budzikowa
02.04.10, 11:28
Postanowiłam podzielić się z Wami obrazami i myślami, które powstały w mojej głowie podczas Triduum. Dla tych, którzy nie byli - żeby mogli sobie to wyobrazić; dla tych, którzy byli - żeby też się podzielili swoimi wrażeniami.
Wielki Czwartek:
1. Śpiew. Chór zaintonował "W krzyżu cierpienie", ludzie dołączyli z taką mocą, że zupełnie zagłuszyli chórzystów. Mocne, głównie męskie głosy. Kto by pomyślał, że my aż tak potrafimy śpiewać. Całe niebo nas słyszało.
A z pieśniami jest tak, że im dalsza zwrotka tym piękniejsza, np. zwrotka trzecia i czwarta:
Kiedy cierpienie, kiedy zwątpienie
Serce ci nawskróś przepali,
Gdy grom się zbliża, pośpiesz do Krzyża,
On ciebie wesprze, ocali.
Gdy cię skrzywdzono, albo zraniono,
Lub serce czyjeś zawiodło,
O, nie rozpaczaj, módl się, przebaczaj,
Krzyż niech ci stanie za godło.
2. Obrzęd umywania nóg. Biskup zaczął umywać nogi mężczyznom i wtedy ze wszystkich zakamarków kościoła, ze schodków i zza konfesjonałów zaczęły wychodzić dzieci. Całe mnóstwo. Przelazły przez wszystkie barierki, ominęły grzecznie asystę i bez najmniejszego onieśmielenia otoczyły biskupa. Patrzyły mu na ręce, czy dokładnie myje.
3. Coś, co mnie co roku uderza: Wielki Czwartek to dzień, kiedy liturgia się nie kończy. Księża odprowadzają Pana Jezusa do ciemnicy i wycofują się bez słowa. Gasną światła w głównym ołtarzu, ludzie powoli wstają z klęczek i też wychodzą. Dzień bez błogosławieństwa.
4. Po liturgii jest możliwość adoracji Pana Jezusa w ciemnicy. Od dwóch tysięcy lat nic się nie zmienia - przy Bezbronnym pozostają głównie kobiety.