mamalgosia 27.09.09, 18:36 Jakie widzicie plusy, a jakie minusy wszelkiego rodzaju konkursów, zawodów, olimpiad, szeroko pojętej rywalizacji? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
verdana Re: konkursy, rywalizacja 27.09.09, 19:06 Olimpiad szkolnych prawie same plusy, o ile to dziecko samo jest zainteresowanei chce, a nie rodzice zmuszają, traktujac olimpide jako wstepny egzamin do liceum czy na studia. Niestety, trochę się to wyrodzilo - coraz mniej jest dla pasjonatow, a coraz bardziej dla dobrze nauczonych, to nie to samo. Zawody sa dobre, bo ucza samozaparcia, pracy nad sobą - zle o ile celem uprawiania sportu nie jest juz po prostu przyjemność, a tylko zwyciestwo. Niestety, to nastawienie części trenerów. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: konkursy, rywalizacja 27.09.09, 19:11 verdana napisała: > Olimpiad szkolnych prawie same plusy, Zwłaszcza, że w olimpiadach i konkursach przedmiotowych nie ma tak naprawdę rywalizacji (a przynajmniej nie było za "moich czasów"), bo każdy ściga się sam ze sobą i wiele równie dobrych osób może zająć pierwsze / drugie / trzecie miejsce. Dla mnie była to świetna możliwość takiego wgryzienia się w konkretny przedmiot, zobaczenia bardziej zaawansowanych poziomów niż w podręczniku (historia) czy indywidualnej pracy z nauczycielem (chemia). Odpowiedz Link
mamalgosia Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 08:45 verdana napisała: >Olimpiad szkolnych prawie same plusy, o ile to dziecko samo jest >zainteresowanei chce, a nie rodzice zmuszają, traktujac olimpide >jako wstepny egzamin do liceum czy na studia. Niestety, trochę się >to wyrodzilo - coraz mniej jest dla pasjonatow, a coraz bardziej >dla >dobrze nauczonych, to nie to samo. Mam inne obserwacje: olimpiady z przedmiotów ścisłych przynajmniej nie są ani dla jednych ani dla drugich. Z fizyki i z chemii już od kilku lat polegają na wybraniu jakiegoś zagadnienia z programu studiów wyższych, jakiś wyrwany szczegół, niepotrzebny nikomu i niczemu. Owszem, głęboki naukowo. Nie wiem nawet czy nazwać to wysokim poziomem, raczej nazwałabym to poziomem dziwnym. Moich uczniów to demotywuje. Pamiętam też konkurs w Pałacu młodzieży w Katowicach - w którym 3 pierwsze miejsca zajęłu osoby chodzące na kółko w tym właśnie pałacu. Też dziwnie. >Zawody sa dobre, bo ucza samozaparcia, pracy nad sobą - zle o ile >celem uprawiania sportu nie jest juz po prostu przyjemność, a tylko >zwyciestwo. Niestety, to nastawienie części trenerów. A czy uprawianie sportu wyczynowego nie wymaga zbyt wielkich poświęceń? Odpowiedz Link
mama_kasia Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 14:22 > Zawody sa dobre, bo ucza samozaparcia, pracy nad sobą - zle o ile > celem uprawiania sportu nie jest juz po prostu przyjemność, a tylko > zwyciestwo. Niestety, to nastawienie części trenerów. Do tego dodałabym jeszcze, że trudno być takim rekreacyjnym sportowcem. Trudno odnaleźć się w klubie sportowym (a inne miejsce do uprawiania wybranego sportu z kolegami ciężko znaleźć) chłopakowi, który nie widzi się jako sportowiec, który nie chce ciężko trenować, aby osiągnąć jak najlepsze wyniki, który po prostu chce rozwijać sprawność fizyczną, być z kolegami, poza szkołą i cieszyć się nowymi umijętnościami. Odpowiedz Link
azile.oli Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 17:28 Bardzo trudno jest być rekreacyjnym sportowcem. Nikt nie traktuje go poważnie, ani trener, ani koledzy. Kiedy się zb liżaja zawody jest odsyłany na obrzeża boiska, bo nie startuje i ''nie jest rozwojowy''. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 21:35 No właśnie ...Chyba, że jest odporny, wie, czego chce, chyba, że ma fajnych, zaufanych kolegów, chyba że trener zgodzi się, żeby taki był. Taki model mam nadzieję da się wypracować. Odpowiedz Link
ula27121 Re: konkursy, rywalizacja 27.09.09, 19:32 mamalgosia napisała: > Jakie widzicie plusy, a jakie minusy wszelkiego rodzaju konkursów, Brałam udział w "krasomówczym". Zawsze lubiłam występować zatem miałam z tego osobistą przyjemność. Ostatni etap był w Golubiu Dobrzyniu poznałam tam wiele ciekawych osób. Uwielbiam poznawać ludzi, uczę się od nich bardzo wiele, a tam trafiłam na naprawdę ciekawych. > zawodów, Kojarzą mi się ze sportowymi. Nie lubiłam. Widzę same minusy. Dla mnie ogromny stres. olimpiad, Miałam przyjemność brać udział. Traktowałam to jednak bardzo indywidualnie, jako zdobywanie wiedzy, która przyda mi się w egzaminach na studia. Każda wiedza jest warta wysiłku, w czasie olimpiady można ją sprawdzić- to plus. szeroko pojętej rywalizacji? Rywalizacji ogólnie nie lubię, zatem trudno mi zauważyć tu jakieś plusy...mnie rywalizacja nie mobilizuje, wpływa wręcz paraliżująco. Wiem jednak, że są osoby które ona "nakręca", pobudza do działania, wpływa na efektywność ich pracy. U mnie niestety jest odwrotnie. Ostatecznie znów dochodzę do wniosku, że sprawę należy rozpatrywać indywidualnie.....tylko, że ja zawsze dochodzę do takiego wniosku, nie jest to zbyt konstruktywne... Odpowiedz Link
mamalgosia Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 08:47 Według mnie poruszyłąś ważną sprawę: poznawanie ludzi, których to samo pasjonuje. Bo ktoś interesujący sie czymś naparwdę dogłębnie może czuć się w swoim środowisku jakoś wyobcowany. A tu spotyka osoby, które lubią to samo. A o rywalizacji mam takie zdanie jak Ty Odpowiedz Link
anik801 Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 08:52 Są konkursy mające plusy i takie,które według mnie mają tylko minusy. Jakie są plusy konkursu małej miss?Dla mnie to straszne co rodzice robią z tymi kilkuletnimi dziewczynkami!Zdrowa rywalizacja na pewno ma sens.Czy w sporcie,czy w nauce jeśli nie jest to "za wszelką cenę" na pewno nie zaszkodzi.Tylko z zdrowej rywalizacji może przerodzić się w obsesję.Dochodzą wtedy wspomagacze,psychika siada i można sobie zrobić dużo krzywdy.Wszystko jest dobre,jeśli jest z umiarem. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 08:58 anik801 napisała: > Są konkursy mające plusy i takie,które według mnie mają tylko minusy. > Jakie są plusy konkursu małej miss? A co myślisz o konkursach dużej miss? Odpowiedz Link
anik801 Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 09:14 Nie interesują mnie i nie oglądam.Różnica jest taka,że tu decydują już same dorosłe kobiety o udziale.W małej miss są to często jakieś idiotyczne pragnienia matki.Ogladałam dokument o wyborach małej miss w Stanach(tam bardzo popularne)dla mnie po prostu straszne!Widok kilkulatki depilującej nogi,z wałkami na głowie i tipsami,a mamuśka robi jej makijaż.No nigdy bym nie zmusiła do tego dziecka.A potem jaka tragedia rodzinna jak dziewczynka zdobywa tytuł vicemiss.Co do wyborów "dużej" miss.Dla mnie to trochę tak jak pokazywanie bydła na targu-które lepszeOcena jest subiektywna(myślę,że często są to układy).Po ulicach chodzi mnóstwo piękniejszych dziewczyn.Ja nawet gdybym była super piękna nie brałabym udziału w czymś takim.Nie chciałabym,by moja córka brała udział nawet jako dorosła. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 09:19 anik801 napisała: > Nie interesują mnie i nie oglądam.Różnica jest taka,że tu decydują > już same dorosłe kobiety o udziale. Oczywiście, że jest to różnica. Ale mimo wszystko - czy taki konkurs dorosłych Miss jest dobry czy zły? Czy obojętny moralnie? >Po ulicach chodzi mnóstwo piękniejszych dziewczyn. Nie wiem, cyz piękniejszych, ale rzeczywiście pięknych jest dużo. A jakby je jeszcze "zrobić" >Ja nawet > gdybym była super piękna nie brałabym udziału w czymś takim.Nie > chciałabym,by moja córka brała udział nawet jako dorosła. Właśnei ja też bym nie chciała. Targowisko próżności? Odpowiedz Link
ula27121 Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 09:39 mamalgosia napisała: > Ale mimo wszystko - czy taki konkurs dorosłych Miss jest dobry czy > zły? Czy obojętny moralnie? Według mnie głupi. Odpowiedz Link
anik801 Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 09:43 Piękno to subiektywne odczucie.Moja córka ma być piękna dla tego jedynego,który ją pokocha.Nie musi być piękna dla bandy śliniących się facetów.Nie chcę by chodziła po ulicy z wywalonymi cyckami,po to by się podobać.Jeśli ktoś oceniać ją będzie przez pryzmat długości nóg i rozmiaru biustu to nie jest wart jej uwagi.Piękno to coś więcej niż pokazywanie tyłka. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 09:52 No wiesz, mąż ma żonę kochać nie tylko nei za długość nóg, ale także nie za wygraną olimpiadę języka polskiego w 6 klasie. Czyli umysłowe konkursy ok, a cielesne nie? Odpowiedz Link
anik801 Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 11:14 Dla męża żona ma być piękna niezależnie od długości nóg.Ma być piękna za całokształt!A konkursy cielesne uważam za głupotę.Rywalizacja zaczyna się już w przedszkolu i czasem nie wiem,czy rywalizują dzieci,czy ich mamy?Niektóre dziewczynki przychodzą ubrane jak barbie,do tego fryzura ze stu warkoczyków i wymalowane paznokcie.To nic,że ta czterolatka nie może sobie poradzić w toalecie,bo ma dziwny strój.Mama jest dumnaA te wszystkie konkursy na balu w przedszkolu-wybieramy króla i królową.I dlaczego zawsze wygrywa panną przypominająca mini Barbie?Dlaczego nie wygra dziewczynka w przebraniu kota?No i matki kupują suknie karnawałowe 200zł za sztukę.No przecież córka musi być królową!Dla mnie to dziwne.Moja córka też lubi się bawi w księżniczki,ale czasem zaciera się granica.Na codzień nie mam problemów i awantur o strój.Co jej naszykuje,to zalózy i są to ubrania wygodne i funkcjonalne.Komu ona ma się podobać?Nauczycielce?A potem jest problem,bo dziewczynka nie wie jak usiąść na podłodze,bo sukienka się pobrudzi.Gdzieś się to wszystko zaczyna.Coś sprawia,że dziewczęta marzą o tym,by wyglądąć jak modelki. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 11:15 No, gdybym ja miała córkę, to bym ją dopiero stroiła Odpowiedz Link
anik801 mamalgosia 28.09.09, 11:25 JasneMalowałabyś czterolatce paznokcie i oczy?Proszę nie mów,że tak Odpowiedz Link
mamalgosia Re: mamalgosia 28.09.09, 11:45 No nie, ale jakie fryzury bym wymyślała! I sukienki kupowała! Czasem myślę, że Bóg przejrzał moje zamiary i dlatego moje Dzieci mają siusiaki... Odpowiedz Link
atama Re: mamalgosia 28.09.09, 12:32 Taką miałam satysfakcję, kiedy różowa-od-stóp-do-głów 10-latka z wakacji spędzonych z nami wróciła w dżinach, brązowych traperach, żółtej koszulce i z czerwonym plecaczkiem. Nie miała na sobie nic różowego! )) I mnie Pan przejrzał i dał syna zamiast córki... Odpowiedz Link
ula27121 Re: mamalgosia 28.09.09, 12:34 O! To już wiem dlaczego ja mam córkę ( trampki i szarobura sukieneczka ze sztruksu) Odpowiedz Link
mamalgosia Re: mamalgosia 28.09.09, 12:44 Ale Pan jednak nie wszystkich przejrzał, skoro te wybory małych miss jednak istnieją. I bez wyborów co prawda, ale rewie mody np podczas I Komunii Św. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: mamalgosia 28.09.09, 12:43 Przy różowym bym się nie upierała. Równie ślicznie wygląda błękit czy groszek. I biel. A ten zestaw dżinowo-traperowy też cudny dla dziewczynki! I takie zestawy by miała (nie wiem jak bym na to zarobiła, no trudno, sama bym musiała chodzic naga) Odpowiedz Link
mama_kasia na różowo 28.09.09, 14:16 > Taką miałam satysfakcję, kiedy różowa-od-stóp-do-głów 10-latka z > wakacji spędzonych z nami wróciła w dżinach, brązowych traperach, > żółtej koszulce i z czerwonym plecaczkiem. Nie miała na sobie nic > różowego! )) ...Właśnie sobie patrzę na taką "różową" 6-latkę Ona tak ma od zawsze, i na pewno nie po mnie i na pewno nie jest przykładem jej starsza siostra. Ona po prostu tak ma, sama z siebie! ...Aż się za głowy łapiemy. Odpowiedz Link
anik801 Re: na różowo 29.09.09, 08:58 Tu nie chodzi o kolor.Moja też lubi różowy.Myślę,że dziewczynki na pewnym etapie tak po prostu mają.Przecież można założyć coś z różem- niech już maMi chodzi raczej o brak umiaru.Dziecko ma niewygodne obcisłe spodnie(koniecznie z cekinami),obcisłą bluzeczkę również świecącą,tenisówki koniecznie ze złotą nitką.Do tego fryzura jak na bal,pomalowane paznokcie i usta błyszczykiem.Ta czterolatka woła mnie do toalety,bo nie potrafi ani tych spodni zdjąć,ani założyć.Moja córka ma zakładane spodnie dresowe-ładne,ale nie do przesady.Nie musi nikogo wołać,nie musi się szarpać.A jak zakładam jej spódniczkę,to z pewnością nie jest to obcisła mini krępująca ruchy.Niektóre matki nie mają po prostu wyobraźni. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: na różowo 29.09.09, 09:18 Tak, tak, rozumiem Z drugiej strony (o innej sprawie piszę) niekoniecznie pod wpływem matki jest dziewczynka, która uwielbia się stroić, malować paznokcie, kremować się, błyszczykować. Jest mała. I taka mama zaskoczona sytuacją coś z tym robi. No więc ja jako mama takiej dziewczynki (a starsza jest inna) pozwalam jej od czasu do czasu na szał paznokciowy, na pomadkę ochronną (ale jednak różową i błyszczącą) do kościoła (bo to odświętny moment dla niej ) I generalnie próbuję jakoś ten jej szał hamować, kształtując gust, mówiąc o sytuacjach kiedy dopuszczalne, a kiedy nie. Ona momentami jest bardziej zadbana ode mnie ))) Mając taką córkę przychylniej patrzę na dziewczynki jej podobne. Co kiedyś wydawało mi się przesadą, teraz rozumiem Odpowiedz Link
anik801 Re: na różowo 29.09.09, 09:47 Moja też jak widzi u koleżanki pomalowane paznokcie to pote mi jęczyCzasem pozwalam jej raz kiedyś poprzebierać się.Tylko mówię,że to jest zabawa i że do szkoły tak chodzić nie będzie.U mnie to się zaczęło również pod wpływem bajek-barbie,księżniczki itd.Czasem jak jest u mojej mamy,to ona pozwala jej w ramach zabawy "we fryzjera"pomalować usta(choć nie wiem co ma fryzjer do tego).Jednak nie ma mowy żeby poszła wymalowana do szkoły! Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 22:15 anik801 napisała: > Jeśli ktoś oceniać ją będzie przez pryzmat długości > nóg i rozmiaru biustu to nie jest wart jej uwagi.Piękno to coś > więcej niż pokazywanie tyłka. Wiesz, nie podoba mi się ton w jakim piszesz. Tak jakby posiadanie dużego biustu i długich nóg było moralnie gorsze od małych piersi i krótkich nóg. A z drugiej strony jakby odrzucasz element fizycznego pociągu między kobietą a mężczyzną jako coś z zasady zdrożnego. IMHO nawet w zdrowym i kochającym się małżeństwie, zona powinna się podobać mężowi. Nikt jej nie zechce, jeśli będzie myślał, że dziewczyna jest niezgrabna i nieatrakcyjna. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 22:47 Nikt jej nie zechce, jeśli będzie > myślał, że dziewczyna jest niezgrabna i nieatrakcyjna. Tylko do tego zdania chciałabym się odnieść A to z powodu grubych łydek i olbrzymiej chudości, która była moim udziałem w czasach zakochania się we mnie mojego męża, który widział, że jestem niezgrabna i chuda, chociaż atrakcyjna Więc z tą niezgrabnością i atrakcyjnością różnie może być )) Na szczęście różnym mężczyznom podobają się różne kobiety Zarówno płaskie jak deski jak i te z dużym biustem. Czasami działa uroda, a czasami zupełnie coś innego. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 23:11 mama_kasia napisała: > Nikt jej nie zechce, jeśli będzie > > myślał, że dziewczyna jest niezgrabna i nieatrakcyjna. > > Tylko do tego zdania chciałabym się odnieść > A to z powodu grubych łydek i olbrzymiej chudości, która > była moim udziałem w czasach zakochania się we mnie mojego > męża, który widział, że jestem niezgrabna i chuda, chociaż > atrakcyjna czyli jednak atrakcyjna > Więc z tą niezgrabnością i atrakcyjnością różnie > może być )) Na szczęście różnym mężczyznom podobają się > różne kobiety O to mi chodzi. Owszem cechy fizyczne mogą być różne, ale jednak kobieta musi się mężczyźnie podobać (i vice versa). I nie ma nic złego w odpowiednim eksponowaniu i poprawianiu swojego wyglądu tak, żeby to podobanie zwiększyć. Sama dusza nie wystarczy, żeby znaleźć męża. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: konkursy, rywalizacja 29.09.09, 09:08 Nie wiem, czy sama dusza nie wystarczy, ale za pielęgnowaniem piękna w sobie (wewnątrz i na zewnątrz) jestem jak najbardziej A mój mąż mówi (już to kiedyś pisałam), że chrześcijnaka to już w ogóle powinna być zadbana Owszem cechy fizyczne mogą być różne, ale jednak kobieta musi > się mężczyźnie podobać (i vice versa). No coś ich musi do siebie przyciągnąć ...Ale to podobanie się na zaskakujących zasadach się odbywa )) Odpowiedz Link
anik801 magdalaena! 29.09.09, 09:10 Jasne,że masz rację.Chodziło mi 0o to,że nie chcę,aby była przedmiotem seksualnym.Zauważ co dzieje się w tv i w gazetach.Wszędzie seks,wszędzie chude modelki z dużym biustem- reklamy są tego pełne.Każda kobieta ma inną budowę i chyba każda ma w sobie coś fajnego.Niestety promowane są tylko "super laski".To jasne,że żona powinna pociągać męża i odwrotnie.Mi chodziło bardziej o to,że nie chcę aby ktoś gwizdał zxa nią na ulicy.Miłość chyba raczej nie bierze się od spojrzenia w dekolt.I to nie jest wcale tak,że niezgrabnej nikt nie zechce.Ty myślisz,że ma krzywe nogi,a dla niego jej nogi są piękne.Znam takie pary.Wierzcie mi,gdybym Wam pokazała zdjęcia i napisała ile te kobiety mają lat,to byście nie uwierzyły!Ja sama byłam przekonana,że to babcia przyprowadziła dziecko-a to była mama.I jakoś są ze sobą już 10lat,mają dzieci i są szczęśliwi.jest jeszcze coś takiego jak przyzwoitość.Można mieć duże lub małe piersi i można być kobietą z klasą,a można być też taką, która ubiera się jak ulicznica,po to tylko by się za nią oglądano.Wierz mi,że małe piersi też można "wywalić".Po prostu nie mogę patrzeć jak 15latka idąca po ulicy wygląda jak panienka z rozkładówki.Chyba nie szuka męża w tym wieku Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: magdalaena! 29.09.09, 09:19 anik801 napisała: > Wszędzie seks,wszędzie chude modelki z dużym biustem- Ja raczej patrzę i widzę kobiety w fatalnie dobranych stanikach. > Mi chodziło bardziej o to,że nie chcę aby ktoś gwizdał za nią na ulicy. Ale czy to naprawdę jest kwestia ubrania i zachowania dziewczyny, a nie chamstwa tych gwiżdżących ? > I to nie jest wcale tak, że niezgrabnej nikt nie zechce. Tak Ci się tylko wydaje, bo Tobie się udało. Mnie nie i uważam, że jako nastolatka czy studentka powinnam była poświęcać więcej uwagi swojemu wyglądowi zewnętrznemu. I dlatego uważam za szkodliwą propagandę tez typu "wartościowa dziewczyna nie musi uganiać się za chłopakami i tak znajdzie wartościowego mężczyznę" Odpowiedz Link
anik801 Re: magdalaena! 29.09.09, 09:41 Mi się udało-tak!I obeszło się bez dyskotek,krótkich spódniczek i przyciasnych staników Może to bardziej zależy od pewności siebie.Nie mam dużego biustu,nie mam ładnych nóg,a jednak uważam się za osobę atrakcyjną.Miałam w sobie to coś-bo mój mąż naprawdę zakochał się we mnie po pierwszych minutach naszej rozmowy.Nie musiałam mu nic pokazywaćChciałabym żeby mojej córce też się udało właśnie w taki sposób.Czasem bardziej podniecające jest to czego nie widać.Ja bym się obawiała,że na ten biust(którego zresztą nie mam)to złapię kogoś,ale chętnego tylko na krótką przygodę.Twierdzisz,że Tobie się nie udało,bo za mało uwagi poświęcałaś swojemu wyglądowi. To powiedz jak się udało mojej ciotce,która waży ponad 100kg i z trudem mieści się do auta(w rodzinie mówią,że wyglada jak potwór),a jej facet(przystojny)taką ją poznał i poślubił.Jak się udało tym wszystkim kobietom,które no cóż są przeciętne?Nie każda złapała męża na dziecko.Po prostu nie trafiłaś na faceta.To tak jak moja koleżanka (lat 30)-dziewczyna ładna i sympatyczna.Zakompleksiona totalnie niestety!Poza tym ma takie zasaday,że jak twierdzi facetów to zniechęca.A ja wierzę,że znajdzie sobie kogoś i zatańczę na jej weselu. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: magdalaena! 29.09.09, 10:17 anik801 napisała: > Mi się udało-tak!I obeszło się bez dyskotek,krótkich spódniczek i > przyciasnych staników > Może to bardziej zależy od pewności siebie. > Nie mam dużego biustu,nie mam ładnych nóg,a jednak uważam się > za osobę atrakcyjną. Ciągle mam wrażenie, że duży biust miałby być według Ciebie wyznacznikiem jakiejś atrakcyjności seksualnej. Dlaczego piszesz "duży biust, ładne nogi" automatycznie ustawiając mały biust jako swoją wadę ? Od lat bywam na Lobby Biuściastych forum.gazeta.pl/forum/f,32203,LOBBY_BIUSCIASTYCH_.html (noszę rozmiar 34GG, polskie 75K) i tam stanowczo pilnujemy unikania takiego fałszywego wartościowania w obie strony (jest też siostrzane Lobby Małobiuściastych, a "przydział" zależy wyłącznie od samopoczucia danej forumki) i używania niesympatycznych epitetów np. "płaska jak deska" "balony". > Miałam w sobie to coś-bo mój mąż naprawdę zakochał się we mnie po > pierwszych minutach naszej rozmowy. Nie musiałam mu nic > pokazywać To super. Miałaś szczęście i udało Ci się być atrakcyjną i tak. > Chciałabym żeby mojej córce też się udało właśnie w taki > sposób. Ale musisz liczyć się z tym, że się jej nie uda. Że siedzenie w bibliotece w luźnym sweterku i czekanie na księcia z bajki skończy się staropanieństwem. A na zmiany będzie już za późno, bo wszyscy fajni faceci już sobie kogoś znajdą. Odpowiedz Link
anik801 Re: magdalaena! 29.09.09, 10:42 Nie siedziałam w bibliotekach i nie nosiłam powyciąganych swetrów A dlaczego duży biust jest atutem?Zapytaj facetówZrób sondaż i zaptaj kobiet jaki chciałyby mieć biust?Czy któraś odpowie "płaski"- wątpię.Duży biust(a może żeby było sprawiedliwie średni biust)jest moim zdaniem czymś atrakcyjnym.Mały biust dzięki stanikowi też można wyeksponować.Tylko po co?Kiedyś na imprezie pracowniczej miałam sweterek z dekoltem w serek(nawet się zrymowało).Chłopak,który ze mną tańczył gapił się tylko w moje cycki.Wolałabym żeby jednak patrzył mi w oczyGdybym miała inną bluzeczkę(niekoniecznie wyciągnięty sweter)uniknęłabym tego typu sytuacji.Chcę tylko powiedzieć,że można atrakcyjnie wyglądać nie pokazując wszystkiego. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: magdalaena! 29.09.09, 11:37 Pomijając już sprawy psychologiczne i koncentrując się na kwestiach biuściastych: anik801 napisała: > A dlaczego duży biust jest atutem? Zapytaj facetów Czasami jest atutem, a czasami sprawia, że normalnie ubrana kobieta np. w pracy jest postrzegana jako erotycznie prowokująca przez sam rozmiar biustu. > Zrób sondaż i zapytaj kobiet jaki chciałyby mieć biust? > Czy któraś odpowie "płaski"- wątpię. Nikt nie odpowie "płaski", bo to nie jest określenie wielkości piersi, ale obraźliwy epitet. Ale zdziwiłabyś się, ile kobiet z większym biustem chciałoby żeby był mniejszy. Rynek operacji zmniejszenia piersi jest chyba równie duży co powiększenia. Oczywiście za większość tych problemów odpowiada nędzny asortyment naszych sklepów i ich niedostosowanie do rozmaitości figur rzeczywistych kobiet. Jeśli kobieta mojej postury czyli taka duuuża klepsydra, nie ma możliwości kupienia dobrego stanika w swoim rozmiarze i musi się zadowolić np. 90D, to prawdopodobnie będzie wyglądać fatalnie, dużo grubiej niż w rzeczywistości. Kręgosłup będzie bolał, ramiączka ciągle będą się wrzynać w skórę, biust będzie się ruszał przy byle podbiegnięciu do autobusu. Nie mówię już o niemożności kupienia normalnej bluzki koszulowej czy żakietu dopasowanego w biuście i w talii. Odpowiedz Link
verdana Re: magdalaena! 29.09.09, 12:18 A nie pomijając spraw pedagogicznych w spojrzeniu Anik jest cos, co mnie bulwersuje. Naprawdę. Patrzy ona bowiem na zwykłe, modnie ale banalnie ubrane dziewczęta wlasnie nie jak na zwykłe dziewczyny, tylko jak na obiekty seksualne. Mnie dekolt u dziewczyny, normalny, zwykły dekolt, czy mini - gdy jest modne mini - z niczym sie nie kojarzy. Natomiast Ty patrzysz na kazdą odkrytą część ciala jako prowokację, zachetę dla faceta, coś w gruncie rzeczy nagannego i nieprzyzwoitego. I to jest dla mnie znacznie bardziej nieprzyzwoite, niz ubrania dziewczyn. Naprawdę prowokuje ich tylko to, co wykracza poza obyczaj. Nikt nie sądzi, ze wyjscie na ulice w spódnicy do pół łydki jest prowokujace, nieprzyzwoite i ze tylko dlatego jakis facet może na nas zwrócic uwagę i chciec się żenić. A przecież 100 lat temu byloby to skrajnie wyzywajace zachowanie. Odpowiedz Link
anik801 verdena 29.09.09, 17:49 Nie rozumiemy się!Nie jestem za tym by nosić golfy Jak już pisałam wcześniej można wyglądać seksi,ale z klasą.Mnie bulwerują stroje typu "tirówka".No nie mów,że nie widujesz takich młodych panienek? Jasne,że bluzka z dekoltem to nie grzech,ale jeśli przy tym widać ci wyłażący sutek,to dla mnie jest to już niesmaczne.Jeśli mini jest tak krótka,że widać stringi to dla mnie to nie jest normalny wygląd! I raczej takie stroje jak dla mnie z niczym poza seksem kojarzyć się nie mogą. Odpowiedz Link
verdana Re: verdena 29.09.09, 19:22 Ale Ty nawet dekolt w serek uwazasz za "za duzy". To nie jest "tirowka", to zwykle ubranie. Panienek typu "tirowka" widuje wcale nie tak dużo. Wylażącego sutka poki żyje nie widziałam u zwyklej dziewczyny na ulicy. Wyłażące stringi nie wylaża zwykle dolem, tylko góra - mnie się to nie podoba, ale wiekszość mlodziezy tego już nie zauważa. Dla mlodych ludzi takie ubrania są czym innym, niz dla starszych. Kostki u nog kiedys się tez tylko z seksem kojarzyły. Odpowiedz Link
ula27121 Re: magdalaena! 29.09.09, 13:53 magdalaena1977 napisała: > Tak Ci się tylko wydaje, bo Tobie się udało. Ja mam męża ale nie uważam, żeby "mi się udało". Po prostu tak się ułożyło. Nic mi się nie udało....tak wyszło. Spotkałam kogoś tylko trochę wcześniej niż niektóre moje koleżanki i później niż wiele z nich. Fizycznie moja młodsza siostra jest o wiele atrakcyjniejsza niż ja ( intelektualnie też) a jest sama ( na razie). Co jej się nie udało? Odpowiedz Link
anik801 i jeszcze 28.09.09, 09:17 wybory miss nastolatek.Zgodę muszą wyrazić rodzice.Ja bym nie wyraziła. Oglądałam z ciekawości.Było to pokazywanie tych dziewczyn moim zdaniem pod kątem seksualnym.Ich stroje,fryzury i makijaż niczym z filmów dla dorosłych.15 latka zrobiona na 20latkę z wywalonymi cycami.A rodzice się cieszą,że na widowni jacyś główniarze ślinią się na widoko ich córek. Odpowiedz Link
azile.oli Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 09:47 Różne są te konkursy. O ile olimpiady moim zdaniem sporo dają, rozwijaja, to bardzo nie lubię konkursów, w których zawsze wygrywają przedstawiciele organizatora. Pojawiają się na nich pytania bardzo szczegółowe, dotyczące jakiegoś wąskiego zagadnienia, nie ma mowy, aby wygrał ktoś, kto tych pytań nie znał. Więc dla dzieci rozczarowanie, bo przekonuja się, że ktoś wygrał dzięki oszustwu, a one od początku nie miały szans. Plusem wszelkich konkursów wiedzowych jest poszerzanie tej wiedzy. Mam już trochę mieszane uczucia, gdy zwycięzca jest wyłaniany na podstawie wrażenia, jakie zrobił na komisji. Ale ogólnie, te konkursy też nie są złe, tyle, że nie dla każdego. Jeśli chodzi o zawody sportowe - moje dzieci trenuja wyczynowo i startują. Moim zdaniem tego typu zawody są bardzo dużym obciążeniem psychicznym. Ale trenując i robiąc postępy można albo startować, albo sobie odpuścić i się cofać. A wszak talentów nie należy marnować. Konkursy piękności to dla mnie wogóle nie konkursy, ale raczej wystawy. Nie wystartowałabym w takim i nie pozwoliła niepełnoletniemu dziecku, bo bez sensu jest rywalizacja z kimkolwiek na polu wyglądu fizycznego. Odpowiedz Link
mamalgosia sport 28.09.09, 09:55 Obserwuję pewnego chłopca z naszej dalszej rodziny. Jest świetny w dziedzinie sportu, którą uprawia, osiągnięcia na szczeblu krajowym, podium. Osiąga to talentem i niebywałym nakładem pracy, według mnie wręcz morderczym. Chłopiec jest jeszcze uczniem podstawówki, przed szkołą 2 godzinny trening, po szkole to samo. Na mój rozsądek nie jest to dobre. Ale wiadomo, że gdyby trochę odpuścił, to tych sukcesów by nie było. Byłby po prostu dobry, ale nie byłoby tych medali, pucharów. Odpowiedz Link
azile.oli Re: sport 28.09.09, 10:17 Tu trzeba wypośrodkować, czy wysiłek nie jest nad miarę dziecka. Żle się dzieje, gdy najważniejsze stają się te puchary, a wiem, co mówię, bo po prostu wola zwycięstwa jest bardzo duża, gdy się jest dobrym. Lepiej jest tym średnim. Może nie wygrywają, ale też nikt tego po nich nie oczekuje. Najlepszy jest na cenzurowanym, a z czasem okazuje się, żwe żeby utrzymać poziom, trzeba coraz więcej pracować. Na dodatek nie wiadomo, gdzie jest kres tych możliwości. W szkole podstawowej , w grupie dzieci, jeszcze stosunkowo łatwo można wygrywać talentem. Potem to już tylko ciężka praca. W dodadku są dyscypliny sportu, którym podporządkowuje się wszystko inne, bo wymagaja wielu godzin ćwiczeń (np pływanie), badź utrzymania wagi. I ten popłoch, że w przypadku zmiany kategorii wagowej zacznie się przegrywać. Osiągnięcia sportowe wymagają bardzo wielu wyrzeczeń. Jeden idzie w sobotę na dyskotekę, do kina - inny ma zawody. Ktoś ma ferie zimowe - ktoś inny zgrupowanie. Kolega śpi do 10-tej, drugi wstaje przed 7 i niezależnie od pogody, idzie na rozruch. Nie można nic zaplanować. Moja córka nie miała kiedy zaprosić koleżanek na imprezę urodzinową, bo cały wrzesień miała zajęty. Moim dzieciom to sprawia przyjemność, ale już od jakiegoś czasu nie żyją w taki sposób, jak ich rówieśnicy. I ja żyję inaczej. I moja rodzina inaczej funkcjonuje. I zazdroszczę tym rodzicom, którzy nie zaciskają kurczowo kciuków, gdy startuje ich dziecko. A oni zazdroszczą mnie. Ja nie startowalam w zawodach sportowych. Głównie dlatego, że byłam mało sprawna, ale też takiego stresu nie lubiłam. Moje dzieci startują. Nie lubią stresu, ale lubią wygrywać. Zresztą, one stresują się dużo mniej, niż ja. Odpowiedz Link
atama Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 10:56 Nie cierpiałam konkursów, zawodów, szeroko pojętej rywalizacji... brr... Zastanawiam się czy to nie "zasługa" płci. Syna nie chcę stawiać w szranki, ale może zabiorę mu w ten sposób coś ważnego? Na szczęście mąż przegina w drugą stronę - to daje nam szansę na normalność )) Odpowiedz Link
mamalgosia Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 11:13 Nie, to absolutnie nie ma związku z płcią. Odpowiedz Link
anik801 Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 11:23 W podstawówce byłam najlepsza w sporcie.Ciągle brałam udział w zawodach.Co mi to dało?Chyba nic.Byłam też bardzo dobra z polskiego. Miałam brać udział w olimpiadzie,ale zachorowałam i wylądowałam w szpitalu.Byłam za to beznadziejna z matmyZamiast skupić się na tym żeby podciągnąć się w tym,w czym jestem słaba,ja ciągle biegałam- jakby to miało mi coś dać.Nie zostałam sportowcem,choć miałam warunki.A nawet gdybym została to nic by z tego nie wyszło,bo mam kiepskie zdrowie.A nauczycielka wf-u ciągle wystawiała mnie na zawody,choć mój stan zdrowia był jej znany.Dla mnie drugie miejsce to była porażka,więc dawałam z siebie wszystko by wygrać.I po co? Dzieci często nie potrafią dostrzeć granicy.Dla nich albo wszystko,albo nic.Jak jest się drgim to płacz.Do wszystkiego trzeba dorosnąć,także do rywalizacji. Odpowiedz Link
atama Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 11:39 Anik, naprawdę uważasz, że nic Ci to nie dało? Nie odcisnęło się to na charakterze? Silna wola, wytrwałość, przekonanie, że pracą można osiągnąć jakieś wyniki? Odpowiedz Link
anik801 atama 29.09.09, 09:18 Nie.Charakter mam taki od urodzenia-zawsze dążyłam do celu.Te przekonania mam w sobie niezależnie od wyników.Co mi to dało? Pobiegałam,poskakałam i tyle.Potem poszłm do liceum.W pierwszej klasie też byłam najlepsza,a potem to już nie mogłam nawet ćwiczyć na w-fie.Byłam głupia!Mogłam dostać wylewu i za jaką cenę?Pobicia szkolnego rekordu?Chęć bycia najlepszym przesłania ci wszystko,nawet zdrowy rozsądek.Czasem nie jest dobrze być zbyt ambitnym. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 11:47 anik801 napisała: > W podstawówce byłam najlepsza w sporcie.Ciągle brałam udział w > zawodach.Co mi to dało?Chyba nic. A może np pewność siebie? Kondycję? Zdrowie? Zamiast skupić się na tym > żeby podciągnąć się w tym,w czym jestem słaba,ja ciągle biegałam- > jakby to miało mi coś dać. Patrz, jaki ciekawy argument! Zaniedbywanie powinności >Do wszystkiego trzeba > dorosnąć,także do rywalizacji. A nie wydaje Ci się, że dorosłość oznacza, że już żadnej rywalizacji nie potrzeba? Odpowiedz Link
verdana Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 14:10 A ja akurat się z tym "zaniedbywaniem powinnosci" nie bardzo zgodzę, szczególnie w szkole. Uwazam, ze jesli ktos ma pasję czy uzdolnienia to znacznie lpiej i dla niego - i moze nawet szerzej - dla spoleczeństwa, aby je rozwijał, niż zaniedbywal, aby byc "średni" we wszystkim. Poza tym nie mozna rozpatrywać sportu, a nawet szerzej - zainteresowan, szczegolnie dzieci tylko na zasadzie "co mi to da". W ten sposób nie warto robic praktycznie niczego - niewiele pasji "cos daje" wymiernego. A niewymierne korzysci czasami sa najwazniejsze. Odpowiedz Link
mamalgosia Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 15:12 Nie chodzi mi o to, by "z wszystkiego być przeciętnym". Ale by jednak nie zaniedbać pewnego minimum. Mamy w skzole taką klasę sportową, piłkarze nożni. Pisać nie umieją, liczyć też nie, bo oni są sportowcami przecież Odpowiedz Link
azile.oli Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 17:26 Wiesz, ale to się nazywa odpuszczaniem sobie, bo jest się dobrym sportowcem. Rozwój człowieka polega na jednoczesnym kształtowaniu umysłu i ciała. O ile rozumiem brak zdolności sportowych, to jednak coś się od tych dzieci wymaga. I tak samo jest ze sportowcami. Wyniki w sporcie nie mogą ich zwalniać z opanowania elementarnych podstaw z innych przedmiotów. I to dla siebie samych. Albo kariera sportowa się rozwinie, albo nie. Może z powodu braku pracy nad sobą, może wyczerpania możliwości rozwoju, albo z błahej przyczyny, jaką jest kontuzja. Moje dzieci trenują wyczynowo i mają spore osiągnięcia, ale daleka jestem od planowania im kariery sportowej. Aczkolwiek , kiedy dziecko jest ze wszystkiego słabe, to należy się cieszyć, że dobre w sporcie i wspierać. Ale nie na zasadzie ''po co mi matma, piłkarzem zostanę''. Odpowiedz Link
verdana Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 17:42 Ale jesli ktos jest dobry i w sporcie i w polskim i niezly w innych przedmiotach, tylko matma szwankuje - to ja jestem za opanowaniem niezbednego minimum. I tyle. Tracenie ogromnej energii na to, w czym jest się najslabszym - to chyba przede wszystkim domena szkoly. Odpowiedz Link
azile.oli Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 18:25 Oczywiście, że chodzi mi o opanowanie pewnego minimum. Nie może być po prostu tak, że taki sportowiec nic nie robi z innych przedmiotów, bo mu się po prostu nie chce. Z czegoś jest świetny, z czegoś średni czy przeciętny, a z jakichś przedmiotów słaby. I to jest normalne. Natomiast wiem, że niektórzy uczniowie w klasach sportowych po prostu sobie odpuszczają, licząc, że się nad nimi zlitują, bo przecież szkoła się nie pozbędzie medalisty. I zazwyczaj się nie pozbywa, przepycha z klasy do klasy, bo w zawodach międzyszkolnych liczą się roczniki (czasem repetent nie może startować). Wszystko zależy , jaki jest powód: brak talentu do przedmiotów ogólnych, czy zwykłe lenistwo. Odpowiedz Link
anik801 Re: konkursy, rywalizacja 29.09.09, 10:03 No niestety,ale dzieci tak do tego podchodzą(nie wszystkie oczywiście).Po co mi to czy tamto?Sama tak mówiłam-po co mi ta cholerna matma?No i rzeczywiście nie przydała się nigdy(piszę o poziomie licealnym,bo podstawy matematyki każdy znać powinien).U nas troszkę jest program przeładowany.Mój brat do tej pory wierzy w swoją karierę sportową i studia poszły w odstawkę.Jak masz jakąś wielką pasję,to twoje myśli zaczynają krążyć tyllko wokoło tego.Ja uprawiałam kiedyś bardzo intensywnie jazdę konną.I właściwie tylko to się dla mnie liczyło.Czekałam na dzwonek ostatniej lekcji,by biec na konie.Nie miałam czasu na naukę-bo konie.Oczywiście z klasy do klasy zdawałam(bo akurat to i bez nauki mogłam),ale nie walczyłam o stopnie.A teraz jako człowiek dorosły zależy mi,by na studiach mieć dobrą średnią.Potrafię wszystko pogodzić-naukę,pracę i dom. Odpowiedz Link
anik801 klasa sportowa! 29.09.09, 09:55 Mój brat chodził do takiej!No koszmar normalnie.Ci chłopcy w 80%nie powinni skończyć szkoły średniej.Ich poziom był tragiczny.No,ale za to byli świetni w nogę,więc na resztę przymykano oczy.A mój brat się bardzo cieszył z tak niskiego poziomu,bo dzięki temu był najlepszy w klasie Odpowiedz Link
atama Re: klasa sportowa! 29.09.09, 10:21 > Mój brat chodził do takiej!No koszmar normalnie.Ci chłopcy w 80% nie > powinni skończyć szkoły średniej.Ich poziom był tragiczny.No,ale za > to byli świetni w nogę,więc na resztę przymykano oczy. No i krzywdę wyrządzili tym chłopakom. Ilu z nich ma szansę żyć z piłki? Wybije się może 1-2, może żaden, a ze szkoły nie wyniosą nic więcej... Odpowiedz Link
anik801 mamalgosia 29.09.09, 09:28 Zdrowa rywalizacja moim zdaniem jest zawsze potrzeba.Starasz się robić coś lepiej i to chyba wszystkim wychodzi na zdrowie.Nie uznaję natomiast rywalizacji,która przypomina wojnę. A co do zaniedbywania powinności-tak niestety jest.Chcesz być jeszcze lepsza i idą na bok inne sprawy.Zobacz jak często nawet w dorosłym życiu odbywa się to kosztem czegoś.Moja koleżanka z pracy stara się być najlepsza,jest mega ambitna.Jak sama stwierdziła często odbywa się to kosztem jej dziecka. A co do zdrowia,to raczej mogłam je utracić niż zyskać-nie każdy może uprawiać intensywnie sport. Odpowiedz Link
katriel Re: konkursy, rywalizacja 28.09.09, 18:42 No ja sobie na olimpiadzie męża znalazłam. (Matematycznej.) To chyba plus? A poza tym - olimpiada była mi potrzebna jako obiektywny sprawdzian poziomu wiedzy i zdolności. Dzięki sukcesom w konkursach uwierzyłam, że naprawdę jestem dobra i zdecydowałam sie rozwijać w tym kierunku, zamiast wybrać "bezpieczne" studia inżynierskie. Odpowiedz Link
budzikowa Re: konkursy, rywalizacja 29.09.09, 10:20 Na początku muszę zaznaczyć, że moje wnioski o rywalizacji opieram na doświadczeniach ze sportu (traktowanego rekreacyjnie) i na nauce gry na instrumencie (no dobra, w instrumencie nie rywalizuję). A obiema aktywnościami zajęłam się dopiero w wieku dorosłym. Nikt mnie więc do niczego nie zmuszał, więc może dlatego skupiam się tylko na pozytywnych stronach. Nietypowa sytuacja, więc to co napiszę może odnosić się tylko do mnie. W rywalizacji trzy sprawy wydają mi się szczególnie pożyteczne. Po pierwsze, rywalizacja zazwyczaj zakłada trenowanie, przechodzenie przez kolejne etapy, np. rundy zawodów. I najpierw trzeba rywalizować z samym sobą, przezwyciężać siebie, a dopiero później zaczyna się deptać po piętach tym lepszym. Moim zdaniem długotrwałe treningi wyrabiają wolę i uczą jakiejś takiej... wierności - niezależności od warunków zewnętrznych. Czy zimno, czy pada - trening, czy mi się chce, czy nie - trening, niezależnie od tego, o której wschodzi lub zachodzi słońce - trening. Umiejętność wychodzenia na trening przełożyła mi się na inne, codzienne sytuacje. Dzięki temu nie dyskutuję z dzwoniącym budzikiem rano, tylko wstaję, nie uzależniam aktywności życiowej od mojego nastroju. To też przekłada się na praktyki religijne - czasami nie chcę się modlić, a się modlę, nie chcę chodzić do kościoła, a chodzę, i w miarę regularnie melduję się w konfesjonale, choć rzadko kiedy mam ochotę na spowiedź. Po drugie, to przechodzenie przez etapy i zdobywanie kolejnych 'sprawności' uczy, że na pewne rzeczy trzeba poczekać. Że umiejętności są nabyte, a nie wlane. Że w życiu też są etapy, też jest wysiłek i nie widać mety I żeby zdobyć jakieś tam poczucie dobrego życia trzeba najpierw mozolnie się trudzić, a w międzyczasie trzeba się jeszcze zestarzeć. Swoje trzeba przebiec, a meta będzie na końcu. Po trzecie zmienia się spojrzenie na innych. Zawsze są jacyś lepsi i jacyś gorsi zawodnicy. To akurat odnosi się do biegów długodystansowych, gdzie biegnie kilka tysięcy osób. Ciężko być zwycięzcą, ale także raczej nie jest się też tym ostatnim. Ale i mistrzowie i słabeusze to czasami fajni ludzie. A więc wartość człowieka nie zależy od wyniku sportowego. Nie jestem lepsza od tych, których wyprzedziłam, ani gorsza od tych, którzy mnie prześcignęli. Cieszy tylko, jeżeli jestem lepsza od siebie sprzed kilku miesięcy. Niby oczywista rzecz, a jednak warto jest od czasu do czasu się przebiec i to sobie przypomnieć. I rzecz już wspomniana: Znajomi i wspólne spędzanie czasu na świeżym powietrzu. I dzieci bardzo szybko łapią bakcyla od swoich rodziców Odpowiedz Link
atama Re: konkursy, rywalizacja 29.09.09, 10:37 Niby się zgadzam, a jednak nie. Dla mnie do wszystkich powyższych nie potrzebna jest rywalizacja, a sam trening. Ale to może taka cecha osobnicza moja W każdym razie już wiem, co mi się w tej rywalizacji tak nie podoba: porównywanie z innymi. Ja wolę i tego będę chciała uczyć moje dzieci, porównywać się z samą sobą. Mierzyć swoje postępy, doskonalić umiejętności porównując się do siebie samej sprzed paru lat. Odpowiedz Link
budzikowa Re: konkursy, rywalizacja 29.09.09, 10:42 A zgoda. Rywalizacja w tym przypadku jest tylko i wyłącznie motywacją do treningu. Ale to też moja cecha osobnicza Odpowiedz Link
ula27121 Re: konkursy, rywalizacja 29.09.09, 15:01 atama napisała: > Ja wolę i tego będę chciała uczyć moje dzieci, porównywać się z samą > sobą. Mierzyć swoje postępy, doskonalić umiejętności porównując się > do siebie samej sprzed paru lat. To pewnie zależy od człowieka ale uważam, że to o czym napisałaś jest bardzo trudne. Ja byłam w bardzo słabej klasie licealnej. Po pierwsze trudno mi było uczyć się " mimo wszystko" (ale to mniej istotne), po drugie brakowało mi porównania się do lepszych. Nie po to, żeby rywalizować, ale po to aby wiedzieć ile wiedzą inni. Po to, żeby umieć samodzielnie rozeznać czy to, że na tle klasy jestem dobra oznacza, że jestem dobra ogólnie. Obawiałam się, że w zetknięciu z osobami, które chcą się uczyć, które będą zdawać ze mną egzaminy na studia okaże się, że moja wiedza jednak nie wystarczy. Odpowiedz Link
otryt Re: konkursy, rywalizacja 29.09.09, 18:01 Startowałem kiedyś często w zawodach matematycznych. Zawsze było to poprzedzone pracochłonnym przygotowaniem trwającym tygodnie czy miesiące. Potem taki przyjemny dreszczyk emocji podczas zawodów, pełna mobilizacja, skupienie całej uwagi tylko na jednym. Bywało, że podczas zawodów po raz pierwszy zaczynałem rozumieć, to czego nie potrafiłem zrozumieć podczas normalnej nauki. Potrafiłem się tak mocno wyłączyć z rzeczywistości, skupić na temacie. Dziś widzę, jak moje ( i inne dzieci) podchodzą do Kangura zupełnie nieprzygotowane, albo byle jak, tylko przez jeden wieczór, licząc na to, że jakimś fuksem się uda. Nawet jeśli się zrozumie wszystkie zadania i znajdzie poprawne rozwiązania, to zazwyczaj zabraknie czasu, bo ćwicząc dziesiątki podobnych zadań, wykonujemy to w ułamki sekundy a nie przez minutę. Rywalizacja stoi w sprzeczności z nastawieniem na współpracę. Tak myślę. Współczesna szkoła czy firma chce, aby ludzie wewnątrz zespołu współpracowali, jednocześnie podsycając między nimi rywalizację. To jakaś schizofrenia, zawsze przynosząca złe efekty, nieszczerość lub ukryte konflikty. Odpowiedz Link
zuzasza Re: konkursy, rywalizacja 29.09.09, 22:49 Jestem wykształconym muzykiem-instrumentalistą i muszę powiedzieć, ze dla mnie rywalizacja to był motor do pracy i coś niezbędnego w rozwoju. Oczywiście nie chodzi o to, by jako dziecko jeździć na 7 konkursów w roku, ale 1-2... To była motywacja do pracy (mozolnej zawsze więc poszukiwanie motywacji jak najbardziej wskazane), szansa sprawdzenia się, poznania innych, a czasem przekonania się czy to rzeczywiście jest dla mnie, bo trzeba się było nauczyć przegrywać też. Dało mi to wiele - nie tylko w odniesieniu do grania. I w sumie potem na studiach jeździli tylko najlepsi (nieliczni), ale chyba nie było wśród nas nikogo kto choć raz by nie "startował" z sukcesem - choćby w makroregionalnych przesłuchaniach. I jeszcze jakoś tak się zawsze zdarzało, że nawet gdy jechaliśmy kilkuosobową ekipą za szkoły (na studiach już nie startowałam) nie było między nami niezdrowej rywalizacji - po zagraniu swojego człowiek w jeszcze większych nerwach siadał posłuchać kolegi. ale może to była specyfika szkoły lub instrumentu... W każdym razie myślę, ze w pewnych dziedzinach konkursy są nieuniknione i konieczne. A że nie wszyscy się w tym zanjduja to inna sprawa. Może dzięki temu dostrzegają, ze to niekoniecznie jest dla nich życiowa droga... I jeszcze jedno - dziś jestem "z drugiej strony biurka" i postęp jaki zrobiła w zeszłym roku moja uczennica zgłoszona na regionalne przesłuchania był ogromny - choć wypadła bardzo przeciętnie. Ale dostrzegła nowe cele. inną miała motywację i w ogóle tak trochę łyknęła "klimatu". Wychodzi więc na to, że widzę plusy... Odpowiedz Link
atama boskie modelki 06.10.09, 08:24 Trochę OT, ale sami powiedzcie - czego to człowiek nie wymyśli! Powyżej było co nieco o wyborach miss, dlatego podczepiam link do artykułu pt. "Z Bogiem na wybieg" http://wiadomosci.onet.pl/1577684,2678,1,kioskart.html Jak się okazuje do wszystkiego można dorobić ideologię... Odpowiedz Link