Dodaj do ulubionych

Siedem marzen pewnego jezuity

06.12.09, 16:28
W ostatnim TP jest tekst Geralda O'Collinsa, poswiecony "siedmiu marzeniom" -
siedmiu pomyslom autora na przyszlosc Kosciola. Mozna sie nie zgadzac (wsrod
naszych znajomych, z ktorymi intensywnie ten tekst w ostatnich dniach
nicujemy, bardzo zabawnie sie obserwuje, jak u kazdego inny fragment wywoluje
emocje wink)), ale niewatpliwie to bardzo do refleksji inspirujaca rzecz jest.

W sieci na razie tylko pierwsze marzenie, ale to moze dobrze, bo sie nam
dyskusja dzieki temu bardziej uporzadkowana ma szanse zrobic.
Wiec, po pierwsze, o Slowie Bozym - co myslicie?

"Moim pierwszym marzeniem jest, aby katolicy byli ludźmi żyjącymi Pismem
Świętym. Kiedy we wrześniu 1978 r. zmarł nagle papież Jan Paweł I, w trakcie
Mszy św. pogrzebowej ks. Carlo Maria Martini, późniejszy kardynał, wygłosił
homilię, w której nawiązał do postaci Jana Chrzciciela: „On był lampą, co
płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem” (J
5, 35). Martini trafnie uchwycił w tym fragmencie Pisma św. nastrój wiernych.
Radowali się światłem i życiem, jakie płynęło od „Papieża uśmiechu”, którego
pontyfikat był tak krótki. Czy jesteście gotowi – pytał Martini – realizować
dalej misję, którą zostawił nam Jan Paweł I?

Bez cienia przesady można powiedzieć, że najważniejszym dokumentem, jaki Sobór
Watykański II dał Kościołowi, była Konstytucja o Objawieniu Bożym „Dei
Verbum”. Jej ostatnie paragrafy przedstawiają Kościół jako wspólnotę ludzi
oddanych Słowu Bożemu. Sobór pragnął, aby cały Kościół został odnowiony
duchowo przez Pismo Święte i stał się bardziej biblijny we wszystkich
aspektach swojego funkcjonowania. Martini żyje tym nauczaniem. Jako kapłan
chciałbym, by wszyscy prezbiterzy funkcjonowali bardziej biblijnie.

Zbyt wiele homilii wciąż ma charakter moralizatorski. Ich przesłanie można
streścić jednym zdaniem: „Bądź dobry, bój się Boga i niech On ma naszą
ojczyznę w opiece”. Oczywiście można usłyszeć homilie oparte na Piśmie św.,
ale często sprowadzają się do przywoływania odpowiednich cytatów – nie są zaś
medytacją nad Słowem. Bez względu na postęp biblistyki, jaki nastąpił od
czasów Soboru, z ręką na piersi musimy postawić sobie pytanie: czy naprawdę
jesteśmy ludźmi Księgi? Czy całe swoje życie podporządkowaliśmy Słowu Boga?"
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Siedem marzen pewnego jezuity 07.12.09, 07:21
      "Moim pierwszym marzeniem jest, aby katolicy byli ludźmi żyjącymi Pismem
      > Świętym.

      Jako kapłan
      > chciałbym, by wszyscy prezbiterzy funkcjonowali bardziej biblijnie.

      Jak nabajrdziej się z tym zgadzam smile ...Dużo już o tym na forum
      napisałam, więc nie będę się rozwijać wink
    • mamalgosia Re: Siedem marzen pewnego jezuity 07.12.09, 11:00
      Życie Pismem Świętym... bardzo ważne.
      Tylko, że chyba należałoby je choć trochę znać. Przynajmniej słuchać
      to, co czytają w kościele. I w domu czytać samemu.
      Wbrew pozorom to wcale nie takie częste
      • capriglione Re: Siedem marzen pewnego jezuity 07.12.09, 11:21
        mamalgosia napisała:
        > Wbrew pozorom to wcale nie takie częste

        Nie przeprowadzałam statystycznych badań, ale śmiem twierdzić, że raczej
        baaardzo rzadkie. Osoby znające Pismo, czytające regularnie, to wyjątki.

        Nigdy też (poza lekcjami religii w II klasie LO oraz może formą pokuty po
        spowiedzi w kilku sporadycznych przypadkach) nie byłam zachęcana do czytania Pisma.
        We wspomnianej klasie II ksiądz zachęcał (zalecił) lekturę dzieł Apost. Pamiętam
        reakcję klasy - zabili go śmiechem. Tak mi się go żal zrobiło (młody, naiwny
        byłsmile), że postanowiłam się "przemóc" i przeczytałam.
        Szkoda, że już nigdy nie wróciłam do tamtej lektury. Fajnie byłoby, wieczorami,
        spędzić trochę czasu na lekturze.

        Co do słuchania w kościele, to u mnie jest tak, jak już kiedyś wspominałam, że
        trudno mi się skupić. W ogóle jestem typem takiej "Świtezianki", wiecznie w
        obłokach, we własnych myślach. Muszę się mocno koncentrować, jednak z reguły mi
        się to nie udaje. Chyba akurat dla mnie msza nie jest najlepszą formą modlitwysad
        Zauważyłam, że niedzielne msze traktuję jak obowiązek, który powinnam wypełnić,
        ale robię to niekiedy z niechęcią. Jak sądzicie, czy w takiej sytuacji powinnam
        sobie odpuścić i poczekać na pojawienie się szczerego pragnienia, czy raczej
        trwać w obowiązku, licząc, ze "wierność" przyniesie owoce?
        Powinnam bardziej pomyśleć o lekturze indywidualnej, poza kościołem.
        • mamalgosia Re: Siedem marzen pewnego jezuity 07.12.09, 12:02
          capriglione napisała:


          > Nie przeprowadzałam statystycznych badań, ale śmiem twierdzić, że
          raczej
          > baaardzo rzadkie. Osoby znające Pismo, czytające regularnie, to
          wyjątki.

          Mam kolegę, o którym jeden ksiądz mówił drugiemu księdzu tak: "To
          dobry parafianin. I Pismo Święte czyta". A ten drugi: "Oooo!"

        • mama_kasia Re: Siedem marzen pewnego jezuity 07.12.09, 12:40
          Tak mi się go żal zrobiło (młody, naiwny
          > byłsmile),

          Mój mąż nie młody i nie naiwny wink)) zaproponował młodzieży
          gimnazjalnej, którą przygotowuje do sakramentu bierzmowania, aby
          czytali Pismo Święte. Zaproponował Ewangelię według św.Łukasza.
          Miał duży atut - swoje świadectwo codziennego czytania, i to
          czytania we wspólnocie z żoną. To samo zaproponował młodzieży.
          O dziwo, mimo różnych wątpliwości zgłaszanych (brak czasu
          głównie) zgodzili się. Sam się w to oczywiście włączył.
          Wyznaczyli sobie, że będą czytać codziennie indywidualnie
          w domu jedno wytłuszczenie. I wraca do tego, moblizuje,
          opiera na tych fragmentach kolejne spotkania, pyta, czy
          czytają. Różnie jest, ale myśl miał, żeby chociaż jedna
          osoba, żeby chociaż od czasu do czasu smile

          Jak sądzicie, czy w takiej sytuacji powinnam
          > sobie odpuścić i poczekać na pojawienie się szczerego pragnienia, czy raczej
          > trwać w obowiązku, licząc, ze "wierność" przyniesie owoce?

          Na pewno trwać!
        • kudyn Re: Siedem marzen pewnego jezuity 07.12.09, 12:52
          capriglione napisała:

          > Zauważyłam, że niedzielne msze traktuję jak obowiązek, który powinnam wypełnić,
          > ale robię to niekiedy z niechęcią. Jak sądzicie, czy w takiej sytuacji powinnam
          > sobie odpuścić i poczekać na pojawienie się szczerego pragnienia, czy raczej
          > trwać w obowiązku, licząc, ze "wierność" przyniesie owoce?

          Tylko kto wie kiedy to pragnienie przyjdzie? Możemy się nie doczekać. Ja bym
          oprócz wierności proponował temu pragnieniu jakoś pomóc.
          • capriglione Re: Siedem marzen pewnego jezuity 07.12.09, 13:44
            kudyn napisał:
            Ja bym
            > oprócz wierności proponował temu pragnieniu jakoś pomóc.
            Jakieś wskazówki? smile
            • kudyn Re: Siedem marzen pewnego jezuity 09.12.09, 11:26
              Podejrzewam, że nic odkrywczego Ci nie zaproponuję: modlitwa, Pismo Święte, coś
              co pozwoli zrozumieć znaczenie, jakaś sensowna katecheza, lektura. Konkretniej
              to najlepiej porozmawiać z kimś, kto Ciebie zna.
      • kudyn Re: Siedem marzen pewnego jezuity 07.12.09, 12:48
        Praktycznie
        są różne schematy czytania Pisma Świętego. Spotkałem się z takim który mi
        przypadł do gustu i stosuję. Codziennie jeden rozdział (lub inną porcję tekstu)
        z Pięcioksięgu, ksiąg historycznych, mądrościowych, proroków, Ewangelii i reszty
        NT. W sumie 6 fragmentów codziennie. Lub w wersji okrojonej, można połączyć
        Pięcioksiąg z księgami historycznymi, NT w całości. Dzięki temu mamy kontakt z
        całą biblią i łatwiej nam przejść przez te części które nam mniej odpowiadają.
        • mamalgosia Re: Siedem marzen pewnego jezuity 07.12.09, 16:27
          Myślę, że dobrze jest czytać zgodnie z kalendarzem liturgicznym.
          Ale ja robię podobnie jak kudyn - tyle, ż etych fragmentów mniej, bo
          tylko 3: po kolei ST (pierwszy fragment), NT (drugi fragment) i
          zawsze Pslamy. Długość zlaeżna od wielu uwarunkowań
          • atama Re: Siedem marzen pewnego jezuity 08.12.09, 15:58
            Czytanie to raz. Refleksja dwa. A pomiędzy nimi coś chyba jednak nie
            tak łatwego do przeprowadzenia zawsze samemu w domu -
            obiektywizacja. Złapanie kontekstu historycznego, kulturowego...
            Posiłkujecie się jakimiś komentarzami, które moglibyście polecić?
            • kudyn Re: Siedem marzen pewnego jezuity 09.12.09, 11:44
              Polecam Prymasowską Serię Biblijną z Vocatio. Używam jeszcze innych ale ta seria
              to podstawa. Szczególnie polecam Komentarz żydowski do NT
              www.vocatio.com.pl/p/pl/314/komentarz+zydowski+do+nowego+testamentu.html
              Z innymi komentarzami można częściej się spotkać, ten wnosi coś nowego a bardzo
              ważnego.
              Często też w Biblii są już zawarte komentarze (Poznańska, Jerozolimska czy nowy
              przekład od Paulinów).

              Ale niezależnie od ilości dostępnych komentarzy, warto czytać Pismo Święte,
              najlepiej w całości.
              • atama Re: Siedem marzen pewnego jezuity 09.12.09, 12:54
                A tak, Komentarz Żydowski znam. Godny polecenia.
                Słyszałam też o komentarzach KUL w zielonej okładce... Jednak te
                trudne są do zdobycia. A może się mylę? smile
                • kudyn Re: Siedem marzen pewnego jezuity 09.12.09, 13:35
                  Mam Psalmy (kupiłem za 5 zł wink ) ale faktycznie są trudne do zdobycia. Teraz
                  Edycja św. Pawła uruchomiła:
                  www.edycja.pl/index.php?mod=ksiegarnia&group=117 Ale to są komentarze
                  bardzo specjalistyczne.
      • andrzej585858 Re: Siedem marzen pewnego jezuity 10.12.09, 06:47
        Znalazłem ciekawy fragment u Orygenesa w jego traktacie "Przeciw Celsusowi"
        Pisze on następująco:

        "Badać Pisma nakazał nam Jezus, który powiedział <Badajcie Pisma> (J 5,39), i
        taka też jest myśl Pawła (por. Kol 4,6), ktory nauczał, że powinniśmy znać
        odpowiedż na każde pytanie: taka jest również myśl autora następujących słów:
        <Bądżcie gotowi do odpowiedzi każdemu, kto domaga się od was uzasadnienia tej
        wiary, którą macie > ( 1P 3,15)".

        Zawsze podziwiam u Ojców ich życie Biblią, właściwie wszystkie ich teksty są tak
        integralnie związane z tekstem Pisma że właściwie powinny składać się z samych
        odnośników! A zwłaszcza widoczne jest to w "Wyznaniach" św. Augustyna.
        Tylko że jakoś trudno jest zmobilizować się do lektury samego Pisma, niestety.
        Sam stwierdzam zwłaszcza po lekturze wpisów w tym temacie że o wiele częściej
        czytam komentarze Ojców do Pisma niż same Pismo.
        Pora więc coś zmienić.
    • isma Marzenie drugie - o celibacie 09.12.09, 20:22
      "Moje drugie marzenie dotyczy święcenia żonatych mężczyzn. Bez wątpienia istnieją uzasadnione argumenty za celibatem księży obrządku rzymskokatolickiego, ale nie można traktować ich w sposób absolutny, twierdząc, że celibat jest integralną częścią tożsamości kapłańskiej. Rozumując w ten sposób, ignoruje się fakt istnienia żonatego duchowieństwa w katolickich obrządkach wschodnich oraz w prawosławiu. Nie chodzi tu o wynajdywanie teologicznych racji za „połączeniem” kapłaństwa i celibatu, ale przejęcie się dramatyczną sytuacją wielu parafii pozbawionych księży.

      Widać bardzo poważny spadek powołań kapłańskich – zagraża on eucharystycznemu życiu Kościoła. Wspólnoty lokalne mają prawo do regularnej celebracji Eucharystii, a nie jedynie roznoszenia Komunii św., z możliwością uczestnictwa wiernych w Mszy św. kilka razy w roku. Wiele lat temu Karl Rahner napisał, że na Kościele ciąży obowiązek dostarczenia wiernym wystarczającej liczby księży. Wynika to z prawa Boskiego i jest zobowiązaniem ważniejszym od wymogu celibatu duchownych. Również Walter Kasper, zgadzając się z Rahnerem, podkreśla wyższość Eucharystii nad celibatem. Tę zmianę w praktyce Kościoła wymusza nauczanie Soboru, stawiające Eucharystię w centrum życia Kościoła.

      Nie bez znaczenia jest fakt, że spora liczba żonatych mężczyzn, którzy wcześniej byli duchownymi w innych Kościołach chrześcijańskich, przeszła do Kościoła rzymskokatolickiego i jest z Nim w pełnej komunii, kontynuując posługę ministerialną. Z pewnością w niektórych krajach ci kapłani pomogli w sprawowaniu liturgii we wspólnotach, które bez ich posługi byłyby pozbawione Eucharystii. By jednak sprostać wyzwaniom, jakie niesie ze sobą wzrastająca liczba parafii bez regularnej Mszy św., potrzeba znacznie większej liczby kapłanów. Należy więc zacząć wyświęcać na prezbiterów dojrzałych, żonatych mężczyzn. Oni są w Kościele: można ich znaleźć wśród katechetów, administratorów parafialnych czy stałych diakonów."
      • atama Re: Marzenie drugie - o celibacie 10.12.09, 06:53
        A myślałam, że z tymi marzeniami nie da się dyskutować...
        No to teraz się zacznie smile
      • mama_kasia Re: Marzenie drugie - o celibacie 10.12.09, 07:49
        Podany jest argument braku księży.
        Wydaje mi się naciągany. Widać spadek powołań kapłańskich, ale
        chyba ogólnie jest spadek również ludzi chodzących do kościoła,
        czy małżeństw sakramentalnych. No chyba, że nie, a tylko
        tak nam media wmawiają wink

        >Należy więc zacząć wyświęcać na prezbiterów dojrzałych,
        >żonatych mężczyzn.

        To ja bym jednak wolała, żeby zająć się tak dziećmi, dorosłymi,
        młodzieżą, aby było więcej "zwyczajnych" powołań. Tak formować
        kleryków, aby byli "wydajni" wink No, żeby byli
        autentycznymi świadkami Chrystusa.

        A, i jeszcze -
        >Oni są w Kościele: można
        > ich znaleźć wśród katechetów, administratorów parafialnych czy stałych diakonów."

        Ci żonaci mężczyźni mogą już teraz zostać diakonami stałymi.
        Jakoś pędu do tej funkcji nie widzę.

        To taka ogólna gorycz, ale tak w ogóle mężczyźni są super smile))
        I wielu księży też wink))
    • mader1 dobra :) 14.12.09, 07:24
      dobra, to już rozumiemy, dawaj dalej smile)))))
    • isma Marzenie trzecie, czyli sw. Franciszek 14.12.09, 20:42
      Moje trzecie marzenie jest związane z Kościołem służącym ludziom w potrzebie,
      zagubionym, w których katolicy słyszeliby płacz ubogich w czasie, kiedy kryzys
      ekonomiczny i żywnościowy pomnaża liczbę głodujących i chronicznie
      niedożywionych. W pierwotnym Kościele „liturgia” (gr. leitourgia) oznaczała
      zarówno czynność kultyczną, jak i niesienie pomocy potrzebującym. Podwójne
      znaczenie wskazuje na ścisły związek między kultem a zaangażowaniem społecznym
      na rzecz cierpiących, bądź, jak to ujął współcześnie pewien katolik, „na związek
      pomiędzy ołtarzem a jadłodajnią dla ubogich”. Na ten związek szczególnie
      wrażliwi są młodzi ludzie i jest dla nich gorszące oddzielanie tego, co się
      wyznaje, od tego, co się czyni. Angażują się w życie parafii, jeśli widzą, że
      nie ma rozdźwięku pomiędzy słowami, jakie słyszą w Kościele, a naszymi działaniami.

      Dzisiaj głos ubogich płynie także z Ziemi, która jest plądrowana i
      zanieczyszczana do granic możliwości wskutek ludzkiej zachłanności. Giną lasy w
      Afryce, Amazonii i Azji; w zastraszającym tempie zmniejsza się ilość paliw i
      innych naturalnych bogactw; topnieją pokłady lodu w oceanach, zagraża nam
      globalne ocieplenie. Sytuacja wygląda tak, jakby rasa ludzka wydała wyrok
      zniszczenia planety i siebie. Krzyk ubogiej i cierpiącej Ziemi musi zostać
      wysłuchany.
      • luccio1 Re: Marzenie trzecie, czyli sw. Franciszek 14.01.10, 03:47
        isma napisała:
        > W pierwotnym Kościele „liturgia” (gr. leitourgia) o
        > znaczała zarówno czynność kultyczną, jak i niesienie pomocy
        > potrzebującym.

        Zgodnie ze źródłosłowem - jest to działanie, i to w służbie komuś lub czemuś ("kościelnie" była to więc zarówno Służba Boża, czyli Eucharystia i inne nabożeństwa, jak też pomoc bliźnim w znaczeniu czysto doczesnym - od członków własnej wspólnoty zaczynając...).

        Słowo odnalazłem podczas ostatnich wakacji w opisie towarzyszącym wyłącznikowi awaryjnemu dźwigu osobowego w greckim hotelu.
        Otóż położenie normalne ("włączone" - I) było tam opisane właśnie słowem "leitourgeia" [nowogrecki czyta to całkiem jak my: liturgia] - co znaczy w tym przypadku właśnie "stan służby" = "stan czynny";
        położenie przeciwstawne ("wyłączone" - 0) nosiło opis "stathmos kindounou" = "stacja niebezpieczeństwa" = natychmiastowe zatrzymanie w przypadku niebezpieczeństwa (zagrożenia).
    • isma Marzenie czwarte: "promocja" rodzin 29.12.09, 23:44

      Moje czwarte marzenie dotyczy promocji życia rodzinnego. Chciałbym widzieć coraz
      więcej chrześcijańskich rodzin – i rodzin osób innych religii – będących
      świecącym przykładem prawdziwego humanizmu. Wspólnotami, w których dzieciom
      przekazywana jest wiara i wartości, gdzie otoczone są ciepłem i troską. Rodzin,
      w których inne osoby przyjmowane są z gościnnością. W świecie konsumeryzmu i
      pośpiechu, zdominowanym przez wpływ mediów, telefonów komórkowych i internetu,
      coraz trudniejsze staje się wspólne przebywanie rodziców z dziećmi, trudniejsze
      jest więc wychowywanie.

      Rodzice i dorośli wierzący muszą mieć coś do przekazania, jeśli chcą, by ich
      dzieci „zaraziły się” wiarą – by Dobra Nowina kształtowała ich życie. Nie stanie
      się tak, jeśli będą żyć podwójnymi standardami, starając się wpoić dzieciom –
      bądź na nich wymusić – coś, w co sami nie wierzą i czego nie praktykują. Ważne,
      aby w każdym katolickim domu widoczne były symbole religijne, dobrane ze smakiem
      i podkreślające wspólnie przeżywaną wiarę. Rodzice powinni wprowadzać dzieci w
      świat Biblii, czytać im życiorysy świętych, a zwłaszcza uczyć modlitwy – i
      modlić się wraz z nimi. W przeszłości w wielu chrześcijańskich domach można było
      znaleźć rodzinne Pismo św. Na jego końcu znajdowały się specjalne strony, na
      których zapisywano daty narodzin, sakramentów, małżeństw, pogrzebów i innych
      przełomowych wydarzeń. Modlitwy przed posiłkiem czy do snu, w których
      uczestniczą rodzice i dzieci, są żywym językiem wiary.

      Dzieci wierzą w naturalny sposób we wszystko, co mówią rodzice, na znaki wiary
      reagują instynktownie. Rodzą się jako istoty religijne i nie potrzebują zbyt
      wiele ze strony dorosłych, aby wierzyć i tworzyć swoją relację z Bogiem, jeśli
      nie widzą rozdźwięku pomiędzy tym, co im się mówi, a tym, czym się żyje. Wszyscy
      wiemy, jak wielką rolę w procesie przekazywania wiary i wartości mają
      dziadkowie, babcie i dalsi członkowie rodziny. Dziś na Zachodzie demonicznym
      błogosławieństwem stał się rynek: błogosławieni są ci, którzy produkują więcej,
      ponieważ oni będą mogli więcej konsumować. Dzieci, dopóki nie zepsują ich
      dorośli, czują, że ludzi nie można definiować na podstawie tego, co mają.
      • atama Re: Marzenie czwarte: "promocja" rodzin 04.01.10, 10:04
        Czwarte marzenie jak czwarte przykazanie - o rodzinie smile

        Na myśl mi przychodzi fragment błogosławieństwa nowożeńców:

        "Prosimy Cię, Boże, ześlij swoje błogosławieństwo na tych nowożeńców
        N. i N. Spraw, Panie, aby żyjąc w tej sakramentalnej wspólnocie,
        którą dziś zapoczątkowali, obdarzali się wzajemnie miłością i
        świadcząc w ten sposób, że jesteś wśród nich obecny, stanowili jedno
        serce i jedną duszę. Udziel im też pomocy. Panie, aby dom, który
        zakładają, podtrzymywali wspólnym wysiłkiem, a swoje dzieci,
        wychowane w duchu Ewangelii, przygotowali do wspólnoty z Tobą w
        niebie.
        Błogosław swojej służebnicy. N., aby pełniąc zadania małżonki i
        matki, czystą miłością ożywiała swój dom, a zawsze życzliwa i dobra,
        była jego ozdobą. Błogosław też swemu słudze. N., niechaj dobrze
        wypełnia obowiązki wiernego męża i troskliwego ojca".
    • isma Marzenie piate: diakonat dla poslugi 13.01.10, 19:09
      Moje piąte marzenie dotyczy wzbogacenia kościelnej posługi. Od zarania bogactwem
      Kościoła była służba mężczyzn i kobiet, często heroicznie oddanych nauczaniu czy
      pomocy ubogim i cierpiącym. Zanim na Zachodzie powołano do istnienia
      uniwersytety, od wielu wieków w Kościele nauczaniem świeckim i religijnym
      zajmowali się tacy charyzmatyczni liderzy jak św. Hilda z Whitby (zm. 680) i św.
      Beda Czcigodny (zm. 735). Z kolei św. Bazylego z Cezarei (zm. 379), którego
      wspierała siostra św. Makryna Młodsza (zm. 379) można uznać za założycieli
      pierwszego chrześcijańskiego szpitala. Niezliczone zastępy lekarzy, pielęgniarek
      i innych pracowników służby zdrowia podążyło za ich przykładem, poświęcając
      życie trosce o chorych, bezdomnych i umierających.

      Kwestia duszpasterstw, które mogą wzbogacić Kościół i świat, dotyka spraw
      drażliwych społecznie. Jedną z nich jest z pewnością problem święcenia kobiet do
      diakonatu. Wiele kobiet przez zaangażowanie w pracę parafialną czy opiekę
      duszpasterską w szpitalach, szkołach i więzieniach, wykonuje w Kościele posługę
      podobną do diakonów. Te kobiety służą więc Kościołowi w sposób mniej lub
      bardziej zbliżony do stałego diakonatu mężczyzn. Co stoi na przeszkodzie, aby
      zrównać tę posługę z diakonatem?

      Do zajęcia się tą kwestią zachęciła mnie watykańska Międzynarodowa Komisja
      Teologiczna. Przez wiele lat badała temat i w 2002 r. wydała dokument poświęcony
      historycznemu rozwojowi diakonatu i możliwościom jego rozwoju. W dokumencie nie
      ma żadnych przeciwwskazań doktrynalnych dotyczących diakonatu kobiet. Pozostawia
      otwartym pytanie o możliwość ich święceń – wskazując, że kluczowa w tej sprawie
      jest decyzja władz kościelnych.
    • atama marzenie szóste - ekumenizm serc 08.03.10, 07:37
      Moje szóste marzenie związane jest z obrazem Kościoła wychodzącego
      do innych, szukającego z większą troską i miłością kontaktu z
      wiernymi, którzy go opuścili, z innymi chrześcijanami i wyznawcami
      innych religii. W wielu krajach miliony katolików straciło żywy
      kontakt ze wspólnotą Kościoła i przestało – bądź czynią to
      sporadycznie – uczestniczyć w liturgii. Czasami świadomie nie
      identyfikują się jako katolicy. Wydaje się jednak, że zazwyczaj
      odejście od Kościoła odbywa się stopniowo. Powodem może być rana
      zadana przez księży bądź innych przedstawicieli Kościoła.

      Odejścia tworzą pustkę. W niektórych parafiach prowadzone są
      działania na rzecz zachęcenia tych wiernych do powrotu, ale
      działaniom tym brak odwagi, nadziei, a czasem delikatności.

      Wiele w tej sprawie możemy nauczyć się od wspólnot ewangelikalnych,
      które przez regularne spotkania domowe w trakcie tygodnia
      podtrzymują i karmią duchowo życie parafian, którzy z różnych
      powodów czuliby się anonimowo w dużych kongregacjach i odeszliby z
      Kościoła. Ewangelikalni chrześcijanie nie boją się również działać
      na ulicach. Pamiętam, jak w trakcie turnieju tenisowego wspólnota
      ewangelikalna z Wimbledonu wywiesiła transparent: „Wygrasz albo
      przegrasz. Tak czy inaczej Bóg cię kocha, Andy”. Możemy uważać to za
      przejaw tabloidyzacji języka religijnego. Pamiętajmy jednak, że to
      język, który trafia do milionów ludzi.

      Wychodzenie ku innym oznacza kultywowanie serdecznych i
      przyjacielskich relacji z innymi chrześcijanami. Potrzebujemy nie
      tylko wspólnych orzeczeń teologów i „milczącej posługi” uczonych,
      aby osiągnąć porozumienie w istotnych kwestiach doktrynalnych – jak
      Eucharystia, kapłaństwo i autorytet w Kościele – ale jeszcze
      bardziej potrzebujemy ekumenizmu serc. Przyjaźń, wspólne relacje i
      bycie stale dostępnymi dla innych chrześcijan, znaczy więcej niż
      setki dokumentów i wspólnych deklaracji. Musimy być razem we
      wszystkim, co możemy robić wspólnie, a być osobno tylko tam, gdzie
      to niemożliwe.

      Jan Paweł II jako pierwszy papież poprowadził wspólnie z abp.
      Robertem Runciem nabożeństwo ekumeniczne w katedrze kantenberyjskiej
      w trakcie pielgrzymki do Wielkiej Brytanii w 1982 r. Obaj
      podkreślili wspólną troskę o rozwój chrześcijaństwa. W grudniu 1983
      r., z okazji 500-lecia urodzin Marcina Lutra, Jan Paweł II wygłosił
      homilię w kościele luterańskim w Rzymie i w ten sposób stał się
      pierwszym papieżem, który przekroczył progi kościoła
      protestanckiego.

      W kwietniu 1986 r. przemawiał w Wielkiej Synagodze w Rzymie – to
      pierwsza znana wizyta głowy Kościoła rzymskokatolickiego w synagodze
      od czasów wczesnego Kościoła. W październiku 1986 r. Jan Paweł II
      uczynił coś nie mniej spektakularnego. Wraz z przedstawicielami
      innych światowych religii modlił się w Asyżu o pokój na świecie.
      Wracając z pielgrzymki do Afryki, zatrzymał się w Maroku, gdzie w
      Casablance na zaproszenie króla Hassana II przemawiał do ponad 100
      tys. młodych muzułmanów na temat religijnych i moralnych wartości
      wspólnych dla chrześcijan i muzułmanów.

      Od ponad 1300 lat, kiedy Mahomet założył nową religię, papież nigdy
      nie został zaproszony przez jakiegokolwiek przywódcę muzułmańskiego
      do podobnego spotkania. W trakcie wizyty w Damaszku w 2001 r. Jan
      Paweł II jako pierwszy papież w historii Kościoła modlił się w
      meczecie. Stał się ikoną chrześcijańskiego wychodzenia ku wyznawcom
      innych religii i wzorem poszukiwania przebaczenia, sprawiedliwości i
      pokoju.
      • andrzej585858 Re: marzenie szóste - ekumenizm serc 08.03.10, 10:42
        Piękny tekst - ekumenizm serc, tak to jest chyba to czego najbardziej nam brakuje.
        Przypomniała mi się pewna scena. Otóż z racji tego że część mojej rodziny jest
        prawosławna, często zdarza mi się uczestniczyć w uroczystościach prawosławnych.
        Ze skruchą przyznaję że z większym zaangażowaniem emocjonalnym niż w
        katolickich, jednak prawosławie zachowało w swojej liturgii ten mistycyzm. Tam
        nie ma pospiechu co sprzyja wtopieniu się w liturgię.
        Zdarzyło mi się tez uczestniczyć w rytuale poświęcenia grobów na cmentarzu.
        Zwyczajem jest że na zakończenia ksiądz podchodzi do obecnych z krzyżem który
        wszyscy całują. Pamiętam jak podszedł do mnie i zawahał się, jak potem
        powiedział - nie znał mnie i obawiał się że zachowam się tak jak już mu się
        zdarzyło. W podobnej sytuacji pewien katolik odmówił dokonania tej czynności
        motywując to tym iż jest on katolikiem i nie będzie czcił krzyża prawosławnego.
        Cóż można powiedzieć w takiej sytuacji?
        Dobrze że spotykają się teologowie, wyjaśniają różnice dogmatyczne, zatarciu
        ulegają zatargi historyczne - ale jeżeli na dole, właśnie w parafii nie będzie
        prowadzona mrówcza praca nad ekumenizmem serc - to na nic pójdą wysiłki teologów.

        Czasem potrzeba takiej odwagi i determinacji jaką miał św. Franciszek spotykając
        się w 1219 roku z sułtanem Egiptu - a mógł to przypłacić życiem. Co ciekawe -
        jak świadczy o tym legenda większe wrażenie zrobiło to na muzułmanach niż na
        chrześcijanach którzy ekumenizm pojmowali jako drogę miecza.
        • sulla Re: marzenie szóste - ekumenizm serc 08.03.10, 10:53
          Matka chrzestna mojej córki jest katoliczką, a ojciec chrzestny jest prawosławny
          (nasz proboszcz wyszedł nam w ten sposób na przeciw, ponieważ zjawiliśmy się w
          kościele luterańskim "znikąd", bez żadnej rodziny ani znajomych protestantów).

          Z matką chrzestną - moją przyjaciółką jeszcze z lat szkolnych, chodzimy czasami
          wspólnie do kościoła, czasem do katolickiego, czasem do luterańskiego. Z ojcem
          chrzestnym składamy sobie życzenia i na "jego" i na "nasze" święta. Nikt nigdy w
          tym towarzystwie nie wojował o wyznanie.

          Ja wiem, ze są między kościołami różnice czasami nie do pogodzenia, ale dla mnie
          fundamentem jest Bóg - wszyscy wierzymy w jednego Boga i to jest dla mnie
          najważniejsze. A że w różnych wspólnotach dążymy do Boga różnymi drogami? Możemy
          iść każdy swoją drogą bez nienawiści i bez oskarżeń. Możemy się kochać i
          szanować nawet na tych różnych drogach.
          • kudyn Re: marzenie szóste - ekumenizm serc 08.03.10, 11:37
            sulla napisała:

            > Ja wiem, ze są między kościołami różnice czasami nie do pogodzenia,
            ale dla mni
            > e
            > fundamentem jest Bóg - wszyscy wierzymy w jednego Boga i to jest
            dla mnie
            > najważniejsze. A że w różnych wspólnotach dążymy do Boga różnymi
            drogami? Możem
            > y
            > iść każdy swoją drogą bez nienawiści i bez oskarżeń. Możemy się
            kochać i
            > szanować nawet na tych różnych drogach.

            Tutaj się z Tobą nie zgodzę smile, nie możemy iść swoją drogą. Dzisiaj
            trzeba iść razem. I szukać tego co nas łączy, nie bagatelizując
            różnic. Bez spotkania nie ma pojednania.

            • sulla Re: marzenie szóste - ekumenizm serc 08.03.10, 12:10
              kudyn napisał:

              >Tutaj się z Tobą nie zgodzę smile, nie możemy iść swoją drogą. Dzisiaj
              >trzeba iść razem. I szukać tego co nas łączy, nie bagatelizując
              >różnic. Bez spotkania nie ma pojednania.

              Zgadzam się smile Piszą "swoją drogą" miałam na myśli raczej, że nie musimy wszyscy
              zmieniać wyznania na jedno, np. wszyscy zostać katolikami albo wszyscy zostać
              luteranami czy waldensami. Ale iść razem pozostając przy swoich kościołach - do
              tego powinniśmy dążyć.
    • atama Siódme marzenie - przylgnąć do Jezusa 09.03.10, 06:58
      Moje siódme i ostatnie marzenie o przyszłym Kościele dotyczy
      ściślejszego przylgnięcia wszystkich katolików do Jezusa,
      prawdziwego nawrócenia serc i umysłów. Dzięki Vaticanum II na
      początku trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa, musimy mieć nadzieję
      i pracować nad mniej scentralizowanym Kościołem i rzeczywistą
      reformą Kurii Rzymskiej. Ale każda próba reformy i odnowy pozostanie
      doktrynalnie nieugruntowana, emocjonalnie pusta i zdecydowanie
      nieefektywna, jeśli nie będzie czerpać inspiracji z Tajemnicy
      Paschalnej. Tylko głębokie i trwałe spotkanie z ukrzyżowanym i
      zmartwychwstałym Panem jest w stanie sprawić, by takie wysiłki
      przyniosły spodziewane owoce. Owoce, których tak bardzo potrzebuje
      nie tylko Kościół, ale i świat.

      Były generał jezuitów – i moim zdaniem współczesny święty – Pedro
      Arrupe (zm. 1991) wyraził w prostych, ewangelicznych słowach treść
      mego ostatniego marzenia: „Zakochaj się w Jezusie, trwaj w tym
      zakochaniu, a to zmieni wszystko”. W trakcie Mszy pontyfikalnej 24
      kwietnia 2005 r. Benedykt XVI podkreślił, że Kościół jest „młody”
      i „żywy”, ponieważ „Chrystus jest żywy”. To Jego „miłość nas
      zbawia”. Papież podjął posługę jako następca Piotra, mówiąc: „Jeśli
      pozwolimy Chrystusowi wejść do naszego życia, nic nie tracimy, nic,
      absolutnie nic z tego, co czyni życie wolnym, pięknym i wielkim”.
      Homilię zakończył przywołując znane wezwanie Jana Pawła II
      podsumowujące przesłanie Soboru: „Otwórzcie szeroko drzwi
      Chrystusowi, a znajdziecie prawdziwe życie”.
      • wiesia140 Re: Siódme marzenie - przylgnąć do Jezusa 15.11.10, 15:13
        Słowo Boga leczy stawia na nogi , sama przekonałam sie już o tym nie raz , dlatego staram się zaglądać jak najczęściej do Biblii

        Zakochaj się w Jezusie, trwaj w tym
        zakochaniu, a to zmieni wszystko”

        o to coś dla mnie smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka