mama-cudownego-misia
20.07.09, 20:41
Jestem wściekła. Wzięliśmy 2 miesiące temu kota "z interwencji", od
Pani z TOZu. Kot miał wpisane w książeczce, że jest odrobaczony -
podpisała się pod tym jakaś weterynarz. No to już nie odrobaczałam.
Dziś zdębiałam - w kupie kilka uroczych robaczków (żywych, długość
jakieś 5 cm), do tego krew, śluz. Pojechaliśmy do weta i okazało się,
że masywne zakażenie glizdą kocią, śluzówka zjechana, potrzebne
bardzo silne leki przeciw pasożytom, antybiotyk, sterydy...
Kot się wyliże, ale wkurza mnie to, że przez niedopatrzenie
weterynarza mógł nas wszystkich toxokarozą pozarażać. Jutro jedziemy
się zbadać. No kurde no, czy to dziecko mało przeszło??
Trzymajcie proszę kciuki, żeby jej test elisa wyszedł ujemny...