Dodaj do ulubionych

Znaleźć Wolę Bożą

04.01.10, 11:13
"Uważny duszpasterz powinien zauważyć, że ktoś za pomocą życia
religijnego i pod sztandarem szukania woli Bożej czyni siebie
życiowym kaleką.

Słyszymy nieraz, że Bóg ma dla nas wspaniały plan, że w tym planie
możemy odnaleźć nasze szczęście. Zapewne stwierdzenia te zawierają
sporo prawdy, jednak w bardzo różny sposób możemy je rozumieć.
Sądzę, że ów plan jest jak nasienie, które Bóg rzuca na glebę naszej
wolności. Z różnych przyczyn rzucamy je często z powrotem w Bożą
stronę, żywiąc przekonanie, że plan jest w Nim, a nie w nas, i z
pomocą stałych spowiedników, czasem latami, analizujemy nasze życie,
a w jego trzeciej dekadzie – pomimo tej mozolnej pracy – nie mamy
podjętych żadnych życiowych decyzji, gdyż nadal rozeznajemy wolę
Bożą. Pozwoliłem sobie na odrobinę ironii, bo myślę, że znaczna
część takich przypadków jest – zazwyczaj nieświadomą – ucieczką od
wolności i dorosłości, w dodatku wspieraną – niestety również
nieświadomie – przez duszpasterzy".

Jak mówicie Waszym dzieciom o odkrywaniu powołania i tej... no
właśnie Woli Bożej w ich życiu??


Obserwuj wątek
    • atama Re: Znaleźć Wolę Bożą 04.01.10, 11:14
      Zapomniałam -
      Całość artykułu Łukasza Kubiaka OP pt. "Jego drogi nie są naszymi"
      przeczytać można w najnowszym, styczniowym numerze miesięcznika "W
      drodze".

    • otryt Re: Znaleźć Wolę Bożą 06.01.10, 11:02
      Nikt nie pisze, to może podam czytania z 5 stycznia 2009. Pierwsze
      zdanie jest doskonałą odpowiedzią. Co najbardziej kocham albo kogo?
      Czy w ogóle kocham? Miłość może się realizować na tak wiele
      sposobów. W jakiej dziedzinie życia stać mnie najbardziej na
      bezinteresowną miłość? Teraz, w tej chwili! Tam gdzie ulokowałeś
      swoją miłość, tam jest wola Boża - tak myślę. Mamy olbrzymią
      przestrzeń wolności do realizacji miłości. Wcale nie musimy być
      spętani wolą Bożą. Wręcz przeciwnie.

      (1 J 3,11-21)
      Najmilsi: Taka jest wola Boża, którą objawiono nam od początku,
      abyśmy się wzajemnie miłowali Nie tak, jak Kain, który pochodził od
      Złego i zabił swego brata. A dlaczego go zabił? Ponieważ czyny jego
      były złe, brata zaś sprawiedliwe. Nie dziwcie się, bracia, jeśli
      świat was nienawidzi. My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia,
      bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci. Każdy, kto
      nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie
      nosi w sobie życia wiecznego. Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał
      za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci. Jeśliby
      ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi
      niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim
      miłość Boga? Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem
      i prawdą! Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim
      nasze serce. A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od
      naszego serca i zna wszystko. Umiłowani, jeśli serce nas nie
      oskarża, mamy ufność wobec Boga.
      • atama Re: Znaleźć Wolę Bożą 06.01.10, 11:23
        O! Bardzo dziękuję, Otrycie!
        Piękny pryzmat do rozeznawania Woli Bożej!
        Nie chciałabym, żeby moje dzieci czuły się sparaliżowane Wolą Bożą...
        Nie raz, na tym forum też, natykałam się na różne wypowiedzi, które
        odczytywałam właśnie jako takie kładzenie się pod pręgież Bożej
        Woli. Zawsze mnie to jakoś smuci.
        • otryt Re: Znaleźć Wolę Bożą 06.01.10, 12:05
          atama napisała:

          >Nie raz, na tym forum też, natykałam się na różne wypowiedzi,
          >które odczytywałam właśnie jako takie kładzenie się pod pręgierz
          >Bożej Woli. Zawsze mnie to jakoś smuci.

          No właśnie. To często taka postawa: "nie chcę, ale muszę." To może
          smucić. Miłość jednak nie działa na tej zasadzie. Zadałaś pytanie 4
          stycznia i już następnego dnia (oczywiście rok 2010) przyszła
          odpowiedź jawnym tekstem. "Wolą Bożą jest byście się wzajemnie
          miłowali". Miłość jest pierwsza. Przynależność do przeróżnych
          stanów, zawodów jest wtórna. Najpierw musi być, że chcę coś dobrego
          robić dla ludzi, a potem decyzja o wstąpieniu do kapłaństwa,
          małżeństwa, zostania nauczycielem, lekarzem, inżynierem, rodzicem
          Najpierw pytanie, co dobrego chcę robić wspólnie z innymi, bo samemu
          trudno. A potem decyzja o wstąpieniu do jakiejś wspólnoty.

          >Nie chciałabym, żeby moje dzieci czuły się sparaliżowane
          >Wolą Bożą...

          Dzieci trzeba wciąż pytać o miłość. Co kochają, kogo kochają? Jeśli
          kochają jakieś zajęcie, to jaką korzyść z tego mogą mieć inni?

          Trochę natchnęła mnie rozmowa z ostatnich dni o "trudnych
          miłościach" czy "trudnych przyjaźniach". Takich trudnych miłości
          mamy mnóstwo wokół. Jak do tego podejść? Jak ją realizować
          praktycznie w zgodzie z zamysłem Bożym? Gdzie szukać mądrości?

          Erich Fromm pisze w swoich książkach, że współczesny człowiek ma
          ogromny kłopot z miłością. Być może przekłada się to na problem, o
          którym pisze autor artykułu we "W drodze", że w wieku dojrzałym (20-
          30) ludzie wciąż nie za bardzo wiedzą, co robić ze swoim życiem?



        • kudyn Re: Znaleźć Wolę Bożą 06.01.10, 15:41
          Troszkę nie rozumiem i kłóci mi się to z moim obrazem Boga. Rozumiem, że może
          być problem ze zgodą na Bożą wolę, ale generalnie to pełnienie Jego woli wydaje
          mi się czymś niezwykle uwalniającym.
          Były wczorajsze czytania, to może dzisiejsze:
          „A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się
          do swojej ojczyzny”. Można by przywołać jeszcze św. Józefa i kilku innych.
          Problem chyba nie jest w woli Boga, ale w tym jak my jej szukamy i jak sobie z
          nią radzimy (albo i nie).
          • atama Re: Znaleźć Wolę Bożą 06.01.10, 16:03
            Tak, mocno w to wierzę - jest dla nas uwalniająca, jest scenariuszem
            szczęścia dla nas, jest dobra.
            Problem w tym, że czasem boimy się podjąć samodzielnie decyzję,
            założyć jakiś plan, oglądając się i szukając Woli Bożej.
            Czekamy na znak, na głos...
            A Pan współdziała z nami we wszystkim co dobre...
          • otryt Re: Znaleźć Wolę Bożą 06.01.10, 23:42
            kudyn napisał:

            >Były wczorajsze czytania, to może dzisiejsze:
            >„A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda,

            Świetnie, że zwróciłeś na to uwagę. "Wolą Bożą jest byście się wzajemnie
            miłowali" było wczoraj, a "otrzymawszy we śnie nakaz" było dzisiaj. Obydwa
            podejścia, jakże odmienne dotyczą Woli Bożej.

            Widzę między nimi zasadniczą różnicę. To dzisiejsze czytanie dotyczy sytuacji
            nadzwyczajnych, gdy człowiek nic nie może już zrobić. Bóg interweniuje w sposób
            bezpośredni. Na co dzień jednak będziemy stosowali zasadę wzajemnej miłości,
            pomagania sobie, wspólnego rozwiązywania problemów. Uczciwą pracę czy uczciwe
            wykonywanie obowiązków też możemy podciągnąć pod wzajemne miłowanie się. Nawet
            doradca czy spowiednik, do którego idziemy, korzysta z mądrości Bożej zapisanej
            na kartach Biblii czy w encyklopediach innej ludzkiej wiedzy. Myślę, że Bóg tak
            samo jak Isma nie lubi, gdy mu się zbyt często głowę zawraca problemami, które
            potrafią rozwiązać inni ludzie, a my zamiast przejść kolejne instancje kołaczemy
            od razu do tej najwyższej.
            • aka21 Re: Znaleźć Wolę Bożą 07.01.10, 09:31
              Otryt, ja tu się chyba nie zgodzę, że między tymi czytaniami jest
              zasadnicza różnica. Wypełnienie tego nakazu też było przejawem
              miłości z jednej strony do Jezusa (by nie narażać Go na
              niebezpieczeństwo), z drugiej do Heroda (by nie ułatwiać mu
              popełniania grzechu). Ja tu nie widzę sprzeczności. Miłość musi być
              mądra i rozważna.
              Piszesz, ze Bóg w tym przypadku uciekł się do bezpośredniej
              interwencji, a ja pytam ile osób "poszłoby" dzisiaj za takim snem?
              Ja chyba nie, a przynajmniej nie natychmiast (jak tego wymagał np.
              anioł od Józefa). Może wtedy ludzie bardziej byli otwarci na takie
              podejście? W ST wielokrotnie Bóg przemawiał we śnie?
              Ale ja jeszcze powrócę do rodziców Małej Tereski. Jak pisałam
              spotkali się na moście i Zelii usłyszała ten głos w sercu, ze to ten
              człowiek. Po 3 miesiącach był ślub. Ile ona musiała mieć wiary w
              sercu, że zaufała temu głosowi? Jak bardzo blisko musiała być Boga,
              że odważyła się tak szybko na ślub?! Ona miała pewność, że jest w
              rękach Boga, tak jak i wtedy gdy nie została przyjęta do klasztoru
              bez podania przyczyny. Wiedziała, że jeśli to pomyłka to Bóg jej to
              pokaże i ona to na dodatek zobaczy! Ona ufała i podejmowała
              konkretne działania!
              Nie zgodzę się też z tym, że Bóg nie lubi gdy mu się zbyt często
              zawraca głowę problemami, które potrafią rozwiązać inni ludzie. Bóg
              nie jest kolejną instancją, On jest pierwszy! To On może posłużyć
              się innymi, ale jest nam najbliższy i my Jemu też! Jak dziecko
              zachoruje, choćby na katar, to mamy prawo (żeby nie pisać, ze
              obowiązek) Go prosić o zdrowie dla niego, a nie "tylko" pójść do
              lekarza. Dlaczego nam tak trudno uwierzyć, że Bóg jest obecny w
              naszej codzienności i w niej chce nam pomagać. We wszystkim!
              Sprzeczce rodzinnej,wypowiedzeniu słowa "przepraszam", w chorobach,
              pracy, ale i we wszelkich radościach.
              Dla mnie, tak jak pisze Kudyn, odkrywanie woli Bożej jest
              odkrywaniem swojego szczęścia. Żeby jednak wejść na tą drogę muszę
              wykazać minimum zaufania do Boga i minimum odwagi, bo to jest moje
              życie i ja w nim podejmuję decyzje (i dobre i złe), a bez nich nie
              ruszę ani do przodu, ani do tyłu. Zakręty można przejść, góry i
              doliny ,zwłaszcza jak się idzie z Bogiem! Dla mnie nie jest ważne
              jaka długa będzie ta droga, byleby do celu trafić! A jak się idzie
              to i doświadczenia się nabywa, byle nie popadać w rutynęwink
              Pzdr!
              Aga
              • otryt Re: Znaleźć Wolę Bożą 07.01.10, 12:28
                Otryt: Dziękuję Agnieszko za Twoje słowa. Zgadzam się ze wszystkim o
                czym piszesz. Jednak chyba nie do końca mnie zrozumiałaś. Postaram
                się uściślić.

                Aka21: Otryt, ja tu się chyba nie zgodzę, że między tymi czytaniami
                jest
                zasadnicza różnica. Wypełnienie tego nakazu też było przejawem
                miłości z jednej strony do Jezusa (by nie narażać Go na
                niebezpieczeństwo), z drugiej do Heroda (by nie ułatwiać mu
                popełniania grzechu). Ja tu nie widzę sprzeczności. Miłość musi być
                mądra i rozważna.

                Oczywiście wypełnienie bezpośredniego Bożego nakazu otrzymanego we
                śnie przez św. Józefa lub Trzech Mędrców także mieści się w porządku
                miłości, bo chroni Dzieciątko, a nawet samego Heroda, jak piszesz.
                Jednak nawet Mędrcy nie byliby w stanie sami z siebie wykoncypować,
                że Dzieciątku grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Zwykły nakaz
                miłowania bliźniego kazałby Mędrcom dotrzymać obietnicy danej
                Herodowi, by i on mógł złożyć pokłon Jezusowi. Potrzebna była
                nadzwyczajna interwencja Boga. I w tym widzę tę zasadniczą różnicę,
                o której pisałem.

                „Wola Boża byście się wzajemnie miłowali” jest dla mnie także czymś
                więcej. Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Bóg
                pokazał nam jak kochać, jak służyć drugiemu człowiekowi, zachęca do
                samodzielności, do współtworzenia, do angażowania się w
                rozwiązywanie przeróżnych ludzkich prioblemów. Nie chce byśmy
                biernie oczekiwali, aż Bóg nam wszystko da i rozwiąże za nas
                wszystkie problemy, także te najprostsze.
                W Kanie Galilejskiej człowiek musi napełnić wodą kadzie. Jezus czyni
                resztę. Te moje słowa wcale nie znaczą, że Bóg ma być nieobecny w
                naszych sprawach, to raczej nawoływanie do większej samodzielności i
                dorosłości. Wanda Półtawska w swojej książce opisuje sytuację, że
                pracując w poradni nie była w stanie nic mądrego wymyślić by pomóc.
                Ani filozofia, ani medycyna, ani psychologia, ani psychiatria. (Te
                wszystkie dziedziny znała). Wówczas po pracy poszła do kaplicy i
                zaczęła kołatać o pomoc do Pana Boga.


                A: Piszesz, ze Bóg w tym przypadku uciekł się do bezpośredniej
                interwencji, a ja pytam ile osób "poszłoby" dzisiaj za takim snem?

                O: Ja poszedłem, gdy Bóg mówił do mnie we śnie. Powiedział „Wstań i
                idź”. Dał dwie obietnice. Natychmiast wstałem i momentalnie zostałem
                wyrwany z apatii i beznadziejności. Nagle zacząłem inaczej
                funkcjonować. To było tak niezwykłe przeżycie. Jednak rodzi się
                pytanie, czy Bóg co chwila ma do mnie przychodzić i wciąż mówić to
                samo? A może to raczej ja sam powinienem pamiętam o tamtym spotkaniu
                we śnie?

                A: Ale ja jeszcze powrócę do rodziców Małej Tereski.

                O: Pewnej pani gdzieś ze 100 lat temu błogosławiona Marcelina
                Darowska odmówiła wstąpienia do klasztoru. Powiedział jej, że ma
                założyć rodzinę i mieć dużo dzieci. Miała chyba z 10. Potem wszyscy
                w tej rodzinie mieli dużo dzieci i mnie jakoś ta atmosfera też
                objęła, bo jakoś z tą rodziną jestem spowinowacony. Historię tę,
                swojej babci, opowiedział mi młody ojciec, gdy zapytałem skąd imię
                Marcelina dla jego córki. Dziecko to wielki skarb, taki mniej więcej
                przekaz ogarnął na przestrzeni 100 lat dużą ilość ludzi, także mnie
                samego. A wszystko za sprawą błogosławionej Marceliny Darowskiej.


                A: Nie zgodzę się też z tym, że Bóg nie lubi gdy mu się zbyt często
                zawraca głowę problemami, które potrafią rozwiązać inni ludzie.

                O: To było nawoływanie do większej samodzielności i dojrzałości. Bóg
                chce byśmy dojrzeli..

                A: Bóg nie jest kolejną instancją, On jest pierwszy!

                O: Napisałem, że jest najwyższą instancją. A więc jest pierwszy!

                A: Dlaczego nam tak trudno uwierzyć, że Bóg jest obecny w
                naszej codzienności i w niej chce nam pomagać. We wszystkim!
                Sprzeczce rodzinnej, wypowiedzeniu słowa "przepraszam", w chorobach,
                pracy, ale i we wszelkich radościach.

                O: Ja tego nie napisałem, że nie jest obecny. Jest w całym naszym
                życiu.

                A: Dla mnie, tak jak pisze Kudyn, odkrywanie woli Bożej jest
                odkrywaniem swojego szczęścia. Żeby jednak wejść na tą drogę muszę
                wykazać minimum zaufania do Boga i minimum odwagi, bo to jest moje
                życie i ja w nim podejmuję decyzje (i dobre i złe), a bez nich nie
                ruszę ani do przodu, ani do tyłu. Zakręty można przejść, góry i
                doliny ,zwłaszcza jak się idzie z Bogiem! Dla mnie nie jest ważne
                jaka długa będzie ta droga, byleby do celu trafić! A jak się idzie
                to i doświadczenia się nabywa, byle nie popadać w rutynęwink

                O: Pełna zgoda.

                Pozdrawiam serdecznie.smile
                • mama_kasia Re: Znaleźć Wolę Bożą 07.01.10, 13:14
                  > O: To było nawoływanie do większej samodzielności i dojrzałości. Bóg
                  > chce byśmy dojrzeli..

                  To ja spytam, jak pojmujesz tę dojrzałość? Jaki stosunek do Boga?
                  Jaka z Nim relacja?

                  Bo do człowieka już wiem smile
                  • atama Re: Znaleźć Wolę Bożą 07.01.10, 22:40
                    Pytanie jest zasadnicze.

                    Nie wiem, zastanawiam się, szukam, pytam:
                    wziąć odpowiedzialność za swój los?
                  • otryt Im więcej odpowiedzialności, tym więcej miłości... 08.01.10, 10:15
                    mama_kasia napisała:

                    >To ja spytam, jak pojmujesz tę dojrzałość?
                    >Jaki stosunek do Boga?

                    Dojrzała miłość łączy się z odpowiedzialnością za drugiego
                    człowieka, za jego relacje z innymi, za jego relację z Bogiem. To
                    temat niezmiernie szeroki. Karol Wojtyła w swojej książce „Miłość i
                    odpowiedzialność”crying*) napisał: „Im większa odpowiedzialność, tym
                    większa miłość”. Przestrzeń naszej miłości może promieniować tylko
                    na jedną osobę, może tylko na kilka, będących najbliższą rodziną,
                    może promieniować szerzej i szerzej. Na ile osób moja miłość
                    promieniuje? Ile osób obejmuje przestrzeń mojej miłości? Za sprawy
                    ilu osób, chociażby regularnie się modlę lub w inny sposób
                    uczestniczę?

                    Zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. Te słowa, jeśli
                    mają coś znaczyć, muszą prowadzić do stwierdzenia, że także miłości
                    i odpowiedzialności uczymy się od Boga. Bóg jest wzorcem. Dążymy,
                    staramy się. Realizacja Bożej Woli oznacza dążenie do tych samych,
                    wspólnych celów. A to rodzi szczególną wspólnotę.

                    >Jaka z Nim relacja?

                    Bóg pozostaje Bogiem, człowiek człowiekiem. Dla Boga człowiek zawsze
                    pozostanie dzieckiem, niezależnie od tego, czy człowiek dojrzeje czy
                    też nie. Jednak, jeśli zmienia się któraś z osób będących w relacji,
                    zmienia się także charakter relacji. W jaki sposób się zmienia ta
                    relacja, to już pytanie nie do mnie, ale do jakiegoś teologa.

                    (*) W tej książce papież skupia się głównie na miłości pomiędzy
                    kobietą a mężczyzną. Jednak nawet dla tej relacji pierwotnym wzorcem
                    jest Bóg.

                • aka21 Re: Znaleźć Wolę Bożą 07.01.10, 13:33
                  Zwykły nakaz
                  > miłowania bliźniego kazałby Mędrcom dotrzymać obietnicy danej
                  > Herodowi, by i on mógł złożyć pokłon Jezusowi. Potrzebna była
                  > nadzwyczajna interwencja Boga. I w tym widzę tę zasadniczą
                  różnicę,
                  > o której pisałem.

                  No właśniesmile Oni uwierzyli, że tak będzie dobrze, bo tak im anioł
                  powiedział. Może dlatego, że samo przybycie ich do Jezusa,
                  odnalezienie Dzieciątka było cudem, który ich przygotował na taką
                  decyzję. Na decyzję z której wynikało dobro zaplanowane przez Boga,
                  a nie człowieka? No i oni nie zastanawiali się dlaczego maja tak, a
                  nie inaczej postąpić (przynajmniej nic o tych wątpliwościach nie
                  wiemy).
                  Czasem robimy coś pod wpływem impulsu Bożego, ale wydaje mi się, że
                  Bóg jakoś nas na przyjęcie jego przygotowuje. To jest po prostu
                  nadzwyczajna łaskasmile dana zwyczajnym ludziom.

                  Bóg
                  > pokazał nam jak kochać, jak służyć drugiemu człowiekowi, zachęca
                  do
                  > samodzielności, do współtworzenia, do angażowania się w
                  > rozwiązywanie przeróżnych ludzkich prioblemów. Nie chce byśmy
                  > biernie oczekiwali, aż Bóg nam wszystko da i rozwiąże za nas
                  > wszystkie problemy, także te najprostsze.

                  A, z tym się jak najbardziej zgadzam, ze to my mamy wziąć swoje
                  życie w swoje ręce, co nie znaczy, że nie mamy tego wszystkiego
                  równocześnie oddawać Bogu.
                  Przepraszam, ale przypomina mi się tu dowcip z tonącym, który nie
                  chciał wsiąść do rzadnej łódki, bo wierzył, że Bóg go uratuje, a u
                  wrót nieba dowiedział się, że te wszystkie oferty były właśnie od
                  Bogawink

                  > O: Ja poszedłem, gdy Bóg mówił do mnie we śnie. Powiedział „Wstań
                  i
                  > idź”. Dał dwie obietnice. Natychmiast wstałem i momentalnie
                  zostałem
                  > wyrwany z apatii i beznadziejności. Nagle zacząłem inaczej
                  > funkcjonować. To było tak niezwykłe przeżycie. Jednak rodzi się
                  > pytanie, czy Bóg co chwila ma do mnie przychodzić i wciąż mówić to
                  > samo? A może to raczej ja sam powinienem pamiętam o tamtym
                  spotkaniu
                  > we śnie?

                  To supersmile! Podziwiam!
                  Też zdarzył mi się w życiu taki moment szczególnie dany mi przez
                  Boga, choć nie we śniesmile, a na adoracji (kiedyś o tym pisałam) i u
                  mnie to chyba tak "działa", ze o tym pamiętam, to trochę jak list od
                  kogoś ukochanego do którego powraca się przez latasmile. Mnie to
                  wspomnienie zawsze przywraca nadzieję i optymizm. Choć pewno, kazdy
                  ma swoją drogęsmile.

                  > O: Pewnej pani gdzieś ze 100 lat temu błogosławiona Marcelina
                  > Darowska odmówiła wstąpienia do klasztoru. Powiedział jej, że ma
                  > założyć rodzinę i mieć dużo dzieci. Miała chyba z 10. Potem
                  wszyscy
                  > w tej rodzinie mieli dużo dzieci i mnie jakoś ta atmosfera też
                  > objęła, bo jakoś z tą rodziną jestem spowinowacony. Historię tę,
                  > swojej babci, opowiedział mi młody ojciec, gdy zapytałem skąd imię
                  > Marcelina dla jego córki. Dziecko to wielki skarb, taki mniej
                  więcej
                  > przekaz ogarnął na przestrzeni 100 lat dużą ilość ludzi, także
                  mnie
                  > samego. A wszystko za sprawą błogosławionej Marceliny Darowskiej.
                  >
                  Bardzo to fajne co napisałeś, ale popatrz ile to wymagało odwagismile
                  Po pierwsze od błogosławionej, zeby te słowa dziewczynie przekazać,
                  i od tej młodej dziewczyny, ze je pokornie przyjęła (nie poszła do
                  innego klasztoru) i też odpowiedziała na miłość przyszłego mężasmile.
                  No, Bożych ludzi jest naprawdę wiele wokół nassmile

                  A: Nie zgodzę się też z tym, że Bóg nie lubi gdy mu się zbyt często
                  > zawraca głowę problemami, które potrafią rozwiązać inni ludzie.
                  >
                  > O: To było nawoływanie do większej samodzielności i dojrzałości.
                  Bóg
                  > chce byśmy dojrzeli..

                  To już chyba wyjasniłam wyzej.

                  O: Napisałem, że jest najwyższą instancją. A więc jest pierwszy!
                  >
                  No, ja to odebrałam, ze ostateczną, ale ja z prawem nie mam nic
                  wspólnegowink Dla mnie pierwsza, to ta do której startujemy gdy
                  problem się pojawismile

                  O: Ja tego nie napisałem, że nie jest obecny. Jest w całym naszym
                  > życiu.
                  >
                  Oj, tak mi się napisało, przepraszam, nie miałam Ciebie na myśli!
                  Bardziej niż o sama obecność chodziło mi o troskę Boga o nasza
                  codzienność i gotowość pomocy.

                  Dawno tyle nie pisałam na forumwink)
    • mama_kasia Re: Znaleźć Wolę Bożą 06.01.10, 12:28
      O dzieciach i tym temacie myślę ostatnio w kontekście sakramentu
      bierzmowania. Nasz syn ma się zacząć do niego przygotowywać
      od przyszłego roku szkolnego. Ten okres przygotowania widzę
      szczególnie jako wchodzenie w duchową samodzielność i chęć
      dawania siebie. To jest to odkrywanie powołania do miłości
      Boga i bliźniego. Może najpierw tylko w świadomości, ale
      chciałabym, aby za tym poszły odważne konkretne decyzje.

      Pytasz:
      > Jak mówicie Waszym dzieciom o odkrywaniu powołania i tej... no
      > właśnie Woli Bożej w ich życiu??

      No tak sobie przy różnych okazjach rozmawiamy smile A choćby wczoraj,
      gdy w kotekście jakiegoś jego zdania, rzuciłam, że w życiu
      chodzi o to, aby żyć w zgodzie z wolą Bożą. Ja mam takie
      zapędy moralizatorskie wink Ale on wie, że tak my-rodzice
      staramy się żyć.
      Albo, gdy mówię, że nie żyjemy tylko dla siebie.

      Bardzo jestem ciekawa, jak to dalej w życiu moich dzieci pójdzie smile
      Jak będzie kształtowało się już bezpośrednie wchodzenie w
      dorosłość. Fascynujące mi się to wydaje.
    • aka21 Re: Znaleźć Wolę Bożą 06.01.10, 12:52
      Ostatnio przeczytałam bardzo adekwatny artykuł w Głosie Karmelu o
      małżeństwie Martin, rodzicach Małej Tereski. O tym jak odkrywali
      swoje powołanie, co było pragnieniem ich serc, a co Wolą Bożą i jak
      z tym wszystkim sobie radzili. Oboje w młodości chcieli iść do
      zakonów.... i podjęli ten krok. Ktoś rozeznał, że to nie ich droga,
      przyjęli to, a potem spotkali się na moście... i Zelii usłyszała w
      sercu, że to ten człowieksmile i potem już się potoczyło. Pragnęli mieć
      syna, by mógł być misjonarzem... zostali rodzicami patronki misjii.
      Jest w tym artykule fragment, który chciałam tu zacytować, ale w
      sieci tego nie znalazłam. Może wieczorem mi się uda przepisać...
      Bardzo mnie to poruszyło, oni podejmowali konkretne decyzje, a potem
      umieli odczytać, i przyjąć, że Wola Boża jest inna... i co więcej,
      odnajdywali w tym wszystkim radość, miłość i własne szczęście!
      • atama Re: Znaleźć Wolę Bożą 06.01.10, 13:12
        Oj dobrze byłoby, gdybyś przytoczyła smile))

        > Bardzo mnie to poruszyło, oni podejmowali konkretne decyzje, a
        potem
        > umieli odczytać, i przyjąć, że Wola Boża jest inna... i co więcej,
        > odnajdywali w tym wszystkim radość, miłość i własne szczęście!

        No właśnie! Podejmowali decyzje! Mieli swoje plany. Działali. A
        jednocześnie otwarci byli na zmiany.

        Przed oczami mam koleżankę. Totalnie zastopowana i... przestraszona.
        Szukała Woli Bożej, bo nie wiedziała, czy ma wyjść za mąż i czy za
        tego mężczyznę. Lat 28 wtedy. Nie decydowała NIC, no bo jaka Wola
        Boża? A Wola Boża milczała... Spowiednik szczęśliwie wyprowadził ją
        z tego impasu.
        • aka21 Re: Znaleźć Wolę Bożą 07.01.10, 09:33
          Atma, przepiszę, ale wczoraj nie dałam rady!
          • aka21 Re: Znaleźć Wolę Bożą 08.01.10, 10:06
            Może wreszcie mi się udasmile

            Ludwik nie został przyjęty do klasztoru z powodu słabej znajomości
            łaciny.
            "Po powrocie do domu...angażuje się z całego serca w realizację
            pragnienia. Opłaca drogie, jak na jego warunki finansowe korepetycje
            z łaciny....Realizację swego pragnienia przypłaca nawet zdrowiem.
            Przeciwności naturalne w których Ludwik odkrywa wolę Bożą, kieruja
            go inna drogą. Angażuje się więc w doskonalenie swojej profesji i
            staje się ekspertem w swoim zegarmistrzowskim fachu....
            Równiez młodziutka Zelia odkrywa pragnieniepójścia za głosem
            powołania zakonnego. Odpowiedzia jest tajemnicza odmowa ze strony
            przełożonej bez podania argumentów. Z pewnościa nie chodziło o
            posag, bo na to rodzina była już przygotowana. Po prostu usłyszała,
            ze "nie jest to droga dla niej". Pokornie przyjmuje to w duchu
            wiary. Nie buntuje się, ale zewszystkich sił angazuje w doskonalenie
            umiejętności zawodowych i staje się mistrzynią haftu. Marzy o
            licznym potomstwie i czeka. Nie wpada w pułapkę presji czasu i
            zamążpójścia "na siłę". Zwyczajnie czeka, by w pewnym momencie, w
            wieku 27 lat, wyraźnie z łaski Bozej, nadzwyczajnie znaleźć. Idac
            przez most w kierunku centrum miasta Alencon - widzi i słyszy. Widzi
            mężczyznę, a słyszy głos natchnienia Bożego: "To jest ten
            mężczyzna". Zwyczajnie czeka, by nadzwyczajnie znaleźć, zakochana i
            wierna aż do śmierci mężczyźnie spotkanemu na moście.
            • aka21 cd. 08.01.10, 10:16
              Ten fragment dla mnie był najwazniejszy:
              "To, co zwyczajne w tej historii, to tęsknota młodych ludzi, aby iść
              za głosem swoich pragnień. Podejmują nawet w tym kierunku konkretne
              decyzje. To natomiast, co nadzwyczajne, to fakt, że jednak poddaja
              się woli Bożej, która nie idzie po naturalnej linii ich pragnień.
              Realizowanie powołania to bowiem nie tyle realizowanie swoich
              pragnień, ile pójście za odkrytą w wolności wolą Bożą."

              I jeszcze z zakończenia:
              "I znowu zwyczajność rodzinnych wydarzeń przezywana nadzwyczajnie
              ukazuje nam kierunek, w którym należy szukać świętości. Nie w
              ucieczce od codzienności i zwyczajności, ale w jej pogłębianiu."
              • aka21 Link 08.01.10, 10:20
                Udało się, znalazłam linksmile. zapraszam do lektury!
                www.karmel.pl/hagiografia/rodzice/baza.php?id=media06
                • atama Re: Link 08.01.10, 10:24
                  Ako - bardzo Ci dziękuję. Mam o czym myśleć...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka