Dodaj do ulubionych

Wierność tradycji

22.05.10, 12:21
Ciągle zadajemy sobie pytania dotyczące nieraz wręcz fundamentalnych spraw.
Bardzo często, tak jak w przypadku dyskusji związanej z in vitro, nie bardzo
chcemy pogodzić się z oficjalnym nauczaniem Kościoła - mam tutaj na myśli
nauczanie KRK przede wszystkim.
Zresztą problem powyższy dotyka właściwie wszystkich aspektów nauki Kościoła i
w ciągu wieków na tym tle dochodziło nie tylko do kontrowersji teologicznych
toczących się w zaciszu gabinetów, ale także wręcz do schizm i podziałów które
wstrząsały światem. Najbardziej jaskrawym przykładem jest kontrowersja
ariańska, której istota właściwie sprowadzała się do użycia lub nie w jednym
słowie najkrótszej litery greckiego alfabetu - homoousios czy tez homoiousios
- współistotny czy o wspólnej istocie.
Oczywiście bardzo spłycam problem, w każdym bądź razie konflikt teologiczny
przerodził się w powazny konflikt polityczny który trwał wieki.
Do czego zmierzam - otóż ciągle mało chyba uświadamiany jest fakt iż źródłem
Objawienia a więc źródłem nauczania Kościoła jest obok Pisma Świętego także
Tradycja. Bardzo mocno zostało to podkreślone w Konstytucji "Dei Verbum"
Vaticanum II gdzie czytamy m.in.:

"Aby zaś Ewangelia była zawsze w swej całości i żywotności w Kościele
zachowywana, zostawili Apostołowie biskupów jako następców swoich "przekazując
im swoje stanowisko nauczycielskie". Ta więc Tradycja święta i Pismo święte
obu Testamentów są jakby zwierciadłem, w którym Kościół pielgrzymujący na
ziemi ogląda Boga, od którego, wszystko otrzymuje, aż zostanie doprowadzony do
oglądania Go twarzą w twarz, takim jaki jest (por. 1 J 3,2).

. Nauczanie przeto apostolskie, które w szczególny sposób wyrażone jest w
księgach natchnionych, miało być zachowane w ciągłym następstwie aż do czasów
ostatecznych.
Stąd Apostołowie, przekazując to, co sami otrzymali, upominają wiernych, by
trzymali się tradycji, które poznali czy to przez naukę ustną, czy też przez
list (por. 2 Tes 2,15), i aby staczali bój o wiarę raz na zawsze sobie
przekazaną (por. Jd 3). A co przez apostołów zostanie przekazane, obejmuje
wszystko to, co przyczynia się do prowadzenia świętego życia przez Lud Boży i
pomnożenia w nim wiary. I tak Kościół w swej nauce, w swym życiu i kulcie
uwiecznia i przekazuje wszystkim pokoleniom to wszystko, czym on jest i to
wszystko, w co wierzy. "

Tradycja jest tym do czego odwołuje się Kościół w swoim nauczaniu, do niej
także powinno się sięgać szukając źródeł wiary. Od samego początku Kościoła
widoczna jest w nim troska o wierność tradycji przekazanej przez Apostołów.
Dawało to jakby gwarancję pozostawania w kręgu Bożej prawdy. Klemens Rzymski,
papież zyjący w I wieku powiedział po prostu:

"Apostołowie głosili nam Ewangelię, którą otrzymali od Jezusa Chrystusa, a
Jezus Chrystus został posłany przez Ojca. Chrystus przychodzi zatem od Boga,
Apostołowie zaś od Chrystusa. Jedno i drugie, w tym właśnie porządku, stało
się zatem z woli Bożej". - A Klem 42,1

Ta mentalność, przekazywania a nie wynajdywania nowości, była co rza
przywoływana. Wierność tradycji dotyczyła przede wszystkim nauki, wyrażała się
zaś, albo też znajdowała wyraz, w sukcesji biskupów skrzętnie liczonej od
Apostołów. Zajmował się tym często Euzebiusz - pierwszy historyk Kościoła,
powołując się na różne autorytety, na przykład na Ireneusza, który taki spis
biskupów dla Rzymu sporządził.
Szukano jednak nie tylko uzasadnienia dla urzędowego spisu biskupów. Euzebiusz
pisze o Papiaszu, chrześcijaninie drugiego pokolenia, o jego gorliwości
zbierania informacji o Apostołach. Cytuje jego słowa:

"Skoro gdziekolwiek spotkałem któregoś z tych, co przestawali z prezbiterami,
wypytywałem go o ich zdanie, co mówił Andrzej, co Piotr, albo Filip, albo
Tomasz, co Jan, albo Mateusz, albo inny z uczniów Pańskich, ponadto co
opowiadają Arystion i Jan prezbiter, uczniowie Pańscy. Zdało mnie się bowiem,
że z ksiąg nie odniosę tyle korzyści, ile ze słów drgających życiem" -
Historia Kościoła III,39,4

Odnoszenie się do nauki poprzedników stało się normą. W czasie kontrowersji
ariańskiej dochodziło do istnych batalii na cytaty. Ich echem może być "De
sententia Dionysii" napisana przez Atanazego. Był to wybór tekstów Dionizego
Aleksandryjskiego - sporządzony w celu przeciwstawienia się innemu wyborowi
spreparowanemu przez arian. Podobnie uczynił Bazyli Wielki w książce "O Duchu
Świętym" gdzie cytuje wypowiedzi Ojców od Klemensa Rzymskiego po Firmiliana z
Kapadocji.
Cyryl Aleksandryjski w mowach i pismach przeciwko Nestoriuszowi posiłkował się
niezliczonymi cytatami starszych Ojców. Miast jednak cytować wiele różnych
tekstów, z których - prawdę powiedziawszy - i tak wyszłoby to samo, zobaczmy
raczej, dlaczego argumentacja z ciągłości tradycji była taka ważna. Autorem
klasycznym w tej materii jest Wincenty z Lerynu. Martwi się mnożeniem się
błędnych nauk w Kościele i szuka kryterium ich rozpoznania, a raczej
rozpoznania prawdy w natłoku różnych idei.

Zobaczmy jak ważne i aktualne do dzisiaj są słowa tego Ojca pisane na początku
V wieku. Mamy przetłumaczone na j. polski jego podstawowe dzieło, znane jako
"Pamiętnik":

"Wobec takiej ogromnej gmatwaniny błędów jest rzeczą wprost konieczną wytyczyć
linię wykładu pism prorockich i apostolskich według prawidła kościelnego i
katolickiego czucia. W samym zaś znów Kościele trzymać się trzeba silnie tego,
w co wszędzie, w co zawsze, w co wszyscy wierzyli. To tylko bowiem jest
prawdziwie i właściwie katolickie, jak to już wskazuje samo znaczenie tego
wyrazu, odnoszące się we3 wszystkim do znamienia powszechności. A stanie się
to wtedy dopiero, gdy podążymy za powszechnością, starożytnością i
jednomyślnością. Podążymy zaś za powszechnością, jeżeli za prawdziwą uznamy
tylko tę wiarę, którą cały Kościół na ziemi wyznaje; za starożytnością, jeżeli
ani na krok nie odstąpimy od tego pojmowania, które wyrażnie podzielali święci
przodkowie i ojcowie nasi; za jednomyślnością zaś wtedy, jeżeli w obrębie tej
starożytności za swoje uznamy określenia i poglądy wszystkich lub prawie
wszystkich kapłanów i nauczycieli" - "Pamiętnik" 2,2n.

Ta powszechność, starożytność i jednomyślność jest złagodzona lekko uwagą, że
wystarczy zdanie "prawie wszystkich". Tych rozróżnić od błędnowierców można
zaś odwołując się do sentencji soborów powszechnych, a jeśli takich nie było,
porównując ich naukę z poglądami nauczycieli, którzy wytrwali w jedności z
Kościołem. Daje przykłady wybitnych nauczycieli, jak Orygenes czy Tertulian,
którzy za bardzo - jego zdaniem - zaufali swemu rozumowi i stali się pokusą w
Kościele, odwodząc od prawdy. Za to porównuje nauczanie Apostołów do złota,
które należy przekazać innym bez zanieczyszczeń ani zafałszowań. Nie chodzi
jednak o samo przekazywanie w niezmienionej formie. Wręcz przeciwnie:

"W co przedtem nieco mętnie wierzono, to niechaj wykład Twój rozświetli.
Dzięki tobie niechaj potomność wglądnie w to, co przeszłość, nie pojmując,
uwielbiała. Tego samego jednaj ucz, czegoś się nauczył, byś mówiąc W NOWY
SPOSÓB NOWYCH RZECZY NIE MÓWIŁ" - "Pamiętnik" 22

i dalej:

"Niechże więc wzrasta i olbrzymie nawet postępy czyni zrozumienie, wiedza,
mądrość tak w każdym z osobna, jak u ogółu, tak w jednostce, jak w całym
Kościele, według poziomu lat i wieków, ale koniecznie w swojej jakości, to
jest w obrębie samego dogmatu, w tym samym duchu, w tym samym znaczeniu" -
"Pamiętnik" 23

Jako przykład takiego wzrostu podaje w tym samym rozdziale rozwój i wzrost
dziecka: inaczej wyglądają członki niemowlęcia, inaczej człowieka dorosłego, a
jest to przecież ten sam człowiek.
Wincenty zebrał argumentację, którą Kościół żył już wcześniej. Przykłady jakie
sam podaje wskazują, że stosowanie sugerowanych kryteriów prawowierności wcale
nie jest takie proste.

Ale prawdę powiedziawszy jednak - innych nie ma w ogóle!!

Z tego też powodu, w miarę możliwości, będę starał się podawać cytaty z Ojców
dotyczące najbardziej podsta
Obserwuj wątek
    • andrzej585858 Re: Wierność tradycji 22.05.10, 12:31
      ucięło mi końcówkę tekstu. Chodzi mi o zebranie najbardziej podstawowych
      cytatów z pism Ojców Kościoła na których opiera się nauczanie Kościoła. Co
      Ojcowie mowili na temat prymatu papieskiego, tematy związane z mariologią, z
      kultem świętych i obrazów, dotyczące obrony i godności życia.
      To, co Kościół dzisiaj głosi nie wypływa , jak to czasem niektórzy mowią, z
      braku nowoczesności - jest to wierność Objawieniu.
      Tradycja daje odpór pokusie subiektywizacji która stanowi zagrożenie przede
      wszystkim w dziedzinie moralności.
      Tutaj nierzadko prawa sumienia przeciwstawiane są nauczaniu magisterium,
      zamieniając się niekiedy w "Pewnego rodzaju apoteozę subiektywizmu" jak napisał
      wtedy jeszcze kardynał J. Ratzinger, przy czym zapomina się o regule trafnie
      sformułowanej przez biskupów austriackich po ogłoszeniu encykliki "Humanae vitae" -
      "Istnieje wolność sumienia, ale nie wolność kształtowania sumienia" - cyt. za F.
      Ardusso - Magisterium Kościoła.
      • mary_ann Re: Wierność tradycji - niebezpieczeństwo 22.05.10, 20:34
        Wierność tradycji - zależy jak rozumianej.
        Tradycja, wbrew pozorom, też nie jest, czy raczej - nie powinna być - niezmienna.
        Zmienia się nasza wiedza - wiedza biblijna, wiedza o realiach tamtego świata.
        Weryfikujemy autentyczność atrybucji tych czy innych fragmentów Pisma Św. czy
        pism Ojców Kościoła, dowiadujemy się, w jakich warunkach podejmowano te czy inne
        decyzje. W sytuacji takich zmian w wiedzy nie wolno obstawać przy zafałszowanej,
        zmitologizowanej wizji Początków.
        • andrzej585858 Re: Wierność tradycji - niebezpieczeństwo 22.05.10, 20:45
          mary_ann napisała:

          . W sytuacji takich zmian w wiedzy nie wolno obstawać przy zafałszowanej
          > ,
          > zmitologizowanej wizji Początków.

          Muszę przyznać że jestem zaskoczony. Co oznacza obstawanie przy zafałszowanej i
          zmitologizowanej wizji początków?
          Z pozostałą częścia postu zgadzam się jak najbardziej i cały czas podkreślam iz
          należy brac pod uwagę realia historyczne , obyczajowe czyli to co bibliści
          określają jako "Sitz im Leben" .
          Co w takim bądż razie znaczy powyższe sformułowanie?

          Byłbym wdzięczny za rozwinięcie powyższego zdania.
          • tolka11 Re: Wierność tradycji - niebezpieczeństwo 23.05.10, 08:59
            Andrzej
            Nie mam siły ani czasu pisać na priv. Więc proszę tutaj. Od czego
            mam zacząć? Św Augustyn oczytany w tę i wewtę (oczywiście nie
            wspomnę o Katechizmie KK, Pismie Św i encyklikach), ale co dalej? Od
            którego z ojców zacząć?
            • tolka11 Re: Wierność tradycji - niebezpieczeństwo 23.05.10, 09:01
              Możesz odpisać na priv, a te dwa posty wyciąć, żeby nie zaśmiecały
              wątku.
              • andrzej585858 Re: Wierność tradycji - Prymat papieski 23.05.10, 12:40
                Co miałem na myśli pisząc o cytatach związanych z Tradycją to chciałbym
                przedstawić teraz omawiając jeden z najbardziej kontrowersyjnych tematów jakim
                jest prymat papieski.
                Jak kształtowała się ta tradycja i jakie wypowiedzi Ojców Kościoła są jej
                poświęcone.

                Pierwszym takim dokumentem który jest brany pod uwagę jest list św. Klemensa
                Rzymskiego - biskupa Rzymu. Napisał on list do Kościoła w Koryncie, kktóry był
                targany jakimiś nie końca znanymi swarami. Głównym problemem była kwestia
                posłuszeństwa biskupowi. Klemens, najprawdopodobniej poproszony, zabiera głos w
                tej sprawie pisząc:

                "Przyjmijcie naszą radę, a nie będziecie tego żałowali. Jak prawdą jest, że żyje
                Bóg, żyje Pan, Jezus Chrystus i Duch Święty, wspólna wiara i nadzieja wszystkich
                wybranych, tak kto w pokorze, w gorliwej dobroci i bez oglądania się za siebie
                wypełnia dane nam przez Boga przykazania i zalecenia, ten z pewnością znajdzie
                swoje miejsce i zostanie zaliczony do tych, których Jezus Chrystus odkupił...
                Jeśli ktoś jednak odmówi posłuszeństwa słowom, jakie Bóg przez nas do niego
                zwraca, niech wie, że niemałą ponosi winę i naraża się na niemałe
                niebezpieczeństwo. My za grzech ten nie ponosimy odpowiedzialności" - Listo do
                Koryntian 58,2 - 59,2

                Niektórzy badacze na podstawie tego listu wnioskują że jego autor musiał mieć
                świadomość odpowiedzialności za cały Kościół powszechny, skoro w ten sposób
                pisze - ale jest to tylko jedna z możliwych interpretacji.

                Innym znamiennym tekstem jest list biskupa Polikratesa do papieża Wiktora
                (189-198) w którym pisze iż na żądanie Wiktora zwołał zebranie biskupów
                azjatyckich w celu zakończenia sporu dotyczącego daty obchodzenia Wielkanocy.
                Nie sposób ustalić, na jakiej podstawie czegoś takiego żądał, faktem jednak jest
                że biskupi azjatyccy podporządkowali się temu żądaniu. W odpowiedzi na
                niejednoznaczne stanowisko tychze biskupów papież Wiktor jak pisze o tym
                pierwszy historyk Kościoła Euzebiusz:

                "Występuje z zamiarem odcięcia od wspólnej jedności wszystkich gmin azjatyckich
                oraz kościołów sąsiednich, jak gdyby były innowiercze i ogłasza publicznie na
                pismie, że wszyscy bez wyjątku bracia tamtejsi są wyłączeni z jedności. Nie
                spodobało się to jednak wszystkim biskupom" - HK V,24,9 nn.

                Nie doszło jednak do zerwania jedności gdyż najprawdopodobniej inni biskupi, a
                zwłaszcza Ireneusz wpłyneli na zmianę stanowiska papieża.
                Mamy tutaj więc do czynienia z pierwszym odnotowanym przypadkiem gdy autorytet
                biskupa Rzymu uznano za wystarczający do podjecia takich kroków.

                Przechodzimy tutaj do postaci nastepnego Ojca Koscioła Ireneusza z Lyonu
                żyującego w II wieku który w swoim głównym dziele "Przeciwko herezjom" dał takie
                oto świadectwo:

                "Ponieważ wyliczenie sukcesji wszystkich kościołów zajęłoby w niniejszym dziele
                zbyt wiele miejsca, przeto wskazując na następstwa największego i najstarszego i
                wszystkim znanego, przez dwu najchwalebniejszych apostołów Piotra i Pawła
                założonego i ustanowionego w Rzymie Kościoła, który posiada tradycję od
                apostołów i wiarę opowiadaną ludziom, a dochodzącą aż do nas drogą kolejnego
                następstwa biskupów..

                Z tym bowiem Kościołem, dla jego naczelnego zwierzchnictwa musi się zgadzać
                każdy Kościół, to jest wszyscy zewsząd wierni, bo w nim przez tych, co są
                zewsząd, zachowała się tradycja apostolska" - Rodz III, 3,2.

                Jest tutaj wyraźne podkreślenie iż już u zarania dziejów chrześcijaństwa pozycja
                Kościoła w Rzymie była postrzegana jako szczególna i była traktowana jako coś
                więcej niż "primus inter pares"

                Następnym świadectwem jest spór jaki wybuchł w Afryce wobec ważności chrztu
                udzielanego przez odstępców. Nie wnikając w istotę tego sporu przytoczę fragment
                listu ówczesnego biskupa Kartaginy Cypriana który pomimo zajmowania innego
                stanowiska niz ówczesny biskup Rzymu Stefan tak do niego pisze w roku 256:

                "Aby powziąć pewne zarządzenie i na wspólnej naradzie rozstrzygnąć różne sprawy,
                uważaliśmy najdroższy bracie, za konieczne z wielu tu zebranymi biskupami, odbyć
                synod. Na nim wiele rzeczy przedłożono i postanowiono. O tym przede wszystkim
                należało ci napisać i z twym dostojeństwem i z twą mądrością rozważyć, co
                bardziej się odnosi do powagi biskupiej i do jedności Kościoła i jego godności,
                pochodzącej z ustanowienia Bożego" - List 72,1

                Nawet będąc w sporze z biskupem Rzymu nie neguje Cyprian nadrzędnej roli papieża.

                Nastepnym dokumentem który który świadczy o szacunku jakim cieszył się biskup
                Rzymu jest treść kanonu 6 pierwszego Soboru w Nicei z 325 roku który jest znany
                jako I powszechny Sobór. Tak Ojcowie soboru w nim postanawiają:

                "Należy utrzymać w mocy starożytny zwyczaj w Egipcie, Libii i Pentapolis, tak
                żeby biskup Aleksandrii miał władzę nad nimi wszystkimi, albowiem taką władzę ma
                biskup Rzymu. Tak samo i odnośnie do Antiochii oraz innych eparchii należy
                zachować ich Kościołom przysługujące im przywileje".

                Co prawda potwierdzenie władzy biskupa jest tu jednak innej natury. Bardziej
                chodzi tutaj o kwestie związane z jurysdykcją terytorialną. Szacunek jakim
                cieszył siębiskup Rzymu w tamtym okresie był związany z obroną prawowierności i
                nie przekladał się ściśle na prymat jurysdykcyjny.

                Nastepnym ważnym dokumentem dla przybliżenia świadomości KOścioła na temat
                prymatu Rzymu jest list papieża Juliusza z 341 roku pisany w kontekście
                niekonczących się sporów ariańskich i złożenia z urzędu biskupa Atanazego z
                Aleksandrii.
                List ten zachował się w dziele Atanazego - "Apologia przeciwko arianom":

                "Dlaczego nikt do nas nie napisał, zwłaszcza w sprawie Kościoła
                Aleksandryjczyków? Czyż nie wiecie, że jest taki zwyczaj, że najpierw pisze się
                do nas i dopiero my stanowimy, co słuszne. Jeżeli zatem podejrzewano o coś
                takiego tamtejszego biskupa, trzeba było o tym napisać do tutejszego Kościoła.
                Tymczasem nie dość, że nas nie zawiadomili i na własną rekę robili, co im się
                podobało, to chcą ponadto, żebyśmy opowiedzieli się po ich stronie, chociaż nie
                badaliśmy sprawy. Nie takie są postanowienia Pawła, nie to przekazali nam,
                Ojcowie. Inny sposób postępowania i inny zwyczaj. Proszę was, zmieńcie to
                ochotnie, bo to, co piszę, służy dobru wspólnemu. Mówię wam przecież to, co
                otrzymaliśmy od błogosławionego Piotra Apostoła".

                Raczej mozna mieć wątpliwość czy powszechnie stosowanym zwyczajem było to co
                pisze papież "Najpierw pisze się do nas i dopiero my stanowimy to, co słuszne" -
                ale już wtedy zaczyna kształtować się świadomość powagi autorytetu biskupa Rzymu.

                Rola biskupa Rzymu została także zaakcentowana w uchwałach następnego soboru
                powszechnego który zebrał sie w 381 r w nowej stolicy cesarstwa -
                Konstantynopolu. Kanon 3 tego soboru tak mówi:

                "Biskup Konstantynopola winien mieć honorowe starszeństwo po biskupie Rzymu,
                gdyż miasto to jest Nowym Rzymem".

                Wyniesienie Konstantynopola na drugie miejsce jest wynikiem procesu akomodacji ,
                który był jak najbardziej zgodny z tendencjami istniejącymi od początku w
                Kościele. Na razie nikt nie podważa jeszcze prymatu biskupa Rzymu w kwestiach
                doktrynalnych.

                Na razie to pierwsza część cytatów. Zdaję sobie sprawę iż każdy z nich wymaga o
                wiele bardziej obszernego omówienia, ale to są jedynie pewnego rodzaju wskazówki
                gdzie należy szukać źródeł.
          • mary_ann Re: Wierność tradycji - niebezpieczeństwo 28.05.10, 15:40
            Przepraszam, nie zauważyłam tego wpisu.
            Początki bywają mitologizowane,tak jakby nie istniał żaden przyrost wiedzy
            historycznej. Dzieje się tak zwłaszcza w popularnej katechezie (Piszę o KK, bo
            ten znam). Np. pierwszych chrześcijan przedstawia się często jako spotykających
            się w katakumbach, prześladowanych en gros, jednomyślnych, heroicznych i bez
            skazy. Z samej lektury listów apostolskich wiadomo oczywiście, że cnotliwi i
            jednomyślni nie byli (przynajmniej nie nieustanniesmile, natomiast co do reszty,
            to lektura opracowań historycznych (np. Wipszycka, "Kościół w świecie póxnego
            antyku") sprowadza na ziemię - katakumby to zupełny margines, prześladowania
            dotyczyły nielicznych, większość wiodła w Cesarstwie spokojny żywot, a odkrycia
            archeologiczne dowodzą, że dość często harmonijnie godziła chrześcijaństwo z
            resztkami pogańskich kultów (co wydaje się zresztą historycznie i po ludzku
            zupełnie zrozumiałe).

            Chodzi mi też o sprawy poważniejsze - że jeśli zmiana wiedzy historycznej
            pokaże, że takie czy inne rozwiązania instytucjonalne kościoła (jakiegokolwiek)
            były oparte na fałszywych przesłankach, to powinniśmy być gotowi te rozwiązania
            zmieniać, a nie bronić ich w imię Tradycji pojętej jako niezmienność.
            • andrzej585858 Re: Wierność tradycji - niebezpieczeństwo 31.05.10, 19:15
              mary_ann napisała:
              .
              >
              > Chodzi mi też o sprawy poważniejsze - że jeśli zmiana wiedzy historycznej
              > pokaże, że takie czy inne rozwiązania instytucjonalne kościoła (jakiegokolwiek)
              > były oparte na fałszywych przesłankach, to powinniśmy być gotowi te rozwiązania
              > zmieniać, a nie bronić ich w imię Tradycji pojętej jako niezmienność.

              Masz oczywiście rację w tym co piszesz i jako przykład jak bardzo
              zdezaktualizowały się w naszych czasach zawzięte spory teologiczne i liturgiczne
              z przeszłości, jak inaczej teraz spoglądamy na dokumenty historyczne i jak
              inaczej je teraz odczytujemy - niech przykładowo świadczy wspólny komunikat
              papieża Jana Pawła II i katolikosa ormiańskiego Karekina II podpisany w Rzymie 9
              XI 2000r.
              Przypomnę że katolikos jest zwierzchnikiem kościoła ormiańskiego który od czasu
              synodu w Dwinie odbytego - uwaga!! 21 marca 555 roku - usamodzielnił się i
              zerwał łączność zarówno z Konstantynopolem jak i Rzymem. Czyli przez 1500 lat
              był określany jako "schizmatycki" a mimo to, oto co czytamy w tym komunikacie:

              "Uznajemy także, że zarówno Kościół katolicki, jak i Kościół ormiański posiadają
              prawdziwe sakramenty, nade wszystko zaś - na mocy apostolskiej sukcesji biskupów
              - kapłaństwo i Eucharystię (...) Kościół katolicki i Kościół ormiański są
              spadkobiercami długiej historii wzajemnego szacunku i uważają, że ich ODMIENNE
              TRADYCJE TEOLOGICZNE, LITURGICZNE I KANONICZNE NIE SA SPRZECZNE, ale raczej
              wzajemnie sie uzupełniają" - cyt. za Osservatore Roamno polskie wydanie 2001 nr.
              3, s.24.

              Podkreśliłem właśnie duzymi literami te jakże znamienne słowa. Historia
              zatoczyła koło, słowa które jeszcze 100 lat temu byłyby nie do pomyślenia
              dzisiaj padają z ust zwierzchników dwóch Kościołów - a jednoczesnie każdy z nich
              pozostaje przy swojej wielowiekowej tradycji które nie są sprzeczne one
              uzupełniają się.
              Tak więc nie uważam aby problemem było odkrywanie naszej przeszłości i czasem
              nowa interpretacja wydarzeń historycznych, sporów teologicznych. O tym zawsze
              trzeba rozmawiać tym bardziej że nie są to kwestie dogmatyczne.

              A wystarczy tylko uzmysłowić sobie że ekumenizm nie jest odkryciem naszych
              czasów. Zawsze istnieli zwolennicy dialogu religijnego - tylko ich głos był
              zbyt nikły i cichy, a wystarczyło chociażby przeczytać słowa Ormianina żyjącego
              z XII wieku - Nersesa z Lambronu który tak pisał:

              "Jeśli o mnie chodzi - Ormianin jest jak łacinnik, łacinnik jak Grek, Grek jak
              Kopt, Kopt jak jakobita (...) Dzięki łasce Chrystusa łamię wszystkie dzielące
              nas bariery, dzieki temu moje dobre imię sięga Kościołów - łacińskiego,
              greckiego i jakobickiego, jak również do Armenii, gdyż pozostaję niewzruszony
              pośród nich, nie skłaniając się ku ich partykularnym tradycjom" - cyt. za K.
              Sopka - Armenia Christiana - Kraków 2002.

              Temu właśnie ma służyć znajomość Tradycji, poznaniu i uzmysłowieniu sobie jak
              bardzo różnorodne jest chrześcijaństwo. Tradycja ma służyć wszystkich wierzących
              a nie tylko jak pisał ten żyjący 800 lat temu Ormianin "partykularnym tradycjom".
              • andrzej585858 Re: Tradycja - odpowiedzialność za słowa 02.06.10, 18:07
                Trochę będzie nie na temat, gdyż nie będę pisał tym razem o zamierzchłych
                czasach, chociaż w jakiś sposób ma to związek z tradycją. Tym razem z tradycją
                przez małe "t".
                Niestety, ale zahaczę w pewien sposób o bieżące wydarzenia polityczne gdyz one
                właśnie obrazują jak w pogoni za bieżącym sukcesem politycznym nie bierze się
                odpowiedzialności za wypowiadane słowa. Zwłaszcza, jeżeli są to słowa
                wypowiadane przez ludzi którzy chcą uchodzić za autorytety i tak też są postrzegane.
                Dziwne jest tylko jedno. Ich słowa są nagłaśniane, szeroko cytowane a to że
                często mijają się z prawdą?
                Powyższa smętna refleksja nasunęła mi się po lekturze strony abp Michalika
                przewodniczącego KEP.
                Za wstęp niech posłuży artykuł Jacka Karnowskiego:


                Jacek Karnowski
                Kto przeprosi abp. Michalika?

                Polskie elity potrafią uważnie i starannie analizować rzeczywistość. Po emisji w
                TVP1 filmu Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego „Solidarni 2010” szybko
                wyłapały, że na kilkadziesiąt osób przepytanych pod pałacem prezydenckim aż trzy
                (!) są z zawodu aktorami. A skoro aktorzy, to zapewne wzięli za swoje występy
                grube pieniądze, wcześniej w bólu wykuwając na pamięć co bardziej wzruszające
                kwestie. I zaczęło się dociekanie: czy zarobili, ile zarobili, jak zarobili.
                Gromko pytano ładnych parę dni. I słusznie, bo przecież aktor, zwłaszcza mniej
                znany aktor, obywatelskiego sumienia mieć nie może. Zwłaszcza wówczas, gdy nie
                jest to „nasz” aktor. „Nasi” aktorzy popierać nas mogą i nie ma znaczenia, że
                niektórzy, jak na przykład Andrzej Chyra, niedokładnie wiedzą, kogo popierają,
                mówiąc „Władysław” Komorowski.

                Czasem jednak tej dociekliwości, nie wiedzieć czemu, brakuje. I tak Andrzej
                Wajda podczas spotkania Komitetu Honorowego PO w stołecznych Łazienkach, gdzieś
                w okolicach ogłaszania „wojny domowej”, wypowiedział takie oto zdanie: „Jeżeli
                ksiądz biskup przemyski mówi, (że) jeżeli Pan Bóg musiał już ten samolot
                koniecznie zrzucić, to nie mógł siódmego? Ja siódmego właśnie leciałem z panem
                premierem i myślę, że tu jest sytuacja przed którą my stoimy.” Mocne zdanie, prawda?

                Ale jednak coś nie pasuje. „Biskup przemyski” to przecież arcybiskup Józef
                Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. To jedna z
                najważniejszych osób w Kościele w Polsce. Ten sam, który podczas żałoby
                narodowej pięknie wzywał do refleksji, narodowej zgody, a także dziękował
                Rosjanom za ich życzliwość w stosunku do Polaków. I nawet gdy nawiązywał do żalu
                tysięcy Polaków mających poczucie, że „ich prezydent” był niesłusznie obrażany,
                to czynił to z klasą i bez agresji. Czy to możliwe, że u siebie, w Przemyślu,
                ten sam abp Michalik zgłasza pretensje, iż spadł nie ten samolot, który spaść
                powinien? Po co miałby to robić? Sprawa ciekawa, ale w natłoku codziennej
                gonitwy nikt nie sprawdza faktów. Słowa Andrzeja Wajdy –zresztą powtórzone po
                minionym już felietonie – giną w natłoku wydarzeń, przegrywają konkurencję z
                „psychopatami” i „nekrofilią”.

                Dopiero po kilku dniach sprawa się wyjaśnia, protestuje Kuria Metropolitalna w
                Przemyślu: „Tego rodzaju nieodpowiedzialna i nieprawdziwa wypowiedź Członka
                Komitetu Honorowego jest niegodna ludzi kultury politycznej i demaskuje intencje
                autorów obliczone na podważanie dobrego imienia Kościoła.” Dziennikarze
                zaczynają badać sprawę, i dochodzą do jej „źródła”. Okazuje się, że punktem
                zaczepienia całej „story” jest homilia ks. prałata Zbigniewa Suchego, wygłoszona
                w przemyskiej archikatedrze grubo ponad miesiąc temu. Atakowany fragment
                brzmiał: „To się mogło zdarzyć w środę, zdarzyło się wczoraj. To był ten kwiat
                polskiej inteligencji, to były te elity, które miały zasilić swą krwią ziemię
                smoleńską, by katyńska ofiara sprzed 70 lat nie została zapomniana, byśmy nie
                zasypali tropów, którymi kroczyli ci żegnający się z najbliższymi.” Przyznają
                Państwo, że z powyższych słów trudno wysnuć wniosek, iż ks. Suchy powiedział:
                „jeżeli Pan Bóg musiał już ten samolot koniecznie zrzucić, to nie mógł
                siódmego?”. Tak naprawdę powiedział przecież coś odwrotnego: że tragedia mogła
                dotknąć również delegację rządową, bo ludzki los zna tylko Bóg.

                I tak wygląda ta sprawa. Najpierw przeinaczone słowa, później zmieniony ich
                autor. A później już kolejne powtórzenia, coraz bardziej luźne i coraz
                mocniejsze. Przekaz płynie, płynie i utrwala się w społecznej świadomości.
                Jeszcze w minioną niedzielę nieprawdziwe oskarżenia pod adresem abp. Michalika i
                ks. Suchego powtórzyły się w południowym programie Wojciecha Mazowieckiego na
                antenie Polskiego Radia i w TVP Info, w wieczornym programie Jacka Żakowskiego.

                Kuria przemyska oczekuje przeprosin. Ciekawe, czy ktoś uzna, że to oczekiwanie
                skierowane do niego?

                Czy powyższy tekst i protest Kurii Przemyskiej został równie skwapliwie
                odnotowany jak cytowane słowa A. Wajdy?
                Gdzieś powoli zanika odpowiedzialność za słowa, zwłaszcza w dającym się zauważyć
                ostatnimi laty, uporczywym podważaniem autorytetu biskupów, powagi Kościoła.
                Naprawdę, czasem aż się sam zaczynam zastanawiać - czy to tylko przypadkowe,
                nieprzemyślane wypowiedzi czy też po prostu aby być na tzw. topie - należy
                cokolwiek, najważniejsze aby podkreślić czy to ingerencję Kościoła w politykę,
                czy to w ogóle w życie społeczne.
                Wyjątkowo przykre są to wydarzenia.

                Najgorsze jest to, że w świadomości społecznej zostaną właśnie wypowiedzi Wajdy
                i inne, a powyższe wyjaśnienia dotrą tylko do nielicznych. Nie są tak medialne
                przecież.

                Całość materiału na stronie abp Michalika, można także odsłuchać homilię ks.
                Suchego którą tyle zamieszania narobiła:

                jmichalik.episkopat.pl/wypowiedzi/2996.1,Smolenska_wypowiedz_biskupa_przemyskiego_zestawienie.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka