princessofbabylon
07.01.09, 13:05
Czy ktoś tak miał jak ja, czy ja jestem nienormalna?? Dzisiaj
wyjeżdżę 12 godzinę, jazdy mam za godzinę i co chwilę latam do
kibla, brzuch mnie z nerwów boli, nie wiem co się stało. Nie mogę
powiedzieć, że umiem jeździć, no bo co to za jazda po 10 godzinach,
ale tym się nie denerwuję aż tak bardzo. Bardziej chodzi o instr. On
jakoś nie umie żarotwać z moich błędów, no czasem, ale głównie jest
tak, żę podnosi głos. Ja mu kiedyś zwróciłam ueagę, to powiedział,
że on tylko dosadnym tonem mówi. Na początku się śmiałam z tych jego
wrzasków, ale teraz do śiechu mi mie jest. Po ostatnich jazdach źle
się czułam, ryczec mi się chciało. Na końcu już jeździłam ze łzami w
oczach, chciałam mu cośpowiedzieć, ale płakać mi się chciało i nie
mogłam słowa wykrztusić. Koleżanka mówi, że na niej te krzyki nie
robiły wrażenia, ona się śmiała, ale ja mam widocznie inny
charakter, nie potrafię tak. Idę na każdą jazdę z taką nadzieją, że
mozę teraz nastąpi przełom i zacznie mi się podobać cała ta jazda (
bo szczerze nie bardzo mi się to teraz widzi ), ale on powoduje, ze
skutek jest odwrotny. I nie obawaim się braku umiejętności tylko
właśnie tego, że on tym krzykiem spieprzy całe moje pozytywne
podejście, które staram się budować powoli.
On jest fajny, jako człowiek, ze śmiechem na początku mi wszystko
tłumaczył, ale teraz jakoś przestało mnie to bawić... :/
Mam nadzieję, że dziś będzie ok.
Miał ktos może tak jak ja, że w połowie takie jakieś głupie nerwy
dopadły?? :(