Dodaj do ulubionych

nerwy na jazdach

IP: *.chello.pl 19.11.08, 22:05
Ratunku pomocy - jak sobie poradzić z nerwami na jazdach
początkowych. Spinam się przez co nie umiem zluzować rąk, jak hamuję
to instruktor ląduje na szybie, zakręty skręty to już masakra a
ruszam wolniej niż żłów. Proszę dobrzy ludzie o radę.
Obserwuj wątek
    • Gość: staś Re: nerwy na jazdach IP: *.idc.net.pl 19.11.08, 22:10
      Opisz z czym masz problemy, bo na razie to jest : ze wszystkim.
      A praktycznie masz instruktora pod ręką i najprościej od razu pytać, wyjaśniać,
      ćwiczyć.
      • Gość: omiszka Re: nerwy na jazdach IP: *.chello.pl 19.11.08, 22:17
        nerwy moje nerwy mój brat twierdzi że powinnam wyluzować ale dobrze
        mi mu mówić pytam jak wyluzować bo bez nerwów to mi będzie lepiej
        szło nerwosol pić czy melisę :)
        • mdrive Re: nerwy na jazdach 19.11.08, 22:23
          ...jak piszesz to początkowe jazdy. Tak jest zawsze i nie szukaj problemów. Twój
          brat ma rację, jakiś rozsądny człowiek jest :). Jak pozbędziesz się stresu wtedy
          zacznie się nauka jazdy. Zawsze pamiętaj, że koło Ciebie siedzi instruktor. On
          nie pozwoli, żeby się coś stało. Twoje koło ratunkowe, jak na statku:).Tak,
          wyluzuj i słuchaj.
        • elizelka Re: nerwy na jazdach 19.11.08, 22:39
          Zależy też co masz na myśli, pisząc o początkach. 1, 2... 10
          godzina? U mnie obeszło się bez stresów, a zaczynałam kompletnie od
          zera:) Było tak: pierwsza godzina na ślepej małej uliczce, ogólne
          zapoznanie z autem, nauka ruszania z miejsca. Godzina druga- ta sama
          uliczka- nauka wrzucania 2- ki i na koniec tej godziny ku mojemu
          wielkiemu zaskoczeniu wyjechałam "na miasto". Skręciłam tak, że
          znalazłam się nie na tym pasie co trzeba. Potem było już tylko
          lepiej, ale też bez żadnych cudów.
          Teraz jak sobie o tym pomyślę, to mi się łezka w oku kręci, hahaha.
          Ta nieporadność na początku też ma swoje uroki. A kurs to była dla
          mnie rewelacyjna przygoda, dlatego smutno czytać takie rzeczy. Życzę
          Ci, żeby każda jazda była ogromną frajdą, tak jak dla mnie.
          pozdrawiam
          • Gość: memiszka Re: nerwy na jazdach IP: *.chello.pl 19.11.08, 23:11
            5 jazda na 1. zapoznanie z autkiem i przejechania ok.50m 2.wyjazd na
            drogę jako uczestnik ruchu 3. trenowanie łuku 4 i 5 jazda po drogach
            no i ogólna masakra jadę w delikatnym szoku jak pijany zając sztywne
            ręce i lekki zygzak :)skręcam za szybko często zahaczam o przeciwny
            pas nie mam wyczucia gazu o hamulcu nie wspomnę aha i polecenia
            instruktora wykonuję z opóźnieniem więcej grzechów nie pamiętam :)
    • permanentne_7_niebo Re: nerwy na jazdach 19.11.08, 22:35
      Hej, to dopiero początki:) Na początku są zawsze nerwy, potem
      przychodzi opanowanie i cholerna frajda z jazdy:) Zaczynasz czuć to
      wszystko i to jest świetna sprawa. Ja na swojej pierwszej jeździe z
      obecnym byłam tak zaabsorbowana pomysłem pokazania mu, że moje
      chłopaki mnie świetnie uczyli, że znałam całą obsługę, którą jeszcze
      powtarzałam w metrze, zadania egzaminacyjne na placu... i
      zapommniałam, gdzie jest sprzegło. To było okropne, jak można
      zapomnieć o tym, gdzie jest sprzęgło, to tak, jakby nie pamiętać,
      gdzie ma się nogi. Na instruktorze nie zrobiło najmniejszego
      wrażenia, na początku cholerny stres - teraz koncentracja, ale i
      radocha:)
      • Gość: ola Re: nerwy na jazdach IP: *.static.akk.net.pl 19.11.08, 22:40
        witaj ja nie pamiętam , zebym się stresowała na jazdach , od
        początku byłam wyluzowana , gorzej było na egzaminach , wtedy stres
        był wielki!
      • Gość: ona.ta Re: nerwy na jazdach IP: *.adsl.inetia.pl 19.11.08, 22:42
        poproś instruktora o łatwiejsze, mniej uczęszczane trasy-będziesz mogła się
        skupić na obsłudze pojazdu, jak to mniej więcej opanujesz pojedźcie tam gdzie
        trudniej;-)
        • mdrive Re: nerwy na jazdach 19.11.08, 22:47
          ...masz rację, ona.ta. Tylko nie ona powinna o to prosić instruktora tylko on
          powinien o tym wiedzieć i stopniować poziom trudności. Oswajać kursanta ze
          stresem i z ruchem drogowym.
          Obserwując reakcję kursanta zawsze indywidualnie do jego zachowań dozujemy
          poziom trudności.
          • Gość: Siniorita Re: nerwy na jazdach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.08, 22:57
            Zgadzam się. Ja jak pojechałam na jakiejś początkowej jeździe
            do "egzaminacyjnego miasta" i rzucił od razu na rondo i trasy o
            dosyc dużym natężeniu ruchu, to po powrocie do domu chciałąm sie z
            kursu wypisywac.

            A co do stresu: Jeżeli myślisz, ze to co teraz czujesz, to jest
            stres, to poczekaj do egzaminu...
            • Gość: izabella Re: nerwy na jazdach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.08, 23:14
              Nie strszcie jej, mysle ze cala jazda jest juz wystarczajacym stresem.

              Nie przejmuj sie, ja tez sie na poczatku lekko stresowalam, ale potem stalo sie
              to taka frajda, ze nie bylo mowy o stresie!:) to tylko kwestia oswojenia sie z
              nowa sytuacja. I pamietaj, ze jest z Toba instruktor, ktory nie dopusci do
              sytuacji w ktorej mogloby sie stac cos zlego.
              Pozdrawiam
      • Gość: p7 Re: nerwy na jazdach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.08, 23:25
        a no, ja dopiero przy 2 i 3 miałam padakę, bo dopadało mnie brzemię
        odpowiedzialności za myślenie nowego instruktora o moim, najpierw z
        tej samej firmy (kompletny debilizm z mojej strony), a potem o dwóch
        moich przed instruuktorem z innej firmy. i tak wszyscy troje myślą o
        sobie źle: 1 o 2, 2 o 1, 3 o 1 i 2. przykro mi, że się do tego
        przyczyniłam.
      • daga1974 Re: do per. 7 nieba 20.11.08, 12:22
        to Ty prawka jeszcze nie masz ?
    • elizelka Re: nerwy na jazdach 19.11.08, 23:06
      Gość portalu: omiszka napisał(a):

      > jak hamuję
      > to instruktor ląduje na szybie

      a propos... tak z ciekawości zapytam.
      Czy Wasi instruktorzy zapinają pasy bezpieczeństwa? Jeździłam
      łacznie z pięciom instruktorami, a tylko jeden zapinał... (
      powiedział, że jeszcze chce pożyć:))
      • Gość: milo Re: nerwy na jazdach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.08, 23:09
        Haha, zastanawialo mnie to na poczatku, ale nigdy nie spytalam. Podejrzewalam,
        ze to na wypadek jakiejs beznadziejnej sytuacji - zeby mogl szybciej i latwiej
        wyskoczyc z samochodu;p ale potem stwierdzialam, ze to chyba po to, zeby pasy
        nie krepowaly ruchu kiedy musi np. zakrecic kierą
        • Gość: Siniorita Re: nerwy na jazdach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.08, 20:13
          Mam dwóch- zaden nie zapina.
          • Gość: 3231 Instruktor nie musi zapinać! IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 20.11.08, 20:32
            Dziewczyny!!! Instruktor, podobnie jak i egzaminator, a także
            kobieta w ciąży :-) NIE MAJĄ OBOWIĄZKU ZAPINANIA PASÓW! Nie wiem
            więc nad czym się zastanawiacie.
            • elizelka Re: Instruktor nie musi zapinać! 20.11.08, 21:08
              Wcale się nie zastanawiamy czy muszą, czy nie muszą zapinać pasów.
              Wszyscy wiemy,że NIE MAJĄ TAKIEGO OBOWIĄZKU. Ale czy słusznie???
              Przecież są różne sytuacje na drogach, zdarzają się nawet dachujące
              Lki! Nie chciałabym być w skórze instruktora. Nie wspominając, jaką
              krzywdę może zrobić poduszka powietrzna.
              Osobiście czułam się bardziej komfortowo jak instruktor miał zapięty
              pas.
      • Gość: p7 Re: nerwy na jazdach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.08, 23:28
        1 nie zapinał, 3 chyba też nie (nie jestem pewna?) -ale nie, nie
        zapina. Ale dziś dzwoniłam do Piotrusia i Piotruś powiedział, że
        idzie jesień i robi się niebezpiecznie, i że on zaczął zapinać pasy.
        więc 2/1
        • permanentne_7_niebo Re: nerwy na jazdach 19.11.08, 23:33
          I zaraz się zacznie jazda na Piotrusia, że Piotruś zapina pasy i
          krępuje tym samym własne ruchy i może na czas nie złapie kierownicy.
          • elizelka Re: nerwy na jazdach 19.11.08, 23:41
            albo na czas nie ucieknie z auta, jak go kursantka będzie podrywać
            (taki żarcik:)) Mojego instruktora (tego z pasami) jakoś nic nie
            krępowało...:)
            • Gość: milo Re: nerwy na jazdach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.08, 23:55
              nie wyobrazajcie sobie nie wiem czego;) z ta beznadziejna sytuacja mialam raczej
              na mysli sytuacje w ktorych nic nie da sie juz zrobic i przed nieuchronna
              smiercia ratowac mozna sie juz tylko szybka ewakuacja z eLki;D
            • Gość: p7 Re: nerwy na jazdach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.08, 07:46
              ot/
              Hehe, Piotruś jest bezpieczny - nikt nie śmie ;) W eLce pełen
              dystans. Był 1 przypadek, o którym wiem: przypadek przyszedł potem i
              powiedział, że tak to mu się fajnie jeździło, tylko Piotruś jest
              beznadziejny, bo za grosz nie ma poczucia humoru - no w tę stronę
              faktycznie nie ma go za grosz:)<3. Chociaż ja też mam bardzo
              kokieteryjny sposób bycia, a jakoś umieliśmy się świetnie dogadać.
              Także Panowie - pasy - jest jesień, mnóstwo wypadków, a wasze życie
              bezcenne;)
    • agatachristi Re: nerwy na jazdach 20.11.08, 11:18
      Nie przejmij się że Ci nie wychodzi. Doskonale Cię rozumiem. Na
      pierwszej lekcji po ogolny zapoznaniu sie z samochodem insrtuktor
      kazał mi wyjechać na miasto (a były to godziny szczytu) Jak to
      usłyszałam to go wyśmiałam bo myślałam że żartuje, ale niestety nie.
      Byłam przerażona, ale było całkiem nieźle. Cieszyłma sie że wcale
      nie jest tak źle jak na początek. Ale niestety później było już
      coraz gorzej. Kilka razy popłakałma sie w samochodzie i to nie
      dlatego że mój intruktor na mnie krzyczał czy coś tylko dlatego
      miałam dośc tej swojej nieudolności. Rozważałam nawet rezygnacje z
      kursu. Ale mój kochany pan instruktore wybił mi to z głowy.
      -Co do skrętów to tak ścinałam że prze 1 godzine jeździłam ciagle
      skręcając aż sie nauczyłam.(choć i tak czasem zdażały mi się wpadki.
      - a co do hamowania to piem Ci tak że to tez zależy do samochodu
      Ostatnio jak miałam jazdy przed egzaminem dostałam taki samochód że
      nawet lekkie hamowanie kończyło sie lądowaniem na szybie. Podczas
      tej jazdy wspominaliśmy z i instruktorem moje pierwsze jazdy i śmiał
      sie jak to na poczatku hamowałam. :)
      Mój instruktor powiedział że jestem zbyt ambitna. I myśle że ten
      cały stes i nerwy biorą sie włąsnie z tego. Chciałybyśmy juz od tak
      od razu jeździć ale tak sie nie da.
      Tak wiec głowa do góry i nie przejmuj się. Nawet jeśli na 30
      godzinie pódzie Ci coś nie tak to się nie przejmiuj. Weź pod uwagę
      że nawet jak ktoś ma prawo jazdy zdaża mu sie wpadka. Nie ma ludzi
      idealnych
      • Gość: memiszka Re: nerwy na jazdach IP: *.chello.pl 20.11.08, 11:59
        Dzięki bardzo mam nadzieję ze będzie lepiej że mój instruktor się
        nie załamie i będzie chciał dalej mnie uczyć :)
        • agatachristi Re: nerwy na jazdach 20.11.08, 12:05
          Gość portalu: memiszka napisał(a):

          > Dzięki bardzo mam nadzieję ze będzie lepiej że mój instruktor się
          > nie załamie i będzie chciał dalej mnie uczyć :)
          Jak mój się nie załamał to Twój również wytrzyma :)
          • Gość: staś Re: nerwy na jazdach IP: *.idc.net.pl 20.11.08, 20:36
            Memiszko, przecież to dopiero pierwsze jazdy. Instruktor jest na miejscu, zawsze
            możesz mu przecież powiedzieć, ze coś Cię denerwuje. I jak pisze mdrive,
            instruktor stopniuje trudności.
            Zastanów się co Cię denerwuje.
            1.To, ze nie umiesz jeszcze dobrze posługiwać się urządzeniami w pojeździe?
            Spytaj, poćwicz i ćwicz jak najwięcej.
            2. To,że brak Ci czasu na podjęcie decyzji, a wcześniej zobaczenie wszystkiego?
            Zastanów się dlaczego tak się dzieje? I są dwa wyjścia:
            - na początek jedź wolniej, będziesz miała więcej czasu. I na razie po drogach o
            bardzo małym ruchu.
            - ucz się patrzeć jak najdalej. Zanim dojedziesz do tego miejsca, masz czas na
            zastanowienie. Jak uważasz, że nie zdążysz, zwolnij, dodasz sobie czasu.
            Zwykle robimy na początku ten błąd, ze patrzymy blisko, że chcielibyśmy
            widzieć koła, albo sprawdzamy czy koło kierownicy jest prosto ustawione. A to
            jest niepotrzebne i niepotrzebnie się spinamy i oczywiście denerwujemy. Ważne,
            żeby widzieć gdzie auto jedzie i czy mamy czas na podjęcie decyzji.
            P.S.
            Oczywiście skręty trzeba wyćwiczyć. Nikt tego nie umie sam z siebie.
            Każdy kiedyś zaczynał. Dasz sobie radę !!
            • kamaz76 Re: nerwy na jazdach 27.11.08, 09:54
              dodam jakby to nie było wyczerpująco ukazane w mojej relacji,że wszystkie
              manewry na drodze były dla mnie trudne, wszystkie.Nie tylko ten pas
              ruchu.Zakręcanie,zmiana biegów, jazda w korku,samochód mi gasł co rusz. Teraz
              sama się temu dziwię bo to naprawdę proste już jest.A było na początku i potem
              nie do przeskoczenia.Przyzwoicie tyle o ile zaczęłam jeździć ok 25 godziny jazdy.
    • kamaz76 moje doświadczenie stresu podczas kursu prawka 27.11.08, 09:32
      Omiszka i piszę to także do wszystkich innych strwożonych swoimi niepowodzeniami
      w nauce jazdy, spokojnie, wszystko w swoim czasie stanie się łatwe i
      odruchowe.To co opowiadasz o sobie nie jest jakieś dziwne, odosobnione.Znam to z
      autopsji. Tak wiele osób ma.ZAPEWNIAM.

      Ja teraz to mogę mówić już z wielką pewnością bo mimo swojej podobnej natury
      zaczynając kurs w kwietniu zdałam egzamin kilka dni temu 22 listopada i jestem
      przeszczęśliwa!!!
      Wiesz jestem przekonana, że nie koloryzuję- mówiąc o sobie, że mam osobowość
      bardzo niedostosowaną do bycia wyluzowaną na drodze, nie mam głowy technicznej,
      mylę często kierunki- do tego stopnia, że na egzaminie miałam napisane na
      rękach, która moja ręka jest prawa, która lewa bo inaczej mogło być różnie ze
      zrozumieniem poleceń. Przy 3 lekcji jazdy z instruktorem gdzie ćwiczyliśmy na
      okrągło pas ruchu a ja nie byłam w stanie tego zrobić za chiny ludowe,
      dowiedziałam się od wyczerpanego od tłumaczenia instruktora, że raptem 1góra 2
      osoby na cały kurs gdzieś 30 osobowy mają aż tak duże problemy jak ja z tym
      manewrem. Dodatkowo jestem mega panikarą i szaleństwo gubiło mnie do ostatnich
      jazd. Mój instruktor, wspaniały facet z dużymi umiejętnościami pedagogicznymi,
      stopniujący trudności,akceptujący moje dziwne zachowania na drodze, ludzki i
      opanowany mówił mi dlatego około tej 29 jazdy, że ja w sumie już umiem jeździć i
      jest szansa zdania za pierwszym razem ale, że mam problem ze sobą- bywam tak
      nieobliczalna w stresie , że sama mogę sobie to sama udaremnić przez
      panikowanie, pośpiech i wyłączanie myślenia. I tak było. Zdałam dlatego dopiero
      za 3 razem gdy zrozumiałam mocno, że moja natura nerwusa utrudnia mi sprzedanie
      moich realnych umiejętności.Wszystkiego dałam radę się nauczyć i jazdy po bardzo
      ruchliwym mieście, i pasa ruchu, który robię już bardzo dobrze i ruszeniu z
      ręcznego i parkowań i zawracań itd. Zdałabym już za drugim, brakowało mi
      zaledwie 10 minut do końca egzaminu gdy skopałam sprawę i czując, że już
      niebawem koniec stresu ruszyłam bezmyślnie na czerwonym świetle.
      Wzięłam poza obowiązkowymi 30 jazdami bezpośrednio przed 3 egzaminami w sumie z
      20 dodatkowych jazd,żeby wyrobić w sobie automatyzm, pewność zachowań, oswoić
      się z drogą, żeby wyeliminować najdrobniejsze błędy.Początki jak widzisz były
      trudne,spięte, nerwowe, niepewne, nieobliczalne. Instruktor w ciągu 30 godzin
      moich jazd tylko z 2 lekcji był zadowolony zupełnie a tak popełniałam tyle
      błędów, że musiał doszukiwać się drobnych sukcesików by móc chwalić.Byłam jednym
      z bardziej opornych w nauczeniu kursantów.
      Po prostu nie wierzę, że są osoby niewyuczalne, nie wierzę, że osoby silnie
      stresujące się i robiące głupoty na drodze mają zamkniętą drogę do otrzymania
      prawka, i że im jednym nie uda się zakończyć jazd sukcesem otrzymania prawka bo
      ja taka byłam, jestem z natury a prawko mam.
      Napiszę jeszcze coś demaskując siebie.
      Wyobraź sobie, że byłam takim kłębkiem nerwów,od tej 25 czy którejś tam jazdy
      czując potworny stres z powodu zbliżającego się już wielkimi krokami terminu
      egzaminu praktycznego, że żyłam na lekach przeciwwymiotnych bo mdłości takie, że
      haftowanie tuż, tuż dopadały mnie wszędzie w autobusie, w samochodzie z
      instruktorem. Jeździłam z nim z przygotowanym woreczkiem w kieszeni, żeby jak
      nie będę mogła wybiec z samochodu, nie zwymiotować na niego jakby co. Słowem
      miał się ze mną.
      A przeżyłam to wszystko,1, 2, 3 egzamin,egzaminy wewnętrzne, praktyczne, już nie
      pamiętam tego co mnie przerastało ,już nie pamiętam wylanych łez, czarnych
      myśli, swojej niewiary w siebie. Egzaminatorzy okazali się bardzo mili i ludzcy,
      podsumowali mnie tak parafrazując ich wypowiedzi, "widać że umie pani
      jeździć,wykonuje pani trudne manewry prawidłowo, tylko trochę więcej spokoju".
      Czekam w tej chwili z utęsknieniem na dokument prawa jazdy , molestuję męża o
      samochód bo już nie mogę doczekać się możliwości jeżdżenia po Gdańsku
      samodzielnie i własnym autkiem. Jazda to dla mnie w tej chwili gdy już nie muszę
      myśleć o tym egzaminacyjnie - jedna z bardziej zajefajnych czynności, które mogę
      robić.Uwielbiam jeździć samochodem, naprawdę:)
      • elizelka Re: moje doświadczenie stresu podczas kursu praw 27.11.08, 13:56
        Witam sąsiadkę z 3miasta:) Możesz być z siebie b. dumna, dokonałaś
        dużego wyczynu, jazda po Gdańsku, hohoho... jak widzę ten ruch na
        gdańskich ulicach, to nie wiem kiedy się odważę tam pojechać:) a za
        kierownicą czuję się pewnie (narazie w swoim mieście:))
    • getic Re: nerwy na jazdach 27.11.08, 10:24
      Może metoda "zimny łokieć" nie jest specjalnie dobra - bo reumatyzmu
      można dostać, ale też nie ma co ściskać kierownicy. Sok z niej nie
      poleci, zapewniam cię :) Nie słyszałem też o gangu porywaczy
      kierownic, więc nie musisz jej ściskać także z tego powodu.
      Mądrzy ludzie tak skonstruowali samochód, który prowadzisz, że da
      się skręcić nawet jednym, damskim paluszkiem. Nie musisz muskułów
      sobie wyrabiać za pomocą tego śmiesznego kółka...

      Jeśli ma ci to pomóc, to zdradzę ci kilka moich myśli z czasów
      pierwszych jazd:

      Rozejrzyj się wokół, choćby czekając na zielone: ci wszyscy ludzie
      za kierownicami samochodów dookoła też ruszali "kangurami", mylili
      sprzęgło z hamulcem, wrzucali trójki ruszając i robili jeszcze masę
      innych głupot. A teraz zobacz jak ładnie (no, niektórzy...) jeżdżą.
      Też tak już niedługo będziesz jeździła. Może nawet lepiej, a na
      razie wyluzuj. Guma do żucia pomaga utrzymać nonszalancki wygląd :)

      Inni kierowcy mają większy stres z tobą niż ty z nimi. Ty
      przynajmniej z grubsza wiesz czego się po nich spodziewać, a oni? :)
      I wiesz co? Ty się jeszcze możesz mylić bezkarnie. Później, po
      egzaminie już nie :) Czyż nie jest to świetny powód do wyluzowania?

      Co więcej - po twojej prawicy siedzi ktoś, kto jest żywotnie
      zainteresowany tym, abyś go nie zabiła, i nie zniszyła jego
      narzędzia pracy. On wie jak przeżyć, zaufaj mu :) No i wyluzuj....

      Przy "kosmicznych" prędkościach osiąganych na jazdach, to się
      naprawdę trzeba starać, żeby sobie zrobić krzywdę, więc nie spinaj
      się także z tego powodu. Wyluzuj.

      Gdybyś (czego ci naprawdę nie życzę) zaparkowała komuś w bagażniku -
      no cóż, po prostu mówisz grzecznie "przepraszam" i się uśmiechasz.
      Nie twój problem. No bo co? Punkty karne ci doliczą z wyprzedzeniem?
      Nie doliczą, wyluzuj...

      Nerwy chowasz do torebki wsiadając do samochodu. Obowiązuje luz i
      kontrolowana niedbałość w ruchach. Delikatnie. Spokojnie. Nie wiem
      czym jeździsz, ale na pewno nie jest to stary Jelcz, gdzie skręt
      wymagał łapy Pudziana. Tu się nie trzeba spinać, bo to i tak nic nie
      da. To balet, nie walka pięściarska. Ciesz się jazdą - przecież nie
      jesteś na kursie z łapanki ani wyroku sądowego, prawda? Rozpoczynasz
      zajęcia z nastawieniem: Jestem w tym naprawdę dobra - tylko jeszcze
      o tym nie wiem. (Czyli jak mawiają hiszpanie: I am the best, and
      fu.ck the rest). Ulica jest twoja, ak samo jak innych jeżdżacych po
      niej. Potrzebujesz tylko odrobiny doświadczenia. A ono przyjdzie
      samo, uwierz mi na słowo :)
      No ale przede wszystkim: wyluzuj... :)
      I powodzenia.
      • andzia_32 Re: nerwy na jazdach 27.11.08, 11:05
        do kamaz76
        Czytam wszystkie wypowiedzi na ten temat, ja mam ten sam problem, nerwy i
        jeszcze raz nerwy mnie gubią, choć mam juz za sobą 25 jazd mogę powiedzieć ze
        jeździ mi sie w sumie okej, ale jak zdarza sie sytuacja ze trzeba szybko
        zareagować wtedy stres, panika wyłączają moje logiczne myślenie, może faktycznie
        mam problem z patrzeniem z daleka???tzn czasem coś przeoczę jakiś znak, jak
        sobie z tym poradzić??
        to nie jest tak że sie nie nadaję do jazdy ale w nerwach człowiek popełnia
        głupie błędy, ciekawe co zrobię na egzaminie??
        Mój instruktor stwierdził ze jestem jeszcze niesamodzielna, wieć na pewno czeka
        mnie dokupienie jazd,
        ja już mam samochód stoi w garażu i czeka na mnie aż będę jeździć, jak to
        pięknie będzie usłyszeć egzamin zaliczony!!
        • Gość: gość Re: nerwy na jazdach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.08, 11:23
          Proponuję dokupić duuużo godzin na doszkolenie i bedzie dobrze.
      • Gość: omiszka Re: nerwy na jazdach-już jest troszkę lepiej :) IP: *.chello.pl 27.11.08, 15:31
        Dzięki za miłe słowa :) wszystko się zaczeło od tego że na moich
        jazdach początkowych panowała nerwowa atmosfera w samochodzie ale ja
        grzecznie zwróciłam uwagę że proszę o spokój i było obrażenie pana
        instruktora ale chyba to sobie przemyślał bo była (i jest) 100%
        zmiana. Różnie to bywa w 1 dzień idzie mi w miarę dobrze a potrafię
        też mieć zaćmienie umysłu i gaśnie mi przy ruszaniu samochód i
        wszystko mi idzie opornie :) ale ogólnie już jest krok do przodu.
        Tylko nie umię się pozbyć kurczowego trzymania kierownicy :) do 30-
        tki brakuje mi jeszcze 21 z obstawą (jazd)i wtedy zobaczę ile
        jeszcze dokupię. Będzie dobrze nie poddam sie będę się uczyć .
        jeszcze raz Dziękuje

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka