Dodaj do ulubionych

Podpucha? To świństwo, nie podpucha

02.12.06, 18:51
Oblewaja wszędzie, ale w Gliwicach to mafia.
Wisiałam kiedyś na płocie, czekając na egzaminowanego.Nie był wyrywny i
trwało to długo.
Jest tak: nie znam tam wszystkich szkół, ale fama głosi, że nigdzie nie
ma"górek" (no, może przwie nigdzie). W mieście, na zwyczajowej trasie
kursantów jest jedna górka,ale z niej wypada sie w duzy ruch, czego kursant
się boi.Kiedy jest snieg - tam tez nie da rady.Czyli nauka z ręcznego pod
górkę w Gliwicach jest czystą lipą.O czym egzaminatorzy świetnie wiedzą.Nie
zdawałam tam, ale nasłuchałam sie tego właśnie na tym egzaminie.
Za to wyjazd na miasto tak własnie wygląda: nie wyjedzie sie płynnie, bo
ośrodek graniczy z "Tesco", samochodów tłum raczej zawsze i na tym odcinku
jadą jeszcze dośc szybko.Czyli - z ręcznego pod górkę, czego nikt nie umie.
Kiedy wisiałam na tym płocie czekając i oglądając sobie egzamin na placyku
(jeszcze obowiązywał), z 10.osób zdających oblewano 8 -9."Mój" kursant zdawał
testy, miałam dużo czasu na obserwację.
Szczęśliwcy wyjeżdżający na miasto,o 14., w godzinach szczytu, oblewali w
czambuł na tym wyjeździe.Samochody robiły dziwne rzeczy, po czym silnik gasł.
Oblani mówili, że ich popędzano pt."ludzie czekają".
Daję głowę pod topór: ośrodek zarabia tyle, że ten podjazd dawno powinien
zostać wyrównny. To jest absolutnie celowa pułapka na ludzi.Normalnie
przygotowany kursant za cholerę tam nie wyjedzie bezkonfliktowo, a juz
napewno nie w godzinach szczytu.
Mylące polecenia przy skręcie w lewo? A jakby dziewczyna skręciła?Kursant
robi dziwne rzeczy, ufa człowiekowi, z którym jedzie.
Mnie tak "zrobił"w konia własny mąż, któremu ufałam.Niby miałam wczesniej
skręcić w lewo po paliwo, ale zwykle parkuje sie pod sklepem, załatwia
zakupy.Zagapiłam sie,przejechałam o dwa metry skręt, mąż krzyknął"skręcaj" -
a ja skręciłam.Mimo, że widziałam samochód z tyłu, który juz wrzucił
kierunkowsakz do wyprzedzania, mimo że naprzeciw jechał inny samochód.
No, powiedzmy - nie skręciłam, ale manewr juz rozpoczęłam.I nie byłam
nowiutkim kierowcą,i żadne nieszczęście by sie nie stało, gdybysmy załatwili
najpierw sprawy sklepowe.
Jak ktos daje głupie polecenie, zwłaszcza podniesionym głosem - człowiek
mysli hipokampem: walcz albo uciekaj.
Nie powinno być mylących poleceń, to tez pułapki na ludzi.
Na zółtym (ktos o tym pisał) w o l n o przejechać, jesli sprawa wymagałaby
gwałtownego hamowania.Przepis mówi to zupełnie jasno.Pytanie, czy dobrze
kursant stanął - akurat to było podchwytliwe.
Ludzie, nie gadajcie głupot - nie ma dobrze jeżdżacych po kursie.Mnie
uczyli od dzieciaka(warunki wymuszały), a na egzaminie i tak miałam stress.
Po kursie to sie umie obsługiwać urządzenia w smochodzie.Nie wierzcie
egzaminatorom, weźcie raczej dodatkowe godziny. To się bardziej opłaca niż
nieustające egzaminy i dodatkowe, wymuszone przez niezaliczenie lekcje.I
róbcie swoje - oczy naokoło głowy i do przodu.Sami się nauczcie
róznych "górek". Zwłaszcza mężczyźni. Bo prawdą jest, że dziewczynie w
mieście gasnie samochód kilka razy - i ja puszczą, ale chłopaka obleja za
byle co.Miasto przejedźcie na własną rekę,z kims cierpliwym,rozejrzyjcie sie.
Z instruktorem to nie jest to samo.


















Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka