Gość: Elrogalo
IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl
13.05.01, 23:44
Nie dalem lapowki, nie mialem znajomego egzaminatora i udalo mi sie zdac za
pierwszym razem bez wiekszych problemow. Nie zgodze sie tez z opinia,
ze "placyk to wymysl wariata, a wsrod tylu linii i slupkow musi sie popelnic
jakis blad". Nie chcialbym spotkac na drodze czlowieka, ktory to napisal. To
jak kolego radzisz sobie na parkingach, np. pod hipermarketami? Moze tak jak
jeden Pan, ktory sparalizowal ruch w jednej alejce na dziesiec minut bo cofal
swe piekne Tico na piec razy, przy asyscie zony stajacej przed maska? Placyk to
biedne szesc manewrow, tyle chyba mozna opanowac, prawda?
Uwazam natomiast, ze 20 godzin jazdy, dla kogos kto pierwszy raz siadl za
kierownice, to nawet nie minimum. Jest to w zasadzie polowa czasu, ktory
nalezaloby poswiecic na wyrobienie podstawoych odruchow za kierownica. Trudno
sie potem dziwic, ze na polskich drogach ginie rocznie tylu ludzi. Dopoki do
nowoczesnych, szybkich samochodow beda wsiadac ludzie nie potrafiacy myslec na
drodze, nic sie nie zmieni.
Jeszcze jedno: kiedys na egzaminie biednemu zuczkowi pocacemu sie za kierownica
towarzyszyl (na tylnym siedzeniu) instruktor, ktory go uczyl. Ograniczalo to
troche wszechmoc egzaminatora, ktory teraz, majac zly humor, moze oblac
kazdego, bo ma takie widzimisie. Egzaminowany nie ma zadnej mozliwosci
podwazenia jego decyzji, z tej prostej przyczyny, ze nie ma swiadkow. Nie
wierze jednak w ogolnokrajowy spisek egzaminatorow - uwazam, ze jest to wina
niesolidnych firm-krzakow, nastawionych na ilosc frajerow przepuszczonych przez
szkolke, kasujacych pieniadze i wypuszczajacych zupelnie nieprzygotowanych
ludzi na egzamin.