociechy w konkretnych sytuacjach. Każda z nas
      dostała to od Mamy Cudownego Misia, nieraz też dzięki niej uśmiałam się do łez,
      co w naszej sytuacji jest potrzebne jak jedzenie.
      Mam nadzieje, że się kiedyś będę mogła odwdzięczyć.
      • lazy_lou podbije ale off topicowo :) bo nie wiem gdzie... 27.03.09, 04:44
        ...kontynuowac.
        a chcialabym nawiazac do wypowiedzi mamy misia.

        mamo misia, nawet nie wiesz jak cie rozumiem uncertain
        wprawdzie moja rodzinanie jest inteligencka (z powodow finansowych
        rodzice nie mieli szans na studia) ale zawyzone poprzeczki i
        wymagania tez zaliczylam.
        i wieczne niezadowolenie ze piatka bywa z minusem...
        matak, 160cm frustracji i niezadowlenia z zycia. kurcze, dopiero
        teraz widze ze mogla miec fajne zycie: piekny dom i kasa, ojciec
        dobrze zarabial. ale nie miala pomyslu i tonela w zalach i
        pretensjach zabijajac radosc zycia we mnie i ojcu. ojciec 20 lat
        plywal, bywaja w domu gosciem, ja bylam pod reka...

        zailiczylam w swoim zyciu pare depresji, jedna dosc hardcore'owa-
        rok niewychodzenia z domu, juz mieszkalam wtedy sama, wiec moglam.

        jak kuba skonczyl rok, moja deprecha wrocila. mysle ze urodzila sie
        razem z kuba ale przez rok nie miala szans bo zbyt bylam skupiona na
        walce o jego zdrowie.
        zaatakowala po roku, nietypowo: zamiast smutku objawila sie zloscia.
        zrobilam sie wredna jedza z ktora sama nie mogalm wytrzymac.
        i wtedy zdecydowalam ze ide do psychologa.
        nie dla siebie, bo za pozno. dla kuby. zeby przeciac te chora
        pepowine i pozwolic mu rosnac w nieskazonej frustracja atmosferze.

        moj terapeuta na jednym ze spotkan powiedzial mi ze jego pacjenci
        czesto okreslaja sie mianem "perfekcjonistow" i czekaja na pochwaly.
        tymczasem on uwaza ze wszczepienie tej postawy zyciowej powinno byc
        scigane z urzedu smile gdyz prowadzi w prostej lini do wychowania
        czlowieka nieszczesliwego.
        albo- uznajac ze i tak nie uda mu sie osiagnac wyidealizowanego
        celu, podda sie.
        albo- cale zycie bedzie do niego dazyl, pograzajac sie w
        frusstracji.
        rozmowy znim pozwolily mi rowniez zrozumiec dlaczego nie jestem w
        stanie sie z mama dogadac: polecam "w co graja ludzie" berne'a.
        zrozumialam ze moja mama nie jest w stanie wyjsc ze swojego
        "Rodzica" a atakowana nie szuka kompromisu (dorosly) tylko
        przeskakuje w "dziecko". wiec konsensus niejest mozliwy. po prostu.
        poznawszy te teorie poczulam sie wolna. wolna od koniecznosci
        dogadania sie z mama. teraz gadamy o pogodzie i promocji w ikei wink
        i jest milo i ja sie nie szarpie smile

        jest jeden punkt zapalny w naszych relacjach.
        kuba.
        kuba vs perfekcjonizm mojej mamy...
        ale postanowilam ze zrobie wszystko zeby go przed nim ochronic.
        przelomowa byla sytuacja, gdy niespelna 2 latni Synu ukladal kolka
        na piramidce. oczywiscie nie wg wielkosci, ale ponoc ma jeszcze
        czas.
        ulozyl, i caly dumny pokazuje babci i bije sobie brawo.
        moja mama usmiechnela sie zdawkowo i mowi: to nie tak, babcia ci
        pokaze jak to MUSI byc ulozone.
        wtedy strzelil we mnie piorun. warknelam: zostaw! mozesz sie
        zachwycac i chwalic, nie waz sie poprawiac.
        wiecie ze zrozumiala?
        bo wychodze z zalozenia ze to co dziecko musi dostac na tym etapie
        to poczucie bezpieczenstwa i pewnosc siebie.
        wiem to napewno, bo jest to cos czego ja nigdy nie dostalam i czego
        brak wlecze sie za mna jak kula u nogi...

        co do wychowania, to tez jestem pelna obaw czy potrafie.
        postanowilam na razie traktowac kube jak czlowieka. na szczscie on
        jest malo upierdliwy i bardzo zgodny wiec wystarczy lekkie
        sterowanie smile
        mysle ze steiner mial na dziecko fajny pomysl. mi osobiscie
        odpowiada. nie wiem jak sie sprawdzi w zyciu. < w niemieckich
        szkolach waldorfskich sie nie sprawdzil ale to niekoniecznie kwestia
        ulomnosci idei smile >

        przepraszam za zanudzanie, tak mnie naszlo po lekturze postu mamy
        misia. (troche mi glupio, ale nie bede kasowac smile

        Beato, idz do madrego terapeuty. widze po sobie ze warto. i ze to
        nie to samo co rozmowa z przyjaciolka...
        gdybys mieszkala blizej, umowilabym cie z moim smile
        madry, rzeczowy facet, a przy tym z fajnym, ironicznym poczuciem
        humoru smile
        • zorka7 Re: podbije ale off topicowo :) bo nie wiem gdzie 27.03.09, 07:30
          lazy_lou,
          Steiner jest ok, ale realizacja idei..., ech, szkoda słów.
          Na własnej skórze obserwowałam 1,5 roku jak moje dziecko w
          waldorfskim przedszkolu, jako "niegrzeczne", wpędzono w maksymalne
          poczucie winy zamykając je notorycznie w łazience lub odsyłając za
          karę do kucharek ("wiesz mamo, nie mam w serduszku miłości do samego
          siebie, taki jestem niegrzeczny".
          Zmieniliśmy przedszkole od stycznia - dziecko odciążone.

          A co do głównego wątku wypowiedzi - ważne, że coś z tym robisz,
          przełamujesz "fatum".
          • lazy_lou Re: podbije ale off topicowo :) bo nie wiem gdzie 27.03.09, 10:35
            wiec wlasnie uncertain
            slyszalam ze troche zboczyli z kursu sad

            a gdzie twoje dziecie chodzilo do takiego przedszkola?
            pytam bo mam jedno na swojej ulicy, i byloby mi mega wygodnie go tam
            poslac (jeszcze nie bylam na zwiadach wink
            ale wlasnie mam obawy ze to sekciarstwo sad
            szkoda, bo nieglupio facet wymyslil...
            • zorka7 Re: podbije ale off topicowo :) bo nie wiem gdzie 27.03.09, 12:28
              P-ń
      • silawoli ....... 27.03.09, 12:45
        skomroch1 napisała:


        >. Prawdę mówiąc nie bardzo rozumiem, czemu miał służyć ten
        Internet jest prosty-nie chcesz, to nie czytasz. A tu szuka się
        > odpowiedzi na konkretne pytania i pociechy w konkretnych
        sytuacjach.>
        masz rację (jw)chciałam wyrazić własna opinię której (jw) możesz nie
        czytać.Każdy ma swoje przewrazliwienia moja alergia to poczucie
        wszechwiedzy .Prawie każda z nas jest mamą wcześniaka i każda ma
        kawałek życia jak z horroru,spotkała ludzi którzy zamiast pomóc
        zaszkodzili,życie uczy pokory i empatii ,tylko tego zwykle nie
        dostaje sie w genach tylko zdobywa z doświadczeniem. pozdrawiam


        • mama-cudownego-misia Re: ....... 27.03.09, 17:34
          Eech... Miałam się już nie wypowiadać, ale nie lubię, jak ktoś sobie po mnie
          jeździ w ten sposób.
          Trochę chyba jednak się zapędzasz. Wytaczasz "ciężkie działa" typu brak empatii
          czy moja rzekoma chęć zbanowania Cię, ale tak KONKRETNIE, czego ode mnie
          oczekujesz? Żebym się wycofała z forum, bo Ty masz na mnie alergię? Żebym mając
          konkretną wiedzę na dany temat czy własne zdanie zachowywała je dla siebie, bo
          powoduję u Ciebie dyskomfort? Nie za bardzo to roszczeniowe? Przecież to jest w
          końcu publiczne forum, służące do wyrażania zdania...
          Rozumiem, że Cię denerwuję. Zdaję sobie sprawę z tego, że moje posty,
          zachowania, autorytatywny styl bycia bywają dla wielu ludzi irytujące. Trudno.
          Nie wszyscy muszą mnie lubić. Zresztą pracuje nad tym.
          Jednak postawmy sprawę jasno - mam prawo się wypowiadać na tym forum w granicach
          wyznaczonych przez netykietę, a Twoja alergia na mój sposób bycia to Twój
          problem, nie mój. Jeśli tak bardzo przeszkadza Ci to, co piszę, to albo wytknij
          mi błędy, albo po prostu skorzystaj z własnej rady skierowanej do Skomroch i nie
          czytaj.
          Ze swej strony mogę tylko obiecać, że postaram się nie komentować w żaden sposób
          Twoich postów.
          • silawoli Re: .......do mcm 27.03.09, 19:24
            to [......] było do skromnioch .trzeba czasem uważać bo agresja
            zaślepia;-l;<
    • 100ania Beatko, przytulam mocno :) 26.03.09, 22:25
      Jak jeszcze kiedys odwiedzę Wrocław, to musimy się spotkać.
      Buziak wielgachny smile
    • agajedi Kochane kobitki, pliss 27.03.09, 18:05
      Miałam się nie wypowiadać, nie czytać i wogóle, ale nie mogę już. Kochane
      dziewczyny, proszę, tak tu miło, rozsądnie. Na każdy problem i rozterkę jest
      pocieszenie, na każde pytanie jest odpowiedź. Nawet wysnuję taką kontrowersyjną
      teorię, że my jak taka rodzina (w rodzinie też różnie). Nie psujmy tego. Po co
      ten wątek dalej ciągnąć? Forum dla wszystkich i tych z problemem i tych
      umiejących pocieszać. I fajnie, że są jedni i drudzy.
      Pewnie, że każda ma prawo do swojego zdania na temat innych, ale Silowoli, czy
      znasz MCM tak w rzeczywistości, żeby ją oceniać? Bo jeśli nie to subiektywna i
      krzywdząca ocena. A zastanowiłaś się ilu dziewczynom pomogły jej
      "przemądrzalstwa" (tu oczywiście uśmiecham się pełną gębą nikogo nie chcąc
      urazić). Nikt Cię nie potępia i nie banuje.
      A tak na koniec mam nadzieję już tego wątku to Wam powiem, że wszystkie
      jesteście wielkie, nieocenione i kochane.
      • mama_janka007 Re: Kochane kobitki, pliss 27.03.09, 19:01
        tez mnie to juz coraz bardziej denerwuje. absolutnie nie na miejscu
        cala dyskusja.
        zostalo wywleczone cos, co definitywnie powinno pozostac pomiedzy
        osobami ktorych to sie bezposrednio dotyczy. pani z alergia i pania
        ja "alergizujaca". tym bardziej, ze ta druga zostala wmanewrowana w
        sytuacje w ktorej tlumaczy sie z dzielenia sie z nami swoja
        olbrzymia wiedza- co dla mnie w tym momencie jest najwiekszym
        absurdem tego posta. a sugestie odnosnie empatii (ktorej nota bene
        nie da sie nabyc z czasem, jak zostalo stwierdzone, tylko jest sie
        nia obdarzonym albo i nie, z natury) w sumie byly na miejscu, jednak
        jako strzal we wlasna strone, skoro tak trudno pogodzic sie i
        zrozumiec pewnosc tonu wypowiedzi MCM, kiedy te poparte sa faktami i
        wiedza nie tylko praktyczna ale i teoretyczna w olbrzymim zakresie.
        na dalsze alergie polecam wiadomosci prywatne niesiejace fermentu na
        naszym forum.
        • karro80 Re: Kochane kobitki, pliss 27.03.09, 19:19
          A na dalsze alergie polecam FORUM ALERGIEwink
          Przepraszam tak mnie MamaJanka natchnęła...
        • zorka7 Re: Kochane kobitki, pliss 27.03.09, 19:20
          Oddech, oddech, oddech.

          Jeszcze jeden oddech i jeszcze jeden.

          Oddech, znów oddech, raz za razem oddech.

          Przypływ, odpływ.

          A potem uśmiech, szczery i do każdej, bo nie ma tego złego...
    • tabaluga0 koniec dyskusji dziewczyny, mam cos dla was:) 27.03.09, 19:27
      Prawdziwa historia….

      Pakując swoje rzeczy do pudeł i walizek, a meble do wielkich skrzyń. Drugiego
      dnia przyszli i zabrali jej rzeczy i meble. Trzeciego dnia usiadła na podłodze
      pustej jadalni, włączyła spokojną muzykę, zapaliła dwie świece, postawiła
      półmisek z dwoma kilogramami krewetek, talerz kawioru i butelkę zimnego białego
      wina i przystąpiła do konsumpcji, aż już więcej nie mogła. Gdy skończyła jeść,
      w każdym pokoju rozmontowała pręty karniszy, pozdejmowała z końców zatyczki i
      do środka włożyła połowę krewetek i sporą porcję kawioru, po czym ponownie
      umieściła zatyczki na końcach karniszy. Potem zrezygnowana cicho wyszła i
      pojechała do swojego nowego lokum.

      Gdy mąż wrócił do domu, wprowadził się z nowymi meblami i z nową dziewczyną.
      Przez pierwsze dni wszystko było idealne. Jednak z czasem dom zaczął
      śmierdzieć. Próbowali wszystkiego! Wyczyścili, wyszorowali i przewietrzyli
      cały dom. Sprawdzili, czy w wentylacji nie ma martwych myszy i wyprali dywany.
      W każdym kącie powiesili odświeżacze powietrza. Zużyli setki puszek sprayów
      odświeżających. Nawet wykosztowali się i wymienili wszystkie drogie dywany.

      Nic nie działało. Nikt nie przychodził do nich w odwiedziny, robotnicy nie
      chcieli pracować
      w domu, nawet służąca się zwolniła. W końcu były mąż kobiety i jego
      dziewczyna zdesperowani musieli się wyprowadzić. Po miesiącu nadal nie mogli
      znaleźć nikogo, kto zechciałby kupić cuchnący dom. Sprzedawcy nie chcieli
      nawet odbierać ich telefonów. Zdecydowali się wydać ogromną sumę
      pieniędzy i kupić nowy dom. Eks-małżonka zadzwoniła do mężczyzny w sprawach
      rozwodu i zapytała go, co słychać. Odpowiedział, że dobrze, że sprzedaje dom,
      ale nie wyjaśniając jej prawdziwej przyczyny. Wysłuchała go ze spokojem i
      powiedziała, że bardzo tęskni za domem, i że porozmawia z prawnikami, aby
      uporządkować sprawy w papierach w taki sposób, by
      odzyskać dom. Mężczyzna, sądząc, że jego eks nie ma najmniejszego pojęcia o
      smrodzie, zgodził się odstąpić jej dom za jedną dziesiątą rzeczywistej ceny, o
      ile ona podpisze umowę tego samego dnia. Przystała na to i w ciągu godziny
      dostała od niego papiery do podpisania. Tydzień później mężczyzna
      i jego dziewczyna stali w drzwiach starego domu, patrząc z uśmiechem, jak
      pakowano ich meble i wsadzano na ciężarówkę, by zabrać je do nowego domu...
      ...łącznie z karniszami.
      • karro80 to jest piękne!!! 27.03.09, 19:30
        Ale się uśmiałambig_grin
        • tumigutek5 Re: to jest piękne!!! 27.03.09, 20:53
          smilesmilesmile AMEN smilesmilesmile
          • mama-cudownego-misia Re: to jest piękne!!! 27.03.09, 21:20
            hihihi smile Cudne smile)
            Kiedyś ten numer wywinęłyśmy na obozie harcerskim - w połowie obozu dziewczyny
            zostały wywalone z pokoi w domku do namiotów pod domkiem, bo chłopcy za bardzo
            rozrabiali i drużynowi chcieli ich mieć na oku. A myśmy miały jeszcze wszystkie
            kiełbasę i sery z domu... :-p. Biedaki się musiały trzy razy dziennie myć i prać
            skarpety w górskim potoku, bo wszyscy myśleli, że to oni tak śmierdzą smile)
          • asiek1982_8 Re: to jest piękne!!! 27.03.09, 21:27
            Miał być koniec ale coś napiszę. Na innym forum odpisuje na posty Pan Paweł
            Zawitkowski i niejednokrotnie robi to z ironicznie lub ewidentnie wyśmiewa mamy
            z problemami o jakich piszą i jest ok. Nikt tego nie kwestionuje, nikt się nie
            buntuje i dalej otrzymuje mnóstwo pytań.
            MCM jest taktowna, rzeczowa i poważna w tym co pisze...
            MCM SZACUN ZA WSZYSTKO smile
            • skomroch1 Re: to jest piękne!!! 27.03.09, 22:28
              O nie, a w naszym samochodzie coś zaczęło śmierdzieć nieprzytomnie! Jakoś tak
              zbiegło się to z powrotem do kraju po rozwodzie eks dziewczyny mojego męża. Ta
              eks swego czasu szepnęła mu, że go kocha i nigdy nie przestanie, ładowała się w
              nasz związek. Nie uważacie, że to dziwny zbieg okoliczności?wink
              Do domu wejść trudniej...
              • tartulina skomroch! 28.03.09, 08:47
                Kasiu,to szybko zmieńcie samochód,tylko nie zabierajcie nic ze starego...
                A może eks znowu wyjedzie-w końcu już pewnie trochę"odwykła"od ojczyzny.Pozdrawiam i wszystkiego dobrego dla Waszej rodzinki.
                Agnieszka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka