Dodaj do ulubionych

niewiastę dzielną któż znajdzie

13.10.09, 13:13
Zerknęłam w wyszukiwarkę i znalazłam, że było:
forum.gazeta.pl/forum/w,16182,31946768,,_dzielna_niewiasta_.html?v=2
ale krótko. Może są jakieś nowe spostrzeżenia?
Chodzi mi to po głowie i nie chce przestać chodzić. Myślę o Maryi,
która była wzorem dla każdej niewiasty, dzielna była naprawdę
niemożliwie.
Zaczęło się od tego, że podczas rozważania różańcowego uderzyły mnie
słowa (słyszane oczywiście tysiące razy): "a twoją duszę miecz
przeniknie"
Jak żyć z takim proroctwem?
Każdy ma swój krzyć i wszyscy jesteśmy narażeni na
niebezpieczeństwa, choroby, cierpienie, ból. Osoby lękliwe (nie
wspominając o chorobliwie lękliwych, do jakich niestety należę) boją
się tego bardzo. Ale w każdym momencie można mieć nadzieję: nie,
mnie się to nie przydarzy. Nie, nie będzie źle. Nie, jakoś
wytrzymam. Gdybym usłyszała "twoją duszę miecz przeniknie" wpadłabym
w rozpacz, nie wiem, czy potrafiłabym dalej zyć. A Ona potrafiła.

Drugie uderzenie to wątek felixy i moje własne wspomnienia - problem
przyjęcia poczętego Dziecka. A gdzie nam do Niej! Mamy rodziny,
Mężów, których kochamy... Ona była jeszcze panną. Co powiedzą
ludzie? A jak przyjmie to Jej Ukochany - bo przecież kochała Józefa.
A między pytaniem Anioła a jej "fiat" zapewne nie upłynęło pół roku -
bo tyle pewnie ja potrzebowałabym na decyzję: rozważenie za i
przeciw, podejście rozsądkowe, podejście uczuciowe, rozeznanie w
duszy, przemodlenie...

Czy jesteście dzielne?
Albo dzielni - bo mężczyzną dzielnym chyba też można/należy być.

Wiem, że na tym forum jest mnóstwo dzielnych niewiast. Tę dzielność
postrzegam różnie. Nie chcę pisać nickami, bo mogę się mylić w
ocenie (a że dotyczy Moderatorek, to już na pewno lepiej bez
nickówsmile ). Jest na przykład niewiasta dzielna niejako z powodu
okoliczności. Stawia czoła temu, co ją spotyka, nabywa tę dzielność,
pracuje nad nią, walczy o nią. I jest inna - której moim zdaniem ta
dzielność przychodzi lżej, jest jakby w niej (cecha charakteru?). I
która w takim razie dzielniejsza?

Czasem bywam dzielna. Bo muszę. Bo nie ma innego wyjścia. Bo
przecież się nie powieszę (na razie?). Ale wcale dzielna być nie
chcę. Chciałabym nie musieć być dzielna.

Zapewne spłyciłam bardzo temat, bo dzielność chyba sprowadziłam do
odwagi. Ale mam nadzieję, że zgłębicie tę płyciznę.

Obserwuj wątek
    • atama Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 13.10.09, 14:06
      Gdzieś ostatnio natrafiłam, że Niepokalanie Poczęta, to jednak jej
      łatwiej było to wszystko nieść...
      Ja tam dzielna nie jestem. Zestrachana za to bardzo. A jak coś
      walnie, to jakoś się to wytrzymuje, no bo co innego zrobić?
    • nati1011 Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 13.10.09, 14:39
      Ja tam o dzielności nie wiem za wiele wink Za to o chorobliwym
      strachu na granicy histerii mogłabym długo.... smile


      Dodam tylko, ze w jakimś opisie czytałam, ze Maryi za to nieślubne
      dziecko to nawet śmierć groziłą w tamtych czasach.


      A jak już przy przyjmowaniu dzieci jesteśmy, to jabym tam chętnie
      dziecko przyjęła - nawet i dwoje, byle kto za mnie w ciaży
      pochodził wink Za to stan ciaży przeraża mnie tak dokumentnie, ze
      nawet tego wyobrazić sobie nie potrafię.

      > Czasem bywam dzielna. Bo muszę. Bo nie ma innego wyjścia. Bo
      > przecież się nie powieszę (na razie?). Ale wcale dzielna być nie
      > chcę. Chciałabym nie musieć być dzielna.

      Ja też.
      • mamalgosia Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 13.10.09, 18:59
        Zaskoczyłaś mnie. Nie wiedziałam...
        • nati1011 Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 13.10.09, 19:05
          Czego nie wiedziałaś Mamalgosiu? smile)
          • mamalgosia Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 13.10.09, 19:11
            Że też tyle w Tobie lęku...
            • nati1011 Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 13.10.09, 20:01
              Bo ja się dobrze maskuję, a na forum nie widać tak bardzo histerii ;-
              ))

              A w rzeczywistosci jestem jak galareta, tylko dotknij a od razu cała
              sie trzęsie smile)
    • mama_kasia Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 13.10.09, 15:48
      Będzie beznadziejnie płytko, ale... ostatnio "niedzielną niewiastę"
      wałkowałam z grupą kobiet i od tametj pory chodzi za mną
      szczególnie jeden wers:

      "nie czyni mu źle, ale dobrze".

      Z myślą o moim mężu i o wszelkich relacjach międzyludzkich.
    • felixa05 Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 13.10.09, 17:22
      A wiesz mamalgosiu, mam bardzo podobne przemyślenia. Często ostatnio
      odmawiam różaniec i przy mojej obecnej sytuacji watek zwiastowania
      przemawia do mnie sczególnie. Myślę o sytuacji Maryi - w jej czasach
      ciężarnej pannie groziło ukamienowanie, mogła się spodziewać, że
      narzeczony raczej nie uwierzy że go nie zdradziła. A jednak od razu
      powiedziała TAK. Jakże słaba jest moja wiara. Teoretycznie wydawało
      mi się, że łatwiej potrafię pogodzić sie z Wolą Bożą. A jak przyszło
      co do czego, wariuję. A przecież nikt mnie nie zabije, nie wypędzi,
      mąż nie wątpi w moją uczciwość.
      A tak ogólnie, pomijając sprawę mojej"wpadki" też muszę napisać, że
      jestem panikara, słaba psychicznie. Nie miałam łatwego życia,
      myślałam, że różne doświadczenia jakoś mnie umocniły, uodporniły,
      ale stwierdzam, że tak nie jest. Trudno mi sobie wyobrazić życie z
      proroctwem "a twoją duszę miecz przeniknie". To by mnie zupełnie
      sparalizowało.
      • mamalgosia Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 13.10.09, 18:57
        felixa05 napisała:

        Teoretycznie wydawało
        > mi się, że łatwiej potrafię pogodzić sie z Wolą Bożą. A jak
        przyszło
        > co do czego, wariuję.
        No to ja jestem o krok do tyłu. Bo ja wiem, że nie potrafięsad



        > A tak ogólnie, pomijając sprawę mojej"wpadki" też muszę napisać,
        że
        > jestem panikara, słaba psychicznie. Nie miałam łatwego życia,
        > myślałam, że różne doświadczenia jakoś mnie umocniły, uodporniły,
        > ale stwierdzam, że tak nie jest.
        I tu znowu krok do tyłu: nie myślę, że cierpienie, przeżycia mnie
        umocniły. Przeciwnie: osłabiają mnie. I nie mam już potem sił zmagać
        się z czymś, co nie wymaga jakiegoś szczególnego samozaparcia. Mam
        wrażenie, że jestem coraz słabszasad Rozmawiałyśmy o tym z moją
        Przyjaciółką - ona też to obserwuje u siebie - cięższe przeżycia
        osłabiają jej umiejętność walki z drobniejszymisad
        Tak więc zgodzę się ze słowami ks. Tischnera - cierpienie nie
        uszlachetnia.

        >Trudno mi sobie wyobrazić życie z
        > proroctwem "a twoją duszę miecz przeniknie". To by mnie zupełnie
        > sparalizowało.
        Własnie mnie tak samo. Bo jedyne co mnie trzyma przy życiu, to
        nadzieja, ze właśnie ten miecz nie przenikniesad
        • nati1011 Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 13.10.09, 19:05
          Nie pamiętam dokłądnego cytatu, ale było jakos tak, ze Bóg
          szczególnie upodobał sobie to co kruche i słabe....

          My wiemy tylko, ze Maryja przyjęła Wolę Boga. Nie wiemy, czy łątwo
          jej to przyszło, nie wiemy, czy sie nie bała, nie wątpiła, nie
          mdlała ze strachu... Wiemy tylko to co było widac na zewnatrz.

          A co do cierpienia - to chyba jest jakas granica, po przekroczeniu
          której człowiek jest już przewrazliwiony na ból. Mnie do histerii
          potrafią doprowadzić 2 mocne skurcze brzucha... Cierpienie
          zdecydowanie nie uszlachetnia. Musimy je znosic, ale nie jest niczym
          dobrym.
        • isma Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 13.10.09, 19:48
          mamalgosia napisała:

          >
          > Tak więc zgodzę się ze słowami ks. Tischnera - cierpienie nie
          > uszlachetnia.

          Uch, jak ja nie lubie przewrotnej kariery tego zdania!

          To prawda, ze pozbawiony juz mowy ks. Tischner pozegnal tym zdaniem Jaroslawa
          Gowina.
          Ale jednoczesnie co innego pisal swoim meznym umieraniem. I w ostatnim tekscie,
          ktory opublikowal, jest zdanie, rzucajace chyba nieco inne swiatlo na tamta
          fraze (cytuje z pamieci, wiec moge troche nieprecyzyjnie, ale sens, mysle,
          oddaje wiernie):
          "Prawda jest, ze cierpiąc, cierpimy z Chrystusem, niemniej nie cierpienie jest
          wazne, nie ono dzwiga, a wrecz przeciwnie: cierpienie zawsze niszczy. Ale tym,
          co dzwiga, co podnosi i wznosi ku górze, jest miłość."

          No i to chyba tak jest: niszczace jest cierpienie bez milosci. A ona potrafi
          nadac sens nawet temu, co jest skandalem i niesprawiedliwoscia. Jest wiec grzech
          - i rozlana łaska. Cierpienie - i dzielnosc ("mestwo" bym napisala, ale ze o
          niewiescie mialo byc, to sie powtrzymam wink))
          • mamalgosia Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 14.10.09, 09:12
            isma napisała:

            zdaniem Jaroslawa

            > "Prawda jest, ze cierpiąc, cierpimy z Chrystusem, niemniej nie
            cierpienie jest
            > wazne, nie ono dzwiga, a wrecz przeciwnie: cierpienie zawsze
            niszczy. Ale tym,
            > co dzwiga, co podnosi i wznosi ku górze, jest miłość."

            tak to też rozumiem.
            Moze powinnam była napisać, że MNIE cierpienie nie uszlachetnia?
            Miłość wznosi ku górze.
            Ale ja nei potrafię łączyć cierpienia z miłością, nie w każdym
            przypadku. Są sytuacje, w których nie widzę żadnego dobra
      • aka21 Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 13.10.09, 22:08
        A jednak od razu
        > powiedziała TAK.
        No, nie tak od razu. Jednak był dialog z aniołem, zapytała jak to się stanie?
        Anioł jej wyjaśnił, czy to zrozumiała? nie wiem, ale anioł powiedział jej
        jeszcze dobrą nowinę o Elżbiecie, która była naprawdę stara i dopiero po tych
        słowach Maryja powiedziała swoje TAK.
        Dla mnie osobiście to bardzo ważne! Maryja nie była kimś naiwnym, myślała,
        pytała,ale i bezgranicznie kochała i ufała Bogu. Myślę, że to ta miłość
        przeprowadziła ją przez życie, pozwoliła przejść przez wszystkie doświadczenia.
        Tak po ludzku, z naszego punktu widzenia to proroctwo o mieczu boleści było w
        ogóle niepotrzebne, bo przecież wszystko mogło przyjść w swoim czasie, a jednak
        ono się pojawiło... Maryja rozważała je w swoim sercu, pewno Bóg dał jej łaskę
        przygotowania się na drogę którą zgodziła się pójść. ona też miała swoją
        psychikę swój charakter, Bóg ją znał i przemawiał do niej tak jak dla niej było
        najlepiej. Maryja była dzielna, bo zaufała, a zaufała bo wierzyła.... To jest
        łaska o którą można prosić Boga każdego dnia...
        • mamalgosia Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 14.10.09, 09:18
          aka21 napisała:

          > A jednak od razu
          > > powiedziała TAK.
          > No, nie tak od razu. Jednak był dialog z aniołem,

          No tak, czyli nie głupio i naiwnie.
          Ale dla mnie to jednak jest "od razu". Ten niewielki poślizg czasowy
          niewiele zmienia - w moim odczuciu. Jak już napisałam powyżej - ze
          mną ten Anioł musiałby rozmawiać pół roku ( a i tak nie wiadomo, z
          jakim skutkiem)





          > Tak po ludzku, z naszego punktu widzenia to proroctwo o mieczu
          boleści było w
          > ogóle niepotrzebne, bo przecież wszystko mogło przyjść w swoim
          czasie, a jednak
          > ono się pojawiło...
          Właśnie: po co ono? Przynosi młoda kobieta Dziecko do świątyni,
          pewnie pełna miłości i radości. I takie słowa. Po co?


          > Maryja była dzielna, bo zaufała, a zaufała bo wierzyła....
          Właśnie.
          Myślę też o tych kobietach, które są dzielne (zawsze przychodzi mi
          tu na myśl pewna moja kolezanka), ale nie z powodu zaufania Bogu.
          Akurat ta osoba, którą mam na myśli, nie bardzo interesuje się
          Bogiem, nie miesza Go do swojego życia. A jest dzielna, jakby sama z
          siebie. My możemy mówić, że nie ma "sama z siebie", że i tak co ma,
          to otrzymała od Boga - ale patrz, ona Go o to nie prosi. A inni
          proszą i nie mają.
          I to nie tylko z dzielnością tak bywa.
          Tajemnica.


          • mama_kasia Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 14.10.09, 09:31
            A inni
            > proszą i nie mają.
            > I to nie tylko z dzielnością tak bywa.
            > Tajemnica.

            A może proszą i nie wierzą, że mogą otrzymać?
            A może dostają, a nie przyjmują?
            A może mają, a nie wiedzą, że mają?
            A może myślą, że to, co w nich jest, wcale dzielnością
            nie jest, ...a jednak jest?
            A może to tylko złudzenie, że tym dzielnym dzielność
            przychodzi z łatwością?
            • mamalgosia Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 14.10.09, 09:54
              Nie wiem.
          • atama Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 14.10.09, 12:38
            mamalgosia napisała:

            > ze mną ten Anioł musiałby rozmawiać pół roku ( a i tak nie
            wiadomo, z
            > jakim skutkiem)

            No i bardzo dobrze. Ze mną też, ale to od niedawna dopiero. Ja się
            wcześniej zgadzałam wbrew sobie, na siłę, bo tak trzeba...
            Teraz mam odwagę przed Panem stanąć w prawdzie. To może brzmi
            idiotycznie, ale znowu nie takie rzadko spotykane jest
            samookłamywanie, wybielanie, wyprężanie piersi - nawet przed Tym,
            który zna nas do samego dna...
            I czasem się nie zgadzam i to mówię. Modlę się słowami modlitwy i
            dopowiadam, że sorry, ale nie potrafię, teraz nie mogę, nie chcę. I
            zostawiam. Łaska sama przychodzi i działa. Dla każdego na jego
            miarę. A każdy tę miarę ma inną. Nie widzę celowości porównywania
            się z innymi...
    • otryt Kto się boi mądrych kobiet? 14.10.09, 09:26
      W dzisiejszej "Rzeczpospolitej" też jest o dzielnych kobietach, ale
      trochę inaczej niż w Biblii. Jak połączyć te dwa opisy, by uzyskać
      spójny obraz? Jest wiele sprzeczności w tym, że kobiety chcą tyle
      samo zarabiać, co mężczyźni, ale ten mój konkretny mąż ma zarabiać
      więcej, bo wtedy czuje się silę i oparcie w mężczyźnie. Przeciętny
      mężczyzna też sobie przeczy. Przyznam, że najbardziej powaliło mnie
      zdanie:

      >Co sprawia, że jednych mężczyzn oświecona kobieta napędza, a innych
      >nie? Rywalizacja.

      Bardzo się z tym nie zgadzam, że rywalizacja. Tym bardziej dlatego,
      że sam uwielbiam mądre kobiety. Moja żona jest mądra i dzielna.
      Mądrość kobiety jest dla mnie afrodyzjakiem. Głupota odrzuca na
      kilometr. Nie rozumiem mężczyzn, którzy wolą kobiety mądre inaczej.
      Rywalizacja stoi w sprzeczności z miłością, szczerością. Zakłada w
      tle jakąś grę pomiędzy małżonkami. Świat narzucił nam pewien model,
      każe nam się ścigać, ustawia w blokach startowych. Biblia proponuje
      co innego. Jak znaleźć wspólny mianownik? Rozważania psychologów w
      artykule o sile, władzy i zależności w małżeństwie są w sprzeczności
      z miłością.

      Widać, że opisywane zjawisko nasila się. Mężczyzna coraz rzadziej
      bywa partnerem dla dojrzałej kobiety, coraz trudniej nawiązać mu
      bliski kontakt emocjonalny. Piszę celowo „dojrzałej”, bo kilka lat
      temu był w GW wywiad z psychologiem i seksuologiem, po wykryciu
      skandalu z dyrygentem chóry, pedofilem. Otóż twierdził on, że jest
      grupa mężczyzn, która nie potrafi nawiązać takich bliskich relacji z
      dojrzałą, dorosłą kobietą, dlatego szukają innych łatwiejszych
      kontaktów, także seksualnych. Niezaburzone spotkanie dojrzałego
      mężczyzny z dojrzałą kobietą wymaga nabycia w procesie życia i
      wychowania pewnych cech i umiejętności, a o to coraz trudniej.



      www.rp.pl/artykul/377202_Kto_sie_boi_madrych_kobiet.html

      Cytaty:

      „Dwie trzecie pięknych, mądrych i wrażliwych kobiet nie ułoży sobie
      życia, bo nie mają z kim. Mężczyźni nie dorastają im do pięt” –
      twierdzi Andrzej Komorowski, seksuolog, psychoterapeuta i doradca
      rodzinny.


      Psycholog Joanna Heidtman wypowiada się w podobnym tonie – w Polsce
      obserwujemy zjawisko: „Panny biegną, a panowie poszli na piwo”.
      Młode kobiety się rozwijają, kształcą, a mężczyźni wciąż są z siebie
      zadowoleni.


      Co sprawia, że jednych mężczyzn oświecona kobieta napędza, a innych
      nie? Rywalizacja.


      Podobnie zresztą jest z mężczyznami. Pytani, czy kobiety powinny
      zarabiać tyle samo, deklarują, że tak, ale większość zapytanych, czy
      ich kobieta także, odparła, że niekoniecznie. – Jest problem wokół
      tematu siły i władzy, ale i spór o to, komu ten problem przypisać –
      mówi Droździak. – Czy to mężczyzna boi się silnej kobiety, czy też
      może wie, że ona nie chce słabego mężczyzny i nie chce być
      odrzucony, kiedy się takim okaże? Temat siły i władzy wiąże się z
      tematem zależności. Można chcieć takich samych możliwości, by nie
      czuć zależności, a więc i nie bać się porzucenia. Lęk przed
      zależnością bywa lękiem przed porzuceniem – twierdzi psycholog.





      • nati1011 Re: Kto się boi mądrych kobiet? 14.10.09, 09:47
        > >Co sprawia, że jednych mężczyzn oświecona kobieta napędza, a
        innych
        > >nie? Rywalizacja.

        Pamietając że mówimy o związkach (bo juz nie jestem pewna czy
        rodzinach) to rywalizacja jest totalnym absurdem! W czym kobieta i
        meżczyzna maja ze soba rywalizować? W rodzeniu dzieci? Samo żadne
        nie pocznie, a mężczyzna ani nie urodzi ani nie nakarmii piersią. W
        sile? Jak mówi przysłowie nawet chłop jak zaba ma wiecej siły jak
        baba wink W miłości do dzieci? No to dopiero wychowają sobie
        egoistę.... W prawdziwie kochającym sie związku nie ma WCALE miejsca
        na rywalizację. Nie rozumiem jak ktoś mógł wpaść na tak głupi
        pomysł. Kobieta i meżczyzna mają się uzupełniać. Byc jak te 2
        połówki jabłka (choć to porównanie tez nie najlepsze, bo przecież
        obie połówki jabłka sa takie same) co to tylko razem tworza cąłość.

        I w rodzinie ZAWSZE jak brakuje matki lub ojca to brakuje czegoś
        istoteneg, czego nigdy nie da się do końca zastąpić drugiemu
        rodzicowi.


        > „Dwie trzecie pięknych, mądrych i wrażliwych kobiet nie ułoży
        sobie
        > życia, bo nie mają z kim. Mężczyźni nie dorastają im do pięt” –
        > twierdzi Andrzej Komorowski, seksuolog, psychoterapeuta i doradca
        > rodzinny.


        ??? W czym nie dorastają? W ambicji, pędzie do kariery, władzy i
        peiniedzy? A mo0ze te kobiety biegną nie w tym kierunku co trzeba?
        Czy one chcą rodziny? Czy spółki z ograniczona odpowiedzialnoscią?
        • mama_kasia Re: Kto się boi mądrych kobiet? 14.10.09, 10:03
          No dobrze, to nazwijmy to inaczej, nie rywalizacja, a ...
          W artykule jest opisany konkret, gdy awans żony sprawia, że
          mąż chce też pójść wyżej. I ja to, w małej co prawda skali,
          ale widzę w swoim małżeństwie. Np. mąż zaczął bardziej przykładać
          się do angielskiego, to mi się też zachciało i pomyślałam sobie,
          a czemu i ja nie miałabym tak dobrze rozumieć jak on wink
          Jego to cieszy i mnie również. Chyba jest to pewien rodzaj
          rywalizacji; pozytywnej, nie niszczącej, a budującej właśnie.
          • nati1011 Re: Kto się boi mądrych kobiet? 14.10.09, 11:30
            i pomyślałam sobie,
            > a czemu i ja nie miałabym tak dobrze rozumieć jak on wink

            Ale czy to rywalizacja? Czy chciałaś być lepsza od niego? Albo nie
            gorsza? W takim samym znaczeniu dzieci w jakiś sposób podążaja
            sladem rodziców - jak ci mają studia, to dzieci statystycznie
            zdobywają wyższe wykształcenie niż z rodzin robotniczych. Tylko czy
            to rywalizacja?

            Ale jak poczytasz "kobiece" gazety, to tam jest mase porad jak
            właśnie rywalizować z meżem. Jak sie uwolnić od jego tyrani, nie dac
            sie zagonić do garów i pieluch, podzielić - koniecznie równo -
            obowiazki itp itd. A przecież w kazdej rodzinie jest taki moment, ze
            ktoś musi odpuścić - przejąć opiekę nad dzieckiem, lub czasem nad
            kimś bliskim. Jak te młode kobiety od małego przesiąkają takim
            duchem rywalizacji, to potem ciaża i rodzicielstwo jawi sie jako
            totalna katastrofa, obciażenie, strata szansy na dorównanie meżowi...
            • mama_kasia Re: Kto się boi mądrych kobiet? 14.10.09, 11:53
              Czy chciałaś być lepsza od niego? Albo nie
              > gorsza?

              No pewnie, że w tej dziedzinie bym chciała smile

              Nazwałam to rywalizacją pozytywną, budującą, która nie niszczy
              ani mnie ani męża, a pozwala nam być coraz lepszymi.

              Jak ja czytam codziennie Pismo Święte, to jego to też motywuje.
              Czy to coś złego? Biegniemy, aby wygrać zawody i dopingujemy się
              nawzajem. Jest moim rywalem-współzawodnikiem. ...Czy
              to nie jest rywalizacja?
              Niedawno mielismy wątek o konkursach, rywalizacji. Ona chyba
              nie musi mieć tylko wydźwięku negatywnego.

              Ale zgadzam się, że rywalizacja może też zniszczyć.
              • otryt Wspinaczka we dwoje 14.10.09, 12:39
                Ja jednak tego, o czym piszesz Kasiu, nie nazwałbym rywalizacją. To
                raczej wzajemna inspiracja, wzajemne ciągnięcie się w górę. Jak
                wspinaczka. Najpierw jeden wyżej, potem drugi. Jeden drugiemu pomaga
                wspiąć się wyżej. Podejmowanie pomysłów czy myśli współmałżonka, by
                myśleć i działać wspólnie. Mniejsza zresztą o to, co znaczy słowo
                rywalizacja. Myślę, że kluczowe jest to, czy się cieszymy, gdy
                współmałżonek osiąga jakikolwiek sukces? A może wywołuje to w nas
                jakiś niepokój czy dyskomfort? Ja się cieszyłem z awansów żony, bo
                mieliśmy razem więcej. Ona się cieszyła z moich awansów z tego
                samego powodu. Przeważnie ja zarabiałem więcej. Gdy jednak kiedyś
                ona zarabiała więcej, nie martwiło mnie to wcale. Gdy żona po bardzo
                długiej przerwie starała się ponownie wrócić do pracy, gdy
                studiowała drugi kierunek, chodziła na przeróżne kursy, ciężar
                prowadzenia domu w dużej mierze spadł na mnie. To był, szczególnie
                dla niej, bardzo trudny czas. Sam zachęcałem ją do tego, najpierw by
                zaczęła, a potem by wytrwała, szczególnie w chwilach zwątpienia czy
                zniechęcenia. Ja w tym czasie też coś zdobywałem, byłem więcej z
                dziećmi, nauczyłem się przyrządzać nowe potrawy. Nawet nie
                podejrzewałem, że twórcza praca w kuchni może tak cieszyć. A jak
                cieszy widok, gdy żonie smakuje. Albo, gdy dzieci mówią, że im
                bardziej smakuje obiad zrobiony przeze mnie niż przez mamę. No
                chyba, że tego rodzaju satysfakcję nazwiemy rywalizacją.smile))
                • mamalgosia Re: Wspinaczka we dwoje 14.10.09, 13:02
                  Kiedyś znajoma powiedziała, że zazdrości mężowi sukcesu.
                  A ja jestem dumna, gdy mój Mąż odnosi sukces (to samo dotyczy
                  Dzieci). może to być nawet w tej samej dziedzinie, w której i ja
                  jakoś tam jestem dobra, nie przeszkadza mi to. Dotyczy to też kilku
                  osób spoza rodziny - cieszą mnie ich sukcesy, nawet jeśli sama
                  staram się być w tym czymś jak najlepsza.
                  Ale w większości przypadków czuję zazdrość. Cieszę się, że nie
                  dotyczy to własnie mojego męża, ciężko by było.
                  • otryt Re: Wspinaczka we dwoje 14.10.09, 13:24
                    mamalgosia napisała:

                    >A ja jestem dumna, gdy mój Mąż odnosi sukces
                    >cryingto samo dotyczy Dzieci).

                    Gdy czytałem o tych dzieciach przez ułamek sekundy poczułem
                    zdziwienie. Ale jednak bywa coś takiego, że rodzice i dzieci ze sobą
                    rywalizują. To jest jeszcze gorsze. Jesteś bardzo szczera i
                    prawdziwa, Kasiu.

                    >Ale w większości przypadków czuję zazdrość.
                    >Cieszę się, że nie dotyczy to właśnie mojego męża,
                    >ciężko by było.

                    Ja też czasem odczuwam pewien dyskomfort. Trudno mi to nawet nazwać
                    zazdrością. Trwa tak krótko jak mgnienie oka. Być może dlatego, że
                    to jest bardzo brzydkie, więc wypieram. Gdy coś takiego występuje,
                    dla mnie jest miernikiem, że coś zgrzyta w relacjach. Im bliższa
                    relacja, tym większy ból. Coś trzeba koniecznie zmienić.
                • mama_kasia Re: Wspinaczka we dwoje 14.10.09, 15:22
                  Mniejsza zresztą o to, co znaczy słowo
                  > rywalizacja. Myślę, że kluczowe jest to, czy się cieszymy, gdy
                  > współmałżonek osiąga jakikolwiek sukces?

                  tak smile

                  Albo, gdy dzieci mówią, że im
                  > bardziej smakuje obiad zrobiony przeze mnie niż przez mamę. No
                  > chyba, że tego rodzaju satysfakcję nazwiemy rywalizacją.smile))

                  wink)))
              • mamalgosia Re: Kto się boi mądrych kobiet? 14.10.09, 13:05
                mama_kasia napisała:

                > Czy chciałaś być lepsza od niego? Albo nie
                > > gorsza?
                >
                > No pewnie, że w tej dziedzinie bym chciała smile

                tego zupełnie nie mam. Załóżmy, że uczymy się angielskiego (choć w
                naszym przypadku to przykład chybiony, bo Mąż mówi płynnie, a ja
                dukam). I na ten sam kurs chodzę ja, mój Mąż i moja koleżanka z
                pracy. To bardzo bym chciała być lepsza od tej koleżanki, ale od
                Męża jakoś mi nie zależy. Mam nadzieję, że nie jest to źle. Chyba
                tylko taka cecha charakteru
                • mama_kasia Re: Kto się boi mądrych kobiet? 14.10.09, 15:20
                  Chciałabym, bo on jeszcze do końca dobry nie jest, a ja
                  zupełnie początkująca jestem smile Być lepszą oznaczałoby, że umiem
                  już super.
                  ps. swoja drogą nauke przerwałam, ...ale jeszcze wznowię - bo mąż
                  ciągle się doskonali wink
              • sylwia0405 Re: Kto się boi mądrych kobiet? 17.10.09, 07:59
                Bo rywalizacja, kiedy motywuje do większego wysiłku nie jest zła,
                gorzej chyba, kiedy przeradza się w dążenie do celu po
                przysłowiowych "trupach". Póki potrafimy zachować zdrowy rozsądek -
                to przecież rozwój osobisty nie jest niczym złym - tak uważam.
        • magdalaena1977 Re: Kto się boi mądrych kobiet? 14.10.09, 20:09
          "Dwie trzecie pięknych, mądrych i wrażliwych kobiet nie ułoży sobie
          życia, bo nie mają z kim. Mężczyźni nie dorastają im do pięt” twierdzi Andrzej
          Komorowski, seksuolog, psychoterapeuta i doradca rodzinny.

          nati1011 napisała:
          > ??? W czym nie dorastają?
          Chyba właśnie w mądrości i wrażliwości. Przecież to powszechnie znana zależność
          statystyczna, że starymi pannami zostają sesnowne wykształcone dziewczyny z
          dużych miast, a starymi kawalerami - rolnicy po podstawówce z zapadłych wsi.

          > W ambicji, pędzie do kariery, władzy i pieniedzy?
          > A może te kobiety biegną nie w tym kierunku co trzeba?
          Nati, powtarzasz tutaj pogląd który mnie jako wielkomiejską, wykształconą
          singielkę z konieczności niezmiernie denerwuje. Bo wynika z totalnej niewiedzy.
          Na rynku matrymonialnym jest naprawdę mniej sensownych wrażliwych mężczyzn niż
          kobiet.
          Z tego co widzę, to część moich koleżanek znalazła sobie drugą połówkę na swoim
          poziomie, wyszła za mąż, urodziła dzieci co z konieczności ograniczyło
          przejściowo ich ambicje edukacyjne i zawodowe.
          Ale jeśli ktoś (tak jak ja) nie miał szansy trafić na właściwego mężczyznę, to
          studia podyplomowe, szkolenia są całkiem sensownym sposobem spędzania czasu i
          rozwijania siebie tam, gdzie jest taka możliwość.
          Nie znam żadnej kobiety, która przedłożyłaby pracę czy studia nad szczęśliwy
          związek i dzieci.
          • nati1011 Re: Kto się boi mądrych kobiet? 14.10.09, 21:32
            Magda cokolwiek sie napisze, ktoś może poczuć sie dotkniety. ale to
            nie o to chodzi. Zawsze istniała grupa ludzi, która - z różnych
            powodów - nie mogła znaleźć swojej drugiej połowy. Często nie
            ponoszac żadnej winy.

            Miałam na mysli wiele młodych kobiet, które zapatrzone w możłiwości
            jakie daje im współczesny swiat odtracają młodych - wartościowych -
            chłopców, bo jeszcze studia, jeszcze doktorat... jeszcze mam czas na
            meza i dzieci. A gdy są już dojrzałe, to okazuje się, ze ci wszyscy
            chopcy mają już żony i dzieci... coś sie ostatnio strasznie
            pozmieniało. Kiedyś małżeństwo zawierało sie w okolicach 20 lat. Nie
            czekając z końcem studiów czy pracą. Oczywiście start był
            trudniejszy, ale teraz naprawdę dla wielu kobiet jest za późno. Bo
            najpierw końcżą studia, potem robia karierę, a o rodzinie zaczynają
            myśleć po 30-tce. I zaczyna sie problem.
            • magdalaena1977 Re: Kto się boi mądrych kobiet? 14.10.09, 22:33
              nati1011 napisała:

              > Miałam na mysli wiele młodych kobiet, które zapatrzone w
              > możłiwości jakie daje im współczesny swiat odtracają młodych -
              > wartościowych - chłopców, bo jeszcze studia, jeszcze doktorat...
              > jeszcze mam czas na meza i dzieci.
              Nie wiem, czy to nie jest tylko taka medialna wizja.
              Bo ja naprawdę nie znam kobiety, która zrezygnowałaby z obiecującego związku ze
              względu na "karierę".
              Znam kilka par, które czekały z małżeństwem, aż oboje skończą studia i zaczną
              zarabiać. Wśród dalszych znajomych słyszałam parze (z oazy) gdzie po kilku
              latach samego trzymania za rękę związek się wypalił. Ale generalnie otaczają
              mnie kobiety w dwóch sytuacjach: albo te które skończyły studia, znalazły pracę,
              wyszły za mąż i mają dzieci albo się "starają". I typ drugi, gdzie plan
              edukacyjno - zawodowy został zrealizowany, ale odpowiedni mężczyzna się nie pojawił.

              A może to co piszesz taka "elegancka" wymówka, że jeszcze studia, a naprawdę
              facet jest nie taki.
              • nati1011 Re: Kto się boi mądrych kobiet? 15.10.09, 12:37


                Nie wiem jaka jest wizja medialna - opieram sie na osobistych
                doswiadczeniach i zachowaniu - młodych zwłascza kobiet. A media
                jednak podsycaja takie postawy.

                > A może to co piszesz taka "elegancka" wymówka, że jeszcze studia,
                a naprawdę
                > facet jest nie taki.

                Wiesz, tak do końca drugiego człowieka nie poznasz, ale coraz
                cześciej spotykam kobiety, które otwarcie deklarują, ze przed
                skończeniem 35 lat one nawet nie zamierzają myśłeć o dzieciach. I
                już parę razy kończyło sie tym, ze chłopak odchodził i wiązała sie z
                inną dziewczyną, a wkrótce zostawał ojcem.

                Nawet w rodzinie mamy parę - no po 30-tce- majacą mozliwosci
                materialne, która ze ślubem zwleka od 6 lat, a o dzieciach nawet nie
                chce jeszcze rozmawiac.

      • mamalgosia Re: Kto się boi mądrych kobiet? 14.10.09, 09:59
        Kiedyś byłam świadkiem rozmowy trzech panów - nauczycieli. Wszyscy
        oczywiście wykształcenie wyższe. Jeden żonaty, dwóch kawalerów (ale
        takich już starszawych, po 40tce). No więc ten żonaty mówił o swojej
        żonie i właśnie o jej mądrości (to się odnosiło do konkretnej
        sytuacji, ale nieważne jakiej). Dwaj koledzy: buahahaha, mądra
        kobieta, po co mu taka, same kłopoty. Z głupszą weselej, pewniej,
        można nią rządzić, a to co trzeba, to i tak ma.
    • budzikowa Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 14.10.09, 13:13
      Dla mnie częściowe wyjaśnienie tego, dlaczego Maryja się zgodziła, jak mogła zawierzyć "aż tak", zawiera się w tym, co Maryja robi później. Mianowicie, idzie do Elżbiety i wyśpiewuje Magnificat. A to Magnificat, to takie przypominanie sobie tego, co Bóg dla mnie i moich przodków zrobił, jakie cuda sprawił, jak czasem w życiu było źle, ale okazało się, że da się żyć dalej, jak odkręcił sprawy nierozwiązywalne. A skoro tyle razy pomagał, to czemu teraz miałby nie pomóc. I skoro tyle razy okazywało się, że Jego plany w końcu, kiedyś, wychodzą na dobre, a po moich pomysłach, niby świetnych, pozostają tylko zgliszcza, to może jeszcze ten jeden raz warto zaufać.

      Nie żyję zbyt długo, ale mimo wszystko już mi się uzbierała mała kupka zdarzeń, które mogę określić tylko jako cudowną interwencję Boga. Zbieram je sobie, przechowuję, przypominam je sobie w chwilach trudnych i powtarzam, że skoro Bóg już kilkakrotnie wyratował mnie z sytuacji beznadziejnej, to nie przestanie czynić tego nadal. Za bardzo się zaangażował i już się nie wycofa smile

      Mam koleżankę, która w sytuacji, gdy jej się wszystko naprawdę wali, mówi zawsze: "Jakoś to będzie. W końcu zawsze jakoś było". I to zdanie nie ma w sobie nic z rezygnacji, a tylko przekonanie, że czasami trzeba dłuuugo poczekać, żeby zobaczyć jakiś sens w tym wszystkim.
      • atama Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 14.10.09, 13:21
        Bardzo Ci dziękuję za to, co napisałaś! smile
      • otryt Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 14.10.09, 13:35
        budzikowa napisała:

        "Nie żyję zbyt długo, ale mimo wszystko już mi się uzbierała mała
        kupka zdarzeń, które mogę określić tylko jako cudowną interwencję
        Boga. Zbieram je sobie, przechowuję, przypominam je sobie w chwilach
        trudnych i powtarzam, że skoro Bóg już kilkakrotnie wyratował mnie z
        sytuacji beznadziejnej, to nie przestanie czynić tego nadal. Za
        bardzo się zaangażował i już się nie wycofa smile"


        Piękne. Abraham Heschel WIARĄ nazwał pamięć o cudach, jakie się w
        naszym życiu lub życiu naszych przodków wydarzyły. Ta pamięć znaczy
        tak wiele.


        • mamalgosia Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 14.10.09, 13:56
          Tak trochę obok tematu myślę sobie, że taka pamięć może czasem
          skleić rozbite małżeństwo, zniszczoną przyjaźń.
        • mamalgosia Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 14.10.09, 13:58
          otryt napisał:



          > Piękne. Abraham Heschel WIARĄ nazwał pamięć o cudach, jakie się w
          > naszym życiu lub życiu naszych przodków wydarzyły.

          Mój Przyjaciel zachwyca się innym określeniem Heschela: "Wiara to
          rumieniec wywołany obecnością Boga".
          Nie na temat, ale chciałam wspomnieć
      • mama_kasia Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 14.10.09, 15:18
        Właśnie tak smile - pielęgnować pamięć jego cudów i ...
        przekazywać je dalej.
    • agab51 Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 14.10.09, 20:29
      ja zdanie "a twoją duszę miecz przeniknie" (w każdym razie coś w tym stylu)
      usłyszałam w wieku 19lat.
      nie wiedziałam czego spodziewać się, ale gdy przyszło raz, i drugi, to
      wiedziałam. a teraz wiem, że to za mną.
      tak myślę.
      byłam dzielna, na ile mogłam.
      a jak nie mogłam, to dzielna nie byłam i oparłam się na mężu, na przyjaciołach.

      natomiast jesli chodzi o ból, to akurat w moim przypadku jest tak: gdy boli,
      długo i mocno, to przychodzi taki moment, że dochodzę do granicy i już więcej
      bólu nie jestem w stanie odczuwać. gdy jest stale źle i źle, to potrafię
      przegapić moment, że jest bardzo źle.
      (oczywiście nie piszę o drobnych kłopotach dnia codziennego, bo te są tylko
      kłopotami dnia codziennego, i jako takie je traktuję)
    • ankups Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 16.10.09, 22:42
      Nie jestem dzielna, choć czasem tak o sobie słyszę.
      Dzielnośc nie jest mi potrzebna, bo Bog daje mi łaskę większą
      niz 'dzielność'. Próbowałam sama z sibei byc 'dzielna' - oj, kiepsko
      było wink
      Dzis, pomimo 3 poronien, pomimo traumy ich straty, jestem pogodną
      Mamą błogosławiącą Boga za tę trudną miłośc do Niebieskich.
      Tylko czasem tęsknię
      • mamalgosia Re: niewiastę dzielną któż znajdzie 18.10.09, 17:22
        ankups napisała:

        > Nie jestem dzielna, choć czasem tak o sobie słyszę.
        mam to samo
    • atama prof. Świderkówna o zawierzeniu 06.11.09, 08:57
      "Mocy Bożej doświadczamy tylko wtedy, gdy zawierzymy Mu całkowicie,
      gdy oddamy Mu się bez reszty. I doświadczymy jej w takim stopniu, w
      jakim zdołamy Mu naprawdę zaufać
      (...)
      Wyrzekając się ograniczonych oczywistości mądrości ludzkiej, Hiob
      przeżył rzeczywiste nawrócenie. Od agresywnego boga, jakiego
      stworzył sobie na własny obraz, nawrócił się do Boga, który jest,
      który był jego przyjacielem i który przyszedł do niego w "wichrowej
      burzy".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka